Hej, mam 3-miesięcznego szczeniaka. Na początku mieliśmy problem z doborem szelek, ponieważ był za mały na większość modeli - zarówno zakładanych przez głowę, jak i przez łapy. Przez jakiś czas nosił więc szelki dla kota (zakładane przez łapy) i nie było żadnego problemu. Pies lekko urósł, więc w końcu zamówiłam przez internet odpowiedni rozmiar - bezuciskowe szelki BENXI (również zakładane przez łapy). Niestety od momentu, gdy je zobaczył, z odważnego psa stał się totalnym cykorem - zaczyna skomleć, piszczy i wyrywa się na sam ich widok i próbę założenia. Praktycznie nie jesteśmy w stanie ich założyć, ponieważ od razu panikuje.
Próbowałam oswajania ze smaczkami i spokojnego przyzwyczajania do szelek, ale minął blisko miesiąc i nic to nie daje. Co gorsze, po zobaczeniu nowych szelek zaczął tak samo reagować również na wcześniejsze puszorki...
Z racji jego problemu z szelkami najczęściej muszę wynosić go na dwór bez nich i bardzo pilnować. Czasami, kiedy jesteśmy zmuszeni je założyć (np. podczas jazdy samochodem albo wyjścia na spacer poza działkę), razem z partnerem zakładamy mu je na siłę. Na początku próbuje się ich pozbyć i tarza się po podłodze, ale po chwili się uspokaja i chodzi normalnie.
Proszę o radę, co można zrobić w tej sytuacji. Czy warto kupić inne szelki, których może nie będzie się tak obawiał? A może zrezygnować z szelek na rzecz obroży, którą mógłby nosić cały czas? Dodam, że same szelki wydają się dla niego wygodne - umożliwiają mu swobodny ruch i nie zauważyłam, żeby go obcierały albo uciskały. :<