Dziś Puszek leżał koło michy jakiś metr jak podjechałam. Nie odszedł jak przekładałam papu tylko się podniósł. Jak się do niego odezwałam to tylko fuknął zniecierpliwiony. Ja musiałam wykonać krok w jego stronę, żeby wsiąść do autka. I to też wytrzymał nie wiejąc, wręcz ruszył obok mnie do michy!!!:multi: Daleko tu jeszcze mówić o oswojeniu, ale chyba moja obecność już mu tak nie przeszkadza, no taki nieproszony gość ale do zniesienia.
A i jeszcze jedno jadąc później koło Puszka widziałam jak wymieniał przez płot "psie całuski" z bokserkiem mieszkającym niedaleko.