Jump to content
Dogomania

EmiliaŁódzkie

Members
  • Content Count

    4
  • Joined

  • Last visited

  1. EmiliaŁódzkie

    lęk separacyjny

    Być może ma Pan rację i dziękuję za odpowiedź. Nie zmienia to faktu jednak, że mamy poważny problem z którym musimy sobie radzić. Sunia jedzie do Centrum Szkolenia Gregoria w marcu. To nasza ostatnia deska ratunku, bo jak to nie pomoże to już nie wiem co:(
  2. EmiliaŁódzkie

    lęk separacyjny

    Jesteśmy umówieni na szkolenie do Gregorii na marzec. jestem pełna nadziei. Dziękuję jeszcze raz.
  3. EmiliaŁódzkie

    lęk separacyjny

    Sowa bardzo dziękuję. Na pewno spróbuję. Zacznę od punktu pierwszego. Pozdrawiam. Za jakiś czas odezwę się i powiem jak sytuacja
  4. EmiliaŁódzkie

    lęk separacyjny

    Dzień dobry Szukam porady, pomocy, cokolwiek. Jestem naprawdę pod ścianą i nie wiem co robić. Trzy lata temu adoptowaliśmy roczną suczkę ze schroniska. Piesio przyjazny, łagodny, lgnący do człowieka, czysty i zaznajomiony ze sprawami wychodzenia na dwór za potrzebą. Adopcja przebiegła gładko i piesek zamieszkał z nami. po jakimś tygodniu przy próbach pozostawienia psa samego w domu okazało się, że sunia nie chce zostać. Wyła, drapała w drzwi, aż wreszcie je pogryzła, zniszczyła. Drzwi do wymiany. Poszliśmy do schroniska zbadać temat u źródła. Przycisneliśmy właścicielkę schroniska i okazało się, że naszą sunię ktoś przywiązał do drzewa i nie wiadomo ile dni była uwięziona, ale najprawdopodobniej 2-3. Przy adopcji pytaliśmy czy piesek ma jakieś problemy i spotkaliśmy się przeczącą odpowiedzią. Nie zdecydowalibyśmy się na psa z lękiem separacyjnym, bo po pierwsze oboje pracujemy i mamy dzieci wieku szkolnym a po drugie mieszkamy w bloku i sąsiedzi to starsi ludzie przeważnie, którzy większość czasu spędzają w domu, a wiadomo, że ujadający pies przez 8-10 godzin to jest nie do wytrzymania. Wiem bo kiedyś miałam sąsiadkę ze sznaucerem, który wył i szczekał tyle godzin ile sąsiadki nie było w domu. Zapytaliśmy czy schronisko może nam jakoś pomóc. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że to minie i nie ma co się przejmować. Minęło siedem dni od daty adopcji, więc adopcji nie można cofnąć. Spróbowaliśmy więc szukać pomocy na własną rękę. w ruch poszedł behawiorysta i tabletki na uspokojenie od weta. Po jakiś 4 miesiącach nie skutecznej terapii poddaliśmy się a tabletki to nie działały nawet podwójna dawka i trzy razy zmieniane. potem pojawił się inny behawiorysta, znajomy z polecenia. nic nowego nie wniósł do sprawy a wręcz po wysłuchaniu całej historii powiedział, że ona już tak ma i być może ten lęk jest tak mocno zakorzeniony, że się nie da psa wyprowadzić. załamaliśmy się. Konger odpada ponieważ mamy za mało miejsca żeby go przytwierdzić na stałe a pies silny dosyć.Mąż jest kierowcą, więc całe dnie go nie ma. Ja co prawda pracuję na jedną zmianę ale też jestem w domu dopiero po 15. Dwoje dzieci do szkoły. Podjęliśmy więc próbę znalezienia domu pieskowi u kogoś kto już nie pracuje, lub kto ma dom i mógł by zostawić psa na czas nie obecności np. na ogrodzie. Spotkaliśmy się z falą hejtu i nienawiści. Żadna organizacja nie chciała nam pomóc, mówiąc krótko, że adopcja psa jest jak adopcja dziecka i trzeba się było liczyć z różnymi trudnościami. Takie życie. proszę mi wierzyć, że adopcja psa to była bardzo świadoma i przemyślana decyzja. Wychowywałam się psami całe życie. Moi rodzice mieli hodowlę pudli miniaturek. My potem mieliśmy mieszańca wilczura, który bardzo zachorował na stawy i nerki i zrobiliśmy co w naszej mocy żeby psa wyleczyć i wydaliśmy mnóstwo kasy na leczenie. po jego śmierci przez rok nie mogliśmy dojść do siebie. Po roku stwierdziliśmy, że jesteśmy gotowi aby pokochać innego psa i dać mu dom. wybraliśmy schronisko ponieważ uważam, że jest tyle bezdomnych psów, że nie będziemy kupować psa z hodowli. Nie zależało nam ani na płci ani na rasie tylko na tym żeby to był średniego wzrostu bądź mały przyjaciel człowieka. Woziłam psa codziennie do babci idąc do pracy i odbierałam ją po pracy. Rozwiązanie uciążliwe ale skuteczne. Moi rodzice nie żyją a teściowie nie lubią zwierząt. Moja babcia zmarła we wrześniu zeszłego roku. Poszłam na zwolnienie, które ciągnęłam 3 miesiące, żeby być z psem. w tym czasie próbowałam znaleźć kogoś do opieki za opłatą nad psem. Zgłosiło się kilka osób. jedna pani się zgodziła. Po dwóch tygodniach jednak zrezygnowała, tłumacząc,że ona też musi czasem gdzieś wyjść. Wykorzystałam urlop zaległy i część bieżącego. Jestem na wylocie z pracy. Z mężem też się kłócimy, bo nie widzimy wyjścia z tej sytuacji. Musimy oboje pracować bo wiadomo względy ekonomiczne. Obecnie jestem na lekach uspokajających. Czasami jak komuś opowiadam moją historię, to słyszę, że to zmyślona opowieść. Nic podobnego. Jest to najprawdziwsza prawda i nie wiem co mam dalej robić. Może znacie kogoś kto mógłby mi pomóc. Błagam pomóżcie
×