Calkiem przypadkowo trafilam na te strone ale postanowilam napisac, mimo iz sprawa jest juz troche przedawniona ale nadal ja mocno przezywam. Nie dotyczy psa ale kota ale mysle ze to nie ma wiekszego znaczenia. Na jesieni jadac samochopdem a Al Niepodleglosci zauwazylam kota siedzacego tuz przy krawezniku po stronie jezdni. Samam mam dwa koty wiec wiem ze na takiej ruchliwej ulicy takie zachowanie raczej jest anormalne... zaparkowalam, podeszlam i od razu jak go zobaczylam widac bylo ze kot mial powazny wypadek (pewnie potracila go samochod a debil ktory to zrobil oczywiscie sie nie zatrzymal)... kot ewidnetnie byl w szoku jednak jak podeszlam zaczal uciekac, na szczescie w strone budynkow a nie na jezdnie. Przypomnialam sobie ze doslownie kilka metrow dalej jest klinika, ta o ktorej mowa na pierwszej strnie, calodobowa. Jakas mila pani powiedziala ze podejdzie tam a ja tymczasem czekalam i pilnowalam kota, ktory byla naprawde w oplaknaym stanie (krew na pyszczku, oko...do tej pory jak o tym mysle to chce mi sie plakac). po 15 min pani wrocila i powiedziala ze z kliniki nikt nie przyjdzie!!!! ale pozwolili jej laskawie zadzwonic do Eko patrolu. Ci tez sie nie spieszyli... przyjechali po okolo poltorej godziny...my na mrozie czekalysmy i patrzylysmy jak kocina sie meczy, a kilka metrow dalej przeciez klinika weterynaryjna!!!. W koncu panowie z patrolu przyjachali i zabrali kota.... do tejze wlasnie kliniki!!!!! Kot czekal dwie godziny!!! Ledwo zyl jak go zabierali... koszmar!!! Tak sie zdenerwowalam ze poszlam do tej kliniki i spytalam o co chodzi??? Pani w recepcji odpowiedziala mi ze oni nie maja zadnego obowiazku pomagac zwierzetom bezpanskim!!! Ze to nawet strach tak na ulicy podchodzic do rannego zwierzecia...no szok! Najgorsze jest to ze mysmy chcialy nawety zaplacic zeby ktos stamtad wyszedl i chociaz spojrzal na niego, ale nikomu sie nie chcialo... i tlumaczyli sie ze maja pacjentow w klinice...czy normalny wlasciciel zwierzaka nie zrozumialby ze wet musi na chwile doslownie opuscic klinike aby pomoc innemu zwierzakowi???
Sorry ze sie tak rozpisalam, ale po prostu starszny zal mam do tej kliniki i NIGDY nie powierzylabym tam zadnemu weterynarzowi losu jakiegos zwierzaka, bo wydaje mi sie ze tam pracuja ludzie bez serca.