słuchajcie, u mnie w tym roku plaga kleszczy. po każdym dłuższym spacerze ściągam z psa nie 2, nie 3 kleszcze, ale ostatnio 14! a wczoraj to nie liczyłam nawet, bo było ich jeszcze więcej! stosowalam krople frontline, 3 dni temu kupiłam obroze foresto. zaden preparat nie zabezpieczył psa przed przynoszeniem kleszczy do domu. po powrocie ze spaceru odsylam psa na miejsce i obserwuję go nawet przez kilka godzin. kiedy widzę delikwenta wspinającego się po psie, natychmiast go ściągam i wyrzucam. na szczęście pies ma białą sierść, więc takich spacerowiczów widać jak na dłoni. problem w tym, że po pierwsze nie wszystkie kleszcze się wyłapie nawet jak sobie wędrują, a po drugie nie zawsze mam kilka godzin żeby psa obserwować (np. po porannym spacerze).
mimo obserwacji i zabezpieczenia psa, wyciągnęliśmy tej wiosny już ok. 10 kleszczy wbitych. martwię się nie tylko o psa, ale o domowników na których kleszcze mogą zawędrować. muszę coś zrobić, żeby pies nie przynosił takiej ilości tej małej cholery do domu. czy znacie jakieś przyrządy, preparaty, czy inne cuda techniki, które odstraszają kleszcze tak, żeby same z psa złaziły? nie wiem, może są jakieś częstotliwości dźwięków, które skutecznie odstraszają/zabijają kleszcze? albo zapachy? nie ma jakiegoś 'pudła', do którego jak się wsadzi psa, to uruchamia się skaner, który wyszukuje kleszcze na ciele i je likwiduje? :D
dodam, że ostatnio znalazłam 3 kleszcze łażące po łóżku, z czego jeden wylegiwał się na poduszce... brrrr, ratunku!
kasiak, mi wet powiedział, że przy stosowaniu foresto kleszcze mogą się wbić, ALE wtedy usychają. ja mam 'mix-husky-piąta-woda-po-kisielu', więc wiem, przez co przechodzisz. następnym razem przy adopcji od razu powiem, że chcę łysego psa.