zdziwił mnie Wiśnia tym zachowaniem, bo z każdym zawsze żył po przyjacielsku, nigdy nie prowokował i nie wdawał się w psie bójki (nawet z Imciułą, który się na niego rzucał). Balbinkę vel Kolę dominował, a w końcu się rzucił. Nic się nie stało. Zresztą Koli nikt jakoś nie polubił, musi chyba przejść naszym domowym smrodkiem;)