Włos na głowie się jeży. Ale nie z powodu pani doktor .
Przeraża mnie co mogą media zrobić z człowiekiem jakie bzdury przedstawić i nie można się przed nimi obronić. A wszyscy w to wierzą.
Faktem jest, że na miejscu była policja i weci z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Oni raczej się na takich rzeczach, więc nikt chyba nie będzie wątpić w ich ocenę. Wyniki kontroli będa znane za jakiś czas.
Skóry i czaszki zwierząt pochodziły z czasów studenckich pani doktor. W czasie studiów na kursie uczyli się garbować skóry i preparować szkielety. Skóry okazały się skórami zwierząt dzikich i były nabyte legalnie z Przedsiębiorstwa "LAS" , a czaszki pochodziły z uczelnianego prosektorium.
Część skór została wygarbowana i policjanci oglądali je w mieszkani wetki. Kilka skór natomiast była źle przygotowana, miały się wysuszyć w oborze, a zgniły. Popełniła błąd, że tego nie uprzątnęła i skórki wisiały sobie kilka lat. Podobnie czaszki, części nie miała czasu odpreparować i się zasuszyły. Teraz pewnie nadają się tylko do utylizacji i należało tak zrobić dawno.
W oborze znajdowały się jeszcze zwłoki 4 psów - wszystkie uśpione na prośbę właścicieli z powodu ich stanu zdowia. Jeden należał do jej znajomej, której obiecała, że pochowa koło swojego domu. Pozostałe miały mieć sekcję potwierdzającą diagnozę. Nie zrobiła sekcji od razu, a później zwłoki się zamroziły. A worki? Zwłoki najlepiej transportować w workach gdyż, pewnie nie każdy to wie, po śmierci mogą jeszcze być wydalone odchody i wymiociny. Ma też miejsce zesztywnienie pośmiertne, stąd skrępowanie łap, by nie przedziurawiły worków.
Nieużywana, zagracona obora z pewnością nie jest dobrym miejscem do robienia sekcji, ale taka sekcja jest czynnością brudzącą i śmierdzącą i jest kłopotlowa do przeprowadzenia w małej lecznicy. Zwłaszcza gdy znajduje się w niej inny pies (żywy !!!) na leczeniu po operacji.
Oczywiście te wszystkie wyjaśnienia sprawdza policja i weci z Inspektoratu, ale media na pewno tego nie przedstawią, bo to już nie jest sensacja.