-
Posts
2233 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Kasie
-
Wystarczy, że przypomnę sobie Ksera zapach w Twoim samochodzie jak wiozłaś Aszota do hotelu... Z Beemką było Ci ciężko bo to było takie niespodziewane. A jeszcze masz Lune... Ale nie bedziemy sie sperac kto ma gorzej. Bo jakby ktos nie wiedział to Ksera to szalona kobieta! ;)
-
Ksera, i znowu sie popłakałam... Doprowadzasz mnie do łez. Zmień się.
-
Pożegnałam kolejnego psiego Przyjaciela. Ares i Aszot... Ktoś kiedyś w tym wątku napisał tak: "Kto pożegnał przyjaciela - wie jaki pusty staje się świat.Kto cierpiał razem z nim wie, ze to gorsze od pożegnania" I takie jest sedno.
-
To, że tu piszecie, to bardzo miłe. I co chwila tu zaglądam. A co do kolejnych psów... Wiecie jak to jest. Na razie rodzice powiedzieli kategoryczne nie. Ja ich rozumię. I pozwolę im potrwać w tej myśl jakis krótki czas, że jest tylko Linki. A później sie cos przydaży. Jak to dogomaniakom. Stare, biedne, schorowane, brzydkie. Do leczenia itd. I znowu będę Was prosić o pomoc, o porady. Bo każdy pies tak jak Aszot uczy czegoś. I ja dosrałam swoja lekcję.
-
A z zabawnych rzeczy: Wczoraj uprzedziłam Lincolna, ze on nie może zdechnąć. A dlaczego. Powód jest prozaiczny. Jak zdechł Ares (dog arlekin) to na miejscu gdzie go zakopaliśmy posadziliśmy biało-czarną brzozę. Teraz obok zakopaliśmy Aszota i posadzimy buk z popielatą korą. A Linki nie może zdechnąć bo skad ja biało-rude drzewo znajdę? :shake:
-
Kinga rzeczywiście to bardzo pieknie opisała. I bardzo dziękuje Wam wszystkim. Że tu zaglądacie, ze tu piszecie. Aszot nie był normalnym psiakiem. Zawsze sie śmiałam, że jest autystyczny, że jest zamknięty w swoim świecie. A nauczył mnie cenić drobne rzeczy: podniósł na mnie wzrok, poprawił łapy, mrużył oczy przy drapaniu. Dla każdego innego normalnego psa to byłoby nic. A dla Aszota to juz był olbrzymi postęp. Rzaen pies tak dumnie nie chodził na spacer jak on. A pamiętam początki kiedy była walka o kazdy krok na smyczy, ciągnięcie, szarpanie, paniczna ucieczka. I ten jego śmieszny ogonek ;) Miałam masę szczęścia że trafił do mnie taki pies.
-
Dziękuje Wam. Wiedziałam, że tak będzie ale i tak boli. I jest tak smutno... A wiecie, że Linki podszedł do Aszota już po wszystkim i sie połozył koło niego...
-
Wczoraj przed 21 Aszot odszedł za TM. Po ostatniej dawce sterydów węzły sie pomniejszyły ale i tak nie zaczął jeść. Ostatni posiłek zjadł w piątek. Po wizycie weta wczoraj (Aszot nie był w stanie sam sie podnieś) podjęłam decyzję, ze już dłużej nie będzie cierpiał. Zasnął dumnie jak przystało na Aszota. A ja sie bardzo cieszę że chociaż ten ponad rok mogliśmy być razem: Aszot i ja. Pamietaj o mnie piesku...
-
Elu, dobiliście mnie tymi zdjęciami... Jak można coś takiego wkleić a ja tam nie byłam :shake: :placz: Takie górki śliczne... I pochodzić i powspinać się można. Ale Wam dobrze było patrzeć na takie krajobrazy. A jak puto na stoku. I prawie muld sławnych nie ma. A ten lodospad śliczny! Ania do mnie napisała z propozycją spaceru. Przepraszam, nawet nie odpisałam. Ale i tak bym nie poszła. Z Aszotem bardzo kiepsko. Podalismy mu kroplówki.
-
A wiadomo co w tym Białymstoku robią? Logogryzacze mają to moze i odlewy psów (WŁASNYCH) w gipsie robią.
-
A dlaczego się mamy zachwycać tym zdjęciem? Gdyby było prawdziwe, to rozumię. Ale to fotomontarz! Normalny pies tak nie wygląda i tak nie siedzi. Wszyscy o tym wiedzą :evil_lol:
-
[quote name='AniaB'] chociaż myśle ze Fuksio i tak juz [B][SIZE=3]tego[/SIZE][/B] wiecej nie zrobi...:evil_lol:[/quote] Masz rację Aniu, że TEGO to moze już nie zrobi. Ale wymyśli cos nowego. W końcu Ela z Krzysiem mają takie nudne życie... i po to mają Fuksika aby im je kolorował. Prawda?
-
Ale macie perypetie! I jak to dobrze, ze wszystkie ze szczęśliwymi zakończeniami. Jak pisałaś Elu o tym tuleniu to zastanawiałam sie o kim piszesz (Fuks czy Krzyś? :evil_lol: ). No i kto Twoje wieksze współczucie wzbudził. Ta wpadka to cos takiego na ochłodzenie emocji po meczu. Ale chyba lepiej piwem na przyszłość...
-
Ksera, zawsze mogę ich do Ciebie przywieźć. Później będę miała troche luzu, że jednak u nas nie jest najgorzej pod względem ilości psów na metru kwadratowe ;) Mam kilka zdjeć Lincolna: Jak się domyślacie koleżanki i koledzy (:roll: ) Linki był na ściance wspinaczkowej. Nie wykazał zainteresowania ani wspinaczką ani pomocą w asekuracji. Podobały mu się za to te grube materace, dość wygodne dla takiej "kruszynki". Na mnie się obraził. Bo sami rozumiecie: wokoło pełno nowych ścian o nowym zapachu. Ścian wyglądajacych jak skały. A ja nie pozwoliłam obsikiwać. I jak tylko spostrzegałam jego zamiary to od razu powalałam go na ziemie. Ale to rekompensowało mu baaardzo liczne głaskanie i przytulanie. Linki robi ogromne wrażenie teraz na ludziach. Taka puchata olbrzymia kula. I te smieszne oczy. Na pytanie co to za rasa oczywiście odpowiadam: kundelek. Jeden facet sugerował, żebym przeglądnęła atlas psów bo on musi byc rasowy :lol: Nieźle mnie to rozbawiło. Zrobiłam mu wykład na temat co to znaczy rasowy. A wczoraj Lincoln zwiał. Był na polu, kuzyn nie domknął bramki i Linki Pooooszedł! Sąsiadka dzwoni ze uciekł. Ja w pracy, nie mogę wyjść. Ale patrzę na zegarek: Camara kończy prace. Dzwonie do niej raz, drugi. NIc. A Ona poszła do szefa na rozmowę! :mad: I pół godziny później wychodziła. No wiec dzwonie po kolei po sąsiadach. Poszli za nim. I WRÓCIŁ. Nie pozwolił sie dotknąć nieznajomym, nie mogli mu założyć smyczy. Po prostu sam dostojnym krokiem po nawoływaniach przyszedł i położył sie na schodach. Sąsiedzi juz na wszelki wypadek zabarykadowali bramke i bramę. Do tego stopnia że jak wrócili rodzice to nie mogli się dostać do domu.
-
Kraków - Greta, szczeniak który znalazł już swój dom :-)
Kasie replied to Camara's topic in Już w nowym domu
[quote name='Camara']...[SIZE=1]To płatne ogłoszenia, ale zwykle mam niezły odzew. I zdjęcia... Grecia zwojowała ludzi tymi zdjęciami na tapczanie. Wszyscy o nich mówili ;) Pozostałe moje szczylki też miały takie domowe zdjątka. Podejrzewam, ze to dlatego rozchodziły sie po domach jak świeże bułeczki[/SIZE][/quote] Gosiu, grunt to SKROMNOŚĆ! Prawda?;) -
Azunia w schronisku:( pan jej umarł, a pani jej nie chce;(
Kasie replied to Hailwyn_Hailwey's topic in Już w nowym domu
Aza wróciła do swoich poprzednich właścicieli. Przekonało nas to ze włożyli wiele wysiłku i starań aby psa odzyskac. Podpisali oczywiście zobowiazanie, że pies nie będzie pozostawiany bez opieki, ze podobne incydenty sie nie powtórzą itp. Jeśli nastąpią uchybienia to bedzie to podstawą do odebrania psa. Aza wpadła do domu, skoczyła na pana, wylizała go, zrobiła rundke po domu z zaliczeniem kuchni i łazienki, wpadła do pokoju, zaliczyła fotel, wersalkę, poźniej ponowna rundka po mieszkaniu i skończyło sie na panu. Poźniej ułożyła się w fotelu i tylko uszami strzygła. Uważam że dobrze zrobiliśmy. Po uzgodnieniu z Frotką nie prosiłam pana o zwrot kosztów sterylizacji ani leczenia. To skromni ludzie, skromnie mieszkają. W tym momencie muszą uregulować ponad 100 zł podatku za Azę z KTOnZ. Jak pan przyznał to duża kwota. Mam nadzieje, ze sie zgodzicie ze mną. Zwłaszcza Ola, która przekazała mi 100 zł na Azę i Pani Weterynarz która poniosła chyba największe koszty. A to co mnie ucieszyło, to że Aza jest wysterylizowana. Bo jak sam pan przyznał, chcieli aby miała szczeniaki. A teraz juz będzie sprawa jasna i oczywista ;) Wszystkim bardzo dziekuje za zaangażowanie i pomoc. Pani Weterynarz, Oli, Frotce i Marcinowi, Kasi za DT, Elwirze i jej mamie (Elwira, to był Twój pies :evil_lol: ), kiwi, tym którzy wozili Azę do Kundla, panu Feldmanowi, Camarze, wszystkim innym za rady i porady i wysłuchiwanie o Azie. Teraz pozostały już tylko kontrole. -
To jeszcze miesiac. A ja już się nie mogę doczekać. Sama nie wiem dlaczego...
-
Karina, to od kiedy Jonatan bedzie miał towarzystwo? W postaci Pytii ma sie rozumieć ;)
-
Azunia w schronisku:( pan jej umarł, a pani jej nie chce;(
Kasie replied to Hailwyn_Hailwey's topic in Już w nowym domu
Dzisiaj jeszcze raz idziemy do tych ludzi. Byłam przeciwna żeby im oddac psa. Ale... Bardzo sie starają. Właściciel był 2 albo 3 razy w TOZ. Złożył pisemne wyjaśnienie co do zaistaniałej sytuacji. Zapewniają że podobna sytuacja nie zaistnieje. Ten Pan brzmi bardzo rozsądnie. Podpisze zobowiązanie adopcyjne. Oni kiedyś znaleźli Azę na jakiejś wsi. Zabiedzoną. Przygarnęli ją. I teraz chcą ja z powrotem. Ja jestem przekonana, żeby ja oddać. Myślę, ze to była nauka z doswiadczeniem dla wszystkich. AniuB, to ta Elwira. Jakie to Wasze osiedle jest małe... -
Całą masę rad można im dać. ;) Na gips jak założą rękaw z materiału zawiżywany na grzbiecie to nie będzie go gryzł. Żeby sie szybciej goiło warto w gipsie w miejscu rany zrobic okienko żeby był dostęp powietrza. Sorkoseryl żel całkiem dobrze działa. Jak juz nie ma gipsu to robi się wałeszki z materiału na tyle grube aby izolowały rane od podłoża jak psiak się kładzie. Wałki zszywasz ze sobą zostawiając wolną przestrzeń na ranę (takie 2 obrączki połączone paskami i mocowane na sznurkach na grzbiecie. Na to znowu zakladasz rękaw. Bo inaczej nadal bedzie to lizał. Materiałem anty-lizaniowym jest flausz, wełna, sztruks. Dobry jes też dżins (trwały, nie przegryzie zębami a np wełne może po prostu rozpluć. Dobrze też działa zmiana opatrunków rano i wieczorem. Jak są dłużej, to opatrunek wilgotnieje i wtenczas pies bardziej sie tym interesuje. Kaganiec wcale nie jest tu niezbedny. Przy zakażeniu gronkowcem warto dowiedzieć sie o podawanie dostawowe antybiotyku. Podawane sterydy zwalniają proces gojenia sie rany. Co jeszcze mogę pomóc?
-
Ale Wam zazdroszczę tych nart... I czekam na zdjęcia. Elu jakbyście się gdzieś tutaj wybierali na narty na 1 dzień i jeszcze meli miejsce wolne to daj mi znać, proszę. Psiaki lubią towarzystwo psów. Aza (na DT u mnie) uwielbia Linkiego. Linki ja już mniej. A ona się tak do niego przytula. Jak Linki wychodzi na pole to ona też chce koniecznie. A później siedzi na ganku taka zmarznieta i trzęsąca sie. Jak ja wołamy do mieszkania to nie wejdzie bo Linki jest na polu. Jak Linki wchodzi to ona tez. Po prostu Małopies chce zawsze byc tam gdzie są Wielkopsy. Nie ma to jak stado. Więc może na nartach w stadzie też się lepiej bedzie jeździło?
-
No właśnie Irmo... :shake: Bagatelizuję każde jego złe samopoczucie a patrzę i cieszę sie jak wydaje się być silniejszy. Myślałam, że to będzie łatwiejsze. Jakiekolwiek dłuższe chodzenie odpada w jego przypadku. Schody do mieszkania pokonujemy w ciągu 2-3 minut a jest tylko 12 stopni. Za to szczeka jak ktoś idzie ulicą. Cieszy sie na widok Azy (zawsze miał słabość do małych kundelków). Apetyt sie pogorszył, ale jeszcze je. A z drugiej strony, gdybyśmy go nie wzieli (decyzja zapadła tu, na dogomanii) gdyby później nie trafił do mnie to nikt by nie wiedział że odchodzi, byłby jednym z setek anonimowych. A teraz przynajmniej jest rozpieszczany. I jest tak samo jak Serwo. Analogia historii starych psów.