ja zawsze mam taką malutka nieprzezroczystą siateczkę ze sobą na wszelki wypadek, bo i tka zazwyczaj rozpoczynamy spacer od wyjścia na pola i łąki, a tam nie widzę potrzeby sprzątania. Ale w mieście miejscach bardziej upublicznionych już tak (chodniki etc). Ostatnio jak byłam na koloniach to jakaś paniusia wyprowadziła owczarka niemieckiego na rynek a ten wali wielki kupsko na środku chodnika. Nie dość, że w miejscu publicznym to jeszcze tłumnie odwiedzanym przez turystów. Paniusia oczywiście próbowała odejść jak gdyby nigdy nic, ale ja do niej z tekstem "a to gówno przepraszam ma być tak na środku? Ciekawe co panowie ze straży miejskiej by na to powiedzieli." I podałam jej woreczek. Posprzątała, ale mina jej i ciekawskich podglądaczy była nieziemska. Dodam, że pies nie iał kagańca, ale wg. mnie powinien mieć, bo tam się robiło od ludzi i zwierząt. Ja mam taką zasadę, że wolę się krzywić z obrzydzenia przy sprzątaniu niespodzianek, a nie mieć odruch wymiotny przy czyszczeniu butów.