Cześć Marzena11133, jasne nie mam nic przeciwko temu aby napisać parę słów o sobie. Mam 25 lat, z zawodu jestem kosmetyczką.Mieszkam z mamą, siostrą i chłopakiem. Od kiedy sięgam pamięcią to u mnie w domu był zawsze jakiś pies. Miłości, szacunku do tych zwierzą nauczył mnie nieżyjący już mój tata. Pierwszym psem jaki mieszkał u nas był rasowy owczarek niemiecki-nieziemska psina miałam 5 lat jak do nas zawitał, pamiętam że mogłam jej robić wszystko jak to dziecko a ona nigdy mnie nie ugryzła. Potem był pudel Aga ale jej nie pamiętam wogóle, moja siostra mówi ze uciekała przedemna bo chciałam na niej jeździc a ona była za mała. Potem było trochę przerwy i sie zaczeła moja przygoda z psami. Szef mojego taty kazał mu zabrać ze schroniska psa do pilnowania, ojciec wybrał pięgnego wilczura pomieszanego z dogiem nazwalismy go Rambuś. Czesto był naszym gosciem w domu, co to był za pies, mądry, inteligentny. Pilnował mnie jak oczka w głowie. Mieszkał na terenie firmy mojego taty. Tam było pełno zieleni był to teren nie ogrodzony ok 10 hektarów. Pies zawsze wracał czasem nie było go 1 dzien czasem 2 ale zwsze wracał. Kiedyś w pysku przyniósł małe białą, kuleczką. Okazało się ze to był kolejny nasz domownik. Mały szczeniak został z nami na parę lat, nazwałam go bobiś. Był super psem, zabrała go choroba. Następnie ja już miąlam ok 18 lat. Pojechałam do schrona i przywiozłam kolejnego psiaka (tego kocham najbardziej). Nazwałam go Paciucha. Paciek był wspaniały, byliśmy najlepszymi kumplami miał mieć ok 10 lat. Mieszkał u nas jakieś 6 lub 7 dokładnie nie pamiętam. Na wiosnę tego roku zaczął poważnie chorować, Zabierając go z bidula i tak wiedziałam ze pies nie jest w najlepszej kondycji, ale była taki śliczny i dobrze mu z oczu patrzyło. Ludzie ze schronu mówili ,, niech pani go nie niebierze to schorowany pies" ale ja się uparłam . No i po tych latach spędzonych w naszym domku, zaczeła się masakra mojego zycia. Paciuszce najpierw wysiadło serce, wybrałam jedną z lepszych klinik w Poznaniu i pojechałam z nim do weta, miał badania kadiologiczne echo, ekg. O kazało się ze pies ma bardzo powiększone serce dostał zastrzyki i leki które miał brać do konca życia. Patrząc z perspektywy czasu myślę ze te tablety pogorszyły jego stan zdrowia. Siadł kręgosłup, stawy wątroba itd okazało się ze pies ma 18 lat!!!!!!(tak wyszło z badań)jeżdiłam z nim do weta, Praca, doma, wet, praca,dom wet........mysłałam ze umre gdy powiedzieli że mam pomyślec o uspieniu, w domu zemdlałam.Pies nie mógł utrzymać się na nogach, pokładał się tracił przytomnośc, łapy mu się plątały, wymiotował, miał biegunkę dusił się. Nie mogłam już patrzećjak się męczy. Odprowadziłam go w ostatnią podróz życia, trzymałam za łapkę kiedy