I po wizycie;)Wzięłam kapsa,mojego psa który jest takim dzikuskiem jak Lisek:)Pana nie poznałam,ale panią.Szelki i smycz przygotowane,piękny koszyk i otwarte serce...Proponowałam pani m oże inny piesek jakas bieda ale radosna smiała,otwarta na świat,Oni chca tylko Liska:)Nieszczęśliwy wypadek że Lis im zwiał też czegoś państwa nauczył(człowiek uczy się na błędach)Ja powiedziałam swoje tzn.jak postepować z bojazliwym psem itd..Dla mnie osobiście byłoby lepiej bez tych wizyt u marty,tylko nagłęboką wodę odrazu dać im psa..Bez tych wizyty,pan pracuje na zmiany trudno mu się dostosować...Zapewniano nas ze zawsze by ktoś z psiakiem był w domu...Dla mnie takie przychodzenie w odwiedziny to robienie psu wodę z mózgu,ale to nie mój podopieczny i decydujące zdanie ma Formica...