Jump to content
Dogomania

hub

Members
  • Content count

    9
  • Joined

  • Last visited

  1. Planuję wyjazd samochodem z psicą do Hiszpanii. Ma paszport (czip) i pełną historię szczepień, bo planowaliśmy podobny wyjazd w zeszłym roku - tylko nie wyszedł. Zgodnie z aktualnym planem (jeszcze może się trochę zmienić) trasa będzie przebiegała przez: tam: Polska -> Niemcy -> Francja -> Hiszpania powrót: Hiszpania -> Francja -> Szwajcaria -> Niemcy -> Polska Czy do przewozu zwierzęcia przez w/w kraje potrzebujemy czegoś więcej niż pasa bezpieczeństwa (dla psa)? Chodzi przede wszystkim o regulacje prawne. Nie mówię oczywiście o takich rzeczach, jak woda, kocyk itp. :)
  2. Beatrx, dzięki za ostatniego posta. Wróciłem chyba właśnie po to, żeby go sobie przypomnieć :) Szisza nadal, jak jest zaaferowana bardzo słabo reaguje na komendę "chodź". Czasami muszę po prostu po nią iść i wyciągać ją z krzaków, w których buszuje bo inaczej nie chce z nich wyjść. Nie zapamiętałem Twojej rady i cały czas używałem komendy "chodź" w różnych sytuacjach i kontekstach, czyli "podejdź bliżej", "nie odbiegaj za daleko", "przybiegnij z daleka", "nie obwąchuj ludzi, tylko idziemy dalej" itp. Możesz coś doradzić, jak poprowadzić szkolenie (poza pilnowaniem się, że "chodź" znaczy "masz stanąć przy panu")? Dzisiaj wymyśliłem taki sposób: Warunki: Trawnik, o którym pisałem wcześniej zarósł chaszczami, które Szisza kocha - bo motylki, świerszcze, muchy i inne fajne rzeczy, które można ganiać. Jak ją przy nich spuszczam to potem nie ma innej siły niż wejście w te wysokie trawy i wyciągnięcie jej siłą (czyli zapięcie na smycz i ciągnięcie za sobą). Komenda "chodź" powtórzona 25 razy najgroźniejszym tonem na jaki mnie stać czasem działa, ale z reguły nie. Wydaje mi się więc to niezłe miejsce do uczenia posłuszeństwa w sytuacji, kiedy jest tyle lepszych rzeczy niż "mówiący coś pan". Metoda: Przychodzimy w to miejsce i próbuję skupić jej uwagę na sobie komendami, które zna typu "siad", "daj łapę", "waruj" - w nagrodę smakołyki. Potem spacer wzdłuż tych traw na krótkiej smyczy, żeby szła przy nodze, jak jest spokojna to smakołyk. Potem ją spuszczam - robię to z komendą "chodź spuszczę Cię" (mówię tak do niej już od jakiegoś czasu i już to rozumie) do tego komenda "leć" (mówię tak od jakiegoś czasu jak pozwalam jej pohasać, rozumie już też "stop" czyli, że ma się zatrzymać i stać - na razie ćwiczone tylko na smyczy np. przed przejściami przez ulicę, albo w trakcie marszu zatrzymuję się z tą komendą zawsze). Po kilku minutach, kiedy Szisza jest na wolności komenda "chodź", jak przyjdzie to smakołyk, jak nie przyjdzie to właśnie nie wiem...powtórzyć komendę i 100 razy, aż przyjdzie? Czy mogę powiedzieć "chodź, masz" (na "masz" reaguje zawsze, bo wie, że coś dostanie)? Smakołyk - coś ultra-pysznego (w przypadku Sziszy kiełbasa lub kabanos). Zauważyłem ogromną różnicę w jej zaangażowaniu w trening, kiedy używam psiego przysmaka (jest niższy, szybciej się nudzi) a kiełbasy albo kabanosa (nie może się doczekać aż będzie mogła coś zrobić i dostać nagrodę, czasem aż robi wszystkie sztuczki jakie zna po kolei :) jak nie pamięta co ma zrobić na komendę). Dzisiaj spróbowałem tej metody - powtarzałem "chodź" po 20 razy coraz groźniejszym tonem. Na 3 "spuszczenia" i próby przywołania przyszła tylko raz. Pozostałe razy musiałem przyjść do niej i wyciągnąć ją z traw - chociaż myślę, że to gigant błąd, ale nie miałem innego pomysłu. Jako nagrody używałem przysmaka dla psów i zaangażowanie nawet w robienie komend, jak była obok mnie szło jak po grudzie, ale po kilku próbach się wkręciła i udało mi się przykuć jej uwagę na dłuższy czas. Chociaż co chwilę się odwracała i patrzyła w te trawy. Co mogę w tym wszystkim poprawić/zmienić? Wychodzenie z piłką czy zabawką w to miejsce to nie jest sposób na przykucie uwagi, bo Szisza na nie w tym miejscu w ogóle nie reaguje. Rzucam piłkę, a ona podbiegnie 2 kroki i skręca w krzaki, do piłki już nigdy nie wraca...
  3. Sowa i właśnie takich słów potrzebowałem :) co prawda, przeczytałem już o tym wczoraj gdzieś indziej i widziałem filmiki na YT mówiące o tym, żeby w ramach socjalizacji bawić się z psem i ćwiczyć sztuczki - żeby po prostu był zajęty i koncentrował się na właścicielu.
  4. Sowa, ale mi nie chodziło o to, że inni ludzie mają mniejsze prawa - przecież właśnie, dlatego zależy mi na tym, żeby przyzwyczaiła się moja psina do obecności obcych ludzi, żeby ich nie straszyła szczekając. "pal licho z tymi ludźmi" odnosiło się do "pokazujmy od niechcenia, jakby nigdy nic, co pies potrafi" - bo nie zależy mi na tym, żeby mój pies był widowiskiem dla innych, tylko żeby z innymi spokojnie koegzystował na spacerach (akurat z tym sobie radzimy, bo jak się chodzi to się nie stresuje) i przede wszystkim dłuższych wyjściach do parku czy na plażę
  5. już nawet pal licho z tymi ludźmi - dla mnie najważniejsze, żeby pies się niepotrzebnie nie stresował i wiedział, że chodzący po prostu wokół ludzie to nie jest zagrożenie a przynajmniej dopóki ja jestem obok
  6. Zaczęło się na pierwszym "towarzyskim" spacerze ze znajomymi, którzy też mają psa. Czekaliśmy na nich siedząc na ławce w parku (jak ktoś zna park Skaryszewski w Warszawie to pewnie kojarzy główną alejkę z ławkami ustawionymi w pewnej odległości od alejki) i Szisza szczekała na wszystkich przechodzących ludzi i psy. Próbowałem ją uciszać mówiąc "cicho" lub "spokój" (ale ona nie rozumie tych komend), reagowała tylko na "chodź tu" (musiała znać wcześniej, bo mam ją od ponad miesiąca, znaleziona na ulicy) i tak udawało mi się na sekundę ją uciszyć po czym znowu ujadała. Ma tak cały czas, ostatnio spotkaliśmy się ze znajomymi nad Wisłą, siedząc na kocu na plaży Szisza szczekała na wszystkich przechodzących nawet trochę dalej ludzi...koc oczywiście cały w piachu, bo próbowałem ją uspokajać i odwracać jej uwagę, ale nie dało się....nie miałem na to pomysłu. Wydaje mi się, że ona broni miejsca, w którym siedzimy (jak nikt nie przechodzi to nawet spuszczona ze smyczy leży sobie obok nas spokojnie). Co zrobić, żeby przestała traktować inne przechodzące osoby, jako zagrożenie w takiej sytuacji? Niektórzy nawet pomimo jej szczekania podchodzili do nas i dawali się obwąchać i głaskali ją, ale bardzo mało jest osób tak dobrze wiedzących, jak zareagować na takie zachowanie psa. Podsuńcie proszę pomysł na terapię, bo marzy mi się, że wychodząc w takie miejsca "pod chmurką" będę mógł zabierać ją ze sobą - ona się wybiega z innymi psami lub za piłką i spędzi ze mną czas a ja nie będę musiał co minutę jej uspokajać...POMOCY, bo "znamy się" z Sziszą krótko, ona ma już ok. 10 miesięcy i nie chciałbym takich reakcji pogłębić.
  7. hej, przepraszam za tak długi brak odpowiedzi, ale przeczytałem je zaraz po napisaniu ich. Sporo się u nas zmieniło - Szisza biega już bez smyczy. Opowiem od razu jak do tego doszło: nie potrzebowała za dużo treningu, wydaje mi się, że ktoś wcześniej nauczył już jej przychodzenia na komendę (już na smyczy reagowała na "chodź"), przy pierwszych spuszczeniach, kiedy reagowała na komendę zawsze dawałem jej smakołyka, którego ona wypluwała (nie miała czasu go jeść będąc zbyt zaaferowaną tym, że może biegać), ale najważniejsze, że słuchała się - obecnie nawet jak jest spuszczona na spokojnie je smakołyki jak dostaje w nagrodę za przyniesienie piłki lub inne "dobre zachowanie" pierwszy raz pojechaliśmy nad Wisłę - znalazłem między chaszczami bezludną plażę na wysokości Bartniczej, na której było tylko 2 rybaków w dużej odległości, po spuszczeniu hasała z radości, biegała z piłką i nawet wskoczyła do wody (chociaż myślę, że wcale nie chciała tego robić po chwili wróciła do mnie po tym jak przepłynęła sobie ze 2 metry wzdłuż brzegu), po pływaniu zawołałem ją, przyszła do mnie i grzecznie dała się zapiąć na smycz drugi raz byliśmy znowu w tym samym miejscu, ale w innej części plaży - znowu biegała wszędzie, coś ją intrygowało w krzakach i dość słabo reagowała na komendę "chodź" - ale po kilku stanowczych i głośnych powtórzeniach wracała, tego dnia bała się wody, jak piłka wpadła to nawet łapek nie chciała sobie zamoczyć po paru dniach spuściłem ją przy bloku (tak, obok tramwajów i robót drogowych, których 2 tygodnie temu się bała), dzięki tym robotom, rozgrzebali jakieś rury przez co spory kawałek nieużywanego trawnika był otoczony praktycznie z każdej strony hałdami piachu, biegała, bawiła się piłką, nie reagowała na tramwaje, przychodziła na komendę, przez parę kolejnych dni spuszczałem ją trochę w tym miejscu, po czym zwinęli hałdy (zakopali wykopane wcześniej rowy) i trawnik był znów otwarty na chodnik spotkaliśmy na spacerze na innym trawniku (całkiem sporym chociaż z jednej strony od ulicy oddzielonym tylko dość szerokim trawnikiem) panią ze spokojnym pieskiem - Szisza jak zawsze po "przywitaniu" chciała się bawić, więc postanowiłem ją spuścić - biegając zrobiła dystans ok. 20-krotnie większy od tego pieska, jak za bardzo odbiegała, nawet pomimo tego, że była niesamowicie zaaferowana towarzyszem reagowała na chodź (chociaż nie przychodziła do mnie pod nogi tylko biegła do mnie po czym z całym pędem mijała mnie i robiła np. kolejne okrążenie tylko bliżej) No i teraz nowy problem, jaki się pojawił. Chyba zaczyna się trochę pewniej czuć (może to moje błędy), ale już 2 razy po spuszczeniu jej ze smyczy nie chciała wracać, kiedy byliśmy gdzieś samochodem (raz na polu mokotowskim, innym razem na innej dużej przestrzeni). Mam wrażenie, że robi się czasami mniej posłuszna - więc może ja w jakiś sposób poczułem się bezpieczniej z nią i na zbyt dużo jej pozwalam, co ona czuje i próbuje przesuwać granicę posłuszeństwa. Będę zwracał na to uwagę teraz i zobaczymy jak będzie się zachowywać.
  8. Victoria, dobry pomysł z tą żyłką, tylko żyłka nie będzie się zwijać - więc obawiam się trochę, że może "podciąć" nóżki innemu psu podczas zabawy i zrobić mu krzywdę, ale przetestujemy ;) Dzięki też za ten filmik jak zainteresować psa zabawą - mam z nią ciekawy problem, że w czasie zabawy chętniej gryzie moje ręce, stopy, zdarza jej się kłapnąć za nos lub brodę a mniejsze jest zainteresowanie zabawką/szarpakiem (lub widać, że zabawkę gryzie delikatnie, nieśmiało a w przypadku palców czy moich spodni nie ma oporów) - nie rozumie jeszcze, że to boli, chyba, że bardzo głośno jęknę to na chwilę się ogarnia i liże mnie lub miejsce, które ostatnio ugryzła, ale po 20 sekundach gryzie mnie znowu. Kiedy bawi się sama to widać, że śmiało wyżywa się na zabawce. Beatrx, widziałem tylko małe (jakieś 2x2 metry) ogrodzone przestrzenie działające raczej jako "toaleta" dla psów. Chociaż przyznam, że do tej pory nie interesowałem się takimi miejscami, w ogóle, więc mogłem nie zwrócić uwagi. Jeżeli chodzi o samo bieganie to 5-15 minut ciągłego biegu w różnym tempie, bo ona w trakcie biegu zaczyna się interesować innymi rzeczami (wtedy mówię jej "chodź", na które reaguje i biegnie dalej). Z przywoływaniem nie ma problemu, bo reaguje na komendę "chodź" (pewnie ktoś tak do niej mówił już wcześniej), jeżeli jakiś pies lub coś innego bardzo ją zainteresuje i na "chodź" nie chce reagować wystarczy, że kucnę to wraca. Najgorzej, jak coś ją przestraszy bo wtedy ucieka na tyle, na ile pozwala smycz i nie reaguje na żadne komendy, albo podbiega kawałek drogi i zawraca. Jak do niej podchodzę to ona wykorzystuje to i jeszcze bardziej próbuje się oddalać od "źródła strachu" <- i takich sytuacji najbardziej się boję. Bawimy się w sumie około 4h dziennie o różnych porach dnia - jestem freelancerem i pracuję sporo z domu (ale codziennie wychodzę i zostawiam ją samą w domu, żeby przyzwyczajała się do tego i wiedziała, że wrócę). Jak do tej pory raz w tygodniu (pon-pt.) ma zafundowany dłuugi spacer nad Wisłę (spacer od 18 do 22 albo nawet do północy), w weekend znowu pół dnia na świeżym powietrzu - na takim spacerze trochę biegania, trochę siedzenia w miejscu.
  9. na wstępie przepraszam za niepoprawne politycznie określenie "nowy" pies, ale takim jest dla mnie a ja dla niej jestem "nowym" panem 2 tygodnie temu przygarnąłem suczkę z ulicy w małej miejscowości, z której zabrałem ją do Warszawy u weterynarza okazało się, że nie ma chipa, weterynarz przyznał, że teraz jest "sezon" na pozbywanie się psów - była wychudzona, weterynarz stwierdził, że ma ok. 9 miesięcy i albo dopiero co przeszła cieczkę, albo niedługo się zacznie (na razie nic na to nie wskazuje), szybko się zaaklimatyzowała, ogromne postępy było widać z każdym dniem: grzecznie chodzi na smyczy (reaguje na komendę "chodź" i "chodź tu"), chociaż zaczynają jej wychodzić różki i odważniej odbiega ode mnie na spacerach i częściej zaczyna gdzieś ciągnąć, zaczęła szczekać na dźwięki na klatce, uwielbia się przytulać i bawić się...no własnie - bawić się. Widać po niej, że chciałaby pobiegać i poszaleć a moje "bieganie" z nią to mało. Boję się spuścić jej ze smyczy, bo boi się wybuchów, uderzeń a w okolicy gdzie mieszkam jest remont chodnika z jednej strony, a z drugiej budowa ulicy, więc trzaski i głośne uderzenia to codzienność - jeszcze do nich nie przywykła do końca i zdarza jej się płoszyć. Dlatego boję się spuścić jej ze smyczy, chociaż pomiędzy tymi budowami jest sporo zieleni i trawników, po których mogłaby się wybiegać. Od 3 dni widać totalne wyluzowanie, do tego rozpiera ją energia, której nie mogę wyładować. Stosowane metody: bieganie z nią (ona chciałaby pobiegać szybciej a smycz ma tylko 5m ;) ), rzucanie piłki, patyka, ale często się rozkojarza i zaczyna się interesować czymś innym. W okolicy jest dużo innych psów, z którymi strasznie chciałaby się pobawić, ale widać w jej zachowaniu, że z jednej strony bardzo chce z nimi biegać a z drugiej boi się. Chciałbym ją spuścić, żeby się pobawiła (robi to czasami na smyczy, ale zasięg 5 metrów nawet z moim podbieganiem za nią to za mało, bo jest mega dynamiczna), ale boję się, że nagle coś ją przestraszy - może pies, z którym się bawi, albo jakiś dźwięk i nie uda mi się jej przywołać. Pomysł mam taki, żeby pojechać z nią nad jakąś łączkę, albo nad jezioro w jakąś odludną część ze znajomymi z psem, żeby dać jej więcej swobody i mieć pewność, że nie wbiegnie na ulicę (chociaż mogłaby zginąć w jakiejś przenicy, albo lesie...pytanie co gorsze). Ale to najwcześniej w weekend, dzisiaj mamy poniedziałek. Jak dalej będzie taka zwariowana to nie wiem czy wytrzymamy ten tydzień :) jakieś rady? Może pomysły, jak dać jej się wybiegać bez spuszczania jej, albo nawet ze spuszczeniem? Sposób, który da większą pewność, że ona wróci? Czy może lepiej nie ryzykować. Czekamy z Sziszą na Wasze porady :) w załączniku moja "Znajda" :)
×