Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
behemotka

Człowiek a pies - wartość życia i dylematy moralne

Recommended Posts

[quote name='omry']

Mnie z kolei śmieszy w ogóle niebo i co? Obnoszę się z tym? Czy ja piszę, że wiara, że człowiek po śmierci idzie do nieba jest niezdrowym podejściem? Ludzie opanujcie się i takie komentarze zostawcie dla siebie. Co Was, do jasnej ciasnej, interesuje, jak to sobie radzi z odejściem przyjaciela? Może wiara w to, że pies będzie już wiecznie szczęśliwy i często wiecznie wolny od ogromu bólu, który zaznał za życia, przynosi tym osobom ukojenie? Tak trudno to uszanować? Musicie to tak dobitnie komentować?

Brak mi czasem słów..[/QUOTE]
Bo ludziom się wydaje, że jak ktoś mówi tęczowy most to faktycznie w to wierzy, że kotek będzie pomykał po tęczy do nieba. Ale przecież to tylko przenośnia, inny sposób wyrażenia tego co inni myślą gdy mówią, że ich kot zdechł. Ja też akurat nie używam tego typu nazewnictwa, ale uważam, że tolerancja, szczególnie w tak delikatnym temacie jest bardzo potrzebna

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='behemotka']
filodendron, kpiny na moment na bok. Pytanie całkiem serio:
Czy skoro osoba, która potrafi pływać [B]I[/B] deklaruje, że w razie nieprawdopodobnego, hipotetycznego scenariusza z dwoma topielcami będzie najpierw ratowała swojego psa, a potem obcego człowieka, jest nieodpowiednim opiekunem dla jakiegokolwiek dziecka, to co z osobą, która pływać nie umie? Czy też jest absolutnie niedopuszczalna jako opiekun, bo w identycznej sytuacji też nie uratuje topiącego się człowieka?[/QUOTE]
Całkiem serio i bez kpin - osoby, które nie potrafią pływać, nie nadają się na opiekunów dzieci w warunkach, w których kontakt z wodą jest przewidywalny a tym bardziej zaplanowany - więc to taka hipoteza jak wszystkie inne odcinki serialu z pająkami itp.
W realu to wygląda tak, że jeśli puszczasz dziecko na obóz żeglarski, to dopytujesz się i prosisz o potwierdzenie kwalifikacji opiekunów w zakresie żeglugi przybrzeżnej, śródlądowej, morskiej - co tam trzeba - plus kompetencje pedagogiczne. Jeśli wysyłasz dziecko w góry, to pytasz o kwalifikacje przewodnika górskiego. Są to specjalizacje zmienne, w zależności od tego, co sobie dziecko wymyśliło na wakacje. Niezależnie od tego, czy są to żagle, czy góry, czy stadnina koni czy obóz z psami, liczysz jednak na to, że opiekun, niezależnie od kompetencji, w pierwszej kolejności ma mieć na uwadze dobro i bezpieczeństwo dziecka. Perspektywa, że ktoś będzie w pierwszej kolejności ratować konie albo psy zamiast dzieci, deprecjonuje instytucję opieki nad czyimś dzieckiem całkowicie i u podstaw. Wynajmując opiekunkę do dziecka liczę na jej lojalność - nie wymagam, żeby ryzykowała własne życie, ale psa - owszem - bo to jest opiekunka do dziecka, a nie do psa. Jeśli szkoła zamawia zajęcia z dogoterapeutą, który przychodzi z własnym psem, liczę, że w razie pożaru pomoże nauczycielom ratować dzieci, zostawiając swojego psa na drugim planie - w przeciwnym razie nie nadaje się do tego zawodu.
Ale ponieważ życie jest nieprzewidywalne, i ponieważ nie zdarzają się zaaranżowane scenariusze ale zazwyczaj coś, co całkiem nas zaskakuje (jak na przykład płonąca cysterna), to odpowiadając na Twoje pytanie - nie, nie powierzyłabym dziecka pod opiekę osobie, która deklaruje pomoc psu w pierwszej kolejności - bo jej umiejętność pływania zapewne na nic by się nie przydała, zapewne zdarzyłoby się coś całkiem innego. Tę potrzebę i deklarację niesienia pomocy drugiemu człowiekowi albo się w sobie ma, albo nie - i to jest najbardziej istotne - bo okoliczności zawsze są zaskakujące i bardzo różne, a człowiek pozostaje człowiekiem niezależnie od nich.
Dramaty niestety przychodzą zupełnie z innej strony, niż ta, z której ewentualnie bylibyśmy skłonni się ich spodziewać.
A z osobą, która pływać nie umie, nie puściłabym dziecka nad wodę z zupełnie innych, bardziej oczywistych i nie wymagających moralnej oceny powodów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='kavala']Ja nie wiem czy inni też wierzą w ten tęczowy most, bo to chyba nie jest kwestia wiary tutaj. Wydaje mi się, że to taki eufemizm by koić bolące serce po stracie pupila, pocieszenie siebie, ze on ma teraz dobrze, coś w stylu twojego kwiatka :) Każdy swój ból wyraża inaczej.[/QUOTE]
no wlasnie nie chodzi o wiare tylko okreslenie uczucia .Teczowy most to jest synomiem czegos ,zjawiska w ktorym zwierzeta sa uwolnione od bolu ,maja dozgonny spokoj, oraz okresla uczucie opiekuna dla zmarlego
zwierzecia ktore bylo przez lata czlonkiem rodziny.Brzmi to jak poezja i lagodzi dusze osoby ktora utracila zwierze .
Psy jak moga isc do nieba ,czy ludzie.czy wogole takowe istnieje ,to tez jest piekne okreslenie stanu jakiego nikt nie sparwdzil,tak jak pieklo .
Nadzieja ,fantazje wiara ,duzo ludzi trzyma przy zyciu .

Share this post


Link to post
Share on other sites
filodendron-osoby umiejace plywac moga sie tez utopic .Zdarza sie nawet ratownikom podczas ratowania innych ludzi czy to dzieci ,czy osob doroslych
Bylam swiadkiem tragedi we Wladyslawowie podczas pieknej wietrznej pogody. .w jednej sekudzie topilo sie jednoczesnie 5 osob ,ktore zostaly wyciagniete przez ratownikow na plaze ratowali je nie tylko ratownicy ale osoby prywatne.nikt sie nie zastanawial kto i kim jest.byly i dzieci.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='behemotka']Błąd. Denat jest określeniem nie martwego człowieka w ogóle, tylko ofiary zabójstwa, wypadku, generalnie gwałtownej, "nienaturalnej" śmierci.[/QUOTE]

Więc pies, który zginął śmiercią nagłą, nienaturalną, to też w/g Ciebie denat? ;)

[quote]Martwy człowiek - np. ciało, zwłoki, trup, truchło (to nie są określenia pogardliwe, również ostatnie). Wszystkie te określenia mogą być użyte również w stosunku do psa czy innego zwierzęcia.[/quote]Oczywiście, że wszystkie te określenia mogą być użyte również w określeniu martwego zwierzaka...
Ale odwrotnie, już niekoniecznie...
No, chyba, że powiesz, że w kostnicy leży truchło Twojej Babci, lub usłyszysz w tv, że znaleziono po roku padlinę zaginionego turysty...
Padlina, truchło, to określenia martwych zwierząt, raczej w stanie rozkładu... w stosunku do ludzi używa się określenia - szczątki...


[quote]Człowiek zjadany przez sępy na pustyni to też padlina[/quote]Dla sępa owszem, ale dla człowieka już niekoniecznie...




Tak sobie przypominam... na pewnym forum, też się bardzo oburzano, jak ktoś może do synka mówić, że ma penisa... bo to tak nieładnie... większość mówiła "siusiak", "cycuś" itp... a przecież to normalne określenie...
Ciekawe, że większość tych osób mówiła do dziecka, że mamusia ma "cycusie", nie piersi... że się dzieciakowi nie pomieszało... :razz:
Nie mam problemu z nazewnictwem, być może dlatego nie razi mnie określenie "pies zdechł"... dla mnie to naturalne, bez negatywnego wydźwięku...

I muszę rozczarować [B]Xxxx52[/B] - ani psem nie kryję, ani nie czerpię z niego korzyści finansowych, nie głodzę, nie znęcam się, zapewniam mu najlepsze warunki jaki tylko mogę, jestem z nim emocjonalnie bardzo związana... a jak zdechnie, to będę za nim strasznie tęsknić...
[SIZE=1]Chociaż wirtualnego zniczyka mu nie zapalę... [/SIZE]



[quote]Dla mnie też. Fajnie zarzucić tekstem w żartach, że jak w niebie nie ma psów,to się nie wybierasz, ale takie teksty "Biegaj Pępusiu za Tęczowym Mosteczkeim, hasaj ze słit jednorożcami, bez okrucieństwa człowieka" Są wg. mnie na pokaz. Po co to komu? Ok, człowiek tęskni, ale bez przesady. [/quote]Dokładnie...
Ciekawe, czy swoim bliskim też te osoby wstawiają na GG, czy innych fejsbukach wirtualne znicze, opisy rozkoszy niebiańskich itp?
Nie mam nic do niczyjej wiary w takie, czy inne życie pozagrobowe... tylko forma wyrażania tego jest żenująca...
Trochę podobnie jak comiesięczne wędrówki ludu pod pomnik Piłsudskiego, żeby oddać hołd prezydentowi pochowanemu na Wawelu...:evil_lol:

I nie chodzi tu nawet o samo określenie Tęczowy Most, tylko o te tysiące bezsensownych postów, służących nie wiadomo czemu i zaśmiecających każdy wątek, w którym przewija się śmierć zwierzęcia...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='xxxx52']
Bylam swiadkiem tragedi we Wladyslawowie podczas pieknej wietrznej pogody. .w jednej sekudzie topilo sie jednoczesnie 5 osob ,ktore zostaly wyciagniete przez ratownikow na plaze ratowali je nie tylko ratownicy ale osoby prywatne.nikt sie nie zastanawial kto i kim jest.byly i dzieci.[/QUOTE]

A czy psy też się topiły?
I były ratowane przed ludźmi?
Bo tu tkwi sedno problemu, a nie w samej tragedii...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Osobiście nie cierpię dramatycznego "nieeeee!! jak to się mogło staaaaać?! to nieee feeeer!!", jak odchodzi dogomaniacki pies, szczególnie bardzo schorowany. Taki lament ciągnie się kilka stron, ludzie zadają sobie pytanie "jak to się mogło stać" - ano mogło i się stało, czasem śmierć lepsza od wegetacji, od bólu i lania w pieluchę przez cewnik. Plus te glittery, świeczki... Nie lepiej zapamiętać psa, niż te gadżeciki?

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Sybel']Osobiście nie cierpię dramatycznego "nieeeee!! jak to się mogło staaaaać?! to nieee feeeer!!", jak odchodzi dogomaniacki pies, szczególnie bardzo schorowany. Taki lament ciągnie się kilka stron, ludzie zadają sobie pytanie "jak to się mogło stać" - ano mogło i się stało, czasem śmierć lepsza od wegetacji, od bólu i lania w pieluchę przez cewnik. Plus te glittery, świeczki... Nie lepiej zapamiętać psa, niż te gadżeciki?[/QUOTE]

M.in z tego powodu nie wchopdzę do działu Tęczowy Most.


I tak, mój pies też zdechnie, i mój kot też. Będzie mi żal i będę bardzo tęsknić i pewnie cierpieć, ale nie zrobię publicznej szopki z mojej tragedi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Arwilla']A czy psy też się topiły?
I były ratowane przed ludźmi?
Bo tu tkwi sedno problemu, a nie w samej tragedii...[/QUOTE]
Na wielu plazach nad Baltykiem nie moga wchodzic psy.Na tych tylko plazach sa ratownicy.tam gdzie sa dzikie plaze nie ma ratownikow.
szczeze mowic pies sobie w wodzie poradzi czlowiek nie zawsze.Jeszcze o topiacym psu nie slyszalam ,tylko zima kiedy wszedl na niezamarzniety lod i wpadl do wody,to ludzie narazajc swoje zycie ratowali psa.
Znam przypadki ze ludzie ratujac zycie zwierzecia sami gina.Uwazam ze nalezy ile mozna ratowac ludzi i zwierzeta np.podczas plonacego gospodarstwa ,wpierw szukaja w domu ofiar pozaru ,pozniej ida do stajen czy obor,lub robia ta akcje ratownicza jednoczesnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Arwilla-kazdy jest inny i to na cale szczescie.takie slownictwo ktorym sie poslugujesz to nie jest moim .Nie kazdy na szczescie mowi zdech czy padl na smierc zwierzat.Mnie nie przeszkadza Teczowy most na ktory nie wchodze nie dlatego ,ze mnie draznia posty ,ale nie znam tych pieskow i ich histori smierci moze i cierpien.Nie czytam tez nekrologow w gazetach.
Moi zmarli czworonozni czlonkowie rodzin pochowalam w ogrodku i zasadzilam kwiatki i polozylam kamien rzeczny z napisem,albo spalilam w krematorium i popol psa mam w urnie ze zdjeciem psa.zaden pies zmarly nie zostal zostawiony u weterynarza ,zeby pozniej z jego zwlok zrobiono nawozy sztuczne i olej maszynowy.Moje psy ,koty ,swinki morskie czy myszy , sa godnie tak jak zasluguja pochowane .

Share this post


Link to post
Share on other sites
xxx52 - ale juz rozumiesz, ze takim zachowaniem odstawiasz publiczna szopkę?

nie mówiąc o anglikach, francuzach etc- ci to całymi społeczeństwami odstawiają szopkę, hańbiąc ludzkie imię "najważniejszego naczelnego" poprzez używanie jednego czasownika oznaczającego czynność umierania zarówno w odniesieniu do ludzi, jak i innych zwierząt. Prymitywy!



no, to jak uważacie, że używanie słowa nacechowanego negatywnie nie przekazuje treści nacechowanych negatywnie, to o czym w ogóle ta rozmowa??

Czy wystarczy, ze według czyjejś opinii dany wyraz coś oznacza, żeby to faktycznie oznaczał? co to wasze: "dla mnie" ma do rzeczy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='sleepingbyday']xxx52 - ale juz rozumiesz, ze takim zachowaniem odstawiasz publiczna szopkę?

nie mówiąc o anglikach, francuzach etc- ci to całymi społeczeństwami odstawiają szopkę, hańbiąc ludzkie imię "najważniejszego naczelnego" poprzez używanie jednego czasownika oznaczającego czynność umierania zarówno w odniesieniu do ludzi, jak i innych zwierząt. Prymitywy!



no, to jak uważacie, że używanie słowa nacechowanego negatywnie nie przekazuje treści nacechowanych negatywnie, to o czym w ogóle ta rozmowa??

Czy wystarczy, ze według czyjejś opinii dany wyraz coś oznacza, żeby to faktycznie oznaczał? co to wasze: "dla mnie" ma do rzeczy?[/QUOTE]
a mozy to ty odstawiasz szopke?wierzac ,ze masz zawsze racje HOHO Co to za szopka jest?ciekawe made in.............?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Rozumiem, że określenia "pysk" też nie używacie?
Bo przecież ma taki negatywny wydźwięk... jak choćby przy powiedzeniu "chcesz w pysk?"... o "mordzie" nawet nie wspomnę...:evil_lol:

Mój pies musi codziennie przechodzić takie poniżenie, bo często mówię do niego "Mordo ty moja"...:lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='xxxx52']
Znam przypadki ze ludzie ratujac zycie zwierzecia sami gina.Uwazam ze nalezy ile mozna ratowac ludzi i zwierzeta np.podczas plonacego gospodarstwa ,[B]wpierw szukaja w domu ofiar pozaru ,pozniej ida do stajen czy obor[/B],lub robia ta akcje ratownicza jednoczesnie.[/QUOTE]


Widzisz... a cały problem polega na tym, że są tutaj tacy, którzy najpierw poszliby do obory...
I o to się rozchodzi... ;)


[quote name='xxxx52']Arwilla-kazdy jest inny i to na cale szczescie.takie slownictwo ktorym sie poslugujesz to nie jest moim .[/quote]

Tyle, że ja w przeciwieństwie do wielu zwolenników określenia "pies umiera" nie piszę w każdym temacie "pies zdycha, nie umiera"...

[quote]Moi zmarli czworonozni czlonkowie rodzin pochowalam w ogrodku i zasadzilam kwiatki i polozylam kamien rzeczny z napisem,albo spalilam w krematorium i popol psa mam w urnie ze zdjeciem psa.zaden pies zmarly nie zostal zostawiony u weterynarza ,zeby pozniej z jego zwlok zrobiono nawozy sztuczne i olej maszynowy.Moje psy ,koty ,swinki morskie czy myszy , sa godnie tak jak zasluguja pochowane .[/QUOTE]

Masz taką potrzebę i nic mi do tego... ja ani psa, ani Babci na półce nie trzymam...
Tylko nie pisz bzdur, że ktoś piszący "pies zdycha" jest ze swoim psem mało związany, lub trzyma go dla zysku... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Arwilla']Widzisz... a cały problem polega na tym, że są tutaj tacy, którzy najpierw poszliby do obory...
I o to się rozchodzi... ;)[/QUOTE]

Taak, są tu tacy. Ale dla tych takich to nie jest problem, na szczęście :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Arwilla']Rozumiem, że określenia "pysk" też nie używacie?
Bo przecież ma taki negatywny wydźwięk... jak choćby przy powiedzeniu "chcesz w pysk?"... o "mordzie" nawet nie wspomnę...:evil_lol:

Mój pies musi codziennie przechodzić takie poniżenie, bo często mówię do niego "Mordo ty moja"...:lol:[/QUOTE]


Ja mówię do mojego, że ma ryj! :evil_lol: A tak serio, to w naszym domu często przeplatane są ludzkie słowa ze zwierzęcymi i np moje dzieci często mówią że pies ma twarz lub buzię ;) Zastanawiam się tylko co byłoby gdyby tak napisały w szkolnym wypracowaniu.:p

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='kavala']Ja mówię do mojego, że ma ryj! :evil_lol: A tak serio, to w naszym domu często przeplatane są ludzkie słowa ze zwierzęcymi i np moje dzieci często mówią że pies ma twarz lub buzię ;) Zastanawiam się tylko co byłoby gdyby tak napisały w szkolnym wypracowaniu.:p[/QUOTE]
"Ryj" też u nas funkcjonuje - nawet w zestawieniu "paskudny ryj" :D A także "potwór", "bandyta" i "bydlątko". Ale także "brat" (córka o psie) i "dzieci" (my o córce i psie). Ciekawe jak to ostatnie zafunkcjonowałoby w wypracowaniu :D
Język jest elastyczny i przybiera różne znaczenia - wystarczy posłuchać, jak młodzi ludzie przemawiają do swoich ukochanych - czasem boki można zrywać (jak przyjechałam na "ścianę wschodnią", to się zdziwiłam, że o czymś malutkim i bezbronnym /np. małym dziecku/ można powiedzieć "cipulka", bo tam skąd pochodzę, no to jednak wyniosłam zupełnie inne konotacje... ;))

Share this post


Link to post
Share on other sites
"pysk" u nas jest na porządku dziennym, bo ciągle słyszę "[I]wytrzyj mu pysk[/I]" :evil_lol: i jest to dla mnie naturalne, bo pies ma pysk, a nie buzie. Tak samo normalne jest dla mnie powiedzenie, że pies zdechł, chociaż, jak ktoś chce, to nich sobie mówi, że jego pies umarł lub odszedł, bo co mi do tego.
A dbanie o "higienę językową", to dla mnie właśnie nazywanie rzeczy po imieniu, a z wykształcenia jestem filologiem (germanistyka);)

Share this post


Link to post
Share on other sites
hm, jakiś czas tu nie zaglądałam, a tu taki fajny wątek się rozwinął dzięki mojemu jednemu wyrażeniu, i chyba dobrze, bo jest o niebo ciekawszy i bardziej rozwijający dyskusję niż temat o ratowaniu żyć psich i ludzkich... ale do rzeczy. "to nie psy zdychają tylko źli ludzie" może najpierw trzeba było by się mnie zapytać kogo uważam za złego człowieka, a nie od razu wkładać mi określenia i słowa w me usta tylko dlatego, że dla kogoś z was złym człowiekiem jest każdy to ma jakieś tam swoje małe grzeszki. a jeśli już chodzi o nazewnictwo typu pies zdechł, człowiek umarł, bo jest człowiekiem a takie określenie jest przypisane tej zacnej naturze, mam pytanie do tych, którzy takowego zwrotu jak "człowiek zdechł" by nie użyli, mianowicie: jeśli zejdzie z tego świata człowiek, który zamordował ci matkę/ zgwałcił ci córkę, to powiesz och ten łajdak umarł (idąc tropem że przecież zwrot "zdechł" jest przypisywany wyłącznie nieżyjącym zwierzętom), a pies, który uratował cię z pożaru/ wyciągnął z wody zdycha? mnie nie obchodzą znaczenia przypisywane danym słowom w słowniku, bo ten słownik pisał człowiek/ ludzie, którzy mieli również swoje własne zdanie na temat znaczenia konkretnego słowa, i w sumie nie wiadomo czy np przypisanie słowa "zdechł" do zwierząt odbyło się za ogólną aprobatą czy też po wielu sprzeczkach, i tego chyba nikt się nie dowie. i błędem też jest uogólnianie, że ten, który powie że mu pies, czy mysz umarła również wierzy w tęczowy most... bo mimo, że nigdy żadnego zwierzęcia nie nazwę zdechłym nie uwierzę też w tęczowy most, chyba że jako metaforę życia po życiu, bo skoro człowiek ma duszę a jego dusza po śmierci idzie gdzieś do lepszego świata, to zwierzę, które też duszę posiada też musi mieć jakieś miejsce po śmierci dla swojej duszy. ale to, że w moim słowniku nigdy żadne zwierzę nie zdechnie, nie oznacza, że gdyby ten zwrot nie byłby tak nacechowany negatywnie i przez lata nadużywany przez ludzi dla których zwierzę nie ma żadnego znaczenia, nie używałabym go, tylko w obecnych czasach ja nie zgadzam się tym i moje przekonania nie pozwalają mi godzić się na określanie śmierci zwierząt, które są dla mnie wszystkim, takim samym językiem, który określa śmierć zwyrodnialców, morderców itp.[SIZE=1] (dla niedomyślnych [U]<ironia>[/U] - [B][SIZE=2]ZŁYCH LUDZI[/SIZE][/B]).[/SIZE] a jeśli chodzi o słowo pysk, morda, łapy to są to naturalne określenia zwierzęcych części ciała, więc jak dla mnie nie ma to wydźwięku obraźliwego, choć mimo wszystko pysk mi nie pasuje, i o swoich psach nigdy nie mówię, że mają pyski, tylko [U]mordki[/U], bo morda też chamsko mi się kojarzy, choć zwroty takie jak "mordo ty moja", "dawaj pyska" u mnie są na porządku dziennym, bo do swego psa zwracam się również per debilu, idioto, łajzo... ale moja koleżanka np ma taki szacunek do ludzi i zwierząt, mimo że sama zwierząt nie posiada, ze względu na brak takowej potrzeby, że nie powie "morda" ani "pysk" a właśnie twarz, co i mnie dziwi... ale tak kiedyś określiła mojego psa, że ma dziwną twarz heh, ale co ja na to poradzę, każdy sobie gada jak chce. [B]filodendron[/B] ja jestem ze "ściany wschodniej" i nie spotkałam się nigdy w życiu z nazywaniem czegokolwiek "cipulką" oprócz damskich narządów rozrodczych u małych dziewczynek w "cipulinkowych" miejscowościach :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
A mnie razi określenie "pies zdechł". Dla mnie pies jest członkiem rodziny, a w stosunku do członka rodziny nie powiem, że zdechł.

I każdego będę uprzejmie poprawiać zwłaszcza na dogo, które to forum skupia ludzi kochających zwierzęta, a którzy mówią tak zapewne z przyzwyczajenia.

W moim domu tak się mówiło o zwierzętach, co nie znaczy, że ja muszę powielać wszystkie wzorce z domu rodzinnego. Nie wszystko co człowiek wynosi z domu jest dobre, po to mamy rozum, by żyć i wysławiać się według własnych zasad.

Idealnie wyjaśniła to sleepingbyday, iż jest to słowo nacechowane negatywnie.
To, że "zdychać" funkcjonuje w mowie potocznej jako określenie na śmierć psa, nie jest dla mnie żadnym argumentem. W mowie potocznej funkcjonuje bowiem wiele sformułowań rażących ucho np. "dupa" na określenie atrakcyjnej kobiety, itp.
Kto chce wysławia się prostackim potocznym językiem, kto ma więcej kultury używa innego języka i tyle. Sami sobie wystawiamy świadectwo także mową.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ojasia']Pies ma pysk, tak samo jak ma łapy nie ręce.

Zaraz znowu będzie, że nie lubię mojego psa i na dodatek czerpię z niego dochód, trudno.[/QUOTE]

:evil_lol:

A w avatarku zdjęcie córki, więc zapewne kupiłaś go dziecku do zabawy... :razz:
Musimy nasze psy wycałować po łapach... tfu... po dłoniach w ramach przeprosin... :lol:

Mój pies też ma pysk... może on bardziej psi niż inne psy?
Choć z drugiej strony często mówię do niego "zabierz odwłok"... często dodając "kundlu"... to dopiero zniewaga... nie dość, że gatunki mylę, to jeszcze jego rasowości nie uwzględniam... jakby się hodowca dowiedział, to chyba by mi go odebrał... :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='fragile0987'][B]filodendron[/B] ja jestem ze "ściany wschodniej" i nie spotkałam się nigdy w życiu z nazywaniem czegokolwiek "cipulką" oprócz damskich narządów rozrodczych u małych dziewczynek w "cipulinkowych" miejscowościach :)[/QUOTE]
A to ciekawe :) Może Ci, u ktorych to zasłyszałam (wielokrotnie) to tez ludność napływowa, wcale nie tutejsza, nie wiem? :) Muszę w takim razie podpytać, skąd są przy najbliższej okazji. Ale "ciapy" zamiast "papcie" to już chyba znasz? (W moich rodzinnych stronach "ciapy" oznaczały osoby mocno nierozgarnięte).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×