Jump to content
Dogomania

Negatywy pozytywu, pozytywy tradycji czyli „Mam psa, chciałbym go szkolić, co wybrać?


Ifat
 Share

Recommended Posts

[B]Negatywy pozytywu, pozytywy tradycji, czyli „Mam psa, chciałbym go szkolić, co wybrać? Pozytywnie czy tradycyjnie?”[/B]

[B]Nie ma pozytywnych i negatywnych metod…[/B]
Dlaczego postanowiłem napisać kilka słów do obecnych i przyszłych właścicieli psów? Nie udzielam się na forach czy czatach internetowych, do tej pory nie brałem udziału w toczących się tam debatach na temat najlepszego sposobu szkolenia, a wszelkie spory i dyskusje omijałem, zajmując się praktyczną pracą z psami. Jednak od jakiegoś czasu niepokoi mnie następujące zjawisko: na szkolenie zgłasza się coraz więcej właścicieli, którzy nie mają ze swoimi psami kontaktu, nie zbudowali z nimi żadnej więzi. Większość tych zwierząt nie została nauczona zasad współżycia społecznego, co więcej, u części z nich już w bardzo młodym wieku pojawiły się zachowania agresywne, co niejednokrotnie kończyło się atakiem na właściciela lub członka rodziny. Zatrważający jest fakt, że po wstępnym wywiadzie z reguły okazuje się, iż agresywny pies ukończył jeden lub kilka kursów posłuszeństwa, a właściciel korzystał z licznych porad udzielanych w formie nagrań audio-wideo. Filmy takie najczęściej oferowane są przez ludzi, którzy sami okrzyknęli się ekspertami z zakresu wychowania, szkolenia i behawioru psa.

Kiedy właściciel zaczyna zastanawiać się, jaką szkołę wybrać dla swojego czworonożnego przyjaciela, najczęściej rozpoczyna poszukiwania w internecie. Znajdzie tam nie tylko strony poszczególnych psich szkół, ale także wiele forów, na których właściciele zwierząt dzielą się doświadczeniami i opiniami. Okazuje się jednak, że jakość i efektywność szkolenia, wiedza trenera (i co się z tym wiąże – szacunek i zrozumienie psa) oraz doświadczenie w pracy z bardzo różnymi psami, a przede wszystkim ich właścicielami, najczęściej schodzą na drugi plan, ponieważ większość dyskusji dotyczy tylko jednego zagadnienia – metod stosowanych w danej psiej szkole. Modne ostatnio zwroty: „metoda wzmocnień pozytywnych” i „szkolenie pozytywne”, przeciwstawiane są pojęciu „tresury tradycyjnej”, co deprecjonuje pracę wielu osób zajmujących się szkoleniem psów. Słowo „tradycyjny” ma tu wydźwięk zdecydowanie pejoratywny, stając się niemalże synonimem słowa „negatywny”, czyli wykorzystujący przemoc i stosujący wyłącznie kary.
Jak bardzo błędne jest to pojęcie, postaram się pokazać w poniższym artykule, którego celem jest próba uświadomienia przyszłym i obecnym właścicielom psów, jak nie dać się zwariować propagandzie słownej.

Z punktu widzenia potencjalnego posiadacza psa najważniejsze jest, by jego pupil zachowywał się socjalnie, wykonywał podstawowe komendy, nie sprawiał kłopotów w domu ani na spacerach oraz był bezkonfliktowy w kontaktach z innymi psami. Zasadniczo chodzi o to, by bezproblemowo funkcjonował w środowisku człowieka. I nic w tym dziwnego, w końcu większość zwolenników psiego towarzystwa nie ma potrzeby zgłębiania swojej wiedzy na temat metod szkoleniowych. Poświęcają wiele czasu i energii na szkolenie swojego psiaka, jednak efekt tego uczenia jest niejednokrotnie gorzej niż marny. Jaki jest tego powód? Jeden, jedyny i od wieków niezmienny - ignorancja i niewiedza trenera. Dlatego tak bardzo istotne jest, aby osoby, które szukają kursu dla swojego psa poznały szkołę nie tylko na podstawie cukierkowych opisów i fotografii zamieszczonych na internetowych łamach, lecz wybrały się tam osobiście, przyjrzały się pracy trenerów, a przede wszystkim reakcjom psów i ich relacjom z przewodnikami. Nie można dać się uwieść licznym skanom dyplomów, należy najpierw zastanowić się, co tak naprawdę czyni dobrego szkoleniowca. Czy jest to ilość ukończonych, często korespondencyjnych, kursów, niedających żadnych praktycznych umiejętności? Wyszkolenie jednego, do tego własnego psa? A może raczej praktyka, zdobyta podczas pracy z wieloma psami i poparta wiedzą teoretyczną? Oddawanie swojego psa pod „opiekę” osobom bez praktyki to troszkę tak, jakby poddać się operacji woreczka żółciowego, którą przeprowadzić ma psychiatra. Przecież, sądząc po kierunku ukończonych studiów i dyplomie wiszącym na ścianie, zna anatomię. Tyle, że z chirurgią ma już niewiele wspólnego. Porównanie może odległe od poruszanego tematu, ale wydaje mi się, że dobrze obrazuje sytuację. W dzisiejszych czasach, kiedy liczba psich szkół na rynku przekracza już chyba liczbę uczących się, musimy mieć na uwadze fakt, że zdobycie dyplomu, zaświadczenia czy certyfikatu bywa prostsze od ukończenia gimnazjum, a ponieważ tak łatwo zdobyć uprawnienia do nazywania siebie ekspertem od psiej psychiki, szeregi psich szkoleniowców rozrastają się bardzo szybko. Ale niestety ilość nie przechodzi w jakość, dlatego aby znaleźć naprawdę kompetentnego trenera, warto przyjrzeć się jego pracy i zasięgnąć informacji o konkretnych szkoleniach.

[B]Pozytywny nie zawsze oznacza dobry. Tradycyjny nie ma nic wspólnego z negatywnym![/B]
Kiedy przegląda się liczne fora internetowe dotyczące pozytywnego wzmocnienia i bezawersyjnych metod szkolenia, krew w żyłach mrozi ignorancja wobec doświadczenia i wiedzy specjalistów i wieloletnich praktyków.
Nie istnieje bowiem i nigdy nie istniała jedna, jedyna i nieomylna metoda szkolenia psa! O ile początkowo opinie o rzekomym istnieniu niepodważalnych metod szkolenia mogą śmieszyć, o tyle stają się przerażające, gdy znajdą swych zwolenników.
Jeśli rzeczywiście szkoleniowcom uznającym tylko jedną metodę szkolenia wydaje się, że zdobyli wiedzę absolutną w zakresie kynologii, należy zacząć powątpiewać w ich kompetencje! Jest bowiem wielką nieodpowiedzialnością i brakiem profesjonalizmu twierdzenie, że można wszystkie psy poddać tej samej „metodzie” i ona właśnie będzie tą skuteczną. Wśród ludzi są wzrokowcy, słuchowcy i osoby, których żywiołem jest ruch, tak więc metody nauczania powinny odpowiadać ich indywidualnym zdolnościom. Tak samo jest u psów. By nie zostać źle zrozumianym: nie twierdzę, że wśród przedstawicieli tego gatunku także rozróżniamy wzrokowców i słuchowców, ale każdy pies, poza uwarunkowaniami rasy, posiada liczne cechy indywidualne, które koniecznie trzeba uwzględnić podczas szkolenia. Jeśli tego nie zrobimy, nie osiągniemy wiele.
Wybierając metodę, a raczej metodykę szkolenia, powinniśmy obserwować przede wszystkim reakcje psa oraz to, czy zachowana zostaje komunikacja przewodnika z psem. Z czasem, gdy coraz lepiej poznajemy swojego psa, obserwujemy go i uczymy się jego reakcji, zaczynamy szukać metody, która pozwoli nam osiągnąć cel. I nie ma tu absolutnie mowy o tym, że cel uświęca środki! Nie chodzi o to, by stosować chorą zasadę „brak kary jest nagrodą”, jednocześnie jednak nie można na wstępie zanegować pracy z użyciem korekt.
Wydaje mi się, że w rozmaitych wypowiedziach zbyt wiele miejsca zajmuje tzw. czarny PR. Zamiast propagować swoje metody, niektórzy szkoleniowcy opierają się tylko na negowaniu metod tzw. tradycyjnych. Nie jest to ani zdrowe, ani dobre podejście. Na przykład wielkim nadużyciem jest twierdzenie, iż w metodach tradycyjnych nie stosuje się pochwał lub że używa się ich jedynie po zakończeniu pracy. Nic bardziej błędnego. Psa motywujemy cały czas, bez względu na to, czy w trakcie chodzenia przy nodze czy na zakończenie ćwiczenia – wciąż wyrażamy akceptację tego, co robi, jednocześnie korygując błędy. W czasie dobrego treningu pochwały i nagrody są nieodzowne: może to być pokarm, zabawka, zabawa. Elementy te działają motywująco, a ich dobór zależy od indywidualnych możliwości i potrzeb psa.

[B]Mit korekty[/B]
Czasem można przeczytać także absurdy dotyczące np. kolczatek. Skrajnym przykładem takich nowatorskich tez jest stwierdzenie, iż ludzie pracujący na tego typu obroży osiągnęli mistrzostwo, bo używając bicia i kar potrafią zmusić psa do radości. Nic bardziej mylnego! Przecież żadnej istoty żywej nie da się przemocą zmusić do radości, do szczęścia.
Widuję psy, które na widok kolczatki podskakują radośnie. Dlaczego? Ponieważ kojarzy im się ona z samymi pozytywami: czasem spędzonym z człowiekiem, zabawą, treningiem czy też najzwyczajniej w świecie dlatego, że kolczatka często pełni funkcję zwykłej obroży i oznacza dla psa długi spacer. Nikt chyba nie uwierzy, że pies kojarzący kolczatkę z właścicielem, w głowie przeprowadza następujący proces myślowy: „Tak, wziął kolczatkę, to teraz trzeba się cieszyć, bo jak spuszczę ogon, będzie kara i bicie”.
Zdarza mi się widywać radosne i uśmiechnięte psy w kolczatkach, spotykam też psy w halterach czy szelkach, całkowicie wyzute z wszelkich popędów, ze spuszczonym ogonem i pustym wzrokiem snujące się na smyczy za właścicielem. Przychodzi mi wówczas do głowy, że gdyby zamienić psa na pluszowego misia ze sklepu, nic by się w widoku takiej pary nie zmieniło. Prezentowałaby dalej taki sam brak kontaktu i komunikacji. I to właśnie w braku porozumienia i chęci kontaktu tkwi problem, a nie w tym, co pies ma aktualnie na szyi.


[B]Bodziec [/B]
W jednym z opisów dotyczących wad kolczatki jako sprzętu szkoleniowego znalazłem następujące stwierdzenie: „Po pierwsze bodziec awersyjny ulega habituacji - czyli jeśli na początku wystarczyło pociągnięcie, to po pewnym czasie potrzebne jest już szarpnięcie, a potem mocniejsze itd.”. Każdy, kto szkoli psy, zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że należy zmieniać bodźce, używając jednocześnie różnych rodzajów pochwał i korekt. W innym przypadku przyzwyczaimy psa do schematów, a tym samym pozbawimy go radości oczekiwania na nagrodę płynącą z różnych stron i w różnej formie. Podobnie niezrozumiałe, a wręcz wypaczające sens wszelakich ćwiczeń jest twierdzenie, iż używanie kolczatki powoduje odwrotny do zamierzonego efekt. Pojawiły się niedawno próby udowadniania, że pies zacznie kojarzyć korektę kolczatką z otoczeniem, wskutek czego rozwinie reakcje lękowe na otoczenie. Zwolennicy tej tezy powołują się często na eksperyment z roku 1920, zwany Little Albert Experiment ([URL]http://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82y_Albert[/URL]). (Chodzi o eksperyment naukowców z Uniwersytetu w Baltimore, przeprowadzony na 11-miesięcznym chłopcu. Celem było ustalenie, czy nasze lęki są wrodzone, czy też wyuczone). Taka sytuacja może wystąpić wyłącznie wtedy, gdy bodźca użyje osoba, która nie ma odpowiedniej wiedzy ani długoletniej praktyki w szkoleniu psów, dlatego tego typu korekty mogą stosować wyłącznie doświadczeni szkoleniowcy. Jeżeli więc bodźca awersyjnego użyje trener z odpowiednim doświadczeniem, pies skojarzyć, że niewłaściwe zachowanie skutkuje upomnieniem, a następująca po nim prawidłowa reakcja zapewnia natychmiastową nagrodę. Dzięki temu pies bardzo szybko orientuje się, co warto, a czego nie warto robić. Należy jednak podkreślić, że kolczatka jest narzędziem szkoleniowym, które wykorzystuje się do rozwiązywania konkretnych problemów. Dlatego po ich wyeliminowaniu trzeba zrezygnować z jej stosowania i zastąpić ją zwykłą obrożą.

[B]Konsekwencja jest podstawą wszelkiej nauki[/B]
Bezpodstawna wydaje mi się próba udowodnienia, że nie jesteśmy w stanie skorygować zachowania psa za każdym razem, kiedy przestaje on wykonywać polecenia i tracimy nad nim kontrolę. Jeśli właściciel zdaje sobie sprawę z tego, że pies nie zna dobrze komendy - nie stosuje jej. Należy zatem w trakcie szkolenia, a także w życiu codziennym starać się, by pies doskonale wiedział, czego od niego oczekujemy. Tym samym nagroda wieńczy wyłącznie konkretne, dobrze wykonane i wymagane w danym momencie zadanie. Nie możemy oczekiwać, iż pies sam wydedukuje albo co więcej, przeczyta w naszych myślach, czego od niego wymagamy. Należy zawsze wydawać konkretne i jasne polecenia.
W tym miejscu należy wrócić do kwestii komunikacji. Najważniejszym źródłem porozumienia pomiędzy człowiekiem i psem jest czytelna komunikacja. Kiedy będziemy dawać niepewne, nieczytelne i rozmyte sygnały, pozostanie nam jedynie wiara w cud. A cud się nie wydarzy, zatem warto wypracować dobry kontakt z psem.
Czytelność komunikacji w stadzie wiąże się z wzajemnymi, jasnymi dla każdego sygnałami. Nie można doprowadzać do sytuacji, w której „obrażam się na swojego psa, a on niech się domyśli o co mi chodzi”. To niczego nie rozwiązuje. Wręcz przeciwnie. Pies zamknięty „za karę” w odosobnieniu bardzo szybko zaakceptuje tę sytuację jako bardzo komfortową dla siebie, bowiem ma spokój, którego nie zazna, kiedy będziemy od niego wymagali posłuszeństwa.
Istnieją trzy poważne przeszkody utrudniające komunikację z psem. Pierwsza to wydanie polecenia, którego pies nie jest w stanie zrozumieć. Druga to sytuacja, w której pies, czy to z powodów fizycznych, czy też zewnętrznych (np. nieodpowiednie podłoże, uniemożliwiające wykonanie komendy), nie może zrobić tego, czego wymagamy. Trzecia bariera - pies nie chce wykonać naszego polecenia, choć doskonale zna komendę, a w grę nie wchodzą przeszkody obiektywne. Na tym etapie bardzo trudno jest odbudować pierwotną chęć współpracy na linii pies – przewodnik. Nie jest to niemożliwe, czasem jednak wiąże się nawet ze zmianą właściciela, bo tylko to daje szanse na powrót psa do jego naturalnych popędów i chęci współpracy z człowiekiem.

[B]Komunikacja to podstawa [/B]
Pewną niekonsekwencją jest z jednej strony zupełnie logiczne stwierdzenie, że pies to nie człowiek i nie można go tak traktować, a z drugiej próba „karania” niepożądanych zachowań w sposób, który są w stanie zrozumieć jedynie ludzie. Pies jest najlepszym towarzyszem i przyjacielem człowieka, ale pozostaje zwierzęciem. Nie można przypisywać mu ludzkiego sposobu rozumowania i nie można od niego wymagać, by kojarzył fakty i wyciągał wnioski na podstawie dedukcji. Dlatego kary psychiczne, jak ignorowanie szukającego kontaktu psa, są bardzo bolesne dla zwierzęcia, bo niezrozumiałe. A przecież cała sztuka szkolenia psa polega na zbudowaniu więzi ze zwierzęciem. Nawiązaniu bliskości, kontaktu i komunikacji. Podstawą każdego szkolenia jest zasygnalizowanie psu, że praca z przewodnikiem może być dla niego przyjemnością. Psy, które naprawdę są związane ze swoim panem, wykonują każde ćwiczenie z radością, uśmiechem na mordzie i merdając ogonem.
Pies od wieków towarzyszył człowiekowi, potrafi być jego doskonałym partnerem, jednak by osiągnąć porozumienie z nim, my musimy nauczyć się go rozumieć, odczytywać jego mowę ciała, dowiedzieć się, co sprawia mu radość, co jest dla niego najlepszą nagrodą, przewidywać jego reakcje w różnych sytuacjach. Trzeba się również starać być stabilnym przewodnikiem, dającym jasne i zrozumiałe sygnały, w którym pies znajdzie oparcie, ale jednocześnie wymagającym przestrzegania ustalonych reguł.

Wiele osób zastanawia się czy warto wybrać dla swojego psa ośrodek, w którym trenerzy to ludzie zajmujący się sportem kynologicznym, niejednokrotnie czynni zawodnicy. W niektórych środowiskach odradza się szkolenie psów „domowych” u trenerów zajmujących się bardziej profesjonalnie szkoleniem. Ja nie widzę powodu, dla którego potencjalni właściciele psów mieliby rezygnować z wiedzy i doświadczenia pasjonatów psich sportów. To trochę tak, jakbyśmy zrezygnowali z kształcenia naszego dziecka u profesora światowej sławy, obawiając się, iż zostanie ono zbyt mocno natchnione pędem do zdobywania wiedzy i wyrośnie na naukowca. Chyba każdy rodzic wolałby posłać swoją pociechę do uznanego i doświadczonego znawcy, a nie do sąsiada, chociaż on też przecież umie czytać i zna tabliczkę mnożenia? Oczywiste jest, że nikogo na siłę nie da się wyszkolić na zawodnika w żadnym sporcie. Jedyne „ryzyko” polega na tym, że właściciel psa będzie miał okazję poobserwować pracę pasjonatów i zaszczepi w sobie miłość do którejś z dziedzin sportowych. Jest to jednak zdecydowanie pozytywny aspekt szkolenia. Poza tym ośrodki, w których funkcjonują grupy czysto sportowe, na co dzień pracują ze zwykłymi posiadaczami psów. Szkolą je nie dla sportu, ale żeby sprawiały radość swoim przewodnikom i lepiej funkcjonowały wśród ludzi. Podobnie jak zwykli posiadacze psów, tak i zawodnicy sportowi borykają się z codziennymi problemami związanymi z posiadaniem psa. Ciągnięcie na smyczy, skakanie na gości, niszczenie przedmiotów - to dotyczy także osób trenujących. Nikt nie ma bowiem patentu na wyszkolenie „psa idealnego”, tak jak idealnie można zaprogramować pralkę na pranie wełny. Jednak osoby, które pasjonują się psim sportem przede wszystkim starają się budować i doskonalić swój kontakt z psem. Sport kynologiczny nie ogranicza się do wydawania komend. To ciągłe ulepszanie komunikacji, poznawanie psa, radość ze wspólnie spędzonego czasu, a co najważniejsze, czerpanie z naturalnych zdolności psa.
Trenowanie danej dziedziny sportu kynologicznego – od PT czy obedience do agility lub IPO – świadczy o nieustającej chęci doskonalenia się, zdobywania nowych doświadczeń i pogłębiania wiedzy. Najprostszą weryfikacją umiejętności zdobytych dzięki szkoleniu sportowemu są oczywiście zawody. Jest to doskonały test dla szkoleniowca, który w sytuacji braku nagród (pokarmu, zabawek), może sprawdzić, czy jest efektywnym trenerem – przewodnika i psa. Decydując się na start w zawodach trener może przekonać się, jakim jest zawodnikiem i czy potrafi tak zmotywować psa, by ten z radością i chęcią wykonywał jego polecenia.

Zanim wybierzecie Państwo trenera dla swojego psa, zachęcam do odwiedzin w kilku szkołach, poobserwowania nie tylko metod, jakich używają szkoleniowcy, ale i tego, jak w trakcie zajęć (ale też chwilę przed oraz po ich zakończeniu) zachowują się psy. Czy są radosne i zadowolone, chętnie wykonują komendy i bawią się ze swoimi przewodnikami, niezależnie od tego czy mają założoną skórzaną obrożę czy łańcuszek, czy też snują się smutno koło nogi właściciela, a z ich oczu można wyczytać jedynie błagalne pytanie: „Kiedy to się skończy?”.
Ważne jest również, czy trener potrafi przekazać wiedzę kursantom, czy pomaga w odpowiednim momencie, potrafi zmotywować samego przewodnika do cierpliwości oraz jakie ma podejście do psów.
Jeszcze raz powtórzę – nie ma jednej doskonałej metody szkolenia psa.
Wśród zwolenników stosowania danej metody bez trudu znajdziemy doskonałych szkoleniowców, mających doświadczenie, ogromną wiedzę, wyczucie oraz cierpliwość i serce dla psów, ale trafimy również na pozbawionych wyobraźni dyletantów.
Dlatego nie oceniajcie Państwo psich szkół tylko na podstawie opisów. Wybór szkoły powinien być dokładnie przemyślany, ponieważ podjęcie błędnej decyzji może mieć bardzo negatywne konsekwencje – przede wszystkim dla Państwa czworonożnego przyjaciela. Zatem zanim zdecydujecie, bardzo dokładnie przyjrzyjcie się, jak wyglądają zajęcia prowadzone przez wybranych trenerów. Warto to zrobić właśnie dla swojego psa, który jest przecież naszym przyjacielem, a o przyjaciół należy dbać. Tak jak napisał Antoine de Saint-Exupéry: „Na zawsze pozostajesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”.



[RIGHT]Marek Fryc*[/RIGHT]


[SIZE=1]* Jestem starszym instruktorem oraz licencjonowanym pozorantem Związku Kynologicznego w Polsce, a także właścicielem szkoły dla psów K9 Dog Training Center. Psy to moja życiowa pasja, ich szkoleniem zajmuję się ponad 20 lat. Mam goldena retrievera o imieniu Aspen, Walkera - owczarka belgijskiego malinois oraz malutką suczkę rasy Jack Russell Terrier, Tolę.[/SIZE]
[SIZE=1]W mojej szkole K9 Dog Training Center koncentruję się przede wszystkim na szkoleniu psów rodzinnych oraz rozwiązywaniu problemów wychowawczych. W ciągu roku różnego rodzaju kursy kończy u mnie ponad 500 psów. Ważne miejsce w działalności K9 Dog Training Center zajmuje też szkolenie psów sportowych w zakresie IPO oraz obedience (z licznymi sukcesami, np.: sześciokrotny tytuł Mistrza Polski IPO 3, wielokrotny tytuł Mistrza Śląska Psów Obrończych, Mistrz Polski PT, reprezentowanie Polski na Mistrzostwach Świata Psów Obrończych). W trakcie długiej działalności szkoły przygotowywałem psy do roli przewodników osób niewidomych, terapeutów w dogoterapii, a także do pracy w służbach specjalnych, m.in. w USA i Izraelu.[/SIZE]

Link to comment
Share on other sites

Mogę się tylko pod tym podpisać.Niestety szkoły oparte o dyplomach z kursów korespondencyjnych wyrosły jak grzyby po deszczu. W takich szkołach, nie chwala sie osiagnieciami z własnymi psami, ale iloscia dyplomów, certyfikatów. Kiedy robiłam ostatnio semi, dla niektórych było najwazniejsze czy dostana jakis papier.

Link to comment
Share on other sites

Dzieki za ten ciekawy tekst Panie Fryc.

Nawiazujac do "metod tradycyjnych" jako zrodla wszelkiego zla, chcialbym tu dorzucic krotkie cytaty, w ktorych mowa jest o stosunku do psow przygotowywanych do sluzby wojskowej w Niemczech, gdzies w drugiej polowie XIX wieku:

"Niemieckie dowodztwo zwracalo uwage, aby opiekunami zostawali milosnicy zwierzat.(...) Zakazano kar cielesnych i podnoszenia glosu."

"Skutecznosc psa w olbrzymiej mierze zalezy od wyboru przewodnika, a zle traktowanie odbija sie negatywnie na jego pracy."

Co bylo pierwsze? Jajko czy kura?

Link to comment
Share on other sites

Pan Jacek G. bardzo się rozpisał na temat w/w artykułu


[B]Negatywy pozytywu, pozytywy tradycji
czyli
„Mam psa, chciałbym go szkolić, co wybrać? Pozytywnie czy tradycyjnie?”[/B]


[B]Nie ma pozytywnych i negatywnych metod…[/B] [INDENT][I][B]Cytat:[/B] Zatrważający jest fakt, że po wstępnym wywiadzie z reguły okazuje się, iż agresywny pies ukończył jeden lub kilka kursów posłuszeństwa, a właściciel korzystał z licznych porad udzielanych w formie nagrań audio-wideo. Filmy takie najczęściej oferowane są przez ludzi, którzy sami okrzyknęli się ekspertami z zakresu wychowania, szkolenia i behawioru psa. [/I]
[/INDENT]Dla mnie równie zatrważający jest fakt, że aż nazbyt często mam do czynienia z psami, które stały się agresywne wobec swoich przewodników i członków rodziny, a w wywiadzie okazuje się, że były szkolone przez "treserów", którzy na początek ubrali im kolczatki i wymuszali uległość aby pokazać "kto rządzi". Tacy treserzy nie mają pojęcia o uzyskiwaniu zachowań, roli nagrody i kary i terroryzują psy powierzone ich opiece. Jedna z takich spraw - mam nadzieję - niebawem znajdzie finał w sądzie.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Okazuje się jednak, że jakość i efektywność szkolenia, wiedza trenera (i co się z tym wiąże – szacunek i zrozumienie psa) oraz doświadczenie w pracy z bardzo różnymi psami, a przede wszystkim ich właścicielami, najczęściej schodzą na drugi plan, ponieważ większość dyskusji dotyczy tylko jednego zagadnienia – metod stosowanych w danej psiej szkole. Modne ostatnio zwroty: „metoda wzmocnień pozytywnych” i „szkolenie pozytywne”, przeciwstawiane są pojęciu „tresury tradycyjnej”, co deprecjonuje pracę wielu osób zajmujących się szkoleniem psów. Słowo „tradycyjny” ma tu wydźwięk zdecydowanie pejoratywny, stając się niemalże synonimem słowa „negatywny”, czyli wykorzystujący przemoc i stosujący wyłącznie kary. [/I]
[/INDENT]Takie podejście do tematu jest ustawianiem nieistniejącego przeciwnika do narożnika ringu po to aby go znokautować. Tylko, że przeciwnik nie istnieje. Więc boksuje się powietrze. Żaden normalny człowiek nie napisze, że w metodach tradycyjnych stosuje się "wyłącznie kary". To kompletna niedorzeczność.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Z punktu widzenia potencjalnego posiadacza psa najważniejsze jest, by jego pupil zachowywał się socjalnie, wykonywał podstawowe komendy, nie sprawiał kłopotów w domu ani na spacerach oraz był bezkonfliktowy w kontaktach z innymi psami. Zasadniczo chodzi o to, by bezproblemowo funkcjonował w środowisku człowieka. [/I]
[/INDENT]Z tym stwierdzeniem nie sposób się nie zgodzić.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B][/I]
[I][B] Pozytywny nie zawsze oznacza dobry. Tradycyjny nie ma nic wspólnego z negatywnym![/B][/I]
[/INDENT]Ależ oczywiście! Pozytywne może być też wygaszenie P+ (Sory za złośliwość)

[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Jeśli rzeczywiście szkoleniowcom uznającym tylko jedną metodę szkolenia wydaje się, że zdobyli wiedzę absolutną w zakresie kynologii, należy zacząć powątpiewać w ich kompetencje! Jest bowiem wielką nieodpowiedzialnością i brakiem profesjonalizmu twierdzenie, że można wszystkie psy poddać tej samej „metodzie” i ona właśnie będzie tą skuteczną.
[/I][/INDENT]Znowu muszę się zgodzić. Jednak obserwacja pokazuje, że to głównie "tradycyjni" szkoleniowcy mają aspiracje by uznawać, że wyłącznie ich podejście jest "jedynie słuszne". Jako argumenty podają pseudonaukowe wywody oparte na dawno skompromitowanej "teorii dominacji". A to już jest ideologia a nie rzeczowa, oparta na faktach argumentacja.

[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Nie chodzi o to, by stosować chorą zasadę „brak kary jest nagrodą”, jednocześnie jednak nie można na wstępie zanegować pracy z użyciem korekt. [/I]
[/INDENT]Jednym z koniecznych warunków skutecznego stosowania wygaszenia jest konsekwencja. Jeśli wskutek zachowania nie pojawi się bodziec awersyjny zachowanie będzie trudne do wygaszenia, ponieważ uruchomiony zostanie mechanizm zmiennych proporcji nagradzania poprzez R-. Aż nazbyt wiele poważnych badań naukowych to potwierdza.


[B]
Mit korekty[/B] [INDENT][I][B]Cytat:[/B][/I]
[I] Czasem można przeczytać także absurdy dotyczące np. kolczatek. Skrajnym przykładem takich nowatorskich tez jest stwierdzenie, iż ludzie pracujący na tego typu obroży osiągnęli mistrzostwo, bo używając bicia i kar potrafią zmusić psa do radości. Nic bardziej mylnego! Przecież żadnej istoty żywej nie da się przemocą zmusić do radości, do szczęścia. [/I]
[/INDENT]Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie głosi takich poglądów, jak przytoczone przez Autora. Myślę, że jest to kolejny cios w próżnię.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Widuję psy, które na widok kolczatki podskakują radośnie. Dlaczego? Ponieważ kojarzy im się ona z samymi pozytywami: czasem spędzonym z człowiekiem, zabawą, treningiem czy też najzwyczajniej w świecie dlatego, że kolczatka często pełni funkcję zwykłej obroży i oznacza dla psa długi spacer. [/I]
[/INDENT]Mój pies tak samo radośnie reaguje widząc, że biorę do ręki smycz i kliker. Czy to oznacza coś więcej niż fakt, że kojarzy te akcesoria z zapowiedzią przyjemnego spaceru i fajnej zabawy? Jednak w odróżnieniu od kolczatki kliker nigdy nie stanowi zapowiedzi możliwej awersji.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Zdarza mi się widywać radosne i uśmiechnięte psy w kolczatkach, spotykam też psy w halterach czy szelkach, całkowicie wyzute z wszelkich popędów, ze spuszczonym ogonem i pustym wzrokiem snujące się na smyczy za właścicielem. Przychodzi mi wówczas do głowy, że gdyby zamienić psa na pluszowego misia ze sklepu, nic by się w widoku takiej pary nie zmieniło. Prezentowałaby dalej taki sam brak kontaktu i komunikacji. I to właśnie w braku porozumienia i chęci kontaktu tkwi problem, a nie w tym, co pies ma aktualnie na szyi. [/I]
[/INDENT]Znacznie częściej zdarza mi się widzieć zgaszone psy na kolczatkach niż na obrożach. Co więcej - znacznie częściej widzę psy szarpane przez swoich właścicieli, które robią wszystko by tego uniknąć. O czym to świadczy? każdy kij ma dwa końce. Moim zdaniem argumentowanie, że są radosne psy na kolczatkach i zgaszone na halterach oznacza tyle samo, co stwierdzenie, że są zgaszone psy na kolczatkach i radosne na halterach.


[B]
Bodziec [/B] [INDENT][I][B]Cytat:[/B] Podobnie niezrozumiałe, a wręcz wypaczające sens wszelakich ćwiczeń jest twierdzenie, iż używanie kolczatki powoduje odwrotny do zamierzonego efekt. [/I]
[/INDENT]Prawdziwym problemem stosowania mocnej korekty jest zjawisko przeciwkontrolo opisane szczegółowo m.in.przez J.O'Heare (Agresywne zachowania u psów, str. 255)
[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images43.fotosik.pl/564/29ae49d4982bcc36med.png[/IMG][/URL]
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Pojawiły się niedawno próby udowadniania, że pies zacznie kojarzyć korektę kolczatką z otoczeniem, wskutek czego rozwinie reakcje lękowe na otoczenie. Zwolennicy tej tezy powołują się często na eksperyment z roku 1920, zwany Little Albert Experiment. (Chodzi o eksperyment naukowców z Uniwersytetu w Baltimore, przeprowadzony na 11-miesięcznym chłopcu. Celem było ustalenie, czy nasze lęki są wrodzone, czy też wyuczone). Taka sytuacja może wystąpić wyłącznie wtedy, gdy bodźca użyje osoba, która nie ma odpowiedniej wiedzy ani długoletniej praktyki w szkoleniu psów, dlatego tego typu korekty mogą stosować wyłącznie doświadczeni szkoleniowcy. [/I]

[/INDENT]Z codziennego doświadczenia widać, że tego rodzaju bodźców używają zwykli właściciele psów, którzy na pewno nie mają odpowiedniego doświadczenia. Eksperyment z małym Albertem dotyczył przede wszystkim generalizacji bodźców awersyjnych. Biednemu dziecku wskutek eksperymentu wszystko co białe kojarzyło się z awersją (nie tylko biały szczur, ale też biały królik, białe prześcieradło i biały kitel). To właśnie pokazało, że bodźce awersyjne łatwo się generalizują.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Jeżeli więc bodźca awersyjnego użyje trener z odpowiednim doświadczeniem, pies skojarzyć, że niewłaściwe zachowanie skutkuje upomnieniem, a następująca po nim prawidłowa reakcja zapewnia natychmiastową nagrodę. Dzięki temu pies bardzo szybko orientuje się, co warto, a czego nie warto robić. Należy jednak podkreślić, że kolczatka jest narzędziem szkoleniowym, które wykorzystuje się do rozwiązywania konkretnych problemów. Dlatego po ich wyeliminowaniu trzeba zrezygnować z jej stosowania i zastąpić ją zwykłą obrożą. [/I]
[/INDENT]Znowu zacytuję J O'Heare:
[I]„Daj człowiekowi młotek, a wszystko stanie się gwoździem”. „Daj człowiekowi techniki awersyjne, a wszystko stanie się nierozwiązywalną, podbramkową i ostateczną sytuacją”.[/I]
Treserzy (którzy trwają z uporem przy metodach jakich używało się wiele dziesiątków lat temu) bardzo często nadużywają bardzo silnych bodźców awersyjnych czyniąc z nich uniwersalne narzędzie, które ma zapewnić szybkie i niezawodne efekty. Bardzo często - niestety - efekt jaki uzyskują jest zupełnie inny od zamierzonego.

[B]Konsekwencja jest podstawą wszelkiej nauki
[/B] [INDENT][I][B]Cytat:[/B] W tym miejscu należy wrócić do kwestii komunikacji. Najważniejszym źródłem porozumienia pomiędzy człowiekiem i psem jest czytelna komunikacja. Kiedy będziemy dawać niepewne, nieczytelne i rozmyte sygnały, pozostanie nam jedynie wiara w cud. A cud się nie wydarzy, zatem warto wypracować dobry kontakt z psem. [/I]

[/INDENT]To zdanie wydaje się absolutnie prawdziwe i stanowi fundament jakiegokolwiek szkolenia i porozumienia z psem.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Pies zamknięty „za karę” w odosobnieniu bardzo szybko zaakceptuje tę sytuację jako bardzo komfortową dla siebie, bowiem ma spokój, którego nie zazna, kiedy będziemy od niego wymagali posłuszeństwa. [/I]
[/INDENT]Oczywiście, że tak się zdarza. jeśli do tego dochodzi, to znaczy, że pies otrzymał to, na czym mu zależało, a więc zamiast efektu karania uzyskaliśmy efekt wzmocnienia.
[B]Komunikacja to podstawa [/B]
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Pewną niekonsekwencją jest z jednej strony zupełnie logiczne stwierdzenie, że pies to nie człowiek i nie można go tak traktować, a z drugiej próba „karania” niepożądanych zachowań w sposób, który są w stanie zrozumieć jedynie ludzie. Pies jest najlepszym towarzyszem i przyjacielem człowieka, ale pozostaje zwierzęciem. Nie można przypisywać mu ludzkiego sposobu rozumowania i nie można od niego wymagać, by kojarzył fakty i wyciągał wnioski na podstawie dedukcji. Dlatego kary psychiczne, jak ignorowanie szukającego kontaktu psa, są bardzo bolesne dla zwierzęcia, bo niezrozumiałe. [/I]
[/INDENT]Zdaje się, że Autorowi chodziło o zastosowanie negatywnego wygaszenia, czyli P-. Polega ono na odebraniu psy spodziewanej nagrody jako konsekwencji niepożądanego zachowania. Chyba nikt normalny nie rozumie tego jako izolację psa "za karę", czyli wysyłanie go w odosobnienie, żeby sobie przemyślał swoje postępowanie! P- stosuje się w dwóch postaciach: jako cenę reakcji i jako "time - out". Konsekwencja (cena) reakcji polega np. na tym, że gdy pies na mnie skacze to odbieram mu możliwość dalszej zabawy zabawką, którą dostaje wtedy, gdy przestaje skakać. A więc jest "odebranie" i "oddanie" jako konsekwencje niepożądanego i pożądanego zachowania. Time - out polega na zabraniu psa z danej sytuacji na chwilę (co jest dla niego dotkliwe), ale zaraz potem następuje "time - in", czyli wprowadzany psa w tę samą sytuację i dajemy kolejną szansę na nagrodę. To jest absolutnie zrozumiałe i sprawiedliwe wobec psa. Takie procedury są doskonale opisane przez behawiorystów i poparte licznymi badaniami.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B][/I]
[I] Pies od wieków towarzyszył człowiekowi, potrafi być jego doskonałym partnerem, jednak by osiągnąć porozumienie z nim, my musimy nauczyć się go rozumieć, odczytywać jego mowę ciała, dowiedzieć się, co sprawia mu radość, co jest dla niego najlepszą nagrodą, przewidywać jego reakcje w różnych sytuacjach. Trzeba się również starać być stabilnym przewodnikiem, dającym jasne i zrozumiałe sygnały, w którym pies znajdzie oparcie, ale jednocześnie wymagającym przestrzegania ustalonych reguł. [/I]
[/INDENT]Nie sposób się z tym nie zgodzić. Wiele tysięcy lat naszej wspólnej ewolucji spowodowało, że pies doskonale potrafi czytać mowę ciała człowieka, intonację głosu, intencje. Dlatego nawet ludzie nie zajmujący się szkoleniem psów mają całkiem nieźle wychowane i miłe psy.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B][/I]
[I] Jeszcze raz powtórzę – nie ma jednej doskonałej metody szkolenia psa. [/I]
[I] Wśród zwolenników stosowania danej metody bez trudu znajdziemy doskonałych szkoleniowców, mających doświadczenie, ogromną wiedzę, wyczucie oraz cierpliwość i serce dla psów, ale trafimy również na pozbawionych wyobraźni dyletantów. [/I]
[/INDENT]To prawda. Znacznie jednak bardziej obawiam się dyletanta używającego kolczatki jak małpa brzytwy, niż dyletanta, który posługuje się klikerem.
[INDENT][I][B]Cytat:[/B] Tak jak napisał Antoine de Saint-Exupéry: „Na zawsze pozostajesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. [/I]
[/INDENT]Bardzo lubię ten cytat. Dla mnie jest on zawsze ważną wskazówką ilekroć staje przede mną konkretny człowiek, pies i problem. Moim zdaniem również szkolenie powinno być efektywne, etyczne i miłe dla psa i dla właściciela.


Marek Fryc*

Na koniec mojej odpowiedzi chciałbym podzielić się pewną refleksją. Mam przyjemność znać osobiście bardzo dobrych trenerów, którzy pracują rożnymi metodami. Ich podejście do psów i relacji z właścicielami budzi mój szacunek. Czasami zdarza się, że mówimy innym językiem, mamy inne podejście czy zrozumienie różnych zagadnień. Jednak moim zdaniem warto ze sobą rozmawiać i nawzajem pomagać sobie we wzajemnym zrozumieniu.
Może powinniśmy - wzorem Sławka Kawki - zorganizować spotkanie, na którym moglibyśmy porozmawiać, potrenować z psami, podzielić się swoim doświadczeniem i podejściem? Czemu nie? Osobiście jestem zawsze otwarty na spotkanie z ludźmi, którym leży na sercu dobro psów i ich przewodników.

Link to comment
Share on other sites

[QUOTE]Na koniec mojej odpowiedzi chciałbym podzielić się pewną refleksją. Mam przyjemność znać osobiście bardzo dobrych trenerów, którzy pracują rożnymi metodami. Ich podejście do psów i relacji z właścicielami budzi mój szacunek. Czasami zdarza się, że mówimy innym językiem, mamy inne podejście czy zrozumienie różnych zagadnień. Jednak moim zdaniem warto ze sobą rozmawiać i nawzajem pomagać sobie we wzajemnym zrozumieniu.
Może powinniśmy - wzorem Sławka Kawki - zorganizować spotkanie, na którym moglibyśmy porozmawiać, potrenować z psami, podzielić się swoim doświadczeniem i podejściem? Czemu nie? Osobiście jestem zawsze otwarty na spotkanie z ludźmi, którym leży na sercu dobro psów i ich przewodników. [/QUOTE]

Pewnie, ze to fajny pomysl. Zawsze mozna popatrzec na prawdziwych fachowcow i skorzystac...

Link to comment
Share on other sites

Hm. Z całym szacunkiem, trochę zapachniało przysłowiem "uderz w stół"... ;) - ale ja nie o tym.

Być może osoby ktore umieją cosik z psami owymi słynnymi "wyłącznie pozytywnymi" metodami podziałać nie są nastawione tak restrykcyjnie i "czarno-biało" - w realu - jak to wynika, niestety, z lektury for internetowych i grup dyskusyjnych poświęconych behawioryzmowi, szkoleniu, szkółkom psim itd.

Natomiast nie da się ukryć, iż laicy-teoretycy mają niestety skłonność do rozpędzania się w szlachetnym zapale :evil_lol: co można zauwazyć nawet na wielu dyskusjach na Dogo.

Naprawdę są budowane śmieszne, czarno-białe schematy ("tradycyjne" metody, okropność, jedynie słuszne - "pozytywne").

Na tym szlachetnym zapale bazuje niestety wiele osób otwierających takie "szkółki", jak to opisuje pan Fryc.
Nota bene w polemice z jego artykułem jakoś o tym (przykrym) zjawisku nie ma nic wspomnianego (wiem czemu, ale nie powiem, aha!).

Byłoby może i wszystko jedno, w sumie jak ktoś chce być naiwniakiem i na dodatek tracić pieniądze - jego sprawa - ale też i jednoczesnie często sa organizowane istne nagonki na tego czy owego szkoleniowca, trenera, w ktorych "szlachetni laicy" chętnie biorą udział - tym chętniej, im mniej wiedzą o psach i szkoleniu, im mniejsze sa ich umiejętności praktyczne (bo jakby mieli umiejętności praktyczne, to nie wchodziliby bez mydła w tego typu akcje - oni tylko studiują z dreszczem emocji coraz bardziej skomplikowane tabelki i nurzają się w skomplikowanym nazewnictwie tworzonym dla okreslenia bardzo prostych w sumie zjawisk, dającym im miłe wrazenie że należą do osób wtajemniczonych, wyedukowanych :evil_lol:).

Prosty przykład mi przychodzi na myśl - ostatnie seminarium z Agnieszką Boczulą, ktora do niedawna była przytaczana jako symbol potworności szkoleniowych - istna "Ciotka Samo Zło" :evil_lol: :diabloti: na paru "pozytywnych" forach.
Jak paru takich "pozytywnych" laików popatrzyło na jej pracę w realu, to nagle się pojawiły nieco nieśmiałe sprawozdania o tym, jaka kobita jest pozytywna i w ogóle - fajna. :p

Ale przez parę lat gdzie się jej nazwisko pojawiało, to - na ogół anonimowi - "szlachetni laicy" starali się mu zaszkodzić, de facto nie wiedząc za wiele o jej metodach i nie mając pojęcia co, jak, dlaczego i kiedy stosuje. Ważne że mieli wroga o którym im powiedziano że to ZŁOOOO!

W tym widzę spore niebezpieczeństwo takiego "laiko-teoretyzowania".
W łatwości naszczuwania ludzi na kogoś, w łatwości bładzenia przy kompletnie niedostatecznych podstawach wiedzy i praktyki.

A już największym niebezpieczeństwem jest jak laiko-teoretyk otwiera szkółkę i dawaj... :cool3: ... działa w pełnym samozadowoleniu. :-o

Link to comment
Share on other sites

[QUOTE]
"No to ja już sama nie wiem. Zanim przeczytałam komentarz Jacka, tekst Marka wydawał mi się całkiem sensowny. Teraz jednak patrzę na niego w innym świetle. I bądź tu człowieku mądry..."
[/QUOTE]

Przepraszam, że powiem brutalnie - tekst pana Jacka jest (być może nieświadomą - nawet sądzę, że na pewno nieświadomą) manipulacją. On dalej, bardzo uporczywie, określa mianem "tradycyjnych" treserów nie ludzi ktorzy używają rozsądnie pozytywów oraz awersji - tylko jakiś beton typu "jezdem polycyjny treser ze samych Sułkowic".

Otóz ludzie szkolący "tradycyjnie" - a nie bezsensownie wymuszający na psach okreslone zachowania przy użyciu wyłacznie strachu i bólu - to ludzie którzy ustawicznie się kształcą. Wcale nie "przywiazują się od wielu lat do swoich metod", tylko wiedzą, jak "działa" pies - ale niewątpliwie wciąż szukają nowych rozwiązań, patencików, wymyślają różne metody głównie po to, żeby pies "działał" weselej, chętniej, szybciej, i w miarę możliwości tak, żeby dać przemówić wszystkim jego instynktom, a nie gasić je.

Link to comment
Share on other sites

Berek uprzedzilas mnie z tymi nozycami ;).
Jakos specjalnie nie jestem zaskoczona ani trescia polemiki ani autorstwem.
Zasadnicza roznica polega na realnych osiagnieciach, pracy z psem i jego opiekunem w rzeczywistosci, szczegolnie w sytuacjach faktycznie problemowych. A pan G. jest swietny medialnie, li i jedynie...

Link to comment
Share on other sites

Z filmow, ktore pan G. poleca jako szkoleniowe przyklady pracy, z info o opiekunach i psach szukajacych dobrego szkoleniowca po przejsciach w Lapkach i podobnych tworach.
Z obserwacji boomu na rodzaj szkolen, gdzie jako atutu uzywa sie podkreslenia 'u nas kolczatki nie uzywamy'.
Ba, wystarczy rzucic okiem na tematy forumowe o wychowaniu, szkoleniach, szkolach, by zauwazyc pewien schemat.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Berek']P.S.
A ja się w ogóle nie wypowiadam co do czyjejś wartości jako szkoleniowca - odnoszę się jedynie do treści wypowiedzi jaką tu przedstawiono.

;)
No i przedstawiam pewne zjawisko (w pierwszym moim poście). :cool1:[/QUOTE]

Mialam na mysli polemike ze strony tzw. pozytwnego szkolenia.

No i podkreslam skutecznosc marketingu.

Link to comment
Share on other sites

Właśnie Berek, zgadzam się z Tobą całkowicie. Możemy polemizować z wypowiedziami, ale nie mamy prawa - ja tak uważam - oceniać kogoś jako dobrego czy złego behawiorysty lub szkoleniowca.
Pewnie tyle samo głosów pozytywnych na temat Pana G, M, etc. znalazłoby się co i negatywnych. Bo przecież są wśród klientów tych i innych szkoleniowców właściciele zadowoleni z efektów i w efekcie szczęśliwe psy...

Link to comment
Share on other sites

Cóz, to chyba naprawdę temat na inną dyskusję - żeby nie robić zbyt wielu OT.

Niemniej faktycznie wytwarza się pewną atmosferę - "politpoprawności", tak to nazwijmy - która zalatuje naprawdę czasem czymś już wręcz chorym.
Nie mówię że robi to taki czy inny szkoleniowiec. :cool1:

Niemniej czasem własnie takie - świadome czy nie - manipulacje, właśnie typu "och, ci TRADYCYJNI trenerzy, oni się niczego nie uczą, te same metody od lat" tworzą ową smrodkową atmosferę w której rozwijają skrzydełka fighterzy frontu ideologicznego. :eviltong:

Link to comment
Share on other sites

[QUOTE](...)Jednak obserwacja pokazuje, że to głównie "tradycyjni" szkoleniowcy mają aspiracje by uznawać, że wyłącznie ich podejście jest "jedynie słuszne". [/QUOTE]

Ja nawet domyslam sie dlaczego. Dlatego ,ze opozycja, chcac nie chcac, musi korzystac z innych niz "swoje" metod z tej prostej przyczyny, ze czesto sa skuteczniejsze.


[quote name='ossa98']No to ja już sama nie wiem. Zanim przeczytałam komentarz Jacka, tekst Marka wydawał mi się całkiem sensowny. Teraz jednak patrzę na niego w innym świetle. I bądź tu człowieku mądry...[/QUOTE]


Gdybym mial taki dylemat, to mysle, ze przemowiloby do mnie to, ze czytawszy tekst M.Fryca zrozumialem wszystko, natomiast nic nie rozumiem z tego:


[QUOTE]Prawdziwym problemem stosowania mocnej korekty jest zjawisko przeciwkontrolo opisane szczegółowo m.in.przez J.O'Heare (Agresywne zachowania u psów, str. 255)
[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images43.fotosik.pl/564/29ae49d4982bcc36med.png[/IMG][/URL] [/QUOTE]

Link to comment
Share on other sites

Guest Jacol123

Widzę, że moja odpowiedź jakiej udzieliłem na forum szkoleniepsow********** odbiła się szerokim echem i doczekała wielu interesujących komentarzy, mimo, że to nie ja ją umieściłem na dogomanii. Chciałbym bardzo podziękować za Wasze zainteresowanie. Możliwe, że to właśnie dzięki Wam na kolejny termin kursu trenerskiego w Wesołej Łapce nie ma już wolnych miejsc, a dzisiaj od rana urywają się telefony z pytaniami o kolejne terminy.
Przy okazji mam do Was prośbę. Nie toczy się przeciw mnie żadne postępowanie prokuratorskie, więc nie skracajcie mojego nazwiska do litery G. Nazywam się Jacek Gałuszka i jestem z tego dumny. Pozdrawiam serdecznie wszystkich dyskutantów.

Link to comment
Share on other sites

a mnie irytuje to, że psy w szkołach pozytywnych są wrzucane do jednego worka. Wszystkie trzeba wyszkolić tzw. "pozytywnymi" metodami, które w wielu przypadkach nie działają przy różnych typach osobowości psa. A co jeśli pies jest zupełnie niezsocjalizowany, agresywne, żadne klikanie, halterki ani jakiekolwiek pozytywne metody nie działają? Uśpić psa? Co jest bardziej humanitarne: założyć psu kolczatke, która pod okiem dobrego trenera nie sprawi żadnej krzywdy psa czy pozbawić go życia? Sama używam sporadycznie klikera, używałam go do nauki aportu, a raczej do tego, że wypluwanie jest zachowaniem nieporzadanym, owszem pomogl. Wedlug mnie szkolenie ma byc wyposrodkowane, dostosowane do konkretnego osobnika a nie z gory zakladajac, ze jestesmy dobrzy i jestesmy tzw. szkola bez kolcow. Efekty takiego czegos widzialam wielokrotnie, nawet ostatnio natknelam sie na artykul o tym, ze kolczatka sprawia, ze psy staja sie agresywne szanownej pani ze szkoly Azorres w warszawie( niestety komentarz pod artykulem nie zostal opublikowany, bo tresc wskazywala na brak kompetencji trenerki). Szkola bez kolcow, 11 lat doswiadczenia i co z tego ? widzialam filmiki, ktorych pelno na ich stronie ze studia nagraniowego, gdzie pani pokazywala taniec z psem. Pies mial kompletnie w nosie przewodnika, na czym polega szkolenie pozytywne? Na tym zeby pies czerpal radosc z pracy z przewodnikiem jak to wczesniej pani wspominala czy na tym ze pies kombinuje jak sie dostac do pojemnika z jedzeniem jak to pozniej wyszlo na filmiku. Czym jest to doswiadczenie? Nie bardzo wiedzialam czy sie smiac czy plakac. Jasne, ze najlepiejby bylo zeby kazdego psa dalo sie wyszkolic dobrym slowem i smakolykami, ale psy jak ludzie sa rozni i do kazdego trzeba podejsc indywidualnie, a DOBRY szkoleniowec powinien o tym wiedziec...

Uważam, powyzszy artykul jest bardzo sensowny i mam nadzieje, ze otworzy wielu ludziom oczy.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...