Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
Kunio

Pies spuszczony ze smyczy ucieka i nie chce wracać

Recommended Posts

Paulix, nie bardzo rozumiem twoja wypowiedz i mam wrazenie, ze bardzo rozumiesz moja czy artykul.
Tym bardziej, ze przeczysz sobie sama, twierdzac, ze pozytywne szkolenie to jest to, a z kolejnym postem utrzymujesz, ze uzycie sily bywa potrzebne...
I ten brak konsekwencji u 'pozytywistow' krytykuje.

SP, dowcip polega na tym, ze dobry szkoleniowiec, doswiadczony, nie bedzie sie podpinal pod mode, medialne nazwy, tylko robil dobra prace, znal rozne metody i bedzie plastyczny co do ich doboru.
Okreslenie 'pozytywne szkolenie' jest bardzo jednoznaczne.
A skulonego, zastraszonego psa czesto widze po 'szkoleniu pozytywnym' jak i po szkoleniu 'tradycyjnym', obydwie skrajnosci sa nieporozumieniem

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='karjo2']Paulix, nie bardzo rozumiem twoja wypowiedz i mam wrazenie, ze bardzo rozumiesz moja czy artykul.
Tym bardziej, ze przeczysz sobie sama, twierdzac, ze pozytywne szkolenie to jest to, a z kolejnym postem utrzymujesz, ze uzycie sily bywa potrzebne...
I ten brak konsekwencji u 'pozytywistow' krytykuje.

SP, dowcip polega na tym, ze dobry szkoleniowiec, doswiadczony, nie bedzie sie podpinal pod mode, medialne nazwy, tylko robil dobra prace, znal rozne metody i bedzie plastyczny co do ich doboru.
Okreslenie 'pozytywne szkolenie' jest bardzo jednoznaczne.
A skulonego, zastraszonego psa czesto widze po 'szkoleniu pozytywnym' jak i po szkoleniu 'tradycyjnym', obydwie skrajnosci sa nieporozumieniem[/QUOTE]

Napisałam, że pozytywne szkolenie to pozytywne szkolenie. Ale powiedzenie psu "nie" - bez bicia, krzyku, nie wykracza poza nie. Jest to na tej samej zasadzie co nauczenie psa komendy - moje psy wiedzą, że nie to nie, ta komenda im się z krzywdą nie kojarzy. I takie granice warto zachować.
Co do psa agresywnego, nie da się u niego zastosować szkolenia całkowicie pozytywnego, gdyż sprawia zagrożenie dla otoczenia i choćby w obronie własnej, czy innych trzeba tej siły użyć.
W artykule była sytuacja z owcą, że wg. pozytywnego szkolenia należałoby nagrodzić psa za odejście od owcy - to jest błędny schemat, bo nagradza się zachowanie agresywne. Inna sytuacja byłaby, gdyby w trakcie ataku pies ustąpił na polecenie właściciela - wtedy psa i owszem się nagradza.
Teraz jasno wytłumaczyłam?

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Martens']Jeżeli nie znacie przeszłości suczki, to należy zawsze zakładać, że słodka nie była.(...)[/QUOTE]


I co w zwiazku z tym robic?
To tak jak niektorzy pisza, ze od kilku lat maja psa po przejsciach.
Widzialem juz troche psow, ktore dzieki takiemu podejsciu do sprawy albo bardzo dlugo dochodzily do siebie, albo wcale. Moim zdaniem psa z nieznana przeszloscia powinno sie traktowac jak najbardziej normalnie, choc z wyczuciem i tylko wtedy moze on szybko znalezc rownowage, oczywiscie zakladajac, ze ma jakis problem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='yamayka']Wydaje mi się że Karjo proponuje unikać [B]tzw[/B]. szkoleń pozytywnych choćby z takich powodów

[url]http://www.youtube.com/watch?v=OBB9U7SC5dA[/url][/QUOTE]

Energia tego pana jest powalająca :D Mój pies który słynie ze swojego lenistwa to przy tych psach torpeda :D Ciężko się wypowiedzieć, co jest przyczyną, zapewne do złej mobilizacji dołączyło też przetrenowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='yamayka']Paulix, tu płakać trzeba, nie śmiać się. ;)[/QUOTE]

Ja tam nie widzę powodu do płaczu - psu się nie dzieje większa krzywda, a właściciel jest szczęśliwy i wierzy w siły swojego psa ;) Ale efekty podobne, jak u większości psów na starych metodach dominacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zubeer, w Zawierciu jest dobry szkoleniowiec, wprawdzie zajmuje się głównie terrierami typu bull, ale ma duże doświadczenie z innymi psami. [url]http://rragnarr.w.interia.pl/[/url]

Share this post


Link to post
Share on other sites
pozwolę sobie odświeżyć temat... chociaż do wczoraj wydawało mi się, że robimy postępy i "dobre rady" mi niepotrzebne :)

2 miesiące temu do naszej rodziny dołączyła Śnieżka - huska sunia w wieku 2-3 lat, po przejściach - do schroniska wracała dwukrotnie po nieudanych adopcjach (raz zjadła kanapę, kolejnym wlaścicielom uciekała). W domu jest nieźle (zdarzają się szalone pomysły, jak nas nie ma, ale nie za często i budzące raczej rozbawienie - ostatnio młoda przysunęła sobie krzesło, żeby dostać się do stojącego wysoko ciasta, którego sporą porcją się poczęstowała; na początku pogryzła swoje posłanie, ale jak jest dobrze wybiegana i ma kość do chrupania, już się to nie powtarza), w domu również chętnie reaguje na komendy, dość szybko wyleczyła się z "poschroniskowych" lęków separacyjnych etc. Jest przyjazna wobec ludzi i psów. Ładnie chodzi na smyczy (mamy 8-metrową Flexi, żeby mogla nieco pobrykać, ale przy skracaniu np. do przejścia przez ulicę spokojnie da się ją przekonać do pójścia... może nie przy nodze, ale grzecznie i bez ciągnięcia) - i wtedy również, może nie zawsze natychmiast jak w domu, ale reaguje - na przywołania, prawo/lewo, siad etc. Ze względu na tendencje do ucieczek puszczamy ją tylko, gdy spotykamy się z innymi psami - sunia biega z nimi radośnie (staram się o to, żeby codziennie stwarzać takie okazje) - używam do biegania 10m linki, którą w razie potrzeby (coraz rzadszej) przydeptuję czy łapię. Puszczam ją tylko przy innych psach, bo raczej się ich pilnuje i biega razem z nimi wokół właścicieli, a sama zaczyna się nudzić (nie umie się bawić zabawkami... piłeczki czy patyki to super zachęta do biegu... ale niekoniecznie w kierunku, w którym zostają rzucone - prawdopodobnie nie bawiła się jako szczeniak, a i wrodzone predyspozycje rasy nie pomagają) i biegnie przed siebie w tempie, za którym trudno nadążyć . Wielokrotnie w czasie zabawy przywołuję ją, żeby popieścić czy dać smakołyk i chętnie przychodzi, coraz częściej nawet gdy juz zaczyna się oddalać, po kilkukrotnym przywołaniu decyduje sie wrócić. Spacerujemy z nią minimum 2,5 godziny dziennie (przy mniejszej dawce ruchu robi się nerwowa), najczęściej 3-4 godziny, w weekendy więcej... Ze smyczy puszczam ją na razie tylko ja, bo mnie słucha najbardziej, sporo wychodzi na spacery też z moimi nastolatkami, ale ich szanuje nieco mniej, więc obawiałabym się, że z powrotem mogłoby być trudno.

Niezależnie jednak od wszystkiego... zdarzają sie takie chwile jak wczoraj... Popełniłam błąd... po ponad tygodniu regularnego przychodzenia na każde wołanie puściłam ją bez linki, którą stale zaczepia sie o stojących w okolicy psiarzy... teraz widzę, że poza wygodą, linka chyba ma znaczenie psychologiczne, dając poczucie, że nie jest w pełni wolna... Śnieżka biegała radośnie z przyjaciółką na naszej "stałej" łączce, w regularnej ekipie kilkorga psiaków... Bawiła się znakomicie, biegała, brykała, uprawiała zapasy etc, co chwila podbiegała po porcję pieszczotek czy na moje wolanie...i nagle... puściła się biegiem w dal - staram się za nią nie biec, żeby nie prowokować zabawy w kotka i myszkę, więc stanęłam na moment wołając ją i wyciągając smakołyk... a w tym czasie ona popędziła przed siebie tak, że zniknęła mi z oczu... W panice przez pół godziny biegałam po osiedlu wołając ją, szukając, pytając napotkanych ludzi, ściągnęłam TŻa, żeby pomógł... aż w końcu pewna pani pokazała mi sunię, która stała sobie spokojnie (wcześniej próbowała za nią iść - to 100% pieszczocha i zdarza jej się zaczepiać co sympatyczniejsze osoby prosząc o głaskanie)... Wołana z bliska Śnieżka oczywiście przyszła... a ze mnie opadło napięcie... ale co jeśli za którymś takim szalonym rajdem wybiegnie na ulicę i skonczy się to źle?...

Po wzięciu jej ze schroniska planowałam szkolenie, ale finalnie zdecydowałam się na pracę własną - mam trochę doświadczenia z psami, od zawsze fascynowała mnie etologia, wszystko jest dobrze opisane w literaturze, a szkoły, do których dzwoniłam, szybko mnie zniechęciły... większość, słysząc o dorosłym huskim po przejściach od razu rezygnuje, niektóre z przyjemnością wezmą pieniądze za kurs (ale oczywiście "nie ręczą, że będzie jakikolwiek rezultat"), trener z jednej (z tych pozytywnych) zarzekał się, że wszystkiego nauczymy się bez trudu na 20-godzinnym kursie... ale to już po tym, jak pochwalił mi się, że już po pół roku nauczył swojego malamuta przychodzenia (szczeniaka... a moją dorosłą huską nauczy w 20 godzin :P)
niestety w tym konkretnym temacie literatura nie pomaga zbytnio... wszystkie pozycje o huskych mówiące zarzekają się, że te psy całe zycie powinny chodzić na smyczy, bo zew natury powoduje, że uciekaja... nie podoba mi się takie podejście i ciągle szukam sposobów... tak jak napisałam, wierzyłam, że robimy postępy, ale wczoraj w to zwątpiłam... w związku z tym wszelkie dobre rady mile widziane :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Podstawowym bledem jest fundowanie psu jako glownej atrakcji, wybiegania z innymi psami.
Warto odwrocic proporcje, by podstawa byla praca z czlowiekiem (np.bieganie przy rowerze), a chwila luzu z psami moze robic za nagrode. Dodatkowo, wybiegana, zmeczona praca z czlowiekiem sunka nie bedzie az tak zainteresowana wypadami.
Samo 'spacerowanie' moze trwac i caly dzien, a przy mlodym hasiorze najwyzej wyrobi niezla kondycje, zamiast zakodowac, ze wszystko fajne wiaze sie z opiekunem ;).
Sunka po sterylce?

Share this post


Link to post
Share on other sites
po sterylce.

Rower na razie odpada, zanim nie dokończymy pracy nad "prawo/lewo" i reakcjami na koty... poza tym miał z nią jeździć mój TŻ, który od półtora miesiąca na czas nieokreślony jest z przyczyn zdrowotnych unieruchomiony... Bez roweru nie ma szans na jej wybieganie - tak jak pisałam, zabawkami się nie interesuje, ja nie biegam (czasem biega z nią syn, ale z racji problemów z kolanami na niewielkie dystanse), a spacer faktycznie nie pomaga...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ostatnio czytałam fajną książkę właśnie o przychodzeniu na zawołanie "Aria, do mnie" Jacka Gałuszki. I jest tam napisane, żeby jak pies już zawsze wraca na lince to trzeba ją co jakiś czas skracać o ileś tam cm, żeby pies miał wrażenie, że nie jest całkowicie wolny. Moje tłumaczenie jest z deka nieudolne więc polecam przeczytać książkę:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja bym Ci proponowała skontaktować się z pasjonatami rasy, myślę, że oni mogliby się wypowiedzieć na ten temat, czy lepiej suni bez linki nigdy nie puszczać, czy szkolić, a jeżeli tak, to w jaki sposób.
Ja znawcą rasy husky nie jestem, natomiast wśród znajomych mam kilka osób, którzy niestety swoich psów luzem nie puszczają. Jeden kumpel puszczał, po uprzednim szkoleniu oczywiście i mimo że suka była na co dzień 100% odwoływalna, któregoś dnia popędziła przed siebie jak Twoja i zginęła pod kołami samochodu :-(
Nie wiem na ile teorie o specyfice tej rasy są prawdziwe, na pewno jest z nimi trudniej, ale może znawcy rasy doradzą Ci jakieś stosowane przez nich triki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pomożecie?
Mam 5 letniego psa. Nera. Mam Nera na łańcuchu, ponieważ, była groźba strażą miejską, biega za samochodami i rowerzystami i dzieci sie go boja bo to duży pies.ale wychodzę z nim na spacery, ale ciągnie niemiłosiernie...a po za tym, nie moge go puścić bo nauczył sie przeskakiwać przez płot.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ten biedak jest niewybiegany.taki pies potrzebuje nie tylko spacerow ,moze biegania za rowerem zajecia.
Ile razy na dzien chodzisz z nim na spacer? jak dlugo z nim spacerujesz?
kup sobie linke 20-25 m dluga tzw do cwiczen,niech sobie chociaz ten biedak pobiega,moze probuje pobiegac.wolaj go jak przyjdzie po usklyszenia swego imienia daj mu smakolyk ,albo skorzystaj z klikera.Wybudujcie psiakowi kojec 20 m kwadratowach ,podniescie plot .na spacery swoja droga nalezy chodzic.Moze tak zapisz psiaka do psiej szkoly?

Share this post


Link to post
Share on other sites
W większości przypadków pies ucieka, bo mu się nudzi i jest niewybiegany. Proponuję zatem intensywne spacery, możesz spróbować sportu zaprzęgowego, np. kup sledy, amortyzator i podczep psiaka do opony (teraz w grę wchodzą treningi bladym świtem i nocą, jak się ochłodzi, można w smrodku dnia). Skoro ciągnie na smyczy, to nie próbuj biegania przy rowerze, bo może Ci się stać krzywda. Klasycznym spodobem an oduczneie ciągnięcia jets metoda "na drzewko" Gdy pies ciągnie, Ty się zatrzymujesz, ew. cofasz o kilka kroków.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Póki co spróbuj wychodzić z psem na długiej lince, jak już wyładuje trochę energię to możesz poćwiczyć przywoływanie go, jeśli nauczy się przychodzić na zawołanie to ze spuszczaniem nie będzie problemów. A skoro ucieka z podwórka to może warto pomyśleć o elektronicznym ogrodzeniu? Podobno działa, ale to też kwestia pieniędzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
No na pewno się cieszył jak mu biegania brakuje.... Może ewentualnie spróbujesz czymś zagrodzić tamto miejsce, jakaś przeszkoda przez którą by się nie mógł wydostać? I jak to w ogóle jest bo napisałaś że piwnica przy płocie, to przez co on wychodzi?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×