Jump to content
Dogomania

Jak wyrobić pewność siebie


Recommended Posts

Jakoś nigdy nie myślałam że założę temat w tym dziale, ale może ludzie mądrzejsi ode mnie coś doradzą.

Sprawa dotyczy Bezy, którą pół roku temu adoptowałam ze schroniska gdzie byłam wolontariuszką. Beza ma około 3-4 lat, przed adopcją spędziła w schronie około 3 miesięcy, przedtem żyła (nie wiem czy od dawna) na dziko - koczowała przy ośrodku letniskowym, gdzie dokarmiali ją turyści.

Tak wygląda moja Bezunia :loveu:
[IMG]http://i944.photobucket.com/albums/ad283/pinkmoon4/PsyLato/lato2004.jpg[/IMG]

Od pierwszego dnia w domu, nie było z nią żadnych typowo "poschroniskowych" problemów - nigdy nie załatwiła się w mieszkaniu, bez problemu zostaje sama, nigdy nic nie zniszczyła, w żadnej sytuacji nie pokazała zębów. A więc w czym kłopot?

Problemem jest lękliwość, która - myślałam - stopniowo będzie zanikać, natomiast wydaje mi się że po tych 6 miesiącach jest coraz gorzej. W schronisku Beza była otwartym, radosnym psiakiem, biegła do wszystkich nowych osób, ufna, kontaktowa, zawsze roześmiana. Pierwsze dni w domu - wiadomo, stres, nikt jej do niczego nie zmuszał, chciałam aby w swoim tempie przyzwyczaiła się do nas i nowego otoczenia.

Jednak Beza wciąż bardzo boi się ludzi, ludzi których zna - mnie, całej rodziny. Oczywiście - piszę to tylko dla porządku ;) - nigdy w domu nie spotkało jej nic złego, nie została uderzona, skrzyczana czy skarcona, (bo nie było za co- to bardzo grzeczny, spokojny pies), nie miała żadnych negatywnych przeżyć. Nie ma też osób które uskuteczniałyby nachalne, natarczywe pchanie się do psa z głośnymi i hałaśliwymi czułościami.

Beza boi się wyciągniętej ręki, kiedy ktoś do niej podejdzie, natychmiast przewraca się, ostatnio coraz częściej sika pod siebie (na początku było to znacznie rzadziej), cała jej postawa jest jednym wielkim błaganiem "nie bij mnie". Zdarza to się również w codziennych rytuałach, które zna - przykładowo, każdego ranka zwyczajowy krótki spacer na siusiu, zwykle idzie normalnie, parę dni temu wpadła w panikę, trzy razy uciekała spod drzwi do legowiska, czołgała się po podłodze przy próbach zapięcia na smycz, kilka razy się posiusiała.

Beza jest bardzo karna, za każdym razem przychodzi na zawołanie, jednak często robi to naprawdę z przerażeniem - na ugiętych łapach, przykurczona, czołgająca się, z odwróconym pyskiem. Kiedy tak na nią patrzę, wydaje mi się, że ona żyje w permanentnym stresie, a ja nie mam pojęcia co jest tego przyczyną.

Często sama przychodzi po pieszczoty i mizianko, ale nawet wtedy widać po niej, że nie jest do końca wyluzowana, jest spięta, niepewna.

Dużo lepiej zachowuje się na dworze - w ogrodzie lub na spacerach - jednak tam też zdarza jej się skulić i przewrócić pod moimi nogami kiedy ją zawołam.

Od 3 miesięcy Beza ma "siostrzyczkę", szczeniaka setera - Gamę, uwielbia się z nią bawić (tak jak ze wszystkimi innymi psami), wtedy jest wesoła i wyluzowana - dopóki ktoś jej nie zawoła, wtedy zaczyna znowu "przepraszać że żyje".

Generalnie Bezunia jest mało aktywnym psem, poza spacerami i czasem kiedy szaleje w ogrodzie z drugim psem, większość dnia przesypia w swoim legowisku. Na dworze biega, skacze, buszuje w trawie. Nie oddala się za mocno ode mnie, zawsze przychodzi na wołanie.

Tak teraz widzę że z tego opisu wyłania się bardzo ponury obraz.. Na szczęście nie jest tak non stop. Czasami uda mi się pogłaskać mojego psa tak, żeby nie uciekł :p Są chwile kiedy jest szczęśliwa, cieszy się jak wariatka kiedy rodzina wraca do domu, kiedy za wykonane polecenia dostaje smaczki, czasami po zabawie z Gamą "zapomina się" i przy ludziach też przez chwilę jest normalnym wesołym psem. Zawsze jednak w którymś momencie wraca do tego lęku.

Po przybyciu do nas Beza miała też kilka innych lęków (ruch uliczny, jazda samochodem), jednak te obawy wygładziły się bezproblemowo na przestrzeni paru miesięcy, przyzwyczaiła się. A przy ludziach wciąż nie moze poczuć się pewnie :-(

No dobra, wylałam tutaj wszystkie swoje żale :p I zastanawiam się - co mogę zrobić, aby pomóc jej budować pewność siebie. Co zrobić, żeby stała się kiedyś otwartym, wesołym psem, czy to jest w ogóle możliwe? Nie jest to palący problem dla nas, nie chodzi o czas, kochamy Bezunię taką jaka jest - ale wciąż martwię się tym, dlaczego dla niej pobyt tu jest tak stresujący. Co można zrobić, aby poczuła się bardziej komfortowo?

Link to post
Share on other sites
  • 3 weeks later...

Przeczytałam z zainteresowaniem, o problemie Bezy. Myślę,że powinien wypowiedzieć się ktoś z "fachowym" przygotowaniem. Sądzę,że dopiero teraz dała o sobie znać trauma, którą suczka przeszła przed przybyciem do schroniska - pewnie minie trochęczasu zanim nabierze pewności,że nowy dom i nowi ludzie to stan stały i że nie zniknie wszystko nagle. Pewnie dlatego stara się aż tak bardzo okazać swoją uległość i podporządkowanie. Moja sunia ma ponad 3 lata - jest u mnie od 8 tyg. szczenięcia i włożyliśmy mnóstwo starań w jej socjalizację, a mimo to boi się odgłosów wystrzałopodobnych i następujących po sobie regularnie - nawet trzepanie dywany potrafi wprowadzić ją w stan podobny do paniki - ciągnięcie na oślep do domu, szybkie bicie serca, ślinienie, ogon między nogami. Próbowałam już chyba wszystkiego, przeczytałam większość z dostępnej literatury i nic - już myślę ze strachem o Sylwestrze. Ale ja tu o swoim problemie, nie na temat - no może trochę dla pocieszenia,że nie tylko psy o smutnej przeszłości mają problemy. Co do Twojej Bezy, myślę,że spokój, konsekwencja i wasza miłość do suni sprawią ,że z czasem nabierze pewności - zabawa też jest dobrym sposobem na wyluzowanie jej, bo jak piszesz wtedy się "zapomina". Trzymam kciuki za powodzenie Bezy!

Link to post
Share on other sites

[quote name='Jota'] Sądzę,że dopiero teraz dała o sobie znać trauma, którą suczka przeszła przed przybyciem do schroniska - pewnie minie trochęczasu zanim nabierze pewności,że nowy dom i nowi ludzie to stan stały i że nie zniknie wszystko nagle. [/QUOTE]

Chyba nie,skoro pies jest z nimi juz od pol roku.A do tego:

[QUOTE]W schronisku Beza była otwartym, radosnym psiakiem, biegła do wszystkich nowych osób, ufna, kontaktowa, zawsze roześmiana.[/QUOTE]

Czyli w schronie czula sie bezpieczniej niz w nowym otoczeniu.Moze dlatego,ze tam nikt sie nad nia nie rozczulal,a moze to taki terytorialny piesek,ktory czulby sie dobrze tylko na swoim podworku,gdzie nie musialby nigdzie chodzic?A moze popelniono nieswiadomie jakies bledy w podejsciu do niej,juz w nowym domu?
Takiego psa ( i jego ludzi) trzeba zobaczyc w "akcji" zebyy cos radzic.

Link to post
Share on other sites

Tutaj masz podobny temat: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/125344-Jak-podnie%C5%9B%C4%87-pewno%C5%9Bc-siebie-u-psa[/URL]

Jedyne co przychodzi mi do głowy, to przede wszystkim szkolenie suni, nauka komend, prawidłowego przywołania (powinna usiąść przed Tobą po przybiegnięciu), później komendy np. noga (okrąża Cię z tyłu i staje lub siada przy nodze). Powinno pomóc podwójnie, po pierwsze wykonywanie poleceń bardzo podnosi pewność siebie psa, wreszcie wie "o co Ci chodzi" i nie musi na wszelki wypadek wysyłać sygnałów "poddańczych". Poza tym nie będzie miała takiej możliwości, skoro musi usiąść/stanąć na Twój sygnał. Zrozumie, że nic złego ją za to nie spotka, wręcz odwrotnie, będzie sowicie nagradzana. Do tego podczas takiego szkolenia wyrabiasz sobie postawę pewną siebie, ale też nie konfrontacyjną, bo masz psa u boku, przy nodze, a nie naprzeciwko. Wszystkiego ucz pozytywnymi metodami, absolutnie żadnej siły (usadzania ręcznego), karcenia, podniesionego głosu.
Dodatkowo ignoruj wszelkie przejawy jej "poddaństwa", jeżeli zacznie się pokładać odwróć się i zignoruj ją (unikaj też kontaktu wzrokowego). Nagródź smakołykiem gdy się podniesie (najlepiej rzuconym, jeżeli kuli się gdy się do niej nachylasz, jak nie, to z ręki). Nigdy nie nachylaj się nad nią ani nie mów nic do niej jak zaczyna się kulić. Gdy widzisz że za chwilę się położy zacznij odsuwać się do tyłu, żeby musiała dalej do Ciebie iść i wtedy nagródź.

Mam podobny przypadek koło siebie, sąsiadka ma małą sunię, która właśnie wszystkim naokoło okazuje uległość, pokłada się brzuchem do góry na chodniku. Właścicielka jest załamana, bo musi ciągle sunię kąpać, szczególnie gdy na dworze są kałuże :eviltong: Pośrednio sama jest za to odpowiedzialna, bo gdy tylko sunia podchodzi do człowieka Pani mówi "Ojej, zaraz znowu się położy", sunia się kuli, Pani zmienia ton na niezadowolony "No i już prawie leży...", psina czuje to niezadowolenie, więc jest "uległa tym bardziej", no i oczywiście się kładzie :p Błędne koło, ale chciałam podać przykład, że czasami przy wrażliwych psach wystarczą takie niuanse, a sprawa wcale nie jest prosta...

[B]Edit[/B]: No i racja a'propos postu wyżej, najwyraźniej sunia czuje się niepewnie. Trzeba popracować nad jej zaufaniem, przede wszystkim będąc konsekwentnym i przewidywalnym dla psa. W skrócie chodzi o to, żeby nie musiał się obawiać, a spodziewał się od Was samych miłych rzeczy ;)

Link to post
Share on other sites

[quote]Czyli w schronie czula sie bezpieczniej niz w nowym otoczeniu.Moze dlatego,ze tam nikt sie nad nia nie rozczulal,a moze to taki terytorialny piesek,ktory czulby sie dobrze tylko na swoim podworku,gdzie nie musialby nigdzie chodzic?A moze popelniono nieswiadomie jakies bledy w podejsciu do niej,juz w nowym domu?[/quote]

Właśnie rzecz w tym, że od samego początku starałam się nie popełnić żadnych błędów, domownicy też byli przeszkoleni ;)
Po pierwsze, Beza zanim trafiła do mnie do domu, znała mnie 3 miesiące w schronisku, gdzie regularnie ją odwiedzałam, tak więc nie trafiła w zupełnie obce środowisko.
Na wstępie nie było nagłego ataku niuniania i rozczulania ze wszystkich stron, pierwsze dni były częste spacerki i poznawanie okolicy, a w domu nic na siłę, kontakt tylko wtedy kiedy sama
podeszła.

[quote]Trzeba popracować nad jej zaufaniem, przede wszystkim będąc konsekwentnym i przewidywalnym dla psa.[/quote]

Od pół roku jedynymi dwoma "nowościami" w życiu Bezy było pojawienie się szczeniaka (od razu się zaprzyjaźniły) i wyjazd na wakacje w zeszłym miesiącu ;) Reszta jest standardowa - karmienie i spacery o stałych porach, spacery na łąki, do lasu albo nad morze, wspólne zabawy z Gamą albo ze mną w ogrodzie. I ciągle nic na siłę. Nie rozumiem tego, że nawet jeśli kontakt jest inicjowany przez psa (tzn. Beza pierwsza podchodzi i domaga się zainteresowania czy pieszczot), to robi to w sposób bardzo uległy i cały czas jest strasznie spięta i wystraszona.

[quote]a moze to taki terytorialny piesek,ktory czulby sie dobrze tylko na swoim podworku,gdzie nie musialby nigdzie chodzic?[/quote]

A tego to nie rozumiem ;) Gdzie nie musiałaby chodzić, na spacery? Na spacerach jest lepiej niż w domu ;)

Link to post
Share on other sites

Z tą przewidywalnością i konsekwencją chodziło mi o drobne sprawy codziennego życia. Sunia musi wiedzieć na czym stoi, tzn. np. jeżeli nie wolno jej wchodzić na łóżko, to nie wolno i już, w każdej sytuacji. Jeśli wołasz ją do siebie, to zawsze jest przyjemnie, a nie np. czasami dostanie burę za zjedzenie śmiecia, a czasami nagrodę. Chodzi o wytyczenie reguł i to, żeby sunia zaczęła Wam ufać, wiedziała o co Wam chodzi na co dzień i rozumiała Was. Teraz być może (nie wiem, teoretyzuje) nie wie czego się po Was spodziewać, więc na wszelki wypadek ciągle okazuje uległość, bo "może tym razem mi coś zrobią".
A co do ignorowania i czekania aż sama przyjdzie - ja zrobiłabym właśnie odwrotnie, wołałabym ją, uczyła przywołania, ale tylko do miłych rzeczy jak karmienie, danie smakołyka, zabawa. Ona musi wiedzieć, że jak coś od niej chcecie i ona to wykona, to jest super fajnie. Jak zaczniecie właśnie od niej wymagać (zamiast czekać aż sama coś z siebie da) i ona zobaczy, że to jest ekstra i jesteście z niej zadowoleni, jej pewność siebie wzrośnie. Będzie chciała współpracować, zamiast przepraszać, że żyje i zapomni o lękach.

Link to post
Share on other sites

[quote]Z tą przewidywalnością i konsekwencją chodziło mi o drobne sprawy codziennego życia. Sunia musi wiedzieć na czym stoi, tzn. np. jeżeli nie wolno jej wchodzić na łóżko, to nie wolno i już, w każdej sytuacji. Jeśli wołasz ją do siebie, to zawsze jest przyjemnie, a nie np. czasami dostanie burę za zjedzenie śmiecia, a czasami nagrodę. Chodzi o wytyczenie reguł[/quote]

To oczywiście też, sama to powtarzałam nowym właścicielom wszystkich psów które pomagałam wyadoptowywać, więc przy swoim własnym tym bardziej ;)

Czekanie na jej kontakt było przez pierwsze dni, teraz już wołamy ;) Nigdy po podejściu nie spotkało jej nic niemiłego. Nigdy też nie zdarzyło się, żeby nie przyszła na wołanie (w domu czy na spacerze), jednak zwykle jest to podejście "przepraszające".

Nie potrafi się bawić żadnymi zabawkami (sznury, piłeczki, piszczące, gryzaki, próbowaliśmy wszystkiego), nie aportuje. Nie bierze do pyska niczego poza jedzeniem. Próbowałam ją nakręcać na zabawki, ale bezskutecznie. Gama (drugi pies) uwielbia wszystkie zabawki więc Beza ma na codzień "przykład" jak można się bawić, mimo to nigdy nie wykazała zainteresowania. Czasami tylko, kiedy np. Gama niesie aport, Beza doskakuje do niej i zabiera jej go, ale zaraz porzuca.

Link to post
Share on other sites

Śliczna sunia. Bardzo lubię takie dropiatki :)
Nic dziwnego,że nie czuje się bezpiecznie w domu. Własny dom, własny człowiek i troskliwa opieka to dla tego psa zupełnie nowa sytuacja.
Wydaje mi się, że manifestowanie uległości to nie jest "przepraszanie" , a raczej strategia przetrwania.
Przy wrażliwych psach nie trzeba stosować siły fizycznej wystarczy wpatrywanie się, pochylenie nad psem,podniesiony głos zeby pies poczuł sie zagrozony i pokazywał uległość.

Ma problem z bawieniem się z czlowiekiem, a wiec ma tez problem z odpowiednią relacją. Próbowałabym nawiązac z psem kontakt własnie poprzez wspolna zabawę.
Zabawka na sznurku, uciekajaca przed psem. Jezeli sunia sie zainteresuje pozwolic złapac, nie odbierać, poczekac jak zostawi. Takie zabawy mogą trwać nawet kilka sekund, ale wazna jest każda chwila. Dobrze, zeby odbywały sie bez obecnosci drugiego psa.
Ideałem byloby gdyby pies zaczał się szarpac zabaweczką. Wtedy trzeba pozwalać psu wygrywac i wspólnie "unosic zdobycz" (zabawkę trzyma pies, a czlowiek koniec sznurka ).
Dobre ćwiczenie to pokonywanie przeszkód. Hop na murek, przejscie pod krzesełkiem, slalom itp. Dużo chwalic i nagradzac, prowadzic psa za smakołykiem. Jezeli pies "gasnie" przy chwaleniu mówic ciszej, nie patrzac na psa.Zadania musza byc proste, zeby pies latwo osiagnał sukces.
Posadzic domowników na podlodze, obłozyc smakołykami. Pozwalać suni swobodnie do domowników podchodzić i wyjadac smakołyki poukładane na czlowieku i na wyciągniętej ręce. Nie mówic do psa, nie patrzec na niego.
Jeden z moich psów rzucił sie na moja córkę gdy ta uśmiechneła sie do niego pokazujac wszystkie zęby. Dla niego to było grożenie. Psy nie zawsze potrafią dobrze czytać człowieka. Nieświadomie możemy robić coś co nie poprawia relacji.
Czasami najlepszym lekarstwem na wszelkie problemy jest czas i cierpliwość :).

Link to post
Share on other sites

Z zabawą próbowałam zachęcić na różne sposoby:

-po prostu podrzucić zabawkę do legowiska czy w okolicach, aby sama zauważyła - nie działa, pełen ignor (zarówno przy obecności w pokoju, jak i kiedy wychodzę i zostawiam ją samą)
-siadam na ziemi kilka metrów od psa i zaczynam bawić się zabawką sama ze sobą - podrzucam, turlam, nie zwracam uwagi na psa tylko angażuję się w zabawkę (taka metoda super działa na psy schroniskowe, mało który potrafi jej się oprzeć) - też nie działa, mogę bawić się piłeczką aż mi to uszami wyjdzie, a Beza dalej ignor.
-podkładanie zabawki pod nos, otwarte zachęcanie do zabawy, "uciekanie" zabawką (wszystko w pozycji siedzącej/klęczącej żeby nie wystraszyć jej górowaniem nad nią) - ewidentnie nie ma pojęcia czego od niej chcę, wącha zabawkę, liże mnie po rękach, wywraca się kołami do góry, ale nie podejmuje chwytu.

[quote]Dobre ćwiczenie to pokonywanie przeszkód. Hop na murek, przejscie pod krzesełkiem, slalom itp. Dużo chwalic i nagradzac, prowadzic psa za smakołykiem. Jezeli pies "gasnie" przy chwaleniu mówic ciszej, nie patrzac na psa.Zadania musza byc proste, zeby pies latwo osiagnał sukces.[/quote]

Próbowałam czegoś takiego w pierwszych miesiącach ;) Chciałam nauczyć Bezęslalomu między moimi nogami :evil_lol: poprzez prowadzenie jej za smakołykiem. Wyszła wielka porażka. Ćwiczyłam to parę tygodni codziennie po 15 minut (oczywiście na przemian z innymi komendami), i wyglądało to tak, że Beza kilka razy szła ładnie, a za którymś razem (bez żadnej przyczyny - bez mojej zmiany tonu głosu, postawy, czegokolwiek) wpadała w panikę i uciekała na legowisku, albo kładła się przede mną. Mimo tylu powtórzeń nie udało mi się doprowadzić do tego, żeby skojarzyła slalom z ustną komendą, bez pomocy smakołyku nie wiedziała o co chodzi. Gama (szczeniak) natomiast załapała to pierwszego dnia, a po tygodniu ćwiczeń umiała slalom bez "prowadzania", tylko na komendę ustną, więc sposób nauki chyba nie był trefny ;)

Link to post
Share on other sites

Trudno nauczyć dorosłego psa zabawy zabawką. Zdaje sobie z tego sprawę.
Proponuję zabawkę mieć na sznurku (zabawka może być nawet szmatka). Niech zabawka ucieka przed psem i prowokuje go do pogoni.
Możesz przywiązac również kawałek kiełbasy, niech pies goni, niech złapie, zawalczy i wygra. To też bedzie zabawa.

Pisząc o slalomie miałam na myśli przedmioty martwe.
Slalom miedzy nogami to tez bardzo dobre ćwiczenie, ale widocznie 15 minut to dla tego psa za długi czas.

Link to post
Share on other sites

Slalom między nogami też może jej się kojarzyć z pełzaniem wokół Ciebie ;) Więc spróbuj raczej komendy statyczne i prawidłowe przywołanie, super będzie chodzenie przy nodze, bo będzie w ruchu koło Ciebie, bez konfrontacji wzrokowej.
Z zabawkami jeżeli jest łasuchem możesz spróbować kuli-smakuli.
[quote name='pinkmoon']ewidentnie nie ma pojęcia czego od niej chcę, wącha zabawkę, liże mnie po rękach, wywraca się kołami do góry, ale nie podejmuje chwytu.[/QUOTE]
Nagradzaj smakołykiem nawet samo powąchanie czy polizanie zabawki.
Wszystko, cała nauka komend małymi kroczkami, ale w często powtarzanych sesjach, żeby właśnie nie było takiej sytuacji, że nagle Ci "ucieknie", bo będzie miała dość. I duuuużo nagradzania, nawet za minimalny postęp, żeby wiedziała, że jesteś z niej zadowolona.
Dorosłe psy, do tego jeszcze takie wrażliwe uczy się inaczej niż szczeniaki, więc to nie jest wyznacznik ;)

Link to post
Share on other sites

No dobra, to od dzisiaj zaczynamy podejście drugie ;) (bo przyznam że ostatnio machnęłam ręką i troszkę zaniedbałam naukę Bezy).
Mam nadzieję że cierpliwością i małymi kroczkami dojdziemy do jakichś postępów. Może też uda mi się zrobić (albo poprosić kogoś żeby zrobił) jakieś zdjęcia czy filmiki, żeby pokazać niektóre jej zachowania.

Link to post
Share on other sites

[quote name='pinkmoon']Właśnie rzecz w tym, że od samego początku starałam się nie popełnić żadnych błędów, domownicy też byli przeszkoleni ;)
Po pierwsze, Beza zanim trafiła do mnie do domu, znała mnie 3 miesiące w schronisku, gdzie regularnie ją odwiedzałam, tak więc nie trafiła w zupełnie obce środowisko.
Na wstępie nie było nagłego ataku niuniania i rozczulania ze wszystkich stron, pierwsze dni były częste spacerki i poznawanie okolicy, a w domu nic na siłę, kontakt tylko wtedy kiedy sama
podeszła.

A tego to nie rozumiem ;) Gdzie nie musiałaby chodzić, na spacery? Na spacerach jest lepiej niż w domu ;)[/QUOTE]

Moglas jednak czegos nie dopilnowac;ktos inny w domu mogl zachowywac sie tak,ze pies dostawal jakies sprzeczne komunikaty.Moze zaistniala jakas nerwowa sytuacja,nie dotyczaca psa,ale wystarczajaco "straszna" dla takiego wrazliwca.Nie wiem i tak jak napisalem wczesniej,bez naocznego poznania sytuacji przez kogos doswiadczonego,kto naprawde potrafi rozpoznac co pies czuje i na co w danym momencie reaguje i odpowiada,to mozemy sobie podebatowac.

Na spacerach jest lepiej pod warunkiem,ze pies nie jest wystraszony,zestresowany i nie widzi wszedzie zagrozenia.A w tym przypadku zasugerowalem sie tym co napisalas o jej samopoczuciu w schronie.Wyobrazilem sobie,ze przebywala tam na ograniczonym terenie gdzie czula sie bezpiecznie,a zmiana miejsca prowokuje ja do zbyt czestego stosowania jednego z elementow tzw. strategii przetrwania - w wypadku psa uleglego jest to wlasnie takie "przepraszam,ze zyje".
Skoro suka tak dobrze czula sie miedzy psami w schronisku,to moze warto podpatrzec jak one sie zachowuja,kiedy sa razem?

Link to post
Share on other sites

Faktycznie dobrze byłoby zobaczyć jak ten lęk wygląda, może dasz radę nakręcić filmik jak Beza reaguje na te przywołania, ogółem pokazać te sytuacje w których jak mówisz jest zestresowana.

Co do samego przywołania to mogę tylko doradzić zmianę słowa na jakieś inne, używanie delikatnego tonu, nie wpatrywanie się w nią przy tym, najlepiej zanim się ją zawoła kucnąć i oczywiście obfite nagradzanie, bo piszesz że się wtedy cieszy :) Jeżeli wołanie jej powoduje lęk, to może lepiej spróbować z gwizdkiem? Oczywiście najpierw trzeba nauczyć, że gwizdek = smakołyk. Pracujcie sobie razem z tym szczeniakiem, skoro przy nim jest w porządku. Mogą się uczyć wspólnego powrotu na gwizdek, będzie się czuła pewniej. Nie musi to być koniecznie gwizdek, ale jakiś nowy sygnał, który od początku będzie kojarzony tylko ze smakołykiem, a którego nie będzie się bała.

Link to post
Share on other sites

Gwizdek mamy, na spacerach super działa na oba psiaki. I faktycznie tego się nie boi, przybiega na luzie i sępi smakołyki :diabloti:

Stosunek Bezy do innych psów, np. napotkanych na spacerze, jest taki sam jak w schronisku: bardzo lubi się bawić i do wszystkich jest przyjaźnie nastawiona. Nie jest dominująca, ale nie jest też przesadnie uległa, nie kładzie się na ich widok, nie kuli, podchodzi normalnie nawet do tych bardzo, hm, ekspresywnych ;)

Link to post
Share on other sites

Możliwe, że sunia ma jakieś złe wspomnienia z czasów przedschroniskowych, może ma złe skojarzenia z ludźmi, którzy ją wołali i czegoś od niej chcieli (np. wołali żeby spuścić manto, dokarmiający turyści są różni, sama wczoraj widziałam delikwenta, który wabił psiaka tylko po to, żeby za chwilę go przegonić :angryy:). To by tłumaczyło, dlaczego w schronisku było ok, tam przeważnie nie ma czasu, żeby ludzie mogli zająć się psem bezpośrednio i nie czuła się zagrożona. Teraz znowu jest postawiona w sytuacji sam na sam z człowiekiem i widocznie ją to przerasta. Próbuj nauki po malutku i obserwuj sunię, ważne, żeby nie zestresowała się jeszcze bardziej i żeby nauka sprawiała jej przyjemność.

Link to post
Share on other sites
  • 4 weeks later...

Poczytalam, Pink, daj znac jak teraz wyglada sytuacja.
Na podstawie opisow tak troche przewrotnie zaproponowalabym nacisk na zabawe, wyrabianie pozytywnego skojarzenia z okreslona zabawka/smakolykiem/komenda na dworzu bardziej niz w domu. Niewykluczone, ze sunka jest po prostu hmm, nazwijmy to klaustrofobiczka, zle sie czuje w scianach, z ludzmi, w niewielkich zamknietych pomieszczeniach.
Warto pomyslec nad zrobieniem dziupli, kojca np. zaciemnionego, by miala, gdzie sie wycofac, kontakt wyrabiac mimochodem, np. nalewajac wode (po spacerze, kiedy wraca spragniona), nakladajac jedzenie, trzymajac gnata do obgryzienia, ale do tego troche trzeba poaranzowac takie sytuacje.

Link to post
Share on other sites

Dzięki Karjo za obecność na wątku.
To nie jest tak, że Beza unika kontaktu. Często sama podchodzi kiedy zajmuję się czymś innym, trąca nosem i dopomina o głaskanie - i nawet wtedy też jest spięta i zestresowana. To jedno, a osobny rozdział to nagłe lęki przed czymś, co do tej pory bylo normalne (np. to, że zawsze kiedy widzi mnie ze smyczą w ręku to cieszy się jak szalona i leci żeby ją zapiąć, a raz na jakiś czas potrafi w takiej sytuacji zwiać na swoje legowisko cala posikana, i trzeba ją dlugo przekonywać do wyjścia).

Legowisko od pierwszego dnia w domu uznała za swoje miejsce i właściwie spędza tam większość dnia. Kiedy nie jest na spacerze albo w ogrodzie z drugim psem, leży na posłanku, śpi albo obserwuje. Tam też ucieka jeśli się czegoś przestraszy. Ale nawet w legowisku leży zwinięta w ciasny kłębek, "łypie" tymi oczami, rzadko się zdarza żeby leżała rozluźniona i swobodnie.

Ciągle myślę czy da się ja w ogóle nauczyć zabawy. Jesli coś "ucieka" to zainteresuje się na chwilę, trąci łapą, ale nie podejmuje pyskiem.

Link to post
Share on other sites
  • 1 month later...

witam wszystkich .
mam problem znaczy ja i mój pies ivan (3latka mieszanka owczarka niem. z niewiadomym ) chodzi o to ze boi sie w niektórych sytuacjach ludzi ,choc mezczyzni bardziej go przerazają:D , chce z nim isc na wiosne na szkolenie obroncze i tu moje pytanie czy te jego 3 latka to nie za duzo na to ???
jeszcze jedno jak np idziemy sobie i ktos go drazni i on sie mocno rzuca dała bym sobie palca uciac ze jak bym popusciła smycz to chapnął by , ale.....z drugiej strony jak on np czasem doleci do kogos jak lata (choc raczej nie dopuszczam do tego i go pilnuje) to zaczyna szczekac a jak ktos chocby w jego strone zrobic krok to on w długa a za chwile znowu dobiega .
podobna sytuacje miałam jakis czas temu....dla jak ubrałam starą kurtke brata , i nałozyłam kaptur na głowe szłam ulica i zblizyłam sie do płotu i straszyłam go ,kiedy chciałam dojsc i wejsc przez bramke -ten ogon pod brzuch i rura pod drzwi domu ......oj lekko sie zawiodłam:(........chciałam wziasc sie za to a mianowicie znalezc sobie pomocnika który by mi pomógł(a la pozoranta) w wyrobieniu u niego odwagi ....ale jakos ciezko z tym.
a psa nie chce miec tylko do tego zeby gryzł , tylko zeby czasem czuc sie przy nim bezpiecznie
poza tym wiele z nim spaceruje, uprawiamy sporty-ciagniemy obciazenia , troszke frisbee i takie tam ale chciała bym go podreperowac w PO ,macie jakies pomysły???????????????
(i wiem ze nie kazdy pies ma smykałke do tego .....no ale moze jakby pocwiczyc to by moze sie człowiek przekonał -jakby nic z tego nie wychodziło to bym dała sobie spokój )na szkolenie poszła bym szybciej ale nie mam kasy godz szkolenia 50 zł

Link to post
Share on other sites

Straszeniem psa na pewno mu pewności siebie nie wyrobisz :shake: Skończ z drażnieniem i innymi tego typu pomysłami, jeżeli nie wiesz jak się za to zabrać. I nie bierz sobie żadnego "pomocnika" za pozoranta, skoro nie macie doświadczenia w pracy z psem. Jak na razie z opisu wynika, że psiak się boi, jego "ataki" to reakcja obronna przerażonego psa. Takiemu psu jest potrzebny stanowczy przewodnik, na którym pies może w każdej sytuacji polegać i mu zaufać, a nie taki, który się przebiera i go straszy :roll:

No i psu nie wolno atakować, kiedy jemu się tak wydaje, tylko wtedy, kiedy Ty tego od niego wymagasz (czyli właściwie tylko na zajęciach z obrony i na zawodach, bo w codziennym życiu w sytuacji realnego zagrożenia tak naprawdę szkoda narażać psa i lepiej go bronić, zamiast wysyłać na jakiegoś bandziora). Pies zaczepiający sam z siebie ludzi nie jest psem obronnym, tylko nieułożonym zwierzem stwarzającym zagrożenie :p No i to żadna przyjemność spacerować z takim psem w zatłoczonych miejscach, co na pewno sama dobrze wiesz, bo napisałaś, że musisz go pilnować.

Najlepiej idź z nim do dobrej szkoły, może nie od razu na szkolenie obronne, tylko na zwykłe posłuszeństwo. Kasy nie żałuj, lepiej zrobić mniej zajęć, a porządnych, niż powierzyć szkolenie lękliwego psa komuś, kto tylko pogorszy sprawę. Jak zrobicie podstawy, zaczniecie się świetnie komunikować, to może się okazać, że IPO jest niepotrzebne, bo pies ma instynkt i właściciela obroni nawet bez szkolenia. A jak będziecie chcieli dalej się szkolić, to nauka obrony w dobrej szkole jest dla owczarka super zajęciem.

Link to post
Share on other sites

ja wiem ze straszeniem psa nic nie wskuram ale chciałam tylko sprawdzic jak sie zachowa bo jak ktos go drazni to sie rzuca , chciałam zobaczyc tylko co zrobi i z kim mam doczynienia:)
a tak wiem ze z takim psem od ludzi z daleka ale ucze go ze jak nie ma potrzeby to zeby zachował spokój , a z posłuszenstwa to sama go nauczyłam wiele :chodzenie przy nodze , stój ,siad , lezeć , z odległosci , i z dowolnej pozycji , jak pies leci i mówie lezec to zatrzymuje sie i czeka na nastepne polecenie, i duzo innych komend jeszcze zna
tylko problem jest z ta jego pewnoscia siebie wziełam go od włascicielki w wieku 9 mies .....to był koszmar ...pies bał sie nawet zrywki lezącej na ziemi nie mówiac juz o scietym pieniu:D a wiec troszke juz go "zsocjalizowałam" , wiem ze na szkolenie najlepiej jak najwczesniej ale naprawde wiem ze na 5 lekcjach sie nie wskonczy wiec troszke funduszy potrzeba ....

Link to post
Share on other sites

tylko ze jeszcze jedno ....a propo tego bronienia ....wiesz na szkoleniach pies jest uczony obrony przed napastnikiem wtedu kiedy ten z wrzaskiem dobiega do niego np z kijem .....a tak naprawde w dzisiejszych czasach napastnik raczej podejdzie do nas pocichu i przyłozy nam cos do łba ...wiec co z tego wynika ? co pies ma zrobic ?(skoro wg niego nie ma zadnego zagrozenia ,skoro ktos do nas"przyjaznie i spokojnie"podchodzi ) i w wiekszosci tego typu sytuacjach nie mamy nawet pomysłu rzucic psu komendy
wiec tak troche te całe IPO jest w tych czasach niepotrzebne , lepiej i łatwiej kupic sobie broń.....
znam tez psa który atak na pozoranta skojarzył sobie z grubym ubraniem , a na normalnie ubranego człowieka tak juz nie reagował
juz nie wiadomo co o tym wszystkim myslec....

Link to post
Share on other sites

Jeżeli pies reaguje nerwowo na obcych ludzi to posłuszeństwo powinien mieć opanowane tak, że nawet jak podbiega ktoś do Ciebie i wrzeszczy, to pies nie powinien wyłamać komendy np. siad. Nie może być tak, że niby umie przyjść do Ciebie na wołanie, ale jeżeli w okolicy kręcą się jakieś podejrzane typy, to poleci ich oszczekać ;)

Masz rację, szkolenie obronne jest w obecnych czasach sportem, właściwie użytkuje się je tylko w przypadku psów pracujących np. w policji. Nie ma sensu szkolić psa rodzinnego do takiego stopnia, będziesz miała z tym więcej problemów niż pożytku. Prawdopodobieństwo, że faktycznie przyda Ci się w przypadku ataku, pies obroni Cię i nic mu się nie stanie jest nikłe.

Ja raczej na Twoim miejscu skupiłabym się na razie na socjalizacji psa, zwalczaniu jego lęków i nie rozbudzałabym agresji w bojaźliwym psie. Agresja lękowa to trudna sprawa, kłopotliwa dla właściciela i stresująca dla psa. Nigdy nie będziesz miała pewności, czy np. pies nie ugryzie, kiedy ktoś Cię przyjacielsko klepnie w ramię. Lepiej pracuj z psem w kierunku tego, żeby był przyjazny dla ludzi, a gdy już będzie miał stabilną psychikę możecie myśleć co dalej w ramach rozrywki i rozwijania psich predyspozycji. Może on wcale by się nie sprawdził w obronie, a na przykład obedience to jest to ;)

Link to post
Share on other sites

w sumie ja to wiem ze z bojazliwego psa jeszcze agresje wyławiac to jest chore , ale chciałam z nim wszystko po kolei ogarnąć ....
zobaczymy ...ja cały czas z nim trenuje np idziemy przy nodze a zatrzymujemy sie miedzy grupką ludzi ....na poczatku pies ląduje za mna albo gdzies w tyle ale jak z nim dłuzej to robie tym mniejszy czuje dyskomfort
fakt moze on sie do tego nie nadaje ....szkoda lecz mozliwe oj gdybym ja go miała od maleńkiego...wiem ze w niektórych dziedzinach lepiej mu idzie obedience hmm czemu nie ....ale i tak sadze ze lepiej by mu było w agility:)
a co do obrony to nikt do mnie nie podejdzie bo on odstrasza wygladem a jak zacznie sie rzucac to tymbardziej ...wiec kazdy teoretycznie mysli ze on gryzie wiec coż...niech myśla tak dalej:)

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements

×
×
  • Create New...