Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
ira.s

Spuszczanie haszczaków ze smyczy - (od) kiedy i gdzie warto?!

Recommended Posts

Do tej pory nie praktykowałem puszczania mojej suni wolno (praktycznie do 5 miesiąca życia nie wiedziała co to wyjście na dwór na pełnym luzie), gdyż zwyczajnie jej na tyle nie ufałem, aby choćby w czasie zabawy z innymi psami dać jej pełną swobodę (zwyczajnie obawiałem się, że coś jej do łba strzeli i pogna w siną dal, nie ogladając się przy tym zupełnie za siebie - było to o tyle uzasadnione, że nie raz już mi się wyrywała w lesie za dziką zwierzyną do tego stopnia, iż nie miałem złudzeń o jej nieokiełznanej łowczej naturze).

Niemniej ostatnio nie wystarcza jej już wybieganie się ze mną w czasie leśnych przełajów i aby ją na prawdę wymęczyć ("husky szczęśliwy, kiedy zmęczony") muszę przynajmniej raz dziennie spuścić ją na jakieś polanie (a także w jeziorze) ze smyczy, choć nie bez wątpliwości, czy dobrze czynię (raz bowiem na przydomowym boisku wyrwała mi się w czasie zabawy z innym psem na ruchliwą ulicę i gdyby ten się chodnika nie trzymał, to ta najpewniej wylądowała by już pod kołami jakiegoś samochodu).

Jakie są Wasze doświadczenia na tym polu i czy aby dla baby nie pospieszyłem się z takową decyzją (choć z drugiej strony, jeśli jej teraz nie oswoję z bieganiem bez uprzęży, to gdy skończy pół roku może być już na takie ułożenie za późno?)?!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja Dakara puszczałam ze smyczy do ok. 6 miesiąca życia. Ale tylko na wewnętrznym podwórku (nie ogrodzonym, ale oddalonym od ulicy) oraz na polanie w parku (gdzie bawił się z innymi szczeniakami). Kiedy stał się psim nastolatkiem, tzn. zyskał dużo pewności siebie, skończyło się luźne bieganie. Husky to bardzo odważna i ciekawska rasa. Dodatkowo od małego zapoznawałam Dakara z różnymi rzeczami, ludźmi, psami, dźwiękami, sytuacjami. Chodziło o to, by socjalizacja zapobiegła nieodpowiedniemu zachowaniu (panice) w stycznością np. z piszczącym dzieckiem, przejeżdżającą karetką czy ujadającym yorkiem. Liczyłam, że szkolenie pomoże, niestety pomogło połowicznie (nauczył się komend). Dakar to w sumie grzeczny pies. Słucha się i pilnuje... ale tylko do czasu aż zobaczy innego psa. Wtedy po prostu głuchnie. Dlatego teraz puszczam go tylko, gdy w pobliżu nie ma żadnego psa. Obawiam się, że pogoni za nim i po prostu wpadnie pod samochód :( To samo dotyczy rowerów w parku czy zwierzaków w lesie.

Najpierw liczyłam, że to kwestia wieku, że z tego wyrośnie. Ale zrozumiałam w końcu, że to instynkt. A z tym już ciężko dać sobie radę... No chyba że pomoże indywidualny trening z profesjonalnym treserem/behawiorystą, jak Cesar Millan albo Victoria Stillwell ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='agata.sa']Husky to bardzo odważna i ciekawska rasa.[/QUOTE]

Nawet zbyt śmiała i wręcz chorobliwie wścibska, a jeśli dodać do tego przesadzoną ufność w stosunku do obcych (zarówno ludzi, jak i zwierząt) oraz nieokiełznany zew natury, to faktycznie można zwątpić, czy uda się haszczaka kiedykolwiek na tyle ułożyć, aby w posłuszeństwie za bardzo nie ustępował innym psom.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja mojego spuszczam.Chwile sobie pobiegnie ale potem wraca sprawdzić czy jestem tam gdzie byłem,jest na smyczy niedaleko kur czy farmy znajomej.Bierz na polany zabawki i smaki,przychdzi do ciebie zabawka,pobaw się z nią i daj smaka tak kilka razy i zrozumie że do ciebie opłaca jej sę iść

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ostatnio ośmieliłem się z nią wyjść bez smyczy poza ogrodzone boisko i przejść się po lesie zupełnie na luzie... generalnie przychodziła do mnie na każde praktycznie zawołanie, ale tylko do czasu nim na drodze nie pojawił się inny pies (na szczęście za ogrodzeniem!) i wtedy już żadne zawołania na nią nie działały (także gdyby np. wybiegł Nam na przeciw jakiś lis, dzik, czy sarna, to obawiam się, że pognała by za tą dziką zwierzyną na złamanie karku). Także coraz poważniej zastanawiam się nad jakimś kursem posłuszeństwa, tylko nie wiem, czy Husky coś z niego cennego dla siebie wyniesie (tym bardziej, że to do najtańszych szkoleń się pewnie nie zaliczają).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moje psy w lato maja najwieksza frajde na spacerach. Biegaja luzem po lesie, kapia sie w stawie. ;)
[B]Iras[/B], polecam szkolenie, najlepiej indywidualne u osoby, ktora zna RASE. Mialam kilka miesiecy temu polroczna suczke, ktora wlasciciele wzieli z pseudohodowli, bo zrobilo sie im jej szkoda. Sunia wszystkiego sie bala, nakrecala sie na widok kazdego psa i "gluchla". Po drugiej lekcji (i regularnych powtorzeniach cwiczen w ich domu) wlasciciele odwazyli sie ja spuscic i suczka slicznie reagowala na komendy, szla przy nodze, wracala na zawolanie oraz chetnie wykonywala wszystkie inne komendy nie zwracajac uwagi na mojego owczarka (moja ''prawa reka'' na wielu szkoleniach), ktory byl niecale dwa metry dalej. Po lekcji w nagrode psy sie wyszalaly i wykapaly w stawie. Dzisiaj z suczka nie ma zadnych problemow. Zrobila sie pewna siebie, jest posluszna. Ze szkolenia mozna bardzo duzo wyniesc. Kluczem jest cierpliwosc, konsekwencja, czeste powtorzenia i treser, ktory zna sie na husky i potrafi z nimi pracowac.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='mortikia'](...) polecam szkolenie, najlepiej indywidualne u osoby, ktora zna RASE.[/QUOTE]

[B]mortikia[/B], znasz takiego tresera w Wawie? Ile kosztuje taka lekcja?
Może jest jeszcze szansa, żeby mój haszczu przestał ciągnąć do każdego napotkanego psa... Gdyby mimo psa na horyzoncie reagował na przywołanie częściej puszczałabym go luzem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='mortikia']...polecam szkolenie, najlepiej indywidualne u osoby, ktora zna RASE...[/QUOTE]

A orientujesz się może w cennikach, bo mnie już zmroziły same kwoty, jakie sobie życzą choćby szkoleniowcy za prozaiczne przyuczenie psa do wystaw, orbitujące w graniach nawet ok. 400 złotych (i to za zaledwie dwa weekendowe spotkania).

Sam się książkami na temat układania psów nieźle obłożyłem, ale brutalna praktyka z wydumaną teorią raczej niewiele ma wspólnego (przynajmniej na przykładzie mojej suni mogę stwierdzić, że książkowe jej wychowywanie kompletnie nie zdawało rezultatu, także bardziej pomaga tutaj instynkt zachowawczy, który nie żadko prowadzi mnie nawet pod prąd obiegowym opiniom szkoleniowym).

Share this post


Link to post
Share on other sites
[COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]Nie mam SH ale mam za to shibe i samoyeda. I zero problemów z ich swobodnym puszczaniem na spacerach. Jak brałam shibe wszędzie było napisane ze maja skłonności do ucieczek. Dlatego od pierwszych dni uczyłam malucha przychodzić na zawołanie - na początku w ogrodzie a później był las łąki czy pola. Teraz ma 2 lata i reaguje na moje wołanie czy gwizdanie. I myślę ze dużo straciłeś prowadzając mała tylko na smyczy. Taki maluszek zawsze będzie się trzymał blisko opiekuna i łatwiej jest go nauczyć powrotów. Gorzej jak wejdzie w młodzieńczy okres buntu...Druga sprawa to, to żeby spacery były atrakcyjne dla psa a przede wszystkim Ty. Jak będzie nudno to pies znajdzie sobie bardziej interesujące zajęcie. I może to być wszystko co kreci psiaka, np. Quest (shiba) uwielbia gonić za kamieniami i grac w kamienie - [COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]wręcz gapi się na moje stopy i wyczekuje czy kamień zostanie kopnięty [/FONT][/COLOR]! Kersi znowu uwielbia biegać za kijem i nosić w pysku ....[/FONT][/COLOR]

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='andromeda'][COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]Taki maluszek zawsze będzie się trzymał blisko opiekuna i łatwiej jest go nauczyć powrotów.[/FONT][/COLOR][/QUOTE]

Niekoniecznie, gdyż ja swoja sunię przywiozłem do swojego domu dopiero wówczas (ze względu na lepsze jej odchowanie w naturalnych warunkach przy matce i rodzimej haszczakowej sforze, zwlekałem z jej odbiorem), kiedy ta skończyła 12 tydzień życia (pozostałe jej rodzeństwo trafiło do nowych opiekunów znacznie szybciej, gdyż już mając nawet 8 tygodni), stąd praktycznie przez kolejny miesiąc walczyłem głównie z jej nieufnością, którą przełamałem w jej 5 miesiącu życia (także stosunkowo niedawno) i siłą rzeczy wtedy mogłem sobie pozwolić na pierwsze jej w pełni samodzielne eksploracje terenu (gdybym się z tym bezsmyczowym luzem pospieszył, to bez żalu i większego namysłu obawiam się, że pognałaby w las za pierwszą lepszą sarną, czy lisem, których w sąsiedztwie mojego domostwa nie brakuje). Na szczęście dobrze reaguje na moje gwizdy i imienne jej przywoływania, bowiem hormony się w niej jeszcze na tyle nie burzą, aby na siłę szukała sobie towarzystwa psich amantów ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja swoje puszczam luzem odkąd je mam - Wieśka miała 2 miesiące i ganiała luzem, Romuś po 2tyg nauki przywołania po adopcji - miał wtedy 6 lat..
Ogólnie nie ma problemu z przywołaniem ich, bez względu na to czy biegają po parku, polu czy lesie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moja Amber(5 lat) była szkolona na "Obozie z psem" w 2008 roku, czyli miała wtedy 2 lata, kolejny rok to samo, i w tym też byłam z nią na obozie. I muszę powiedzieć, że niespodziewałam się, że tak szybko załapie prawie wszystkie komendy, prawie, ponieważ jedyną komendą jakiej uczyłam ją od małego było chodzenie bez smyczy i do dziś tego nie umie. Ale wszystkie komendy podstawowe, różne sztuczki itd. ma opanowane świetnie! Uczona była w grupie przez tresera i wystarczyło tylko ćwiczyć tym samym sposobem co na obozie trochę w domu i na prawde jeśli jest się zgranym z psem to nauka huskiego niczym nie różni się od nauki psa innej rasy :)
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ewka122']Moja Amber(5 lat) była szkolona na "Obozie z psem" w 2008 roku, czyli miała wtedy 2 lata, kolejny rok to samo, i w tym też byłam z nią na obozie. I muszę powiedzieć, że niespodziewałam się, że tak szybko załapie prawie wszystkie komendy, prawie, ponieważ jedyną komendą jakiej uczyłam ją od małego było chodzenie bez smyczy i do dziś tego nie umie. Ale wszystkie komendy podstawowe, różne sztuczki itd. ma opanowane świetnie! Uczona była w grupie przez tresera i wystarczyło tylko ćwiczyć tym samym sposobem co na obozie trochę w domu i na prawde jeśli jest się zgranym z psem to nauka huskiego niczym nie różni się od nauki psa innej rasy :)
Pozdrawiam[/QUOTE]

Mylisz się to raczej zalezy od osobnika,na mojego zwykłe metody nie skutkują,nieźle trzeba się nafatygować aby go czegoś nauczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='przeszlus']...na mojego zwykłe metody nie skutkują...[/QUOTE]

Przy mojej też książkowe nauczanie ponosi fiasko, gdyż jest ona cholernie cwana i przyswaja tylko to, co sama uzna dla siebie za wartościowe, dlatego jak już coś chcę, aby opanowała, to zawsze muszę się wykazać nie lada sprytem, co by przedstawić jej to tak, jakby sama na to akurat wpadła ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

Announcements

×
×
  • Create New...