Jump to content
Dogomania
maja602

Domy tymczasowe i hoteliki, które trzeba omijać

Recommended Posts

posłuchajcie - nie znam ludzi na dogo, nie mam Waszej wiedzy jak kogos znaleźć i kto gdzie co ma , wie itd., osoba z fb tez mi nie pasi - proszę zajmijcie się tym
nie pozwólcie tej suni cierpieć
jeśli moja pamięć się nie myli, to sunia potrzebuje Waszej pomocy bardzo
jesli bedzie potrzebna pomoc dla suni - zrobię co będę mogła aby pomóc (ludzie na miau mnie znają)

PROSZĘ SPRAWDŹCIE TO

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Kinnia1']hey
potrzebuję info o tym hoteliku, w którym jest ta sunia ...... moze się mylę ale jakos dziwnie mi jest, nie moge wykopac z pamięci ...
tam jest ok czy moze nie ok
pomóżcie - dobry ten hotel bo to imie ..... gdzies słyszałam
[URL]https://www.facebook.com/events/553250448116401/?context=create&source=49[/URL][/QUOTE]

a może wystarczy zapytać na wydarzeniu co to za hotel? (sorry, jeśli padło to pytanie, nie zdążyłam przeczytać wydarzenia i postów)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Chcieliśmy oświadczyć,że pies Milo odebrany wcześniej interwencyjnie* owszem rozchorował się,ale nie tajemniczo.Na prośbę Sylwi pojechaliśmy z psem do weterynarza w Pniewach,gdzie miał zrobione dokładne badania .Pies był dokładnie zbadany,lekarz przeprowadzil i badania i cewnikowanie.Rachunek ten i jeszcze kolejne zapłacilismy wspólnie .Lekarz Artur Maslak na pewno potwierdzi i tę i nie tylko tę wizytę.Na eventach itp nie znamy się,ale jest przykro czytać oszczerstwa i zarzuty które są nieprawdziwe.Co do parvo,to także robiliśmy wspolna składke na leczenie i surowica została natychmiast kupiona,gdy p Sylwia zglosiła o tym.Częśc surowicy pochodziła z jednego zródła,częsc z drugiego.Jedna częsc zadziałala,druga nie.Niestety,nie jestesmy odpowiedzialni za surowicei nie jesteśmy w stanie udowodnic co sie z niadziało i czy działa czy nie.Kasiku,jest naprawdę mało ludzi którzy pomagają psom,a p Sylwia na pewno pomogła wielu psom.Nie należy nie mając potwierdzonych dowodów rozpoczynać “akcji”,na kogos.A co do parvo to w tym czasie kiedy wystapiło u Sylwi,także niestety zaistniało prawie we wszsytkich innych domach przechowywujących psy ,i nie wiem czy każdy z nichzakupil surowice itd.Nie wiem,czy nie zauwazyłaś,Kasiku,że buda u tych psiaków też została zmieniona w tym gospodarstwie i od dawna nie jest ta co widnieje na zdjęciu.Pewnie by już dawno spłynełypsiaki Warta,jakby czekaly aż ktoś się ulituje co widzi te zdjęcia.Polecamy wizyty na polskich wsiach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Znam to miejsce i od wielu lat Honorate od dawna pomaga psa i zwierzaka napewno jest okey i kontroli nie trzeba a z prezesem pogotowia rowniez sie zna dobrze pomaga psa kota mozna sie umowic i pojechac ew napisac do niej email to wysle fotki suni

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Pola17']Znam to miejsce i od wielu lat Honorate od dawna pomaga psa i zwierzaka napewno jest okey i kontroli nie trzeba a z prezesem pogotowia rowniez sie zna dobrze pomaga psa kota mozna sie umowic i pojechac ew napisac do niej email to wysle fotki suni[/QUOTE]
Przy tylu wpadkach na dogo i nieuczciwości, która ostatnio panuje, ja zaufałabym tylko osobistej wizycie w dt czy hoteliku, a nie "napisz mejla, to wyśle fotki"

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat:
[B][I]"[/I][/B][COLOR=#000000][B][I]A co do parvo to w tym czasie kiedy wystapiło u Sylwi...[/I][/B]."

Jeśli wystąpiło, to czy mogą do niej trafiać psiaki? Ktoś się zna?? Jak długo takie miejsce "jest skażone"?[/COLOR]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Według kontroli powiatowej warunki sa dobre psy sa zdrowe zastrzeżen brak nie mam zakazu przyjmowania psow ale tez tego chwilowo nie robie .Psy mogly juz przyjsc z parvo a okres wykluwania to ok 14dni a to wlasnie stalo sie w ciagu 14dni po za tym ktos mogl parwo przeniesc na ubraniu a do psow wchodzily 4 osoby ja wet prawny opiekun i wyznaczony fotograf przez opiekuna po za tym podobna sytuacja byla na fb z parwo u agnieszki i karola J.psy odebrane i w ciagu 14parwo

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ulka 1108'][URL]https://www.facebook.com/events/684197088318095/?ref=3&ref_newsfeed_story_type=regular&source=1[/URL]
do poczytania na Facebooku ku przestrodze[/QUOTE]

Sorki, ale przed kim ma być to ostrzeżenie. Bo dla mnie sprawa nie jest jednoznaczna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Ginn']Sorki, ale przed kim ma być to ostrzeżenie. Bo dla mnie sprawa nie jest jednoznaczna.[/QUOTE]

Ja z tego wydarzenia zrozumiałam, że przed [B]BUDRYSEK!!! Rozszyła maile do gabinetów wet, aby nie operowali psiaka [/B]Jest napisane, że to ona Agnieszka C. jest właścicielką psa i tylko ona może podpisać zgodę na operację - dołącza do tego dokument ze schroniska, chyba w Żywcu.
A pies podobno był zabrany z ulicy w Bielsku Białej.
Wszystkie skany dokumentów i screeny świadczą o winie Budrysek - niestety!!!
Co to się z ludźmi porobiło:shake:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja sądzę,że gdyby sytuacja była tak klarowna to weci dawno zrobiliby operację. To dla nich zarobek. Coś mi tu śmierdzi. A zaufania do fundacji i stowarzyszeń TOZ-ów za cholerę nie mam za to mam bardzo złe doświadczenia z nimi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wiem, że wet robi operacje, ale właściciel musi podpisać zgode? Nie wiem dokładnie, nie pamiętam,bo bardzo dawno temu usuwałam guzy mojej suni. Coś podpisywałam, ale czy to była zgoda - nie pamiętam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mimo wszystko chciałabym usłyszeć zdanie Budrysek, zanim ktokolwiek wyda wyrok. Bo na wydarzeniu FB jako wielkie przewinienie było ukazane,że przywiozła ludziom ze schroniska kota bez zębów (a zamówienie było na ślicznego,młodego i zdrowego )i wiozła go starym samochodem. Tłum łatwo idzie za głosami potępienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='brazowa1']Mimo wszystko chciałabym usłyszeć zdanie Budrysek, zanim ktokolwiek wyda wyrok. Bo na wydarzeniu FB jako wielkie przewinienie było ukazane,że przywiozła ludziom ze schroniska kota bez zębów (a zamówienie było na ślicznego,młodego i zdrowego )i wiozła go starym samochodem. Tłum łatwo idzie za głosami potępienia.[/QUOTE]

Mądre słowa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cioteczki...porady potrzebuje:Otoz mieszkam w Hamburgu....jakiś rok temu wybudowali nowe bloki.do jednego z nich wprowadzil się starszy facet(Rosjanin) z dwoma szczeniakami -chartami afgańskimi....minal czas...dlugi czas bylam w stzpitalu...i okazuje się,ze facet trzyma je od zimy na balkonie-caly dzień i noc...jest psychicznie chory,bije je,osobiscie widziałam jak uderzyl psa szklana butelka:-((rozmawiałam z sąsiadami....jedni z nich to polska starsza para(pan ma sruby w nodze)ponieważ wlasnie zwrocil wariatowi uwagę co do bicia psów:-((pani opowiadala,ze jak były szczeniakami to jednego tak skatowal,ze cala klatka była we krwi:!!!!!!wielokrotnie dzwoniono na policje,do ochrony zwierzat-owszem zabierano psy ale po paru dniach "pancio"miał je z powrotem:-((((wiec ja się pytam-gdzie ja zyje???tymbardzie,ze Niemcy tak chlubią się pomocą krzywdzonym zwierzakom....:-((((i co jeszcze można....????rece opadają....serce się kraje jak widze je....smutne,zaniedbane...:-(((przepraszam za bledy ale jedna reka kolysze wlasnie wozek....doradzcie cosik proszę....

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Kocurek']Cioteczki...porady potrzebuje:Otoz mieszkam w Hamburgu....jakiś rok temu wybudowali nowe bloki.do jednego z nich wprowadzil się starszy facet(Rosjanin) z dwoma szczeniakami -chartami afgańskimi....minal czas...dlugi czas bylam w stzpitalu...i okazuje się,ze facet trzyma je od zimy na balkonie-caly dzień i noc...jest psychicznie chory,bije je,osobiscie widziałam jak uderzyl psa szklana butelka:-((rozmawiałam z sąsiadami....jedni z nich to polska starsza para(pan ma sruby w nodze)ponieważ wlasnie zwrocil wariatowi uwagę co do bicia psów:-((pani opowiadala,ze jak były szczeniakami to jednego tak skatowal,ze cala klatka była we krwi:!!!!!!wielokrotnie dzwoniono na policje,do ochrony zwierzat-owszem zabierano psy ale po paru dniach "pancio"miał je z powrotem:-((((wiec ja się pytam-gdzie ja zyje???tymbardzie,ze Niemcy tak chlubią się pomocą krzywdzonym zwierzakom....:-((((i co jeszcze można....????rece opadają....serce się kraje jak widze je....smutne,zaniedbane...:-(((przepraszam za bledy ale jedna reka kolysze wlasnie wozek....doradzcie cosik proszę....[/QUOTE]
Dałam na FB - Hotelik dla zwierząt Pod gruszą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='brazowa1']Mimo wszystko chciałabym usłyszeć zdanie Budrysek, zanim ktokolwiek wyda wyrok. Bo na wydarzeniu FB jako wielkie przewinienie było ukazane,że przywiozła ludziom ze schroniska kota bez zębów (a zamówienie było na ślicznego,młodego i zdrowego )i wiozła go starym samochodem. Tłum łatwo idzie za głosami potępienia.[/QUOTE]
O Budrysek to juz nie jest pierwszy wątek ,ze z opieka nad psami i kotami tam delikatnie mowiąc nie jest ok .Jesli chodzi o tego kota ktorego wiozła Budrysek to prpoponuje dokładnie przeczytac watek o kocie ktory jest na evencie ..nie chodzi o to ze zamowienie było na kotka innego itd a dostali starego tylko o to ze kłamala i przewoziła nie przepisowo zwierzaki na co zwrócili uwagę ci ludzie .
Skoro parwo jest ok w dt to faktycznie dt od biedy mozze byc ,mi sie wydawało ze dt nie moze i nie prawa przyjmowac zwierzakow jak ma parwo i wie ile trwa kwarantanna po ,widocznie dt u Sylwii to nie dotyczy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wklejam z miau- dwa koty forumowiczki Never nie żyją przez profesjonalną opiekunkę, mieniąca się zoopsychologiem...:

[QUOTE]na i Niuniek umierały przez ok. 8 godzin, zamknięte w pralce. [B]Julia G, zoopsycholog, profesjonalny petsitter, właścicielka firmy PET BON TON - Zwierzak Dobrze Wychowany[/B] (Julia ma założone na miau konto reklamując swoje usługi hotelu bez klatek na odpowiednim forum, ale pod inną nazwą) potrzebowała aż 1,5 dnia żeby pomyśleć, że mogło się zdarzyć coś złego i zaczęła szukać kotów. Do mieszkania nikt inny nie miał dostępu, następnego dnia rano po moim wyjeździe Julia napisała że widziała wszystkie koty. Wg opinii eksperta z BEKO (i nie tylko) inne koty nie miały szansy zamknąć pralki z zewnątrz, ponieważ nawet małe dziecko miałoby problem z zamknięciem drzwi. Nie żyją zdrowe, przekochane koty. Nie skończyły nawet 2 lat..... Szczegóły pod filmem, na którym można je zobaczyć [URL]http://youtu.be/51ZT08fUff4[/URL].

Wyjeżdżając na 2 dni na pogrzeb mojego brata podpisałam umowę z Julią G, zoopsychologiem, właścicielką firmy Pet Bon Ton - Zwierzak Dobrze Wychowany. Moje 2 koty będąc pod opieką 'profesjonalisty' zginęły. Według lekarza umierały przez ok. 8 godzin. Jak to się stało? Podczas pierwszej porannej wizyty Julia napisała że widzi całą 6 kotów i wszystko jest ok. Wieczorem oraz rano drugiego dnia dostawałam smsy że wszystko jest git, w opisie było też info jak zachowują się niektóre koty oraz że
'bure schowane". Drugiego dnia rano zaniepokoiła mnie nieco informacja, że są schowane ale ponieważ postawiła miskę z jedzeniem koło łóżka i miska była rano pusta myśli, że to one. Przecież ja miałam jeszcze 4 inne koty, które spokojnie mogły to zjeść. Ale pomyślałam, że przecież mam do czynienia z profesjonalistą. Wieczorem był już telefon z mojego domu, gdzie został wezwany lekarz. Zostałam poinformowana że moje dwa koty zostały znalezione martwe w pralce.

Zanim zdecydowałam się opublikować ten post, rozmawiałam z psychiatrą behawiorystą, z DOŚWIADCZONYM zoopsychologiem oraz z niezliczoną liczbą osób działających na rzecz kotów. Każda z nich potwierdziła, że dostając smsa 'bure schowane' wywnioskowałaby, że opiekunka widziała koty, upewniła się że są w dobrym stanie. W moim mieszkaniu była duża kocia wieża, były też transportery z poduszkami w środku. Powierzając Julii koty poinformowałam ją, że ufam jej całkowicie.

O ile Julię znałam wcześniej z racji tego, że miała pod opieką znalezione przeze mnie maluchy z piwnic oraz 2 koty zabrane z Palucha, nie byłam świadoma jakie ma kompetencje jako zoopsycholog i petsitter. Jednakże czytając na jej stronach internetowych opisy ponad 10-cio letniego doświadczenia w pracy ze zwierzętami, oglądając dyplomy, wiedząc, że organizuje i prowadzi na terenie kraju autorskie warsztaty 'Zrozumieć kota' i że jest wiceprezesem Stowarzyszenia Zoopsychologów Polskich, czytając
jak fantastycznie realizowany jest przez firmę Pet Bon Ton petsitting, że jak nikt inny znają się na kotach, kochają je i dbają o nie odpowiedzialnie, że w przypadku Kociego Hotelu który też prowadzą oferują najwyższe standardy, a na stronie Surprise Planner, drugiej firmy Julii, że jest ona mistrzem organizacji i logistyki byłam przekonana, że moje koty będą bezpieczne. Wolałam powierzyć je specjalistycznej opiece dochodzącej, zapłacić i mieć spokojny sen.

Mogłam koty zostawić na 2 dniu same, przeżyłyby. Mogłam też poprosić o pomoc znajomych, którzy zrobiliby to za darmo. Nie chciałam nikomu zawracać głowy, wolałam moje koty zostawić w najlepszych rękach. Tym bardziej, że Julia mieszka bardzo blisko mnie, ok. 3 minuty jazdy samochodem. Sama również opiekowałam się i czasami nadal opiekuję się czyimiś kotami w ich domach. Generalną zasadą zawsze było dla mnie sprawdzenie, czy wszystkie koty są jak wchodzę i wychodzę, czy są w dobrej formie - bo przecież może się zawsze coś nieprzewidzianego zdarzyć. Jeśli się chowały, to ich szukałam i upewniałam się, że są w dobrym stanie, często potrafiłam na tyle uspokoić, że same wychodziły. Do głowy by mi nie przyszło, że można myśleć inaczej. Przed spotkaniem Julia powiedziała, że to są przecież moje dzieci i że zawsze podpisuje umowę. Jak można było czuć niepokój słysząc takie słowa? Wpisałam swoje dane oraz imiona wszystkich kotów, wydrukowałam 2 egzemplarze umowy i umówiłam się na spotkanie.

Kiedy Julia przyjechała do mnie odebrać klucze, bardzo się spieszyła. Pokazałam jej koty - całą 5 oprócz Uny, która na widok obcej osoby schowała się pod łóżko. Powiedziałam Julii, że Uny może teraz nie zobaczyć, ale opisałam jak wygląda. Niuniek siedział koło łóżka, wystraszony, ale nie chował się. Te koty były najbardziej ufnymi z całej mojej 6, natomiast potrzebowały trochę czasu żeby nabrać zaufania do obcych. Julia zapytała, czy gdzieś się chowają - powiedziałam że jeśli tak to pod
łóżkiem. Miałam wrażenie, że nie interesowała się Niuńkiem, powiedziała, że podoba jej się Kartonik i Bułek. Te 2 koty akurat szybko nawiązują kontakt z obcymi. Pokazałam gdzie trzymam karmę (w kuchni, na wprost wejścia do niej, na blacie pod którym stała pralka były puszki z karmą). Nie było czasu na długie rozmowy, bo Julia jechała na zajęcia. Ustalałyśmy warunki opieki, Julia siedziała wypełniając umowę, ja nawet nie przeczytałam tego, co wpisała tylko szybko podpisałam, przekazałam klucze do mieszkania - jeden z 3 jakie miałam, drugi zabrałam ze sobą, trzeci został w domu (klucz był w trzecim komplecie nieco zardzewiały więc nie był on używany, poza tym nie był do niego doczepiony klucz do drzwi na klatkę).

Wieczorem przed wylotem próbowałam do niej się dodzwonić ale była zajęta, więc pisałam smsy ze szczegółami. W jednym z nich była informacja, że jeśli znalazłaby czas Niuniek uwielbia aportować myszki, pisałam gdzie te myszki leżą.

Jak się okazało później, Julia w ogóle przez 1,5 dnia nie widziała Uny i Niuńka i zaczęła ich szukać dopiero po tym czasie. Była przekonana, że siedzą pod łóżkiem. Nie sprawdziła tego, nie pamiętała, że tylko Una się schowała podczas jej wizyty, że widziała Niuńka. Jak mi powiedziała, po 1,5 dnia zaniepokoiła się, zawołała męża i przetrząsnęli całe moje mieszkanie. Dopiero na końcu zobaczyła przez szybę w pralce koci grzbiet, sprawdziła ze nie żyje, odetchnęła że to tylko jeden, zawołała
lekarza który pod zwłokami pierwszego znalazł drugiego kota. W opisie lekarskim jest informacja niezgodna z prawdą, że opiekunka w ogóle nie widziała 2 kotów i że ostrzegałam ją, że są lękliwe. Niczego takiego nie mówiłam, mówiłam tylko że Una się chowa.

Lekarz, który dzwonił do mnie pytał, czy koty były uprane. Nie mogłam zrozumieć czemu zadaje takie pytania i czemu Julia, która była obok nie wyjaśnia mu, że to niemożliwe. Nie mogę też do dzisiaj uwierzyć, że Julia pytała mnie przez telefon CZY MA ZOSTAWIĆ ZWŁOKI W PRALCE do mojego powrotu następnego dnia.

Kiedy przyjechałam, w kuchni na podłodze leżały wyjęte z pralki rzeczy - dwa ręczniki, polar i dwie pary skarpetek. To były rzeczy do prania, po powrocie miałam do nich dołożyć pokrowce na łóżko i zrobić pranie. Te rzeczy były pełne futra moich zmarłych kotów, mokre i pachnące ich moczem i innymi wydzielinami. Przykryte były tylko nowym dywanikiem łazienkowym, który kupiłam parę dni wcześniej. Koty które przeżyły miały do tych rzeczy dostęp, mogły je wąchać, dotykać.

Po raz pierwszy kiedy weszłam do domu nikt mnie nie powitał, wszystkie były wystraszone. w mieszkaniu wszędzie były porozstawiane miski i jedna wielka miska z wodą, w sumie chyba 4 miski w pokoju + standardowo 2 w kuchni. Julia wcześniej pisała, że mało piją i dała więcej wody. Niedługo przyjechała Julia z mężem. Powiedzieli, że bardzo im przykro. Rozumiem. Ale nie rozumiem tego, że w ogóle nie poczuwała się do winy, że zapytała z wyrzutem czemu NIE POWIEDZIAŁAM jej, że koty chowają się do
pralki. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie chowały się. Ona na to, że powinnam wiedzieć, że koty w sytuacjach stresowych zachowują się niestandardowo. Odpowiedziałam, że to ona powinna to wiedzieć. Cisza. Powiedziała też, że to był WYPADEK i że robiła wszystko to, co jej kazałam. Na litość boską! Wypadek? Dla mnie to zaniedbanie albo totalny brak wiedzy czy umiejętności myślenia. Czy ja miałam profesjonalistce, osobie zajmującej się zawodowo pomaganiem w redukcji lęków u kotów i
petsittingiem mówić, że ma sprawdzać wychodząc czy wszystkie koty są w dobrym stanie?

Julia mówiła też, że inne koty nie prowadziły jej do pralki, nie pokazywały że coś jest nie tak. Przecież koty to nie psy...

Niedługo miną dwa miesiące od tragicznej śmierci moich kotów. Mam już tylko 1 ręcznik, tamte dwa z pralki wyrzuciła na cmentarzu dla zwierząt siostra Julii. W pralce nadal jest mocz moich kotów, ich wydzieliny i mnóstwo sierści. Były przytomne wg lekarza przez conajmniej 4 godziny, musiały bardzo się stresować. Nie umiem wyprać tej pralki, nie umiem odpalić laptopa którego zostawiłam w kuchni, boję się tam wchodzić kiedy nikogo oprócz mnie nie ma w domu. Robię wszystko, żeby nie wracać do
mieszkania. Chodzę do psychiatry, biorę leki antydepresyjne, dwa rodzaje środków uspakajających, doszłam do 2,5 paczek papierosów dziennie, od tygodnia łykam dodatkowo leki nasenne. Wcześniej żeby zasnąć, żeby móc przebywać w domu, żeby przeżyć musiałam pić. Żeby się znieczulić, zmącić świadomość i nie zrobić sobie krzywdy. Wracają problemy z kręgosłupem, które ustąpiły po półrocznej rehabilitacji, nie mogę jeść, robią mi się skórze rany, mam problemy związane z zaburzeniem krążenia. Zgodnie z zaleceniem lekarza muszę na jakiś czas wyjechać aby mieć kontaktu z miejscem, gdzie wydarzył się ten horror. Bo te koty uratowałam ze schroniska kiedy miały 2 tygodnie, własnoręcznie odkarmiłam. Nie zdążyły skończyć 2 lat. Były najbardziej ufnymi spośród wszystkich moich zwierząt, przybiegały na zawołanie, potrzebowały i dawały ogromne pokłady czułości, przytulały się, rozmawiały ze mną, spały mi na głowie. Były zdrowe, wysterylizowane, odrobaczone, zaczipowane. Niuniek cały czas warował u moich stóp albo wpatrywał się we mnie. Miałam zwyczaj coś robiąc wołać go, wiedząc, że tylko na to czeka. Do tej pory z przyzwyczajenia wołam jego imię, ale nie przychodzi... W nocy budzę się szukając Uny, która zwykle spała obejmując mnie łapkami. Mam tylko 1 pokój i mini kuchnię, do której wchodzi się prosto z pokoju. Na wprost wejścia stoi pralka. Zgodnie z zaleceniami producentów trzymałam ją otwartą. Koty tam nie chowały się, mimo to zawsze przed praniem sprawdzałam czy ich tam nie ma.
Mam opinię od eksperta Beko, który pisał, że nawet małe dziecko miałoby trudność z zamknięciem drzwiczek. Ja i znajomi sprawdzaliśmy kilka razy czy można łatwo zamknąć drzwiczki - nie ma takiej opcji, trzeba użyć dużo siły. Jak powiedział mój psychiatra i zarazem behawiorysta, oczywiście można przyjąć, że pozostała 4 kotów zmówiła się i postanowiły zamknąć te dwa. Jeden to kotka ślepa, drobna, drugi to kot bez 2 łapek który nie miał nawet takiej możliwości, pozostaje głucha kotka i Kartonik, chudy burasek.

Nie dowiemy się jak było naprawdę, ale najbardziej prawdopodobny scenariusz był taki, że Una uciekając przed opiekunką dobiegła do końca mieszkania, czyli do kuchni, a może tam już była nad miską z suchą karmą i schowała się w jedynym miejscu, które było tam dostępne. Niuniek zawsze opiekował się siostrą, więc pewnie wbiegł za nią. Nad pralką stały puszki z karmą, można było odruchowo zamknąć jej drzwiczki sięgając po puszki. Julia nie pamięta, czy tak zrobiła, nie pamięta także czy kiedy
zobaczyła kota w pralce drzwi były zamknięte na zatrzask. Nie pamiętała też ostatniego dnia, że było ich 6 a nie 5. Nigdy nie użyła ich imion, chociaż były zapisane w umowie. Kiedy zadzwoniła i powiedziała ze stało się coś bardzo złego a jak krzyknęłam 'które' odpowiedziała 'bure, ale nie Kartonik'. To nie były 'bure', to były moje koty, Una i Niuniek. Rodzeństwo które uratowałam, które nazywałam swoimi dziećmi, które nie umiały ani warczeć, ani syczeć i które były tak ufne... Una u lekarza
mruczała a Niuniuś jak był mniejszy dawał wetom buziaki.

Gdyby zostały same, albo gdybym poprosiła o pomoc kogoś innego... Chciałam zapewnić jak najlepszą opiekę, a okazało się, że zapewniłam ukochanym kotom koszmar i długie godziny umierania. Niedawno ukazał się na jednej ze stron www wywiad z Julią pt. Czy na wychowaniu kotów da się zarobić. Ruszają podobno szkolenia dla petsitterów, są plany żeby szkolić lekarzy.... Pet Bon Ton reklamuje się jak może. Żadnych refleksji, bo przecież to wg Julii był wypadek.

Proszę, uważajcie komu powierzacie swoje koty. Nie kierujcie się informacjami z internetu. Można zrobić wiele dyplomów, można wiele różnych rzeczy na swój temat napisać. Nie fundujcie sobie takiego koszmaru, jaki ja sobie zafundowałam. Julia powiedziała na cmentarzu po pochowaniu moich zwierząt (za pogrzeb zapłaciła, nie chciała ode mnie pieniędzy, powiedziała, że będę miała więcej na nową pralkę....), że nie może się denerwować bo ma problemy z ciśnieniem. A ja mam teraz problemy ze
wszystkim, co i tak jest niczym w porównaniu z tym, że dwa wspaniałe koty odeszły na zawsze i to w tak straszny sposób.

Widziałam wiele śmierci zwierząt, które ratowałam, ale nigdy nie wylądowałam na skutek tego u psychiatry. To się nie miało prawa zdarzyć, szansa że moje koty zginą podczas mojej 2dnowej zaledwie nieobecności i to w taki sposób była mniejsza niż szansa, że samolot którym leciałam na pogrzeb się rozbije. Te koty wg lekarza umierały przez 8 godzin, były w stresie, w pralce jest pełno ich sierści. Zanim straciły przytomność minęły conajmniej 4 godziny kiedy próbowały wyjść z pułapki. Zamiast Pet Bon Ton zafundowano mi chyba usługę Surprise Planner - rzeczywiście takiej 'niespodzianki' nigdy bym nie była w stanie sama wymyślić i nikt ze znajomych kociarzy nie mógł uwierzyć że taka rzecz miała miejsce. Jak to jest możliwe, że osoba która popełnia błędy, których nie popełniłaby większość amatorów opiekujących się kotami chce szkolić kolejnych petsitterów albo lekarzy?

Długo myślałam i konsultowałam się ze znajomymi, czy opublikować tą informację, czy ujawnić nazwę firmy. Nigdy wcześniej nie miałam nieporozumień z Julią, zresztą po tym wydarzeniu byłam w takim szoku, że uwierzyłam że to był wypadek, nawet do psychiatry przyszłam przekonana, że to ja spowodowałam śmierć swoich kotów bo mogłam przecież nie jechać na pogrzeb. Od tego czasu dużo rzeczy przemyślałam, przeprowadziłam wiele rozmów. Zdecydowałam się podać szczegółowe informacje do wiadomości publicznej, ponieważ nie chcę, żeby podobna sytuacja spotkała kogokolwiek innego i ponieważ uważam, że taki rodzaj opieki, jaką były otoczone moje koty, dyplomatycznie mówiąc, bardzo daleko odbiega od profesjonalizmu. Dużo osób także mnie o to prosiło / radziło. Postanowiłam więc zrobić wszystko co tylko będę w stanie, żeby wszystkie osoby opiekujące się 'profesjonalnie' zwierzętami zdały sobie sprawę, jaka ciąży na nich odpowiedzialność.

Dla Julii życie toczy się dalej, firma nadal się reklamuje. A moje dwa koty nie żyją. W jednym miałaś rację, Julio. To były moje dzieci i nie umiem nad tym przejść do porządku dziennego. Moje życie teraz to piekło, co i tak nic nie znaczy wobec tej strasznej, niepotrzebnej śmierci. I o tym musisz się dowiedzieć. To, że mi się udało do tej pory dotrwać zawdzięczam nielicznym osobom, które ze mną były i które mi pomagały i chcę, żeby o tym wiedziały.[/QUOTE]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×