Jump to content
Dogomania
Tymonka

Czarne Kwiatki czyli na kogo warto uważać.

Recommended Posts

Odkąd choruję, a choruję od roku, mam doświadczenie z kontaktów płatnych wyprowadzających, z moim psiakiem. Było ich w tym czasie co najmniej 30 sztuk. Różne, z polecenie, z łapanki, albo z Internetu.
Zauważyłam że mój psiak (który kocha ludzi) do pewnych osób podchodzi z obawą, a b. rzadko z agresją. Zdziwiło mnie że w stosunku do dwóch osób bronił się zębami (nie gryzł, ale ostrzegał) przy zakładaniu szelek.
Myślę więc, że wyczuwał osoby które nie powinny mieć kontaktu z psami. NIGDY! Chyba ta pani z opisu też nie powinna mieć żadnego psa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Agata Balu napisał:

Odkąd choruję, a choruję od roku, mam doświadczenie z kontaktów płatnych wyprowadzających, z moim psiakiem. Było ich w tym czasie co najmniej 30 sztuk. Różne, z polecenie, z łapanki, albo z Internetu.
Zauważyłam że mój psiak (który kocha ludzi) do pewnych osób podchodzi z obawą, a b. rzadko z agresją. Zdziwiło mnie że w stosunku do dwóch osób bronił się zębami (nie gryzł, ale ostrzegał) przy zakładaniu szelek.
Myślę więc, że wyczuwał osoby które nie powinny mieć kontaktu z psami. NIGDY! Chyba ta pani z opisu też nie powinna mieć żadnego psa.

Zdrowia  życzę! :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

OSTRZEGAM ! PRUSZKÓW lub WARSZAWA

 

Pani Urszula Pn...ska

Pruszkow ul.Ksiecia Jozefa 1 m. ..

Tel 666 ... 361

Adres prawdopodobnie jest juz nieaktualny, bo Pani (rzekomo) przeprowadziła sie do Warszawy.

 

Uważajcie na tą Panią, jest bardzo przekonująca i wiarygodna, wielka miłośniczka psów, która udostępnia na swoim profilu fb dziesiatki bezdomnych staruszków, ma w gronie znajomych bardzo wiele osób z fundacji lub innych organizacji prozwierzęcych. Mnie oszukała i bardzo okłamała. Adoptowana przez nią sunia w tajemniczych okolicznościach trafiła NA PALUCH (Pani nadal utrzymuje że to nie ta sama sunia, bo ta którą ona adoptowała jest bezpieczna u jej znajomych- ale ich adresu nie poda)

NIe dawajcie jej psów!

Share this post


Link to post
Share on other sites

tel. 535295**5 Warszawa rozbawione towarzystwo pilnie szuka psa na DT ( w ogłoszeniu treść że płatnego dt szukamy )  - dziewczyna dzwonila dwa razy do mnie w sprawie jednego ogłoszenia myśląc że dzwoni o inne  jakby ktoś chciał więcej szczegółów zapraszam na priv - dla mnie sposób i treść rozmowy bardzo podejrzana

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bogusława  D..a, tel. ..9096741, okolice Skierniewic, miejscowość Strzyboga 28. W dniu 21 grudnia 2017r. adoptowała Zorkę. Suczka została tam zawieziona przez hotelikowy transport po południu. Gdy następnego dnia ok. godz. 13 zadzwoniłam z pytaniem, czy wszystko w porządku, dowiedziałam się, że Zorka uciekła o 6 rano podczas spaceru...  Na pytanie, dlaczego mnie o tym nie poinformowała, usłyszałam " po co, przecież i tak nie przyjechałaby pani".

Do tej pory nie wiadomo, jak to się stało, jest kilka wersji, jedna z nich jest taka,że psa spuszczono ze smyczy i uciekł z podwórka. Początkowo odbierała telefony, potem przestała. Zorka do tej pory nie została odnaleziona. Dom nie poczuwa się do szukania; trzeciego dnia kobieta napisała sms-a, że "zrobili już wszystko dla tego psa" i nie mają czasu na poszukiwania. Proszę o czujność, może dzwonić córka tej kobiety o innym imieniu i nazwisku. Mogą też podać inny adres zamieszkania (w Skierniewicach).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Anna Przą.ka, Warszawa, ul.Międzyborska 57/65m.16, tel.  .37988270. Chciała adoptować dwie kotki. Odbyła się wizyta p.a., i w niedzielę 4 lutego po południu kotki pojechały do Warszawy. Rano kobieta potwierdziła,że czeka na kotki, ale wieczorem nie można się było już do niej dodzwonić, na domofon też nie reagowała. Osoby wiozące koty weszły  jednak do budynku i zapukały do mieszkania. Drzwi otworzył im facet z pokrwawioną twarzą i poinformował,że właśnie wrócił z więzienia, a pani Ania opiekowała się jego mieszkaniem i już jej tutaj nie ma. Nie wiadomo, co kryje się za tym wszystkim, w każdym razie uwaga na tę kobietę! Może podać inne miejsce zamieszkania !

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z bolem serca ale jednak postanowilam poinformowac Was o pewnej Pani

Karolina W. Z Kielczowa pod Wroclawiem. Panstwo maja bardzo dobre warunki dla psa i w rozmowie wypadaja rewelacyjnie

Pani adoptowala od nas Bruno z przytuliska wiedzac ze to pies zabrany z kojca- moze cos podsikac i ogolnie bedzie potrzebowal kilka dni na aklimatyzacje

Juz kilka godzin po tym jak. Panstwo dojechali z Bruno do domu zaczeli sie telefony- po kilka dziennie ze pies podsikuje ze to ze tamto- jak jeden problem minal to nastepny po 2 dniach Pani uznala ze psa musi oddac bo warknal na kota i dziecko sie boi

Na szczescie Bruno zostal u Pani 10 dni- Pani bardzo pomogla mi w ogarnieciu adopcji do nowego domu bardzo dobrze tez opiekowala sie psem

Ogolnie jest to dobry dom ale dla psa ktory jest absolutnie idealny, chociaz moim zdaniem Pani po prostu nie powinna juz brac psa chyba ze od razu powie ze to tymczas

Raczej nie zasluzyla na to by trafic na Czarne Kwiatki ale troche robie to dla jej dobra a troche dla Was- zeby oszczedzic nerwow

Nasz Bruno na szczescie ma juz nowy dom:) nie wrocil do przytuliska i wszystko skonczylo sie dobrze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgłaszam na Czarne Kwiatki Małgorzatę Fr....cz, gmina Zławieś Wielka, woj. Kujawsko-Pomorskie, ok 60 lat, tel. 504125*** lub 575903*** - osoba ta nie zasługuje na posiadanie psa i nigdy więcej nie powinna żadnego mieć. Wydaje się być osobą odpowiedzialną i potrafi zrobić dobre wrażenie - adoptowała psa i została do tego w pełni przygotowana, tzn. otrzymała obszerne i kompletne informacje w jaki sposób należy zajmować się psem. Po adopcji okazało się, że nie stosowała się do żadnych zaleceń, bo jej się zwyczajnie nie chciało, chociaż była na emeryturze i dysponowała masą wolnego czasu (nie zapewniała psu podstawowych rzeczy np. spacerów, możliwości spożytkowania energii, nie wstawała z nim rano "na siku" i dziwiła się, że pies rano wyje i drapie w drzwi, i wiele innych), kilkukrotnie zwracano jej uwagę że zachowuje się niewłaściwie, za każdym razem obiecała poprawę po czym nie kiwnęła palcem żeby poprawić relację ze zwierzęciem - osoba, w mojej opinii, skrajnie nieodpowiedzialna - ostatecznie oddała psa do schroniska, pomimo tego, że znaleźli się ludzie, którzy zadeklarowali przejęcie od niej zwierzęcia i jego adopcję, tak żeby oszczędzić mu traumy związanej z powrotem do schroniska. Ponadto oddając zwierzę nie przyznała się do swoich rażących zaniedbań, powiedziała, że pies jest agresywny, nie dogaduje się z innymi zwierzętami itp. skazując go bezpodstawie na łatkę psa agresywnego, a wiadomo że taki pies może spędzić w schronie całe życie. Posiada jeszcze ok 8-9 letniego yorak.

 

NIE WYDAWAĆ JEJ ŻADNYCH ZWIERZĄT!!! 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 14.04.2018 o 21:15, Magdalena napisał:

 Ponadto oddając zwierzę nie przyznała się do swoich rażących zaniedbań, powiedziała, że pies jest agresywny, nie dogaduje się z innymi zwierzętami itp. skazując go bezpodstawie na łatkę psa agresywnego, a wiadomo że taki pies może spędzić w schronie całe życie. Posiada jeszcze ok 8-9 letniego yorak.

 

NIE WYDAWAĆ JEJ ŻADNYCH ZWIERZĄT!!! 

I co sue stalo z tym psem? Czy zostal odebrany ze schroniska przez osoby ktore wyadoptowaly go tej Pani?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dorota R., zam.ul.Belgijska, Warszawa, tel. 573xxx278, może dzwonić też z innego nr. Bardzo miła i przekonująca w rozmowie, wizyta PA wypadła świetnie. Zadeklarowała że sama pojedzie po psa do Katowic w weekend. W tygodniu jeszcze potwierdzała przyjazd. W dniu przyjazdu po psa nagle zepsuł jej się samochód, na propozycję dowiezienia psa musi się zastanowić, następnie przestała kompletnie odbierać telefony zarówno od hoteliku jak i opiekuna psa. Nie odpisuje też na wiadomości poprzez FB pomimo że logowała się tam kilkukrotnie. Szuka psa z dłuższą sierścią. Kompletna dziecinada i brak odpowiedzialności. Wystarczyłaby chociaż informacja że rezygnuje z adopcji. Przestrzegam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

UWAGA ZGIERZ!!!!

 Anna B . mieszkająca kiedyś przy ulicy Parzęczewskiej wyadoptowała ode mnie kotkę w dniu 2 lutego 2018 r.Wizyta przedadopcyjna .wypadła pozytywnie.Podpisano umowę adopcyjną. Kontakt z panią był do 11 lutego, przysyłała zdjęcia kotki i pozostałych kotów (2 syberyjskie i sfinks),a także jorka.Potem kontakt urywa się, pani nie odbiera moich telefonów.Nie kontaktuje się także na fb,choć widzę ,że się loguje.W kwietniu proszę o interencję fundację z terenu Zgierza ,okazuje się,że w dniu 23 lutego pani sprzedała mieszkanie i wyprowadziła się.Tego samego dnia jakaś kobieta przywiozła kotkę do Straży Miejskiej w Zgierzu. Kotka trafiła do schroniska.Wszystko wskazuje na to, że jest to moja kotka. Co mają w głowie ludzie,którzy mając możliwość oddania mi kotki ,wolą ją oddać jako podrzuconą do straży miejskiej?

Kotka ma już nowy dom.

 

PANI MOŻE SZUKAĆ KOLEJNEGO KOTA! WIĘCEJ INFORMACJI NA PRIW.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć jak ludzie mogą być tak okrutni względem zwierząt, które tak na prawdę im nic nie zrobiły... Bardzo ciężko znaleźć odpowiedzialną i świadomą osobę do adopcji czy to psa czy innego zwierzątka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

M. Truty, zam. ul. Zielonogórska , Nowa Sól, tel. 690xxx276 . Po roku od adopcji zwróciła sunię potwornie utuczoną, bez ważnych szczepień, z długimi pazurami, które nie widziały obcinaczek od długiego czasu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.08.2017 o 10:24, Agata Balu napisał:

Odkąd choruję, a choruję od roku, mam doświadczenie z kontaktów płatnych wyprowadzających, z moim psiakiem. Było ich w tym czasie co najmniej 30 sztuk. Różne, z polecenie, z łapanki, albo z Internetu.
Zauważyłam że mój psiak (który kocha ludzi) do pewnych osób podchodzi z obawą, a b. rzadko z agresją. Zdziwiło mnie że w stosunku do dwóch osób bronił się zębami (nie gryzł, ale ostrzegał) przy zakładaniu szelek.
Myślę więc, że wyczuwał osoby które nie powinny mieć kontaktu z psami. NIGDY! Chyba ta pani z opisu też nie powinna mieć żadnego psa.

Agata Balu, co u Ciebie?.............

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witaj Mała Goś :-)

Ano nic dobrego. Powoli, z wysiłkiem od ponad 2 lat dożywam moich dni. Agacik też powoli. Ma już14 lat i 3 miesiące. Mamy prawie ten sam rytm dobowy. Agacik zwleka się z posłania między 7-ma a 9-tą na 1-szy spacer. Ja zwlekam się z łoża o 10-tej idę zrobić nam śniadanie. Potem oboje wracamy na nasze leża.
O 11-tej przychodzi kolejna wyprowadzająca do Agacika. Wstajemy oboje. Ja robię dla nas drugie śniadanie. Już się nie kładę, ale Agacik idzie na legowisko, albo się kładzie na podłodze, ale już nie śpi. Ja siadam do komputera, coś zamawiam przez Internet, trochę sprzątam, trochę czytam i tak nam schodzi do 14-tej.
Wówczas sąsiadka przynosi mi drugie danie lub zupę. Kawałkami mięsa dzielę się z Agacikiem. Tak doczekujemy do 16-tej gdy przychodzi ktoś na 3-ci spacer Agacika.  Po spacerze robię mu obiad, a sama spożywam nutridrink.
Po trzecim posiłku już oboje jesteśmy w jakiej, takiej formie. Ja się biorę do prac wymagających większego wysiłku, a Agacik mi towarzyszy. Sąsiadka przynosi mi brakujące danie obiadowe około 18-tej. Jeżeli mięsko lub ser biały to dzielę się z domownikiem. A jak co innego to Agacik dostaje suszone smaczki. 
I tak zbiega nam czas do 4-tego spaceru o 19 lub 20-tej. Po spacerze Agacik bryka już jak szczenię .... i tu się różnimy. Daje mu jeszcze trochę suchej karmy bo, jestem już wykończona. Zmuszam się do zabawy z nim, a on pełen energii. Bardzo mnie to wyczerpuje. Siadam do komputera aby trochę poznać co się w świecie dzieje i tak zbiega mi do 22-giej.
Mam pochp, zespół złego wchłaniania, arytmię nadkomorową i polimialgię reumatyczną i kacheksję. Agacik ma mniej chorób niż ja poza tym że jest ślepy i głuchy. Ale oboje jesteśmy wychudzeni. On wygląda jak szczurek a ja jak wyzwoleni z Auschwitz.
Ja mam 83 lata, a wiek Agacika przelicza się na około 70 lat. Komu z nas bliżej do zaświatów trudno ocenić.
Jeżeli Agat mnie przeżyje to zaopiekuje się nim moja sąsiadka. Ma 77 lat i jest jeszcze sprawna - jak na ten wiek. To mnie uspokaja :-)

Pozdrawiam serdecznie!
Zocha

Share this post


Link to post
Share on other sites
 

Witaj Mała Goś :-)

Ano nic dobrego. Powoli, z wysiłkiem od ponad 2 lat dożywam moich dni. Agacik też powoli. Ma już14 lat i 3 miesiące. Mamy prawie ten sam rytm dobowy. Agacik zwleka się z posłania między 7-ma a 9-tą na 1-szy spacer. Ja zwlekam się z łoża o 10-tej idę zrobić nam śniadanie. Potem oboje wracamy na nasze leża.
O 11-tej przychodzi kolejna wyprowadzająca do Agacika. Wstajemy oboje. Ja robię dla nas drugie śniadanie. Już się nie kładę, ale Agacik idzie na legowisko, albo się kładzie na podłodze, ale już nie śpi. Ja siadam do komputera, coś zamawiam przez Internet, trochę sprzątam, trochę czytam i tak nam schodzi do 14-tej.
Wówczas sąsiadka przynosi mi drugie danie lub zupę. Kawałkami mięsa dzielę się z Agacikiem. Tak doczekujemy do 16-tej gdy przychodzi ktoś na 3-ci spacer Agacika.  Po spacerze robię mu obiad, a sama spożywam nutridrink.
Po trzecim posiłku już oboje jesteśmy w jakiej, takiej formie. Ja się biorę do prac wymagających większego wysiłku, a Agacik mi towarzyszy. Sąsiadka przynosi mi brakujące danie obiadowe około 18-tej. Jeżeli mięsko lub ser biały to dzielę się z domownikiem. A jak co innego to Agacik dostaje suszone smaczki. 
I tak zbiega nam czas do 4-tego spaceru o 19 lub 20-tej. Po spacerze Agacik bryka już jak szczenię .... i tu się różnimy. Daje mu jeszcze trochę suchej karmy bo, jestem już wykończona. Zmuszam się do zabawy z nim, a on pełen energii. Bardzo mnie to wyczerpuje. Siadam do komputera aby trochę poznać co się w świecie dzieje i tak zbiega mi do 22-giej.
Mam pochp, zespół złego wchłaniania, arytmię nadkomorową i polimialgię reumatyczną i kacheksję. Agacik ma mniej chorób niż ja poza tym że jest ślepy i głuchy. Ale oboje jesteśmy wychudzeni. On wygląda jak szczurek a ja jak wyzwoleni z Auschwitz.
Ja mam 83 lata, a wiek Agacika przelicza się na około 70 lat. Komu z nas bliżej do zaświatów trudno ocenić.
Jeżeli Agat mnie przeżyje to zaopiekuje się nim moja sąsiadka. Ma 77 lat i jest jeszcze sprawna - jak na ten wiek. To mnie uspokaja :-)

Pozdrawiam serdecznie!
Zocha 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałam że smutkiem. Przytulam. Ja jestem teraz starszą Panią z młodym psem (bo drugi, ten z awatarku, zaczyna mnie doganiać wiekowo) i pewnie za jakiś czas będę mogła napisać podobny post. Życzę Ci, nie znajoma mi dogomaniaczko, jak najwięcej pogodnych dni bez smutku i bez bólu, a Agacikowi aby jak najdłużej był z Tobą. Pozdrawiam serdecznie Was oboje :*) . 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×