Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
marta23t

czy odchodzi? czy podejmować decyzje?

Recommended Posts

Rossa jestem z Tobą całym sercem!!!
u nas gorzej: załatwia się pod siebie, nie wstaje, nie podnosi główki- leży cichutko i ciężko oddycha..
w domu tylko łzy i ból. nikt nie sprząta, nikt nie ma sił pracować- odcięcie od świata:( martwię się o mamę- całe dnie płacze-nie widziałam jej tak załamanej i nie umiem pocieszyć. wcale nie śpi-nawet godzinki - cały czas czuwa. od trzymania malutkiej zrobiły się jej odparzenia na szyi i dekolcie..ten ból jest już nie do zniesienia. zaczynam się skłaniać do podjęcia decyzji. nie umiem patrzeć na to wychodzone bezwładne ciałko, nie umiem patrzeć jak mam cierpi. nie wiem jak z tym żyć. modlę się codziennie o cichy, spokojny sen dla małej. modlę się żeby nie musieć robić tego czego nie chcę bo nie wiem jak mama to przeżyje...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Marta,Bardzo Ci współczuję.Nawet nie wiesz,jak Cię rozumiem.Wszystkie moje myśli są z Wami od czasu Twojego pierwszego postu.Niestety teraz musisz być silna -chociaż serce rozdziera Ci się na strzępy-ze względu na Mamę.Ja przeżyłam podobną traumatyczną sutuację 10!! lat temu,gdy odszedł mój poprzedni pies.Gdyby nie córka prawdopodobnie dużo od Ciebie wtedy młodsza,nie wiem,jak zdołałabym to unieść....Dziecko okazało się dojrzalsze od matki i była dla mnie wtedy takim oparciem przed totalną rozpaczą,że nie rozpadłam się na kawałeczki.
Pamiętaj,jesteśmy wszyscy z Tobą.Jeśli ta świadomość Ci będzie chociaż trochę ulgą....pamiętaj,nie jesteś sama.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Podjęcie decyzji o uspieniu psiaka jest bardzo cieżka i bolesna :( ja wyjechałam w kraju i piesek został z rodzicami, tam czuł sie jak u siebie i był całym sobą sprzedany mojej mamie...

mama nie jednokrotnie zastanawiała się nad uśpieniem Mikiego, miał lepsze i gorsze dni... ale wiadomo cieżko iść i poprosić o uspienie zwierzaka którego traktuje sie jak czlonka rodziny, były 3 dni kiedy w ogole nie chodził, ale na czwarty znów brykał... jednego ranka gdy rodzice wstali piesek wymagał natychmiastowej konsultacji z weterynarzem, leżał obojętny cały w krwii .. mama szybko dzwoniła do kliniki ale nikogo tam nie było musieli zaczekać godzine i gdy weterynarz odebrał stanowczo powiedział że uśpić może psiaka ale tylko i wylącznie jesli nie da sie go wyleczyć, mame zabolały te słoa bo zostala potraktowana jak zły człowiek, ale gdy tylko wet zobaczył psa przeprosił moja mame ... oczywiście nie musieli podejmować decyzji... przezyłby oczywiście.. 2 góa 3 dni... :( niestety po dzien dzisiejszy rodzice nie chcą już psa, bardzo to przeżyli.. ja na odległość ale nie musiałam przez to wszystko przechodzic tak jak oni... o Mikim nikt z naszej rodziny nie zapomni...

Share this post


Link to post
Share on other sites
dużo mi daje Wasza obecność i wsparcie. w domu za dużo na ten temat wole nie mówić bo jest jeszcze większy płacz:( dziękuję Wam za wsparcie i za to że jesteście.
dziś znów gorzej; nie rusza się już wcale, załatwia pod siebie, załatwia jak jest na rękach. dostała dziwnego skurczu-zesztywnienia łapek, posiłek /płyn/ zwymiotowała:(
rozmawiałam z rodzicami na temat ostatecznego rozwiązania bo mam 100 procent pewności, że lepiej nic już nie będzie a pies właściwie od par dni gaśnie ostatecznie. gdyby nie to dokarmianie nie byłoby już jej z dobre kilka tygodni-podtrzymujemy ją w przeżyciu. najgorsze że mamy problemy z kupką - nie może jej wydalić mimo że widzimy że chce:( nie wiem co to dalej będzie ale jeśli nie będzie mogła się załatwiać chyba nie będziemy jej mogli dalej męczyć:( jutro podejmiemy decyzję. nigdy nie myślałam, że to napiszę i że tak pomyślę ale modlę się żeby Bóg ją już zabrał, pozwolił jej odejść- żeby nie cierpiała i żebyśmy my nie musieli odbierać jej życia:((((

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='marta23t']dużo mi daje Wasza obecność i wsparcie. w domu za dużo na ten temat wole nie mówić bo jest jeszcze większy płacz:( dziękuję Wam za wsparcie i za to że jesteście.
dziś znów gorzej; nie rusza się już wcale, załatwia pod siebie, załatwia jak jest na rękach. dostała dziwnego skurczu-zesztywnienia łapek, posiłek /płyn/ zwymiotowała:(
rozmawiałam z rodzicami na temat ostatecznego rozwiązania bo mam 100 procent pewności, że lepiej nic już nie będzie a pies właściwie od par dni gaśnie ostatecznie. gdyby nie to dokarmianie nie byłoby już jej z dobre kilka tygodni-podtrzymujemy ją w przeżyciu. najgorsze że mamy problemy z kupką - nie może jej wydalić mimo że widzimy że chce:( nie wiem co to dalej będzie ale jeśli nie będzie mogła się załatwiać chyba nie będziemy jej mogli dalej męczyć:( jutro podejmiemy decyzję. nigdy nie myślałam, że to napiszę i że tak pomyślę ale modlę się żeby Bóg ją już zabrał, pozwolił jej odejść- żeby nie cierpiała i żebyśmy my nie musieli odbierać jej życia:(((([/QUOTE]

może zróbcie jej lewatywę z ciepłej parafiny za pomocą gruszki dla niemowląt? :roll:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie wiem, co napisac, ale jestesmy z Toba - przed Wami najtrudniejsza decyzja, najtrudniejsza, ale nie mysl, ze "to" odbieranie zycia, to uwolnienie Jej od cierpien i psychicznej wegetacji. Pozwol Jej biec w strone Teczy. Pamietam, kiedy usypialam Atosa - przytulilam Go mocno i szeptalam do ucha 'Biegnij, biegnij, ile masz sil, biegnij w strone Teczowego Mostu. " I biegl...I wiem, ze On tam jest, ze pilnuje mi Gucia i czeka.... ja do Niego kiedys dolacze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Prawdziwa miłość i przyjaźń wymaga poświęceń i wyrzeczeń dlatego czasem trzeba pozwolić komuś kogo kochamy odejść jeśli nie ma nadziei na poprawę, a ta psinka naprawdę cierpi to nie jest życie. Wiem jak bardzo trudno Wam, ale to nie jest odbieranie życia, to jest skrócenie cierpienia, bo Wy też cierpicie patrząc na waszego pieska, a ona odbiera Wasze emocje i jeszcze bardziej cierpi. Życzę Wam dużo siły i jestem z Wami, trzymajcie się.

Share this post


Link to post
Share on other sites
dziś rano pożegnaliśmy naszą najukochańszą Boni.
w nocy wpierw pojawiło się wgięcie szyjki i wyprostowanie zesztywnienie łapek-początek agonii
od północy pojawiły się jakieś dziwne bóle. psinka szczekała i wyła. pojawiło się też straszne pragnienie. gdy piła ze strzykawki uspakajała się. tak jakby ją coś od środka paliło. nad ranem wymiotowała już wodą. o 10 pojechaliśmy całą rodziną na naszą ostatnią wizytę. Pani wet stwierdziła już początkową agonię i uznała, że nie ma psiaka co męczyć: to już były kwestie godzin albo góra dwóch dni w cierpieniu. pozwoliliśmy jej odejść. byliśmy przy niej do ostatniego oddechu. teraz już pozostał ból ale i ulga, że mieliśmy tą odwagę. uśpiliśmy ją z miłości żeby nie cierpiała.rodzice pojechali małą pochować- mieliśmy jż przygotowaną trumienką, mama dopisała na wieczku jej imię, datę i jak bardzo ją kochamy i ,,dozobaczenia,,. dostała też swoją smyczkę, ukochany kocyk i polarek na swoją ostatnią podróż. serce pęka. nic więcej nie jestem póki co napisać.
dziękuję Wam, że mi towarzyszyliście w tych ciężkich chwilach. nic już nie będzie takie samo...nic nie ukoi bólu straty.

Boni nasza kocha myszko bardzo Cię kochamy - zostaniesz z nami na zawsze. to było piękne 16 lat i dziękujemy Ci za każdy dzień z nami...Dexunia się Tobą zaopiekuje a za jakiś czas wszyscy się spotkamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Martuniu, moj Atos tez sie juz pewno nia zaopiekowal i szaleje teraz po wiecznie zielonych lakach...
Wam zaostaje bol i czekanie , lecz wierz mi - poradzicie sobie z tym i z biegiem czas bedziecie Ja wspominac z lazami w oczach i usmiechem na twarzy, jaki toWam sie urwis przekochany trafil. Trzeba czasu , bo milosc pozostaje...
Pisz, Kochanie! To serio choc ciut koi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sota 36 dziękuję Ci bardzo. chodzę po domu i nie mogę sobie miejsca znaleźć. muszę coś zacząć robić bo zwariuję albo spróbować zasnąć. czuję się taka wypompowana:(jak przekłuty balon, z którego uszło całe powietrze. Mała już pochowana- rodzice dzwonili. Leży koło naszej Dexuni. Rodzice zapalili im po zniczu.
Pozostałe psiaki czują wszystko i są załamane- też nie mogą sobie kąta znaleźć. tak na nie patrzę i sobie uświadamiam, że jeszcze trzy razy będziemy przez to przechodzić:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wiesz... dlatego nie chcialam brac nastepcy Agata, ale jest! I nie zaluje - a za tydzien bedzie 2 pies:) dla towarzystwa Gutka:) (Agata) W sumie masz 3 psiaki , wiec rece Twoje sa zajete, u mnie one byly puste, a dom jak hotel - bez duszy...
Zajmij sie trojeczka - zrob to dla Boni - Ona patrzy na to wszystko z gory, a kiedy zobaczysz spadajaca gwiazde, to pomysl jak ja - to oczko puszczane przez Boni zza Teczowego Mostu, to znak ze wszystko ok:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zajmij sie trojeczka - zrob to dla Boni - Ona patrzy na to wszystko z gory, a kiedy zobaczysz spadajaca gwiazde, to pomysl jak ja - to oczko puszczane przez Boni zza Teczowego Mostu, to znak ze wszystko ok:)[/QUOTE]
Jest trudno,nam też,bo żyliśmy z Wami w te dni i też cierpieliśmy.Cóż można napisać w tej chwili? Pomyśl o tym tak,jak pisze Sota.Masz jeszcze inne psiaki.Zrób to dla Boni i zajmij się nimi,bo one teraz też cierpią.U mnie po odejściu Filipa,został straszny,pusty,okropnie przerażliwie pusty, cierpiący DOM.Tego nie dało się przeżyć.Od prawie dziesięciu lat jest znowu futro w domu i pyszczek już niestety siwy....Och,życie.Trzymajcie się wszyscy w domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Marta, bardzo Ci współczuję, ale postąpiliście słusznie i nie było innego wyjścia. Trzymajcie się, a całą swoją miłość rozdzielcie teraz na pozostałe psiaki, które dadzą Wam wiele radości i Wasza miłość odpłacą z nawiązką.
Tego Wam życzę
Jola I Wigor

Share this post


Link to post
Share on other sites
dziękuję Wam za ciepłe słowo. dom nadal pusty. wszyscy strasznie cierpimy. dziś pierwszy dzień -,odchorowanie,; czyli spuchnięte oczy, ból głowy i co parę chwil wybuch płaczu. oby każdy kolejny zacierał ból a zostawiał dobre wspomnienia- ale czy tak się da? od śmierci naszej Dexi mija 6 rok a wciąż nie umiemy do końca mówić o niej bez emocji i łez. Mama cierpi chyba najbardziej:( to był jej ukochany pies- oczko w głowie..
na domiar tego co się wczoraj zdarzyło to wracając z pogrzebu naszego serduszka na rodziców jechał czołowo jakiś pijak. zjechali na pobocze żeby nie uderzyć ,,na czołówkę,, ale i tak cały bok auta im rozwalił i przyczepę:( nawet nie zwolnił ani się nie zatrzymał. nawet nie wiedzą co to za auto:( wczoraj omal nie doszło do kolejnej tragedii:( jak się wali to wszystko.
jutro zapalimy lampkę na grobie naszego maleństwa- jedziemy do niej z wizytą.
ja jak zawsze w sytuacjach silnego stresu i bólu sprzątam- to taki mój lek:( czemu zawsze muszę mieć wszystko na błysk jak coś stracę- taka bezsensownie głupia terapia... ale coś robić trzeba żeby zająć myśli. mam nadzieję, że psy idą do nieba bo jak nie to ja też nie chcę- chcę tam gdzie one:(
cały czas mam Boni przed oczyma, ,,rozpominam,, każdą chwile.. już minął dzień od kiedy jej nie ma..zaczyna się kolejny a ja tak strasznie tęsknię za naszym cukiereczkiem:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie ma za co dziekowac!
Masz pisac, by choc trosze ulac bol jaki jest w Twoim sercu - przeciez to rodzaj terapii, jak kiedys powiedizala mi Szajbus. Niestety ow bol bardzo dlugo Wam bedzi etowarzyszly. Dlugo na mysl o Boni oczy bede pelen lez, ale po jakims nieokreslonym czasie, pojawi sie tez usmiech na Jej wspomnienie. Bol i usmiech beda kazdemu z nas towarzyszyc... Ot zycie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
terapia działa;) dziś udało mi się spokojnie przespać noc, wstać rano z względnymi siłami i chyba nawet spróbuję popracować. ale Boninkę mam non stop w głowie:( dziś ładna pogoda, lekki mrozik- chyba wezmę moją trójeczkę na długi spacer bo od dwóch tygodni to ich spacer ograniczał się do minimum:( na nic nie było głowy ani sił. kolejny dzień się zaczyna bez mojego słoneczka:(
wiecie może kto na dogo maluje portrety na zamówienie? mama zamówiła sobie na gwiazdkę portret Boni. mamy taki zwyczaj, że każdy nas psiak śp - jest malowany / portret wisi w taty gabinecie/ i każdy ma ładną fotę, oprawioną w ozdobną ramkę na kominku w salonie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×