Jump to content
Dogomania
PIK_POK

Na czym polega uśpienie psa??

Recommended Posts

[quote name='Hippies']Nawet nie potrafię tego czytać. Łzy płyną mi po policzkach. Ja tak bardzo się tego boję. Stoję przed tą decyzją już od jakiegoś czasu. Ale nie potrafię jej podjąć. Cały czas myślę jeszcze nie teraz, jeszcze jest czas. Wiem, że niedługo będę do niej zmuszona, narazie nie jest aż tak źle, więc narazie jestem jeszcze spokojna, ale wiem że już niedługo ......
Boże jak ja Was podziwiam ... Ja tak chyba nie potrafię ....[/quote]

powiem tak...ja zazdroszczę takiej decyzji...mi nie była ona dana, Laćka odeszła w cierpieniu a ja nie mogłam jej pomóc. Odeszła najprawdopodobniej na skręt żołądka podczas naszego urlopu w bieszczadzkiej głuszy...w najbliższym większym mieście (oddalonym ok. 30 km) weterynarz odmówił pomocy...jechaliśmy 120 km do Rzeszowa...nie zdążyliśmy....a Mycha odeszła w męczarni...cały czas słyszę jej płacz:-(:-(:-( mimo że minęło już prawie 1,5 roku:-(:-(:-( łzy mam w oczach i mam wyrzuty, że nie potrafiłam jej pomóc - cokolwiek to wtedy znaczyło

Share this post


Link to post
Share on other sites
ja to przechodizlam.. po paru latach zycia z nami Baks byl chory.. mial raka... na dizasle.. wycieto... pozniej to doroslo.. rozwalao mu wysztko od wewnatrz.. bylo goraco.. jak peiske juz stracil radosc zycia podjelam ta decyzje.. niby chodzil..r uszal sie, jadl i pil.. ale cierpial.. byloby coraz gorzej... mzoe jeszcze by pozyl ze 2 tyg.. ale strasznie by sie meczyl.. kolejny zabieg nei wchodzil w gre... u weta dostal glupeigo jasia, narkoze i ostatni zastrzyk... bylam przy nim caly czas....:-(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja też zdążyłam już przez to przejść. Jak większość liczyłam na to, że Psotka odejdzie sama we śnie, ale niestety tak sie nie stało. Wysiadła jej wątroba w wieku 16 lat. Jeszcze przez ok 1 rok przedłużyliśmy jej życie dietą, ale wyniki były coraz gorsze, cierpiała coraz bardziej. 19 czerwca 2000 roku, tuz po powrocie z urlopu, postanowiłam zabrać ją na dokładniejsze badania (np. usg) i zdecydować co dalej. Wcześniej pojechaliśmy jeszcze z mężem na zakupy, a po powrocie okazało się, że Psotkę częściowo sparaliżowało. Przestała chodzić na tylne łapy, załatwiała się pod siebie, była wystraszona... Od razu podjęliśmy decyzję, że trzeba jechać ją uśpić. Mimo iż wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być przy tym obecna w tej chwili nawet do głowy nie przyszło mi, żeby z nią nie jechać. Tak jak większość opisywała dostała najpierw zastrzyk jak do narkozy, po którym szybko zasnęła na moich kolanach. Później zostawiłam ją w gabinecie, gdzie prawdopodobnie dostała drugi - ostatni zastrzyk. Po ok. 30 minutach oddano nam ją zapakowaną w worek. Pochowaliśmy ją na działce.
Do dnia dzisiejszego mam mieszane uczucia w tej sprawie. Z jednej strony myślę, że podjęłam słuszną decyzję, bo sunia naprawdę cierpiała od dłuższego czasu. W drodze do weterynarza ona wiedziała chyba gdzie i po co jedziemy, bo nagle podniosła się i szczeknęła 2 razy jakoś tak przejmująco. Czasem żałuję, że się pospieszyłam z tym usypianiem, że może trzeba było pozwolić jej odejść spokojnie w domu, ale przestraszyłam się wtedy, nie wiedziałam co będzie dalej ani jak długo to potrwa. Weterynarz jak tylko nas zobaczył od razu wiedział o co chodzi i nie próbował nawet nas przekonywać, nie sugerował leczenia. Powiedział " O, to ten wątrobowiec. I tak długo wytrzymał"
Mimo wszystko jestem przekonana, że nie należy za wszelka cenę przedłużać żywotu psa, który cierpi i dla którego nie ma już szansy na wyleczenie i poprawę dalszego życia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cholera, mam to przed sobą. Przedłużam życie mojej suni z dnia na dzień, bo myśle ze sie nie meczy Po prostu przypomina warzywo, malo kontaktuje..skakanie, szczekanie..kiedy to bylo..dawno. Sama jestem umeczona, bo to trwa juz dosyc dlugo ta opieka poliatywna. Sunia sie moczy - kupilam majtki na cieczke i daje jej pociete na mniejsze czesci pampersy dla dzieci..zdaje to egzamin, ma sucho..i lezy na pieluchach dla psa, takich podkladach. Karmie ja z reki, nawet je, ale sama nie..Jest slaba, na dworze przechodzi pare metrow, nie chce jej meczyc. Niby nieco sie ozywia czujac wiaterek czy slonce. Reaguje tylko na dotyk, jak sie ja glaszcze. W mieszkaniu czasami traci orientacje, wchodzi w jakis kat i trzeba ja wyprowadzic..Ech.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Evas']Cholera, mam to przed sobą. Przedłużam życie mojej suni z dnia na dzień, bo myśle ze sie nie meczy [/quote]
No właśnie, jak ocenić kiedy pies "się męczy"? Na pewno męczymy się my - zarówno pracą przy zwierzaku, jak i psychicznie i emocjonalnie, bo to przeciez opieka paliatywna jest - uciążliwa i bez przerwy.
Ale nie o tym chciałam: jak ocenić moment kiedy pies się męczy - czy chodzi o ból u psa, niewygodę, utratę świadomości, bezradność, strach? Mnie się wydawało że chodzi o ból fizyczny, czyli kiedy pies leży i cierpi fizycznie - że wtedy trzeba pomóc. Ale teraz nie jestem już pewna...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ostroszyc']No właśnie, jak ocenić kiedy pies "się męczy"? Na pewno męczymy się my - zarówno pracą przy zwierzaku, jak i psychicznie i emocjonalnie, bo to przeciez opieka paliatywna jest - uciążliwa i bez przerwy.
Ale nie o tym chciałam: jak ocenić moment kiedy pies się męczy - czy chodzi o ból u psa, niewygodę, utratę świadomości, bezradność, strach? Mnie się wydawało że chodzi o ból fizyczny, czyli kiedy pies leży i cierpi fizycznie - że wtedy trzeba pomóc. Ale teraz nie jestem już pewna...[/quote]
Nasz Bart strasznie cierpiał i tak bardzo płakał.
Wcześniej taki płacz słyszałam u Fluczka - decyzje podjeiśmy, ale Fuluniu odszedł sam, nie zdążyliśmy mu skrócić cierpienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ostroszyc']No właśnie, jak ocenić kiedy pies "się męczy"? Na pewno męczymy się my - zarówno pracą przy zwierzaku, jak i psychicznie i emocjonalnie, bo to przeciez opieka paliatywna jest - uciążliwa i bez przerwy.
Ale nie o tym chciałam: jak ocenić moment kiedy pies się męczy - czy chodzi o ból u psa, niewygodę, utratę świadomości, bezradność, strach? Mnie się wydawało że chodzi o ból fizyczny, czyli kiedy pies leży i cierpi fizycznie - że wtedy trzeba pomóc. Ale teraz nie jestem już pewna...[/quote]

Jest dokładnie tak jak mówisz, są momenty kiedy padam na nos, mam dosyć. Trzeba ją wynosić, jest to pies niewielki, ale ja nie mogę dzwigać, oczywiście to robię jak trzeba.
Moczyła wykładzine w pokoju - teraz ma pampersy, jest dobrze.
Patrzę jak ona się słania na łapach, trzęsie..2 tyg. temu uprzedziłam panią wet. że mogę ją wezwać do domu w celu etanazji.
Wczoraj uprzedzilam córkę, że nie ma to sensu chyba dłużej.
No a dzisiaj psina sama zjadla z ochotą , nie z ręki, przeszła nieco na spacerze. Wygłaskana była widocznie zadowolona i śpi sobie, przykryta lekkim polarkiem, chrapie..

Share this post


Link to post
Share on other sites
"[I]Ale nie o tym chciałam: jak ocenić moment kiedy pies się męczy - czy chodzi o ból u psa, niewygodę, utratę świadomości, bezradność, strach? Mnie się wydawało że chodzi o ból fizyczny, czyli kiedy pies leży i cierpi fizycznie - że wtedy trzeba pomóc. Ale teraz nie jestem już pewna..."[/I]

No własnie, gdzie zaczyna sie cierpienie psa...mysle,ze wtedy gdy pies nie ma radości w sobie, gdy nie cieszy sie ze spaceru, gdy nie ma sił pobawic sie piłeczka, a zawsze to była jego ulubiona zabawa...gdy lezy wiekszosc dnia smutny i osowiał...a ból? Pies nigdy nam nie powie ze go boli....
Ja tez stoje przed ta straszna decyzja, którą odkładam z dnia na dzień, bo jednego dnia sie polepsza...czasem tez juz nie mam siły i denerwuje sie tym wszystkim, chorobą i ta cholerną bezczynnoscią...:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Porównuję samopoczucie starego psa..do bardzo starego człowieka. Taki człowiek też chodzi z trudem, nie zawsze ma aptetyt, ma problemy urologiczne ale ma chęć do życia. Coś go jeszcze cieszy.
Jeśli chodzi o psa, myślę, że okazałby gdyby coś go bolało..poprzednicy pisali o płaczu, tego chce uniknąć, na pewno.
Ale skoro śpi spokojnie, większość dnia, je..obojętnie sama czy z ręki, jest zadowolona że ją głaszczemy..wczoraj ożywiła się, bo było słonko..a niedługo zrobi się wiosna, będzie cieplej.
I w takich momentach myślę, to jeszcze nie jest ten dzień..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Uważam że bycie razem to obowiązek!Choc to cholernie trudne!
Nasz kochany Ghandi pierwsza akcje miał w kwietniu ubiegłego roku kiedy nie mógł wstac okazało sie ze miał zwyrodnienia kregosłupa-leczenie i poprawa, drugi atak choroby tym razem nerek niewydolność, poczatek wrzesnia jezdzilismy do weta na kroplówki.rokowanie marne-to był duży pies mix wilczarza wiec tym bardziej serce sie kroiło kiedy był tak słaby ze kiedu siusiał to sie przewracał. SZOK
Na ostaniej kroplówce wet powiedział ze jezeli teraz sie nic nie ruszy w kierunku dobrego to trzeba bedze rozwazyc eutanazje zeby nie ciagnac tego mimo cierpienia......
Jeszcze po drodze do domu bylam kupic dla niego przeciery Gerbera bo nic juz nie jadł, jak wróciłam podniósł głowe, zamerdał ogonkiem i połozył sie w aucie.Kilka minut potem chrapnął westchnął i wyzionął duszyczkę.....:cry:
Nasz Skarb i tym razem wziął wszystko na siebie i w drodze od weta odszedł....
Kochamy i pamietamy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ostroszyc']Kurcze no! Pies znowu sika krwią, wygląda biedak na chorego, nie wiem czy tym razem nam się uda....[/quote]

Współczuję Ci bardzo.
Trzymaj się, na pewno podejmiesz słuszną decyzję, bo tylko Ty widzisz jak jest i kochasz tego psiunia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A jednak nam się udało! Po antybiotyku wygląda że z pęcherzem jest całkiem nieźle, chociaż pobolewa go brzuch - jakieś nowotworowe historie niestety. No i co się usprzątałam to moje... Pirat wyspecjalizował się w robieniu kałuż w taki sposób żeby wpływały pod meble, ma ktoś sposób na nauczenie psa sikania [U]na środku[/U] podłogi? :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cieszę się, że sytuacja opanowana, u mnie jak na razie też stabilnie. Mam nadzieję, że wiosna, słoneczko, doda nowej chęci do życia. Ostatnio na spacerze moja sunia nawet złapała znalezionego starego gnata..i po raz pierwszy ucieszyło mnie to, bo ostatnio szła taka obojętna, na nic nie zwracałą uwagi :)
Na noc zakładam majtki na cieczkę i pampersa, ludzkiego pociętego na mniejsze kawałki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='taks']Psa??? Tak to tylko suczka potrafi.
Trzymajcie się zdrowo.[/quote]
:) Pirat już od dawna sika jak suczka, w przykucu. Gdzieś tu wyczytałam że psy z wiekiem tracą ochotę na znaczenie terenu, u nas się to sprawdziło.

[quote name='taks'] Na noc zakładam majtki na cieczkę i pampersa, ludzkiego pociętego na mniejsze kawałki.[/quote]
A nie zdarza Ci się że psica zdejmuje sobie omajtkowanie? Pirat jak mu coś przeszkadza to rwie w strzępy i część przy okazji zżera, kiedyś miał spać na jednorazowych podkładach i nie wyszło mu to na zdrowie. Więc często piorę posłania, na których śpi, a w dzień pilnuję częstego wyprowadzania. Średnio to skuteczne ;/

Share this post


Link to post
Share on other sites
przechodzilam przez to dokladnie 7 lat temu :placz:sunia owczarka niemieckiego miala 14 lat i raka oraz dysplazje,niemiala juz prawie siersci do tego caly czas biegunka ale to potworne szczescie w jej oczach...niedaje mi o tym zapomniec jak jechala w ostania podroz swojego zycia cieszla sie jak szczenie gdy wsiadala do samochodu ale w klinice jej wzrok zeganal sie z nami...wiedziala...
Piszac to po 7 latach znow sie poplakalam :-(

Share this post


Link to post
Share on other sites
A ja jednak czytając posty odnośnie umierania psiaka słyszałam jak kiedyś ktoś [B]powiedział iż weterynarze nie chcą usypiać zwierząt ponieważ podczas takiej eutanazji one straszliwie cierpią.[/B] Stąd eutanazja to ostateczność.
Jak to w końcu jest naprawdę? Czy tak jak pisaliście na początku że pies nic nie czuje , czy jednak prawda leży po stronie tamtej osoby?
Po prostu to ważne czy pupil faktycznie nie cierpi.:-(

Share this post


Link to post
Share on other sites
bo najpierw podaje sie tzw głupiego jasia a potem ten drugi zastrzyk
jest jeszcze jeden lek ale juz nie pamietam nazwy i po tym ponoc naprawde nic nie boli.w maju u mojej boksi stw.raka kosci i meczyłam sie niesamowicie z podjeciem decyzji i strasznie chciałam oszczedzic jej cierpienia takze w tej ostatniej chwili i szukałam wiasomosci na ten temat,współczuje ci i psince.Moja Sarunia załatwiła sprawe sama odeszła bez pomocy.:placz:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie cierpi. Na pewno. Ja z moim Jamesem
[*] byłam 14 lat, więc zauważyłabym, gdyby cierpiał. Zanim wetka wyciągnęła igłę - było po wszystkim. Po prostu zasnął... A to był wariant bez "głupiego jasia". Tylko musi być dobry wet. Bo z kolei przy eutanazji kociska
[*] (18 lat - niewydolność nerek i wątroby) przeżyłam koszmar. Wetka miała praktykantkę i cały czas jej "opowiadała" co robi i po co. Głupiego jasia dawała właśnie ta g...ra i kłuła biedaka trzy razy :shake: Poszłam tam, bo to w sąsiednim domu. Nie chciałam Belaszka ciągać po mieście. I to był fatalny błąd :shake:

Share this post


Link to post
Share on other sites
No własnie. Najpierw powinno być podanie narkozy po której zwierzę zasypia, a potem dopiero morbitalu. Niestety nie wszyscy weci tak robia szczególnie niektórzy schroniskowi idą na szybkość i łatwość i podają od razu śmiertelny zastrzyk, który niestety jest bolesny, no i ponadto zwierzę czuje umieranie :-( (po narkozie najpierw spokojnie zasypia). W przypadku maleńkich zwierząt i ślepych miotów często praktykuje się dość brutalną metodę (niestety bywa, że jest jedyną możliwą)- zastrzyk w serce.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ulvhedinn']No własnie. Najpierw powinno być podanie narkozy po której zwierzę zasypia, a potem dopiero morbitalu. Niestety nie wszyscy weci tak robia szczególnie niektórzy schroniskowi idą na szybkość i łatwość i podają od razu śmiertelny zastrzyk, który niestety jest bolesny, no i ponadto zwierzę czuje umieranie :-( (po narkozie najpierw spokojnie zasypia). W przypadku maleńkich zwierząt i ślepych miotów często praktykuje się dość brutalną metodę (niestety bywa, że jest jedyną możliwą)- zastrzyk w serce.[/quote]

W przypadku Jamesa to był zupełnie inny środek. Nie morbital. Nazwy nie pamiętam. Przykry obowiązek wykonała dr Bielowa z SGGW w Warszawie. A to z pewnością nie jest osoba, która zgodziłaby się, by pies cierpiał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie to słyszałam o takim przypadku pewnie jak pisze ulvhedinn - bez narkozy tylko od razu zastrzyk śmiertelny, a niektórzy ludzie godzą się na to bo prawdopodobnie za narkozę dodatkowo się płaci.
Dzięki Wam serdecznie za wyjaśnienia , na szczęście moja sunia jest zdrowa ma 5-latek a pytałam bo kiedyś gdzieś jak pisałam o tym usłyszałam i strasznie mnie to nurtowało, jak to jest naprawdę, Bo uważam że każdy kto się decyduje na uśpienie swojego pupila , jeżeli ten jest bardzo chory i cierpi powinien to robić humanitarnie i ograniczyć ból do minimum.

I faktycznie poruszyłam stary temat ale dopiero się u WAS zalogowałam-ciesze się że mi POMOGLIŚCIE - bo to ważny temat. Od tej pory wiem , że gdy ktoś mnie zapyta , muszę go uczulić , że przed ważna jest narkoza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×