Jump to content
Dogomania

Pustka, która boli


szajbus
 Share

Recommended Posts

  • 2 weeks later...

Żegnaj kochany Bamboszku 

Bambosz - polowa naszego psa. 
Żył ok 12 lat. TM * 22.09.2022 
 historia Bamboszka w pigułce 

2 lipca 2016 roku byliśmy  w odwiedzinach u przyjaciół. Upał był niemiłosierny więc siedzieliśmy na zewnątrz. Nagle usłyszeliśmy pisk opon i zobaczyliśmy jakiś ruch na skrzyżowaniu. Mąż z kolegą pobiegli w tamtym kierunku. Na środku jezdni leżał wychudzony i wycieńczony pies. Jeden  z kierowców widział jak szedł i nagle padł. Inny żeby go nie potrącić wyhamował z piskiem. Chłopaki nie myśląc o niczym innym zabrali zwierzaka ze skrzyżowania i przynieśli  na posesje. Ułożyliśmy go w cieniu na kocu, ocknął się czując wodę. Pił tak łapczywie jakby był z tydzień na pustyni. Obejrzeliśmy go dokładnie, Waldek zapakował go do samochodu i psina była przetransportowana migiem do weta. Nie miał żadnych urazów poza oparzeniami na łapach. Był niedożywiony i odwodniony, niewykastrowany, nie miał chipa, obroży kompletnie nic co mogłoby nas doprowadzić do właściciela, wiek psa oceniono na nie mniej jak 6 lat. 
Zaopatrzony w leki psiak został przywieziony do Waldka domu. Od razu zaczęliśmy ogłaszać z nadzieja, ze zjawi się właściciel po zgubę . Nic takiego się nie stało. Podjęliśmy decyzję, że pies zostaje u Waldka, który miał dom, wielką działkę ze stawem, ale pies będzie nasz wspólny. Wielki, biszkoptowy sierściuch okazał się łagodny jak baranek. Waldek wybrał mu imię - Bambosz. 
Bambosz był pod opiekę weta do momentu kiedy nie doszedł do siebie. Potem był pełen pakiet szczepień i kastracja. 
Od tamtej pory Bambosz żył jak pączek w maśle. Skradał serca każdemu, kto się z nim zetknął choć na chwile. 

Wady Bambosza?
Początkowo skłonność do ucieczek. Jak tylko na posesji pojawił się lis, kuna, czy inny zwierz  Bambosz potrafił przeskoczyć nawet 2 metrowe ogrodzenie, żeby pognać intruza. Kiedyś przeskoczył przez  płot bo słyszał na parkowym placu zabaw śmiech dzieci. Uciekł do nich, żeby się z nimi pobawić i pograć w piłkę.  Kilka razy zwiał na pobliską stacje benzynową na hot doga, czy hamburgera. Nie nie został obsłużony. Okradał ludzi wychodzących z knajpy. Potem mój Janusz, albo Waldek kupowali okradzionym dania, które mieli spożyć, a które wylądowały w paszczy Bambosza. Nie napadł na ludzi. Delikatnie stawał na tylnych łapach i ząbkami wyjmował z rąk gościa to na co miał ochotę. A, że Bambosz oprócz adresatki miał do szelek przyczepioną wielką wstążkę z wypisanymi  markerem numerami telefonów do właścicieli reakcja okradzionych była natychmiastowa, bo Bamboszek danie spożywał na miejscu bez żadnego pośpiechu i dawał się nawet głaskać. 
Kolejna wada to noszenie w pysku gałęzi i to takich solidnych. Do samego końca nie można go było od tego odzwyczaić. Jak nie było żadnej w pobliżu to potrafił ją odgryźć z drzewa. Wygrzebywał też z ziemi kamienie, cegły i nosił je w pysku nie wiadomo po co? Obok trwała budowa pawilonu Biedronki więc i tam właził, gdzie zaczął pełnić nieoficjalną funkcję kierownika budowy. Wszyscy pracownicy go uwielbiali i wybaczali mu zakoszenie nie jednej łopaty, no bo przecież te miały atrakcyjne, drewniane trzonki.  Tak - kradł.  
Był niesamowicie kochanym misiaczkiem,  noszącym też w pysku swoje maskotki. Kiedy ukochanej gumowej gęsi odpadła głowa był taki lament, że trzeba było na cito szukać mu identycznej zabawki.. 
Był niesamowitym czyściochem. Kochał czesanko i kąpiele szczególnie te w stawie. Po raz pierwszy widziałam psa, który wchodził sobie do stawu, popływał a potem wylegiwał się na słoneczku susząc futerko. Kiedy na stawie pojawiły się kaczki z młodymi cierpliwie czekał aż kacze matrony opuszczą teren jego kąpieliska. Był cierpliwy i opiekuńczy .Nie pozwalał  żadnemu kotu zbliżyć się do kaczątek. Jak pojawił się tam jakiś dzikusek musiał pędem wdrapywać się na drzewo.
Długo by opisywać wyczyny Bambosza. Był kochany i odszedł kochany. Zmarł nagle dzisiejszej nocy. Czuł się dobrze, bawił się, zjadł kolację i.... zszedł. 
Pozostawił po sobie ogromny ból nie mniejszy niż Psonia, czy Balbinka. Był członkiem rodziny. Co prawda połowicznym ale był.
Kochany Bamboszku wyryłeś swoje imię w naszych sercach i tam pozostaniesz na zawsze. Kochamy Cię nasz pycholku. Twoje odejście boli, bardzo boli, a oczy są pełne łez.   

Biegaj z Psonią i Balbinką po tęczowych łąkach

1.JPG

2.JPG

3.JPG

4.JPG

5.JPG

6.jpg

7.JPG

DSCN6352 — kopia.JPG

Link to comment
Share on other sites

Dorkas - żył 24 lata i 7 miesięcy 
Ukochany gniadosz mojej koleżanki pogalopował dziś za TM na spotkanie z moimi psinkami. 
Dorkasku żebyś wiedział ile po sobie zostawiłeś cierpienia i jakie morze. Żebyś wiedział....
Odszedłeś z głową położoną na kolanach swojej ukochanej Panci, a Twoje oczka wyrażały spokój i ogromną miłość jaką ją darzyłeś. Czy jej serce kiedykolwiek przestanie krwawić? Obie dziś mamy dzień wylanych łez. 
Kochany Dorkasku biegaj z moimi psinkami po tęczowych łąkach. Tam nie ma starości. 

308012457_628181788874403_7452652369891589582_n.jpg

308194341_1729718010762243_429592906790363526_n.jpg

DSCN6352 — kopia.JPG

Link to comment
Share on other sites

Bardzo smutny początek weekendu. Współczuję Tobie i koleżance. Bambosza pamiętam, było o nim i były zdjęcia. Gdy odchodzą psiaki, z którymi byliśmy związani, ból jest taki, jakby były nasze. 
 

Link to comment
Share on other sites

Współczuję wam, kocham konie tak samojak psy choc mieć ich nie mogę ale jak byłam młodsza miałam częsty kontakt z końmi a do dzisiaj uwielbiam na nie patrzeć. U mnie w wygaszaczach są psy i konie również.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Smutno mi, bardzo smutno. We czwartek odeszła ciocia Daniela. Obie ją znałyście, obie lubiłyście, a ona Was.

Płakała razem z nami kiedy odeszłyście.

Już jest ze swoim mężem, swoimi rodzicami, swoim rodzeństwem. Wraz z jej odejściem zamknął się jeden z rozdziałów naszego drzewa genealogicznego. To była ostatnia żyjąca siostra mojej mamy. Już nie mam ani rodziców ani jednej cioci, ani jednego wujka z ich strony.

Kiedy byłam na jej pożegnaniu klucha stanęła mi w gardle i pękłam. Leżąc w trumnie wyglądała jak kopia mojej mamci. Nawet stroje miały podobne. Wszystko do mnie wróciło. Wrócił tamten dzień ze zdwojoną siłą. Wymazałam z pamięci obraz mamci leżącej w trumnie kiedy ją żegnaliśmy przed kremacją. Wypierałam ten obraz z pamięci, bo strasznie mnie bolał. Wiem, że to było irracjonalne z mojej strony, ale pragnęłam żeby mnie przytuliła ostatni raz. Tak bardzo tego pragnęłam, a ona leżała zimna bez ruchu. Tuliłam ją, a ona nie reagowała. Ból, rozpacz i niemoc rozmywały mnie od środka na kawałki. Nie chciałam tego pamiętać. Po pewnym czasie udało mi się wymazać ten obraz z pamięci.. Pamiętam ją taką jak była- cieplutka, serdeczna, uśmiechnięta, czuła i bardzo mądra. Moja nie tylko najukochańsza rodzicielka, ale i przyjaciółka. Kochana, bezkonfliktowa, troskliwa babcia i teściowa. Teraz .....wróciło to, co wymazałam z pamięci.

Ciocia po jej odejściu próbowała mi matkować. Miała 85 lat. Była 16 lat młodsza od mojej mamusi.
Dziś o 11:00 jest jej pogrzeb, a ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Ciężko mi.
Pociesza mnie tylko to, że czasie uroczystości trumna będzie zamknięta. 

 

68.jpg

15726331_721402034677389_8061314078169352616_n.jpg

Link to comment
Share on other sites

Bardzo współczuję ale takie jest życie. Moja ostatnia ciocia, najmłodsza siostra mojej mamy jeszcze żyje i przeżyla moją mamę, ktora żyła 91 lat a ona ma już 92,5 . Ale ona mieszka daleko ode mnie, mam z nią a właściwie z jej synem tylko telefoniczny.

Trzymaj się, rozumiem cię bo już też sporo rodzinnych pogrzebów przeżyłam.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Jak nie urok to przemarsz wojska. Walnęła nam terma na ciepłą wodę. Trzeba było kupić nową, ale haki od starej nie pasowały do nowej i dawaj.... bajzel w łazience całą gębą z kuciem ściany włącznie.
Żeby było ciekawej okazało się, że po kilkumiesięcznych wykopach na całej długości i szerokości mojej ulicy (budowa nowego kanału deszczowego) wszędzie mam piach, albo cement. Ok sprzątałam na bieżąco bo wszędzie był pył, ale bez przesady. Nie grzebałam we wszystkich szafach, szafkach, szufladach. Sama nie wiem czym są oblepione ciuchy, które leżały w szafie, a w których nie chodziliśmy. Moim zdaniem to jest jakiś pył piachowo-cementowy. Pod balkonem miałam tego cale pryzmy. Teraz wszystko piorę , prasuje, a Janusz szoruje. Niby na święta planuje się porządki, ale kurde nie takie żeby wszystko co się rusza prać i prasować.
Dodajcie mi siły maluchy , bo zaczynam mieć tego serdecznie dosyć. 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...