Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
dreag

Pomoc jeżom - jeże wśród ludzi

Recommended Posts

[FONT=Arial]Ostatnio miałam problem z jeżykami, dlatego zainteresowałam się pomocą, jaką można im udzielić. [/FONT]
[FONT=Arial]Niestety okazało się to nie lada wyzwaniem, ponieważ o tych sympatycznych ssakach, żyjących dziko, ale przecież tak blisko nas, niewiele tak naprawdę wiadomo. [/FONT]
[FONT=Arial]A już jak przyjdzie potrzeba, by właściwie im pomóc - całkowita klapa. Weci tak naprawdę zupełnie niezorientowani w temacie (choć nie zawsze potrafia sie do tego przyznać), ludzie dookoła również, ech... [/FONT]
[FONT=Arial]Moje poszukiwania uwieńczył kontakt z Pogotowiem Jeży prowadzonym przez cudownego człowieka z Krakowa, który poświęca całkowicie swój czas i pieniądze, by udało sie jak najwięcej z nich uratować. On chyba jako jedyny w Polsce umie się nimi profesjonalnie zająć. Dzięki niemu trafiłam do Pana Jerzego z Białegostoku, który podobnie jak ja szukał u niego pomocy i tak zrodził się pomysł, by stworzyć profesjonalny punkt opieki i pomocy kolczastym zwierzakom. [/FONT]

[FONT=Arial]Założyłam wątek w imieniu i za zgodą Pana Jerzego, który podpisał się pod apelem: [/FONT]

[FONT=Arial][B]"Apel do miłośników jeży![/B] [/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred]Działalność Pana Andrzeja Kuziomskiego z Krakowa, zna zapewne każda osoba interesująca się pomocą sympatycznym jeżom. Prowadzi on z własnej woli i za własne pieniądze Pogotowie Jeżowe.[/COLOR][/FONT]

[FONT=Arial][COLOR=darkred]Na początku tego roku, kiedy dowiedzieliśmy się, że Pan Andrzej całe swoje życie i zarobki poświęca ratowaniu jeży oraz widząc ogromne Jego poświęcenie i zaangażowanie, wspólnie z żoną postanowiliśmy pomóc. Dwa razy wsparliśmy finansowo, ale szybko okazało się to za mało, bo leczenie u weterynarzy i karmienie jeży kosztuje.[/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred]Postanowiliśmy zalegalizować tę działalność, żeby móc zbierać datki finansowe na tę pomoc.[/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred]Od lutego do połowy czerwca br. dużym wysiłkiem, wreszcie uzyskaliśmy zgodę UM Krakowa i pozwolenie od Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie dla Pana Andrzeja na prowadzenie pierwszego w Polsce Ośrodka Rehabilitacji Jeży w Krakowie. Wreszcie![/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred]Kilka linków:[/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://schroniska.cafeanimal.pl/JEZE-Pogotowie-Jezowe,459"]JEŻE - Pogotowie Jeżowe - Schroniska dla zwierząt - cafeanimal.pl[/URL][/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://ww2.tvp.pl/7400,20080424702969.strona"]TVP KRAKÓW[/URL][/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://ww2.tvp.pl/7400,20080516716293.strona"]TVP KRAKÓW[/URL][/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://ww2.tvp.pl/7400,20080613734349.strona"]TVP KRAKÓW[/URL][/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://ww2.tvp.pl/7400,20080626742712.strona"]TVP KRAKÓW[/URL][/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35813,6710383,Powstanie_pierwsze_jezowe_pogotowie.html"]Powstanie pierwsze jeżowe pogotowie[/URL][/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred][URL="http://klubciconia.ptaki.info.pl/forum/viewtopic.php?p=110672#110672"].: Forum Klub Ciconia - Zobacz temat - Powstanie pierwsze jeżowe pogotowie :.[/URL][/COLOR][/FONT]

[FONT=Arial][COLOR=darkred]Teraz pojawił się nieprzewidziany problem. Nie możemy wypełnić wymagań do rejestracji w KRS żeby uzyskać status organizacji pożytku publicznego, bo ośrodek nie jest organizacją. Pozostała jedyna droga: powołanie i rejestracja Stowarzyszenia Ochrony Jeży. Wtedy będziemy mogli organizować i utrzymywać działalność tego i innych ośrodków rehabilitacji jeży w całej Polsce. Do tego trzeba przynajmniej 15 osób założycieli. Czas nagli, bo środków nie mamy, a Panu Andrzejowi nowonarodzone osierocone jeżyki umierają w rękach, bo nie ma pieniędzy na specjalne mleko, lekarstwa czy badania jeży. Jeży przybywa i są dostarczane do Pana Andrzeja z całej Polski, a my musimy szybko się zorganizować![/COLOR][/FONT]

[FONT=Arial][COLOR=darkred]Na początek, zanim się rozkręcimy, przeznaczę lokum w swoim biurze z telełączami w Białymstoku. Będziemy utrzymywać Ośrodek w Krakowie, ale stworzymy ich w Polsce więcej. Już mamy osobę gotową w Warszawie i Kłodzku. Całością będzie zawiadywał Pan Andrzej Kuziomski - w zakresie leczenia i rehabilitacji jeży. Administrację i pozyskiwaniem środków oraz buchalterię musimy my zapewnić.[/COLOR][/FONT]

[FONT=Arial][COLOR=darkred]Apeluję więc, do ludzi dobrej woli mających nie mniej niż 18 lat i mogących poświęcić od 50 do 120 zł rocznie, którym na sercu leży dobro i życie jeży, żeby przesyłali swoje zgłoszenia na adres [/COLOR][EMAIL="[email protected]"][COLOR=darkred][EMAIL="[email protected]"][email protected][/EMAIL][/COLOR] [/EMAIL][/FONT][FONT=Arial][COLOR=darkred][COLOR=black](wklepujcie po literce, bo przekopiowywany nie zawsze chce pójść)[/COLOR] podając imię, nazwisko, wiek i adres. Jeśli ktoś dysponuje czasem do aktywnego działania, będzie idealnie! Wszyscy będziemy pracować społecznie! Sprawa pilna![/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred]Z góry dziękuję:[/COLOR][/FONT]
[FONT=Arial][COLOR=darkred]Jerzy Zembrowski, Białystok"[/COLOR][/FONT]

[FONT=Arial]Kto chętny??????????:lol:[/FONT]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak wcześniej wspominałam, zajęłam się problemem biednych jeżyków, które urodziły się u jednej kobiety, bo niepotrzebnie zabrała do mieszkania jeżycę kręcącą się w pobliżu:roll:, która następnego dnia powiła młode.
Małe mają już ponad 5 tygodni i to czas, kiedy jeże uzyskują samodzielność, tzn. kiedy matka je pozostawia. I niestety maluchy, które nie są nauczone od małego życia w naturanym środowisku, do tego środowiska wrócić same nie mogą, gdyż sobie nie poradzą. Przez ludzką głupotę zostały skazane na człowieka:shake:.
Po kontakcie z doświadczonym człowiekiem, który poświęcił życie jeżom, szukamy dla każdego z nich opiekunów, którzy zapewnią im dobre warunki, tzn. spokój, duży ogród, najlepiej taki mało zadbany, z chaszczami, dokarmianie, możliwość hibernacji (znacie kogoś takiego?- dajcie znać). Każdy z tych jeży zostanie zarejestrowany w odpowiednim departamecie, gdyż nie można sobie trzymać ot tak zwierząt dziko żyjacych, a do tego chronionych... ZOO też takich nie ma prawa przyjąć. A zgodnie z ustawą, nawet jest zabronione wypuszczanie zwierząt urodzonych w niewoli na wolność.
Ot i tak. jakbyście mieli kiedyś kontakt z jeżami, pamiętajcie o tym. I zapraszam na wątek jeżowy... Może ktoś chciałby pomagać tym symaptycznym zwierzakom?

A to maluchy:

[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images48.fotosik.pl/170/3f632f9f5b22b172med.jpg[/IMG][/URL]

[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images38.fotosik.pl/165/7694ee71f93fd3admed.jpg[/IMG][/URL]

[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images43.fotosik.pl/169/4395e897bc365ac4med.jpg[/IMG][/URL]

[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images50.fotosik.pl/169/ed82881a9e1eabfamed.jpg[/IMG][/URL]

[URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images45.fotosik.pl/170/d8895cf50a162b92med.jpg[/IMG][/URL]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie wróciłam ze spaceru z psiarnią. I znowu koszmarny widok kolejnego rozjechanego jeża na drodze...:-( Najgorsze jest to, że one pewnie czasem jeszcze żyją, gdy nadjeżdża drugie auto. Niestety są bez szans. Straszne!

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='dreag']
szukamy dla każdego z nich opiekunów, którzy zapewnią im dobre warunki, tzn. spokój, duży ogród, najlepiej taki mało zadbany, z chaszczami, dokarmianie, możliwość hibernacji (znacie kogoś takiego?- dajcie znać).
[/quote]


Chcialam sie zapytac, na jakiej zasadzie to dziala ?
Czy one (jeże) sa tak oswojone, ze same beda przychodzic na jedzonko ? Czy moze trzeba trzymac je w domu i tylko wypuszczac na spacerki ?


Swoja droga, to u mnie na podworku latem prawie kazdego wieczora widuje sie jeze, mam w sasiedztwie taki wlasnie zaniedbany ogrod. Czasem podjedza cos z psiej miski, a czesem tylko sobie pochodza ;) Kiedys nawet male jezyki na podworku sie u mnie urodzily :loveu:

Share this post


Link to post
Share on other sites
tu strona mojej koleżanki która zajmuje się jeżami może w czymś będzie mogła pomóc:

[url=http://www.jeze.republika.pl/]Jeże Europejskie[/url]

Ja ze swojej strony mogę zaproponoać dom z dużym ogrodem dla jakiegoś kolczastego maleństwa ale jeszcze nie w tej chwili bo dopiero się przeprowadzam poza tym mam już pod opieką małą jaskółkę. Jeśli nikt chętny się nie znajdzie to za kilka tygodni się zgłoszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Iza.']Chcialam sie zapytac, na jakiej zasadzie to dziala ?
Czy one (jeże) sa tak oswojone, ze same beda przychodzic na jedzonko ? Czy moze trzeba trzymac je w domu i tylko wypuszczac na spacerki ?[/quote]

Jeże są dosyć osowojone, bo wychowane przy człowieku, więc raczej będą sie trzymać miejsca, zwłaszcza, gdy wiedzą, że czeka na nich tam jedzenie. Muszą jednak mieszkać na zewnątrz, bo potrzebują spokoju, odpowiedniej temperatury do stanu hibernacji, poczucia wolności itp.

[quote name='Astaroth']tu strona mojej koleżanki która zajmuje się jeżami może w czymś będzie mogła pomóc:

[URL="http://www.jeze.republika.pl/"]Jeże Europejskie[/URL]

Ja ze swojej strony mogę zaproponoać dom z dużym ogrodem dla jakiegoś kolczastego maleństwa ale jeszcze nie w tej chwili bo dopiero się przeprowadzam poza tym mam już pod opieką małą jaskółkę. Jeśli nikt chętny się nie znajdzie to za kilka tygodni się zgłoszę.[/quote]

Dzięki, dotarłam już na ta fajna stronę:lol:, świetnie opracowana.
A co do chęci dania domu, to byłoby fajnie, bo pan który opiekuje się jeżami, ma więcej takich przypadków.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czyli właściwie taka pomoc jeżom możliwa jest tylko jeśli ma się dom z ogródkiem, bo gdzieś trzeba malucha wypuścić, jak podrośnie.
dreag, mogę Wam pomóc opisując Waszą działalność na [url=http://www.zwierzak-w-domu.info]Zwierzak w domu - Start[/url]
Ale prosiłabym o gotowy tekst opisujący sytuację jeży i to, co robicie.
Jeśli jesteście chętni, to poproszę o artykuł i zdjęcia na [email][email protected][/email]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mam duży ogród, w miarę zadbany, ale też ogrodzony sad za ogrodem - 20 arów, z "żywopłotem sosnowo-brzozowym", i ten sad juz nie jest tak zadbany. Kosimy tam trawę 2 razy w roku zwykłą ogrodowa kosiarką.
Moze u nas by znalazł schronienie jeżyk? albo cała rodzinka?
To 100 km od Warszawy, 120 od Białegostoku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Anuk']mogę Wam pomóc opisując Waszą działalność na [URL="http://www.zwierzak-w-domu.info"]Zwierzak w domu - Start[/URL]
Ale prosiłabym o gotowy tekst opisujący sytuację jeży i to, co robicie.[/quote]

Serdeczne dzięki za chęć pomocy:lol:. Na razie najważniejsze czego potrzeba to ludzie do założenia stowarzyszenia. Bez stowarzyszenia nie będzie funduszy, bez funduszy nie da sie na dłuższą metę pomagać jeżykom. Dlatego teraz ogłaszamy gdzie się da info pana Jerzego z pierwszego postu, tu też jest co nieco: [URL="http://schroniska.cafeanimal.pl/JEZE-Pogotowie-Jezowe,459"]JEŻE - Pogotowie Jeżowe - Schroniska dla zwierząt - cafeanimal.pl[/URL]
Możesz wybrać i wkleić co chcesz:lol:. Może jeszcze ktoś może gdzieś ogłosić? Prosimy chętnych!!!

[quote name='malagos']Mam duży ogród, w miarę zadbany, ale też ogrodzony sad za ogrodem - 20 arów, z "żywopłotem sosnowo-brzozowym", i ten sad juz nie jest tak zadbany. Kosimy tam trawę 2 razy w roku zwykłą ogrodowa kosiarką. Moze u nas by znalazł schronienie jeżyk? albo cała rodzinka? To 100 km od Warszawy, 120 od Białegostoku.[/quote]

Już szybciutko przekazuję p. Jerzemu Twój telefon.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam serdecznie wszystkich miłośników zwierząt - jeży szczególnie!

Otrzymuję sporo zapytań z różnych stron, skąd taka moja inicjatywa w temacie ochrony jezy? Niektórzy nawet podejrzewają sposób na wzbogacenie - tak, tak. Piszą jednak do mnie ludzie zamiłowani w zwierzętach nie tylko z Polski, ale i z innych zakątków świata. Na tym forum, także są chętni do pomocy, więc wyjaśniam w skrócie.

W minionym roku późną jesienią, żona znalazła na drodze obok naszego domu potrąconego młodego jeża (600 g), który był ranny i leżał na boku nie mogąc wstać. Kiedy podeszliśmy do niego, jeżyk patrzył na nas wzrokiem błagającym o pomoc. Tego nie da się zapomnieć! Szybko zabraliśmy go do domu i od razu znaleźliśmy dyżur weterynarza i tam jeżyka pędem w nocy zawieźliśmy. Lekarz zbadał, ale stwierdził że jego aparat RTG nie pokaże drobnych kosteczek tylnej rannej łapki (widocznie te, co mają służą do kości słoni?). W końcu znaleźliśmy przychodnię lekarską dla ludzi, gdzie w tajemnicy wieczorem zrobiono RTG komputerowe i widać było wszystkie kosteczki. Okazało się, że są silnie uszkodzone kostki, ale jeż będzie żył - tyle, że będzie kaleką. Po miesiącu, kiedy zagoiły się rany, jeż zaczął jeść i miał się dobrze. Miał jednak problem z utrzymaniem równowagi. Potrafił chodzić po kilka metrów, po czym padał na bok z kontuzjowaną łapką i już sam nie mógł wstać. Więc, zakupiłem surowe deski i w garażu zrobiłem mu kanały z desek odległych na jego wymiar. W sumie ponad 30 m. Jeż był szczęśliwy! Chodził i się nie przewracał. Żeby nie było nudno, zamocowałem setki gałązek różnych krzewów i liści po obu stronach desek (taki mikrolasek). Jeż chodził i chodził, wąchał i nawet sypiał w gałązkach. Przybywał też na wadze. Przez to, że chodził całymi nocami, daliśmy mu imię Jasiek (Wędrowniczek). Od tej chwili Jasiek stał się naszym domownikiem i cały nasz rytm życia ustawiony był pod Jasieńka. Wieczorem wynosiliśmy Jaśka do ogrodu na spacery kontrolowane, bo przewracał się - niestety.

Potem, zaczęły się problemy. Niczego nie podejrzewając, daliśmy się namówić weterynarzowi na serię zastrzyków, mających ponoć przywrócić Jaśkowi równowagę, bo stwierdził, że pada w wyniku urazu psychicznego po potrąceniu przez auto. Woziliśmy więc Jaśka codziennie o 10 rano na serię 7 zastrzyków. Po nich Jasiek przestał jeść i leciało mu z noska. Lekarz stwierdziła, że to wynik zarobaczenia i pasożytów. Zrobili badania i okazało się, że ma we krwi pasożyty. Znowu seria 6 zastrzyków codziennie. Objawy nie ustąpiły. Pani zaczęła patrzeć na Jaśka błędnym wzrokiem, więc udaliśmy się do innego weterynarza. Nowa pani znalazła zapalenie płuc! Teraz Jasiek dostał przez 10 dni antybiotyk w zastrzykach. Potem już z noska nie leciało, ale Jasiek nie jadł dalej. Karmiliśmy strzykawką. Schudł do 450 g. Pani lekarz się skonsultowała przez telefon z jakimś ponoć specjalistą z W-wy i zaordynowała Jaśkowi serię 14 dni po 5 zastrzyków każdego dnia - to miało być na wzmocnienie i apetyt. Pierwszego dnia 5 razy kłuła biednego i przestraszonego Jaśka! Jasiek za każdym razem chciał się zwinąć w kuleczkę, ale patrzył mi w oczy pytająco! To niesamowite! Więc go uspokajałem głaszcząc i pozwalał się kłuć. Tego się nie zapomina!

Od razu nie podobało mi się to, że po tych zastrzykach skóra Jaśka puchła! Robił się 2 razy większy! Na drugi dzień, policzyłem objętość tych zastrzyków i z masy Jaśka 450 g przeliczyłem na masę człowieka 80 kg. Wyszło mi, że człowiek otrzymałby 650 ml leków na raz!!! Kiedy pojechaliśmy z Jaśkiem na kolejną serię zastrzyków, powiedziałem lekarz o swoich przeliczeniach, że to jakaś pomyłka z tak drakońską dawką! Pani na to rzekła oburzona: "pan mi działa na nerwy!" I odmówiła dalszej opieki.

Pojechaliśmy do innej przychodni z jej receptą i tam młoda lekarz zgodziła się z moimi wyliczeniami, ale zastrzegła, że nie będzie komentować recepty innego lekarza. Dała jednak Jaśkowi 4 razy mniejsze dawki i nie kłuła 5 razy, lecz raz - dając taki wentylek! Krew mnie zalała! Przecież poprzednia też mogła zaoszczędzić tych kłuć - prawda?

Ponieważ po kilku dniach Jasiek nie czuł się lepiej i dalej nie miał apetytu, znalazłem w internecie kontakt do Pani Marty Żak (nota bene z B-stoku), ale była akurat w Anglii i podała namiary na Pana Andrzeja Kuziomskiego z Krakowa. Kiedy opisałem mu historię leczenia Jaśka, złapał się za głowę! To zapalenie płuc było wynikiem przechowywania strzykawki z lekiem w lodówce przez weterynarz! Żeby było taniej, a przecież płąciłem za każdym razem za cłą ampułkę a nie krople. Wyjmowała kolejnego dnia strzykawkę z lodówki i z niej dawała zastrzyk. Zimny lek do wnętrza Jaśka wywołał zapalenie płuc. Szok! Te inne leki i końskie dawki były jakimś eksperymentem! Znowu szok! Pan Andrzej powiedział, że w Polsce w akademiach lekarze nie uczą się ani krzty o jeżach!
Pojechałem do dwóch wcześniejszych weterynarzy z pytaniem o to. Potwierdzili. Nie mają żadnej edukacji o jeżach! Znowu szok! A przecież udają mądrych i leczą!

Zaraz po tym nasz Jasiek zapadł w hibernację. Spał przez 2 tygodnie i kontrolowaliśmy jego stan. Spał i powoli oddychał. Aż w trzecim tygodniu - przestał oddychać! Siedziałem nad nim przez godzinę - czekając z nadzieją na chociaż jeden oddech i nic! Po kilku dniach nosek mu wysechł i zesztywniał - łapki też. Koniec świata! W domu żałoba!
Pan Andrzej stwierdził, że Jasiek zapadł na śpiączkę wątrobową na skutek zatrucia mu wątroby końskimi dawkami leków! Tak się skończyło ratowanie Jaśka. Zrobiliśmy, co mogliśmy. Szkoda tylko, ze już pierwszego dnia nie znaleźliśmy kontaktu do Pana Andrzeja. Jasiek na pewno by żył. Może byłby kaleką, ale by żył!

Od tego momentu, postanowiliśmy z żoną spłacić Jaśkowi dług za niedouczenie weterynarzy w Polsce - dług w postaci pomocy Panu Andrzejowi, bo On wykonuje kawał dobrej roboty i fachowo ratuje jeże. Ba, nawet lekarze z całej Polski u Niego konsultują leczenie jeży.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że Pan Andrzej całe życie i wszystkie pieniądze poświęca na ratowanie jeży i zalega z czynszem za wynajmowane mieszkanie, w którym mieszka ponad 20 jeży, zaraz przesłałem mu 1000 zł żeby nie dostał eksmisji. Pomogło, ale po miesiącu sytuacja się powtórzyła, bo jedna operacja jeża to wydatek 300-400 zł! Znowu posłałem pieniądze, ale uznałem, że coś musimy zmienić, bo prywatnie nie znajdzie się łatwo pieniędzy, a sam też nie jestem krezusem. Co innego, gdyby założyć organizację pożytku publicznego. W lutym br. zaproponowałem więc Panu Andrzejowi, żeby założyć legalny ośrodek. Zgodził się, ale nie mógł w niczym pomóc, bo przez jeże nie może opuścić mieszkania na dłużej niż na godzinę.

Zająłem się więc sam i po 6 tygodniach starań i w końcu interwencji u samego ministra, uzyskaliśmy pozytywną opinię Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Krakowie dla działań Pana Andrzeja (tego wymaga prawo). Potem, zgodnie z wymaganiem prawa, złożyliśmy wniosek do UM Krakowa o zgodę. Znowu 6 tygodni i "wiszenie" na telefonie, i przekonywanie urzędników do celowości i pilności działań, aż w końcu otrzymaliśmy zgodę radnych UM Krakowa. Szybko z dokumentami do GDOŚ w W-wie i wreszcie (tu przyznam, że nigdzie tak chętnie nie podjęto tematu ratowania jeży jak w GDOŚ) Pan Andrzej pod koniec czerwca otrzymał wymagane zezwolenie na prowadzenie pierwszego w Polsce Ośrodka Rehabilitacji Jeży!
Zaczęły się wywiady, telewizja, radio i sensacja poszła w Polskę - i na tym się skończyło.

Otóż, banki odmówiły założenia konta dla ORJ, bo to nie jest to organizacja. Zgoda. Wpadłem więc na pomysł, że założymy organizację. Opracowałem statut ORJ i dałem do zatwierdzenia w GDOŚ. Zatwierdzono. W myśl statutu i wymagań prawa, organizacja musi mieć Radę Nadzorczą, do której zaproponowałem siebie i po jednej osobie z UM Krakowa i RDOŚ w Krakowie - to zaakceptowała GDOŚ. Teraz zaczęły się schody, bo UM odmówił (pewnie byłaby inna reakcja, gdybym zapowiedział wynagrodzenie po 10 tys. zł miesięcznie, a nie działanie społeczne?), odmówiła też RDOŚ, ale z przyczyn formalnych, że będą kontrolować sami siebie, bo mają obowiązek raz w roku kontrolować ORJ. I stanęliśmy w miejscu!

Sytuacja stała się dramatyczna, bo Pan Andrzej jest nadal bez środków, zalega z czynszem, a noworodki umierają Mu w rękach, bo ich matki zabiły kosiarki czy auta. Nie ma specjalnego mleczka! Co z tego, że skontaktowaliśmy się z jedynym producentem na świecie w USA? Nie mamy środków na zakup.

Zamieściłem więc w internecie na wielu portalacj apel o chętnych do założenia stowarzyszenia ochrony jeży, które musi uzyskać rejestr w KRS i będziemy legalnie zbierać środki na ratowanie jeży.
Na szczęście jedna osoba (Polak mieszkający we Francji) kupił wskazane mleko i Pan Andrzej wczoraj je otrzymał - przynajmniej oseski mają co jeść.

Na mój apel niestety, w ciągu 14 dni zgłosiło się zaledwie 7 osób z całej Polski. Potrzebuję min. 15 osób - tak stanowi prawo. Czekam więc nadal na chętnych do pomocy jeżom, a zakres przygotowałem duży: od ratowania jeży, przez edukację społęczeństwa, edukację weterynarzy, aż po ochronę legowisk jeży. Oczywiście, działalność będzie nieodpłatna.

Co do zapytań tu na forum o przechowywanie jeży, to jeży nie wolno przechowywać bez zezwolenia - i tylko wyłącznie na czas leczenia i rehabilitacji. To dotyczy jeży urodzonych w naturalnych środowisku. Opisywany tu przez DREAG przypadek już jest pod naszą opieką. Jeżyca dzisiaj otrzyma rejestrację i akta w ORJ w Krakowie i po pisemnym uzgodnieniu lokalizacji z RDOŚ w B-stoku, będzie niebawem przeniesiona do życia w środowisku naturalnym. (Jeśli Państwo życzycie sobie, opiszę tu dalsze losy).

Nieco inaczej jest z jeżami urodzonymi w niewoli. Otóż, tych jeży nie wolno wypuszczać do środowiska naturalnego pod groźbą kary! Po prostu, takie jeże nie przeżyją, bo matka w niewoli nie mogła ich nauczyć żyć w naturze. Takie jeże będą czekać na pokarm od człowieka, a nie go zdobywać. Legowiska też nie przygotują sobie na zimę i padną! Jeże te muszą już ciągle przebywać pod opieką człowieka, ale nie w dowolny sposób. Dla każego jeża będzie sporządzona kartoteka w ORJ i osoba decydująca się na przechowywanie jeża otrzyma stosowny instruktaż, a potem pokwituje akta i otrzyma jeża - jeśli spełnia warunki lokalowe. Te warunki, to: ogrodzony teren z zaniedbanym rejonem (nie mogą być strzyżone trawniki), brak psa luzem biegającego, brak głebokich zbiorników wody czy rowów, a jeśli to musi być łagodne zbocze dla wyjścia jeża z wody, przygotowany domek (wg porad Pana Andrzeja), odpowiedni pokarm, brak małych dzieci (jeż nie jest maskotką), zobowiązanie do leczenia na wypadek choroby jeża - pod kontrolą ORJ i inne. Zaznaczam, że w Polsce wszystkie jeże są pod ochroną - także urodzone w niewoli czy przywiezione z zagranicy. Zabronione jest samowolne przekazywanie, darowanie czy sprzedawanie jeży - wszystkich gatunków!
W tym wątku, ktoś wyraził chęć na przejęcie więcej niż jednego jeża, otóz, nie wolno. W grę wchodzi wyłącznie jeden jeż! Po prostu, jeże urodzone w niewoli nie mogą się rozmnażać dalej. Takie jest prawo.

Mam nadzieję, że co nieco objaśniłem - choć wiem, że w dużym skrócie.

Czekam na zgłoszenia chętnych zarówno do założenia Stowarzyszenia Ochrony Jeży, jak też do przystąpienia do nas po założeniu. Czekam na ludzi, którzy widzą więcej niż czubek własnego nosa, czekam na ludzi wrażliwych na środowisko, na ludzi pamiętających, że żyjemy na tym świecie tylko czasowo i warto być pożytecznym dla środowiska na Ziemi. Czekam na ludzi, którzy chętniej przeznaczą jakieś pieniądze na ratowanie jeży, niż np. na luksusowe prezenty komunijne dzieciom czy luksusowe wczasy za granicą. Liczy się każdy grosz, a potrzeby są ogromne. Pamiętajmy, że jeże żyją na Ziemi kilka milionów lat dłużej niż my ludzie i to one są tu gospodarzami, nie my! Gdyby człowiek nie niszczył środowiska naturalnego, nie byłoby potrzeby ratowania jeży! Mamy tysiące przypadków, gdzie jeże są zabijane przez pędzące auta, gdzie jeże są zabijane przez kosiarki, gdzie jeże wpadają do rowów przy torach i tam w mękach umierają bo brzegi są zbyt strome, żeby wyjść. To człowiek czyni im zło i to człowiek powinien im pomóc. Na takich ludzi czekam.

Serdecznie pozdrawiam i przepraszam za przydługi wywód.
Jerzy Zembrowski, Białystok
[EMAIL="[email protected]"][email protected][/EMAIL]

P.S. Osobników zepsutych przez PIR i "speców" od reklam, uprzejmie proszę o rezygnację z zamieszczania śmieci reklamowych w tym wątku, bo walczymy o wyższe i pożyteczne społecznie cele. Wstyd zamykać oczy i kierować się działaniem do wzbogacenia się za wszelką cenę!
Mam nadzieję, że zamieszczający reklamę czy ta firma, odkupi swoją bezmyślność i wpłaci do nas jakąś kwotę na ratowanie jeży? Będzie to test uczciwości i człowieczeństwa - o czym nie omieszkam dać znać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dzięki, że się Pan odezwal, bo tak jak mówiłam, niewiele jeszcze wiem...:oops:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moze warto poprosić kogoś o banerek.
Wkleimy sobie w podpis i wiecej osób tu zajrzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='beka']Moze warto poprosić kogoś o banerek.
Wkleimy sobie w podpis i wiecej osób tu zajrzy.[/quote]
Myslę, że to dobry pomysł, też mi przyszedł na myśl:lol:. Zmienię w tytule, że potrzebujemy banerka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mogę zrobić bannerek, taki, żeby można było w podpis wstawić ale potrzebuję ostrego zdjęcia jeżego pyszczka :)
I najlepiej tego, co ma byc na bannerku napisane.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='netheter']Mogę zrobić bannerek, taki, żeby można było w podpis wstawić ale potrzebuję ostrego zdjęcia jeżego pyszczka :)
I najlepiej tego, co ma byc na bannerku napisane.[/quote]

Dzięki, ja mam tylko te z drugiego postu, nie wiem czy można coś z nich wyczarować. Zaraz napiszę do Pana Kuziomskiego, może on ma jakieś ciekawe...
Panie Andrzeju, a Pan nie ma?

A jeśli chodzi o tekst to może: "Pomóżmy jeżom" czy "Jeże w potrzebie". Kto ma lepszy pomysł?:cool3:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeże w potrzebie jakoś pasuje. :)
A zdjecia tamte kompletnie nieostre, więc czekam na lepsze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie wróciłam i miałam na poczcie dobre wieści, że pan Jerzy założył właśnie stowarzyszenie. Super!!!!

Na zdjęcia do banerka czekam nadal od Pana Kuziomskiego, ale jeszcze nie otrzymałam.

A co do pomocy - to albo dołączyć do stowarzyszenia, albo wspomóc Pana Kuziomskiego finansowo (ja tak właśnie zrobiłam, niewiele, ale liczy się każdy grosz).

Andrzej Kuziomski
Prezes Zarządu Ośrodka Rehabilitacji Jeży
Tel. 503-309-303 - POGOTOWIE JEŻOWE
e-mail: [email][email protected][/email]

Share this post


Link to post
Share on other sites
A ja mam pytanie 'techniczne".
Mieszkam w Warszawie (Ursynów). Na moim osiedlu domy są co prawda luźno rozrzucone, jakieś mini ogródki, ale jednak jeżdżą po "ciągach pieszo-jezdnych" (tak to się u nas nazywa, choc de facto są to chodniki między domami) samochody, a w bezpośrednim pobliżu jest b. ruchliwa ulica.

Od kilku dni w różnych miejscach mojego podwórka spotykam wieczorami (chodzę z psem, ale pies tylko sygnalizuje i omija jeże szerokum łukiem, bo w młodości pokół się dotkliwie przy próbie zawarcia z jednym takim bliższej znajomości) jeża. Być może nawet jeże, bo ten, spotkany przedwczoraj, wydawał mi się znacznie mniejszy od spotkanego wczoraj.
Boję się o ich losy - w końcu albo wylezą na jezdnię, albo ktoś je przejedzie na chodniku, albo jakis pies...
W pobliżu Ursynowa jest 900ha kompleks leśny - Las Kabacki. Czy próbować jeża tam przetransportować, czy lepiej zostawić tam, gdzie jest(nie wiem nic o tych sympatycznych zwierzakach, nie wiem np. czy może gdzieś w chaszczach nie ma młodych, wymagających jeszcze opieki i zabranie dorosłego rówałoby się ich śmierci z głodu...:-().
Będę wdzięczna za wskazówki
Pozdrawiam
Elżbieta

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wielokrotnie ratowałam już jeże z różnych tarapatów i niestety nigdy nie mogłam liczyć na wsparcie weterynarzy.

Przez całą zeszłą zimę miałam przyjemność gościć u siebie w łazience jeża :p
Znalazłam go końcem października i ważył 170g. Razem z mężem, korzystając z rad "Pogotowia Dla Jeży", udało nam się w zdrowiu przechować jeżyka całą zimę. Kiedy wypuściliśmy go ważył 1100g!! Teraz czasami spotykamy go i nadal jest taki wielki i gruby. Mam nadzieję, że przytuptał sobie jaką miłą jeżycę :loveu:
Opieka nad jeżami nie jest bardzo skomplikowana. Wymaga jednak wiedzy i ogromnego zaangażowania. To coś zupełnie innego nić opieka nad psem czy kotem, ale satysfakcja - bezcenna ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Też myślę, że widuję kilka (zdecydowanie różną się wielkością, ale wszystkie są dość grubiutkie i raczej nieplochliwe. Trochę tylko się "najeżają", ale oczka patrzą bystro i z zaciekawieniem).
Może jakaś rodzinka jeżowa postanowiła u nas zamieszkać. Chyba więc zostaną, nie będę podejmowac próby przenoszenia go do Lasu Kabackiego.
Dodam, że w tym roku widzę je w "mojej" części Ursynowa (Imielin) po raz pierwszy. Syn mieszka na Kabatach, na Stryjeńskich - bliżej lasu i u niego spotkanie z jeżem to codzinność. Ale tam jest więcej krzaczorów, pozostałości po dawnych sadach, domy jednorodzinne - generalnie dużo spokojniej. Dzięki za odzew.

p.s.
ASPA, w której części Ursynowa mieszkasz? Może się widujemy na spacerach z psami ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

Announcements

×
×
  • Create New...