Jump to content
Dogomania
Murka

Piesek bez łapki - już w domku! czyli przygody Korsarza :-)

Recommended Posts

Kopę lat, kiedy to zleciało?

Naszej Mai ostatnio poleciał kręgosłup i wet się pyta w jakim ona wieku... a ja na to, że 8-9... potem w domu zaglądam do książeczki... 9 lat to Maja jest u nas... a ma już minimum 14... Martwię się o nią bardzo, bo jeszcze chodzi, ale tył jej "lata", często przysiada lub przewraca się. Leki nie bardzo jej pomagają. Ale na kanapę się jeszcze podciąga. Niestety schudła bardzo i ma kiepski apetyt, co jest do niej zupełnie niepodobne. Muszę jej  do suchej karmy dodawać trochę puszki, bo inaczej nie chce jeść:(

Wątek Mai pochłonęła niestety dogomania, po prostu go nie ma:(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biedna Maja, starość jest smutna, co tu dużo mówić.

Ja się bardzo cieszę, że Ofik tak dobrze się trzyma, ale wiem też, że  nie u każdego starość przychodzi stopniowo- u Dżeka krach przyszedł nagle. I nie wiem, co będzie jutro.

Fox wygląda jak młodzieniaszek, biega, kocha spacery, ale na łóżko już nie wskoczy, po schodach chodzi, ale widzę, że mu się tylne łapki zaczynają plątać. Ostatnio wstał i chyba mu łapki zdrętwiały, bo mu tył upadał, wystraszyłam się, ze to atak padaczki, ale po chwili poszedł normalnie...

Staram się nacieszyć nimi, ile wlezie, tak bardzo ich kocham, a wiem, że czas ucieka.Wczoraj wieczorem Ofik wpakował się pod kołdrę, a nie na, jak zwykle. I jak mnie tak grzał milutko, to zapytałam Pawła, co my zrobimy , jak on odejdzie. Czy to w ogóle możliwe, żeby inny pies mógł go zastąpić? Czy też będzie taki przyklejony i taaaaaki milutki w dotyku? Taki wyjątkowy?

Moja mama mówi, że nie tęskni za psem, tęskni konkretnie za Kapslem, a Kapsio był takim termoforkiem łóżkowym jak Ofik właśnie :(

Zaraz minie ork bez Jacka i Kapsla, tak strasznie szybko czas mija!

 

Chciałam dodać ostatnio zdjecia z telefonu, ale dogo nie chciało przyjąć. Podpowiecie, jak wrzuca się teraz zdjęcia?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja przeżywam to samo. Moja sunia ma ponad 12 lat i jak na tę rasę to dużo ale teżsię masrtwię bo jest zdrowa, nie ma siwych włosów, zęby białe do dziąseł, ma niezły apetyt choc nieco mniejszy ale mimo to schudła i co nasjgorsze to właśnie coraz słabsze łapy, byl okres, że przewracała się na zadek albo potyka się podpierająśc nosem lub czołem. Od kiedy daję jej odżywkę dla seniorów i inne wspomagacze to zdarzasię jej to rzadko, na schodki do klatki jeszcze wchodzi, na kanapę też ale csly czas się boję, że jak prxestsanie chodzić to jej na ręce nie wezmę. Jak mi psy umierały na raka to z wmiarę czystym sumieniem je usypiałam w chwili jak zaczynasły cierpiec ale nie wyobrażam sobie uśpienia suki zdrowej tylko dlatego, że jej nie udźwignę. Mówiąc szczerze to modlę się, żeby sama usnęła zanim przestsanie chodzić. Rozpacz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, dwbem napisał:

Ja przeżywam to samo. Moja sunia ma ponad 12 lat i jak na tę rasę to dużo ale teżsię masrtwię bo jest zdrowa, nie ma siwych włosów, zęby białe do dziąseł, ma niezły apetyt choc nieco mniejszy ale mimo to schudła i co nasjgorsze to właśnie coraz słabsze łapy, byl okres, że przewracała się na zadek albo potyka się podpierająśc nosem lub czołem. Od kiedy daję jej odżywkę dla seniorów i inne wspomagacze to zdarzasię jej to rzadko, na schodki do klatki jeszcze wchodzi, na kanapę też ale csly czas się boję, że jak prxestsanie chodzić to jej na ręce nie wezmę. Jak mi psy umierały na raka to z wmiarę czystym sumieniem je usypiałam w chwili jak zaczynasły cierpiec ale nie wyobrażam sobie uśpienia suki zdrowej tylko dlatego, że jej nie udźwignę. Mówiąc szczerze to modlę się, żeby sama usnęła zanim przestsanie chodzić. Rozpacz.

Maja waży 24 kg (ważyła 28) i to samo mi sen z oczu spędza:(

Cieszę się każdym dniem, kiedy może sama wejść i wyjść z domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niedługo minie rok, jak nie ma Jarusia, a ja nadal za nim tęsknię, podobnie, jak mama Eloise za Kapslem. Nutka go nie zastąpiła i nigdy nie zastąpi, ale dom bez psa to nie dom. Musiałam wziąć psa, żeby się wyleczyć z tej rozpaczy.

Z własnego doświadczenia powiem, że lepiej, jak psu wysiądzie nagle wszystko. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę jak on się długo męczył. Że były sygnały o pogarszaniu się zdrowia, tylko my je odpychaliśmy od siebie. A zaczęło się właśnie od szwankujących łap i problemów żołądkowych. A nam się ciągle wydawało, że to jeszcze nie teraz, bo ma piękną sierść i błyszczą mu oczy. I choć ważył tylko 12 kg, to i tak było trudno nam go nosić, ale i tak najgorsze było sikanie... Hektolitry, ciągłą potrzeba wychodzenia, spanie na raty i wychodzenie w nocy, a na dywanie i tak kałuża...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też bym chciała, żeby jej po prostu serce stanęło. Tylko jedna sunia tak mi umarła - wieczorem zasnęła na boczku a rano w tej samej pozycji już nie zyła. Bo ta obecna jest zdrowa i to dla mnie jest okropne - myśl, że przestanie chodzic ale na razie jakoś jeszcze tupta. Ma nawet chwile, że próbuje podbiegać truchcikiem ale tylko kilka kroków.

Przeżyłam przez te 50 lat posiadania psów wiele odejść ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie domu bez psa dlatego już od wielu lat w domu jest od 2 do 4 psów bo wtedy zawsze zostaje jakis merdający ogon i pozwala przeżyć te odejścia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trafiłam przypadkiem, moja suka umarła(uspilam ja) z powodu siadających łap, jak to nazywacie, ale bardzo cierpiala, może pies nie pokazuje, ale te pb z chodzenie - artretzm (zwyrodnienia stawów, chrząstki, kregoslupa) są b bolesne- moja suka brała metacam (subst. Meloxicam), ale po 3-4 mies gdy w nocy chciała się inaczej ułożyć legowisku, wyła z bólu, trzeba zacząć b wcześnie podawać suplement na chrzastke, a potem regularnie niesterydowy p. zapalny, p bólowy(+ jakiś osłonowy), tramal jest dość często podawany

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć, słuchajcie, muszę, bo się uduszę!

Bardzo źle sypiam, nie wiem dlaczego, czasem wybudzam się o 2-3 i nie śpię do 5. Ale są też noce, kiedy sen trzyma się mnie całkiem nieźle. Na przykład ostatnia noc- wróciliśmy do domu przed północą po cudownym koncercie Iry, której muzyki słucham od 25 lat, i uwielbiam niezmiennie. Położyliśmy się koło 1. Miałam nadzieję, że do tej 7 to dam radę, ale... Najpierw Paweł się rzucał, jęczał, kopał w ścianę, pierwszy raz. Dobra, uspokoił się, znowu odpłynęłam. Kot przylazł, wszedł mi na żołądek i mrucząc prawie spowodowała, że wróciły do mnie chipsy, które zjadłam kilka godzin wcześniej! Położyłam ją obok, zasnęłam, ale co chwilę wybudzała mnie bardzo mocny i głośnym drapaniem! Co zasnęłam, to Amelii znowu drap drap drap! Myślałam, że uszy tak drapie, ale wstałam, obejrzałam a  uszy piękne, czyste i pachnące, za to na białym brzuchu... pchla autostrada!!!

Szybko wygoniłam ją na jej ukochany strych, żeby jednak do tej 7 trochę jeszcze snu złapać. A o 10 w auto i do weterynarza po krople dla całej trójki. Nie wiem, gdzie złapała te cholery, ale śpi ze mną, z Anią, łazi na strych, do piwnicy, do pokoju, w którym mamy szafy i składzik rzeczy wszelakich... Mam nadzieję, że te krople wybiją całe to pchle towarzystwo, bo nawet nie mam jak nas teraz oprać w najbliższych dniach, bo popsuła nam się pralka, piekarnik, odkurzacz i mikrofalówka. Nie wierzyłam dotąd w prawo serii!!!

A jakby tego było mało... próbuję od marca wyleczyć się z paskudnej alergii skórnej. Po pół roku udało ustalić się przyczynę- alergię na metale i barwniki wywołało szczepienie przeciwtężcowe!

Dieta bezniklowa spowodowała, ze zaczęłam jeść bardzo dużo białka, którego nie mogłam strawić,niestrawione białko nasilało alergię, cierpiałam strasznie! Teraz jestem w fazie oczyszczania i odkwaszania organizmu, jem tylko trochę warzyw. Jest mi bardzo ciężko, choć na ciele lżej i lżej ;) ale trudno gotować osobne posiłki dla siebie i rodziny. Spędzam pół dnia w  kuchni, drugie pół w roli szofera, trzecie pół na zakupach i innych powinnościach, czwarte pół chciałaby mieć dla siebie,zwierząt i dla męża też nawet, ale jakoś czasu nie starcza...

Na szczęście dzieci dorastają, robią się coraz mądrzejsze, fajnie się z nimi gada, nie są już takie męczące, choć nadal bardzo absorbujące. Ale też coraz bardziej samodzielne i odważne- szczególnie cieszy mnie to u Ani, która dzielnie walczy z nieśmiałością po przeżyciach z 1 klasy. Ostatnio mnie niesamowicie zaskoczyła tym, że sama porozmawiała z kolegą, który jej dokuczył. Sama to załatwiła i to z własnej inicjatywy. Duma mnie rozpiera!

Nadal sporo pytają o 2 WŚ, a Jonek kiedyś, płacząc, powiedział, że nie chce, żebym umarła jak Stalin od picia wódki ;) bo zobaczył, że piję wiśniówkę  ;)

Zaczęły dbać o przestrzeń wokół siebie, oczywiście trzeba im pokazać, co jest do zrobienia, ale robią to, prawie bez dyskusji. Ania coraz fajniej i chętniej gra na skrzypcach w domu, bo na lekcje to frunie, ale ćwiczenia w  domu były jak dotąd niczym kara.

Fox niezmiennie zawsze chętny na spacer i zawsze gotowy do drogi dokądkolwiek. Ofik niezmiennie gotowy do powrotu do łóżka- wczoraj byliśmy obcinać szpony, bo księciunio w  pościeli pazurów nie ściera :D a 4 wyjścia na trawkę na 5 minut nie pomagają...Ofik nie chce wychodzić na spacery, a obecne temperatury go już żadną siłą nie wygonią z łóżka :D

Amelia, mam wrażenie, straciła trochę sierści, i jakaś bardziej matowa się zrobiła, wszyscy mówią, ze to od tego, ze już grzejniki grzeją, ale jak tylko wytępimy pchły, to chyba pójdziemy na jakieś badania. Bo mnie się nie podoba, jak wygląda, a 13 lat na karku też już ma nasza panna.

 A tatuś-mąż niezmiennie jest sobą w każdym calu ;) Nadal bałaganiarz, nadal wszystko gubi i wszystkiego szuka, wszystkiego zapomina i wszędzie się spóźnia! Nie stracił niczego ze swojego uroku ;)

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hah! Wspominałam ostatnio z rozrzewnieniem Twoje wpisy na temat perypetii życiowych! :D Fajnie, że się odezwałaś. Faktycznie, prawo serii, wszystko, co najważniejsze Wam się zepsuło.

U nas też defilada pcheł na zwierzakach - tylko, że u nas przynosi kot, który to z kolei kradnie te pchły od osiedlowych bezdomniaków. Mamy takiego sąsiada, który podkarmia bezdomne koty. Z jednej strony to dobrze, z drugiej - mamy armię pcheł w okolicy. Ostatnio to nawet krople nie działają, chyba się skubańce uodporniły. Muszę zamówić obroże, to starczy na jakiś czas. Zwłaszcza, że Teściowa postawiła weto i powiedziała, że ona swojego kota nie będzie tym zakrapiać. I rób człowieku co chcesz, jak się stara baba uprze.

Fajnie, że Ania się ogarnęła po tej trudnej sytuacji. Zaprzyjaźniła się z jakimiś dziewczynkami w tej nowej klasie?

Pozdrawiamy niezmiennie i gorąco całą naszą ekipą!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Te pchły to jakieś oporne, nadal łażą po kocie, na szczęście nigdzie indziej ich nie znalazłam...

Ania od początku w nowej klasie przyjaźni się z Mają. Bardzo to fajna przyjaźń, fajna Maja, fajni rodzice, fajny pies ;) W 2 kasie był problem, bo w klasie jest chłopiec, który nie koleguje się w ogóle z chłopcami, W OGÓLE nic, zero. I bardzo chciał rozbić przyjaźń Ani i Mai, bo chciał się przyjaźnić z Mają. Obie miały z nim trochę problemów, ale jakoś w końcu udało się, że się od nich odczepił. A Ania i Maja trzymają się blisko z jeszcze 2 dziewczynkami.

W tym roku, cała czwórka + ten chłopiec, który im dokuczał rok temu ( bo nadal nie ma kolegów i tylko z dziewczynami trzyma) mieli problem z jeszcze jedną dziewczynką.

Otóż owa dziewczynka, tak chciała należeć do ich paczki, że pchała się rękami, nogami oraz kłamstwami, wymyślonymi problemami i donoszeniem wychowawczyni o nieistniejących sprawach. Dziewczyny raz pękły, tak miały dość tych kłamstw na swój temat, dostały histerii, wychowawczyni nie wiedziała, co robić i powiedziała im, ze musi porozmawiać ze  wszystkimi rodzicami.

Jak Ania zaczęła mi opowiadać o całej sytuacji i o tym, co do tego doprowadziło, to wyszło dodatkowo, ze oni w 5 założyli sobie grupę "Budyń", a grupa "omawiała" zachowania tamtej dziewczynki. A kolega mówiąc o niej użył słów: suka i dziw*a.

Myślałam, że umrę na miejscu, jak to wszystko usłyszałam, odwiozłam Anię na zajęcia i rozpętałam burzę telefoniczną. Wszystko wyśpiewałam wychowawczyni, i innym rodzicom, ustaliłyśmy, że wszystko musi skończyć się natychmiast, szybkim, krótkim i skutecznym cięciem. Zmyłam Ani w ciągu weekendu głowę tyle razy, za tę grupę, że pierwsze, co zrobiła w poniedziałek, to powiedziała, że muszą rozwiązać grupę, i że ona już do tej grupy nie należy. Na szczęście i wychowawczyni i rodzice tej dziewczynki są świadomi tego, że to jednak ona sprawia problemy i powoduje konflikty a nie jest ofiarą, której inne dzieci z premedytacją dokuczają. Wręcz było tak, że one ja zapraszały do zabawy, tylko ona zawsze chciała wszystko inaczej, po swojemu i w rezultacie obrażała się i odchodziła.

PO całej tej aferze i rozmowach z dziećmi sprawa rozwiązała się sama- ona już nie robi afer, choć nadal jest humorzasta,a dziewczyny nie reagują już tak emocjonalnie na to, co ona robi lub mówi. Odpuściły, zaakceptowały, że ona taka jest i nawet teraz jakoś im się układa. Wystarczyło pokazać im rozwiązanie, a oni bardzo chętnie z  tego skorzystali.

 

Za to dziś na zebraniu wyszła nowa afera. Tym razem w zerówce u Jonka. Na zebraniu był Paweł, więc informacje mam z 2 ręki. Chodzi o to, że chłopcy pokazywali sobie penisy i pupy, podobno w szatni kładli się na siebie i podobno niektórzy "odczuwali przyjemność". No i pani nie chce robić afery, ale jednak chyba zrobiła ;)

Jonek nie przyznaje się do udziału w incydencie/-tach. Ale przypuszczam, ze przynajmniej stał obok i miał z tego wielki ubaw.

Paweł przyszedł zszokowany całą sprawą. A ja mam brata i miałam wielu kolegów. Pokazywanie penisów i tyłków, było wielką rozrywką i w czasie podstawówki i w czasach liceum. Do samego końca. Że nie wspomnę o "kręceniu wora"... I o wszystkim tym wiem od samych uczestników, bo kolejnym etapem było chwalenie się tym wszystkim na pełen regulator, przy jak największej publiczności.

Podobno w klasie była pani psycholog z pogadanką na ten temat i podobno pani udało się zapanować nad sprawą, bo "obśmiała" ich zachowanie i inne dzieci też się śmiały ( cokolwiek to znaczy, tyle powiedział mi Paweł).

Obawiam się, że dzieci nie dostały informacji, które powinny dostać. Niestety- dzieci dziś są bardzo pobudzone, i emocjonalnie i seksualnie, a mam wrażenie, że szkoły za tym nie nadążają. Tak samo jak za przemocą wśród dzieci- nauczyciele nie są przygotowani do zwalczania i zapobiegania takim zdarzeniom. Tak jakby system kształcenia pedagogów był daleko w  tyle za dzisiejszą rzeczywistością. Zgadzasz się Jelena? Czy masz inne obserwacje, ze swojej perspektywy?

Niestety tempo życia, ilość obowiązków, łatwy dostęp do telewizji i Internetu nie pomaga. Naprawdę czasy się zmieniły. Dzieci się zmieniły i problemy się zmieniły. Bardzo staram się nadążyć za moimi dziećmi i wyjść naprzeciw ich pytaniom i problemom. Ania ciągle zadaje pytania nt seksu i związków damsko męskich, a Jonek mniej pyta, za to częściej pokazuje nam swoje "klejnoty". I mimo mojego gadania, że ma je trzymać w majtkach... myślę, ze dalej będą sobie z kolegami pokazywać, niedługo po prostu zaczną się z tym kryć...

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz, wydaje mi się, że to nie jest kwestia przygotowania nauczyciela na studiach, tylko jego ogólnego, życiowego ogarnięcia. Nie ma takiego przedmiotu, który uczyłby przyszłych nauczycieli, jak postępować w trudnych sytuacjach - jest tylko praktyka i ich własne wyczucie tematu, dlatego część reaguje odpowiednio, a część sobie po prostu bimba.

Też mam brata i wiem, że chłopaki pokazują sobie penisy i wiem też, że nie ma w tym nic strasznego - to są naturalne eksperymenty i ciekawość, która cechuje dzieci na każdym etapie. Jak są mali, to pokazują sobie nawzajem penisy, bo porównują je, jak są więksi - chcą podglądać koleżanki itd. Natomiast to, że takie małe dzieciaki symulują stosunki homoseksualne, nie jest do końca normalne. Nie zrozum mnie źle, jakby symulowali stosunki heteroseksualne, to też nie byłoby do końca normalne. Dzieci w tym wieku są ciekawe seksualności, ale nie są jeszcze pobudzone. Jeśli robią coś takiego, tzn., że doedukowało je starsze rodzeństwo albo podpatrzyli rodziców lub coś, co rodzice oglądali w TV.

W tej sytuacji najlepiej by było tłumaczyć dziecku, że w nagości nie ma nic złego, dopóki nikt go do niej nie zmusza. Że naturalne jest, że rodzice widzą je nago albo, że lekarz ogląda części intymne, ale obcym nie może pokazywać, a już na pewno nikt nie ma prawa go do niczego zmuszać ani namawiać. Podejrzewam, że ten problem z pokazywaniem klejnotów zniknie, jak Jonek pójdzie do szkoły - to jest pewna bariera, po przekroczeniu której dzieciaki stają się bardziej wstydliwe. Bratanica mojego męża jeszcze w sierpniu zmieniała przy dziadku gacie i było wszystko ok. We wrześniu poszła do szkoły i od tej pory przebiera się sama w pokoju.

Paradoksalnie, to dobrze, że dzieciaki z Tobą rozmawiają o seksie, bo to oznacza, że mają zaufanie i zwiastuje to również, że w przyszłości będziesz mieć kontrolę nad tym, co się dzieje z nimi. Dzieci często wstydzą się rozmawiać o takich rzeczach, zwłaszcza z rodzicami, bo dorośli często karcą za takie pytania lub wyśmiewają. Nie ma co owijać w bawełnę - trzeba mówić im jak jest, ale na tym etapie, na którym są oboje, należy podkreślać, że seks, to jest coś co łączy ludzi, którzy się kochają, że jest dopełnieniem miłości i że nie należy się z nim spieszyć, bo najlepiej smakuje z osobą wyjątkową, której uczuć jesteśmy pewni. Na dalszym etapie trzeba będzie ostrzegać przed zagrożeniami, ale to jeszcze przed Tobą! :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ania ma potrzebę rozmawiania ze mną o wszystkim- zdradza wszystkie sekrety, tajemnice i wyśpiewuje wszystkie swoje winy, nawet jeśli wie, ze przeskrobała coś tak mocno, że będą konsekwencje. I ja bardzo sobie to cenię, dlatego staram się, żeby to zaufanie utrzymać, a u Jonka je wyrobić, bo Jonek myśli, że jak o czymś nie powie, to to się nie zdarzyło ;)

A o seksie rozmawiamy dlatego, że Ani trudno uwierzyć, że tak starzy ludzie jak jej rodzice mogą się jeszcze całować, a co dopiero... no wiesz mamo, te trzy litery na S... przecież jesteście już starzy! Szczególnie tata! Ale ty też mogłabyś być młodsza ;)

Stopień rozleniwienia Ofika doszedł do takiego etapu: był na dworze o 10.50. Wyszłam z domu o 11, wróciłam o 13.10, psy przywitały mnie w  drzwiach, pomyślałam, niech od razu sie wysikają, ale nie! Ofik nie miał tego w planach i w drzwiach bardzo zgrabnie zrobił w tył zwrot i zwiał!! Musiałam go po schodach gonić, był na dworze jakieś 30 sekund.

Jak sie go siłą na dwór nie zaciągnie, to trzyma do momentu w którym już nie może utrzymać, schodzi na dół, staje przed drzwiami , najchętniej na wycieraczce i leje. I wraca do łóżka. Kuwetę sobie urządził!

A jak jest na dworze, to drapie w  drzwi, żeby go wpuścić. Jak chce iść do mojej mamy, to tak drapie, że ją budzi tymi pazurami! A jak siku, to nie drapie. Schodzi, leje i wraca. Franca taka!

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć!

U nas niezmiennie- biegnie dzień za dniem w tempie szalonym. Dzieci, psy, kot, Paweł... szkoła, praca, trening, spacer, obiad, skrzypce, tańce, śpiewy... Jakiś powrót i zagonienie tych choler do łóżek.

Na szczęście Ania sama dba o prace domowe, a Jonek jeszcze ich nie ma.

Jonek powiedział, że chce iść do szkoły muzycznej i grać na perkusji. Zgłosiłam go na egzamin. I zdał! Czekamy teraz na oficjalne ogłoszenie listy kandydatów i przyznanie instrumentu wiodącego.

Byłam niedawno na koncercie G3- trzech tenorów gitary- Joe Satriani, John Petrucci i Uli Jon Roth - perkusista Petrucciego tak nawalał po garach, że jeśli Jonek chce grać tak jak on, to ja się nawet zgadzam, żeby zapraszał kolegów i robił u nas próby- koncert oglądałam z rozdziawioną gębą- pod takim byłam wrażeniem!

Fox bez zmian- ciągle chętny na spacer z każdym, wszędzie i o dowolnej porze ;)

Chociaż, w styczniu, czy w  lutym, jak były mrozy, był taki wieczór, ze wszyscy się z nim pożegnaliśmy, a dzieci rano zapytały, czy Fox żyje, czy umarł w nocy.

Opowiem Wam ta historię jutro, bo teraz muszę już kończyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzieci zneutralizowane, więc mogę kontynuować.

Zabrałam Foxa na spacer, a był mróz i trochę śniegu spadło, więc solą sypnęli jak wariaci, nawet na naszej bocznej uliczce. Fox poszedł ze mną odprowadzić dzieci do szkoły i wracał skacząc dosłownie na jednej nodze, tak go piekło.

Obiecałam mu zero spacerów przez najbliższe dni, ale o tym zapomniałam, i zabrałam go na spacer w czasie wieczornych zajęć dzieci.

 

CDN...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poszłam z nim na spacer i po około 20 minutach zaczął nie tylko podnosić łapy, ale błagać mnie, żebym go wzięła na ręce! Pies, który nienawidzi być podnoszony. Nie chciał mi z tych rąk zejść. Zaniosłam go do samochodu, bo jeszcze 20 minut czekaliśmy na dzieci, jak wróciliśmy,  pod domem nie chciał wyjść z auta, a później wejść do domu, ciocia Milena go musiała nosić. Ciocia też w szoku, bo nigdy go nie nosiła. Jak go wniosła, położyła na jego leżankę, a on jak stał, tak padł.

Ja go oglądałam, dotykałam, nawet po łapach ( wcześniej każda próba kończyła się zębami odciśniętymi na ręce), całowałam!!! A on nic, zero reakcji. Przykryłam go moim swetrem , jego ulubionym, jego kołderką, Ania przyniosła koc- ulubiony jej i kocicy, a moja mama wysnuła teorię, ze jest mu nadal za zimno, bo od góry ma tyyyyle warstw a od spodu tylko leżankę, więc... dosłał 2 termofory.

Nie był wyziębiony, na dotyk, nos miał ok, a na dworze było w okolicy 0 stopni, więc nie wiedziałam o co chodzi. Nie miał soli przyklejonej do łapek. To działo się koło 19. o 21 przeciągnęłam go z całym tym majdanem i położyłam obok swojego łóżka, bo pomyślałam, że milej mu będzie odejść z nami obok. Nie zareagował w ogóle na te przenosiny, a normalnie wystarczy się potknąć o jego łóżko, a on już stoi na 4 łapach.

Spał do 1 w nocy, jak tylko się poruszył, to ja też się zerwałam, poszedł na siku! pomyślałam, że chyba jednak przeżyje tą noc.

Dzieci naprawdę rano wstały i zapytały, czy on żyje, bo taki był nieobecny wczoraj.

A Fox wstał, funkcjonował normalnie, a o 13 zapytał, czy idziemy na spacer!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Natomiast Ofik...

Od roku, albo dłużej jest głuchy. Dalej leniwy, więc sika na wycieraczkę. Staramy się  wypuszczać go często, ale wygonienie go z  domu, to nie lada sztuka!

Po pierwsze głuchy, więc trzeba po niego przyjść, po drugie leniwy- wiec jak nie ma ochoty wyjść, to jak sie przyklei do miejsca, w którym leży, to nie ma siły, żeby go ruszyć, ani prośbą, ani groźbą!

Rano ma całą procedurę wstawania, przeciągania i czołgania, trwa to około minuty, a my stoimy i czekamy, aż księciunio będzie gotów. Wtedy też zwykle siada przy schodach i czeka, żeby go znieść na dół. W górę śmiga jak rakieta.

Ostatnio niestety zdarzyło mu się zsikać przez sen. A ze spał w naszym łóżku... to musiałam wszystko prać. On się zlał i nawet nie obudził. Kilka razy były mniejsze plamy, jakby lekko posikał.

Aż wpadłam na debilny pomysł, dać prom wieczorem na kolacje rosół. Stwierdziłam, że idziemy spać dopiero za 2-3 godziny, wiec zdążą wysikać. Jednak Ofik nie zdążył. Spał od kilku nocy na podkładce nieprzemakalnej ( została mi po dzieciach), ale najwyraźniej była już zużyta ;) bo przesikał ją centralnie na wylot. Caaały pies zasikany, moje prześcieradło i łóżko wgłąb. o 1 w nocy wygoniłam go na dwór, nie był szczęśliwy, wysikał chyba z  litr, wróciliśmy, położyłam go na ręczniku, na wszelki wypadek, ale stwierdziłam, ze to niemożliwe, żeby 2 raz sie zsikał. A jednak! Dał radę- 2 wielkie siku! i obudził sie zdziwiony, jak go wycierałam!

Wstałam rano półprzytomna i zdeterminowana, żeby jednak przestał z nami spać.

No i od razu zebrałam mocz do badania. Bo pomyślałam, że może ma jakąś bakterię, która go męczy a ja z  góry założyłam, że to starość.

Wyniki w normie, żadnych odchyłów.

Naprawdę go nie wpuściłam na noc do łóżka, było mi przykro, jak przy odstawianiu dzieci od piersi. Ale wygrałam, śpi w leżance obok łóżka. Muszę przyznać, jest mi wygodniej, moge w nocy wyciągnąć nogi, nie musze spać wygięta pod dziwnymi kontami.

Oczywiście od tego czasu Ofik nie popuścił w nocy nawet kropli.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć!

Sto lat mnie tu nie było...

Brak wiadomości, to jednak dobra wiadomość ;)

Psy i kot mają się naprawdę nieźle. Kocica wygląda jak nastolatka, niestety znów przyniosła pchły, więc znów wygląda jak czubek, tak jej sierść powypadała.

Dostaliśmy niedawno domek dla kota, bo inny kot olał, wzięliśmy do domu bez przekonania, a Amelia zakochała się w tym domku ! :)

Amelia bardzo przyjaźni się z Anią i spędza w jej pokoju mnóstwo czasu i bardzo nie lubi, jak Ania nie wraca na noc do domu.

 

Wakacje minęły nam szybko, za szybko. Ja doznałam kontuzji pleców- taaaaak się rozciągnęłam, że mnie w  odwecie spięło- spędziłam 2 tygodnie w  łóżku, niemal czołgając się do toalety. 2 miesiące trwało , zanim wróciłam do pełnej sprawności.

Ania spędziła dużo czasu poza domem, a Jonek przed komputerem- kontuzjowana matka, to żaden kompan do zabawy, niestety.

Ania wróciła z  jednego z wyjazdów z armią wszy na głowie- kocie pchły to NIC przy wszach i gnidach na włosach do pasa...

3 dni spędziłam nad jej głową usuwając to cholerstwo. Ile komedii romantycznych obejrzałyśmy!

Mój mąż trzyma fason- ciągle robi numery w  swoim stylu.

Skończył w sierpniu 40 lat, całą rodziną główkowaliśmy nad prezentem dla niego, w końcu ustaliliśmy, że najlepszym prezentem będzie tygodniowy wyjazd, tylko ja i Paweł. Musiałam mu o tym powiedzieć z  wyprzedzeniem, żeby zaplanował urlop itd...

Sam robił rezerwację, sam drukował umowę z  biurem... i po 3 dniach zadzwonił do mnie przerażony: Ewa... ja coś źle zarezerwowałem... albo tu jest błąd, bo czytam umowę. Tu jest napisane, że jedziemy 18.07.

Mówię mu, ze wszystko ok.

A on na to: Ale ja nie mogę wtedy jechać, wszyscy moi pracownicy wtedy są na urlopie...

I dogadaj się z facetem, któremu wszystko mówisz, wyłuszczasz dokładniej i wolniej niż dziecku, a on myśli, ze skoro urodziny w sierpniu, to wakacje też w  sierpniu ;)

Na szczęście, po rozmowie z szefem wszystkich szefów dostał ten urlop ;)

 

Kupiłam Pawłowi w sobotę rękawiczki- we wtorek miał już jedną.

We wtorek kupiłam mu 3 pary i poprosiłam, żeby nie zgubił 3 prawych.

Wrócił dziś i mówi, ze zgubił prawą rękawiczkę, ale ktoś mu ją podał...

JAK ŻYĆ??????

Jonek dostał się do szkoły muzycznej, na swoją wymarzoną perkusję. Mam więc teraz codziennie w  domu koncert skrzypcowy i ksylofonowy.

Jonek gra na werblu ( ale tylko w szkole!) i na ksylofonie- to takie gigantyczne cymbałki :) Uczę się nut razem z nim ;)

Paweł ciągle pracuje, ja sobie skaczę po rurze, a wczoraj to sobie nawet spadłam, na łeb na szyję, ale zatrzymałam się na swojej niemałej piersi ;) więc skutki nie są tak poważne, jak po upadku na hulajnodze ;)

Jonek od 2 tygodni nosi okulary- powiedział, że nie widzi nut, nie uwierzyłam i ramach udowodnienia mu oszustwa, zabrałam do okulisty. Okazało się, ze ma niemałą wadę, wymaga rehabilitacji, ma nietypowy nerw w  oku... 

A teraz piesy...

Ofik nasz kochany przestał sikać i na moje łóżko i na swoje i wróćił do naszego... Jest najcieplejszym i najmilszym psem świata!

Spanie z nim to rozkosz :) Zresztą- od zawsze Ofik żyje po to, żeby spać :)

Poza tym nadal jest leniem nad leniami- na widok smyczy ucieka pod kanapę ;)

Fox to pies zagadka. Prawie ślepy, niemal głuchy, tył mu się rozjeżdża jak siada, po schodach... trudno powiedzieć, że schodzi- zdarza mu się zlecieć, ale nie pozwala się nosić,  łazi za Anią i robi siad, bo Ania daje smaczki, zaczął zbierać śmieci,  kocie kupy, znosi do swojej leżanki brudne skarpety Ani i Pawła ( moje i Jonka lądują w koszu na pranie, a tam Fox nie zagląda), zjadł mnóstwo niewłaściwych rzeczy, zostawionych przez Anię na podłodze, wiem, bo sprzątam kupy z  trawnika. Ciągle żywi się u moich rodziców i zachowuje się jak głodzony bezdomny pies... zaczął też jodłować i żebrać na głos. Rano, jak za długo śpimy, budzi mnie łażenie i stukaniem pazurów o podłogę... ( za długo to czasem 6.20, dziś był łaskawy i spałam do 7.24...) Odbiło mu na starość. A przy tym całym obżarstwie nic nie przytył.

Absurdy z naszego życia czasem opisuję na facebooku ;)  jeśli chce Wam się o nas czytać-zapraszam ;)

A ostatnio to ja dałam czadu ;)

Jonek powiedział,  że chciałby od Mikołaja ukulele. Mikołaj wysłał więc swojego elfa na zakupy.Elf zaopatrzony w ukulele postanowił kupić jeszcze tusz do rzęs, i uradowany wielce poszedł oglądać swetry. Przy swetrach jakoś za luźno elfowi było, i nic nie przeszkadzało... przysięgam mina ekspedientek w sklepie na hasło: O kurdę! Zgubiłam ukulele!- Bezcenna!

Wystrzeliłam jak z procy, odnalazłam instrument i na luzie wróciłam do oglądania swetrów :D

Żona godna swojego męża ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

 

 

 

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Historia z ukulele bezbłędna! :D Pękam ze śmiechu!

Ale z oczami Jonka też ciekawa sprawa. Ja półtora roku temu trafiłam do bardzo zdolnego optometrysty. Jakoś niedługo po tym, jak odkryłam, że okulary od okulisty nie tylko mi nie pomagają, ale też przeszkadzają. Facet kompletnie przeorganizował mi szkła i sposób widzenia poprawił mi się znacznie. Zaczęłam wreszcie parkować tyłem, czego do tej pory nie mogłam zrobić, bo rysowałam inne auta.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na facebooku nazywam się Ewa Figat :)

Wrzucam tam sporo zdjęć- na dogo nie potrafię, aż wstyd się przyznać.

Najwięcej zdjęć ma nasz hrabia Ofik, później Jonek z Ofikiem ;) Bo to duet idealny.

Najmniej zdjęć ma Ania- ona ma już swoje życie i jakoś rzadko trafia mi przed obiektyw.

Wczoraj mi powiedziała, że jej koleżanka przeklinała. Zapytałam, dlaczego. " Bo się wkurzyła!"

Pytam więc, od kiedy wkurzone 10-latki przeklinają?

Ania: Mamo! Mamy XXI wiek!!!

Zjadły wszystkie rozumy i mają nas, rodziców za dinozaury ;)

A tymczasem my nadal czujemy się piękni i młodzi :) Regularnie chodzimy na rockowe koncerty :) I równie regularnie do fizjoterapeuty ;) bo czasem coś boli ;)

Wczoraj niestety ominęła nas IRA.  Sprzedałam dzieci do cioci, dzieci marzyły, żeby u niej nocować,  ale Jonek zaczął kaszleć. A jak Jonek kaszle to jest koniec naszego świata.

Bilety oddaliśmy przypadkowej parze, biegnąc na autobus, żeby odebrać Jonka i zabrać do domu... Mam nadzieję, że poszli na ten koncert i dobrze się bawili.

Okulistka, do której trafiliśmy, w ciągu 3 minut rozmowy zapytała mnie o więcej rzeczy, niż niejeden lekarz innej specjalizacji, do którego trafiałam z Jonkiem kiedyś. Widać, ze jej praca to pasja, patrzy na pacjenta całościowo, a nie tylko w  oczy.

Uznała, ze powrót na terapię SI jest bardziej niż konieczny, co Jonek przyjął dzikim okrzykiem radości, bo kocha swoją terapeutkę.

Powiedziała też, że Jonek jest dzielny, że z  tą wadą wzroku przetrwał ostatnie 2 lata przedszkola i szkoły- bo miał już wtedy dużo pracy w ławce.

Nigdy nie skarżył się na wzrok, aż do czasu nut.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No pięknie, nie zauważyłam wpisu Jeleny, z listopada!!!

Terapia SI polega na korygowaniu tego, czego brak lub nadmiar znajdzie terapeuta w czasie diagnozy ;)

Jonek ma zaburzenia czucia głębokiego, coś z koordynacją oko-ręka, więcej nie pamiętam, bo od diagnozy minęło już prawie 2 lata. Miał bardzo słabą linię barkową, ale tatuś każe mu robić dużo pompek i fajnie się wzmocnił. Ta obręcz barkowa utkwiła mi w pamięci, razem z ATOSem( jakiś odruch uginania rąk), który powinien zaniknąć w wieku niemowlęcym, a u Jonka się utrzymał, bo dowiedziałam się, ze jak tego nie skorygujemy, będzie miał problemy z koncentracją i nauką. No to korygujemy... Jonek uwielbia te zajęcia, bo to głównie zabawa na całego.

Zaliczyliśmy też badanie ortooptyczne, na szczęście brak wskazań do rehabilitacji...

Za to, Jonek zaczął się skarżyć na ból w  plecach, więc wkrótce idziemy do fizjoterapeuty!

Ania skończyła semestr z najwyższą średnią w klasie, z czego jesteśmy dumni, ale o to nie zabiegamy i wcale jej do tego wyścigu nie namawiamy, ale z zachowaniem bardzo dobrym, a nie wzorowym, bo na wzorowe, w naszej szkole, jak się okazało na ostatnim zebraniu trzeba sobie wybitnie zasłużyć działalnością dodatkową w szkole i poza szkołą. Przyjęłam wyzwanie szkoły, dam znać w czerwcu, jak mi poszło ;)

Poza tym, wytoczyłam szkole bój- o traktowanie uczniów z szacunkiem. Mam wrażenie, że nic nie zmieniło się na lepsze odkąd skończyłam edukację. Oczywiście pomijam, że rodzice i uczniowie stali się gorsi... Serio, to wiem.

W Ani klasie plaga spóźnień, nieobecności, niesamowita agresja wśród chłopców. Pomijam język, nawet nasz Jonek potrafi już kląć jak szewc!

Ale u Ani wf wygląda tak, że chłopcy chcą grać w piłkę ( jest ich 19), a dziewczyny są wyzywane od debilek, głupich, takich, co nic nie potrafią, łamag... oczywiście Ania jest też kujonicą. Reakcji nauczyciela brak. Jak dziewczyny ( jest ich 8) nie chcą grać, to mają się zająć sobą, ale nie siedzieć, mają "coś" robić, bo to wf. Niestety, same mają sobie znaleźć to coś.  Nauczyciel jest mężczyzną.

Na razie sprawą zajęła się wychowawczyni, ale sprawa jest rozwojowa.

Ostatnio Paweł poszedł z  "donosem" na innego wuefistę, który dostał w Ani klasie zastępstwo za j. polski. Rozumiem- polskiego nie poprowadzi, ale wf mógłby. A pan zabrał klasę na salę gimnastyczną, gdzie lekcję miała 7 klasa. 7 klasa grała w  kosza, a  4 klasa została posadzona na ławce. Mogli rozmawiać, ale po cichu. Pan poszedł rozmawiać z kolegą. Jak chłopcy zaczęli się popychać, byli ciągnięci za swetry i rozsadzani.

Wersję Ani potwierdziły inne dzieci, sprawa wyszła na zebraniu. Powiedzcie mi- jaki to problem zrobić wesołe zajęcia gimnastyczne dla 2 klas, razem, lub osobno, na wielkiej sali gimnastycznej??? 2 nauczycieli tam było. Żaden, trzeba tylko chcieć.

Pani od muzyki, nasza gwiazda.

Na 1 lekcji we wrześniu zapytała dzieci, czy grają na instrumentach, zgłosiła się Ania i jeszcze 1 chłopiec.

W grudniu nauczycielka od skrzypiec namówiła Anię, żeby zapytała, czy może zagrać kolędę, na wyższą ocenę. Powiedziała, że wszyscy jej uczniowie tak robią i mają 6 z muzyki ( jest to nawet logiczne).

Ania zagrała, dostała 5+. Zapytała, czy coś było źle, że nie dostała 6.

Wtedy dowiedziała się, że na 6 trzeba zagrać na forum szkoły, w klasie tylko na 5+.

Zapytała, kiedy może zagrać na forum szkoły.

Dowiedziała się, że w styczniu.

W szkole są organizowanie koncerty i jasełka przy okazji finału WOŚP.

Ania była na próbie, zapytała, o której występ, jak ma się przygotować, o której przyjść. Odpowiedź nauczyciela do ucznia: Rozkład jazdy na niedzielę wisi przed salą.

No to Ania przeczytała i się naszykowała. Na występ w szkole i na występ w siedzibie sztabu WOŚP u nas w dzielnicy, bo chór szkolny i orkiestra szkolna szły tam od razu po występie w szkole.

O istnieniu orkiestry dowiedziałyśmy się Ania na próbie, a ja na występie, nawet grały tam 2 dziewczyny na skrzypcach.

Pytam Ani po występie: czy wiedziałaś o istnieniu orkiestry? Nie. Czy Pani proponowała ci, żebyś z nimi zagrała? Nie.

Brawo. No serio, brawo, bo uczniów grających na instrumentach mają na pęczki i mogą przebierać.

Ania poszła do sztabu i nie zagrała. Na pytanie do Pani, gdzie się ustawić, kiedy zagra, czy ma od razu stanać z  instrumentem usłyszała ( mój hit) Aniu, nie zadawaj mi tylu pytań, please!

Poszła więc do 2 nauczycielki i dowiedziała się, że nie będzie grała, bo nie jest wpisana na listę, ale może sobie pośpiewać z chórem.

Anka się pochorowała po tym, 2 dni miała gorączkę i przeleżała w łóżku.

A ja od razu zadzwoniłam do pani dyrektor i wszystko opowiedziałam. Bo ja się nie godzę na taki brak szacunku.

Pani od muzyki powiedziała dyrektorce, że Ania wiedziała, że występuje tylko w szkole, i że odkryła ją dopiero w grudniu. I wyszła na totalną kłamczuchę, bo napisałam do niej wiadomość na librusie, a  odpowiedzi pani napisała, że nie wie czemu Ania nie zagrała, może nie znalazła pani Alinki, która miała jej przygrywać na gitarce.

Słaba ta sprawa, a jedyną osobą, która przeprosiła Anię jest dyrektorka, pani od muzyki nie poczuły się do przeprosin. I chyba nadal mają za dużo skrzypiec, bo nadal nikt nie zaproponował Ani udziału w życiu orkiestry szkolnej.

Ani ja, ani Ania nie mamy żadnego przerostu ambicji, parcia na szkło, nie czekamy na czerwone dywany i zaproszenia imienne.

Chodzi o szacunek człowieka do człowieka.  Po prostu.

I Ania mnie pyta: dlaczego pani powiedziała, że odkryła mnie w grudniu??? Przecież to kłamstwo.

I co mam jej powiedzieć? Że pani się pomyliła? To  Ania pomyśli, że ja jestem pomylona.

Szkoła wymaga działalności dodatkowej na wzorowe zachowanie, czyli trzeba wyjść przed szereg i się pochwalić. A Ania ma czym: skrzypce, teatr, ćwiczy akrobatykę i jogę, gdzie pomaga instruktorowi, bo większość dzieci na zajęciach to maluchy z zerówki i 1 klasy, kocha książki, prace plastyczne, więc powiedziała, że zaangażuje się w pomoc w świetlicy i bibliotece.

Boli mnie, że nauczyciel muzyki wiedząc, że ma w klasie utalentowane dziecko nic z  tym nie robi.

Mało tego, Ania nie odczuwa strachu przed występami publicznymi, śmiem twierdzić, że to kocha.

Dlaczego szkoła tego nie chce wykorzystać?

Dla osłody tej przydługiej opowieści napiszę, że pani od polskiego poznała się na Ani i Mai, jej najlepszej przyjaciółce, dziewczyny dostały na semestr 6 i dostają zadania dodatkowe, biorą udział w konkursach, czyli się da. Jak się chce.

A my jako rodzice postanowiliśmy zadbać o to, żeby nauczycielom w Ani szkole się zachciało ;)

Tym bardziej, że Ani się chce. Odrabia każdą pracę domową, łącznie z  tymi dodatkowymi. Wszystko robi na czas.

My jej nie ciśniemy. Prawie nigdy nie bierzemy udziału w  odrabianiu lekcji, rzadko zaglądam do librusa, nie muszę. Ona chce i sama robi wszystko. A tu takie podcięcie skrzydeł.

Pani od skrzypiec się załamała, bo to ona nakręciła Anię na ten występ w szkole. Ciągle powtarza Ani, że ma talent, którym powinna się dzielić.

Jonek, jak dostaje dodatkową pracę domową, mówi na wejściu: to dla chętnych. Ja nie jestem chętny! ;)

Jonek skończył bardzo ładnie semestr. Z 5 z instrumentu, rytmiki oraz kształcenia słuchu. i 4 z tańca.

Pisze koszmarnie, byle szybciej i szerzej, żeby w linijce zmieściły się tylko 2 słowa, a nie 3 ;)

Niestety, w jego edukację muszę być mocno zaangażowana, szkoła muzyczna podobno tego wymaga i wszyscy rodzice mówią, że dużo pracują z dziećmi.

 

Może jutro napiszę Wam, co u moich zwierząt ;)

Sorry za to przynudzanie!

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...