Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

Jakim tokiem rozumowania Wy idziecie? Że co, jak komuś się zerwie albo puści niewychowanego psa, to JA mam się nim zająć, bo to DO MNIE podbiegł? WTF? I mam mu dawać smaczki za to, że zaczepia obcych ludzi i psy? Na pewno zadziała to bardzo wychowawczo, nagradzać za złe zachowanie ;)

Naprawdę czasem warto postawić się w sytuacji drugiej osoby i jak normalny człowiek ZAPYTAĆ, czy psy mogą się przywitać i ew. pobawić. Bo drugi pies może być lękliwy, agresywny, mieć cieczkę albo być w trakcie leczenia. Tego wymaga kultura osobista, która niektórych niestety przerasta.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Nie Rashelek - nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie.

Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu. Po to w końcu psa posiada. I nie musi sie zastanawiac że ktos ma psa lekliwego/agresywnego/chorego/kalekiego/z cieczką/ krostą na nosie/ odpowiednie wstaw w miejsce wielokropka... Bo to NIE JEST JEGO PROBLEM, i przesadą z Twojej strony jest przerzucanie swojego problemu na otoczenie.

 

Chounapa - wypadki w kontaktach miedzy psich zawsze się moga zdazyć... 

Mój wazy 40kg. Maltańczyk sasiadów - jakieś 2?

Nigdy żadnego problemu. Brutus zawsze delikatny a mały sprytny... witali się wiec bez obaw. Do czasu gdy mały wlazł dużemu pod brzuch a Brutus tego nie zauważył. Ruszył tylna nogą bo chciał zrobic krok. Spokojny krok... kopnął małego. Pisk, wrzask... mały wygiety pod kątem prostym, łapa wyprostowana , zero możliwości poruszania się. Na szczęście tylko uderzenie i przykurcz mięśni... rozmasowany pobiegł dalej. 

Nie da się tego uniknąć... 

Nie da się uniknąć wypadków... 

Link to comment
Share on other sites

Ja się dziwię. Bo ja sto razy bardziej wolę właśnie "oswoić" przestraszonego, obcego psa niż mieć z nim jakieś przeboje albo stać i domagać się od właściciela żeby go zabrał.

Szczególnie że jeszcze dochodzi do sytuacji kuriozalnej, jak ta opisywana przez ciebie, że właścicielka "atakującego" przestraszonego knypka boi się podejść do twoich większych i groźniej wyglądających psów które się na knypka rozszczekały.

Tak, oczywiście, "wina" leży po stronie tej kobiety. Ale czy nie lepiej zamiast szukać winnego i potem opisywać na forum sytuację w topiku "chamstwo innych psiarzy" po prostu ją szybko i "na bieżąco" rozwiązać?

 

 

tak jak pisze isabelle, spójrz na sprawę z drugiej strony. jeżeli evel stoi na stanowisku: "właściciel którego pies podbiegł powinien go natychmiast zabrać i nie ma zamiaru zrobić nic żeby sytuację załagodzić", choć z łatwością by mogła to dlaczego oczekujecie od właściciela psa który chce się bawić że on się będzie zastanawiał czy ty "pracujesz z psem"?

jego pies jest spokojny, nieagresywny, a że chce się pobawić to zwyczajna psia rzecz. nie robi nic co by wymagało jego reakcji wg oceny większości ludzi. większość by ci powiedziała "przestań panikować".

choć to się odnosi raczej nie do sytuacji evel tylko tej małej lilo.

a w sytuacji evel raczej chodzi o nie eskalowanie psiego konfliktu i nie przenoszenie go jeszcze na poziom ludzi tylko dlatego żeby pokazać, że ma się rację. kobita się przestraszyła i tyle. czemu jej nie pomóc zapanować nad sytuacją?

 

To nie był przestraszony pies. To był pies, który leciał do moich suk z dużej odległości mimo wołania właścicielki z zębami na wierzchu i wrzaskiem. I chyba musiałabym upaść na głowę, żeby w takiej sytuacji jeszcze mu rozsypywać gdzieś kiełbaski dookoła. 

 

Moje psy są tak groźne, że zabijają wręcz wzrokiem, jak bazyliszek, zwłaszcza ten z zabandażowaną łapą: https://scontent-a-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10522666_710832285666411_2661539939596463379_n.jpg?oh=612f5bb2704212bb1588eb3a19945c5a&oe=54E198D6

 

Baba powinna psa zabrać i bez komentarza, a nie pieprzyć, że ona się boi (stojąc kilka kroków od psów, wystarczyło, żeby ręką sięgnęła po swojego), że pan (czyli mój TŻ) ma się odsunąć (!!!) - ta, najlepiej jeszcze teleportować do domu, bo oto idzie dama z psem, który ma ją totalnie w dupie, a smyczą jest nieskalany, bo to uwłacza jego godności. 

 

Ale spoko. Jeśli ja ją spotkam to po prostu poinformuję kobietę, że w tym momencie zaczynam nagrywać telefonem film dla SM, że jej pies jest totalnie poza kontrolą i przypuszcza atak na moje zasmyczowane psy. Jak nie boi się puszczać luzem psa to powinna brać pod uwagę, że różnie sytuacja się może rozwinąć, bo sama w mieście nie jest. A jak pani na grzeczną prośbę o zabranie psa zaczyna wykrzykiwać jakieś idiotyzmy, które za chwilę przechodzą w słownictwo rodem z rynsztoka to co, jej też mam dać ciastko? Czy zaprosić na kawę?

 

Jeśli coś do nas podbiega i jest to pies normalny i przyjazny to ja nie przeżywam tego przez miesiąc, bo takie rzeczy się zdarzają. Moje suki się z takim przywitają, starsza coś tam sobie burknie pod nosem, towarzystwo się rozchodzi w swoje strony. Ale wybacz, od wychowywania niezrównoważonych obcych psów są ich właściciele a ja nie zamierzam każdego niewychowanego burka częstować ciasteczkami, żeby łaskawie dał mi normalnie przejść po ścieżce. Jak ktoś ma problem z uciekającym psem - to jego problem właśnie. I od tego mamy smycze, linki, różne inne akcesoria, a wreszcie nawet możliwość udania się do szkoleniowca. 

Link to comment
Share on other sites

Ja tam nie wiem czy wy tak serio... Ale jakiś kundel atakuje mi psa a ja mam mu dać cukierka i ponuniać pewnie jeszcze? Super metoda, na pewno tym pomogę w wychowywaniu tego psa i w ogóle wszyscy będą mili i szczęśliwi. A mój pies to przeżyje w pełnym zdrowiu, jeżeli trafi mi się agresor, który ciastka akurat odmówi.

Evel napisała, że jej psy też sobie tam poszczekały, to pewnie powinna 15kg karmy rozsypać całej 3 w tym lesie, może by się uspokoiły.

Link to comment
Share on other sites

Nie ma co stawiać ludziom zbyt dużych oczekiwań, większość nie ma żadnego pojęcia na temat wychowywania psów dlaczego więc nie ułatwić sobie i im życia pomagając trochę w sytuacjach konfliktowych a nie uparcie "mieć słuszność" a potem warczeć na nich na forum?

 

Nie ma przymusu posiadania psa. Szkółek jest full, nawet kompletny laik pod okiem fachowca jest w stanie ułozyć psa na tyle, aby dałoby się z nim żyć w normalnych stosunkach z otoczeniem. Wybacz, ale jesli ktoś jest kompletnym idiotą, to niech hoduje sobie chomiki, rybki, czy nawet koty. Jezeli coś leci na mojego psa z chęią zaatakowania, to obrywa, chyba że ma kaganiec wtedy go przechwytuję i oddaję włascicielowi. Nie chcę aby później mój pies reagował z agresją na inne psy lub co gorsza został przez nie pogryziony.

Na miejscu evel jeśli ma często takie problemy kupiłabum starter lub paralizator i zastosowała raz i drugi, zapewniam, że na przyszłość paniusia wraz z psem omijałaby ją szerokim łukiem. Co do takich ludzi to są oni niereformowalni, sama parokrotnie proponowałam takim osobom pomoc, wspólne spacery aby ich psy oswoiły się z innymi (w większości to agresja ze strachu) ale ludziom się nie chce włożyć minimum wysiłku, wolą to zrzucić na innych właścicieli psów.

Ostatnio w drodze na plac szkoleniowy trafiam na młodego mixa ON-ka, za pierwszym razem go pogoniłam, bez przemocy, samym głosem i postawą ciała, facet nieudolnie próbował go odwołać w tempie ślimaka winniczka, tłumaczac że pies młody, no fajnie tylko dlaczego nie na lince, za drugim razem nawet nie próbował go odwołać. Za jakieś pół roku ten pies będzie już atakował na serio, a nie tylko agresywnie wymuszał zabawę, pewnie dopiero wówczas facet się obudzi. Tylko to co teraz zajęłoby parę dni pracy, za pół roku będzie wymagało paru miesięcy.

Link to comment
Share on other sites

Jestem nowa w temacie spacerów z psem więc pytam znawców tematu.

Jak reagować? I czy w ogóle reagować?

Sytuacja z przedwczoraj; wychodzę z bloku, moja suka (3,5 miesiąca) od razu na pobliski trawnik na siku leci. Stoję więc i czekam aż zrobi. Jest ulica, chodnik z obu stron ale żadnego "odgałęzienia" więc nie mam możliwości skręcić/schować się/uciec. Muszę iść wzdłuż tej ulicy, nie mam wyjścia. Jest późny wieczór, w tym miejscu nie ma latarni więc ciemno jak w  ...... Widzę idących dwóch chłopców, idą tą samą stroną chodnika w moim kierunku. Jeden ma z 1,2m wzrostu, drugi jest większy ale z całą pewnością jest to dziecko (podrostek ale stawiam po głosie że nie starszy niż 13-14 lat). Widzę że zbliżają się, zwalniają ewidentnie żeby do mnie nie podejść. Większy chłopiec ma na smyczy olbrzymiego przypominającego dobermana psa (swoją drogą pięknego), nie mam pewności oczywiście, poznaję po kształcie i sylwetce bo ciemno. W związku z tym ściągam psinę swoją na chodnik i zaczynam dość energicznie iść żeby chłopaki mogły swobodnie podążać za mną (nie ma pasów ani gdzie skręcić). Po jakiś 20m moja psina staje, odwraca się i gapi na dużego psa. Pozwalam jej obejrzeć przez jakieś 5 sekund i każę iść. Pies idzie ale dość wolno. 

I w tym momencie zaczyna się polka:) Pies duży dostaje świra i próbuje się wyrwać, szczeka i wydaje koszmarne odgłosy. Chłopak widać przyzwyczajony i z refleksem, zapiera się, ostatkiem sił trzyma psa. Na szczęście jest dość masywny (nie napiszę że gruby:) i energiczny więc się to udaje (ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu). Ja cały czas swoją psinę holuję w wyznaczonym kierunku z nadzieją że skręcę już za jakieś 30m. Pies się opiera, więc faktycznie idę ale nie wlekę go biegiem po betonie (nie chcę żeby załapała ze duży to trzeba spierdzielać). Boję się oczywiście ale staram się zachować spokój i opanowanie żeby nie przekazywać małej. To się akurat udaje. 

No ale niestety młody człowiek nie wytrzymuje i drze się na mnie..... "Spier...... z tym psem, idź stąd ty taka i owaka(@#$$%%), won ty (^$%$#%)" Żeby było ciekawiej to zaczyna popuszczać psa i nas straszyć. Ja cały czas idę jak mogę najszybciej ale nie będę przecież uciekała przed dzieciakiem:) Po kolejnej wiązance robię się sama agresywna, staję, odwracam się do chłopaka i mówię mu żeby się tak nie podniecał i wziął się w garść. Oczywiście dalej popuszcza psa. Faktycznie dzieciak się zapędził i widzę że za chwilę puści tego biedaka więc w końcu udaje mi się skręcić i "zwiać".

Gdybym była sama, to nie ukrywam zachowałabym się inaczej ale jak wiadomo, dla dobra psychicznego mojej psicy nie mogłam. Olałabym już nawet psie sprawy ale nie dam się wyzywać jakiemuś gimnazjaliście od k... pod własnym blokiem więc istnieje prawdopodobieństwo że sama odgryzłabym mu nogę:) Mam 30 lat, fakt jestem niewielka i chuda, było ciemno ale zakładam że nie zachował się tak bo myślał że jestem jego rówieśnikiem:)

 

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

Link to comment
Share on other sites

Wychowywanie obcych psów to żaden nasz obowiązek, ale u mnie też czasem wyskakują akcje pt. "zrób coś wbrew sobie", wczoraj mój kundel (w pocie czoła od półtora roku socjalizowany, karcony za wyskoki i uczony spokoju przy psach, pokazujący postępy) biegał sobie z psią koleżanką po łące, wszystko zajebiście, do momentu aż z naprzeciwka zaczął cwałować olbrzymi mix boksera i jakiegoś mastifa.

 

najpierw dotarł do suki mojej znajomej, która nie jest uległa, a przed nim wywaliła brzuch w sekundę, pies z jajami, postawa kozaka, wypięta klata, 50kg jak nic. 

 

było kilka opcji - odwołać mojego psa, który żarł patyka kawałek dalej, biec w panice żeby zapiąć go na smycz albo drzeć się za właścicielem samca.

 

mój pies wyczaił, że nadchodzi boruta więc radośnie cwałował w moim kierunku, obok mnie stał bokser, wypiął klatę, najeżył się i...no cóż, zatitałam, poklaskałam, wyciągnęłam chrupka z saszetki, pies zmienił postawę, położył uszy, wypiął dupę, ucieszył się i spotkanie z moim przebiegło bezkonfliktowo, bo wpadł na boksa rozanielony, zadowolony i radośnie pokicały w cholerę.

 

jakby bokser się nie wyluzował, to byłaby chryja na 100%. właściciel był kilometr dalej, zanim przyszedł, to psy już zdążyły wywalić jęzory ze zmęczenia.

Link to comment
Share on other sites

KapustaPusta - wiem, że w takiej sytuacji trudno o wysoki poziom skoordynowania ;), ale może po prostu trzeba wyjąć telefon i poinformować, że w związku z groźbami dzwonisz po SM.

Nieletni na dźwięk słowa "policja" zazwyczaj szybciutko miękną.

Link to comment
Share on other sites

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

 

Dziś każda komórka ma foto, większość dyktafon, wystarczy przed spacerem sprawdzic w której kieszeni i który guzik nacisąć, a następnie telefon do Straży Miejskiej lub na Policję. Starzy zapłacą mandat, zaczną sami wychodzić z psem a nie wyręczać się gówniarzem. Swoją drogą, rozumiem co mogło go wnerwić. Takie zatrzymywanie się Twojego psa i wpatrywanie się w psa idącego z tyłu, na dużą częśc osobników żle wpływa, mówiąc wprost strasznie je nakręca. Ja wolę odczekać niz iść za taką osobą jak Ty, ale czasem człowiek się spieszy, a ktoś idzie powoli, daje się psu ogladać, dużo psów, nie szczeniaków jak Twój tylko starszych kombinuje wtedy, że chce sikać i podnosi łape co parę metrów, Pańciostwo daje się nabierać i staje co parę kroków, nie ma jak ich wyminąć, a pies przed nami co chwila się zatrzymuje i wlepia gały w mojego, wtedy muszę przejść w typowe obiedencowe równanie, gdzie pies musi mieć ze mną kontakt wzrokowy.  

Powinnaś popracować na tym aby szczeniak nawiazywł kontakt wzrokowy z Tobą, nie innym psem, wtedy duzo łatwiej się wyminąć nawet na wąskiej drodze.

Tak więc wina troszkę leży i po Twojej stronie, tylko, że jakby ten chłopak nie spotkał Ciebie, tylko kogoś z równie pobudliwym psem, to czy by dałby radę go utrzymać ?

Link to comment
Share on other sites

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

 

Dziś każda komórka ma foto, większość dyktafon, wystarczy przed spacerem sprawdzic w której kieszeni i który guzik nacisąć, a następnie telefon do Straży Miejskiej lub na Policję. Starzy zapłacą mandat, zaczną sami wychodzić z psem a nie wyręczać się gówniarzem. Swoją drogą, rozumiem co mogło go wnerwić. Takie zatrzymywanie się Twojego psa i wpatrywanie się w psa idącego z tyłu, na dużą częśc osobników żle wpływa, mówiąc wprost strasznie je nakręca. Ja wolę odczekać niz iść za taką osobą jak Ty, ale czasem człowiek się spieszy, a ktoś idzie powoli, daje się psu ogladać, dużo psów, nie szczeniaków jak Twój tylko starszych kombinuje wtedy, że chce sikać i podnosi łape co parę metrów, Pańciostwo daje się nabierać i staje co parę kroków, nie ma jak ich wyminąć, a pies przed nami co chwila się zatrzymuje i wlepia gały w mojego, wtedy muszę przejść w typowe obiedencowe równanie, gdzie pies musi mieć ze mną kontakt wzrokowy.  

Powinnaś popracować na tym aby szczeniak nawiazywł kontakt wzrokowy z Tobą, nie innym psem, wtedy duzo łatwiej się wyminąć nawet na wąskiej drodze.

Tak więc wina troszkę leży i po Twojej stronie, tylko, że jakby ten chłopak nie spotkał Ciebie, tylko kogoś z równie pobudliwym psem, to czy by dałby radę go utrzymać ?

Link to comment
Share on other sites

Naprawdę mój pies zrobił szybko i szybko szliśmy. Raz się obejrzał i staną ale dałam mu tak stać 5 sekund.... W międzyczasie szybko szłam więc dystans był już przeze mnie zachowany.

Tym bardziej że jak wyszłam z bloku i zluzowałam psa na trawniku to ich nie widziałam, oni mnie pewnie tak. Mieli szanse jeszcze przejść przez ulice bo tam jest przejście. Naprawdę starałam się zrobić to sprawnie i z sensem. I wiem że mi się udało. To że dziecko było walnięte to już nie moja wina:)

Nie było możliwości wyminięcia, stanięcia z boku niech idą. Chodnik ma z 1,5metra, obok trawniczek pewnie z metr, ulica i płot. 

 

Ja mam w d...psa:) Nie chcę go wychowywać bo mnie nie interesuje zupełnie (tym bardziej że pewnie był dużo lepiej wychowany niż właściciel).

Raczej chciałabym porozmawiać z młodym człowiekiem i przekonać go że w ten sposób zachowują się tylko gamonie. Bez związku z psem.

Sama mam dzieci i nie chciałabym żeby taka sytuacja wydarzyła się przy nich.

 

Niestety chyba nie jest to uregulowane prawnie. Dzieci z potężnym, agresywnym psem same na spacerze?

Pomijając już nawet oczywisty fakt że jakiemuś psu może stać się krzywda, taka sytuacja stwarza zagrożenie dla ludzi. 

Link to comment
Share on other sites

Jak wiesz czyje to dzieci, powiadom rodziców - niech sobie sami radzą. Jak nic nie zrobią, no coż ludzi się nie zmieni, mówi się trudno. Jeżeli z nimi sama porozmawiasz (tj z tymi dzieciakami) i tak pewnie nie posłuchają.

Jak pies był agresywny i nie miał kagańca to mandacik się chyba należy (?)

Link to comment
Share on other sites

Nie Rashelek - nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie.

Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu. Po to w końcu psa posiada. I nie musi sie zastanawiac że ktos ma psa lekliwego/agresywnego/chorego/kalekiego/z cieczką/ krostą na nosie/ odpowiednie wstaw w miejsce wielokropka... Bo to NIE JEST JEGO PROBLEM, i przesadą z Twojej strony jest przerzucanie swojego problemu na otoczenie.

 

Widocznie jestem nazbyt zadufana w sobie i zapatrzona w swojego psa, bo wychodzę z założenia, że pies luzem = pies wychowany.

I to jest WŁAŚCICIELA PROBLEM, że nie potrafi kundla odwołać. Jeśli przerastają go podstawy, to niech psa nie spuszcza ze smyczy, to aż tak dużo? Ja się nie czaję non stop, ale jeżeli jakiś burak podbiega mi z warkotem do psa to go odpycham, jeżeli chce mi psa zgwałcić, to dostaje kopa. I to nie jest mój problem, że posiadacz takiego pieseczka nie rozumie słów "proszę zabrać psa".

A jeżeli stawiacie cudze psy ponad swojego pupila (i dajecie im cukiereczki, bo was nie zeżarły), jego zdrowie i komfort psychiczny, to pozostaje tylko współczuć.

Link to comment
Share on other sites

Mój pies a przy okazji ja sama zostaliśmy dwa razy pogryzieni przez wolno biegające, posiadające właścieli psy, pies który ugryzł biegał spuszczony ze smyczy, włascicel nawet nie próbował go odwołać, mój pies szedł grzecznie przy nodze na smyczy, bez rzucania się na drugiego psa bez warczenia i oznak ataku. Pani skomentowała wydarzenie, że pierwszy raz jej pies potężny azjata kogoś ugryzł, akurat juz ja w to wierzę. Jakim prawem azjata biega bez kagańca luzem po okolicy gdzie chodzą ludzie na spacery ze swoimi pupilami, młodziez w wieku gimnazjalnym z małymi pieseczkami. Przeżyłam chwilę stresujące, mój pies stracił zaufanie do dużych psów, teraz na ich idok cały się jeży i burczy. Czy ja ponoszę winę i przenoszę swoje napięcie na psa podczas spaceru a i owszem a jak mam się czuć na widok luźno biegającego psa wielkości kucyka. Teraz zawsze mam przy sobie gaz pieprzowy, krzywdy nie zrobi a odstraszy i pomoże w ewentualnym rozdzieleniu psów. A tłumaczenie, że mój pies jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł można włożyc między wiersze pies zawsze pozostanie psem nawet wyszkolony. W końcu istnieje przepis dotyczący sposobu wyprowadzania psów i tego neleży sie trzymać nie puszczać psy luzem od tego są psie parki. 

Link to comment
Share on other sites

Widocznie jestem nazbyt zadufana w sobie i zapatrzona w swojego psa, bo wychodzę z założenia, że pies luzem = pies wychowany.

I to jest WŁAŚCICIELA PROBLEM, że nie potrafi kundla odwołać. Jeśli przerastają go podstawy, to niech psa nie spuszcza ze smyczy, to aż tak dużo? Ja się nie czaję non stop, ale jeżeli jakiś burak podbiega mi z warkotem do psa to go odpycham, jeżeli chce mi psa zgwałcić, to dostaje kopa. I to nie jest mój problem, że posiadacz takiego pieseczka nie rozumie słów "proszę zabrać psa".

A jeżeli stawiacie cudze psy ponad swojego pupila (i dajecie im cukiereczki, bo was nie zeżarły), jego zdrowie i komfort psychiczny, to pozostaje tylko współczuć.

rashelek - czytanie ze zrozumieniem (albo inaczej - rozumienie czytanego tekstu) nie jest twoja mocna stroną, jak widzę...

Jeżeli chcesz az tak bardzo interpretowac co autor miał na mysli (przekazując te mysli jezykiem prpstym jak budowa cepa po to aby uniknąć interpretacji) to zachowaj to proszę dla siebie.

 

I pokaz mi tak doskonakle wychowanego psa który nigdy w życiu i pod żadnym pozorem komendy nie wyłamie...

A co jezeli ten wychowany pies ma gdzies ciebie i twojego burka ale idzie w twoją strone bo tam jest to jedno jedyne źdźbło trawy zasługujace na osikanie?

Tez dostanie z buta? Albo gazem po ochach, pałka po grzbiecie... i temu podobne?

 

btw... jak zycie pokazuje ... ci co najgłosniej krzycza spieprzają w takiej sytuacji najszybciej podrzucajac swoje histeryczne pieseczki na smyczkach na dwa metry nad ziemię.

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie rzecz jest prosta - nie puszczamy swojego psa do innych, nieznanych psów bez wyraźnej zgody i aprobaty właściciela. Nie socjalizujemy na siłę obcych psow, nie pouczamy innych właścicieli co do tego jak wychowują swojego psa. Jeżeli inny pies jest lękliwy, agresywny nie staramy się na siłę dzięki swojemu psu te lęki oswoić. Zdarza się, że nasz pies wyłamie sie z komendy i podejdzie do obcego psa na smyczy, wtedy bez szemrania zabieramy swojego burka. To, że nam wydaje się, że nasz pies chciał się "tylko pobawić/przywitać" to niekoniecznie to właśnie musi oznaczać. Psy mają całą gamę zachowań, które są dla nas niedostrzegalne i potencjalna zabawa równie dobrze może być potencjalną dominacją co może sprowokować osaczonego psa do zachowań agresywnych i obrony. Bywa, że nastroje psow zmieniają się w sekundę, nasz zazwyczaj pogodny i cierpliwy pies może w po chwili zmienić swoje nastawienie w zetknięciu z psem wykazującym np. agresję lękową i wtedy pozamiatane…Psy nie przepadają za lękliwymi osobnikami i często po psiemu dają pokaz swojego niezadowolenia co właścicielowi psa lękowego niekoniecznie musi się spodobać. Dajmy żyć innym i szanujmy ich przestrzeń osobistą.
 

Link to comment
Share on other sites

Evel, niestety w moim (naszym) mieście można prowadzić psa na smyczy lub .... bez smyczy.

Nie ma obowiązku bezwzględnego smyczowania. Pies może iść bez smyczy pod warunkiem, że znajduje się "pod kontrolą" właściciela. Tu kobieta możew spierać się, że jej pies był "pod kontrolą". Przecież nie przyzna się, że nie dopilnowała. ;-)

Tak jak niedawno pewna pani usiłowała wmówić mi, że ma psa wyszkolonego.... tylko się jej nie słucha. :-D

 

Ty to i tak masz szczęście. Masz spore psy (przynajmniej jednego). Na pewno większe od myszy. Rav da radę obronić się w razie W. 

Ja mam małe suczki. :( Mikre wręcz. Nie raz zdarzyło się, że wielkie, wesołe, nadpobudliwe pieseczki wpadały na mnie i na moje psiaki. Tratując je przy tym radośnie. Albo wgniatając w glebę, bo "pieski się muszą ustawić". Taaaak, takie same szanse w starciu ma 2-2,5 kg szczeniak co 30-40 kg dorosły pies. :roll: Teraz jak młoda dobiła do 4 kg to szanse się wyrównują. :grins: Bo co to znaczy 10 razy większa masa? Oczywiście właściciel gdzieś z tyłu, najczęściej zupełnie niezainteresowany tym co robi pupilek. Bo on taki radosny. Przy atakowaniu jest o tyle lepiej, że własciciel przynajmniej próbuje złapać swojego. Czasem duże próbują upolować małe. Nie zawsze w formie zabawy. Radzenie sobie "kulturalnie" nie działa (no poza obelgami). Pozostaje wykazać się chamstwem albo odpuścić i czekać co będzie. A potem to pewnie tylko kwestia czasu jak i z moich psów zrobiłyby się małe, rozhisteryzowane piranie rzucające się na duże psy.

 

Oczywiście rzucać się będą na smyczy. :painting:

Link to comment
Share on other sites

A przede wszystkim :

częściej sie do siebie usmiechamy zamiast jazgotac z daleka, rzucać wyzywające spojrzenia, żądac i nakazywac albo po trupach egzekwowac swoje prawa

I naprawde zyje sie lepiej, łatwiej i przyjemniej.

 

Chyba epistoły długości rolek papieru toaletowego musiałabym tu pisac bo ten podszedł bez pytania ze swoim psem a Gambol wyłozył sie brzuchem i nie chciał wstac przez 15 minut...  a tamten puscił swojego do zabawy akurat jak ja siegałam aby gnojka przypiąć bo mi sie spieszyło i dzieki bezmyslności ganiałam pół godziny wdzięcznie w bucikach wyjściowych po gówienkach na trawce spóźniając się do pracy godzinę...

 

To wszystko jest w normie...

Nie zyjemy na pustyni ani w pustym kosmosie.

Link to comment
Share on other sites

Nie Rashelek - nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie.

Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu. Po to w końcu psa posiada. I nie musi sie zastanawiac że ktos ma psa lekliwego/agresywnego/chorego/kalekiego/z cieczką/ krostą na nosie/ odpowiednie wstaw w miejsce wielokropka... Bo to NIE JEST JEGO PROBLEM, i przesadą z Twojej strony jest przerzucanie swojego problemu na otoczenie.

 

 

No pewnie, jestem młoda, zdrowa w tramwaju siedzę i nie ruszam się z miejsca, bo co mnie obchodzi, że ktoś inny  bardziej potrzebuje miejsca siedzącego. Po to są miejsca siedzące żeby posadzić tyłek i mieć komfortową jazdę  .

Link to comment
Share on other sites

Evel, może to jest jakiś sposób. Tylko czy Straży wystarczyłoby patroli do wyjazdów na zgłoszenia. :-D

 

No pewnie, jestem młoda, zdrowa w tramwaju siedzę i nie ruszam się z miejsca, bo co mnie obchodzi, że ktoś inny  bardziej potrzebuje miejsca siedzącego. Po to są miejsca siedzące żeby posadzić tyłek i mieć komfortową jazdę  .

:smile: Fajna analogia.

 

Tak się zastanawiam, czy nie da zrelaksować się spacerem mając psa na smyczy? I spuścić w miejscu mało uczęszczanym.

Dla mnie to nie problem. Naprawdę milej spaceruje się wykłócając się z ludźmi na których wpada nasz radosny pieseczek? :icon_roc:

Nie każdy ma obowiązek kochać psy .... każdego napotknego psa. Warto byłoby to uszanować.

 

Nie wpadamy każdej napotkanej osobie w ramiona. Przynajmniej ja nie wpadam. :grins:

Link to comment
Share on other sites

Niestety chyba nie jest to uregulowane prawnie. Dzieci z potężnym, agresywnym psem same na spacerze?

Pomijając już nawet oczywisty fakt że jakiemuś psu może stać się krzywda, taka sytuacja stwarza zagrożenie dla ludzi. 

 

Ja po prostu napisałam, jak zachowanie które opisałaś może wpłynąc na drugiego psa. Jeżeli to było krótkie i jednorazowe, nie powinno na tamtego psa tak podziałać.

Co do powyższego, gdybyś miała nagranie filmowe, jak tamten chłopak ma problem z opanowaniem psa lub chociaż nagranie głosu małolata, to mogłabyś napuścić SM. Bez dowodów, świadków nie masz co zgłaszać, chyba że do dzielnicowego, może ma inne zgłoszenia w tej sprawie.

Możesz też przejrzeć jakie zasady obowiązuja w Twoim mieście, czy np: ten pies nie powinien być w kagańcu. Zasada ogólna jest prosta, pies musi być pod kontrolą własciciela, tu na kontrola była iluzoryczna.

Link to comment
Share on other sites

"nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie. Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu."

 

 

To nie była tzw. krwawa ironia? Ty tak na serio?

 

(wolę się upewnić)

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście ze to było na serio. Co tu Twoim zdaniem nie jest serio? Naprawdę łudzisz się że ktokolwiek będzie zastanawiał się czy czasami twój pies nie jest lękliwy albo jakiś inny wrażliwy i będzie wokół ciebie chodził na paluszkach co by go przypadkiem nie urazić?

Wypadało by tobie zadać twoje własne pytanie: Ty tak na serio?

Oczywiście w idealnym swiecie nie było by psów nieposłusznych. Każdy byłby dobrze wychowany i wracał do pana na jedno skinienie paluszkiem. Ale tak nie jest, nie było i nie będzie.

Jeżeli mamy sytuację że na smyczy i w kagańcu trzymane są psy agresywne, które gryzą i robią krzywdę innym to już jest bardzo dobrze, bo to wcale nie jest takie oczywiste.

A sytuacji gdy podbiega do nas jakiś radosny piesek i chce się bawić a jego pan jest z tego zadowolony i w ogóle nie zwraca uwagi na to że twój się tego boi albo że mu się nie podoba to jeszcze przez dłuuuuuuuuuuuuuuuuugie lata nikt z nas nie uniknie, choć oczywiście w świecie idealnym coś takiego nie miało by miejsca.

No i teraz mamy dwa wyjścia:

 

1. zareagować tak jak ja polecam. wziąć o ile to możliwe odpowiedzialność za spotkanie tych psów i sprawić żeby przebiegło w maksymalnie niekonfliktowej atmosferze. to nie powinien być problem dla wysokiej klasy dogomaniackich specjalistów od behawioru ;)

 

2. zrobić drugiemu człowiekowi awanturę, postraszyć go strażą miejską policją i 25 brygadą kawalerii powietrznej z tomaszowa mazowieckiego. wreszcie sięgnąć po broń ostateczną to znaczy obsmarować drania na dogomanii, "jechać" po nim przez 3 strony z koleżankami i odnieść druzgocące zwycięstwo moralne.

 

no i to jest nasz wybór co będzie dla nas przyjemniejsze w ogólnym rozrachunku. ja tam za każdym razem wybieram pierwszą wersję i to się sprawdza w moim wypadku. wolę już rozrzucić te wasze "15 kg karmy" niż żreć się z właścicielem tamtego psa, stresować przy tym mojego, tego drugiego, jego właściciela i samego siebie, no i w ostateczności zrobić sobie z niego wroga.

 

 

 

 

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

 

moim zdaniem to jest sprawa do zgłoszenia na policję. ja bym się w ogóle nie wahał. ustal miejsce zamieszkania szczeniaków i po prostu zgłoś to. złożą gówniarzom wizytę to się uspokoją a gdyby w przyszłości do czegoś doszło (nie tylko z tobą ale z kimolwiek innym) to policja będzie miała odpowiednią notatkę w kartotece odnośnie tego psa i jego właścicieli. oczywiście za to co zrobili żadnej kary raczej nie poniosą ale to jest materiał który może zostać użyty w przyszłości a jeżeli tego nie zgłosisz to "sprawy nie było" i gdyby ich pies np kogoś kiedyś pogryzł to będą rżnąć głupa że to "wypadek", że wcześniej wszystko było bez zarzutu i oni się "nie spodziewali".

oczywiście to nie ma nic wspólnego z radośnie podbiegającym do nas w zabawie psiakiem, żebyście mi tu nie wmawiali.

Link to comment
Share on other sites

Wróg mojego psa jest moim wrogiem ;]

 

Spike, dla mnie oczywistym jest, że szanuję przestrzeń osobistą innych użytkowników podwórka. Co oznacza, że zanim Lilo podbiegnie, opiekun drugiego psa jest pytany o pozwolenie. Tego samego wymagam od innych ludzi, moja przestrzeń jest moja i nie muszę sobie życzyć by mi psy po nogach skakały. Bardzo, bardzo chamskim jest inne zachowanie, co szczególnie dało nam w kość jak Lilo miała cieczkę a ja odnosiłam psy do ich właścicieli trzymając je pod pachą. No z tym ostatnim bym sobie nie poradziła niestety. O chamstwie tu rozmawiamy i o chamstwie piszę, bo szczytem chamstwa jest cieszyć się ze strachu żywej istoty. Kropka ;). 

 

 

Dziś dla odmiany Lilo wyluzowała i uznała że ten ciut większy od niej czarny pies, którego zapoznawała ostatnio, wciąż jest ciekawy. Szkoda że się szybko zabrał, mogliby się ładnie pobawić. Ale żeby nie było idealnie, udało jej się oszczekać jednego pijanego przechodnia :roll: . Przeprosiłam, na co Pan stwierdził że jest śmieszna.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...