Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

U znanych mi JRT jest krótka droga od warczenia do zębów. A już zabranie zabawki JRT jest szybką drogą do spięcia, a ja nie wypracowałam z Muffinem tego, żeby tylko za swoimi zabawkami ganiał. Mój refleks przy tym nie wyrabia, więc grzecznie je omijam. Do tego mam wrażenie, że JRT nie do końca zdaje sobie sprawę ze swoich gabarytów.

Ale poza tym silnym instynktem, to świetne psiaki, takie małe torpedy. Na agi z nami chodzi taka mała dziewczynka, kapitalna jest. :)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Maron86']w policach też jest wpis że psy z listy i ich mieszańce oraz psy agresywne, żaden tekst typu 'ja mam kundla' nie przejdzie. Aczkolwiek u nas to różnie bywa, mało kto psu kubeł na paszcze zakłada, nawet takim agresorom co na ludzi z zębami lecą :roll:[/QUOTE]

Tylko, że taki w wpis, że mieszańce psów z listy muszą być w kagańcu ma średni sens. Z tego względu, że nie jesteś w stanie udowodnić, że dany pies jest mieszańcem pita (czyli psa z listy) a nie asta (którego na liście nie ma). Tak samo zresztą z mieszańcem doga argentyńskiego może być czy mix moskiewskiego stróża może być uznany za mix bernardyna, pewnie każda z ras z listy ma jakieś podobne rasy, których na liście nie ma i nie da rady udowodnić właścicielowi, że to mix psa z listy a nie czegoś innego.

Edited by Ejre
literówka
Link to comment
Share on other sites

Inaczej, to właściciel nie jest w stanie udowodnić że dana rasa nie jest mixem rasy z listy. U nas jeśli ktoś psa szczuje, a pies jest podobny do tych z listy do SM jest mocno niemiła dla takiego osobnika jeśli ofc ktoś to zgłosi

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Maron86']Inaczej, to właściciel nie jest w stanie udowodnić że dana rasa nie jest mixem rasy z listy. U nas jeśli ktoś psa szczuje, a pies jest podobny do tych z listy do SM jest mocno niemiła dla takiego osobnika jeśli ofc ktoś to zgłosi[/QUOTE]
A tu nie podpada wtedy po prostu pod psa agresywnego?

Link to comment
Share on other sites

A ja zwykle olewam zakaz spuszczania psa, i jak wiem że na 100 % mam psa pod kontrolą to spuszczam. Na widok innego psa i dzieci (małych dzieci), pijanych ludzi i innych niepokojących przywołuję psa do sb i czekam aż obiekt nas minie. ;) I do tej pory nie miałam żadnego problemu. A i nie spuszczam psa w mieście w godzinach szczytu, tylko w tych wczesno porannych i wieczornym ;)

Link to comment
Share on other sites

Przepraszac, ze zyje jeszcze mi sie nie zdarzylo. A raz to nawet takim chamem straszliwym bylam, ze jak baba zaczela sie na mnie drzec na pol ulicy o kaganiec to sama jej uwage zwrocilam, zeby sie nie darla. Rozumiem przprosic jak pies podbiegnie czy zaszczeka, ale jak totalnie ignoruje i jest pod kontrola?

Link to comment
Share on other sites

Niestety na JRT jest moda jak na labradory i border collie, i coraz trudniej jest znaleźć zrównoważonego psa. A większość tych, które są niezrównoważone, pochodzi z pseudo ;) Akurat tej rasie pseudo może zrobić wiele złego.

Też bym kobiety z fobią nie przepraszała. Niestety, ale z zaburzeniami zachowań należy sobie radzić, i to radzenie nie należy do reszty świata.

Link to comment
Share on other sites

Ja tak samo, szczerze nie mój problem i jak mam zupełnie szczera to nie wiem czy bym jeszcze jej nie powiedziała co nieco w stylu żeby mi psa nie straszyła. Na zdrowy rozum jak ktoś drze japę to spora większość psów zareaguje mało pozytywnie, stąd się biorą w dużej mierze pogryzienia. Jak kobieta ma traumy i zaburzenia to niech idzie do specjalisty się leczyć....
Ja nie ufam małym psom, byłam kilka razy przez małego wypierda pogryziona (w wieku dziecięcym do 8roku życia - pies kobity z żółtymi papierami...). Nie ufam małym psom, czy to znaczy że mam prawo każdego małego np gazem potraktować czy kijem, drzeć się i wkurzać psy?

Każdy oczywiście czyni co chce, jeśli czułaś się winna tylko dlatego że znalazłaś się w tym miejscu o tej porze to przepraszaj że żyjesz. Nie każdy ma taki charakter, a pewnym sensie podziwiam i współczuje.

PS. Ja znam tylko pracujące bordery więc nie wypowiem się o zrównoważeniu czy też jej braku przy tej rasie ;)

Link to comment
Share on other sites

No ja się tutaj trochę nie zgadzam, czytałam kiedyś o kobiecie, która była w obozie koncentracyjnym jako mała dziewczynka, i tam miała rozwścieczone psie pyski na wysokości swojej twarzy. Do teraz się boi psów. Nie można do takiej osoby powiedzieć "idź się leczyć". Nie sądzę, żeby histeryzowała na ich widok, zresztą nie wiem, ale pamiętajcie, że ludzie w emocjach to jak psy w emocjach - nie myślą, reagują, i mają do tego prawo, jeśli mają doświadczenia takie a nie inne. Skąd też wiecie, że ktoś nie pracuje nad pozbyciem się swojej fobii, że nie próbuje przestać tak reagować? No ale co ma robić na początku do końca trwania terapii, nie wychodzić na zewnątrz, żeby nie spotkać psa? No i gdzie mają to leczyć - nawet nie mówię o funduszach, ale serio, dobrych psychologów jest chyba mniej niż psich szkoleniowców..

Link to comment
Share on other sites

Soko, ale jeżeli lęk uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie to powinno się go leczyć. Dla własnego dobra. Co innego lęk przed aligatorami w Polsce a co innego taka reakcja na widok wszechobecnego psa.
Ktoś, kto ma takie lęki nie może wymagać od ludzi aby Ci mu schodzili wiecznie z drogi i przepraszali, że lubią psy.

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie to jest takie samo przyzwalanie jak z małymi ujadaczami. Ile ludzi ma faktycznie fobię, a ilu podpuszcza ci psa i szuka zadymy. Ja przez całe życie spotkałam się tylko zadymiarzami, jeśli ktoś jest w stanie zachować się jak wyżej i w przypadku zignorowania osoby przez psa i opiekuna psa zaczyna drzeć japę o to że pies ma za długą smycz, czy za duży kaganiec to sorry.

Link to comment
Share on other sites

To wciąż nie jest powód, by wymagac od innych, by przepraszali za to, że tego psa mają. Przecież nikt tu nie namawia to wyzywania tej kobiety, więc o co w ogóle chodzi? :lol: Innaczej sprawa wyglądałaby też, gdyby pies nie był pod kontrolą.
Ja rozumiem paniczny lęk przed psami. Ja, gdy szerszeń podleci zbyt blisko, od razu zaczynam płakac, krzyczec i uciekac i nie przetłumaczysz mi, że lepiej by było owada nie prowokowac. Na szczęście na szerszenie trafiam raz na kilka miesięcy czy nawet raz na rok, a mieszkając na dużym osiedlu widzę psy na każdym kroku.
Każdy sobie ze swoimi problemami musi radzic sam, a nie wymagac, by wszyscy się dostosowali i najlepiej jeszcze przeprosili. Gdybym się miała tak każdym przejmowac, to by mi życia nie starczyło.

Link to comment
Share on other sites

ja mam 3 duze psy i chodze na spacery z 3 na raz, wiec istotne jest dla mnie to, zeby moje psy byly dobrymi obywatelami i tak wlasnie je wychowuje.
nie mam zamiaru przepraszac za to, ze zyje, bo mam mniej standardowa rodzine niz przecietny czlowiek.

mieszkamy nad rzeka. najpierw jest park, przez ktory trzeba prejsc, a pozniej za walem przeciwpowodziowym dzika laka, ktora jest idealnym miejscem, aby psy mogly sobie pobiegac. na sppacery chodzi tam z psami mnostwo osob.

jakis czas temu moje psy biegly sobie sciezka kiedy to nagle z trawy rozlegl sie wrzask jaby kogos obdzierali ze skory. dwa z moich psow pobiegly dalej, a jeden zatrzymal sie na sciezce, aby obczaic co to. spowodowalo to znaczne natezenie poziomu decybeli, wiec odwolalam psa, ktory natychmiast do mnie przybiegl. razem minelysmy miejsce, z ktorego dobiegal wrzask i wrzask ten oczywiscie ponownie sie rozlegl. z trawy wyskoczyla jakas wariatka, ktora zaczela drzec morde i wyklinac. generalnie puenta byla taka, ze ona boi sie psow, a tu psy, a ona taka straumatyzowana, z zaraz umrze i mam zabrac tego psa. moj pies grzecnie siedzial kolo mnie i gapil sie na nia podobnie zreszta jak ja...w sumie pies moj w zyciu spotkal juz troche wariatow, wiec rozdarta baba nie zrobila na nim wrazenie. oczywiscie zaraz przybiegly dwa moje pozostale psy i tez sobie usiadly patrac na to przedstawienie. to naslilo atak tej baby.
zapytalam sie jej, czemu skoro boi sie psow, przesiaduje w krzakach w miejscu, o ktorym kazdy w miescie wie, ze psa mozna tu spotkac amiast isc sobie np do pobliskiego parku, gdzie raczej mialaby mniejsza szanse na kontakt z nimi.
no to odpowiedziala "bo mam prawo".


no to spoko.
ma prawo:))

ja tam mam totalnie wywalone na wariatow i nawet troche mnie smiesza:)))

Link to comment
Share on other sites

Spotykam wielu podobno się bojących. Reakcja zawsze taka sama. Dziki wrzask, awantura, wymachiwanie łapami i czym tam co mają jeszcze na podorędziu....
Spotkałam tylko dwa razy osobe która naprawdę się bała. Jedna miała lek lekki... biegaczka parkowa. Zatrzymała się gdy nas zobaczyła i z daleka stała niemal zielona, jak słup. Zorientowałam się że coś jest nie tak. Przywołałam psa, kazałam mu usiąść na trawie i czekac. Odezwała się. Podziękowała i wyjasniła... niedawno pogonił ją pies. Boi się. Lęk lekki. Pogadałyśmy chwilę. Postała przy Brutku. Po paru minutach nawet go musnęła dłonią. Potem jeszcze kilka razy ją spotykaliśmy. Ona lekko zwalniała, my zatrzymywaliśmy się, ona przebiegała z uśmiechem na twarzy. W końcu przebiegłą normalnie. Lęk pokonała.
Inna sytuacja. Między drzewami bawilismy się patykiem. Jakie 5 metrów od alejki. szły dwie babki. Jedna stanęła, też zzieleniała, zasłoniła się rękami. Nie byłą w stanie się poruszyć, ani krzyczeć, ani nic. Druga wyjasniła gdy psa posadziłam grzecznie.
Zadna z bojących nie zachowywała się głupio i agresywnie.
Osoby bojące się nie odstawiają szopki. Bo się boją.
Debile są mistrzami w szopkach.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='isabelle301']
Osoby bojące się nie odstawiają szopki. Bo się boją.
Debile są mistrzami w szopkach.[/QUOTE]

ja jak widzę pająka, to odstawiam szopki jak rasowa kretynka, włącznie ze staniem na krześle, całą litanią obelg w kierunku pająka + "zabierz to gówno!!!!" do kogokolwiek, kto stoi obok.
kiedyś truchlałam i się nie ruszałam, teraz panikuję, ryczę i ogólnie dramat przedszkolaka.
dla postronnej osoby wyglądam jak idiotka, nie mniej z pająkami nie wychodzi się codziennie na spacery.
jakbym do tego stopnia bała się psów, to albo bym nie wychodziła z domu, albo zeszła na zawał. nie wyobrażam sobie się w takim przypadku nie leczyć, pająka jakoś łatwiej unikać niż psa ;)

Link to comment
Share on other sites

Mam sąsiadke która mieszka piętro nademną ze swoim mężem .
Od pierwszego razu jak zobaczyła mojego psa (miał 7 miesięcy ) zareagowała paniką i uciekła z klatki żebym mogła przejść .
Dzieje się tak od 2 lat .. bo tyle mam tego psa .
Nie jest w stanie minąć się z nami na klatce , cofa się do góry albo szybko zbiega na dół .
A jak spotkamy się przy drzwiach wyjściowych od klatki ucieka na polanke pod blokiem dobre 15 metrów i podchodzi dopiero jak już odejdziemy.
Kobieta jest młoda , ma może 35 lat .
Jej mąż nie boi się naszego psa , zwyczajnie go olewa .
Co lepsze prócz naszego w klatce są jeszcze dwa yorki i ich się nie boi .
Rozmawiałam z nią jak spotkałam na klatce i byłam bez psa , tłumaczyłam że pies na prawde nic nie zrobi i zapraszałam nawet na zapoznanie żeby odważyła się pogłaskać .
Powiedziała że na prawde nie potrafi się przemóc , że panicznie boi się "tych" psów.
Żyjemy tak sobie od dwóch lat , na szczęście bardzo rzadko się widujemy bo oni wracają do domu późno więc spotkanie mamy max raz na kilka tygodni .
A ja czuję się wtedy jakbym na smyczy miała co najmniej tygrysa .

Wczoraj spotkałam nowego sąsiada, wbił się w ściane jak nas zobaczył i panicznie spytał " czy na pewno nie ugryzie?"- facet +/- 50 lat .
Znowu tłumaczyłam że na pewno nie , że można pogłaskać .
Dotknął go dwa razy wierzchem dłoni także chyba z nim się dogadam i przestanie panikować.

15 lat miałam pudla , pamiętam jedną sytuacje gdy kobieta która nas miała minąć zeszła daleko na trawe i czekała aż przejdziemy .
Okazała się znajomą mojej mamy (spotkaliśmy ją kiedyś na zakupach w markecie ) i opowiadała że bardzo boi się wszystkich psów , ale nauczyła się z tym jakoś żyć (kobieta wtedy 60 letnia).

Link to comment
Share on other sites

Hahaha ale miałam dziś znów jazdę z tą samą idiotką :lol:.
Idę sobie znów z kawiarni z mamą i Szamanem, pies ofc w kagańcu i na smyczy do tego skupiony na wołowym ścięgnie. Widzimy 2 psy, samca sporego (mniejszy zdecydowanie od Szamana) i sukę shitkę. Babki sobie siedzą, jedzą i plotkują. Odsunęłam się tak by Szaman nie był za blisko nich, mój spojrzał i idziemy dalej. Nagle tamte jak japy nie rozdarły, kobiety złapały psy bez gadania itp), shitka wyszła z obroży i do naszego (myślałam że to samiec). Ja na swojego fuknęłam 'EEEeeeeeeee', więc tylko raz szczeknął. Tamta z przeprosinami, jedna z nich że spokojnie nasz ma kaganiec, ja się pytam czy to suczka. Normalna rozmowa wynikła i mówię że suką to on nigdy nic nie zrobi, gorzej z samcami, psy już nie ujadały. My sobie idziemy dalej i wyskakuje babsko które ostatnio z japaczką szczekało (to samo miejsce), że mamy wypier**** z tym bydlakiem.
Ja z mamą nie wyrobiliśmy i jednocześnie 'BO CO!', a ta z łapami i szczekaczką 'bo ona się boi tego bydlaka, ona już 2gi raz widzi jak jak mój atakuje, bla bla bla' na co matka 'idź do dobrego okulisty jak jesteś ślepa stara babo (matka chyba jest nawet starsza od niej)' ja dowaliłam 'i dobrego psychiatry jak bojąc się atakuje psa i na niego szczeka pomimo że pies ma ją w głębokiej du***' :evil_lol:. Ta dalej się pluła więc powiedziałam 'będę chodzić ze swoim psem gdzie chcę, chyba muszę się zaszczepić wściekliznę bo tak pijaną plujesz babo że nie wiem czy nie zarażasz'.
Babsko się od razu przytkało, a najlepsze jest to że walnięta baba totalnie nie miała nic do tych 2psów. Myślałam że to małe gó*** co wybiegło jej wtedy spod dupska jest jej że tak szczeka i próbuje gryźć (ofc babka, bo pies spierdzielił za nią). Kobiety z dziś na ławce, pełna kultura, spokój (o ile to możliwe widząc że jej 5kg pies leci do mojego 54kg), rozmowa, i rozejście się do tego 'gratis' jedna to znajoma mojej mamy.

Link to comment
Share on other sites

Moim zdaniem osoba z takimi fobiami powinna się leczyć dla własnego dobra. Przecież może się zdarzyć, że spotka psa bez właściciela i wtedy zostanie ogryziona.
Kiedyś miałam taką sytuację, że babka z daleka krzyknęła do mnie czy moje psy są na smyczy, bo ona się boi (było już szarawo), odpowiedziałam jej, że tak, więc spytała czy je mocno trzymam, znów odpowiedziałam że tak i je skróciłam tak, żeby widziała, po czym odeszłam lekko na bok. Babka mnie minęła ale było widać, że się bała, mimo to nie krzyczała chamskich tekstów ani nie miała pretensji, więc chyba da się pozostać kulturalnym mimo strachu przed psami. W takim wypadku, chyba każdy normalny właściciel babce ustąpi miejsca.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Ejre']Moim zdaniem osoba z takimi fobiami powinna się leczyć dla własnego dobra. Przecież może się zdarzyć, że spotka psa bez właściciela i wtedy zostanie ogryziona.
Kiedyś miałam taką sytuację, że babka z daleka krzyknęła do mnie czy moje psy są na smyczy, bo ona się boi (było już szarawo), odpowiedziałam jej, że tak, więc spytała czy je mocno trzymam, znów odpowiedziałam że tak i je skróciłam tak, żeby widziała, po czym odeszłam lekko na bok. Babka mnie minęła ale było widać, że się bała, mimo to nie krzyczała chamskich tekstów ani nie miała pretensji, więc chyba da się pozostać kulturalnym mimo strachu przed psami. W takim wypadku, chyba każdy normalny właściciel babce ustąpi miejsca.[/QUOTE]


Widać, że naprawdę wyrozumiała Pani, bo nieraz osoby, które mają takie lęki są obrażone na cały świat, że ktoś idzie z psem...:shake:

Link to comment
Share on other sites

Ja raz musiałam zrobić "taktyczny odwrót" przed wnerwionym podhalanem który jakimś cudem znalazł się po niewłaściwej stronie płotu a ja się nie boję psów, gdyby ktoś kto się boi tamtędy szedł mógłby go sprowokować... tacy ludzie dla własnego dobra powinni pracować nad swoim lękiem bo psy są wszędzie :roll: skoro ja się przestałam bać pająków to wszystko jest możliwe :p

Link to comment
Share on other sites

W poprzednim mieszkaniu, w którym większość życia spędziłam miałam na górze sąsiadkę. Zawsze miała psa. Najpierw sukę owczarkowatą później bokserowate dwie, jedną po drugiej. Każdy z tych psów miał na imię Saba (dla mnie chore). Pani ta panicznie bała się mojej pierwszej suki (10 kilo żywej wagi) nawet jak ta miała 15 lat i ją po schodach znosiłam i wnosiłam. Patrzyła na nią jakby miała wyrwać mi się i rzucić jej do gardła. Owszem Miśka szczekała na nią (jak była młodsza) ale tylko jak szła ze swoją bokserką a to dlatego, że jakoś w pierwszym roku jej życia kiedy wracałyśmy ze spaceru ta Saba wbiła mi się między nogami do przedpokoju i rzuciła na moją. Saby zawsze chodziły po klatce schodowej bo pani mieszkała na przebudowanym strychu i miała drzwi na klatkę otwarte prawie zawsze.
Moja obecna Bora również szczekała na sąsiadeczkę ( jak chodziła z Sabą 3). W pierwszym tygodniu pobytu małej u mnie Sabunia rzuciła się na moją 7 tygodniową małą z zamiarem zaduszenia (pewnie z miłości). Babka się oczywiście zachowywała jakby mój pies chciał ją zjeść kiedy przechodziliśmy obok, mino że jak szła bez psa to nie zwracała na nią uwagi. Kiedyś jej w końcu powiedziałam żeby mi psa przestała straszyć na klatce schodowej bo to ja mam serce w gardle kiedy wychodzę z mieszkania albo wchodzę na klatkę i nie wiem czy jej Saba nie zechce zjeść mojej psicy. Dzięki tej pani moja suka do dzisiejszego dnia boi się psów w typie boksera i oszczekuje jak się zbliżają.
Jestem pewna, że jakbym tam dalej mieszkała i miała kolejnego psa to również by coś było na rzeczy z ta sąsiadką.

Link to comment
Share on other sites

Mam do Was pytanie, mam nadzieje, że nie wywołam za dużego off topa :oops:
Dzisiaj, niestety w taki skawr przyszło nam jechać do miasta tramwajem. Oczywiście miałam wodę i miskę w plecaku. Wstyd się przyznać, ale w jedną stronę jechaliśmy bez kagańca, który zakupiłam właśnie w miejscu, do którego jechaliśmy. Kupiłam taki, w którym Brok może otworzyć paszczę. Wsiadamy znowu w tramwaj, tym razem Brok już w kagańcu. Ludzi nie było za dużo, bo z racji tego, że tramwaj nie ma klimatyzacji, w takie upały korzysta z niego niewielu. Cała droga tramwajem to około 20 minut. Widzę, że Pani obok nas ciągle nam się przygląda. Myślałam, że chodzi o to, że pies się wiercił, a ja musiałam to postrzymać. Nagle słyszę
P: Niech Pani mu zdjemie ten kaganiec, bo mu gorąco.
J: Ale wie Pani, to taki, w którym pies może oddychać.
Pani nr.2: No tak, tak, męczy się
J: Ale wie Pani, niektórzy się boją psów i mogą mieć problem z tym, że pies nie ma kagańca
P: Ale on młody jeszcze jest! Niech mu pani zjedmie, bo szkoda psiaka
I ja, jako iż nie umiem przystać przy swoim zdaniu, zdjęłam mu ten kaganiec dosłownie na 3 minuty jazdy. Co o tym sądzicie? Co powinnam zrobić z takimi rozmówcami?

[ Postanowiłam, ze napisze to w dialogu, bo będzie to czytelniejsze.
J- to co mówiłam ja, P- to co mówiła Pani, która nam się przyglądała, Pani numer 2- Pani, która dołączyła do rozmowy po chwili. Oczywiście kobiety były bardzo miłe, ale wydaję mi się, że nie powinny się wtrącać w to czy -defakto, MÓJ- pies ma kaganiec]
Przepraszam za off topic, bo nie nawiązuje to do "chamskich psiarzy" ale nie wiedziałam gdzie mogę to umieścić i zapytać o kogoś opinie :oops:

Link to comment
Share on other sites

Bardzo miło z ich strony, ale ja zawsze pytam w takim wypadku (moje moją fizjologi chopo) czy w razie czego mają zamiar płacić mandat. OFC mój pies ze względu na 'rasę' nigdy nie jeździ bez kagańca w komunikacji, różnie może odczytać intencje ludzi i potrafi zawarczeć jak ktoś na niego włazi i szczeknąć też.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...