Jump to content
Dogomania
fifi290496

co zrobić w sytuacji gdy inny pies zaatakuje naszego?

Recommended Posts

Po raz kolejny napiszę, bo chyba do niektórych nie dotarło, że pisałam, że jestem przeciwna butowania psa, gdy oba mają podobną siłę i gdy nic nie zagraża życiu żadnego z nich, bo nawet nie wiadomo czy drugi naprawdę biegnie żeby zagryźć :cool3:. Tak trudno to zrozumieć? Bo niektóre osoby próbują mi nie wiadomo co udowodnić i podają przykłady gdy pies o 20 kilo większy miażdży czaszkę drugiemu czy coś w ten deseń. Nie widzicie różnicy? To chyba nie ja nie zrozumiałam do końca tego co pisze druga strona :lol:

A tak w ogóle, co da kopanie psa, który już gryzie naszego dużo mniejszego psa? Co najwyżej go tylko rozjuszy...

W ogóle nie wiem czy jest sens kontynuowania tematu- sytuacje, gdy nasze psy są narażone na prawdziwy atak są naprawdę rzadkie i są wtedy takie emocje i "instynkt przetrwania", że nawet najmądrzejsza rada i sposób na pokananie napastnika nie przyniesie efektu w realu, bo po prostu nikt nie będzie myślał co to było na Dogo napisane tylko działał, byle ratować psa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Bakteria']:crazyeye::crazyeye:

Wiesz... wstydziłabym się pisać takie rzeczy na forum miłośników psów. Więcej, wstydziłabym się siebie, że coś takiego zrobiłam.

Mogłaś inaczej rozwiązać tą sytuację. Mogłaś np. złapać agresorkę, swoją puścić skoro jest taka karna i wezwać SM. Może mandat zmotywowałby gościa do prowadzania suki chociaż w kagańcu, którego swoją drogą twoja suka też nie miała... Zaraz pewnie napiszesz, że jeszcze by cię pogryzła. Ale kopiąc ją, aż piszczała :shake: byłaś moim zdaniem sto razy bardziej narażona na przekierowanie jej agresji na ciebie. Rozumiem, że dobro naszego psa jest nadrzędne, ale.... Ech... I jeszcze tak się tym szczycić? W ogóle nawet nie wiadomo czy chciała od razu ci sukę pożreć, może tylko tak biegła, ale jak na wejściu dostała z kopa to się nie dziwię. Swoją drogą dziwne, że w takim spięciu, gdzie jak chyba wszyscy wiemy jest jedna wielka kotłowanina, tak precyzyjnie wymierzałaś kopy, że tylko tamta porządnie dostała. Nie wiem, może masz wprawę w kopaniu psów? Trudno mi to pojąć. No, chyba że to nie była takie wielka walka jak piszesz, a to tym bardziej wskazuje na to, że mogłaś inaczej zareagować.

Ale cóż... Czytając to forum coraz częściej dochodzę do wniosku, że tu jest więcej miłośników swoich psów niż psów ogólnie. Bardzo przykre :-([/quote]


moja droga ...na łąki w szczere pole nie biorę telefonu...po drugie miałam patrzeć jak tamta rozszarpuje sukę moją???a niby za co miałam łapać tamtą skoro nie miała obroży??miałam narazić się na pogryzienie agresywnego psa!!!???nie pozwolę,aby inny pies zagryzł mojego psa!!!wypraszam sobie takich komentarzy w stosunku do mojej osoby!!!u nas SM nie ma w Łowiczu...nie byłaś w takiej sytuacji to milcz, a nie komentuj...Kopa dostała jak złapała moją za kark i szarpała!!!i nie zarzucaj mi braku miłości do zwierząt, bo mnie nie znasz kobieto!!!jestem ciekawa Ciebie w tej sytuacji...i dodam, że nie jestem z siebie dumna,że skopałam,ale że potrafiłam obronić własnego psa!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Figafiga']moja droga ...na łąki w szczere pole nie biorę telefonu...po drugie miałam patrzeć jak tamta rozszarpuje sukę moją???a niby za co miałam łapać tamtą skoro nie miała obroży??[B]miałam narazić się na pogryzienie agresywnego psa!!!???[/B]nie pozwolę,aby inny pies zagryzł mojego psa!!!wypraszam sobie takich komentarzy w stosunku do mojej osoby!!!u nas SM nie ma w Łowiczu...nie byłaś w takiej sytuacji to milcz, a nie komentuj...[B]Kopa dostała jak złapała moją za kark i szarpała!!![/B]i nie zarzucaj mi braku miłości do zwierząt, bo mnie nie znasz kobieto!!!jestem ciekawa Ciebie w tej sytuacji...i dodam, że jestem z siebie dumna, że potrafiłam obronić własnego psa!!![/quote]

A uważasz, że ją kopiąc nie naraziłaś się? Wiesz, z twojego pierwszego postu wynikało coś innego niż jedno kopnięcie, może przeczytaj go jeszcze raz zanim zaczniesz na mnie krzyczeć i się unosić?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja się unoszę??kopałam nie raz, a co myślisz, że w typie rottka odskoczy od razu od mojego??zapraszam do mnie na łąki...agresorka spaceruje po 19...i ze swoją nie wychodzę wtedy, aby jej przypadkiem nie skopać i nie dać Ci tematu do oburzania się.

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Bakteria']Po raz kolejny napiszę, bo chyba do niektórych nie dotarło, że pisałam, że jestem przeciwna butowania psa, gdy oba mają podobną siłę i gdy nic nie zagraża życiu żadnego z nich, bo nawet nie wiadomo czy drugi naprawdę biegnie żeby zagryźć :cool3:. Tak trudno to zrozumieć? Bo niektóre osoby próbują mi nie wiadomo co udowodnić i podają przykłady gdy pies o 20 kilo większy miażdży czaszkę drugiemu czy coś w ten deseń. Nie widzicie różnicy? To chyba nie ja nie zrozumiałam do końca tego co pisze druga strona :lol:

A tak w ogóle, co da kopanie psa, który już gryzie naszego dużo mniejszego psa? Co najwyżej go tylko rozjuszy...

W ogóle nie wiem czy jest sens kontynuowania tematu- sytuacje, gdy nasze psy są narażone na prawdziwy atak są naprawdę rzadkie i są wtedy takie emocje i "instynkt przetrwania", że nawet najmądrzejsza rada i sposób na pokananie napastnika nie przyniesie efektu w realu, bo po prostu nikt nie będzie myślał co to było na Dogo napisane tylko działał, byle ratować psa.[/quote]

Fajnie, że nie masz traumatycznych doświadczeń w kwestii ataków psów, ale wierz mi, że nie jest tak, jak przekonujesz.
Ataki "naprawdę" nie zdarzają się wcale tak rzadko.
Nigdy nie przewidzisz w jakim celu nadbiega obcy pies, sytuacja może się zmienić w ułamku sekundy.
To, że psy są porównywalnej siły, wielkości etc. nie znaczy, że jeden drugiego szybko nie ukatrupi. Wiem z przykrego doświadczenia, że zdławić niemal do nieprzytomności ponad 50 kilo agresywnego, żwawego psa, drugi pies może w kilkanaście sekund.
Jestem przeciwko butowaniu psów, ale rozumiem, że czasem profilaktyczny kop jest bezpieczniejszy od zwarcia dwóch psów.

Co do kopania już gryzących się psów, cóż zdeterminowany "wojownik" ma przeważnie takie kopanie gdzieś.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Bakteria']Po raz kolejny napiszę, bo chyba do niektórych nie dotarło, że pisałam, że jestem przeciwna butowania psa, gdy oba mają podobną siłę i gdy nic nie zagraża życiu żadnego z nich, bo nawet nie wiadomo czy drugi naprawdę biegnie żeby zagryźć :cool3:. [/quote]

No ba. Obiecuję, że jak tylko posiądę zdolność czytania w psich głowach to najpierw się zastanowię czy przemówić do niego spokojnie, bez emocji, czy może kopnąć.
A pisanie "gdy nic nie zagraża życiu żadnego z nich" jest wielce ryzykowne. Pies to pies. Nigdy do końca nie wiesz jaka będzie jego reakcja.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kilka dni temu moj pies (samoyed) znalazl sie w dosc dziwnej, nieprzyjemnej sytuacji. Spacerujac spokojnie chodnikiem, zostal zaatakowany od tylu :crazyeye: przez golden retrievera. Hoto kompletnie nie spodziewal sie ataku, gdyz goldena po prostu nie widzial. Rozplaszczyl sie jak zaba pod jego ciezarem i coz...golden po prostu zaczal go gryzc w kark :roll: Znajac mentalnosc swojego psa, wiem ze nawet gdyby spotkal go "otwarty" atak czyli zostalby zaatakowany od przodu- nie wdalby sie w awanture :shake: raczej kulil, unikal zebow itp. Cala sytuacja miala miejsce gdy z Hotem spacerowal tata a zakonczyla sie w taki sposob, ze narwany golden dostal kopniaka i to go ocucilo.
Zeby bylo jasne- nie popieram kopania psow, ale w takiej sytuacji (niespodziewany atak od tylu i brak mozliwosci jakiejkolwiek obrony przez Hota) zrobilabym dokladnie tak samo. Byc moze agresja goldena skierowalaby sie przeciwko mnie, ale mysle ze dzialalabym pod wplywem emocji, nie zastanawiajac sie nad konsekwencjami...

Swoja droga to pies mial chyba jakies mega problemy z psychika :shake:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Bakteria']
Mogłaś inaczej rozwiązać tą sytuację. Mogłaś np. złapać agresorkę, swoją puścić skoro jest taka karna i wezwać SM. Może mandat zmotywowałby gościa do prowadzania suki chociaż w kagańcu, którego swoją drogą twoja suka też nie miała... [/QUOTE]
Nie bardzo sobie to wyobrażam:lol: Nadbiega pies, rzuca się na mojego, gryzie, szarpie itp. a ja co mam zrobić? Złapać agresora jedną ręką za nogę (lub inną część psiego ciała), drugą odpiąć swojego psa, a trzecią wyjąć telefon i zadzwonić na SM i jeszcze poprosić właściela, żeby poczekał, bo SM ma przyjechać?:roll:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moje psy sa dla mnie najwazniejsze, w chwli zagrozenia dobro psa napastnika schodzi na dalszy plan i zaczynam sie o niego martiwc juz "po" calej akcji. Sory ja nie bede bezczynnie stac i patrzec jak inny pies robi krzywde mojemu. Jesli ktos nie przezyl podobnej sytuacji to moze sobie pogdybac ze mozna to zalatwic jakos inaczej, rozsadniej bla bla bla

Share this post


Link to post
Share on other sites
[B]Figafiga[/B] popieram Cie i innych ktore podobnie mysla. Jak ide na spacerek z psami to odpowiadam za ich bezpieczenstwo i nie zamierzam patrzec spokojnie na sytuacje konfliktowe, zwykle udaje mi sie odwrocic uwage i schodzic z drogi dziwnym psom ktore nie sa na smyczy ani nie maja kaganca i zamierzam sobie kupic pieprz zelowy, ale gdyby tfu tfu zdazyla sie taka sytuacja bez skrupolow zbutowalabym napastnika, ktory cierpialby tylko i wylacznie przez swojego nieodpowiedzialnego wlasciciela, ktory nie panuje nad psem i nie trzyma go na smyczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ciężki temat.
Jeżeli rozdzielałam psy w schronisku to z reguły wystarczały krzyki i uderzenia smyczą. Natomiast na spacerze moja suka została zaatakowana trzy razy (ataki niespodziewane z tyłu - przez owczarki niemieckie). Za każdym razem interweniowałam, udało mi się agresorów przepędzić, dwa razy wyszłam bez szwanku. W przypadku ataku na mojego psa włącza mi się agresja straszna :diabloti:. No i adrenalina działa - za trzecim razem dopiero po powrocie do domu zobaczyłam, że się za mną krew leje.
Dalej nie mam pomysłu co robić w takiej sytuacji. W mojej okolicy często spotykam wałęsające się duże psy (ostatnio widziałam bernardyna) i często są to psy, które znam z widzenia. Tylko nigdy nie mam gwarancji, czy kiedyś któryś z nich nie zaatakuje. Myślałam też o gazie, ale boję się, że zrobię krzywdę swojemu psu, albo nie trafię za dobrze i gaz tylko rozjuszy agresora.
A wiem z autopsji, że psy potrafią sobie zrobić krzywdę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Juz w innym watku pisalam o staffordzie ktory zaatakowal mojego szczeniaka. To nie bylo ustawianie czy przepedzanie, to byla zadza mordu. I niestety dostal ode mnie kopa. Zaluje tego, ale pewnie bym powtorzyla, bo w takiej sytuacji nie ma czasu na wykrecanie numerow do SM.
Ale do tego co napisala Figafiga tez mam male ale. Napisalas, ze dostala (agresorka) tak, ze az piszczala. Wydaje mi sie, ze jest pewna granica, jesli juz trzeba kopac to tak, zeby psa odpedzic, a nie krzywdzic. Chodzi mi o to, ze powiedzmy po pierwszym kopie pies przestaje gryzc, po drugim zaczyna piszczec (liczby umowne). PO co wtedy ten drugi? Zeby mu oddac?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dostała tyle, aż puściła moją sukę, a że piszczała to mnie już nie obchodziło, bo zaczęłam w nerwach oglądać swoją czy ma rany...jakby nie trzymała w zębach mojej to bym jej nie kopała i proszę nie łapać mnie za słówka - nie życzę nikomu podobnej sytuacji :shake::shake::shake: po co bym miała kopać psa, który by puścił mojego?? śmieszne!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='nykea']Chodzi mi o to, ze powiedzmy po pierwszym kopie pies przestaje gryzc, po drugim zaczyna piszczec (liczby umowne). PO co wtedy ten drugi? Zeby mu oddac?[/QUOTE]

skąd wiesz jak było?:cool1: Jak nie wiesz to nie osądzaj;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='nykea']Juz w innym watku pisalam o staffordzie ktory zaatakowal mojego szczeniaka. To nie bylo ustawianie czy przepedzanie, to byla zadza mordu. I niestety dostal ode mnie kopa. Zaluje tego, ale pewnie bym powtorzyla, bo w takiej sytuacji nie ma czasu na wykrecanie numerow do SM.
Ale do tego co napisala Figafiga tez mam male ale. Napisalas, ze dostala (agresorka) tak, ze az piszczala. Wydaje mi sie, ze jest pewna granica, jesli juz trzeba kopac to tak, zeby psa odpedzic, a nie krzywdzic. [B]Chodzi mi o to, ze powiedzmy po pierwszym kopie pies przestaje gryzc, po drugim zaczyna piszczec (liczby umowne). PO co wtedy ten drugi? Zeby mu oddac?[/B][/quote]
Nykea, nie jestem zwolenniczką kopania psów, co już mnóstwo razy zaznaczałam, ani też tłuczenia agresora ile wlezie "za karę", bo zaatakował nasze zwierzę, ale widać nie znasz takich psów, które raz kopnięte czy uderzone odskoczą na chwilę, otrzepią się i od nowa zabierają się za gryzienie, a takie się zdarzają. I co wtedy?
Nie bierzesz pod uwagę, że "prawdziwy" agresor atakując inne zwierzę, jest "nastawiony" na ból, na obrażenia i może nie odpuścić tak łatwo. Wiele psów w ataku, przy takich emocjach jest dość odpornych na ból. Sytuacja sytuacji nie równa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jako, że jestem świeżo w temacie, pozwolę sobie na wypowiedź.
Nie dalej jak wczoraj miałam nieprzyjemną sytuację z psem, który zaatakował mojego. Idę sobie przez podwórko mojej babci, podwórko w nieciekawej dzielnicy, gdzie pełno pijaczków i degeneratów, na podwórku siedzi grupka podchmielonego towarzystwa, wśród nich spuszczony piesio, który jest agresywny do większości innych psów. Mój pies oczywiście na smyczy. Wołam z daleka do właściciela psa, żeby go złapał, a ten nic. Pies zdążył podbiec do mojego, po postawie widać było, że nie zbliża się w celu zaprzyjaźnienia, tylko szuka guza. Ale przecież nie wezmę na ręce mojego psa, który waży 25 kg.
Oczywiście, po krótkim obwąchaniu rzucił się na mojego, ale właściciel nawet nie raczył wstać. Dopiero jak na niego ryknęłam, żeby zabierał psa, chwiejnym krokiem raczył podejść.
Niestety kundel zdążył rzucić się do szyi mojemu, a że mój szczyl jest przyjaźnie nastawiony i narazie nie wie, co to agresja, nie bardzo wiedział, co z tym zrobić. Więc ja, jak ktoś tu poradził, Sajana schowałam za siebie, a że pies rzucał się dalej, więc tak pokręciliśmy się w kółko, nim właściciel zdążył psa zabrać. Pies dostał ode mnie jednego buta i nie żałuję. Do tego właściciel zwyzywał mnie, bełkocząc, od gówniar, stwierdził, że mój powinien mieć kaganiec, że to jego teren prywatny:crazyeye:. Ostro mnie tym zdenerwował, więc wezwałam SM.

W każdym razie, nawiązując do tego co napisała Bakteria

[quote name='Bakteria']Po raz kolejny napiszę, bo chyba do niektórych nie dotarło, że pisałam, że jestem przeciwna butowania psa, gdy oba mają podobną siłę i gdy nic nie zagraża życiu żadnego z nich, bo nawet nie wiadomo czy drugi naprawdę biegnie żeby zagryźć :cool3:.


W ogóle nie wiem czy jest sens kontynuowania tematu- sytuacje, gdy nasze psy są narażone na prawdziwy atak są naprawdę rzadkie i są wtedy takie emocje i "instynkt przetrwania", że nawet najmądrzejsza rada i sposób na pokananie napastnika nie przyniesie efektu w realu, bo po prostu nikt nie będzie myślał co to było na Dogo napisane tylko działał, byle ratować psa.[/quote]

Nie będę się w takiej sytuacji zastanawiać, czy obcy pies biegnie, żeby się z moim przywitać. Nie ma przecież tego wypisanego na pysku. Oczywiście jeśli pies chce się tylko obwąchać i przywitać, czy pobawić, to dla mnie problemu nie ma, bo Sajan jest zawsze chętny do zabawy. Ale jeśli już dojdzie do starcia, to nie mam zamiaru czekać, aż psy same między sobą "uzgodnią", o co chodzi. Mój poprzedni psiak tak właśnie został pogryziony przez innego i nie chcę po raz kolejny przechodzić tego samego. Jestem odpowiedzialna za mojego psa i nie pozwolę, żeby inny agresor robił sobie z niego worek treningowy i przez to wichrował mu psychikę, bo takie ataki raczej nie obywają się bez skutków nie tylko fizycznych, ale i psychicznych. Tego psa mam prawie rok i już jakieś 3 razy musieliśmy radzić sobie z agresywnymi psami. O 3 razy za dużo. Jeśli ma się psa, to jest się za niego odpowiedzialnym. Wszyscy chyba z tym się zgodzimy.

Bakteria, jeśli w Twojej dzielnicy ataki psów należą do rzadkości, to naprawdę Ci zazdroszczę. U mnie niestety większość psów to psy ze skrzywioną psychiką, rzucające się na wszystko, co się rusza... Ale ich "właściciele" mają to w d... i to ja muszę się martwić, jak przejść, by mój czworonóg nie oberwał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
To ja sie podlacze.
Otoz - od razu zaznaczam mnie interesuje mnie sprawa legislatywna, jak rozwiazac sprawe - tylko [U]jestem zainteresowana sposobem zareagowania na bezposredni atak psa na psa[/U].
Opisze sytuacje - sasiad ( ktory byl karany juz manadatami za niedopilnowanie wlasnego psa atakujace inne - stad jak napisalam wyzej - nie interesuje mnie prawne rozwiazanie sprawy) ma psa, wielkosci sredniej, niesocjalizowany ( rzuca sie tez na swoich opiekunow), niewychowany. Czasami sie zdarza, ze niestety, spotykamy sie przy wejsciu\wyjsciu do klatki schodowej, na chodniku, a teraz doszlo nawet, ze pies jest spuszczony ze smyczy na polach, a wlasciciel nie ma nad nim zadnej kontroli.
Ostatnio taki przypadek mial miejsce w poniedzialek. No i ow pies od razu RZUCA SIE DO GARDLA mojemu, ktory jest psem duzym, silnym i spokojnym. Moj pies reaguje warczeniem, dopiero na wczesniejszy atak swego pobratymca.
Atak nastepuje ze strony tamtego psa. Pisze to wyraznie. Zreszta, ten pies rzuca sie na kazdego psa, w tym suki. A oprocz niego - agresora, mieszkaja u nas inne psy, gdzie zachowanie tego psiaka jest identyczna jak w stosunku do mojego.
Moje pytanie - co ja, jako opiekun swojego psa, powinnam zrobic, jak sie zachowac, kiedy ow pies zaatakuje mojego - jak pisalam jest to ewidentny atak - a opiekun tamtego nie reaguje lub reaguje niewlasciwie ( typu: glaszcze go "uspakajajac" w jego mniemaniu).
Jak sie powinnam zachowac , jaka moja reakcja powinna byc, bo nie mam zamiaru oba psy wiezc na szycie. Prosze nie pisac o rozmowach z opiekunem tamtego psa, czy zgloszeniu wlasciwym organowm, bledach wychowawczych ( to odpada w przypadku wlascicieli tamtego psa), czy niedopuszczaniu do sytuacji, bo to wiem. Interesuje mnie bezposrednia reakcja opiekuna w momencie kiedy pies zaatakuje drugiego.
Macie jakies pomysly? Dzieki! Dla mnie to sprawa wazna, bo zaobserwowalam, ze moj pies juz nienawidzi tamtego, stresuje sie juz go na klatce slyszac, a proby odczylania mojego na tamtego spelzly raczej na niczym.
ps. Dodam, ze oczywiscie ten pies nie chodzi w kagancu, z reguly jest na smyczy, ale nie zawsze. Tamten pies wazy jakies 15 kilo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Bakteria']Nie wiem dlaczego, ale mnie takie sytuacje, że inny pies od razu rzuca się do gardła praktycznie się nie zdarzają... Może ja w jakimiś innym kraju żyję... [/quote]

No chyba. To, co będę pisać, może zabrzmieć złośliwie i chamsko, ale to dlatego, że ten temat wzbudza we mnie szczególnie silne emocje, jako że mój pis był wielokrotnie zaatakowany i pogryziony, więc śmiem twierdzić, że się na metodach obrony znam.
Piszesz, że niby przesadzamy, bo nie każdy pies miażdży czaszkę i rzuca się z charkotem do gardła. Nikt nie napisał, że każdy. Nikt też nie chwali się, że lata z gazem pieprzowym za każdym psem, którego zobaczy i na dodatek patrzy, jak by go tu skopać.
Uwierz mi - jesteś bardzo szczęśliwą osobą (twój pies jeszcze bardziej), jeśli wszystkie psy, nawet dominujące, podchodziły do was tylko po to, żeby się obwąchać i na kilku warknięciach się kończyło.
Może jak ktoś mieszka na osiedlu willowym w Konstancinie, gdzie sąsiedzi pokupowali sobie i domy, i psy a są to labki i goldeny z renomowanych hodowli (które trudniej "popsuć" niż ON, TTB czy jakiekolwiek psy, u których łatwo doprowadzić do nietolerancji innych czworonogów), to ma spokój.
Ja nie mieszkam w najgorszej dzielnicy, mało tu dresów, ale największy problem jest nie z nimi, a z tzw. ludzmi na poziomie. I staruchami, wleczonymi na sznurku przez jamniki, yorki i pinczery min. I pseudomiłośnikami "WILKÓW", jak określają swoje poczwarki poniemieckie - wypuszczane na dwór raz na dobę luzem (bo spacerem trudno to nazwać, mimo że właściciel kręci się w pobliżu - najczęściel staje sobie na trawniku a pies szczy wszystkim po bramach i furtkach i rzuca się na inne psy).

[quote]ak z tego co czytam to u was wszystkie od razu z charkotem do gardła, żeby tylko wasze pożreć. Zdarzają się takie sytuacje, ale to chyba niecodziennie i nie każdym spacerze żeby tu sobie wymieniać takie rady. Dlatego napisałam w pierwszym poście, że może najpierw dać się psom spokojnie przywitać? :lol: Taka sytuacja, że jakiś pies podbiega do naszego bez naszej wyraźnej zgody w ogóle nie powinna mieć miejsca, ale to się niestety szybko nie zmieni.[/quote]Chyba ktoś, kto uważa się za miłośnika i znawcę psów (przynajmniej nie laika) - jest w stanie odczytać wyraźne sygnały dawane przez biegnącego psa.
Nie należę do osób, które z piskiem podnoszą psa z ziemi i wrzeszczą "proszę zabrać psa", gdy ktoś się zbliża ze swoim, mało tego, intensywnie resocjalizuję mojego adoptusia po przejściach, ale były sytuacje, że brałam 35kg na ręce, kiedy się dało i mogło to pomóc.
Piszę za siebie, ale sądzę, że i inne osoby piszące w tym topiku UMIEJĄ ODRÓŻNIĆ ZACHOWANIE PSA CHCĄCEGO SIĘ ZAPOZNAĆ, POBAWIĆ CZY TYLKO PRZYWITAĆ OD PSA, KTÓRY BIEGNIE OD RAZU TYLKO PO TO, BY ZAATAKOWAĆ. Ja wiem też, że są warknięcia i warknięcia, że psy w zabawie potrafią się pokaleczyć i nie musi się to skończyć walką.
Mój pies lubi brutalne zabawy i wywija ósemki kolegą-spanielem, trzymając go za fraki i ja nie pozwalam, by podbiegał do obcych psów, żeby bawić się z nimi w ten sposób, tylko najpierw PYTAM opiekuna - wiedząc, że obcemu psu takie zabawy mogą się nie spodobać.

[quote]uważasz, że lepszym i mniej narażającym na pogryzienie zachowaniem niż po prostu złapanie psa jest kopanie go aż skowycze? To wg ciebie daje mniejszą szansę na pogryzienie? Według mnie nie bardzo.[/quote]Jak widzę, że wystarczy złapać, to nie kopię, udało mi się (nie wiem, jakim cudem - chyba jednym z tych, jakie jest w stanie zdziałać adrenalina, która mnie wtedy rozsadzała) utrzymać dwa walczące psy - jeden mój - dobek 35 kg, drugą ręką za skórę na karku (po co komu obroża...?) ON-kopodobnego, znacznie cięższego - i tamten, choć zupełnie obcy, nawet na mnie nie spojrzał. Był to typowy przykład, nazwę to tak nieprofesjonalnie, agresji terytorialnej - chodziło o wyeliminowanie drugiego samca - gdy wtrącił się człowiek, czyli ja - oba psy patrzyły sobie prosto w oczy z odległości moich wyciągniętych w przeciwne strony ramion, ale nie atakowały.
Ale gdyby ten pies chciał, mógł się wyrwać i dalej atakować mojego, ze mną przyciepioną do jego karku. Wiedziałam, że muszę trzymać mocno oba, bo gdybym trzymała tylko poczwarka - mając więcej siły - mój by go dopadł i i tak oba byłyby pogryzione.
Nie każdego psa można złapać czy przytrzymać, powtórzę się: nie byłaś w takiej sytuacji - ciesz się.

[quote name='Bakteria']A tak w ogóle, co da kopanie psa, który już gryzie naszego dużo mniejszego psa? Co najwyżej go tylko rozjuszy...[/quote]
Da bardzo dużo, jeśli go przewróci. Twarde buty, cel: słabizna lub pysk, liczą się ułamki sekund. W obronie życia mojego psa zrobię WSZYSTKO. Normalnie nie uderzyłabym żadnego psa, we własnej obronie zrobiłabym mniej, bo ja w sądzie wygram o odszkodowanie, jak mi nogawkę podrze, ale jak mi psa zagryzie, to po czterech latach biegania po sądach usłyszę "niska szkodliwość społeczna" a winny zapłaci 250 zł mandatu - piszę z doświadczenia, choć żadnego psa nie pozwoliłam zagryźć.

[quote]W ogóle nie wiem, czy jest sens kontynuowania tematu- sytuacje, gdy nasze psy są narażone na prawdziwy atak są naprawdę rzadkie[/quote]Gdzie ty mieszkasz? Nie pytam zniecierpliwionym czy ironicznym tonem a przez ciekawość - może wezmę kredyt na zmianę mieszkania:eviltong:

[quote] i są wtedy takie emocje i "instynkt przetrwania", że nawet najmądrzejsza rada i sposób na pokananie napastnika nie przyniesie efektu w realu, bo po prostu nikt nie będzie myślał co to było na Dogo napisane tylko działał, byle ratować psa.[/quote] A ja właśnie będę myślała!:eviltong: - właśnie idę napełniać butelkę po Ludwiku:eviltong:;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sota36 - w ostateczności, gdy ataki zdarzają się często:
(ZANIM POSYPIE SIĘ GRAD - NIE JESTEM DRESIARĄ, NIE BIEGAM Z ŁAŃCUCHEM, BRZYDZĘ SIĘ PRZEMOCĄ [U][B]- ALE PRZEDE WSZYSTKIM TĄ SKIEROWANĄ PRZECIWKO MNIE I MOIM BLISKIM - [/B][/U]JEŚLI MOJEMU PSU GROZI NIEBEZPIECZEŃSTWO, cóż... tonący chwyta... bat, pałkę, łańcuch:eviltong:)
[IMG]http://i40.tinypic.com/33ucoiw.jpg[/IMG]
[IMG]http://i39.tinypic.com/20tqptf.jpg[/IMG]


I tu - TA DAAAM!!! - bezpośredni i IDEALNY sposób na ochronę przed gryzieniem - żadna rewelacja, od wieków chroni się w ten sposób m. in. psy chroniące stad - np. w byłej Jugosławii. CAO też na starych rycinach mają gruuube skórzane pasy nabijane gwoźdźmi.
Kolcami na zewnątrz, do tego gruba i szeroka obroża od Pitmana.
[IMG]http://i41.tinypic.com/359lqae.jpg[/IMG]

w bezpośrednim starciu:
[IMG]http://i44.tinypic.com/24x2np1.jpg[/IMG]
I gdy nasz pies jest bezpieczny za waszymi plecami, a agresor nie odpuszcza - prosto w oczy - zwykła woda, ale mogą być legalne odstraszacze psów:
[IMG]http://i44.tinypic.com/2z4ae4z.jpg[/IMG]

Ostatni raz powtórzę - to w ostateczności, jeśli leje się krew, zasłanianie psa nie wystarcza a agresor trzyma go zębami i nie daje się odgonić. Ale pomaga i jeśli pies dostanie mocno, nie waży się więcej do mnie podejść.

Share this post


Link to post
Share on other sites
:thumbs:Cieszę się, że choć jedna osoba mnie rozumie, spełniłam misję:eviltong:;)

A bo się wkurzyłam, czytając komentarze i pseudorady, które uważam za głupie - naprawdę, trzeba znaleźć się w danej sytuacji, żeby móc coś komuś doradzać. To tak, jakby mówić ofierze gwałtu: trzeba było powiedzieć, że nie chcesz i że cię boli...
Też pewnie bym podniosła raban, jakbym - nigdy w życiu nie musząc bronić psa np. 2 razy tego samego dnia przed rozjuszonym 40-kg ON-em - czytając, jak ktoś pisze, że kopie psy... Ale są dwie strony medalu. Też nigdy w życiu nie pomyślałabym, że kupię gaz pieprzowy, myśląc o pryskaniu psów...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dobermania - dzieki za odpowiedz. Nie jestem za wymierzaniem "sprawiedliwosci" agesorowi, ale sorry - bede interweniowala, kiedy moj pies zostanie zaatakowany. Nie chce doprowadzac do "walk psow" . Zaczne od gazu pieprzowego. Pomysl z kolczatka - podoba mi sie. Dla mnie najwazniejsze jest zdrowie i zycie mojego psa, choc watpie, by ten nasz agresor dalby rade mojemu, ale dla mnie jest wazne tez , by moj nie nakrecal sie na niego:) nad czym pracujemy powolutku, powolutku - do przodu. Lecz odczulanie na tym etapie nienawisci mojego jest bardzo trudne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×