Jump to content
Dogomania

zaświadczenie o stanie psa?


a.g.a
 Share

Recommended Posts

Witam po długiej nieobecności na forum. Zwracam się z pytaniem, czy jest taka możliwość, że lekarz weterynarii wystawi mi zaświadczenie o złym stanie zdrowia psa, oraz czy po diagnozie, będzie w stanie podać mi na piśmie kosztorys leczenia zwierzęcia? Dlaczego pytam. Otóż jest pewien Pan X, który posiada 6 psów w kojcach. Zwierzęta są trzymane w złych warunkach. W zeszłą niedzielę pojechałam do miejscowości, w której trzymane są psy i zauważyłam, że jeden z psów jest bardzo wychudzony. Właściciel terenu Pan Y, który karmi te psy ( bo pan X mieszka ponad 15 km od miejsca trzymania psów), stwierdził, że pies powinien być uśpiony, ale wet nie chce go uśpić bo cytuję "merda ogonem". Pies jest w takim stanie od uwaga marca! Nie leczony, nie opuszcza kojca ( tonie w swoich odchodach, bo kojce są sprzątane jak ktoś łaskawie tam zajedzie). Właściciel terenu " może rzucić karmę i dać wodę, leków dawać nie będzie", Pan X tym bardziej jeździł nie będzie codziennie po 15 km w jedną stronę, a psa do domu nie zabierze, do weta też się nie wybiera, niby szkoda mu psa, ale jakby zdechł, to będzie wolny kojec. Nie chcę pisać więcej o sytuacji zwierząt, bo na razie muszę wydostać chorego psa i razem z mężem działamy w celu poprawy warunków bytowych pozostałych psów ( są pewne powiązania między mężem a Panami, o których nie chcę tu teraz pisać i na noże na razie pójść nie mogę). Plan jest taki, że za zgodą obu panów zabieramy psa od nich w tą sobotę a mam umówioną już wizytę u lekarza weterynarii we wtorek, w celu zdiagnozowania psa, obydwoje z mężem postanowiliśmy, że jeżeli jest szansa na wyleczenie psa, sfinansujemy to. I teraz, boję się, że zbędny w chorobie obu panom pies okaże się niezastąpiony po wyleczeniu i dojściu do formy, a ja nie zamierzam oddać go znowu na zmarnowanie do zasranego dosłownie kojca, który będzie opuszczał, jak komuś żal się go zrobi, średnio raz w miesiącu, albo i nie. W związku z tym chciałabym zgromadzić dokumentację obrazującą stan psa po jego zabraniu od Panów X i Y, wycenę ewentualnych kosztów leczenia, paragony itp. Gdy będę już wiedziała, co się dzieje z psem, postawię twardo sprawę ( o czym wczoraj jasno mężowi powiedziałam), że zapłacę za leczenia psa, ale w zamian mają zrzec się do niego prawa na moją rzecz i pies już tam nie wróci. Nie wiem co psu jest. Podobno weterynarz widział go w kojcu i stwierdził, że może coś z trzustką. Objawy ( według panów X i Y): pies charczy podczas jedzenia, jakby się dławił, kupy ma białe i jak krowa ( sorry, ale to cytat), sierść jest matowa i źle wyliniał (do tej pory widzę linieje, ale nie jest szczotkowany), apetyt pies ma i nie jest osowiały. Żywienie psa: Pedigree, kości ( łopatka lub duże szpikowe ogolone z mięsa), odpady po uboju ( czasami już zaśmierdłe), pokrojone porcje rosołowe ( wszystko surowe bo nikt bawił w gotowanie się nie będzie). Osobiście w niedzielę widziałam, że pies je, faktycznie jakby miał trudności z przełykaniem. Pies rasy Łajka, nie ma jakiś typowych chorób wg opisu rasy, ale nie wiem jak jest w praktyce ( ja miałam foksterierra (16 lat), psa ze schroniska w typie ON (lat 13) i obecnie dziadziusia airedale terriera w podeszłym wieku 12 lat).

Link to comment
Share on other sites

Lekarz weterynarii może wydać opisy wizyt, jeśli chodzi o koszta to ciężko szacować bo żeby psa "przejrzeć" dobrze byłoby zrobić jakieś badanie kliniczne + badanie krwi + badania obrazowe. Kał może być biały jeżeli są w nim kości. Trudności z przełykaniem mogą być związane z zapaleniem górnych dróg oddechowych, może tam być fragment kości, nowotwory, niedoczynną tarczycę i pewnie kilku innych. Pytanie co wyjdzie w badaniach. Jeśli chodzi o prawne aspekty być może dobrze byłoby zasięgnąć porady w jakieś fundacji jak to się odbywa.

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję Ci za odpowiedź. Jestem umówiona z weterynarzem na diagnostykę psa, bo właściciele mieli gdzieś jego stan i czekali aż sam z siebie przeniesie się na lepszy świat. Na opisie wizyt zależy mi dlatego, że wraz z mężem jesteśmy gotowi ponieść wszelkie koszty leczenia, ale po jego ewentualnym dojściu do zdrowia nie oddamy psa o czym właściciel zostanie poinformowany, gdy już będę wiedziała, co mu dokładnie jest i czy nie jest nieuleczalnie chory. Tak jak pisałam wcześniej, pies został potraktowany karygodnie, choruje od marca i został pozbawiony opieki weterynaryjnej, pozostawiony sam sobie na tyle miesięcy. Na pewno weterynarz będzie w stanie dostrzec efekty zaniedbań. Potrzebuję dokumentacji, bo właściciel uważa, że jest wszystko dobrze i nic złego się z psami nie dzieje ( chory miał zdechnąć sam z siebie w bliżej nieokreślonej przyszłości). Psy nie opuszczają kojców miesiącami ( wyobraź sobie ich stan, gdy są sporadycznie te kojce sprzątane), jedzą byle co. Teraz coś dopiero zaczyna drgać, bo boją się tego, ze zrobię aferę, znaleźli się chętni do sprzątania kojców, spacerów z psami i nawet dokupiono lepszą karmę.  Mąż zapewnia, że Xi Y z ulgą mi tego psa dadzą na własność, bo mają dość i jego i mnie i zamieszania, którego narobiliśmy, ale ja dowody na wszelki wypadek  muszę mieć.

Link to comment
Share on other sites

Dnia 4.12.2020 o 11:06, jola&tina napisał:

Zadam pytanie trochę nie na temat, ale jeżeli możesz, to odpowiedz.
Do czego Panu X i Y potrzebne są te psy? Siedzą w kojcach zaniedbane, trzeba je karmić, pożytku z nich nie ma :( , no to po co ?

Hej

Nie chcę oceniać tego Pana. Wydaje mi się, że człowiek się trochę pogubił i był z lekka bez wyobraźni. Ja mam z nim ograniczone kontakty, mąż widuje się z nim częściej. Człowiek ten miał kiedyś jednego psa, też w kojcu u Pana Y, ale pies był wyprowadzany, karmiony, ogólnie facet bardziej się starał. Jeśli dobrze pamiętam, po śmierci ( ze starości) psa Pan X kupił dwa kolejne ( łajki i właśnie jedna z nich jest u mnie), potem spodobały mu się psy innej rasy, jakiś czas temu kupił z hodowli sukę ( jak podkreśla za 2 tyś) i wydaje mi się, że łajki zeszły na plan drugi albo i trzeci, a Pan X tak jak człowiek z manią zbieractwa stracił nad sobą kontrolę i w sumie psów jest 6 ( tzn 5 bo łajka od rana jest już pod moją opieką). Dodatkowo przez jakiś czas Pan X mógł liczyć na pomoc kolegów w opiece nad psami, niestety stał się niesłowny, olewatorski i trochę kręcił, użalając się nad sobą, że wszystko jest na jego głowie. W ten sposób ludzie stracili do niego zaufanie, a także chęć pomocy ( o tym akurat dowiedziałam się częściowo wczoraj i dzisiaj od męża). My przez cały tydzień próbowaliśmy przekonać znajomych do pomocy. Część puka się w głowę ( że mąż zwariował, bo psom krzywda się nie dzieje), inni widzą, że coś jest nie tak, ale nie chcą tego ruszać ( w tym brat męża, wyjeżdżający z tekstem, po co Wam to, dajcie se spokój), ale kilku chłopaków dzisiaj zadeklarowało pomoc. Dzisiaj kojce zostały sprzątnięte, psy były na spacerze, kilku znajomych zwiozło karmę ( my też zawieźliśmy 15 kg). Pan X zdaje się nawet rozumieć powoli, że po pierwsze potrzebuje pomocy, po drugie, chyba powinien poszukać dobrych domów dla psów. Co do chorego psa, którgo zabrałam...

-pies jest przeraźliwie chudy, w sumie można na nim uczyć się psiej anatomii, szkielet plus futro

-ma coś jakby łupież? Są też widoczne na białej sierści jakieś czarne kropki, nie wiem, pchły? Ale wcale się nie ruszały więc nie mam pewności,

-odchody wcale nie są jak krowie placki, tylko walcowate, cholernie twarde ( sprzątałam to wiem) o jasnoszarym kolorze wewnątrz a brązowym na zewnątrz niestety z krwią. Ale wydaje mi się, że widziałam w nich żeberka kurczaka ( są karmione kurzymi korpusami), i jakieś coś jak ziarna ryżu, jakby robale? Człony tasiemca czy jaja? Nie wiem, zrobiłam zdjęcia, żeby we wtorek pokazać weterynarce.

-nie dławi się jedzeniem, nie charczy, nie wymiotuje ani nic takiego. Może dlatego, że u mnie jest sam przy misce, ma podaną suchą karmę, nie korpusy i nic nie musi pochłaniać w błyskawicznym tempie, bo nie ma konkurencji do jedzenia?

-pije normalne ilości wody

-pies nie jest osowiały, porusza się sprawnie ( chyba w szoku, że ma taki duży teren do pobiegania po kojcu), szczekał na sąsiada i wydaje się być wesoły. Nie wiem, co o tym myśleć. Nie wydaje mi się byc śmiertelnie chory, żeby rozważać jego uśpienie. Mój erdel jak jest chory, to jest osowiały, marudny, ma zwieszone uszy i ogon i pokłada się po kątach. Ten natomiast biega po terenie, węszy, żywo reaguje na dźwięki, nasłuchuje, ogólnie po prostu zachowuje się jak pies zdrowy.

-Nos ma mokry i chłodny, taki normalny, dziąsła też normalny kolor ( jest tak uległy i przymilny, można było go obejrzeć)

Ogólnie, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Pan Y został poinformowany, że pies po wyleczeniu do niego do kojca nie wróci, co przyjął z tekstem " no i dobrze, może zabierzecie jeszcze jednego ?" Pan X jeszcze o tym nie został powiadomiony. Zależy mi na opinii weterynarki dot. stanu w jakim pies do mnie przybył, chcemy z mężem owym niedowiarkom uświadomić, że nie robimy z igły widły, ale że psy potrzebują zainteresowania. Część kolegów na wiadomość, że to mój mąż a nie Pan X, będzie koordynował prace przy psach zgodziło się pomóc. Zobaczymy jak to będzie, mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze dla wszystkich zainteresowanych.

Link to comment
Share on other sites

Brawo dla Was! Jest szansa na to, że pomożecie nie tylko psu, który jest już u Was, ale poprawicie los psów, które pozostały w kojcach. Nie pozwólcie tylko na to, żeby Pan X poczuł się zwolniony od obowiązku opieki nad psami i wszystko załatwiał Waszymi rękami ( w sensie dosłownym - sprzątanie,karmienie, spacery ) i na Wasz koszt.
Proszę, napisz jakie są wyniki badań wet. psa i jaka jest reakcja Pana X na Wasze działania.

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście, że dam znać. Sama czekam na wtorek, dość nerwowo zresztą, bo nie wiem, co powie weterynarz.Z jednej strony zachowanie psa daje nadzieję, z drugiej strasznie się martwię nie wiedząc, co mu dolega. Ale do wtorku już blisko. Pies nadal jest wesoły, chociaż szybko się męczy ( ale nie dyszy jak mój secrowiec dziadziuś erdel). Po prostu myślę, że po miesiącach zamknięcia na małej przestrzeni stracił formę...byle do wtorku

Link to comment
Share on other sites

Jesteśmy pobpierwszej wizycie, sytuacja wygląda słabo..

-waga psa 13kg (łajka powinna ważyć ok. 20-22kg)

-pies jest potwornie zapchlony

-morfologia wykazuje poważną anemię ( jeszcze trochę i pies będzie potrzebował transfuzji)

-wątroba i jedna z nerek, obraz nieprawidłowy

-przerośnięta znacznie prostata, w przyszłości kastracja psa

-płyn w jamie brzusznej, niestety w zbyt małej ilości, by pobrać próbkę

-gruczoły przy odbycie zatkane

-jelita drożne, żołądek prawidłowy, nie widać guzów, narośli czy innych objaw nowotworów.

Podano lek w tabletce na pasożyty zewnętrzne. Oprócz morfologii krew poszła na badanie na obecność pasożytów oraz chorób odkleszczowych. Mam dostarczyć odchody psa z kolejnych trzech dni. Jutro powtarzamy morfologię. Pies ma oczyszczone gruczoły przy odbycie, dostał antybiotyk, lek przeciwzapalny. Podejrzewana choroba odkleszczowa anaplazmoza lub pasożyt, którego nazwy z nerwów nie zapamiętałam. Pani doktor wypisze mi coś na kształt raportu z badań psa. Wszystkie kocyki, posłania itp są do utylizacji, pies ma zakaz kontaktów na ten moment z innymi zwierzętami. Pan X został powiadomiony o konieczności spalenia słomy z budy chorego psa, dezynfekcji kojca, odrobaczeniu pozostałych 5 psów, reakcji na ten moment brak, być może jest jeszcze w pracy.

Link to comment
Share on other sites

  • 11 months later...

Update po roku

Jeżeli ktoś jest ciekaw, jak zakończyła się sprawa mojej łajki...Żyje, ma się bardzo dobrze, po długim leczeniu pies jest wreszcie w dobrej formie. Waży obecnie zgodnie z tym co powinien, 22,5 kg, waga jest stabilna. Pies radosny i pełen energii ( szczególnie do kopania....). Dożywotnio prawdopodobnie Lypex, ale dajemy radę. Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Dnia 23.11.2021 o 22:14, jola&tina napisał:

Świetne wiadomości, uratowaliście psa ❤️
Pan X zrzekł się praw do psa? Nie było problemów?
A co z pozostałymi psami? Poprawiły się warunki?

Hej

Było ciężko, bo dla mnie i dla psa mąż "naraził się" kilku osobom spośród swoich znajomych. Mieliśmy trochę nieprzyjemności ( głównie mąż) towarzyskich..Ale w końcu coś do niektórych dotarło...Łajka jest moja ( Pan przepisał ją na mnie bez problemów, po tym jak zobaczył ile mam papierów, rachunków plus obdukcja psa, ale też chyba i zrozumiał, że tak jest najlepiej), pozostałe mają czyszczone kojce, nie tylko przez "właściciela" ale i kolegów, karma kupowana, odrobaczane i wyprowadzane na spacer. Może nie jest idealnie ale jest o niebo lepiej niż było. No i część osób się odbraziła....Tylko łajka byłego właściciela nie chce znać....Do nas za to mocno się przywiązał..Przylepa jakich mało, ale też trochę łobuz, tyle że z tych dających się lubić....Niezwykłe było to, że wyczuł chyba jak bardzo załamana jestem po stracie mojego erdelka ( odszedł 13 listopada), zamiast ganiać jak zawsze po posesji, usiadł i tulił się do moich nóg niemal godzinę, jakby chciał mnie pocieszyć....Bardzo się cieszymy, że go uratowaliśmy. Myślę, że i jego były właściciel się ogarnie, zmienia się w jego życiu na lepsze...Teraz jak psy są bezpieczne, to na spokojnie myślę, że nie jest złym człowiekiem, po prostu problemy osobiste i opieka nad psami go przerosły....

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...