Jump to content
Dogomania
scoooty

Każdy spacer, to męka i stres

Recommended Posts

Od dwóch tygodni opiekuję się suczką, ok. 2 letnią, adoptowaną ze schroniska. Gabarytowo i wizualnie wygląda na miks labradora i owczarka niemieckiego. Nic o niej nie wiem oprócz tego, że znaleziono ją w parku, w schronisku była krótko więc nie zdążyli jej dogłębnie poznać, tylko tamtejszy weterynarz pokusił się o lakoniczne określenie jej "wariatką".
W domu pies jest aniołem - przesypia noce, nie zdarzyło jej się załatwić, nie robi niepotrzebnego hałasu, lubi każdego z domowników, pozwala sobie "manipulować" przy misce (dorzucić coś, przesunąć ją), odebrać zabawkę. Jednak ogromny problem stanowi świat zewnętrzny. Problemy pojawiły się już od pierwszego wspólnego spaceru po adopcji, jednak przez te pierwsze dni zrzucałam to na karb stresu, nowej sytuacji, może niedoświadczenia w chodzeniu na smyczy, ale im dalej tym robi się gorzej. Pies jest silny, suka waży teraz ok. 28 kg., czasem jest mi ciężko ją utrzymać, każdy spacer to moje maksymalne skupienie, muszę być o krok przed nią i rozglądać się, czy aby na pewno nie biegnie za nami jakiś biegacz, albo nie nadjeżdża rower. Wszystko, co się porusza, co jest nieznane, co ma ogon i cztery łapy, albo dwa koła, albo cztery - jest wyrywaniem do przodu. Suka wyrywa ze szczekaniem, często na dwóch łapach wręcz - do przechodniów, na widok dziecięcego wózka, na widok kruków, kaczek, rowerów, ludzi z walizką, dzieci, samochodów i psów oczywiście. Przy bardzo ruchliwej ulicy, do której zbliżyłyśmy się ostatnio dla testu, żeby sprawdzić jej reakcje - chowa ogon w tyłek i widać, że się boi hałasu samochodów, ale są też momenty, kiedy specjalnie biegnie do auta (ostatnio podczas gonitwy z psami, odłączyła się i specjalnie pobiegła za dużym suvem - rzucała się z zębami do przednich kół, wyskakiwała przed maskę, była to na szczęście powolna dróżka gruntowa, a wł. samochodu wykazał się rozsądkiem i się zatrzymał, po iluś wołaniach wróciła do mnie sama z pokorą). Często widząc światła auta już się na niego "czai". Mówię jej wtedy mocne, ale spokojne "zostaw" - czasem udaje jej się stracić dzięki tej komendzie skupienie i odpuszcza  samochód, ale najczęściej dzieje się to wtedy kiedy jest on stosunkowo daleko od nas, im jest bliżej - tym staje się bardziej głucha i zafiksowana na realizacji swojego celu. To samo dotyczy psów. Kiedy widzi jakiegoś psa, nawet z 50 m zaczyna się pisk, piruety na smyczy, szczekanie i ciągnięcie. Chodzę z nią teraz na 5 m lince, której długość dozuję, staram się, aby była luźna, co jakiś czas wołam ją do siebie i daje nagrodę. Kiedy widzę na horyzoncie psa również mówię "zostaw", ale ona wtedy głuchnie - napręża się, merda ogonem, czasem jeży sierść, podnieca i już jest w swoim świecie, kucam wtedy i staram się zainteresować ją sobą, mówię do niej uspokajająco - rzadko kiedy się udaje, a kiedy się uda i np. zmienimy kierunek - suka i tak piszczy żałośnie, że nie udało jej się podejść i ogląda się za psem. Do tej pory nie znałam jej relacji z psami i nie wiedziałam jakiej reakcji się spodziewać, dlatego dopiero kilka dni temu poznałam ją z suczkami mojego znajomego, wtedy też pierwszy raz spuściłam ją ze smyczy - bawiły się przez 2 godziny, dzisiaj tak samo + spotkałyśmy dzisiaj dużo przypadkowych psów i było w porządku. Nie wiem jak zachowuje się bez smyczy w stosunku do rowerów, czy biegaczy, bo chodzimy z psami na odległe od drogi tereny, ale podejrzewam, że tak samo jak w stosunku do samochodów, za którym ostatnio się puściła. Natomiast, kiedy nie jest na smyczy, to obcy ludzie nie są obszczekiwani (chociaż może dlatego, że zajęta jest psami i ganianiem z nimi). Dzięki tym znajomym psom mogę ją nareszcie porządnie wybiegać - jest to ok 1,5h szaleństw dziennie plus 2x półgodzinne spacery, ale wbrew temu co sobie wyobrażałam, to "spuszczenie" z niej energii podczas tych szaleństw wcale jej nie pomaga i nadal rwie się do zwierząt i nadal wszystko obszczekuje. Zaczęłam zakładać jej kaganiec, bo nie sposób wyjść z klatki bloku rano, kiedy jest duży ruch, bo ludzie zwyczajnie się jej boją i jest to nieodpowiedzialne, żeby tak duży pies skakał ujadając na każdego przechodnia. Pies chodzi w szelkach, na obroży tak szarpała, że aż miała siny język, dusiła się i była jeszcze mniej sterowalna. Przed wyjściem przez każde drzwi każe jej czekać, bo ma skłonność do drapania łapą w drzwi ze zniecierpliwienia, przed podaniem miski musi usiąść i siada, ale kiedy mówię siad przy zakładaniu szelek, albo przy innej okoliczności w domu, to suka się kładzie na plecy, tylko kiedy mam coś super smacznego, to potrafi normalnie usiąść i nie kłaść się brzuchem do góry. Ma kilka zabawek, ale w jej głowie termin zabawy nie funkcjonuje najlepiej - czasem pobawi się ze mną piłką - wygląda wtedy jak szczeniak, albo sznurem, ale niechętnie odpowiada na moje propozycje zabawy, w domu jest w ogóle dość apatyczna, jedynie na jedzenie wyraźnie się ożywia, albo po wyjściu na dwór. Podejrzewam, bo tylko tyle mogę, że była psem, który biegał samopas, po ogrodzonym terenie i stróżowała, a cały świat zewnętrzny za tym płotem był przerażający i nadający się tylko do wściekłego obszczekania, człowieka miała obok siebie, bo nie ma urazu w stosunku do ludzi, ale ten człowiek niczego jej nie nauczył. Rozważam oczywiście konsultację z behawiorystą, najlepiej takim, który specjalizuje się w tego typu wyskokach, ale w międzyczasie zastanawiam się, czy każdy taki przypadek jest uleczalny, ile może człowiek naprawić i zdiagnozować i jakim kosztem, bo oprócz psa trzeba mieć też na uwadze własną kondycję i nie można w tym szaleństwie zajechać się na śmierć... Bardzo się staram z nią pracować każdego dnia, ale zwyczajnie i po ludzku - tracę siłę każdego spaceru, po którym mam spuchnięte dłonie od przeciągającej się przez nie smyczy i zakwasy w ramionach...Złoszczę się na ludzi, którzy olali jej socjalizację, złoszczę się na siebie i na tego bogu ducha winnego psa, w którego wstępuje demon poza drzwiami mieszkania, a potem ten sam pies patrzy na mnie w domu z taką delikatnością i jakimś smutkiem w oczach, że pęka mi serce od tego dysonansu, który w sobie mam... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mam ogromnego doświadczenia przy trudnych psach, więc jest to raczej luźna rada. Po pierwsze zaopatrzyłabym się w jakieś przysmaki które bardzo lubi (u nas działa tak np. wątróbka w tubce, że udaje się przywołać młodego jak coś bardzo go podnieci) i przy okazji ćwiczyć komendę "do mnie". Druga sprawa to pewnie ćwiczenia z psem tak aby był skupiony na Tobie, na początku w domu a potem stopniowo zwiększając ilość rozproszeń. Trzecie i chyba najbardziej skuteczne to szelki easy-walk, takie zapinane od przodu które obracają psa w Twoją stronę kiedy pociągniesz go na smyczy- osobiście nie próbowałam, ale u niektórych podobno działa cuda. Niemniej jest to czasowe rozwiązanie, możliwe jednak że psiak po pewnym czasie nauczy się nie ciągnąć i skupiać na Tobie większą uwagę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ją średnio interesuje jedzenie na zewnątrz, czasem jak jej się udaje podejść do mnie na zawołanie, to wtedy zjada smaczka, ale ilość bodźców i zapachów przewyższa wartością jakiekolwiek jedzenie. Najbardziej dokuczliwa jest jej chęć obszczekania każdego w zasięgu wzroku i ciągniecie mnie w stronę ludzi, czasem fizycznie nie daje rady ustać na własnych nogach. Słyszę wokół rady, że powinnam stosować kolczatkę, ale ona na każde moje bardziej siłowe reakcje reaguje jeszcze większym nakręceniem i skutek jest odwrotny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przydałaby się dobry trener i jednocześnie behawiorysta. Jeśli jesteś z okolic wawy to moge Ci polecić kogoś.

Dobrze że próbujesz ją uspokoić przed wyjściem. Jeśli ona tak bardzo excytuje się zapachami i wszystkim dookoła to narazie nie spuszczalabym jej ze smyczy. Chodziłabym na długiej tak jak to robisz.

Poczytaj o cichych spacerach i  coping strategy ( przekierowanie na szarpak / patyk - po intensywnej interakcj). Chwal za rezygnację.

Jeśli znasz angielski poczytaj o metodzie BAT.

Kolczatka odpada. Nie lubię klikera ale używam, bo przy moim szczekaczu szybciej działa jako sygnał pochwały. 

Czeka Cię dużo pracy ale i satysfakcji. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, jestem z Warszawy. 

Hmm tylko obawiam się, że nie zaspokoję jej potrzeby ruchu tym dreptaniem na smyczy, jak biega z psami widać w niej energię i od razu ma szczęśliwą mordkę, w domu traci entuzjazm, choć może już za dużo ją obserwuje i przesadzam...

Jeśli chodzi o przekierowanie uwagi, to ona nie traktuje zabawek jako atrakcję, rzadko kiedy udaje mi się zachęcić ją w domu do zabawy.


Najlepiej, w sytuacjach konfrontacji, kiedy obiekt nie jest zbyt blisko, działa zmiana kierunku i wtedy np. "w nagrodę" biegnę z nią kawałek i widać, że sprawia jej to radość. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie zawsze bieganie z psami jest wyczerpujace. Może być pobudzajace i stresujace. Nie jest tak że on tylko ze mna człapie :) Mieszam mu spacer, zmieniam kolejność.

Mam energicznego psa też myślałam że muszę go wybiegać. 

Ale.. spacer przy takim psie powinien być relaksujący. Uradowaną mordkę zobaczysz.

Okazalo się że bardziej go wyczerpuje i relaksuje przy zabawach węchowych. Potem spotykamy kolegów, ganiaja sobie. Potem ze znajoma wspolnie spacerujemy.

Przekierowanie nie polega tylko na zabawkach. Mój pies w sytuacjach stresowych szukał patyka to go uspokaja.bierze go w pysk i przez chwilę, tyle ile potrzebuje go nosi.

Z tym chodzeniem w druga stronę- też tak robię. Fajny sposób. Kiedy zerknie w moja stronę mówię "Idziemy". 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No tak, to prawda. Zrobię dzisiaj długi spacer, wezmę ze sobą może taki aport ze sznurka, można tam upchnąć małe kosteczki, które lubi. 

I tak jak mówię, wobec psów jeszcze jestem w stanie nad nią zapanować, lepiej lub gorzej, to zależy. Jednak jeśli chodzi o ludzi, to jest horror, muszę się rozglądać, czy aby na pewno nikt nie idzie zbyt blisko, albo jak spotkam kogoś na klatce to też się zatrzymuje, próbuje uspokoić, ale ona ujada i tak na 11 pięter, w kagańcu, czy bez.
Czasem ktoś bardziej odważny przystanie i po moim krótkim prologu decyduje się dać się jej obwąchać, ale większość ludzi jest tym psem przestraszona i nie ma się co dziwić. Dlatego te spacery są tak traumatyczne, bo nie sposób uniknąć ludzi. To samo się tyczy samochodów i strasznie ciężko mieć w sobie niesłabnący optymizm względem tego jej szkolenia i siłę tytana, bo 3-4 spacery dziennie wyczerpują mnie jak ciężki trening na siłowni, a poprawa jest znikoma i bardzo wybiórcza.

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, scoooty napisał:

No tak, to prawda. Zrobię dzisiaj długi spacer, wezmę ze sobą może taki aport ze sznurka, można tam upchnąć małe kosteczki, które lubi. 

I tak jak mówię, wobec psów jeszcze jestem w stanie nad nią zapanować, lepiej lub gorzej, to zależy. Jednak jeśli chodzi o ludzi, to jest horror, muszę się rozglądać, czy aby na pewno nikt nie idzie zbyt blisko, albo jak spotkam kogoś na klatce to też się zatrzymuje, próbuje uspokoić, ale ona ujada i tak na 11 pięter, w kagańcu, czy bez.
Czasem ktoś bardziej odważny przystanie i po moim krótkim prologu decyduje się dać się jej obwąchać, ale większość ludzi jest tym psem przestraszona i nie ma się co dziwić. Dlatego te spacery są tak traumatyczne, bo nie sposób uniknąć ludzi. To samo się tyczy samochodów i strasznie ciężko mieć w sobie niesłabnący optymizm względem tego jej szkolenia i siłę tytana, bo 3-4 spacery dziennie wyczerpują mnie jak ciężki trening na siłowni, a poprawa jest znikoma i bardzo wybiórcza.

co do samochodów do Sowa kiedyś opisywała jak trenować. Może znajdę tę poradę.

Co do ludzi to rzeczywiście. :(

A nie próbowałaś jeździć z nią windą tak kilka razy w czasie kiedy jest najmniej ludzi. Potem umówić się z kimś znajomym żeby stał na parterze. I tak w kółko macieja:(  Przy spacerach próbuj jeśli się da, robić łuki, nie chodzić alejkami tylko trawnikiem.

Jeśli to nie pomoże popytaj weta czy aptus relax jej nie podawać lub  zylkene. To nie są leki to suple. Mają m.innymi wit B1, tryptofan, i siarę z mleka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję, zaraz poczytam :)

Pewnie jest to do wypracowania, 1000 powtórzeń, że człowieka nie należy obszczekać, bo nie niesie nic złego... Tylko jest to bardzo frustrujące, muszę jej zakładać kaganiec dla własnego i ludzi bezpieczeństwa i non stop muszę pilnować, aby ignorowała każdego, kto nadchodzi, a większość osób odskakuje w bok ze strachem niż chce podjąć współpracę i dać się obwąchać. Ona dobrze wie kto jest znajomy, a kto nie, więc szybko załapie, że kogoś już kojarzy i nie jest potencjalnym zbrodniarzem. 

Co do windy - nadal boi się chodzić po schodach i klatce schodowej, robi to, ale w przerażeniu, tak więc windy na razie nie próbowałam. No i co, jeżeli ktoś w tej windzie będzie, a nie daj boże z psem... A zapsioną okolicę mamy bardzo.

Właśnie ktoś mi mówił o zylkene, tylko, że jest strasznie drogi tak na pierwszy rzut oka. Muszę bardziej zgłębić temat. 

Na pewno mądrego i doświadczonego w tego typu sytuacjach behawiorystę musimy poszukać. Martwię się też, zwyczajnie po ludzku, o siebie, czy ja sama temu podołam, czy ten nieustanny stres, napięcie i szarpanina nie odbiją się na mnie, bo nie bardzo ma mnie kto wesprzeć z domowników. 

Co do chodzenia - rzadko kiedy chodzę ścieżkami, tylko wtedy kiedy widzę, że jest pusto za mną i na horyzoncie. Często chodzimy trawnikami, z daleka od ścieżek i stamtąd obserwujemy "obiekty" - ludzi, psy. Wtedy ją uspokajam, obserwuje i widać, że chciała by wyrwać, ale się tonuje. Do czasu, aż obiekt nie zbliża się zbyt blisko...

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odwrażliwianie mojego psa trwa 6 miesięcy. Czy to dużo czy mało trudno mi powiedzieć. Myślę, że na początku a pewnie i teraz popełniam i popełniałam błędy. Pierwszego psa miałam bezproblemowego teraz przy Tobim duużo się nauczyłam o psim świecie ale jeszcze o wiele za mało wiem.

Za bardzo nastawiłam się na trening a za mało na relax. Dużo wiedzy dają także seminaria,konferencje prowadzone przez doświadczonych trenerów, behawiorystów. Plus nauka posłuszeństwa plus -w przypadku problemowego psa wizyta kogoś bardziej doświadczonego.

Taka prawdziwa Twoja sunia jest wtedy kiedy jest w domu to co na zewnątrz pewnie jest jej nieznane- w chwilach załamania przywołuj sobie te wesołe momenty to daję trochę siły. Spróbuj też nie stresować się spacerami albo poproś kogoś z rodziny żeby z Tobą wychodził. Będzie Ci raźniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, uxmal napisał:

 

Taka prawdziwa Twoja sunia jest wtedy kiedy jest w domu to co na zewnątrz pewnie jest jej nieznane- w chwilach załamania przywołuj sobie te wesołe momenty to daję trochę siły. Spróbuj też nie stresować się spacerami albo poproś kogoś z rodziny żeby z Tobą wychodził. Będzie Ci raźniej.

Dziękuje za te słowa <3
Dzisiaj było jakby trochę lepiej po południu. Pochodziłyśmy sobie, daleko od wszystkiego co straszne, około 1,5 h, w międzyczasie przewijało się kilka osób i dość ładnie reagowała na słowo "zostaw", a potem na odbieganie razem. Najfajniejsza jest wtedy kiedy chodzi na całej długości tej 5 m taśmy i przychodzi na zawołanie, albo chętnie biegnie razem ze mną, wtedy czuję z nią jakieś połączenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.02.2019 o 21:02, scoooty napisał:

 Często widząc światła auta już się na niego "czai". Mówię jej wtedy mocne, ale spokojne "zostaw" - czasem udaje jej się stracić dzięki tej komendzie skupienie i odpuszcza  samochód, ale najczęściej dzieje się to wtedy kiedy jest on stosunkowo daleko od nas, im jest bliżej - tym staje się bardziej głucha i zafiksowana na realizacji swojego celu. To samo dotyczy psów. Kiedy widzi jakiegoś psa, nawet z 50 m zaczyna się pisk, piruety na smyczy, szczekanie i ciągnięcie

naucz ją porządnie siad/ najpierw w domu/ to łatwo nauczyć, a jak to mix labradora z owczarkiem to powinno pójść błyskawicznie

i kaź siadać  bardzo często, chwal , czasem daj przysmak, a zawsze każ siadać przed tym co dla niej ważne

bo z tego co piszesz, to czasem siada, a czasem nie

Dnia 9.02.2019 o 21:02, scoooty napisał:

jedynie na jedzenie wyraźnie się ożywia, albo po wyjściu na dwór.

czyli zanim dasz jej miske z jedzeniem - siad, jak siadzie chwalisz/ zawsze tym samym słowem i miska

zanim otworzysz drzwi na spacer siad, Chwalisz i dopiero drzwi się otwierają

i teraz - w sytuacji gdy  zaraz zrobi coś/ czego nie chcesz/ zamiast krzyczeć zostaw - czyli zamiast jej mówić czego ma nie robic

Dnia 9.02.2019 o 21:02, scoooty napisał:

Suka wyrywa ze szczekaniem, często na dwóch łapach wręcz - do przechodniów, na widok dziecięcego wózka, na widok kruków, kaczek, rowerów, ludzi z walizką, dzieci, samochodów i psów oczywiście.

mówisz siad - czyli mówisz jej co ma robić

bo ona przecież nie wie co ma robić

a jak siądzie chwalisz/ tym samym słowem np dobrze/ tak specjalnie powiedzianym i po chwili zwalniasz z siedzenia innym słowem takim samym za kazdym razem/ i smaczka dajesz/ jeśli lubi 

 ale tez każesz jej siadać wiele razy, tak po prostu, na spacerze - i tak samo chwalisz i nagradzasz za kazdym razem, i sie cieszysz ze ona taka jest mądra i w ogóle super pies

a potem możesz tez nauczyć ją czegoś innego, np leżeć albo usiądź przy nodze / np noga itd

moje psy lubią skakać/nie wiem czy Twoja suka może skakać -więc każe im na spacerze przez coś przeskakiwać/ na coś wskakiwać - na polecenie, i chwalę oczywiscie - ja stoję, a psy są w ruchu, albo wskakują na wąski murek i muszą kawałek przejść i usiąść/ i nie zlecieć - tez wysiłkowe dla psa; a dla mnie nie -psy na linkach, bo bawimy sie w parku

i w takiej sytuacji trudnej każesz jej wykonać polecenie/ jak będziesz dużo ćwiczyć - to ona je wykona odruchowo -i pochwalisz

powiesz siad, i ona odruchowo siądzie/ kwestia wyćwczenia, ale przy takim miksie masz szansę wyćwiczyć

i powoli spacery będą przyjemne , bo suka będzie patrzeć najpierw na ciebie co ma robić, ty powiesz polecenie, ona wykona, ty pochwalisz , a kruki czy kaczki czy wózki dawno was miną

bo teraz nie udzielasz jej informacji JAK ma sie zachować; mówisz jej, że to co ona robi jest nieodpowiednie/ nie podoba ci się - ale nie wyjaśniasz jakie jest odpowiednie, jakie ci sie podoba

i dobrze ludzie reagują, jak widzą, że mówisz siad i pies siada ;

lubi coś nosić w pysku?  bo jest duża szansa, że lubi - i warto ją do tego zachęcać, bo wtedy mogłabyś ją uczyć noszenia czegoś w pysku w domu, na polecenie, pochwały i smaczki oczywiscie w ruchu

a z czasem spróbować żeby coś niosła poza domem, pluszaka/psia zabawkę/ coś atrakcyjnego -z zabawka w zębach nie da sie szczekać/ no i chwalisz oczywiscie jak niesie

po co prosisz ludzi, żeby sie dali obwąchiwać? suka widzi człowieka idącego, karzesz jej usiąść/ ona siada/ i siedzi dopóki człowiek nie przejdzie, chwalisz i dopiero idziecie

czyli chodzi o skojarzenie, że nie trzeba tych ludzi przeganiać, ale siada i ludzie przechodzą

no i smaczki - najpierw siada na polecenie, a dopiero potem po pochwaleniu, ewentualnie nagroda, i to nie zawsze , i chwile musi posiedzieć, nie tak że usiadła sekunda i już nagroda, niech usiądzie i niech siedzi - policz w głowie do 3, a następnym razem do 5 , a potem do 10 i do 20, i dopiero miska czy drzwi czy inne zwolnienie z siedzenia

np polecasz jej usiąść i potem np wiążesz sobie buta/ w domu przed drzwiami / czy zapinasz i odpinasz sweter lub kurtkę,  a ona ma siedzieć i czekać/ i dopiero pochwała i miska/ czy pochwała i otwarcie drzwi

a nie tak, że ona patrzy jakiego masz smaczka i czy warto usiąść, i albo siada albo nie - na siad ma usiąść, a smaczek może sie pojawić ewentualnie później, jak juz posiedzi trochę

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×