Jump to content
Dogomania
koala1149

Amstaff 5 miesięcy - agresja, problem psychiczny, gdzie popełniam błąd?

Recommended Posts

Witajcie, to mój pierwszy post na forum dlatego chciałam się przywitać ze wszystkim właścicielami szczęśliwych czworonogów ;) Od jakiegoś czasu śledzę forum, ale to pierwszy raz gdy chyba na prawdę potrzebuje Waszej pomocy. Z góry dziękuje za cenne rady, które na pewno wprowadzę w życie ponieważ teraz czuje się bezradna w zaistniałej sytuacji. Aby wszystko dobrze Wam nakreślić będę dokładna bo czasami szkopuł tkwi w szczegółach.

 

Może zacznę od początku i udzielę Wam podstawowych informacji. Jestem od niedawna (początek sierpnia) posiadaczką słodkiej (ale jakże charakternej) suczki rasy Amstaff. Uprzedzając komentarze muszę przyznać, że z niezarejestrowanej hodowli - ujęła wszystkich domowników po pierwszym spotkaniu, nic dla nas wtedy nie miało znaczenia; teraz wiem, że trzeba było zastanowić się 10 razy. Gypsy (bo tak ma na imię) trafiła do nas mając 8 tygodni (tak wiem, stosunkowo zbyt wcześnie). Z początku nowe miejsce było dla niej przytłaczające i wiadomo była lekko przestraszona. Kolejnym błędem było zaproszenie jej do łóżka w pierwszych dniach pobytu u nas w mieszkaniu, ale o tym później. Gypsy jest bardzo mądra i szybko się uczy, w krótkim czasie opanowała podstawowe komendy takie jak siad, podaj łapę, waruj, puść. W zasadzie w pierwszym miesiącu pobytu wszystko chłonęła jak gąbka, była posłuszna. Później zaczęły jej wypadać zęby, i oczywiście rozumiem że to ją bolało swędziało i nie wiadomo co jeszcze, ale dostała wszystkie niezbędne narzędzia w postaci zabawek (różnych przeróżnych, od twardych kulek po długie sznury do przeciągania) oraz moją pełną uwagę (byłam cały czas w domu). Nie mniej jednak jej gryzienie z początku nie aż tak bolesne, z czasem zaczęło się przeradzać w szczekanie, warczenie i ostatecznie mocne gryzienie do krwi. Oczywiście poświęcałam również czas na nauczenie jej, że ręce i stopy nie są atrakcyjnym materiałem do gryzienia, ale nawet gdy zaczynała rozumieć to chwilę później zapominała. Mój dzień wyglądał tak, że sto procent czasu poświęcałam jej. Były to spacery (krótkie, długie, różne trasy, urozmaicone jak tylko się dało; zawsze przy sobie miałam coś do odwrócenia jej uwagi od nieporządanej czynności czy reakcji), zabawa w różnych formach (przeciąganie, aportowanie, przysmaki w różnych kubkach by zgadła gdzie jej smakołyk może być), a w chwilach gdy spała przekopywałam masę stron internetowych w poszukiwaniu porad, filmików o wychowaniu szczeniaka, pożądanych i niepożądanych zachowaniach itp itd.  No i o ile sądziłam, że robie wszystko co mogę tak nie starczyło to aby nie zaczęły rozwijać się u niej dziwne zachowania (nie wiem czy dziwne to dobre określenie, jednakże to pierwsze co przyszło mi do głowy). O jakich zachowaniach mówię? Przede wszystkim niedługo po cudownym edukacyjnym miesiącu, wychodzenie na spacer stało się coraz bardziej uciążliwe. Gypsy popadła w natarczywe gryzienie smyczy, chociaż jak spojrzę na to z perspektywy kilku tygodni to pare tygodni temu nie było tak źle jak jest teraz - mam wrażenie że pogłebia się to u niej (wprowadziłam inną smycz chyba 3 krotnie, inna obroża, inne trasy, inne rozpraszacze - wszystko po to aby spacer bez gryzienia smyczy był dla niej atrakcyjny). W każdym razie, każdy spacer teraz to próba okiełznania jej energii oraz obrona przed gryzieniem (gryząc smycz w amoku rzuca się na ręce i gryzie na prawdę mocno). Ale przecież to tylko spacer i możecie powiedzieć, że to do wypracowania - ja w to wierzę, ale jak to zrobić na prawdę nie wiem. Prócz problemu smyczowego, występuje problem łóżkowy. Jak wspomniałam na samym początku błedem było zaproszenie w przeciągu kilku pierwszych dni. Ale uważam, że nie będę tu tego opisywać bo pracujemy nad zmianą tego nawyku i chociaż nadal zdarza się jej wejść na łóżko tak jest o wiele lepiej niż wcześniej i widać postępy. Ale przy okazji łóżka warto wspomnieć o agresywnym zachowaniu a może lepiej nazwe to wymuszaniem. Otóż, gdy nie może wejść na łóżko i słyszy wyraźny zakaz (tyczy się to wymuszeń również o dodatkową porcje karmy, wyjścia na spacer mimo że dopiero była, oraz zakazu wejścia do pokoju dziecka), postanawia szczekać w niebogłosy, jak trąba powietrzna przelecieć przez całe mieszkanie, skakać na mnie i innych domowników (wtedy następuje również podgryzanie a niekiedy gryzienie), lub nawet sikanie we własne posłanie. Wiem, że to wymuszenie bo gdy w takiej sytuacji udało jej się wykorzystać moją nieuwagę i wejść na łóżko to pies leżał spokojnie i była najsłodsza na świecie. No i kolejna sprawa, o ile panuje nad powyższym tak również są zachowania których moim zdaniem nie kontroluje wcale. Podam jeden przykład chociaż mogłabym ze sto ale ten post i tak będzie długi. Ktoś wchodzi do domu (nie ważne czy to domownik, znajomy, ktoś kogo widzi pierwszy raz) a Gypsy rusza do wysokiego skoku (tak wiem, cieszy się), zaczyna lizać ale to lizanie pare sekund później zamienia się w gryzienie. Jest tak rozemocjonowana, jest to takie przezycie dla niej że chyba nie potrafi nad tym zapanować. Czasami widzę jak odchyla głowę i próbuje nie gryźć, ale za chwilę sytuacja się powtarza. Gdy odciągam ją od danej osoby wpada w furie, dosłownie uwierzcie mi to jest furia. Takiego amoku u psa nie widziałam jeszcze nigdy (od dziecka miałam psy i brałam czynny udział w wychowywaniu np. Dobermanów), biega, skacze, gryzie bez opamiętania, jej wzrok robi się dziki a gałki oczne z białych robią się różowawo czerwone. Wtedy nie działa nic. Próba przytrzymania kończy się ugryzieniem nawet w okolice twarzy (o ile ja uważam, tak dziecko mające 6 lat z takimi zębami nie ma szans). Próba uspokojenia, odwrócenia uwagi czy time out do innego pokoju, w zasadzie każda ingerencja wzbudza w niej jeszcze więcej agresji. Nie mogę też tego olać bo podczas takiego zachowania zdewastuje mi mieszkanie (telewizor ostatnio spadłby z komody gdyby nie moja szybka reakcja). Czuje się bezradna, bo wkładam serce w to by była naszym przyjacielem rodziny a nie zwierzęciem którego dziecko będzie się bać (wspomne tu że Gypsy po złości wchodzi do dziecięcego pokoju i sika, nie jest tam wpuszczana tylko wtedy gdy dziecko się bawi i na podłodzę leży zbyt dużo małych przedmiotów). Ostatnie dni są wyjątkowo ciężkie ponieważ wystarczy pare minut mojego braku zainteresowania psem (chociażby napisanie tego postu już zajmuje mi 6 h bo co chwilę muszę odchodzić od komputera) a ona zaczyna szczekać, niszczyć, wchodzić mi na głowę. Nie wiem co robić, ma niespożyte pokłady energii których nie da się wyczerpać (gdy puszczam ją luzem to czasami atrakcją jest dla niej szczekanie z wściekłością i skakanie i drapanie a nie to że ma swobodę).

Te zachowania jakie przejawia (oczywiście nie wszystkie, chodzi mi o te agresywne, w amoku) nie wydają mi się całkowicie normalne. Jestem w kropce, myślę o tym że może jakiś behawiorysta zrozumie jej myślenie i mi doradzi, albo jakiś psi psycholog, nie mam pojęcia. Ale najpierw chciałam Wam opisać co dzieje się pod moim dachem z nowym członkiem rodziny, może jesteście w stanie mi jakoś pomóc.

 

Co o tym myślicie? Spotkaliście się kiedyś z takimi zachowaniami? Jaka metoda nauki może zadziałać jeśli kompletnie do kosza jest ta pozytywna? Czy to może mieć podłoże genetyczne lub psychiczne? A może moja lekkomyślność (pseudo hodowla) zbiera teraz żniwa i pies jest nie do ułożenia?

Obawiam się, że gdy wszystkie zęby wymieni na stałe będzie prawdziwym zagrożeniem dla każdego z nas.

 

Mam nadzieję na jakiś odzew oraz gratuluje wszystkim tym którzy przeczytali to od deski do deski.

 

Pewnie zaraz odeślecie mnie do jakiegoś tematu bo to już było, że agresywny pies, że było o sikaniu, że było o gryzieniu smyczy itp itd. Ale wiecie.. każda sprawa jest indywidualna dlatego uznałam że musicie znać całą historię i wiedzieć jakie jest połączenie tych zachowań by móc ocenić co faktycznie może być problemem.

Poniżej Gypsy :)

 

Pozdrawiam

gdypsy.jpeg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Potrzebujesz natychmiast kontaktu i pracy z trenerem znającym rasę. A także pracującego więcej niż raz z psami niekontrolującymi własnych emocji -  Gypsy ma zdaje się w tej chwili ok, pół roku? Dwu-trzygodzinne codzienne wyjście na spacer wypełniony szkoleniem może pomóc - ale trener musi najpierw ocenić zachowanie Gypsy w domu i Wasze wzajemne relacje. Z opisu niestety wynika, że suka - jeszcze psi podrostek, nie dorosła - całkowicie lekceważy Twoje polecenia i wymusza wszystko, na co ma ochotę.

Byłoby to zabawne, choć bardzo dokuczliwe w wykonaniu chihuahuy, ale TTB poza wszelką kontrolą prędzej czy później będzie niebezpieczny.

Nie czekaj ani dnia dłużej, jak najszybciej poszukaj fachowej pomocy na żywo, nie w internecie,  przy tylu problemach jakakolwiek rada na odległość nie będzie skuteczna.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sowa bardzo dziękuje za szybką reakcje z Twojej strony :) Gypsy ma teraz 5 miesięcy, od początku problemów z jej zachowaniem szukam realnej pomocy (na żywo). Niestety w mieście w którym mieszkam istnieje na chwilę obecną jedna szkoła dla psów gdzie można by było popracować nad tym wszystkim. Chociaż jeśli by wziąć pod uwagę opinię o tej szkole (jedni chwalą inni bardzo odradzają) i robiąc research "personelu" nie jestem pewna czy to odpowiednie miejsce dla Gypsy, bo po prostu mogą sobie nie poradzić. Z tego co wiem jest pare szkół w Trójmieście i prawdopodobnie tam mogłabym znaleźć kogoś doświadczonego w temacie, niestety brak samochodu znacznie utrudnia stałe wycieczki na odległość 50-70km. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę z tego, że to wyjdzie tylko na plus w przyszłości i dla psa i dla całej rodziny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może warto  skontaktować się np z fundacjami zajmującymi się amstafami; chyba, że już masz kontakt z jakąś.

I popytać o zachowanie amstafów, o wychowanie szczeniaków i o dobrych trenerów dla amstafów, i psów w typie amstafa.

Ja przykładowo taką fundację znalazłam przez google ( nie znam tej fundacji) http://amstaffazyl.pl/dane-2/

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, uxmal napisał:

@Sówko- czy to dobry pomysł?

Bardzo dobry, byle trafić do fachowca. A tymczasem wypadałoby przyjąć zasadę - nic za darmo - czyli zanim znajdziesz fachurę, już teraz Gipsy ma spokojnie siedzieć i czekać - na pogłaskanie, na zabawkę, na miskę, na wyjście z domu - nic nie może dostać, jeśli się domaga.  Co najmniej 10 razy po 5 minut treningu siad, do mnie, waruj - w domu. Nagrody najczęściej raz na pięć minut.  Przed powrotem do domu - suchy rogal w ręce, gdy otwierasz drzwi, podajesz psu naprowadzając w siad. Gipsy być może na tyle zajmie sie rogalem czy bułką, że nawet nie pomyśli o skakaniu. Najlepiej byłoby żeby z tym rogalem pobiegła na legowisko i tam go schrupała, rozładowując emocje. 

Nie wiem, czy i na ile moje sugestie pomogą, bo nie widzę psa, ale na pewno nie zaszkodzą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Patmol dziękuje, sprawdzę czy jest coś w mojej okolicy. Ktoś z doświadczeniem z rasa na pewno udzieli chociażby jakiś rad.

@Sowa Twoje sugestie są w punkt, w trybie natychmiastowym wciele je w życie. Co do bułki czy rogala zadziała to pewnie tylko przy moim powrocie do domu (co mimo wszystko i tak zastosuje), ale gdy przyjdą goście, co jest dla niej jeszcze bardziej ekscytujące, myśle że to może nie wystarczyć. Dziękuje za Twoje rady, mam nadzieję że będzie widać jakieś zmiany.

Znalazłam też ośrodek szkoleniowy z posłuszeństwem stacjonarnym. Pies zostaje z treserem, a ja w połowie szkolenia dołączam. Co o tym myślicie, bo mam pewne obawy zostawiać psa na tak długi czas (ta separacja może na niego źle wpłynąć)? Z drugiej strony może być to rozwiązanie problemu dlatego rozważam te opcje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Napisz nazwę ośrodka - może  ktoś zna i coś doradzi w sprawie.

Ja bym nie oddała swojego psa / szczeniaka treserowi do tresowania bez  mojej obecności. No chyba, żebym znała tresera osobiście chociaż od roku, i  wcześniej dokładnie widziała wiele razy jak on pracuje z psami, i jakie są efekty tej pracy.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Myślę, że trener powinien pracować najpierw razem z Tobą i z psem - to Ty musisz nauczyć się prowadzić zwierzę tak, aby nie stanowiło zagrożenia dla Was ani dla otoczenia. Gipsy jest , sądząc z opisu, jeszcze szalejącym szczeniakiem - jeśli teraz nie zdołasz z pomocą trenera nad nią zapanować, to w najlepszym razie będzie musiała zmienić dom.

PS gości możesz uprzedzić, że do Gipsy przychodzi się z suchą bułką w kieszeni. Lub zamykaj sukę na czas wejścia gości, goście siadają, suka wchodzi najpierw na smyczy, ćwiczenia z posłuszeństwa i dopiero potem witanie gości.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Patmol uniwersytet czterech łap. Też mam wątpliwości bo nie wyobrażam sobie zostawić psa na tak długo. Czytałam na stronie tego ośrodka że treserka z agresywnego Amstaffa który miał iść do uśpienia zrobiła przyjaciela rodziny - to sprawia że rozważam te opcje.

 

@Sowa kilka e-maili napisanych do ośrodków z opisem sytuacji i czekam na odzew. Niestety większość z nich przyjmuje psy na szkolenia od 6 miesiąca życia. Miesiąc to niby nie dużo, ale ile zachowań może jej się pogłębić w tym czasie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może wejdź na strony właścicieli TTB i wskażą ich zdaniem najlepszego trenera blisko Ciebie?

Na spacerach też nie czekaj, aż pies czymś się zainteresuje - daj mu zajęcie cały czas. Na pewno wiesz, że przeciągać zabawką można się tylko z takim psem, który w każdej sekundzie, na jedno słowo zabawkę odda?

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Mnie nazwa nic nie mówi. Może akurat są dobrzy, nie wiem. Ale na stronie takiego osrodka  to mozna napisac wszystko, nawet ze sie nauczylo psa latac. Najpewniejsze to są opinie wiarygodnych osób, i dodatkowo wlasne obserwacje.

Może na dogomanii jest ktos kto ma amstafa, jest juz jakis czas i jego posty mają sens. I wie o stronach forach wydarzeniach miłośników ttb, i o trenerach, ale i zna inne osoby wiarygodne, ktore by kogoś mogly poleci

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sowa poszukam takich stron. Co do przeciągania, to zabawke oddaje na słowo "puść", ale smycz traktuje jako upust emocji (warczy i jest agresywna w stosunku do mnie). Dzisiaj odcinek który normalnie pokonuje bez psa w 15minut, pokonywałam z nią przez 1,5h (mój bark wciąż odczuwa to przeciąganie).

 

@Patmol póki co tylko orientuje się jak to wygląda, bez odpowiedniego researchu nie podejmę takiej decyzji. Forum również przejrzę, chociaż jest to bardzo utrudnione. Napisać odpowiedź zajmuje mniej czasu niż przeglądanie setek postów - a Gypsy nawet teraz wchodzi na mnie i podgryza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogę podać nazwy fundacji zajmujące się psami w typie ttb może będą znały jakich dobrych szkoleniowców. Przyszło mi tylko do głowy, żeby może spryskać smycz specjalnym płynem, który zniechęca psy do gryzienia różnych przedmiotów ponieważ jest nie zbyt dobry w smaku lub wodą z cytryna. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, koala1149 napisał:

@uxmal dziękuje. Myślisz że tylko po nazwisku znajdę namiary?

jeśli nic nie najdziesz z polecenia to googlowałabym nazwiska i sprawdziła czy prowadzą szkolenia lub mają własne szkoły.

No i ja to bym dzwoniła - zamiast pisać maile- z rozmowy możesz coś więcej "odczytać" - jeśli już totalnie nic nie znajdziesz z polecenia.

Tylko - tak ze swojego doświadczenia- unikaj trenerów ciumkająco- piszczących. Są tacy którzy piszczą "doooobry pieeeees" a psy się jeszcze bardziej nakręcają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy Gipsy zna słowo "nie"? Czyli zaprzestań tego co robisz i zachowuj się inaczej? Gdy mój 5-miesięczny szczeniak podgryzał mi smycz, to   złożoną smycz przez kwadrans co chwilę dawałam do trzymania i nakazałam natychmiast puszczać, a potem majtałam smyczą przed psim nosem, ale pies musiał siedzieć, a potem położyłam na psiej głowie a pies musiał siedzieć. Po prostu obrzydziłam chwytanie smyczy bez pozwolenia - ale jak na spacerze gdzieś zostawiłam smycz, to pies musiał szukać i przynieść bez podgryzania.

Na spacerze stosuj przemiennie trening chodzenia przy nodze i marsz z gryzakiem w pysku. Też nic za darmo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sowa zna to słowo ale właśnie jakby go nie rozumiała jeżeli chodzi o smycz. Stosuje Twoje porady - np. skakanie przy moim powrocie do domu zniknęło, z gośćmi jest problem ale wiadomo że to wymaga czasu. Jestem dobrej myśli. Poradę ze smyczą również zastosuje, mam nadzieje że również jej to odbrzydzi gryzienie. Jeżeli chodzi o chodzenie przy nodze to akurat to nigdy nie ma racji bytu, Gypsy się wyrywa i od razu gryzie smycz więc nie zdążyłam nauczyć jej "nie ciągnięcia" - to kolejny problem do opanowania. Gdy daje jej gryzak to po paru sekundach go puszcza i zaczyna gryźć smycz. Dzisiaj wszyscy domownicy poświęcili jej dużo czasu na zabawę, wykonywanie komend - poczuła jeszcze więcej zainteresowania i teraz gdy zostałam sama z nią w domu zrobiła się nieznośna i ciągle na mnie szczeka.

@wilczyca smycz łańcuchową zastosowałam jakiś czas temu, nic sobie z tego nie robiła i dalej gryzła - więc z obawy że zrobi sobie krzywdę wycofałam ją z użytku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I jak? udało się znaleźć dobrego trenera?

Dnia 19.10.2018 o 19:58, koala1149 napisał:

 Dzisiaj odcinek który normalnie pokonuje bez psa w 15minut, pokonywałam z nią przez 1,5h (mój bark wciąż odczuwa to przeciąganie).

 

Ja sobie jeszcze pomyślałam, w związku z Twoim wpisem, ze może ją zwyczajnie rozsadza energia. Wcześniej pisałaś, ze tych   spacerów jest dużo, jest aportowanie itd, a teraz napisałaś, że  spacer wprawdzie był 1,5 godziny, ale bardzo mały odcinek przeszłyście.

Może warto, jednocześnie ucząc ją tego o czym pisze Sowa oczywiscie, przyjrzeć się jej spacerom; w sensie żeby spacery były dla niej męczące,  i fizycznie i umysłowo, ale jednocześnie nie były nakręcające.

Nie znam się na amstafach, wiec to tylko taka moja dygresja jest. Jak miałam niezmiernie energicznego szczeniaka, teraz to jest energiczna dorosła suka, to dobre, w sensie męczące bardzo i fizycznie i umysłowo, ale nie-nakręcające, to znaczy satysfakcjonujące dla szczeniaka spacery były podstawą jego bardzo grzecznego zachowania w domu.

Nasz szczeniak był wzięty ze schroniska i miał w chwili wziecia ok 14 kg/ 3-4 miesiące.  Początkowo wskakiwał jak oszalały normalnie na wszystko/ np wskakiwał na stół i wszystko zjadał, skakał po ludziach, kradł jedzenie, i wyrywał kanapki z ręki przelatując lotem koszącym w powietrzu i na spacerze ciągnął jak parowóz. Na spacerze bał się wszystkiego, włącznie ze spadajacymi liśćmi i wymijającymi nas ludźmi i warczał na wszystko, albo wpadał w panikę i usiłował uciekać bez sensu.

To miał być   szczeniak mojego męża, bo ja miałam już swojego psa.. Mąż brał wprawdzie codziennie szczeniaka na spacer/ na wybieganie i  szczeniak rzeczywiscie był na spacerze, i sie wybiegał, ale wracał  taki nadal nakręcony, jak by się napił soku z gumi-jagód.. Pewnie te ich spacery, ok 1 godziny zazwyczaj, były i za krótkie i za mało satysfakcjonujące dla psa. Nie wiem  jakiego tu dobrego słowa użyć, były po prostu za mało urozmaicone, i pies wracał taki jakiś, no nie taki jak trzeba. Starał się by grzeczny w domu, ale energia go roznosiła, i nie bardzo mu sie to udawało. Chodził dosłownie po ścianach z nadmiaru energii.

Wiec szybko sama zaczęłam szczeniaka brać dodatkowo na spacery ze swoim dorosłym, rozsądnym psem. Na takie urozmaicone spacery, jak my chodzimy I to pomogło bardzo, i nadal pomaga.

W sensie na taki spacer, że jak jest bieganie, to z człowiekiem i z przywołaniem, a potem coś spokojnego  np marsz na smyczy łąkami kilka kilometrów szybkim tempem, albo nawet siedzenie spokojne gdzieś pod drzewami, i pies ma siedzieć albo leżeć, a potem np trochę miasta i mijania ludzi, albo oglądania takich wielkich maszyn pracujących, czy dzieci na rolkach czy jakiś innych dziwactw, np  samochodów policyjnych przed meczem, potem trochę szalonej zabawy z drugim psem, albo z innymi znajomymi psami, potem trochę sztuczek np typu siad i zostań, i znowu pies musi posiedzieć,  potem znowu bieganie/skakanie i znowu, posiedzenie na rynku itd-ale wszystko tak, żeby pies się na nakręcał  zbytnio. W sensie  przemiennie różne elementy, żeby były.  I żeby było bieganie, pływanie/ bo ten akurat pies uwielbia wodę, i jakieś nowości/ trudności i jakieś sztuczki i jakieś siedzenie spokojnie i  ze 6 8 km chociaż marszu.

O taki to był szczeniak, może coś tam w sobie ma z amstafa  ( tutaj na spacerze w Karkonoszach)

 

suka.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bo piszesz, ze spacery macie urozmaicone - ale może  warto to jednak przemyśleć raz jeszcze. Mój mąż tez twierdził, że jego spacery są w porządku, pies wybiegany, a ja się czepiam, że on cos robi nie tak - a jednak zmiana formy i czasu spaceru zdecydowanie pomogła w zachowaniu szczeniaka w domu.

I jeszcze chciałam napisać, że nie powinno się, przynajmniej moim zdaniem, w ten sposób o jakim piszesz przytrzymywać/odciągać psa w mieszkaniu

Dnia 18.10.2018 o 15:41, koala1149 napisał:

Gdy odciągam ją od danej osoby wpada w furie, dosłownie uwierzcie mi to jest furia. Takiego amoku u psa nie widziałam jeszcze nigdy (od dziecka miałam psy i brałam czynny udział w wychowywaniu np. Dobermanów), biega, skacze, gryzie bez opamiętania, jej wzrok robi się dziki a gałki oczne z białych robią się różowawo czerwone. Wtedy nie działa nic. Próba przytrzymania kończy się ugryzieniem nawet w okolice twarzy (o ile ja uważam, tak dziecko mające 6 lat z takimi zębami nie ma szans).

 

bo za co ją odciągasz ? za obrożę? czy za koniec smyczy przypiętej do obroży? - jeśli za smycz  czy nawet obrożę- to nie wiem jak ona cie może  gryźć w twarz

czy po prostu łapiesz psa za tulów?

prościej jest albo zwyczajnie zamknąć psa, na czas wejścia chociaz,  innej osoby, bo pies się nakręca, a dla wchodzącej osoby to tez przecież nie jest przyjemne

albo nauczyć psa siad, jak pisze wyżej sowa, i wtedy nie trzeba psa odciągać, co raczej psa nakręci; tylko mówisz siad i pies elegancko siada

w kazdym razie ja swojemu synowi, teraz to nastolatek, od zawsze mówię, żeby w razie jakiejś nagłej potrzeby w mieszkaniu/ gdy pies nie ma ani szelek ani smyczy na sobie, absolutnie nie odciągał psa rękami / nie spychał rękami itd tylko wydał polecenie głosem -bo to i skuteczniejsze i bezpieczniejsze;

a ręce są do głaskania, zakładania szelek czy dawania jedzenia

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×