Jump to content
Dogomania
kasza_manna

Jestem już bezsilna wobec psa

Recommended Posts

Witajcie, to mój pierwszy wpis na tym forum. Piszę ponieważ jestem już bezsilna i najchętniej cofnęłabym czas i nigdy tego psa nie kupiła. Mam labradora, obecnie ma jakiś rok i 8 miesięcy. Taki pies to było zawsze moje marzenie od dziecka, bo spokojny i kochający ludzi. Takie przynajmniej miałam wrażenie patrząc na ludzi, którzy z takimi psami chodzą po ulicy - smętnie wloką się za swoim starszym zazwyczaj właścicielem dostosowując krok do pana/pani. Czytając o rasie wiedziałam, że to pies aktywny, który wymaga codziennych, długich spacerów - z tym nie było problemu, cieszyłam się, że wreszcie ruszę się z domu i będę mieć wspaniałego kompana. Jednak w tej chwili na samo wspomnienie spaceru z tym psem czuję ścisk w żołądku. Ale może od początku:

- pies jedyne czego się nauczył to załatwianie się na dworze. Bardzo się zawzięłam na urlopie, zimą ale udało się, tutaj egzamin zdała smaczkowa motywacja i w 2 tygodnie pies w zasadzie nie załatwiał się w domu - chyba, że nikogo nie było a mały pęcherz jeszcze nie mógł tyle utrzymać. I to koniec czego pies się nauczył;

- od samego początku był nadpobudliwy, więc razem z partnerem postanowiliśmy udać się na szkolenie dla szczeniaków. Miał niecałe pół roku i szkolenie to było kompletną porażką. Dla innych może nie, ale dla mnie tak. Pies widząc inne pieski dostawał [email protected]#$ , ciągnął, szarpał się, piszczał, nie potrafił chwili usiedzieć na tyłku - chciał się iść bawić. Od tego szarpania szkolenie zawsze opuszczałam z bolącym barkiem i wściekłością - przez uspokajanie go właściwie niewiele słyszałam, ćwiczenie na samym szkoleniu polegało na usiłowaniu skupienia na mnie uwagi podczas gdy inne psy reagowały już na siad, leżeć czy zostań. W domu również ćwiczyliśmy podstawowe komendy i jedyne co udało się wyegzekwować do siad i na tym koniec. Ze szkolenia zrezygnowaliśmy ponieważ nie byłam w stanie go opanować, bark jednak był dla mnie ważniejszy;

- chodzenie na smyczy polega na moim biegnięciu za nim i unikaniu bardzo nieprzewidzianych sytuacji typu nagłe pociągnięcie bo zobaczyłem jakiegoś pieska czy jakieś gówno leży i trzeba je powąchać. Ja na spacerze jestem w ogóle niepotrzebnym, zbędnym balastem, który trzeba za sobą ciągnąć. Próbowałam smaczków, zawracania i smaczków, zatrzymywania się i smaczków - on nie rozumie po ch#$ te smaczki, w ogóle nie rozumie czego ja od niego chce. Jak idzie ładnie przez zupełny przypadek i dostaje smaczka zaczyna z radości biec. Temat zatem zarzuciłam. Podobnie ma się sprawa z szelkami easywalk czy halterem - on jest silny i ma gdzieś jakieś ograniczenia. Problemem tutaj pewnie jest mój partner, któremu do samego początku wisiało, że pies ciągnie i w ogóle go nie uczył chodzić na smyczy. Dodatkowo od samego początku chodzi z nim ze smyczą flexi i pies się przyzwyczaił, że smycz zawsze jest napięta. Dla kogoś kto ma prawie 2m może to nie jest problem ale ja mam 1,5m i to jest bardzo duży problem. Wszędzie piszą, że aby psa wyciszyć trzeba chodzić z nim w nowe miejsca, co u mnie jest wykluczone. Mogę z nim codziennie chodzić w nowe miejsce i często tak robię, a on zachowuje się jak naćpany amfetaminą gówniarz. Ciągnie, szarpie, musi powąchać w tej właśnie sekundzie, musi się przywitać z psem po drugiej stronie ulicy, no musi wszystko teraz. Często nawet nie reaguje na moje wołanie. Idzie jak przecinak w amoku. Dlatego spacer na smyczy to jest zwykły koszmar. Odkładam moment wyjścia jak najdłużej się da, tak bardzo tego nienawidzę. Już nie mam złudzeń, że będę tak spacerować po parku jak inni ludzie ze swoimi psami, spokojnie delektując się otaczającym światem. Myślę już o połączeniu haltera i kolczatki, choć jestem przeciwna takim metodom ale może faktycznie ból go czegoś nauczy, a ja już nie widzę wyjścia. Poza tym nawet gdybyście zaproponowali jakąś inną metodę chyba będę musiała zabronić mojemu partnerowi z psem wychodzić, bo na 100% nawet palcem nie ruszy a już na pewno nie zrezygnuje z flexi. A pies ma mnie zwyczajnie w dupie - pan na wszystko pozwala więc to jego będę czasem słuchać, a tej głupiej pindy która ciągle coś chce - nie - tak ja to widzę.

- spuszczanie ze smyczy i przywoływanie - to jest również koszmar. Właśnie wczoraj skończyło się dla mojego psa, przynajmniej ze mną spuszczanie ze smyczy. Uciekł na drugą stronę ruchliwej ulicy za suczką, z którą często się bawi (suczka nie ma cieczki, jest wysterylizowana). Mogłam się drzeć. Raz już mi tak uciekł za innym psem i wtedy jeden jedyny raz dostał po dupie. Ale i tak nie zrozumiał. Na tą właśnie okazję zaczęłam uczyć go przychodzenia na gwizdek. Zdało to egzamin, parę razy udało się go odwołać jak nie chciał normalnie słuchać ale chyba musiałabym w nagrodę nosić ze sobą jelenia, bo za każdym kolejnym razem tylko się obracał i wracał do swojej aktywności, gdyż była atrakcyjniejsza. Wczoraj właścicielka suczki wiedząc co się stało złapała go, a ja nawet go nie skarciłam tylko złapałam i do domu. Karcenie nic nie daje, nauka nic nie daje, nie ma takiej rzeczy, która by cokolwiek dała! Wydaje mi się, że to znów wina mojego partnera, bo od samego szczeniaka go spuszczał (bo na smyczy ciągnął), pies mógł wracać albo i nie, jemu to nie przeszkadzało. I to nie jest tak, że pies jak jest spuszczony jest zostawiony sam sobie. Nosiłam bardzo długo ze sobą piłkę, ale w parku ma ją gdzieś i nigdy nie przynosi, sznurek ale po 30 sekundach uznaje, że wąchanie jest ciekawsze, balony ale po kilku pękniętych traci zainteresowanie choć w domu mógłby wytłuc ze 100. Najważniejsze w parku są inne psy i wąchanie. Nawet jeśli pies warczy na niego czy odgania go właściciel psa on nie reaguje ani na moje wołanie, ani na warczenie - nie odejdzie dopóki nie wsadzi nosa w tyłek. Dlatego przestałam chodzić do parków - mam dość, słusznych zresztą uwag inny właścicieli, żeby zabrać psa. Zaczęłam chodzić do takiej umownej psiarni. Stoi kilka osób a psiaki się bawią. Tam właśnie poznał tą suczkę i wiele innych psów. Zawsze wraca wybawiony i szczęśliwy. Bywało, że chodziłam z nim tam codziennie, jednak po wczorajszym nie ma mowy o jakiejkolwiek zabawie. Nie da się więc go ani spuścić ani chodzić z nim na smyczy, nie będę również codziennie jeździła za miasto żeby pies się wybiegał na polach, bo ani nie mam na to czasu ani funduszy. Zabawa w parku mało go interesuje, ja też przyznam, że nie mam siły z tak silnym psem na zabawę sznurkiem i też tego nie lubię. Piłki nigdy nie potrafił się nauczyć, żeby przynosić, a ja nie mam ochoty za tą piłką biegać, na balony pogoda jest zbyt wietrzna, poza tym do diabła! po ciężkim dniu w robocie nie mam siły ani ochoty na zabawy w parku tylko na spokojny, odstresowujący spacer, czy to jest aż takie okrucieństwo wobec psa? Jak mam być atrakcyjniejsza od innych psów? No w ten sposób nie będę, a ciągłe wymyślanie zabaw i zabieganie o zainteresowanie jest męczące i demotywujące, poza tym nie daje żadnych efektów.

- zabawa w domu - tutaj też widzę dużą winę mojego partnera ponieważ nauczył go, że codziennie jest kilka razy zabawa. Różnie - sznurek, balony, piłka, jakaś stara koszula do podarcia. Prawdopodobnie uchroniło to mieszkanie przed zniszczeniami, bo pies zawsze był wybawiony i nie musiał nic niszczyć. Jednak teraz w domu nie da się żyć. Gdy tylko ktoś usiądzie na chwilę zaraz znosi zabawki i łasi się, żeby się bawić, a jest niezmordowany. Nie ważne ile się z nim człowiek bawi i tak chce więcej. Pobawię się z nim, prześpi się chwile i znowu znosi zabawki. Jak się z nim nie pobawię to chodzi jakby go ktoś pobił i odpi#$%% mu w dwójnasób na spacerze - wtedy już w ogóle nie słucha, mogłabym go zostawić i iść do domu - niczego by nie zauważył.

Dodatkowo aby lepiej nakreślić problem kiedy jedziemy na wieś do mojej rodziny potrafi nie jeść i nie spać przez 2 dni - jest tak zajęty. A to ktoś idzie na podwórko więc też idzie, a to ktoś idzie do innego pokoju, więc też idzie. Kiedy jeszcze żyła poprzednia suczka rodziców nie dawał jej spokoju chociaż wyraźnie dawała mu do zrozumienia, że nie ma ochoty na zabawę, a była bardzo chora. W końcu uciekała przed nim, ale i tak jak ją znalazł znosił jej zabawki czy skakał na nią, kilka razy ją przewrócił co skończyło się kuleniem, gdyż suczka miała zwyrodniały staw biodrowy. Teraz jest nowy piesek i nawet nie pozwala się jej załatwić, ciągle lata koło niej jak debil. Od dziecka w domu były psy i przyznam szczerze, że żadnego nie trzeba było niczego uczyć. Wracały zawsze, nie trzeba było nawet krzyczeć. Potrafiły zająć się sobą, poprzednia sunia mamy miała tylko jedną gumową kaczkę przez cale życie, nikt nie musiał zapewniać jej rozrywki jak rozwydrzonemu dziecku wychowywanemu bezstresowo. Widzę błędy, które popełniłam, przede wszystkim ogromnym błędem było branie psa mając partnera, który nie uważa za stosowne psa wychować na tyle żeby chociaż nie uciekał na drugą stronę ulicy. Twierdzi tylko, że chciałabym żeby świat był idealny. Nosz k#$% mać! Oczywiście kastracja również nie, bo on nie będzie chodzić ze zniewieściałym psem. Wiem, że kastracja nie zawsze daje uspokajający efekt, a i ja sama mam wątpliwości co do braku wpływu tego zabiegu na dalsze zdrowie psa. I teraz chciałabym abyście poradzili mi czy mój plan w ogóle ma szanse wypalić. Zagrożę partnerowi że albo się dostosuje albo pies zostanie oddany, innego wyjścia nie widzę, bo tłumaczenie, proszenie nic nie daje. A plan jest taki:

- zero zabaw z innymi psami. Jak będzie szedł jakiś pies ulicą czy gdziekolwiek mój pies ma usiąść i ani drgnąć - ciężkie zadanie ale nie widzę innego sposobu

- zero zabaw w domu - jeśli zabawa to tylko na spacerze, jeśli nie będzie zainteresowany bo jest 100 innych ciekawszych rzeczy zabawy nie będzie w ogóle

- pies w domu ma zająć się sobą (ale jak? taką gumową kulę z karmą rozpracowuje w pół godziny, wielkie krowie kopyto załatwia w godzinę, miśka wypatroszy w 15min)

- pies chodzi tylko na smyczy a jeśli jest spuszczany i zawołany chociaż raz nie przyjdzie natychmiast jest zapinany na smycz i powrót do domu, choćby spacer miał trwać 5min.

Czy to ma szanse cokolwiek dać? Skoro nie rozumie po dobroci, smaczkami, zabawą jest szansa, że zrozumie cokolwiek? To nie jest tak, że to jest pies, który się nudzi, nikt mu nie poświęca uwagi - uwagi ma aż nadto. Codziennie długi spacer obejmujący zabawę, swobodne bieganie, kontakt z innymi psami, często szaleństwa z innymi psami. Codziennie nawet kilka razy zabawa sznurkiem, balonami, piłką - a i tak inne psy są atrakcyjniejsze. No i ja jestem ta gorsza, której nie warto słuchać bo wiecznie coś chce. Od razu zaznaczę, że nie stać mnie na porady profesjonalnego behawiorysty ani na porządne szkolenie u profesjonalistów. Chciałabym najpierw posłuchać rad zanim się będę musiała zapożyczyć. Czy taki plan ma szansę cokolwiek zmienić? Czy kastracja może zmniejszyć zainteresowanie innymi psami? W co jeszcze się z nim bawić i jak? Szczerze to nienawidzę tego psa i chyba będzie mi bardzo trudno znów go szkolić ukrywając emocje. Nie chce mi się wracać do domu bo będzie natarczywy, wymiotować mi się chce na samą myśl o wyjściu na spacer bo ZAWSZE kończy się bólem barku bądź wściekłością, bo spuszczony znowu coś odwalił. Co robić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tyle problemów tutaj opisałaś, że trudno ot tak radzić.

Przede wszystkim, pies nie został niczego nauczony, szkolenie niby było, a tak naprawdę nie. Przeszkolony chyba powinien być partner, ponieważ psa traktuje jak zabawkę. Psy tej rasy to psy często zachowują się jak duże szczeniaki, wcale niełatwo nad nimi zapanować. To, co piszesz o psie, nie wydaje się jakoś szczególnie odbiegające od normy.

Pies potrzebuje konsekwencji, jest młody, ale pewne nieprawidłowe nawyki już mu wpoiliście. Jak można spuszczać psa ze smyczy, jeżeli nie przychodzi na zawołanie i robi co chce? A jeżeli kogoś zaatakuje? Może np  skoczyć na dziecko, wyrwać zabawkę, loda, przewrócić kogoś...Jeżeli doprowadziliście do tego, że pies ciągnie, trzeba nauczyć go w pierwszej kolejności chodzenia przy nodze. Za późno tylko na przysmaki, pies już zna swoją siłę, może nawet Was zdominował. Może trzeba będzie użyć specjalnej obroży, która pozwoli utrzymać go w miejscu.

Pies wcale nie jest wybawiony i wybiegany, jeśli w domu ma ADHD i nie potrafi się wyciszyć. Może tylko Tobie wydaje się, że sporo spacerował, to nie emeryt, potrzebuje nie tylko ruchu, ale i wyzwań. Trzeba wprowadzić jakieś zajęcia, które go zmęczą. Wzięłaś psa ruchliwego, wymagającego pod względem ćwiczeń, domagającego się ruchu. Jeżeli teraz mówisz, że jesteś zmęczona po pracy i chcesz odpocząć, mogłaś pomyśleć o mopsie przesiadującym na kanapie.

Trudno będzie to naprawić, ale na pewno się da - pies jest młody, nauczy się wszystkiego, ale raczej będziesz potrzebować pomocy kogoś, kto pracuje z psami. Musicie z partnerem mieć jednolity front wychowania, wg mnie pies powinien zostać również wykastrowany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przede wszystkim ujednolicenia postępowania wobec psa obojga was. Bez fachowej pomocy chyba się nie da. 

Nie wiem jak karmisz labka. Z praktycznych porad: posiłek dla psa raz dziennie wieczorem. Bez przegryzek w ciągu dnia, które są "za darmoszkę". Wtedy smaczki zyskają na atrakcyjności. Smaczek tylko i wyłącznie za skupienie uwagi na współpracy z człowiekiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Labrador jest - a przynajmniej powinien być - psem niezmordowanym, pełnym temperamentu i radości życia. Masz jak najbardziej normalnego labradora, właśnie takiego, jaki powinien być. Tyle, że pies nie został niczego nauczony i nie ma jak rozładować pokładów energii. Jeśli Ty i Twój partner nie dajecie psu codziennie co najmniej trzech godzin spacerów wypełnionych pracą razem z Wami - trzech godzin niezależnie od krótkich wyjść dla fizjologii - to pies nie może spełnić Waszych oczekiwań.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pies ma naprawdę bardzo dużo ruchu i nie wydaje mi się, że tak jest, bo tak jest. Nie mam pretensji o to, że jest aktywny, wręcz przeciwnie cieszyłam się na "przymusowe" spacery z psem i nie powiesz mi chyba, że każdy właściciel labradora codziennie spędza z nim po kilka godzin na profesjonalnych zabawach, bo tak nie jest. Ludzie biorą psy bo chcą mieć głównie towarzysza i przyjaciela, pracują, mają dzieci, obowiązki i mają normalne psy, również labradory (zwłaszcza rodziny z dziećmi gdzie o czas jest trudno). Jest czas na zabawę i jest czas na spokojny spacer. Nie znam właściciela psa i nie widzę też tego w parkach aby każdy opiekun spędzał z psem czas tylko na zabawie. Poza tym jak przychodzę do domu chciałabym chociaż mieć czas na zajedzenie posiłku i posadzenie tyłka na trochę żeby złapać oddech, a nie od razu rzucać się do zabawy z psem, to jest takie duże wymaganie, żeby pies się opanował? A tak nie chce mi się wracać do domu, bo zaraz będzie znoszenie zabawek, siadanie przy stole i gapienie z miną pobitego psa, miałczenie. Ja chciałabym bawić się z nim tylko na dworze jednak zabawa na dworze go nie interesuje. Nie potrafi się nauczyć przynosić piłki, zabawa sznurkiem szybko go nudzi, w parku wszystko go nudzi oprócz innych psów i wąchania. Jak więc go zainteresować w parku? Jak będę biegała na golasa większe jest prawdopodobieństwo, że zainteresuje się policja niż mój pies. Mam się tarzać w błocie, włazić na drzewo, wrzeszczeć, drapać żeby zwrócić jego uwagę? Nigdy nie będę innym psem, nie będę się z nim bawić jak pies i jedyne co mogę mu zaproponować to "ludzkie" zabawy, które w parku go zwyczajnie nudzą.

Co do spuszczania nie mam obawy, że zrobi komuś krzywdę gdyż nieznajomych ludzi i dzieci ma w poważaniu. Nawet się nie spogląda w stronę obcych osób, kiedyś stał przy nim dzieciak z parówką w ręku, a ten nic. Rowerzystów ma gdzieś, rolkarzy, biegaczy, deskorolkowców, spacerowiczów - wszystkich oprócz innych psów. Teraz już go nie spuszczę, nawet na zabawę z ukochaną sunią, trudno.

Co do ruchu ma go na serio jak na warunki miejskie bardzo dużo. Rano szybki spacer za potrzebą, później w ciągu dnia bawi się z nim mój partner, pół godziny minimum, codziennie ma zapewniony godzinny, często dłuższy spacer, który nie polega na chodzeniu przy nodze tylko albo na lataniu swobodnie albo na zabawie z innymi psami. I te zabawy czasami trwają i 1,5h jak jest ładna pogoda, bawi się non-stop że aż ma szyję mokrą od śliny a i tak ciężko mi go odciągnąć żeby wracać do domu. Przed wieczorem też ma zabawę ze mną, staram się to pół godziny męczyć sznurem czy innym wynalazkiem, wieczorem pół godziny "spokojnego" spaceru przed snem po pobliskich trawnikach. To jest mało ruchu? Jak więc żyją ludzie z labradorami? Nie wierzę, że każdy właściciel psa tej rasy spędza długie godziny na szkoleniu psa i na ciągłej aktywności. Poza tym zabawa w domu jest też uciążliwa dla sąsiadów, wielokrotnie sąsiedzi z dołu skarżyli się, że hałasujemy ale niestety jak się z nim nikt nie pobawi łazi, znosi zabawki, przeszkadza, nie pozwala wypocząć. Próbowałam też iść z nim na kije, kupiłam sobie specjalny pas na te okazje ale tak ciągnie, że bolą mnie wszystkie wnętrzności, a on i tak jest niezmordowany i w domu chce więcej. Ruch ma, nie jest zostawiany w domu sam na długie godziny, mamy z partnerem takie prace, że w domu zawsze ktoś jest. Jakie więc zajęcia go mogą zmęczyć skoro na powietrzu żadna zabawa nie jest w stanie go zająć na dłużej niż 5min? Lubi wąchać, gdzieś czytałam, żeby porozrzucać w parku łakocie i nauczyć szukać. Pewnie, a później weterynarz będzie wyjmował z żołądka pinezki albo szpilki. Próbowałam uczyć go szukania w domu, bo to cicha zabawa, ale mogę mu pokazać palcem smaka a będzie szukał dookoła tylko nie tam. Jest strasznie oporny jeśli idzie o naukę i w większości nie rozumie o co człowiekowi chodzi.

Sowa, serio? A gdzie czas na pracę, odpoczynek i normalne życie? To chyba psy dla emerytów albo bezrobotnych. Poza tym nadal będę się upierać, że pies ma wystarczającą dawkę ruchu i zainteresowania z naszej strony. Nie jestem typowym kanapowcem, mam siedząca pracę więc codziennie kije, a jak jest paskudna pogoda orbitrek, nie mam nic przeciwko aktywności fizycznej dlatego cieszyłam się na dodatkową motywację w postaci psa, bo pada nie pada wyjść trzeba. Ale każde wyjście jest gorsze od poprzedniego. Więc nie uważam, że nadpobudliwy pies to jest normalny pies. Jak w takim razie pomagają one osobom niewidomym czy niepełnosprawnym? Nie widziałam nigdy szatana na smyczy, za którym biegnie osoba niewidoma. Ja wiem, że to są profesjonalne szkolenia ale jak widać można psa nauczyć samokontroli. Jak mówię jest czas na zabawę i jest czas na spokojny spacer czy odpoczynek, czego nie jestem w stanie wyegzekwować od psa.

Pytałam Was czy jest szansa, że wprowadzenie zasad, o których pisałam może cokolwiek dać? W sensie czy jest szansa, że pies cokolwiek z tego zrozumie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybralas taka  rase i to jest powod. Ludzie z dziecmi czesto kupuja aktywna rase psa bo i tak siedza z dzieciakami na dworze do nocy...

Pies ma jeden godzinny spacer a to wedlug mnie nie duzo. Sprobujcie chociaz wieczorny przeciagnac do godziny i zobaczcie czy jest roznica. Spacer podziel na zabawe aport itd a lazenie i weszenie bo tego pies tez potrzebuje. Jak nie mozesz go zmeczyc moze sprobuj biegania albo roweru.

Moze facet niech leci.

Napisze jak to wyglada u mnie (mam beagla) bo mowilas o ludziach z dziecmi...i aktywnych rasach rodzinnych....

Powiem tak przy malym dziecku pies to pikus ale  mozna to wszystko latwo polaczyc bo i tak duzo czasu spedza sie na dworzu. Nie zostaje specjalnie duzo czasu dla siebie ale coz przy dziecku i tak nie zostaje. (Dodam ze pracuje 8h plus dojazdy) 

1. rano w wakacje tylko 20/30 minut -pol spaceru na sikanie (ide z kawa i musze wypic najpierw) a pol na pileczke  (w roku szkolnym odprowadzam dziecko do szkoly na piechote wiec spacer kolo 40 min w dwie strony. 15 min drogi i 10 na wybieganie w parku kolo szkoly)

2. 16.30 / 17.00 przychodze ...biore dziecko, psa i lazimy gdzies parki/plaza/ wybieg dla psow i plac zabaw po polowie / rolki/hulajnoga/rower dla dzicka a ja ide spokojnie z psem polki maly -mam swoja hulajnoge ale czekam az podrosnie-, gory (mieszkamy na podgorzu praktycznie).

Spacer ma kolo 2/3h chyba ze plaza to dluzej. teraz uwaga...jak nie mialam psa tez tyle lazilam bo dziecko.

W ciagu roku pierwsza godzina bedzie kolo szkoly rolki etc a ja z psem komendy i zabawy wechowe obok na trawniku. Potem godzine lub dwie i tak gdzies pojdziemy.

3. Ostatni spacer 9.30/10.30 albo 10-11 / szczerze to leze chetnie zeby sie tylko wyrwac bo w domu sprzatanie , gotowanie, zabawa z dzieckiem (9.30, 22 idzie spac) itd.

Tak wychodze i mam spokoj godzine. Przewaznie robie po polowie zabawa puller albo szukanie a potem idziemy tam gdzie sa psy pogadac sobie z kims.

4. jak ide z mala na zajecia dodadkowe tez biore psa , ona idzie do sali a ja laze godzine. 

5. Weekendy przewaznie wychodzimy na caly dzien (pies tez), plaza , park , zwiedzanie (i tak polaczone z parkiem bo dziecko)

Nie pisze zeby sie chwalic. Tylko chce Ci pokazac czemu psy aktywne sa rodzinne. Malo aktywny pies zajechal by sie po tygodniu u rodziny z dziecmi... Moj jak przyjdziemy w weekend to je i pada i nie wstaje az do spaceru ostatniego (jak bylismy caly dzien to wieczorem i rano wychodze symbolicznie) a potem idzie spac dalej a staramy sie ograniczyc intensywnosc polki nie skonczy roku. Wczesniej przed dzieckiem mialam  psa (nie liczac spaniela ktorego mialm jako dziecko bo rodzice sie nim zajmowali ) ale wybieralam rase ktorej starczy godzina lub dwie spaceru.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie też się wydaje, że pomyliłaś się co do cech rasy. To młody pies, z czasem na pewno będzie spokojniejszy, ale z tego co piszesz, nie jest dostatecznie wymęczony na spacerach. Za dużo się naoglądałaś filmów z labradorami jako grzecznymi i słodkimi psami rodzinnymi. Myślę, że nie tylko Ty popełniłaś ten błąd...Musicie zmęczyć psa, z Twoich wypowiedzi wynika, że tego psa nie lubisz, więc nie dziwię się, że nie chcesz spędzać z ni, czasu. Jednak pies już jest, w dodatku jest w okresie dorastania, potrzebuje konsekwencji i dobrego prowadzenia.

Powinnaś wydłużyć spacery, zwiększyć ilość ruchu na powietrzu. Nie powinnaś spuszczać psa ze smyczy. bp nad nim nie panujesz. Psa trzeba NAUCZYĆ aportować (ma prawo nie wiedzieć, o co chodzi) czy szukać. Czy to na pewno labrador? Może produkt labradodoropodobny, wówczas może rzeczywiście mieć problemy z psychiką. Z Twoich wypowiedzi jednak wynika, że jest nadaktywny i nadpobudliwy, nie agresywny.

I jeszcze jedno pytanie? Jeśli pies jest niekastrowany, biega luzem i nie reaguje na przywołanie, jak sobie zamierzacie radzić z jego popędem, jeśli w okolicy znajdzie się jakaś suka w rui?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja też pracuję 8h jednak razem z dojazdami wychodzi to ponad 9h. W domu jestem nie wcześniej niż o 17stej, chciałabym czasami coś zjeść i posiedzieć chwilę w spokoju po przyjściu, to zbrodnia? Wstaję bardzo wcześnie, więc nie mogę sobie pozwolić na siedzenie do północy i poświęcenie psu całego wolnego czasu. Nie żywię się świństwem więc gotuję obiady, wszystkie obowiązki domowe zajmują czas, choć z partnerem wykonujemy je na zmianę, to jednak to jest czas. Więc nie wyobrażam sobie przychodzić z pracy i iść na 3 godziny spaceru - to ja zajechałabym się na śmierć. Poza tym mieszkam w centrum Polski, w centrum wielkiego miasta gdzie nie ma wybiegów dla psów, parki to są takie bardziej mini parki z upchanymi gdzie się da placami zabaw czy siłowniami, staram się kiedy mogę jechać do jakiegoś miejskiego lasu, większego parku i wybieram te miejsca gdzie jest najmniej ludzi i innych psów. Ja nie mam dzieci, osoby, które ja znam i które mają i dzieci i psy nie poświęcają psom tyle uwagi, a psy są ułożone (jak skoro nikt im nie poświęcał uwagi ani tym bardziej nie szkolił?). Często są to labradory właśnie i dzieciom nudzą jako "zabawki" bardzo szybko, więc też nie zajmują za dużo czasu psa. Nie twierdzę, że to właściwe postępowanie, chcę tylko wykazać, że to nie jest kwestia ruchu czy jego braku ale kwestia charakteru zwierzęcia, który można, a nawet trzeba okiełznać. Ja biorąc psa cieszyłam się na to, że pojeździ ze mną na rolkach (próbowałam ale o mało nie przypłaciłam tego życiem bo pies się rozpędził przed przejściem dla pieszych), pójdzie ze mną na kije, przejedzie się rowerem, mogłabym go zabierać nawet po fajki do kiosku ale w sytuacji kiedy on nie potrafi nawet iść na smyczy nigdzie go nie zabieram, bo jak mówiłam mam 150cm, a pies jest silny i mój bark odmawia zwyczajnie posłuszeństwa. Ludzie to nie jest tak, że ja nie chciałam z nim spędzać czasu, chciałam bardzo mięc aktywnego psa, który zmusi mnie do codziennego wysiłku fizycznego ale nie potrafię go opanować! Mnie nie chodzi o to czy mi się chce ruszać czy nie, ale o to, żeby aby to wszystko z psem robić on MUSI być w chociaż w minimalnym stopniu posłuszny, a tego żadnymi mi znanymi metodami nie jestem w stanie osiągnąć. I tak, Elf1977 w tej chwili tego psa nie lubię, bo na serio poświęciłam mu bardzo dużo uwagi i cierpliwości, a to kompletnie nic nie daje. Nie jestem innym psem i nie będę aby być dla niego tak atrakcyjna. Jak mam iść z ciągnącym, nieprzewidywalnym psem na rolki albo na kije? Jedno i drugie już wypróbowałam i serio, ale chce mieć zdrowie i życie jeszcze jako takie, przyda się. Poza tym opiszę jak wyglądała ostatnia wizyta u rodziców gdzie jest nowy szczeniak:

- przyjechaliśmy więc wpadł jak taran do domu depcząc sunię, która teraz się go panicznie boi

- łaził za nią przez bite 2 godziny chociaż uciekała (bo się boi), kiedy się chciała położyć to ją rozkładał i całą obwąchiwał

- w końcu sunię trzeba było zabrać, a mój pies znalazł sobie kolejną ofiarę czyli kogokolwiek kto gdzieś idzie

- długi spacer na pola, najpierw ze mną, później z chłopakiem

- kąpiel w stawie, bo to kocha

- znów łażenie za sunią do tego stopnia, że nie była w stanie się załatwić (nos w pupie)

- kiedy sunia się trochę oswoiła zaczęli razem biegać, była zabawa z piłką, sznurkiem, balonami, podeptał ją i znowu się boi

- zaznaczam, że pies, przez całe 10h do późnego wieczora nawet na chwilę się nie położył

- kiedy szliśmy spać a w pokoju obok siedziała jeszcze siostra z mamą stał pod drzwiami i czekał aż pójdą spać (poszły o 4 rano)

- kolejny dzień wyglądał dokładnie tak samo i był niezmordowany, za to wszyscy mieli go dość, bo całe dwa dni spędziliśmy w irytujących po paru godzinach odgłosach psiego sapania ze zmęczenia

Chcę tylko pokazać, że to nie jest kwestia ruchu, bo miał go dość i ciągle mało, mało, mało. Można mu poświęcić 100% swojego czasu, a on nie będzie w stanie się skupić, niczego nauczyć, bo ciągle gdzieś się czai inny pies/mucha/ptak/listek/kupa. Ja to wszystko z psem chcę robić ale nie jestem w stanie ponieważ nie mogę wyegzekwować dosłownie niczego, a wszelkie próby nauki (np. gwizdka) działają do pewnego czasu.

Elf1977 pytałeś co z kastracją. Do tej pory nie uciekł za żadną sunią z cieczką, a nawet jeśli do jakiejś podbiegł poszłam, psa zabrałam i tyle. Szkolonego psa mojego kumpla jak poczuł cieczkę można było sobie wołać - to był jedyny raz kiedy miał kumpla gdzieś, a szalał za nim okropnie (jeździł z nim nawet motorem w koszyku). Ja nie wiem czy go wykastrować czy nie, nie podoba mi się nagły wysyp chorób, szczególnie nowotworów u psów w ostatnich latach gdzie jakoś tak się utarło, że kastracja/sterylizacja są niby dla psa zdrowe i wszyscy ją robią, co więcej chronią przed chorobami. Jak mogą być zdrowe skoro obiera się część zgrabnie funkcjonującego układu w organizmie i to zanim ten organizm dobrze się rozwinie (kościec u labków potrafi dojrzewać do 2,5 roku). Moja mama po wycięciu jajników zapadła na osteoporozę i przeszła bardzo ciężko pierwszy okres bez hormonów, więc nie wierzę, że nie powoduje to szkód w organizmie. A psy rasowe są słabego zdrowia z natury, każda rasa ma jakieś obszary, o które trzeba specjalnie dbać (u labków tusza, stawy, uszy itp.). Co do rasy psa wygląda jak labrador, ma rodowód, widziałam matkę, ojca na zdjęciu, więc chyba jest oryginalny. Jest nadpobudliwy i nie ważne co robię niczego to nie zmienia. Robiłam mu nawet badania tarczycy, USG narządów wewnętrznych, hamowanie ACTH - wszystko ok, nie ma wewnętrznej przyczyny nadpobudliwości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hej. Nikt cię nie obwinia. Dajesz czasu ile dajesz radę. Spróbuj na bieganie wywalić faceta bo będzie mu łatwiej utrzymać. Mimo wszystko wydluzylabym wieczorem do godziny. Jak nie masz sily to się wymieniajcie. To też nie jest tak że ja wszystko robię sama (też gotuję - na 2 dni) jak ja idę rano to mąż po południu z psem i dzieckiem i odwrotnie (weekend razem) . Tu gdzie mieszkam generalnie wszyscy na dworze pół dnia bo jest ciepło (latem o 22 potrafią siedzieć z niemowlakami lol - moja śpi ) W domu zamiast zabawy tresura pół godziny.  2h spaceru przetestuj... to nie tak długo te pół godziny więcej i ci wiele nie zmieni w życiu. Kije bym probowala, ciągnie - stoisz luzuje -  idziesz. Co do lapania na smycz to po tym nie idźcie do domu od razu. Smycz to nie kara, jak skojarzy z powrotem to będziesz gonić... Jak mój nie chciał przychodzić to uciekalam (teraz się pilnuje sam). Jeśli jest rzeczywiście ADHD to zastap piłkę zabawami wechowymi i nauka bo to wycisza. To jeszcze mlody pies... Ustatkuje się więc głowa do góry.  PS. Sorry za skladnie pisze z metra z telefonu. W ramach marudzenia to za sec jestem w domu i lecę na lekcje pianina z małą (z psem) I tak wygląda mój odpoczynek po pracy....(po pianinie park)  Za to w parku czy na plaży się relaksuje psychicznie więc nie narzekam. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, kasza_manna napisał:

Ja też pracuję 8h jednak razem z dojazdami wychodzi to ponad 9h. W domu jestem nie wcześniej niż o 17stej, chciałabym czasami coś zjeść i posiedzieć chwilę w spokoju po przyjściu, to zbrodnia? Wstaję bardzo wcześnie, więc nie mogę sobie pozwolić na siedzenie do północy i poświęcenie psu całego wolnego czasu. Nie żywię się świństwem więc gotuję obiady, wszystkie obowiązki domowe zajmują czas, choć z partnerem wykonujemy je na zmianę, to jednak to jest czas. Więc nie wyobrażam sobie przychodzić z pracy i iść na 3 godziny spaceru - to ja zajechałabym się na śmierć. Poza tym mieszkam w centrum Polski, w centrum wielkiego miasta gdzie nie ma wybiegów dla psów, parki to są takie bardziej mini parki z upchanymi gdzie się da placami zabaw czy siłowniami, staram się kiedy mogę jechać do jakiegoś miejskiego lasu, większego parku i wybieram te miejsca gdzie jest najmniej ludzi i innych psów. Ja nie mam dzieci, osoby, które ja znam i które mają i dzieci i psy nie poświęcają psom tyle uwagi, a psy są ułożone (jak skoro nikt im nie poświęcał uwagi ani tym bardziej nie szkolił?). Często są to labradory właśnie i dzieciom nudzą jako "zabawki" bardzo szybko, więc też nie zajmują za dużo czasu psa. Nie twierdzę, że to właściwe postępowanie, chcę tylko wykazać, że to nie jest kwestia ruchu czy jego braku ale kwestia charakteru zwierzęcia, który można, a nawet trzeba okiełznać. Ja biorąc psa cieszyłam się na to, że pojeździ ze mną na rolkach (próbowałam ale o mało nie przypłaciłam tego życiem bo pies się rozpędził przed przejściem dla pieszych), pójdzie ze mną na kije, przejedzie się rowerem, mogłabym go zabierać nawet po fajki do kiosku ale w sytuacji kiedy on nie potrafi nawet iść na smyczy nigdzie go nie zabieram, bo jak mówiłam mam 150cm, a pies jest silny i mój bark odmawia zwyczajnie posłuszeństwa. Ludzie to nie jest tak, że ja nie chciałam z nim spędzać czasu, chciałam bardzo mięc aktywnego psa, który zmusi mnie do codziennego wysiłku fizycznego ale nie potrafię go opanować! Mnie nie chodzi o to czy mi się chce ruszać czy nie, ale o to, żeby aby to wszystko z psem robić on MUSI być w chociaż w minimalnym stopniu posłuszny, a tego żadnymi mi znanymi metodami nie jestem w stanie osiągnąć. I tak, Elf1977 w tej chwili tego psa nie lubię, bo na serio poświęciłam mu bardzo dużo uwagi i cierpliwości, a to kompletnie nic nie daje. Nie jestem innym psem i nie będę aby być dla niego tak atrakcyjna. Jak mam iść z ciągnącym, nieprzewidywalnym psem na rolki albo na kije? Jedno i drugie już wypróbowałam i serio, ale chce mieć zdrowie i życie jeszcze jako takie, przyda się. Poza tym opiszę jak wyglądała ostatnia wizyta u rodziców gdzie jest nowy szczeniak:

- przyjechaliśmy więc wpadł jak taran do domu depcząc sunię, która teraz się go panicznie boi

- łaził za nią przez bite 2 godziny chociaż uciekała (bo się boi), kiedy się chciała położyć to ją rozkładał i całą obwąchiwał

- w końcu sunię trzeba było zabrać, a mój pies znalazł sobie kolejną ofiarę czyli kogokolwiek kto gdzieś idzie

- długi spacer na pola, najpierw ze mną, później z chłopakiem

- kąpiel w stawie, bo to kocha

- znów łażenie za sunią do tego stopnia, że nie była w stanie się załatwić (nos w pupie)

- kiedy sunia się trochę oswoiła zaczęli razem biegać, była zabawa z piłką, sznurkiem, balonami, podeptał ją i znowu się boi

- zaznaczam, że pies, przez całe 10h do późnego wieczora nawet na chwilę się nie położył

- kiedy szliśmy spać a w pokoju obok siedziała jeszcze siostra z mamą stał pod drzwiami i czekał aż pójdą spać (poszły o 4 rano)

- kolejny dzień wyglądał dokładnie tak samo i był niezmordowany, za to wszyscy mieli go dość, bo całe dwa dni spędziliśmy w irytujących po paru godzinach odgłosach psiego sapania ze zmęczenia

Chcę tylko pokazać, że to nie jest kwestia ruchu, bo miał go dość i ciągle mało, mało, mało. Można mu poświęcić 100% swojego czasu, a on nie będzie w stanie się skupić, niczego nauczyć, bo ciągle gdzieś się czai inny pies/mucha/ptak/listek/kupa. Ja to wszystko z psem chcę robić ale nie jestem w stanie ponieważ nie mogę wyegzekwować dosłownie niczego, a wszelkie próby nauki (np. gwizdka) działają do pewnego czasu.

Elf1977 pytałeś co z kastracją. Do tej pory nie uciekł za żadną sunią z cieczką, a nawet jeśli do jakiejś podbiegł poszłam, psa zabrałam i tyle. Szkolonego psa mojego kumpla jak poczuł cieczkę można było sobie wołać - to był jedyny raz kiedy miał kumpla gdzieś, a szalał za nim okropnie (jeździł z nim nawet motorem w koszyku). Ja nie wiem czy go wykastrować czy nie, nie podoba mi się nagły wysyp chorób, szczególnie nowotworów u psów w ostatnich latach gdzie jakoś tak się utarło, że kastracja/sterylizacja są niby dla psa zdrowe i wszyscy ją robią, co więcej chronią przed chorobami. Jak mogą być zdrowe skoro obiera się część zgrabnie funkcjonującego układu w organizmie i to zanim ten organizm dobrze się rozwinie (kościec u labków potrafi dojrzewać do 2,5 roku). Moja mama po wycięciu jajników zapadła na osteoporozę i przeszła bardzo ciężko pierwszy okres bez hormonów, więc nie wierzę, że nie powoduje to szkód w organizmie. A psy rasowe są słabego zdrowia z natury, każda rasa ma jakieś obszary, o które trzeba specjalnie dbać (u labków tusza, stawy, uszy itp.). Co do rasy psa wygląda jak labrador, ma rodowód, widziałam matkę, ojca na zdjęciu, więc chyba jest oryginalny. Jest nadpobudliwy i nie ważne co robię niczego to nie zmienia. Robiłam mu nawet badania tarczycy, USG narządów wewnętrznych, hamowanie ACTH - wszystko ok, nie ma wewnętrznej przyczyny nadpobudliwości.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany - nierealne oczekiwanie idealnych psów, niezależnie od przeznaczenia rasy i warunków, jakie można im zapewnić. Gdy pracowałam 8 godzin w dzień plus inne obowiązki, nie myślałam o psie. Dopiero gdy miałam nienormowany czas pracy i mogłam w pierwszym roku życia zwierzęcia przeznaczyć cztery godziny dziennie na wychowanie szczeniaka - zdecydowałam się na psa. Trzeba było przed kupnem psa ocenić, czy w Twoich warunkach pies rasy stworzonej do wielogodzinnej pracy może być odpowiednim towarzyszem. Nie nauczyłaś szczeniaka chodzenia przy nodze - to nic dziwnego, że teraz dorosły pies ciągnie. Oczekujesz podporządkowania, ale nie umiesz nauczyć psa, że warto podporządkować się Tobie. To nie pies ma być sam z siebie ideałem - to człowiek musi umieć przekazać psu o co chodzi. Być może trafiłaś na początku w psim przedszkolu na trenera, który albo nie był fachowcem w komunikacji z psami albo z ludźmi.

Pies wie doskonale, po Twoim zapachu, po tonie głosu, po mowie ciała, że nie jesteś z niego zadowolona - to też nie pomaga w Waszych relacjach. Jeśli to pies rodowodowy, zwróć się do hodowcy - może zna kogoś, kto szuka energicznego, niezmordowanego zwierzęcia, pies jest na tyle młody, że i on przywyknie do nowego właściciela, i Ty odetchniesz z ulgą.

Swoja drogą - jeśli możesz, wklej tu dane z metryczki czy rodowodu psa. Czasem ktoś szuka szczeniaka do trudnej, intensywnej pracy - takiemu komuś można by wskazać hodowlę, z której pochodzi Twój pies.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy aby ten pies ma metryczkę? Autorka napisała, że kupiła psa z rodowodem, a rodziców widziała na zdjęciu. Trochę to dziwne, jeżeli pies został kupiony bez metryki, może mieć różne problemy.

Wg mnie z postów autorki przebija taki ton, że to pies powinien się nauczyć różnych zachowań, bo inne psy się nauczyły, niestety, nie zawsze się tak da.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko psy żyjące we współpracującej grupie mogą uczyć się od siebie celowych zachowań. Pies żyjący w rodzinie ludzkiej nie ma takich możliwości; sam nie stwarza żadnych sytuacji, odpowiada na sytuacje stwarzane przez człowieka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba jednak trochę przesadzasz z przeznaczeniem rasy, psami do pracy i całą resztą. Ludzie mają psy, bo kochają ich towarzystwo i będą je mieć niezależnie od wszystkiego. Gdyby poszczególne rasy hodowano tylko z określonym przeznaczeniem większość ras pewnie by zniknęła z hodowli. Znam niestety bardzo wielu myśliwych i tylko jeden z nich posiada psa wyszkolonego w przynoszeniu zabitych ptaków. Dziś już nie urządza się polowań rodem z Pana Tadeusza, a jakoś psy myśliwskie mają się świetnie i chodzą po ulicach. Ja rozumiem, że istnieje pewna grupa osób, które najchętniej wydawałyby pozwolenia na posiadanie psa, a otrzymywałyby je jedynie osoby bezrobotne z wysokimi zarobkami i 2ha ogrodem. Niestety, w realnym świecie psa posiadają również takie osoby jak ja, które pracują na etat jak większość posiadaczy psów i nie mają nieograniczonych zasobów czasowych. Nie piszę tutaj żeby się dowiedzieć jak bardzo źle zrobiłam kupując labradora tylko po to aby uzyskać jakieś rady. Gdybym chciała psa oddać również bym tutaj nie pisała. A jednak chciałabym się dowiedzieć co mogłabym zrobić, żeby spacer z psem nie był takim koszmarem jakim jest teraz. 

Elf1977, posiadam metrykę, widziałam matkę na żywo, a ojca na zdjęciu. 

Ton taki przebija być może dlatego, że chodząc po ulicy nie widziałam ani jednego takiego psa, spotykam się z wieloma psami i również nie ma takich problemów. W domu psy były zawsze i przeważnie nie jeden i również niczego takiego nie zaobserwowałam. I odnoszę wrażenie, że wg Ciebie powinnam zaakceptować, że pies nie potrafi nauczyć się chodzić na smyczy czy wracać na zawołanie. Nie potrafię, bo nie znam psa, który nie byłby się w stanie tego nauczyć, a mnie się zwyczajnie skończyły metody. Może coś źle robię? Błędów została popełniona masa, ale nie wierzę, że nie da się tego naprawić. Jestem tym wszystkim po prostu strasznie zawiedziona, bo miał być towarzysz, z którym mogę iść wszędzie, a on nie potrafi opanować podstawowych umiejętności. 

ToffeeYKarola, co do kijków nie będę więcej próbowała zanim nie on się nie opanuje. Serio takie pociągnięcie wielkiego psa za pas wokół talii może zrobić krzywdę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie pies nie potrafi nauczyć się przychodzić na zawołanie i spokojnie chodzić przy nodze - to Ty nie potrafisz go tego nauczyć. Wiele psów ras stworzonych jako użytkowe nie ma już wszystkich cech swoich protoplastów, ale zawsze należy się liczyć, ze trafimy akurat na takiego. 

Napisz, gdzie mieszkasz, może ktoś zna dobrego trenera, z którym raptem kilka lekcji pomogą Ci ukierunkować samodzielne szkolenie. Co do pracy węchowej - uczenie psa szukania smakołyków to nonsens, też jestem tego zdania. Ale możesz nauczyć psa, aby szukał w trawie swojej zabawki, a nagradzać znalezienie i zaaportowanie tej zabawki  smakołykiem podawanym z ręki. Wkrótce smakołyki nie będą potrzebne - sama możliwość szukania zabawek czy przedmiotów o Twoim zapachu stanie się nagrodą. A wtedy kwadrans takiej pracy będzie odpowiadać co najmniej godzinie biegania - zmęczy się umysł, nie mięśnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobra ale jak się zabrać do nauki szukania? Rozrzucałam mu po kątach w mieszkaniu smaki i najpierw pokazałam jednego, później pokazywałam gdzie może być kolejny, nie znalazł i się zniechęcił. No to jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz i później już nie chciał szukać. To jak to zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli przez blisko 2 lata nie potrafiłaś wychować psa, nauczyć go podstawowych zachowań to nie miej pretensji do psa tylko do siebie. Dobrze, że to labrador przyjaźnie nastawiony do ludzi i psów bo z inną rasą nie miałabyś lekko. Potrzebny dobry instruktor, który nauczy cię jak postępować z psem, jak rozumieć jego język bo niestety z takim  podejściem do psa sama niczego go nie nauczysz, będziecie się tylko wzajemnie męczyć. Labrador wbrew legendom nie jest psem dla każdego, to że łagodny to nie wszystko. Ciekawe jak byś sobie [poradziła z rottweilerem, ja mam je 35 lat i nikomu nie zrobiły krzywdy, były posłuszne, przyjazne dla otoczenia jak labradory ale to dzięki mojej cierpliwości i umiejętności socjalizacji i wychowania. I sama od razu taska mądra nie byłam, korzystałam z pomocy szkoleniowców i hodowców. i tobie też to radzę albo niestety zmien rasę na mniej żywiołową a psa oddaj komuś kto potrafi się nim naprawdę zająć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak to zrobić- to zależy od reakcji psa. Każdy trener z prawdziwego zdarzenia pokaże Ci jak to zrobić. Nie wiem, w jaki sposób komunikujesz sie z psem, jak pracujesz ciałem, jak nagradzasz zwierzaka, czy pies zna pojęcie nagrody odsuniętej w czasie, czy zna pojecie pochwały jako pomostu do nagrody,  czy jest zainteresowany współpracą z Tobą, w jakim stopniu peszy się, odczuwając Twoją niechęć, jakie Wasze komendy/hasła były już używane nieprawidłowo i zostały spalone - nie przepiszę tu poradnika o podstawach szkolenia, bo i tak musiałabym mieć zgodę autora czy autorki.

W Krakowie, na Śląsku i w Gdańsku znam trenerów, którzy pomogliby Ci opanować psa. Ale nie za darmo niestety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kasza-manna, masz całkiem normalnego labradora, tylko po prostu nie nauczyłaś go tego, czego teraz wymagasz. To cały problem. Miałam labka, teraz mam 14 m-cznego flata - to psy żywiołowe, niezmordowane i z energią wychodzącą uszami. Wizerunek milutkiego misia z reklamy to totalna fikcja. Znam z autopsji wszystko, co napisałaś, łącznie z bolącym barkiem i szyją, Mogę dorzucić pocięte od linki dłonie, bolącą kość ogonową od klapnięcia na tyłek i kilka innych "drobiazgów". Szkolę psa od małego, a też przechodziłam przez wszystko co Ty . Myślę, że bez szkolenia z profesjonalistą nie dasz rady. Poszukaj trenera, spotkaj się indywidualnie, niech zobaczy psa i jego zachowanie. Nauczy Cię, jak uczyć psa, aby były efekty. Od zaraz wprowadziłabym takie zmiany:

- podejście faceta (bez jednolitego traktowania psa nie ma szans na poprawę)

- fleksi do kosza (smycz, 5 m.linka/taśma, szelki easy walk)

- zero zabaw w domu (w domu pies odpoczywa lub bawi się sam. Aby to osiągnąć trzeba go zmęczyć. Mój jest zmęczony po 3 godzinach biegania po lesie i pływaniu w jeziorze. Nie znaczy to wcale, że codziennie ma taką dawkę ruchu, ale weekendy są dla niego. Robię miesięcznie ok. 70 km, pies pewnie trzy - cztery razy tyle. Z czasem przyzwyczai się do tego, że dom jest na wyciszenie)

- pies nie dostaje nic za darmo. Jedzenie w misce za wykonanie komend, za przywołanie, za cokolwiek, co chcesz nauczyć.

- smaczki będą atrakcyjnie, jak pies będzie nienajedzony. Zacznij uczyć po jednym dniu głodówki.

- zrezygnowałabym z zabaw, które za bardzo psa nakręcają. Mój nie bawi się w przeciąganie liny i inne zabawy siłowe

- rozważyłabym kastrację

I do psiej szkoły - szybko!!!!

A i jeszcze jedno. Mieszkasz w dużym mieście - poszukaj seminariów z nose worku, czyli pracy węchowej. Jedź bez psa, nauczysz się jak zacząć i spróbuj się z psem w to pobawić. Super sprawa :) Na pocieszenie Ci powiem że labki są szalenie mądre i szybko się uczą, gdy mają motywację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

przeczytałam twój post, i powiem zatkało mnie (jak zresztą i innych). Jedynym wnioskiem jaki mi się tu narzuca, jest to że Jedynie czego nauczyłaś/nauczyliście psa, to jest zabawa. Zabawa i nic więcej. Opisujesz swoją sytuację, przedstawiasz swojego psa w sposób taki, jakby to była jego wina że jest "taki a nie inny". Całą winę zganiasz na niego, podczas gdy to ty/wy sami daliście mu przyzwolenie na takie zachowanie, po czym sami je utrwaliliście i utrwalacie nadal. Między tobą a psem nie ma żadnej więzi, więzi która sprawia że pies traktuje cię jako swojego przewodnika, a nie kogoś kto wisi na drugim końcu smyczy. Opisujesz same porażki, ale to są porażki z twojej winy. Czy zrobiłaś coś żeby temu zaradzić? Nie, nie zrobiłaś ale pretensje masz. Oczekujesz od psa że będzie CYTAT- "smętnie wloką się za swoim starszym zazwyczaj właścicielem dostosowując krok do pana/pani." - Owszem, będzie ale jak będzie starszym psem. Jesteś osobą która bardzo szybko się poddaje i rezygnuje jeśli tylko coś się nie udaje. A nie pomyślałaś żeby nie rezygnować, nie opuszczać, tylko próbować dalej? Piszesz CYTAT-1 - "codziennie ma zapewniony godzinny, często dłuższy spacer, który nie polega na chodzeniu przy nodze tylko albo na lataniu swobodnie albo na zabawie z innymi psami. I te zabawy czasami trwają i 1,5h jak jest ładna pogoda, bawi się non-stop że aż ma szyję mokrą od śliny a i tak ciężko mi go odciągnąć żeby wracać do domu." - Wniosek z tego że te inne psy są atrakcyjniejsze od ciebie. Psi kumple dają więcej niż ty chcesz mu zaoferować. CYTAT 2- " Nigdy nie będę innym psem, nie będę się z nim bawić jak pies i jedyne co mogę mu zaproponować to "ludzkie" zabawy, które w parku go zwyczajnie nudzą" - a może trzeba? Mam psa który potrzebuje dużo ruchu. To pracuś, border, nie mam i nie miałam z nim nigdy żadnego problemu. Dlatego że potrafiłam się z nim bawić prawie "po psiemu". W nosie miałam ludzi patrzących na mnie jak na wariata, który biega za psem, po to by za chwilę odwrócić sytuację i temu psu zwiewać. Łaziłam (tak łaziłam) na kolanach po trawie, chowałam różne rzeczy i potem razem szukalismy, a kiedy pies znalazł chwaliłam jak tylko mogłam. Rzucałam piłkę po którą biegliśmy razem, a którą pies nauczył się przez to przynosić. CYTAT - "Przed wieczorem też ma zabawę ze mną, staram się to pół godziny męczyć sznurem czy innym wynalazkiem, wieczorem pół godziny "spokojnego" spaceru przed snem po pobliskich trawnikach. To jest mało ruchu?" - tak, mało. CYTAT - "Poza tym nadal będę się upierać, że pies ma wystarczającą dawkę ruchu i zainteresowania z naszej strony." - Nawet jeśli twój spacer będzie trwał dwie godz. a będzie to "pusty" spacer, albo rzucenie piłki (którą on i tak ma gdzieś), czy przeciągnięcie się sznurkiem to będzie to spacer bezwartościowy. CYTAT - "Pytałam Was czy jest szansa, że wprowadzenie zasad, o których pisałam może cokolwiek dać? W sensie czy jest szansa, że pies cokolwiek z tego zrozumie?" - tak jest jak najbardziej, Jak pisali wyżej poprzednicy, musisz być konsekwentna, bardziej uparta niż pies, i zacząć wszystko od początku. Nie poddawać się, nie rezygnować jak coś się nie udaje, nie wychodzi. Tylko próbować dalej

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, wilczyca napisał:

Łaziłam (tak łaziłam) na kolanach po trawie, chowałam różne rzeczy i potem razem szukalismy, a kiedy pies znalazł chwaliłam jak tylko mogłam. Rzucałam piłkę po którą biegliśmy razem, a którą pies nauczył się przez to przynosić

Jak się cieszę, że jest nas więcej ;) Zajrzałam tu jeszcze raz, ale widzę, że Autorki postu nie ma. Chciałam jeszcze jedno dopisać, coś, co mi bardzo pomogło, a o czym wcześniej nie wiedziałam. Wg mojej trenerki taki pies nie powinien bawić sie na wybiegach z innymi psami. Jeśli zabawa to tylko z właścicielem, sam na sam. Nigdy w grupie hasających samopas psów. Zaczęłam chodzić na wybiegi rano (w zasadzie o świcie przed pracą), kiedy nikogo nie było i tak jak Ty bawiłam się z psem. Na kolanach, w berka, w chowanego...Taki wybieg bez psów to fajna sprawa - ogrodzony, zabezpieczony, świetny do nauki i zabawy.

Kontakt z innymi psami i wspólna zabawa jest w weekendy, kiedy z zaprzyjaźnionymi psami jedziemy w teren. I nie jest to tylko dzika gonitwa, jest też nauka komend, nauka chodzenia na smyczy, nauka bycia w grupie. Bardzo pomocny okazał się starszy, spokojny i ułożony pies, dzięki któremu mój się nieco ogarnął :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widziałam, ze na wstępie zostało napisane "trzeba było zdecydować się ma psa kanapowca, np mopsa". Tak się składa, ze mam 4 miesięcznego szczeniaka mopsa, którego jest wszędzie pełno i wbrew pozorom nie jest kanapowcem. Chyba, ze śpi to wtedy pasuje do niego to określenie. Ma pełno energi, ciagle się bawimy a jemu mało (prawie tak samo jak z jedzeniem - wiecznie głodny). W ciągu dnia chodzimy Ok 8 razy na spacery, te krótsze (z rana o 6, sam pies chce tylko wychodzić na siku i kupe i do domu i późnym wieczorem, chyba ze spotka swoich kolegow to wtedy dłużej), a tak w ciągu dnia chodzimy na godzinne spacery o ile chce tyle chodzic. Bawimy się, uczymy, biegamy, bawi się z innymi psami... za każdym razem jak wracam do domu to myśle sobie "wymęczył się, super - pójdzie spać a ja w końcu będę mogła wziąć się za sprzątanie". Nic bardziej mylnego, wracamy a pies chce się dalej bawić, pomimo tego, ze właśnie wróciliśmy z godzinnej zabawy na zewnatrz. W takiej sytuacji pozwalam mu się bawić tylko samemu, bo tylko wtedy sam pobawi się krócej i padnie, a gdybym ja miała się z nim bawić to mogłoby to trwać i cały dzień. 

Wiem, ze porównuje szczeniaka do dorosłego psa, ale ten dorosły lablador tez kiedyś był szczeniakiem, a mopsy wbrew stereotypowi nie są wcale kanapowcami, chyba ze są już staruszkami. Prawda jest taka, ze każdy pies potrzebuje ruchu. Jedna rasa mniej a druga więcej. Co prawda mój mopsiu nie nadaje się do biegów czy dłuższych wycieczek z powodu jego anatomii, ale tez nie jest leniem leżącym całymi dniami w domu ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×