Jump to content
Dogomania
Asura

Opieka nad psem jako część terapii antydepresyjnej?

Recommended Posts

Od 4 lat borykam się z depresją, uzależnieniem od zachowań autoagresywnych, fobią społeczną. Mam za sobą trzy próby samobójcze, pobyt w szpitalu psychiatrycznym i godziny konsultacji z psychologami, psychiatrami.
Jestem osobą samotną, zamkniętą w sobie oraz zamkniętą w czterech ścianach - boję się wychodzić z domu.
Pojawiła się myśl abym pod swoją opiekę wzięła psa. Nie jakiegoś specjalistycznie wyszkolonego labladora, ale teriera walijskiego od kolegi taty.
Zwierzak ma nie być podstawą mojej terapii i/lub "cudownym lekarstwem", ale przyjacielem, podporą i motywacją do wychodzenia z domu, kontaktów z ludźmi (nie tylko na spacer, ale też np. do zoologicznego, weta, groomera).
Pytałam moich lekarzy czy w moim przypadku (uwzględniając mój profil psychologiczny, problemy, przypadłości, zachowanie itp itd) pies byłby dobrym rozwiązaniem - stwierdzili, że to dobry pomysł, wręcz zachęcali do tego.
Teraz chciałabym poznać opinię z "psiej" strony, a właściwie Waszej - jako ludzi, którzy na co dzień mają do czynienia z psami. Co o tym myślicie?

Ja osobiście zawsze chciałam mieć psa, mam świadomość, że to nie tylko spacery po parku, rzucanie piłki i uczenie sztuczek z użyciem smaczków. To też wieloletnia odpowiedzialność za żywe stworzenie, które czuje i myśli. Lecz nie zraża mnie to ani trochę, nawet na pewien sposób zachęca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poważna sprawa, poważny temat.

Moim - niefachowym - zdaniem o ile współpracujący z Tobą psycholog (bo w przypadku tej choroby ogląd samego siebie może być na tyle różny od rzeczywistości, że chyba nie warto polegać jedynie na własnym osądzie) jest przekonany, że w czasie epizodu odpowiedzialność za żywe zwierzę będzie silniejsza niż poczucie niemocy to warto rozważyć przygarnięcie pod swój dach czworonoga. 

Nie znam Cię, nie wiem praktycznie nic o Twoim stanie, ale w tych rozważaniach warto wziąć pod uwagę także dwie sprawy, o których nie piszesz:

1. Zwierzę doskonale wyczuwa nastrój i w pewien sposób przejmuje go od opiekuna. Domyślam się, że lekarze nie biorą pod uwagę tego aspektu sprawy, bo zakładają, że ich zadaniem jest pomóc pacjentowi, a nie roztrząsać psychikę czworonoga. Nie chodzi mi o to, że wskutek swojej choroby "unieszczęśliwisz" zwierzę - raczej o to, że zwierzę będzie się musiało w pewien sposób mierzyć z Twoimi wahaniami samopoczucia. To z natury "rozchwiane" emocjonalnie może stwarzać więcej problemów niż stabilne, więc w wyborze towarzysza warto wybrać takiego o spokojnym, ale zrównoważonym charakterze. 

2. Oczywiście absolutnie Ci tego nie życzę, ale co w hipotetycznym przypadku kolejnej hospitalizacji? Czy masz kogoś, kto w tym czasie przejmie opiekę nad psem? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
O 9.05.2016 o 16:43, wronka napisał:

Moim - niefachowym - zdaniem o ile współpracujący z Tobą psycholog (bo w przypadku tej choroby ogląd samego siebie może być na tyle różny od rzeczywistości, że chyba nie warto polegać jedynie na własnym osądzie) jest przekonany, że w czasie epizodu odpowiedzialność za żywe zwierzę będzie silniejsza niż poczucie niemocy to warto rozważyć przygarnięcie pod swój dach czworonoga. 

Mam świadomość, że ocenianie samej siebie w moim przypadku to bardzo słabe rozwiązanie, dlatego w pierwszej kolejności pytałam lekarzy.
U mnie duża część niemocy wynika z tego, że nie mam nikogo bliskiego i nikogo dla kogo mogłabym żyć. Pies byłby motywacją do najprostszych czynności pokroju wyjścia z łózka i wyprowadzenia go przed blok. Gdybym wyszła z nim na dłuższy spacer (np. do parku) nie czułabym aż tak dużego lęku bo psina dawałaby mi poczucie, że nie jestem sama oraz zamiast skupiać uwagę na innych ludziach i otoczeniu, skupiałabym na niej. "zapominałabym" że otaczają mnie ludzie.
 

O 9.05.2016 o 16:43, wronka napisał:

1. Zwierzę doskonale wyczuwa nastrój i w pewien sposób przejmuje go od opiekuna. Domyślam się, że lekarze nie biorą pod uwagę tego aspektu sprawy, bo zakładają, że ich zadaniem jest pomóc pacjentowi, a nie roztrząsać psychikę czworonoga. Nie chodzi mi o to, że wskutek swojej choroby "unieszczęśliwisz" zwierzę - raczej o to, że zwierzę będzie się musiało w pewien sposób mierzyć z Twoimi wahaniami samopoczucia. To z natury "rozchwiane" emocjonalnie może stwarzać więcej problemów niż stabilne, więc w wyborze towarzysza warto wybrać takiego o spokojnym, ale zrównoważonym charakterze. 

Właśnie dlatego napisałam temat na forum, bo moje samopoczucie, stan psychiczny itd. to jedno, ale to jak pies będzie się czuł to drugie. Przecież stale będzie miał kontakt z osobą chorą... jeżeli tak można mnie nazwać. Nie chcę męczyć bezbronnego psa tylko dlatego, że mam problemy ze sobą.
Nie brałam zbytnio pod uwagę jego charakteru. Nie chcę psa agresywnego, ale też maleńkiego, którego mogę nosić w torebce. Skupiałam się też na tym aby piesek czuł się dobrze w naszym małym mieszkanku. No i nie mogę wydać kroci...
Myślę, że jeżeli wezmę do siebie szczeniaka z dużymi pokładami energii to nie pozwoli on mi długo płakać w poduszkę ^^
 

O 9.05.2016 o 16:43, wronka napisał:

2. Oczywiście absolutnie Ci tego nie życzę, ale co w hipotetycznym przypadku kolejnej hospitalizacji? Czy masz kogoś, kto w tym czasie przejmie opiekę nad psem? 

Tak, mam ^^ A hospitalizacja - o ile nie spowodowana próbą targnięcia się na swoje życie - jest poprzedzona 1-2 miesięcznym czasem oczekiwania więc spokojnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciężko wczuć mi się w sytuację osoby chorej, ale mam swoje problemy - jak to każdy w życiu. Świadomość, że pies czeka i nie ma wymówek nie raz mi pomagała ogarnąć taki stan hmmm niemocy i przygnębienia? Psa wzięłam ze schroniska kiedy wyprowadziłam się za pracą 400km z dala od domu. Nie znałam w nowym miejscu nikogo, byli tylko znajomi z pracy - wszystko ludzie wyżej ode mnie w hierarchii firmy, od których zależała moja praca. Po dwóch miesiącach samotnego życia wzięłam psa(inna rzecz, że zawsze chciałam mieć psa, ale nie mogłam). To była świetna decyzja. Nie raz kiedy było mi ciężko, kiedy miałam dość i chciało mi się płakać to miałam poczucie że pies trzyma mnie w ryzach. Poza tym pies pomaga zachować pewną higienę psychiczną związaną z pracą - na spacerze nie myślę o niczym poza sprawami psimi, podziwianiem krajobrazu etc, nie odbieram telefonów. To jest czas tylko dla mnie i psa, czas święty.

 

Może spróbuj zostać na początek opiekunem(wolontariuszem) dla jakiegoś psa w schronisku? Może takiego mało-adopcyjnego np. starszego, brzydkiego lub sprawiającego problemy niewielkiego stopnia? Opiekuj się nim codziennie i jeśli się sprawdzisz weź go do domu lub chociaż zobacz czego oczekujesz po psie. Ja chciałam psa miłego i spokojnego takiego po prostu do kochania - trafił mi się pies aktywny i wymagający szkolenia. Teraz nie chciałabym już innego, tylko aktywny, pracujący. Sama nie wiedziałam czego chcę ;-).

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, Harley napisał:

Może spróbuj zostać na początek opiekunem(wolontariuszem) dla jakiegoś psa w schronisku? Może takiego mało-adopcyjnego np. starszego, brzydkiego lub sprawiającego problemy niewielkiego stopnia? Opiekuj się nim codziennie i jeśli się sprawdzisz weź go do domu lub chociaż zobacz czego oczekujesz po psie. Ja chciałam psa miłego i spokojnego takiego po prostu do kochania - trafił mi się pies aktywny i wymagający szkolenia. Teraz nie chciałabym już innego, tylko aktywny, pracujący. Sama nie wiedziałam czego chcę ;-).

Z jednej strony świetny pomysł, z drugiej... rzeczywistość
Codzienna opieka odpada ponieważ najbliższe schronisko jest poza granicami mojego miasta. Nie kursuje tam komunikacja miejska, więc zostaje samochód. Mama nie ma prawa jazdy, a tata pracuje 5 dni w tygodniu, od 7 do 20.
Zostają weekendy albo wzięcie do domu.
O ile pierwsza opcja w miarę okej o tyle druga... jedna z moich problematycznych cech to szybkie i mocne przywiązywanie się do jednej osoby (a w tym przypadku: psiaka). Gdybym musiała oddać go z powrotem lub nie daj Boże odszedłby za tęczowy most... mogłoby to wyrządzić jeszcze więcej szkód w mojej "głowie".

Chociaż kiedyś, kiedy jeszcze miałam przyjaciółki to miały one psy - jedna miała starego pudelka, a druga starą kundelkę i yorka - spędzałam z nimi dużo czasu, a więc z ich futrzakami również. Typowe kanapowe przytulaski, które uwielbiały swoje kości i sznury. Do tego dochodził stary pies mojej cioci, który uwielbiał kiedy odpinaliśmy go z łańcucha i przypinaliśmy do smyczy.
I tak na przestrzeni lat zrodziła mi się wizja mojego idealnego psa: nie za duży, ale też nie za mały. Wesoły i energiczny, ale też taki żeby można było go pomiziać.
Nieważna dla mnie płeć, rasa (czy też ich mieszanka), rodowód.
Wiem, że dla osób chorych przeznaczone są rasy pokroju border collie, labradora, goldena, ale mimo wszystko chcę teriera walijskiego. ^^

Share this post


Link to post
Share on other sites

Border collie, to raczej nie dla osób chorych, bo sobie z takim psem nie poradzą (no może jak ktoś sobie tam showa wypranego z instynktów wyszkoli i nie będzie laikiem). W sumie terrier terrierowi nierówny, ale z drugiej strony terrier to jednak terrier - nie wiem czy to dobry pomysł na pierwszego psa. Możesz sobie dołożyć niezłych kłopotów jak źle wychowasz psa, na to składa się dużo czynników - po pierwsze sam wkład właściciela. Czyli trzeba się do tego dobrze przygotować, najlepiej dużo poczytać o tym jak odpowiednio wychować szczeniaka. No i oczywiście do tego jak ukształtuje się nasz pies dochodzą geny - czyli trzeba celować w psa z dobrym pochodzeniem (sprawdzić charakter rodziców, dziadków - przestudiować rodowód), jeżeli ma to być szczeniak. Na koniec wypadki losowe - coś się wydarzy i potem ciężko będzie naprawić błędy w wychowaniu psa. Równie dobrze może ci się trafić super pies, ze szczeniaka ze schroniska, ale nie wiem czy tutaj warto ryzykować.

Mnie się wydaje, że lepszy rozwiązaniem byłby spokojny, dorosły pies z dt. No bo co jak szczeniak dorośnie i będzie np. masakrycznie szczekliwym osobnikiem etc? Zwali ci się na głowę pół bloku. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powinnaś odpowiedzieć sobie na pytania jak będziesz radzić sobie z codziennymi problemami wynikającymi z posiadania psa. Jak zniesiesz choroby i ewentualne odejście psa (prędzej czy później to nastąpi, nawet szczeniak może wcześnie umrzeć). Jak reagujesz w sytuacjach kryzysowych, ucieczka psa, bójka z innym czworonogiem, zaczepki postronnych ludzi, nagła choroba, wypadek, wizyta u weterynarza. Co zrobisz gdy pies zniszczy Ci coś cennego, będzie sikał, szczekał, zaczepiał, mimo że potrzebujesz czasu dla siebie, bądź kiepsko się czujesz. Czy potrafisz zawsze (tzn. nawet gdy masz gorsze dni) pamiętać o codziennych spacerach, karmieniu, szczepieniach i podawaniu leków. Jeżeli cokolwiek z tych rzeczy może Cię załamać lub miałabyś im nie sprostać, to lepiej na razie psa nie przygarniać, a tak jak ktoś napisał, przejechać się do schroniska i zapytać jak zostać wolontariuszem. Jeżeli dojazd do schroniska raz w tygodniu w weekendy jest dla Ciebie problemem, to tym bardziej nie dasz rady codziennie opiekować się psem. Z psem czasami trzeba jechać do lecznicy nagle w środku nocy i nie ma wtedy wymówek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja myślę, ze to dobry pomysł. Pies motywuje, a nawet wymusza pewne zachowania, które u ludzi zdrowych są naturalne i często niezauważalne. Dla chorych może to być impuls do aktywności np. społecznej, do zaopiekowania się inną istotą i "zapomnienia" o własnych problemach. Wydaje mi się, że aktywność ta nie przerasta Twoich możliwości (wnioskując oczywiście tylko z tego, co napisałaś) i taki przyjaciel domowy może być niezłym terapeutą. Poza tym będziesz miała się do kogo przytulić i wygadać i nawet wypłakać jak będzie trzeba. Piszesz, że możesz liczyć na pomoc w ewentualnych sytuacjach awaryjnych, więc nie widzę większego problemu. Myślę, że trzeba zastanowić się nad rasą, albo po prostu przygarnąć szczeniaka-kundelka i pomóc jemu i sobie. Trzymaj się!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opieka nad psem to najlepsze co może być. Pies jest przyjacielem i potrafi wesprzeć w trudnych chwilach, wiem coś o tym. Bez mojej suni byłoby mi ciężej w niektórych momentach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trochę czytałam o depresji, bo w rodzinie miałam taki przypadek i wiem jak ciężko funkcjonuje się z taką przypadłości. Ciężar depresji przenosi się  poniekąd również na osoby z otoczenia, a więc myślę, że i na zwierzę również. Nie sądzę, że osoba którą znam była by w stanie na dłuższą metę zajmować się zwierzakiem, choć to osoba młoda i fizycznie zdrowa. To w ogóle bardzo szeroki temat, ludzie szarżują słowem depresja, mając na uwadze jakieś zmęczenie rzeczywistością, wypalenie, przeżytą tragedię, a to niestety bardzo poważna choroba, która wymaga często długotrwałego leczenia farmakologicznego, przy wsparciu psychologa. Pies w tej terapii jaką rolę miałby odegrać?, przecież nie będzie lekarstwem, a tylko byłby balastem w chwilach gorszego samopoczucia . Moim zdaniem człowiek bardzo chory, dopiero po skutecznym leczeniu, mógłby rozważyć chęć posiadania psa. Po prostu trzeba mierzyć siły na zamiary. Dobrze, że poważnie podchodzisz do tego tematu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kurde kiedyś czytałam bloga kobiety co miała borderline i miała też coś w rodzaju takiego psiego terapeuty. Jeśli Twoi lekarze dają Ci zielone światło to wg. mnie jest dobry pomysł. Pies wymusza pewne rzeczy - musimy wychodzić z domu i rozmiawać z ludżmi. Poza tym psy się tak głupiutko cieszą ze wszystkiego :D

Najlepiej jakbyś rozważyła pójście z psem na psie przedszkole potem na podstawowe posłuszeństwo co dałoby Tobie jakieś podstawy do 'obsługi' psa oraz wymusiło interakcje społeczne.

@Ilona pies w takiej 'terapii' nie ma być balastem, tylko motywatorem/wymuszaczem pewnych interakcji których osoba sama by się nie podjeła/miałaby z tym problem. Nie mam depresji ale robie rzeczy które cieszą psa, a sama z siebie bym ich nie zrobiła (chodzenie na 1h spacery, rozmowa z sąsiadami etc.).

Share this post


Link to post
Share on other sites
O 11.05.2016 o 16:55, al'akir napisał:

Border collie, to raczej nie dla osób chorych, bo sobie z takim psem nie poradzą (no może jak ktoś sobie tam showa wypranego z instynktów wyszkoli i nie będzie laikiem).

Trochę źle to ujęłam, chodziło mi o przykład rasy szczególnie inteligentnej i pojętnej, która byłaby w stanie sprostać wymogom psa do pracy z osobą niepełnosprawną :P

O 11.05.2016 o 16:55, al'akir napisał:

W sumie terrier terrierowi nierówny, ale z drugiej strony terrier to jednak terrier - nie wiem czy to dobry pomysł na pierwszego psa. Możesz sobie dołożyć niezłych kłopotów jak źle wychowasz psa, na to składa się dużo czynników - po pierwsze sam wkład właściciela. Czyli trzeba się do tego dobrze przygotować, najlepiej dużo poczytać o tym jak odpowiednio wychować szczeniaka. No i oczywiście do tego jak ukształtuje się nasz pies dochodzą geny - czyli trzeba celować w psa z dobrym pochodzeniem (sprawdzić charakter rodziców, dziadków - przestudiować rodowód), jeżeli ma to być szczeniak. Na koniec wypadki losowe - coś się wydarzy i potem ciężko będzie naprawić błędy w wychowaniu psa. Równie dobrze może ci się trafić super pies, ze szczeniaka ze schroniska, ale nie wiem czy tutaj warto ryzykować.

Tak właściwie terier nie był pomysłem moim, a mojego taty. Jest wędkarzem i lubi spędzać aktywnie czas na dworze (szczególnie poza miastem) + jego przyjaciel ma dwa takie psy od kilku lat i bardzo je lubi (imponuje mu ich wesołość i energiczność), więc zapragnął mieć takiego.
Moją propozycją był mały [rozmiarowo, nie wiekowo] piesek ze schroniska, w ostateczności york.

Mam tego świadomość dlatego od kilku tygodni czytam odpowiednią literaturę, blogi hodowców i behawiorystów. Wiem również, że choćbym wzięła szczeniaka o niesamowitym potencjale to moje działania - zarówno pozytywne jak i negatywne - bezpośrednio wpływają na jego całe przyszłe życie. Ale to jest kolejna rzecz, która mnie nie zraża i nie przeraża. Nawet na pewien sposób zachęca aby wziąć się w garść, bo to ode mnie zależy dobro psiaka.

22 godzin temu, Delph napisał:

Powinnaś odpowiedzieć sobie na pytania jak będziesz radzić sobie z codziennymi problemami wynikającymi z posiadania psa. Jak zniesiesz choroby i ewentualne odejście psa (prędzej czy później to nastąpi, nawet szczeniak może wcześnie umrzeć). Jak reagujesz w sytuacjach kryzysowych, ucieczka psa, bójka z innym czworonogiem, zaczepki postronnych ludzi, nagła choroba, wypadek, wizyta u weterynarza. Co zrobisz gdy pies zniszczy Ci coś cennego, będzie sikał, szczekał, zaczepiał, mimo że potrzebujesz czasu dla siebie, bądź kiepsko się czujesz. Czy potrafisz zawsze (tzn. nawet gdy masz gorsze dni) pamiętać o codziennych spacerach, karmieniu, szczepieniach i podawaniu leków. Jeżeli cokolwiek z tych rzeczy może Cię załamać lub miałabyś im nie sprostać, to lepiej na razie psa nie przygarniać, a tak jak ktoś napisał, przejechać się do schroniska i zapytać jak zostać wolontariuszem. 

Staram się analizować wszystkie możliwe scenariusze. Śmierć.. wiem, że może ode mnie odejść po miesiącu, a nawet szybciej, ale mam nadzieję, że będę wystarczająco dobra aby przeżył przynajmniej ze 12 lat.
Zniszczy coś cennego... nie mam zbyt wielu takich rzeczy, a te które mam zawsze trzymam w bezpiecznych miejscach.
Sikał - posprzątam, nie będę się złościć. Przecież świadomie wzięłam pieska i wiedziałam, że będzie robił na podłogę i nie jest cudownym robocikiem którego w parę minut można przystosować do załatwiania się w odpowiednim miejscu i czasie.
Jeżeli będę kiepsko się czuć będę wycierać łzy i tulić albo bawić się z psem... chcę aby był moją radością i abym ja była jego ^ ^ Moje gorsze dni stawały się coraz gorsze bo nie mogłam... i w sumie nie mogę z nikim porozmawiać. Pies będzie absorbujący, będzie skupiał moją uwagę na sobie zamiast na myśleniu o... różnych rzeczach.

22 godzin temu, Delph napisał:

Jeżeli dojazd do schroniska raz w tygodniu w weekendy jest dla Ciebie problemem, to tym bardziej nie dasz rady codziennie opiekować się psem. Z psem czasami trzeba jechać do lecznicy nagle w środku nocy i nie ma wtedy wymówek.

Niezupełnie. Schronisko jest poza granicami miasta. Mieszkam w centrum miasta. Najbliższa lecznica jest 200m stąd, kolejna 20 minut drogi spacerem. Gdyby była taka potrzeba nawet w środku nocy na rękach bym przyniosła.

17 godzin temu, Amerith napisał:

pies w takiej 'terapii' nie ma być balastem, tylko motywatorem/wymuszaczem pewnych interakcji których osoba sama by się nie podjeła/miałaby z tym problem. Nie mam depresji ale robie rzeczy które cieszą psa, a sama z siebie bym ich nie zrobiła (chodzenie na 1h spacery, rozmowa z sąsiadami etc.).

Otóż to! <3
Nie tylko wsparcie w terapii, ale też przyjaciel. Przyjaciel zarówno w leczeniu, ale też jego zakończeniu :'D

21 godzin temu, Zarka napisał:

A ja myślę, ze to dobry pomysł. Pies motywuje, a nawet wymusza pewne zachowania, które u ludzi zdrowych są naturalne i często niezauważalne. Dla chorych może to być impuls do aktywności np. społecznej, do zaopiekowania się inną istotą i "zapomnienia" o własnych problemach. Wydaje mi się, że aktywność ta nie przerasta Twoich możliwości (wnioskując oczywiście tylko z tego, co napisałaś) i taki przyjaciel domowy może być niezłym terapeutą. Poza tym będziesz miała się do kogo przytulić i wygadać i nawet wypłakać jak będzie trzeba. Piszesz, że możesz liczyć na pomoc w ewentualnych sytuacjach awaryjnych, więc nie widzę większego problemu. Myślę, że trzeba zastanowić się nad rasą, albo po prostu przygarnąć szczeniaka-kundelka i pomóc jemu i sobie. Trzymaj się!

Zacznijmy od tego, że gdyby przerastała w jakikolwiek sposób to nawet bym nie pomyślała na poważnie o przygarnięciu psa :'D

19 godzin temu, IlonaS napisał:

Trochę czytałam o depresji, bo w rodzinie miałam taki przypadek i wiem jak ciężko funkcjonuje się z taką przypadłości. Ciężar depresji przenosi się  poniekąd również na osoby z otoczenia, a więc myślę, że i na zwierzę również. Nie sądzę, że osoba którą znam była by w stanie na dłuższą metę zajmować się zwierzakiem, choć to osoba młoda i fizycznie zdrowa. To w ogóle bardzo szeroki temat, ludzie szarżują słowem depresja, mając na uwadze jakieś zmęczenie rzeczywistością, wypalenie, przeżytą tragedię, a to niestety bardzo poważna choroba, która wymaga często długotrwałego leczenia farmakologicznego, przy wsparciu psychologa. Pies w tej terapii jaką rolę miałby odegrać?, przecież nie będzie lekarstwem, a tylko byłby balastem w chwilach gorszego samopoczucia . Moim zdaniem człowiek bardzo chory, dopiero po skutecznym leczeniu, mógłby rozważyć chęć posiadania psa. Po prostu trzeba mierzyć siły na zamiary. Dobrze, że poważnie podchodzisz do tego tematu.

Przez długi czas wszystko bagatelizowalam, sprowadzałam do najzwyklejszego bycia słabą, wrażliwą. Nigdy nie mówiłam, że mam depresje bo mam świadomość jak poważna jest to choroba.
Coś mnie tknęło dopiero gdy zobaczyłam wypis z psychiatryka "Rozpoznanie: F32.2 - Epizod depresji ciężki, bez objawów psychotycznych".
Miałby odegrać rolę wsparcia. Dawałby mi poczucie, że zawsze ktoś jest i ten ktoś nie oceniałby mnie.
W skrócie ujmując jestem ofiarą długotrwałego znęcania się, przemocy fizycznej i psychicznej. Boję się ludzi. Jestem bardzo samotna i zamknięta w sobie. Pies:
- absorbowałby całą moją uwagę. Zamiast myśleć o samobójstwie bawiłabym się sznurkiem, zamiast ciąć gotowałabym kurze łapki, zamiast leżeć w łóżku chodziłabym na spacery.
- dawał poczucie bezpieczeństwa. Kiedy wyszłabym z nim na spacer nie bałabym się aż tak bardzo, bo ktoś przy mnie jest
- zachęcał do kontaktów z ludźmi. Pójście do zoologicznego, weta, groomera. Ale także sąsiedzi siedzący na ławce pod blokiem, inni właściciele psów chodzący z nimi po parku, czasami dzieci, które podejdą i spytają "Mogę pogłaskać?"
- realizowałby moją potrzebę kochania i bycia kochaną.
- przyjaciel, który nie oceniałby, nie krytykował.
Nie byłby balastem tylko lekiem na gorsze samopoczucie ^^ 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dużo oczekujesz od psa. Nie zawsze  tak jest, że będzie Ci dawał poczucie bezpieczeństwa - możesz trafić na psa z lękami i to Ty będziesz musiała zadbać o to, by się nie bał. Trzeba włożyć sporo pracy, by odkręcić taki stan rzeczy. Pies niekoniecznie musi zachęcać do kontaktów z ludźmi, są psy, które ludzi co najwyżej tolerują, zależy na jakiego trafisz i to Ty będziesz musiała zapanować nad nim, by nie doszło do nieszczęścia, czy poradzisz sobie z tym? W zasadzie każdy zdrowy pies dąży do tego, by zająć jak najwyższe miejsce w stadzie, więc błędem jest myślenie, że będziesz go kochała, a on to doceni i będziesz przez niego kochaną. Pies raczej nie oczekuje od nas ludzi miłości lecz zaspokojenia jego naturalnych potrzeb - możliwości zdobycia pożywienia, a więc micha, ruchu i zabawy, które to powinniśmy mu zapewnić, nauki, by rozumiał nasze oczekiwania, kontaktu z innymi psami, ciepłego kąta do spania, a my ludzie wiemy, że również socjalizacji i opieki weterynaryjnej. Fajnie jest mieć psa, ale to też mnóstwo wyrzeczeń, poświęceń i bardzo dużo pracy. Myślę tu o poważnym traktowaniu relacji człowiek - pies.

Czy temu podołasz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Napisałam do Ciebie maila,odbierz,proszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dużo oczekujesz od psa. Nie zawsze  tak jest, że będzie Ci dawał poczucie bezpieczeństwa - możesz trafić na psa z lękami i to Ty będziesz musiała zadbać o to, by się nie bał.

Może i tak... nie chcę oceniać sama siebie. Ale wiem o co Ci chodzi (tak myślę), np. hipotetycznie pies usłyszy huk, przestraszy się przejeżdżającego pojazdu, większego psa. Wtedy to on staje się tym "potrzebującym". Rozważałam różne takie scenariusze uwzględniając moje własne lęki, słabości, lecz wiem, że mimo wszystko w sytuacjach krytycznych potrafię wziąć się w garść i stanąć na wysokości zadania.
By poczuć się pewniej wystarczy mi obecność psiaka, nawet jeżeli jest lękliwy czy bojaźliwy.

Godzinę temu, IlonaS napisał:

Pies niekoniecznie musi zachęcać do kontaktów z ludźmi, są psy, które ludzi co najwyżej tolerują, zależy na jakiego trafisz i to Ty będziesz musiała zapanować nad nim, by nie doszło do nieszczęścia, czy poradzisz sobie z tym?

Myślę, że poradzę sobie z tym. Nie będę go trzymać w patologicznych warunkach, będzie miał stały kontakt z domownikami więc człowiek jako taki nie będzie mu obcy. Będę też uważać aby inni ludzie nie wyrządzili mu krzywdy, lecz nie będę go izolować.

Godzinę temu, IlonaS napisał:

W zasadzie każdy zdrowy pies dąży do tego, by zająć jak najwyższe miejsce w stadzie, więc błędem jest myślenie, że będziesz go kochała, a on to doceni i będziesz przez niego kochaną. Pies raczej nie oczekuje od nas ludzi miłości lecz zaspokojenia jego naturalnych potrzeb - możliwości zdobycia pożywienia, a więc micha, ruchu i zabawy, które to powinniśmy mu zapewnić, nauki, by rozumiał nasze oczekiwania, kontaktu z innymi psami, ciepłego kąta do spania, a my ludzie wiemy, że również socjalizacji i opieki weterynaryjnej. Fajnie jest mieć psa, ale to też mnóstwo wyrzeczeń, poświęceń i bardzo dużo pracy. Myślę tu o poważnym traktowaniu relacji człowiek - pies.

Czy temu podołasz?

Więc w gruncie rzeczy mogę psa po prostu karmić, wyprowadzać, położyć kojec pod ścianą, rzucić zabawki i tyle; po prostu spełnić wszystkie jego potrzeby fizjologiczne.
No ale jestem człowiekiem, do tego obdarzonym trochę dużym serdusiem. Zdaję sobie sprawę, że podejmuję wyzwanie, że pies to nie zabawka, to nie cudowny robocik, to nadal żywa, czująca i myśląca istota.
Myśląca i rozumiejąca dużo rzeczy inaczej niż ludzie, a mimo to potrzebująca ich. Nie zawsze będzie zdrowy, nie zawsze będzie zachowywał się idealnie, będą zdarzały się wpadki, wypadki. Czasami ja będę mieć gorsze dni albo uziemi mnie gorączka 39 stopni.
Biorę odpowiedzialność moralną, finansową, nie daj Boże karną za mojego psa.
Decyzja wiążąca na lata niezależnie od tego jak się zmieni moje życie.
Więc myślę, że podołam...

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
O 12.05.2016 o 00:20, Asura napisał:

Więc myślę, że podołam...

Zatem trzymam kciuki a kilka sugestii wyślę Ci na PW.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Asura - wiele też zależy od tego jakich masz sąsiadów, ponieważ raczej nie poprawi Twojego stanu codzienne wysłuchiwanie tekstów typu "gdzie leziesz z tym psem" czy czepianie się , czasem bardzo dosadne o kupy czy kaganiec (ale też o inne sprawy). Był tu kiedyś taki wątek o chamstwie psiarzy (i nie tylko psiarzy) nawet. Czasem posiadanie psa może bardziej przytłoczyć, niż "dodać skrzydeł" o tym też trzeba pamiętać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A jak się zapatrują na psa Twoi rodzice? (o ile z nimi  mieszkasz)

Share this post


Link to post
Share on other sites
28 minut temu, bou napisał:

A jak się zapatrują na psa Twoi rodzice? (o ile z nimi  mieszkasz)

No, bardzo trafne pytanie. Bardzo ważny aspekt z punktu widzenia dobrostanu psa. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Asura: "U mnie duża część niemocy wynika z tego, że nie mam nikogo bliskiego i nikogo dla kogo mogłabym żyć"

Skoro mieszkasz z rodzicami i tak piszesz, to nie bierz psa, pies pewno wybierze tate lub mame na ulubionego domownika i znow zostaniesz sama.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...