Jump to content
Dogomania
Ryss

Dom dla okaleczonych psów

Recommended Posts

Z okien Staruszkowa, położonego 803 m n.p.m., widać Śnieżkę. Kiedyś podziwiali ją goście pensjonatu pani Krystyny. Ale oddała go swym podopiecznym. Takim jak niewidomy Mondo, któremu były właściciel w pijackim zwidzie wypalił gałki oczne żarzącym się papierosem.

2hwz0hj.jpg

- Tu są same takie - odrzucone, schorowane, kalekie, stare, niepotrzebne, nieadopcyjne. Wyrzucone jak obierki do śmieci, same nieszczęścia - wylicza Krystyna Seemayer, która dobrze prosperujący pensjonat Internacjonalny przekształciła w marcu ub.r. w psie hospicjum zwane Staruszkowem. - Sama decyduję, kto ma się tu znaleźć. Wybieram te, których nikt już nie chce.

Takich jest już 32. Dwa dni temu jeden pojechał do Holandii do rodziny adopcyjnej, ale na jego miejsce niebawem przyjadą z Łodzi i Drezdenka trzy kolejne.

Jest więc zamykana niegdyś w komórce Saba, wyratowana od rodziny nadużywającej alkoholu, jest Malinka znaleziona jako szczeniak w kartonie na targowisku (ktoś nie sprzedał i zostawił), Majeczka z pseudohodowli, Sonia z Poznania, tak bita, że przyjechała do Staruszkowa z popękanymi gałkami ocznymi.

- To jest niesamowite - zobaczyć psa w dniu, w którym trafia do Krysi i przywitać się z nim po miesiącu - podkreśla Katarzyna, przyjaciółka Staruszkowa. - Różnica jest uderzająca.

Ale tylko dla tych, którzy mają możliwość obserwować metamorfozę. Jeśli zbłąkany turysta dotrze na ulicę Partyzantów w Karpaczu, nie domyśli się, gdzie mieści się Staruszkowo.

Bo zielony pensjonat Internacjonalny widać z daleka, ale nie słychać - wycia czy ujadania. Gdy przybysz przekroczy próg, psy witają go wprawdzie szczekaniem, ale zaraz podbiegają, szukając pieszczoty. Bo czują się bezpiecznie, u siebie. Przynajmniej jeśli pani Krysia jest w pobliżu.
- Nie ma tu psa, który by się nie otworzył. Wszystkie powoli doszły do siebie. Trzeba wiele cierpliwości, wytrwałości, by dotrzeć do ich psychiki. Nie potrzeba tu behawiorysty, wystarczy czas i miłość - zaznacza Krystyna. - To pies narzuca rytm. Ja tu tylko sprzątam.

Pralka, suszarka, weterynarz, fryzjer
 
n6z479.jpg
 
Nie tylko. Pani Krysia też pierze, przygotowuje jedzenie, jeździ do weterynarza, odpowiada na maile. A przede wszystkim głaszcze i przytula. Grafik ma wypełniony od rana do wieczora. Wstaje o 6 rano, najpóźniej 6:30. Wypuszcza "trójłapki", czyli kalekie, na łączkę, zbiera miski, aplikuje tabletki, podaje pokarm.

Potem sprawdza legowiska, zbiera odchody zwierząt nietrzymających moczu i kału, myje podłogi. Potem pralka, suszarka, kuchenka gazowa, na której w wielkich garach przyrządza jedzenie. Gotowany pokarm psy dostają dwa razy w tygodniu. Dzień trzeba zaplanować. W Staruszkowie samochodu brak, a zawsze z którymś psem trzeba jechać do weterynarza, a czasem i fryzjera, którego usług potrzebuje piękny owczarek kaukaski - Asłan.

Więc pani Krystyna korzysta z pomocy przyjaciół psiego hospicjum. Jeździ do Kowar, do doktora Rokosza, który ma dobre podejście do psich staruszków, a i często udzieli nieodpłatnej porady przez telefon. Organizacja w ośrodku to podstawa. Przekłada się nie tylko na rozkład czasu, ale i przestrzeni.

Krystyna tak dobiera psy do siebie "by pasowały". Na dole mieszkają te najdłużej związane z panią Seemayer, jeszcze od czasu pensjonatu Internacjonalnego. Górę zajmują psy kalekie, niewidome. Bramka na zawiasy chroni je przed upadkiem ze schodów, a bezpośrednie wyjście do ogrodu pozwala na spacer bez pokonywania stopni czy innych przeszkód. Na samej górze mieszka Klkiuś, samotnik. W schronisku, gdzie był kiedyś trzymany, inne psy gryzły go i zaczepiały. Ma więc traumę i nie lubi towarzystwa. Dostał zatem swój pokój.

Z czekoladowym sercem
 
svnz7s.jpg
 
Mimo dobrej organizacji, w Staruszkowie nie ma narzuconych reguł takich jak "nie dotykaj", "nie kładź się tu", "nie wskakuj tam". Zasady dyktują psy. Najważniejszą jest ta, by czuły się bezpiecznie i doszły do siebie po tym, co zrobili im poprzedni właściciele.

- Mam ogromny żal do ludzi za to, jakimi potworami potrafią być wobec bezbronnych zwierząt. Moje psy były bite, głodzone, katowane. Jeśli istnieje Bóg, to kogo on stworzył? Człowieka na swoje podobieństwo czy bestię bez litości? - pyta pani Krysia. - To ja nie chcę nawet wiedzieć, kim on jest, nie chcę wierzyć w takiego Boga. Wzięłam na siebie pokutę za tych barbarzyńców, którzy znęcają się nad innymi, i proszę o łaskę. W Staruszkowie wykonuję swoją powinność.

Podobnie jak jej wychowankowie, pani Seemayer przeszła w życiu wiele. - Wiem, co to bezdomność, praca, do której trzeba iść wiele kilometrów o pustym żołądku, bo się nie ma na bilet, spanie na dworcu. Całe życie harowałam i nigdy żaden człowiek nie podał mi pomocnej dłoni. A jeśli już, to wiele mnie to później kosztowało - wspomina pani Krysia. - Zawsze byłam samotną wilczycą, życie mnie zahartowało. Ale zachowałam wrażliwość. Ktoś kiedyś o mnie powiedział: kobieta ze stali z czekoladowym sercem.

Od serca dla serca
 
16izcxh.jpg
 

To serce widać również na drewnianych ścianach pensjonatu. Wiszą tu zdjęcia pani Krysi rozchwytywanej i tulonej przez małe dzieci. To nie olbrzymia gromada wnuczków, ale dzieci z domu dziecka w Stargardzie Szczecińskim. Gdy istniał Internacjonalny, pani Krysia zapraszała je do siebie na wczasy. A istniał od 1999 roku. Jeszcze zanim został otwarty dla turystów, już wiozła do niego psa. Na placu w Nowym Targu znalazła szczeniaka. Siedział w kartonie. Bez wody, w pełnym słońcu. Po drodze do Karpacza zatrzymywała się i chłodziła pieska wodą. Przeżył. Potem pojawił się drugi pies, czwarty, ósmy. Wielu turystów cieszyła ta psia obecność, zwłaszcza że zwierzęta były nauczone, by nie przeszkadzać, nie podchodzić do stołu czy żebrać o jedzenie. Nigdy też nie zachowywały się agresywnie.

- Ja psów nie tresuję. Mam radykalne podejście do ludzi, do zwierząt nie - podkreśla pani Krysia. - Pies jest przyjacielem i obrońcą człowieka, który powinien zasłużyć na taką bezinteresowną miłość.

 

28 lutego ub.r. Krystyna Seemayer wyrejestrowała działalność gospodarczą (prowadzenie pensjonatu). Miała dość. Ludzi, nie zwierząt. - Ludzie? Mam przesyt. Nigdy nie mieli dla mnie litości. Jestem wśród nich, więc muszę grać swoją rolę. Ale moje królestwo jest tu, wśród moich psów. Tam jest główna ulica - wskazuje ręką w górę asfaltowej drogi. - A tu jest mój azyl, świat, nagroda za wszystko. Tu nie odczuwam, że jestem po zawale, tu wykonuję pracę: od serca dla serca.

Idę wolniej niż ty, syneczku
 
i5rbk5.jpg
 
Dlaczego wybiera te sterane, bijące już kilkanaście lat? Twierdzi, że jest za stara na młode psy. Chociaż i takie się zdarzają, jak Benzolek, którego wolontariuszki z Mondo Cane zgarnęły w drodze z Poznania do Karpacza pod stacją benzynową.

Ale jak dodaje pani Krysia, te młode mają szansę na adopcję. Te stare, schorowane zostaną w jedynym psim hospicjum w Polsce. A ona będzie im towarzyszyć do ostatniego oddechu.

Gdy paląc papierosa (jedyny nałóg), opowiada o swoim niełatwym życiu, jej spojrzenie jest twarde, lecz kiedy wspomina śmierć któregokolwiek z psów, który odszedł - płacze, a jej głos łamie się i nie pozwala mówić dalej.

- Gdy zbliża się koniec, kładę się obok. Głaszczę, karmię, poję strzykawką, zmieniam podkłady. A potem mówię mu: idź syneczku, idź. Tam już będzie dobrze. Ja idę wolniej niż ty, ale też tam będę. Poczekaj na mnie - płacze. - Gdy odchodził Remiś, po walce z rakiem, z przerzutami, w ostatniej swojej chwili spojrzał na mnie, polizał, a potem zasnął. Na zawsze. To są straszne chwile.

Nie mniej trudne są te, w których Krystyna musi podjąć decyzję. Bo bywa i tak, że mieszkaniec Staruszkowa tak cierpi, że jedynym sposobem, aby go od bólu oswobodzić, jest zastrzyk usypiający. - Jak ciężko podjąć taką decyzję... Ale prawdziwa miłość jest ponad twoją miłością. Gdy nie ma ratunku, muszę odstawić na bok mój egoizm i pozwolić psu, by odszedł w ciszy i miłości, z godnością. Po tym życiu obrabowanym nie tylko z podstawowych rzeczy, ale i nadziei, miłości, złudzeń - dodaje.

Kurczak i opłatek
 
Słowa pani Krystyny przerywają liczne telefony ("kurde", "kotuś", "kochanie" - powtarza pani Krysia), wizyta kuriera (kiedyś dzwonili, bo nie mogli trafić, teraz znają drogę na pamięć) oraz dzwonek do drzwi. Przed chwilą zaparkował nieopodal samochód na jeleniogórskich numerach. Przez dziesięć minut widok na Śnieżkę zasłania elegancki mężczyzna trzymający za rękę ubraną na różowo dziewczynkę. Pani Krysia gestykuluje i wraca wzburzona. Mężczyzna przykleja się do szyby i z zaciekawieniem ogląda wnętrze Staruszkowa.

- Chciał zostawić u mnie psa. Bo zachorował. Pies. Ma problemy z kończynami. Co za człowiek! Odesłałam go - stać go na dobry samochód, ale nie na wizytę u weterynarza - mówi podniesionym głosem Krystyna. - I jeszcze dziecku daje przykład. Pies nie może chodzić, to można się go pozbyć, oddać! Przecież on ma pana, którego kocha! Ludzie!!!

Podczas wigilii w Staruszkowie, prócz Krystyny Seemayer ludzi nie było. Kiedyś bywało mnóstwo, zostały wspominkowe filmy na Youtubie. W tym roku w przystrojonym na święta pensjonacie, pod stropem ozdobionym bombkami świętowały psy. W wieczór wigilijny każdy dostał całego kurczaka. I opłatek.

 
Autor: Kornelia Głowacka-Wolf

Źródło: gazeta.pl

 

Komentarze czytelników:

  • lsp

    ...dobrze, że są jeszcze tacy Ludzie, w tej naszej obłąkanej Ojczyźnie
  • pozhoga

    Ten fiut, co tam podjechał z córką, żeby chorego psa zostawić to sam pracuje na swój los: kiedyś córka też go tak zostawi.

  • pozhoga

    Niesamowita kobieta. Sam mam cztery psy, w tym trzy po przejściach, ale teraz widzę, że to tyle co nic w porównaniu z tą panią.
    Wróć - no właśnie: już nie cztery, tylko trzy - jeden odszedł kilka dni temu :(

  • Widziałam kiedyś reportaż o tej pani ! Myślałam ze na tym świecie już nie ma aniołów, ale w tym przypadku przyznaje że PANI KRYSIA JEST TAKIM ANIOŁEM !!!

  • Wielki Szacunek i nic mądrzejszego nie wymyślę..

  • natassja

    Szacunek dla Pani!
    Obawiam się,że pies pana z córką wylądował gdzieś przy drodze :(

  • beatrixx-kiddo

    Słuchałam wczoraj reportażu o tej Pani w radiowej Trójce, aż mi łzy w oczach stanęły. Piękny, dobry Człowiek.

  • burkaklucha

    A mówią, że tu żyje 90% katolików...

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podobne miejsce stworzyła nasza forumowa Kikou ;) 

Swoją drogą zazdroszczę jej tego miejsca, bo właśnie przestrzeni mi brakuje żeby móc miec więcej podopiecznych..... tzn może xle to ujęłam, zazdroszczę, że potrafiła takie miejsce stworzyć, zaradności, umiejętności zdobycia i utrzymania domu ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Popłakałam się...wzruszyłam niezmiernie...

Niedawno słuchałam audycji w radiowej Trójce o Staruszkowie...

A teraz znalazłam tu wątek...... Podziwiam Panią Krystynę niezmiernie. I życzę Jej bardzo dużo zdrowia i siły....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...