Jump to content
Dogomania
bou

ponownie piszę w dziale BEHAWIOR,

Recommended Posts

Nie znasz takich ludzi lub po prostu nie wiesz, co się u nich dzieje. To często tak działa.

Na pewno w dużej części masz racje, ale jak przeglądam papiery hodowlane w interesującej mnie grupie, to nie spotykam się z hodowlami mającymi multum psów - wyjątkiem właśnie 2 kojcowe hodowle ON-ków. Natomiast, co do psów nierasowych kilka razy byłam zmuszona zgłosić, aby TOZ sprawdził warunki w jakich przebywają psy, bo pewne rzeczy mi się nie podobały, choć nie były to sytuacje wymagające natychmiastowej interwencji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mam u siebie trzy hodowle klatkowe ONkow spod znaku ZKwP i naprawde pseudohodowca, ktory ma jedna suke i nawet co roku rozmnaza ja z psem sasiada, ale za to trzyma ja w domu i zapewnia jej warunki niezbedne dla ONka, jest lepszy niz ci panowie. A juz hitem dla mnie bylo stwierdzenie jednego pana, ze on szczeniaka nie da do bloku, bo ONek musi miec swoj kawalek kojca do strozowania...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już na prawdę zejdźcie z tematu wsi i miasta bo sama wychowałam się na wsi, gdzie psy były na łańcuchach a teraz mam psa w mieszkaniu, dbam o niego bardziej niż o siebie :P moi rodzice też zmienili nastawienie, nie ukrywam że pod moim wpływem. Nasz wcześniejszy pies przez 18 lat od początku nie miał najlepszej opieki weterynaryjnej ani nawet odrobaczenie. W ciągu jego życia wiele się zmieniło, regularne wizyty u weta, ściąganie kamienia, usuwanie nowotworu z podniebienia. Kiedyś to co najwyżej dostałby zlewki z obiadu do miski a nie kurczaczka ;)

 

Ludzie czasami nie wiedzą, że można inaczej bo nie znają alternatywy. Ale są też tacy co nie chcą się zmienić. Miałam na studiach taką "koleżankę" co regularnie miała szczeniaki u swoich rodziców. Największa schiza polegała na tym, że pozwalali suce odchować małe, ta moja znajoma nawet w akademiku wieszała sobie zdjęcia z nimi na ścianie. Potem zostawiali jednego a resztę topili. To dopiero trzeba mieć zrytą psychikę, żeby tulić takie maluszki a później je zabić. Nawet nie wiecie jaką dostała zj*bkę od nas kiedy się...pochwaliła. Studentka biologii.

 

Rodzice znajomej jak tylko dowiedzieli się o czymś takim jak zastrzyk antykoncepcyjny to pierwsze co zrobili to pojechali do weterynarza żeby kotka nie miała młodych. A podobno kiedyś topili. A nie pomyślałabym że byliby do tego zdolni. Teraz wszystkie suki i kotki mają wysterylizowane. Wszyskie trzymane w domu i ukochane.

 

Jeżdżę po całej PL i często na ludziach robi wrażenie, że Cleo taka grzeczna, że usłuchana. A ja mówię, że nie różni się niczym od tych wiejskich burków prócz tego, że poświęcam jej czas na wychowanie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
A niektorzy nawet jak widza, ze pies moze mieszkac w domu to i tak pukaja sie w glowe, bo przeciez w klatce pies tez zyje. A zeby bylo ciekawiej osoby trzymajace psy w klatkach burza sie, ze pies stoi na lancuchu, mimo ze na tym lancuchu ma wiecej miejsca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie nie tragedią jest trzymanie psa na zewnątrz np. w budzie czy w jakimś pomieszczeniu, np. w altanie w domu, ale zamykanie psa na całe dnie w kojcu czy przywiązywanie na łańcuchu do budy, nie poświęcanie odpowiedniej ilości czasu na spacery, wybieganie, aktywność umysłową. Czasem te pieszczochy domowe też nie mają idealnego życia, znam rodzinę, która psy mieszkające w bloku wyprowadza dwa razy lub raz dziennie, razem około 30 minut na siku przed blok, choć nie wiem jak w tym sens jak i tak głównie załatwiają się na matę, a służą za przytulanki. Choć wiadomo nie każdy pies nadaje się do trzymania na zewnątrz, o czym ludzie często zapominają! Choć nad psem w domu ma się zdecydowanie większą kontrolę no i pies czuje tą bliskość swoich ludzi:) Byle nie był zagłaskiwany na śmierć:) Ludzie często zapominają, że pies musi mieć swój azyl i oburzają się na klatki dla psów w domach a to fajne rozwiązanie:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio przy rozmowie z koleżanką wyszło przypadkowo, że jej nowy szczeniak sprawia problemy, jednym z nich jest piszczenie, szczekanie i wiercenie się w klatce oraz niszczenie tam włożonego kocyka. Koleżanka nie wiedziała co to trening klatkowy, myślała, że wystarczy kupić klatkę i zamknąć w niej psiaka, taka prosta sprawa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie nie tragedią jest trzymanie psa na zewnątrz np. w budzie czy w jakimś pomieszczeniu, np. w altanie w domu, ale zamykanie psa na całe dnie w kojcu czy przywiązywanie na łańcuchu do budy, nie poświęcanie odpowiedniej ilości czasu na spacery, wybieganie, aktywność umysłową. Czasem te pieszczochy domowe też nie mają idealnego życia, znam rodzinę, która psy mieszkające w bloku wyprowadza dwa razy lub raz dziennie, razem około 30 minut na siku przed blok, choć nie wiem jak w tym sens jak i tak głównie załatwiają się na matę, a służą za przytulanki. Choć wiadomo nie każdy pies nadaje się do trzymania na zewnątrz, o czym ludzie często zapominają! Choć nad psem w domu ma się zdecydowanie większą kontrolę no i pies czuje tą bliskość swoich ludzi:) Byle nie był zagłaskiwany na śmierć:) Ludzie często zapominają, że pies musi mieć swój azyl i oburzają się na klatki dla psów w domach a to fajne rozwiązanie:)

Dla Ciebie nie, a dla psa? Sa psy, ktore beda kochaly zycie podworkowe, bo do tego zostaly stworzone (np. owczarek kaukaski). Ale sa takie rasy, ktore zamkniete same na podworku beda sie po prostu meczyly (np. owczarek niemiecki). Jasne, ludzie trzymaja ONki na dworzu, kaukazy w bloku, biora bigle jako jedyne psy i zostawiaja je same na dlugie godziny. I tez mozna powiedziec, ze przeciez tragedia sie nie dzieje, w koncu nikt tych psow nie bije i nie glodzi.

Wracajac do tematu wsi i miast: miastowy labrador zyje w zamknietej na stale klatce metr na poltora. W tym buda. Pieskie zycie miejskich psow...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla Ciebie nie, a dla psa? Sa psy, ktore beda kochaly zycie podworkowe, bo do tego zostaly stworzone (np. owczarek kaukaski). Ale sa takie rasy, ktore zamkniete same na podworku beda sie po prostu meczyly (np. owczarek niemiecki). Jasne, ludzie trzymaja ONki na dworzu, kaukazy w bloku, biora bigle jako jedyne psy i zostawiaja je same na dlugie godziny. I tez mozna powiedziec, ze przeciez tragedia sie nie dzieje, w koncu nikt tych psow nie bije i nie glodzi.

 

Dlatego pisałam, że nie każdy pies się nadaje do życia na zewnątrz - niektóre z racji okrywy włosowej, inne charakteru, choć tak naprawdę pies wiele zaakceptuje - nadmiar czułości przy minimalnych wymaganiach, czyli czułości prawie za nic, rozpieszczanie jak i życie w kojcu. Często nie jest zapewnione to minimum przebywania i pracy z człowiekiem. Psy spędzają całe dni samotnie - czy to na podwórku czy w domu, choć w domu psiak przynajmniej czuje obecność człowieka. Chyba z dwojga złego lepszy kaukaz w domu niż ONek na podwórku. Choć w domu często trudno ustalić konkretne zasady.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nadal to życie. A nie przedwczesna śmierć po zasranym życiu


Wegetacja, nie zycie. Ta psina jedynie tam egzystuje, za jedyna rozrywke majac krecenie sie w kolko i ujadanie. Za takie zycie to ja dziekuje bardzo, tak samo jak i za taka "milosc" mieszczan do psow.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego pisałam, że nie każdy pies się nadaje do życia na zewnątrz - niektóre z racji okrywy włosowej, inne charakteru, choć tak naprawdę pies wiele zaakceptuje - nadmiar czułości przy minimalnych wymaganiach, czyli czułości prawie za nic, rozpieszczanie jak i życie w kojcu. Często nie jest zapewnione to minimum przebywania i pracy z człowiekiem. Psy spędzają całe dni samotnie - czy to na podwórku czy w domu, choć w domu psiak przynajmniej czuje obecność człowieka. Chyba z dwojga złego lepszy kaukaz w domu niż ONek na podwórku. Choć w domu często trudno ustalić konkretne zasady.

W domu pies moze podejsc do czlowieka, zostac poglaskanym, ktos sie z nim pobawi czy po prostu "pogada". W normalnym domu. Moj pies wiekszosc czasu w domu przesypia. Ale codziennie jest tak, ze po prostu sobie przyjdzie, pomerda ogonem, poprzymila sie, ja do niego pogadam, poglaszcze i on idzie spac dalej. Albo przyniesie zabawke. Albo po prostu nawiaze ze mna kontakt wzrokowy, upewni sie, ze jestem. On potrzebuje zwyklego bycia z czlowiekiem i nawet jesli zmienilabym mu "jedynie" miejsce zamieszkania to nie bylby szczesliwy, czegos by mu brakowalo. Jasne, mialby lepiej niz taki, ktorym nikt sie nie zajmuje, ale czy to o to chodzi?
Pies, na swoje nieszczescie, wytrzyma bardzo duzo. Ot, chociazby 10lat zycia na metrowym lancuchu karmiony smieciami. Tylko nie mozemy patrzec w ten sposob, bo wlasnie przez to ludzie trzymaja psy w nieodpowiednich warunkach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Beatrx ze wszystkim się zgadzam. Jednak uważam, że ludzie za często popadają w skrajności albo zbyt uczłowieczają psy - to nie może, tamtego nie może bo się ubrudzi i nabrudzi itd. potem psiaki są takie delikatne i chorowite i nieszczęśliwe - mój pies uwielbia być brudny:P a z drugiej strony Ci którzy zostawiają psy w kojcach, ciężko zrozumieć po co te psy brali, bo nie zawsze to jednak jest tak, że starszy pies idzie w odstawkę lub sprawia problemy więc na łańcuch, czasem ludzie biorą psa i od razu zamykają w kojcu, pytanie po co im ten pies. Znam ludzi którzy mają na podwórku z pięć małych psów na łańcuchach i jednego biegającego labradora.Najgorsze, że często ludzie naprawdę myślą że nic złego nie robią i że temu psu wystarczy jedzenie i buda...a czasem nawet tej budy nie ma albo byle jaka zbita z kilku desek. A teraz niektóre dostępne budy wyglądają jak pałace:)

Beatrx, często jest też tak, że w danej chwili to nam potrzeba tej obecności pieska - pogłaskać, bo smutno albo pobawić się na rozweselenie i to jest super:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wegetacja, nie zycie. Ta psina jedynie tam egzystuje, za jedyna rozrywke majac krecenie sie w kolko i ujadanie. Za takie zycie to ja dziekuje bardzo, tak samo jak i za taka "milosc" mieszczan do psow.


Jestem w moim dawnym domu w górach, na kilka dni przyjechalam. Ostatnio byłam tu dłużej w wakacje. Wtedy sąsiad miał zupelnie inne psy niż teraz. Drugi zresztą też. A i tak sa to zupelnie inne psy niż przed naszą przeprowadzka. Ciekawe, prawda? Jak to górskie powietrze psom nie służy.
A psów od pilnowania kartofli też już nie ma. Zostal jeden, bo podobny do owczarka niemieckiego, a takiego rasowca to jednak nieco żal. A przez zimę karmić jakieś kundle? A po co?

Share this post


Link to post
Share on other sites
A widzisz, z punktu widzenia psa, uważam że akurat tym było niezgorzej. Chdzily głodne, zarobaczone, zakleszczone, ale robiły co chciały, tu sobie wydarły ryja na leśniczego, tu pogoniły krowę... Te od budy na kartoflisku, to faktycznie, masz rację, to było litościwe dobić.
Te od trzeciego sąsiada, najdalszego, to wydaje mi się że na mięso i smalec idą, serio. Przerób ma ogromny, a jego psy zawsze tłuste, tylko nie bardzo żywotne jakoś.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja niektore od lat widze pozamykane w klatkach i na lancuchach. Ciagle te same, tak samo stoja w tym samym miejscu co i rok temu czy piec lat temu. Ktory pies ma lepiej? Ten, ktory wegetuje 10lat na dwoch metrach kwadratowych czy ten, ktory umrze po pol roku takiej wegetacji?

Share this post


Link to post
Share on other sites

... ale przynajmniej krócej znoszą tortury. Naprawdę znam psy miejskie które fiksują od kompletnie nienaturalnego życia na jakie je skazano. :-( Tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Brr.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A skad wniosek, ze nie reaguje?
Z reagowaniem trzeba byc ostroznym, i to nientylko dlatego ze chalupa drewniana i latwopalna i ze mam oprocz psow ( ktore dam rade upilnowac, nic nie zezra, nigdzie nie pojda) mam tez kota ( ten lazi sobie).
Kiedys tez bardzi grzecznie zapytalam czy psu zamarzajacemu na -15 stopniach nie mozna by na tyle wydluzyc lancucha zeby dosiegal budy ( bo nie dosiegal). Nawet nie bylam niemila, glosu nie podnioslam, nie grozilam,mnie straszylam, nie kazalam im tego psa wziac na kanape. Chcialam tylko wydluzenia lancucha o metr. Nastepnego dnia nie bylo juz tani psa ani budy, lanuch byl, bo wmarzl w ziemie.
Podobnie bylo z kolejńym psem z tej samej wsi, siedzacym w klatce metr na metr w gownie wlasnym po nadgarstki. Poprosilam o wymiane budy, bo ta, ktora mial miala przerwy miedzy deskami na dwa centymetry. To dali mu nowa. Po poprzednim psie. Tyle ze poprzednik to byl jakis jamnik, a obecny to owczarek. Owczarek po kolejnej interwencji tez zniknal. Wtedy jeszcze pracowalam dla gminy, w ktorej zajmowalam sie bezdomnymi zwierzetami, ale zdarzalo mi sie zajmowac i tymi domnymi. Prawda taka, ze te psy trzeba albo odebrac albo zgodzic sie na to,ze znikna. Trzeciego wyjscia nie znalazlam. Tzn znalazlam. Wyjechalam na stale, wracam tam tylko na wakacje i nie rozmawiam z godpodarzami tylko zglaszam policji. I co oni moga? Nawet jak odbiora te psy, to i tak wyladuja w schronie w Nowym Targu. To moze i tak jak mowi Berek, dobic, niech sie nie mecza wiecej. Tylko za chwile na tym samym lancuchu, w tej samej klatce siedzi nowym pies...konca to nie ma. Koszmar

Share this post


Link to post
Share on other sites

To moze i tak jak mowi Berek, dobic, niech sie nie mecza wiecej. Tylko za chwile na tym samym lancuchu, w tej samej klatce siedzi nowym pies...konca to nie ma. Koszmar

 

Gdyby była sprawa dokończona do końca przed sądem, to właściciel miałby szansę na zakaz posiadania psów na kilka lat. Zawsze mnie wnerwia, że nigdy organizacje ratujące takie zwierzęta nie występują o zwrot kosztów leczenia i opieki nad nimi, dopóki nie zostaną zaadoptowane. Parę takich tytułów wykonawczych i zapewniam, że w danej wsi sytuacja poprawiłaby się diametralnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie pracowalam nigdy w zadnej prozwierzecej organizacji. W gminie zajmowalam sie zwozeniem psow zglaszancyh jako walesajece sie. Hyclem znaczy sie bylam.
Postawic przed sadem mowisz? Pies ciagany za traktorem, swiadkow brak ( mnie tam wtedy nie bylo, sasiad, ktory psa dobil i opowiedzial mi historie dostal amnezji), psy znikniete "wziely i uciekly panie, albo je kto ukradl moze?“, brat tego od traktora jest scigany od kilku lat listem gonczym za zaglodzenie stada koni i bydla ( kilka lat temu byla to bardzo glosna sprawa). Kleszcze na psie? A to jest karalne?
Sytuacja moze sie zmienic jedynie wtedy, kiedy psy beda trwale oznakowane, kiedy trzeba bedzie zglaszac padle zwierze, kiedy wyciaganiem konsekwencji za zle traktowanie, za brak szczepien,mza brak chipa, za nieplacenie podatku za produkcje szczeniat zajma sie firmy zewnetrzne. Dopoki zajmuje sie tym gmina lub ludzie w danej gmienie zyjacy nie ma szans na konsekwencje.nawet jezeli dany wojt ma szczere checi i dobra wole nie zrobi nic, co sklociloby go z mieszkancami gminy. A zwierzeta to naprawde jeden z mniejszych problemow malych i biednych gmin. "Moj" wojt duzo by chcial, a niewiele mogl. Szczytem okazalo sie, ze nasze mini schronisko z zadaszonymi duzymi kojcami, budami i ogrodzonym wybiegeiem zostalo zamkniete przez.,. Powiatowego weterynarza. Bo nie spelnialo kuzwa wymogow. A ze psy byly w nim zaopiekowane, oznakowane, zaszczepione, odkleszczone i karmione to nic. Wazne ze bylo za blisko zabudowan. A calosc liczyla...cztery kojce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...