Jump to content
Dogomania

ponownie piszę w dziale BEHAWIOR,


bou
 Share

Recommended Posts

Różnicę w podejściu ludzi na wsi ( powiedzmy rolników, nie takich co mieszkają na wsi, pracują w dużych miastach) i ludzi z miasta najlepiej oddaje poziom i specjalizacja gabinetów weterynaryjnych. Dopiero od niedawna na wsiach można spotkać wetow nastawiońych na leczenie małych zwierząt. Rynek decyduje, a gdzie się małych zwierzat nie leczy, tam nie ma wetów, ktorzy by je leczyli.

Link to comment
Share on other sites

Różnicę w podejściu ludzi na wsi ( powiedzmy rolników, nie takich co mieszkają na wsi, pracują w dużych miastach) i ludzi z miasta najlepiej oddaje poziom i specjalizacja gabinetów weterynaryjnych. Dopiero od niedawna na wsiach można spotkać wetow nastawiońych na leczenie małych zwierząt. Rynek decyduje, a gdzie się małych zwierzat nie leczy, tam nie ma wetów, ktorzy by je leczyli.

 Podpisuje się pod tym oburącz.

Po przeprowadzce ze Stolicy do małego miasteczka na Mazowszu(tereny typowo rolnicze), musiałam biegiem wysterylizować sukę z powodu ropomacicza. Oczywiście, z przyzwyczajenia, pojechaliśmy do "swojego" weta do Stolicy, ale po operacji , byłam przekonana, że zdjęcie szwów, załatwię już w moim miasteczku. Akurat :(. Byłam u trzech miejscowych wetów - żaden się  tego nie podjął - "nie mam narzędzi, nie zajmuję się psami." Weci, tylko szczepili p. wściekliźnie. Nic więcej. Teraz po 10 latach(trochę to trwało ;)), sytuacja się zmieniła. Można wykonać kastrację/sterylizację psa/kota, operować w różnych schorzeniach, wykonać badania . Powstaje "rynek", czyli może jednak - zmienia się pomału wiejska mentalność?

Link to comment
Share on other sites

.. I to jest ta wysublimowana forma okrucieństwa, jakiej dopuszczają się przecież nie ludzie ze wsi. Preferowana w tej chwili głowa araba utrudni za chwilę oddychanie, preferowana opadająca linia grzbietu i kątowanie owczarków niemieckich utrudnia normalny ruch - przykłady można by mnożyć. A o dobrostanie w wielu hodowlach klatkowo/kojcowych może lepiej już nie wspominać, jeśli się nie chce koszmarnych snów.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Moj wujek jechal z psem 15km do weta, ze wsi do miasta, bo pies byl chory. Na szczepienia nikt nie jezdzil, bo wet raz w roku przyjezdzal i szczepil wszystkie psy po kolei. Jak ktos chcial to droge do lekarza zawsze znalazl, niezaleznie czy szukal lekarza dla siebie czy dla psa.

Link to comment
Share on other sites

Pojedynczymi przykładami możemy się przerzucać ile chcemy. Ale wystarczy sprawdzić gdzie są gabinety wet, groomerzy i dokąd kurierzy wożą karmę. Oczywiście, fakt, ze ktos leczy psa, strzyze i karmi wcale nie świadczy o tym, że pies jest zadbany. Jednak same dane o czymś mowią, prawda?
I cały czas nie mam na myśli podmiejskich wiosek, gdzie mieszkają w większości "miastowi".
Uczciwie dodam od siebie, ze jezeli tylko wiejski pies nie jest przykuty do budy to choćby był zapchlony, zarobaczony, na trzech nogach i głodny to jego hmmm, hmmm dobrostan i tak jest lepszy niż przecietnego shitzu co to ma kokardę i legowisko za 600 zł, ale na spacer to wychodzi na 5 minut, 12 godzin na dobę siedzi sam a reszta doby to noc.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

przychodnie dla ludzi to jednak coś innego niż przychodnie wet. Ludziom opieka zdrowotna należy się z urzędu. Psom nie. Na wsiach leczy się ludzi od kilkudziesięciu lat, niemal wszystkich. Psów nie.
Na wsiach ludzie jedzą, psy nie zawsze.
Przychodnie wet są też na wsiach czy małych miasteczkach, ale weci do niedawna NIE LECZYLI MAŁYCH ZWIERZĄT. Bo nie było takiej potrzeby. A i w przypadku zwierząt gospodarskich czesto byli i są wzywani tylko po to, żeby określić czy zwierze samo wyzdrowieje czy póki żyje lepiej wysłać do ubojni.

Link to comment
Share on other sites

Czym innym jest to, że się należy a czym innym wypełnianie tego obowiązku względem obywateli :) ale przynajmniej uznano, ze ludziom się nalezy. Mamy jakiś system opieki zdrowotnej ( wiem, wiem, operacja biodra maj 2026 roku) dla ludzi. Nie mamy dla zwierząt. Zadne państwo takiego nie ma :). Bo necesse est only navigare. Posiadanie zwierząt nie.

Link to comment
Share on other sites

...ale dowodem na złych wiejskich ludków był fakt że na wsiach nie ma gabinetów weterynaryjnych dla małych zwierząt.

 

A to bynajmniej nie chodzi o większy humanitaryzm ludzi z miasta, tylko prosty rachunek kosztów i opłacalności prowadzenia biznesu w danym miejscu.

Link to comment
Share on other sites

Jezeli oplaca sie ten gabinet miec, i jest ( bo musi, wet chcacy miec dzialajaca praktyke musi miec gabinet, fizycznie) to nie oplaca sie przyjac suki na sterylke czy zdjac szwow? Weci na wsiach sa i pracuja, jezdza do krow, koni, owiec, swin, kur. Do psow nie. Czy to problem braku oplacalnosci dla weta czy brak tego typu zlecen?

Link to comment
Share on other sites

 

Mnie sie wydaje, że brak było zleceń, co się przenosiło na brak wprawy jako operator (sterylizacja) i do potęgi N - tej - nie zdejmę szwów, bo nie mam narzędzi = dużo nie zarobię, a mogę mieć jakieś kłopoty ;), bo widać, że pańcia z dużego miasta :D

 

Berek, a popatrz na procent wysterylizowanych zwierzat (psów, kotów) na wsi i w mieście? to tez jest nic nie mówiący wskaźnik? Srednia długość zycia? Na mojej wsi to jest jakieś 4 lata. to jest średnia, bo są np tak długowieczne egzemplarze jak znany mi pies dobity z łaski aby "oszczędzić" mu cierpień w oszałamiajacym wieku 9 lat. No i z uszu mu smierdziało.
Procentowo na wsiach jest więcej zwierzat "domowych", wioski podkarpackie to niemal 3-4 psy na gospodarstwo! I to jest ten brak rynku na usługi wet?
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Przeciez wet od swin i krow to nie bedzie ten sam co wet od psow. A porownanie procentowe wsi i miasta mija sie z celem ze wzgledu na liczebnosc psow w jednym i drugim miejscu.

3-4psy na gospodarstwo, gdzie gospodarstw jest np. 30 to tez zaden rynek, bo i na czym tu zarabiac? Szczepienia raz do roku? Bo chyba nikt nie wierzy, ze ta garstka psow tak choruje, ze utrzyma weta.

Link to comment
Share on other sites

U mnie (malutkie miasteczko na terenach typowo rolniczych), jeden wet - ten od świń i krów, zajmuje się  teraz również (sterylizuje, kastruje, szczepi, leczy) psami  i kotami, drugi lekarz, przyjechał ze Stolicy i otworzył lecznicę dla małych zwierząt.

Bo powstał rynek - jest zapotrzebowanie na usługi, ba, nawet na strzyżenie i spa dla rasowców :).

 Prawda, mieszkańców + z powiatu, zdecydowanie więcej niż 30 :), ale 10 lat temu, ludzi - więc i psów, kotów, było jeszcze więcej niż obecnie, a usług dla małych zwierząt - wcale :(. Jednak, coś się zmienia.....tyle, że powoli

Link to comment
Share on other sites

Przeciez wet od swin i krow to nie bedzie ten sam co wet od psow. A porownanie procentowe wsi i miasta mija sie z celem ze wzgledu na liczebnosc psow w jednym i drugim miejscu.

3-4psy na gospodarstwo, gdzie gospodarstw jest np. 30 to tez zaden rynek, bo i na czym tu zarabiac? Szczepienia raz do roku? Bo chyba nikt nie wierzy, ze ta garstka psow tak choruje, ze utrzyma weta.


Tak jakby szczepienie pp nosówce i parwo, zrobienie sterylki czy kastracji, wyleczenie zapalenia ucha wymagało jakichś niesamowitych specjalizacji. I żaden normalny wet tego nie potrafi, bo specjalizację robił na bydle. Znam weterynarza w miejscowosci gorskiej, w zimie narciarskiej, poza sezonem sennej i pustej. Wokoło gospodarstwa, jak na malopolske przystalo, malorolne, dwie krowy, trzy swinie, kroliki i golebie. I ze trzy psy, w tym jeden duzy na lancuchu. Szczepiony ten duzy, a te male nie. Bo male. Otoz wet ten ma gabinet i robi sterylki, rozne zabiegi panstwu z miasta. Oni przywoza mu bo i na narty pojada i taniej im wyjdzie. Psow w okolicznach wsiach nie leczy, po wsiach jezdzi do koni i krow. Owiec tez nie leczy, bo jak owca chora, to albo wyzdrowieje, albo zdechnie. Jak zdechnie to sie ja rzuca psom zeby poszarpaly, wywozi w groy i zglasza ze wilki. Jedna z wizyt doktora? Do cielaka, bo nie dalo sie go odpiac od lancucha w oborze, a na uboj go chcieli sprzedac. No niendalo sie, bo jak mu zalozyli lancuch na szyje jak sie urodzil ( jakos z godzine po porodzie sie to robi) to lancuch byl do roku. Troche ciele uroslo, lancuch wrosl i problem, ot taki. Moze by doktor wycial? Doktor powiedzila zeby slusarza wezwali i odcieli, bo on wycinac nie bedzie.
Jakbym sama ze wsi nie byla, i wiekszosci zycia na niej nie mieszkala, to bym moze nawet uwierzyla w te psy zadbane i znak rownosci miedzy traktowaniem zwierzat na wsi a w miescie. Ale ze jestem wiesniak, i wiekszosc zycia na wsi zylam, przy koniach, to wiara na nic sie zda, jak sie to na lwasne oczy codzien ogladalo.

Porównanie jest procentowe bo tylko takie oddaje skalę zjawiska pomijajac liczebność.
Link to comment
Share on other sites

A jak mieszka w domku to sie nie meczy?

Ja tam nie neguje, ze na wsiach jest zle, ale w miescie tez nie jest tak kolorowo. Jest wiecej psow, a mniej rzeczy widac. Ot, chociazby jeden starszy pan, ktory wzial sobie onka, a potem go zabil jak sie okazalo, ze pies stal sie agresywny, bo nie wystarczyly mu 3spacerki wokol bloku. Albo rodzina, ktora oddala rocznego goldena, bo przestal byc szczeniaczkiem i znudzilo sie wszystkim z nim wychodzic. A poki z nim wychodzili to i tak pies mial poza fizjologia jeden "dluzszy", polgodzinny spacer na smyczy. I to wszystko w jednym bloku i o tym wiem. A ile jest spraw, o ktorych nie wiem?

Link to comment
Share on other sites

Patologie na wsi i w mieście trochę się różnią. Nie mówię o patologii, ale o całokształcie podejścia do zwierząt. Jeszcze 8 lat temu kiedy z psem asystującym wchodziłam do galerii handlowej w Nowym Saczu słyszałam pelne oburzenia głosy, ze jak tak mozna, psa do galerii wprowadzać. Ludzie byli tak samo oburzeni jakbym z krową tam weszła. Bo Sącz jest mały, większość klientów galerii to ludzie z okolicznych wsi. Słyszałam tez pełne szczerego zdziwienia głosy sąsiadów, jak to możliwe, ze psy śpią w domu i leża na tym samym dywanie, na którym bawi się niemowlę. I to w tym samym czasie. No i jeszcze uslyszane: ty patrz, poj.......psy w samochodzie wozi!

Link to comment
Share on other sites

W miescie tez uslyszysz, ze masz cos nie tak z glowa, bo psa wozisz a ludzie musza na piechote/autobusami jezdzic. A jechac z psem na wycieczke, zeby mial spacer w innym miejscu? Chora, no normalnie chora. Noi moje "ulubione", najczestsze: owczarka niemieckiego trzymac w domu i na spacery z nim chodzic? Na mozg jej padlo, przeciez podworko ma to by biegal, bude mu postawic to by mial schronienie i by bylo. Ze juz nie wspomne o niesmiertelnym "pies sie w bloku meczy".

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...