Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Chciałabym podjąć kontynuację tego wątku adopcyjnego i poadopcyjnego, jako że już poznaliśmy się z sierotą o wiele lepiej, wiele się pozmieniało, wiele się okazało i wiele wylazlo na wierzch.
W ogromnym skrócie: w lutym tego roku adoptowałam z gdyńskiego "Ciapkowa" dwuipółletniego pseudohodowlanego samca malinois, oddanego do schroniska przez właścicielkę z powodu pogryzienia. Tutaj można znaleźć wątek sprzed roku, na którym znajoma byłej właścicielki awaryjnie szukała dla psa domu tuż przed oddaniem.
 
Nie proszę o żadne interwencyjne rady wychowawcze, bo sprawa jest zbyt poważna. Jesteśmy pod stałą opieką specjalistki.
 
Piszę, bo wątek założony przeze mnie skończył się w kilka tygodni po adopcji, kiedy wydawało się, że lęk separacyjny jest opanowany, a agresja odeszła w siną dal i nie wróci. Jedno i drugie okazało się kolosalną bzdurą, efektem przypadkowego splotu okoliczności. Dlatego też podejmuję temat z dwóch powodów - po pierwsze, żeby z mojego przykładu nikt nie wyciągnął fałszywych super-hiper-optymistycznych wniosków, że: 
A) byle dureń (np. ja) i amator (np. też ja) może sobie wziąć świra po przejściach i wyprowadzić go na psy,
B ) pies może się groźnie zachowywać w schronisku, bo to schronisko, ale w ciepłym i kochającym domku od razu rozkwitnie,
C) pies może się źle zachowywał w poprzednim domu, ale to na pewno wina durnych właścicieli, na pewno znęcali się nad nim, a w mądrych rękach to zupełnie co innego.
 
Po drugie, zakładam ten wątek, ponieważ szukam dodatkowych danych. Nigdzie - z ręką na sercu, przekopałam cały Internet - NIGDZIE nie znalazłam żadnego case study, który sygnalizowałby, że gdzieś jeszcze na świecie istnieje podobny psi przypadek. I tak mi przyszło do głowy, że może ktoś coś takiego przeżywa/przeżywał/słyszał, ale niby po co ma pisać o tym na forum internetowym?
 
Jeśli więc masz psa, który się Ciebie nie boi i nie lekceważy, i dogadujecie się dobrze, ale który atakuje Cię zawsze, kiedy targają nim silne emocje (złość, frustracja, histeria, podniecenie), nie da się go w żaden sposób "wytrącić" z ataku, a kąsając i szarpiąc nakręca coraz bardziej...
I powiedzmy, że wolałbyś go nie usypiać...
 
...to nie jesteś sam. Odezwij się do mnie.
 
 
PS Malibu zmienił imię już dawno temu. Nowe życie, nowe imię; teraz nazywa się Duma.
PS 2 Berek ma rację, głupsze fragmenty zostały wyedytowane.
Link to comment
Share on other sites

"

Po drugie, zakładam ten wątek, ponieważ nigdzie - z ręką na sercu, przekopałam cały Internet - NIGDZIE nie znalazłam żadnego case study, który sygnalizowałby, że gdzieś jeszcze na świecie istnieje podobny psi przypadek. I tak mi przyszło do głowy, że może ktoś coś takiego przeżywa/przeżywał/słyszał, ale niby po co ma pisać o tym na forum internetowym?"
 

 

 

O, to ciekawe, bo ja znam trochę tego typu psów, zachowania ma dość typowe (nie "typowe dla ogółu" tylko "takie przypadki się zdarzają", w tym sensie).
 
Jeśli więc masz psa, który całkowicie akceptuje Twoje przewodnictwo

 

 

 
Marzenia, marzenia, koleżanko...
Nie ma czegoś takiego, jak pies akceptujący w pełni że człowiek rządzi a jednocześnie gryzący go w emocjach.
U niektórych ipowskich psów taki syndrom potrafi występować, ale zawodnicy stosunkowo szybko ucinają go w zarodku, z korzyścią dla wzajemnych relacji.

i jest przywiązany do Ciebie bardziej niż ślepe szczenię do matki, ale który atakuje Cię zawsze, kiedy targają nim silne emocje (złość, frustracja, histeria, podniecenie), nie da się go w żaden sposób "wytrącić" z ataku, a kąsając i szarpiąc nakręca coraz bardziej...
I powiedzmy, że wolałbyś go nie usypiać..."

 

 
Dopóki gryzie tylko Ciebie a Tobie się to podoba i to akceptujesz, to dalej się tak bawcie, jeśli masz taką ochotę. Za masochizm w końcu nikogo się nie skazuje w tym kraju :smile:
Link to comment
Share on other sites

Cieszę się, że znowu "nadajesz", bo przyznam, że co jakiś czas zaglądałam na stary wątek i zastanawiałam się, jak żyjecie. 

Myślę, że taki wątek psa trudnego, bez lukru i bez miliona wzajemnie się wykluczających porad niewidzialnych człowieków zza klawiatury to fajna sprawa.

Mam nadzieję, że z czasem opiszesz, jak wygląda Twoja praca z maliną pod okiem szkoleniowca, z którego pomocy korzystasz. 

 

Berek - nie rozumiem, po co ta zgryźliwość w wypowiedzi. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Dla zdrowego psychicznie psa nie jest możliwe, tak jak pisze Berek, jednoczesne pełne akceptowanie przewodnictwa i kąsanie tego, komu jest podporządkowany. Może to wystąpić wyjątkowo, jeśli pies poczuje się bardzo zagrożony, ale nie sądzę, aby Elbic zachowywała się w sposób, który pies odbiera jako poważne zagrożenie. Jeśli tego rodzaju zachowanie - agresja przenoszona na przewodnika przy podnieceniu - występuje częściej, to MUSI świadczyć o braku podporządkowania albo o bardzo poważnych zaburzeniach emocjonalnych.

Na pewno nikt nie będzie udzielał rad - nie zauważyłam zresztą, aby były miliony wzajemnie wykluczających się i nie rozumiem, po co ta zgryźliwość w wypowiedzi - bo i po co, skoro Elbic, jak sama pisze, jest szczęśliwa razem ze swoim psem.

Link to comment
Share on other sites

Trudno się z Berek nie zgodzić, ale z drugiej strony, kto powiedział, że w życiu ma być łatwo i bezproblemowo. Od groma jest takich relacji ludzko-ludzkich i ludzko-zwierzęcych, w których na wspólne egzystowanie trzeba znaleźć sposób, a nie schemat, który jeśli nie działa to grób-mogiła. 

 

Co do twoich wniosków

 

A) byle dureń (np. ja) i amator (np. też ja) może sobie wziąć świra po przejściach i wyprowadzić go na psy,
 
Dureń i amator może go tylko bardziej nie popsuć, w najlepszym z możliwych wariantów.
 
B ) pies może się groźnie zachowywać w schronisku, bo to schronisko, ale w ciepłym i kochającym domku od razu rozkwitnie,
 
Błędne założenia, to i wniosek od czapy.
 
C) pies może się źle zachowywał w poprzednim domu, ale to na pewno wina durnych właścicieli, na pewno znęcali się nad nim, a w mądrych rękach to zupełnie co innego.
 
A to akurat jest wniosek bardzo na wyrost, bo zachowanie psa to w wielu przypadkach wynikowa postępowania poprzednich właścicieli, i znacznie częściej bezmyślności, lenistwa i niefrasobliwości, niż okrucieństwa. Gdyby tak nie było, idea adopcji z góry byłaby skazana na niepowodzenie, skoro nawet 'mądre ręce' nie umiałyby zmienić nieporządanych wyuczonych zachowań. Poza tym wniosek C przeczy wnioskowi A.
Link to comment
Share on other sites

Elbic, super, że się odezwałaś. Chciałam zapytać osoby bardziej zorientowane co z kwestią predyspozycji genetycznych do tego typu zachowań u psów? W podanym w pierwszym poście wątku było wspomniane, że inne psy z "hodowli", z której pochodzi Malibu również miały problem z agresją wobec właścicieli. Zakładając, że to prawda i że wszystkie psy były w różnych domach, czy w takim razie może być tak, że zarówno były dom, jak i elbic, nie popełniły żadnych większych błędów w prowadzeniu psa, a jego zachowanie jest wynikiem genetycznego żartu natury tudzież można podziękować za taki efekt "hodowcom"?

 

Od razu zaznaczę, iż nie dążę do wniosków, że nie trzeba z psem nic robić, "bo taki się urodził". Zastanawiam się tylko na ile geny mają wpływ na zachowania psów i na ile można te wrodzone, odziedziczone cechy modyfikować wychowaniem i szkoleniem.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Pewnie nie chodzi o genetyczną "agresję wobec właścicieli" jako taką, a raczej o niestabilność psychiczną, problemy w radzeniu sobie z emocjami, może nawet jakiś rodzaj histeryczności, które finalnie kończą się "odreagowaniem" na opiekunie. 

Link to comment
Share on other sites

Poznaliśmy jeden moment, kiedy Duma reagował w taki sposób - wtedy, gdy właścicielka przywiązała go do barierki, by zawiązać but. Kiedy próbowała go odwiązać, wtedy zaatakował - z jakim rodzajem emocji może się wiązać taki atak?

Właścicielka była cały czas w pobliżu, więc nie nakręcił się w taki sposób, w jaki często reagują psy, gdy opiekun zostawia psa i wraca po chwili. 

Ja absolutnie nie zamierzam tutaj nic radzić, ani diagnozować - próbuję tylko znaleźć powód takich zachowań. Sama w 'karierze' adopcyjnej zetknęłam się z psami, które w niewytłumaczlny sposób atakowały właścicieli - jeden z nich został uśpiony, nie znaleziono żadnych zmian w mózgu, jego brat z którym się wychowywał nie miał skłonności do takich zachowań. Inny reaguje w sposób nieprzewidywalny na ludzi i psy, jest obecnie na luminalu. 

Link to comment
Share on other sites

Ja akurat jestem ze schroniska, w którym Duma (u nas Malibu) przebywał przed adopcją, więc nie mogę powiedzieć, że to jedyna udokumentowana sytuacja, o jakiej wiem :)

Podstawowym sygnałem do ataku (u nas, to oczywiście zupełnie co innego niż w obecnej, domowej sytuacji) był moment, kiedy pies "uznawał", że za chwilę zostanie sam, a opiekun się oddali. Taki schemat zachowań powtarzał się w początkowej fazie jego pobytu, kiedy po spacerze był odprowadzany do kojca. Być może uwiązanie linką do drzewa / barierki / słupa kojarzy w podobny sposób.

Link to comment
Share on other sites

Kaj, to reakcja psa łańcuchowego - atak ze strachu, gdy nie ma możliwości innych zachowań i gdy raptownie zmniejszył się dystans ucieczki. Niejeden domowy pies atakuje pozornie zaprzyjaźnionego gościa, gdy ten wychodzi z mieszkania. Także biegający wzdłuż ogrodzenia i obszczekający przechodniów pies żyje w poczuciu, że przegania zagrożenie - nie rozumie, że ludzie i tak przeszliby dalej. Podobne żródło ma atak na kogoś, kto wysiada z samochodu, w ktorym pies zostaje z właścicielem. Lub atak psa właściciela samochodu na psa - gościa w aucie, o ile ten gość wysiada pierwszy. To nie jest rozpacz "znowu zostanę sam", ale "mam szansę przegonić kogoś z mojego ograniczonego terytorium, w którym i tak żyję w strachu.".

Link to comment
Share on other sites

Berek - wiadomo Ci coś więcej? Na temat tych podobnych przypadków? Kto, gdzie, kiedy i dlaczego? Pytam poważnie, my się naprawdę zgłaszaliśmy do parunastu speców w kraju i za granicą. I wszyscy rozkładali ręce, twierdząc, że pies może zaatakować właściciela w samoobronie albo mieć go w dupie totalnie i absolutnie, innej opcji nie ma. Nie może mieć z nim dobrej więzi i jednocześnie polować na niego, jak się tylko podnieci ("a w ogóle to, proszę pani, my z takimi pieskami nie pracujemy, takie pieski się usypia").
Ok, "całkowite uznawanie przewodnictwa" durnie zabrzmiało, to fakt. Miało zróżnicować ten przypadek od nierzadkich sytuacji, w których pies atakuje członka rodziny, którego uważa za ofiarę albo agresora. Zmieńmy to na "dobrą komunikację" czy "zażyłą więź", czy coś podobnego, i już jest bliższe precyzji. I serio, nie jestem dumna i nie lubię, usilnie pracuję nad rozwiązaniem psich problemów, ładując w to całą dostępną energię, czas i środki. Nie przychodzę jednakowoż ze szlochaniem, tylko z nadzieją na zebranie więcej danych.

Wronka! Praca idzie po omacku, bo nic nie wiadomo. W tej chwili funkcjonująca teoria jest taka, że pierwszy raz (lub kilka razy) pies zaatakował w samoobronie, uznając uwiązywanie za zagrożenie dla siebie. I ponieważ podziałało, szybko eskalował i przeniósł to na wszystkie inne emocje. A atakuje nie konkretnie właściciela, ale albo "prowodyra" emocji (pies jest podniecony - zapinamy go na smycz - pojawia się frustracja - pies atakuje tego, kto trzyma smycz), albo po prostu tego, kto jest najbliżej w chwili, w której emocje się pojawiły. W tej chwili jesteśmy na takim etapie, że potrafię powstrzymać atak, ale nie potrafię mu zapobiec, nadal się zdarzają regularnie.

Kaj - "zachowanie psa to w wielu przypadkach wynikowa postępowania poprzednich właścicieli, i znacznie częściej bezmyślności, lenistwa i niefrasobliwości, niż okrucieństwa" - i tutaj też chyba wszyscy tak myśleli, ja też. Teraz myślę raczej, że poprzednia właścicielka nie "zepsuła" psa, nie przyczyniła się do jego problemów. Po prostu nic nie zrobiła, kiedy się pojawiły (to też jest forma poważnego zaniedbania, jasne).
"Czy którykolwiek z psów z tej hodowli był konsultowany przez neurologa, miał zrobioną tomografię, hormony?" - mój tak. Jedyna wykryta nieprawidłowość to fT4 minimalnie poniżej normy. Jesteśmy w trakcie ustalania dawki tyroksyny, będzie wiadomo za powtórce testu, co i jak. Na razie żadnych zmian w zachowaniu nie ma.
Stosowne cytaty: "Subkliniczna niedoczynność tarczycy (w dolnej granicy normy) często nie objawia się typowo (nadwagą, problemami skórnymi, letargiem), lecz silnymi zaburzeniami behawioralnymi, zwłaszcza agresją" (W. J. Dodds, "The Canine Thyroid Epidemic"), oraz "U niektórych pacjentów z niedoczynnością tarczycy poziom kortyzolu jest chronicznie podwyższony, co imituje stan permanentnego stresu. (…) U psów, tak jak u ludzi, funkcje umysłowe są wówczas upośledzone i taki osobnik prawdopodobnie będzie reagował na stres nie racjonalnie, lecz automatycznie. (…) Kastracja nie usuwa objawów, a może nawet nasilić zachowania" i "W momencie wkroczenia w wiek dojrzewania można zauważyć gwałtowne zmiany w zachowaniu. Typowe oznaki to: nieustanne piszczenie, nerwowość, lęk w stosunku do obcych, dyszenie i nadmierna potliwość, dezorientacja i zaburzenia uwagi. Te zmiany mogą postępować i rozwinąć się w nagłe niesprowokowane ataki agresji w nowych interakcjach z psami, ludźmi i zwłaszcza dziećmi. (…) Po tych epizodach większość zwierząt zachowuje się, jakby wyszła z głębokiego transu i są nieświadome swojego poprzedniego zachowania" (W. J. Dodds, "Behavioral Issues with Thryoiditis").

U nas ataki zdarzają się w skrajnie różnych sytuacjach, które mają tylko jeden wspólny mianownik - bardzo silne pobudzenie psa i gwałtowne emocje. A przyczyną tego pobudzenia może być cokolwiek... bo pies jest bardzo pobudliwy. To może być zostawanie samemu (bo tego się boi), przywołanie i zapięcie smyczy podczas gonitwy i szaleństw (frustracja), piszczący i biegający człowiek (podniecenie), i tak dalej.
Link to comment
Share on other sites

Elbic, dobrze Cię widzieć, zastanawiałam się ostatnio, co u Was słychać. Mam nadzieję, że wątek rozwinie się w merytoryczną stronę - bo pominąwszy na pewno przykrą stronę całej sytuacji (ataki), jest to bardzo ciekawy przypadek, jeśli można tak powiedzieć.

Link to comment
Share on other sites

"Nie może mieć z nim dobrej więzi i jednocześnie polować na niego, jak się tylko podnieci"

 

 

Abstrahując od tego, że różni ludzie różnie interpretują "dobrą więź", to naprawdę nie znacie przypadków jak piesek był "całuśny", "kochany", "uwielbiał właściciela" a potem, panie tego, pogryzł?

 

Albo takich, w których pies wykonywał tryliony sztuczek i w ogóle był cudny i pracujący i zadbany intelektualnie tylko, cholercia, nienawidził jak goście przyszli do domu a jak właściciel próbował od niego wyegzekwować spokój, to "się rzucał"...

 

Albo piesek przemiły, wpatrzony w rodzinę, no normalnie koffaniutki taki, tylko nie lubił jak się go rano budziło. Od razu gryzł.

Ludzie opracowali nawet sprytny plan że któryś z domowników co rano wymykał się cichutko na klatkę schodową i dzwonił do drzwi, pies wkurzony zrywał się i leciał do drzwi, trochę szczekał, potem mu przechodziło i już nikogo z rodziny nie karcił za fakt że oto rozpoczął się nowy dzień...

DDD

 

Słowo-klucz: dobra więź.

 

Każdy z ludzi związanych z tymi psami zaczynał od pimpkania jakie to one fajne tylko..., ale tak w ogóle to mają z ludźmi cudowną więź!

 

Dla mnie prawidłowa relacja z psem to nie tylko wzajemny uśmiech i wykonywanie siad waruj. To także poczucie bezpieczeństwa u obu stron oraz SZACUNEK do człowieka ze strony psa.

Któregoś z tych komponentów chyba jednak w tym teamie brakuje...

 

Wracając do tematu:

Mnie ciekawi, co Markusek powiedział na temat tego psa?

Link to comment
Share on other sites

Moje zdanie najpewniej najmniej sie liczy,jestem tu 'nowa',nie znamy się.Mam jednak dla was pewną historię.Wiele lat temu zostaliśmy opiekunami szczenięcia bernardyna (przeżył wypadek samochodowy,rodzina ofiar go nie chciała,więc...).Wszystko ukladało sie świetnie,(od zawsze byliśmy psiarzami),Aga była wtedy naszym jedynym psem.Przyjacielska,zrownowazona etc.Zero problemow.Miała ok.2,5 lat,kiedy zauwazylismy dziwne incydenty - a to chwyciła za rękę (za mocno),a to pokazywała zęby - zmieniał jej się wtedy "wyraz twarzy" - b.wyraźnie.Spodziewałam się dziecka,kiedy pewnego dnia idąc ze stertą ubrań do uporządkowania w szafie - Aga mnie przewróciła,usiadła nade mną I dyszała mi w szyję.Głupio brzmi,ale wiecie o co chodzi.Leżałam na podlodze,na mnie ubrania,bałam się,mówiłam do niej,ale jakby nie słyszała i miala znowu ten dziwny 'wyraz twarzy'.Trwało to ze 20 min.W koncu desperacko wyciągnęłam powoli wieszak I pacnęłam ją w głowę.Pies jakby się ocknął,polizał,odszedł.Pozbierałam się jakoś,ona zachowywala się jakby kompletnie nic sie nie wydarzyło.Za kilka dni zaatakowała męża,tak z pozoru niegroźnie,ale to jednak był atak.Wyjechałam na kilka dni,po powrocie Agi nie zastałam...Płakaliśmy obydwoje,a weterynarz powiedział coś,co pamietam do dziś:"Pies,jak I czlowiek,może mieć problem ze zdrowiem psychicznym".Wygląda na to,że Aga była psychicznie chora,mimo tego,ze to było ze 20 lat temu,wet.podejrzewał odkleszczowe zapalenie mózgu z takimi dramatycznymi skutkami.

Myślę,że przy niewyjaśnionych,trudnych do diagnozy w sensie behawioralnym,a I organicznym przypadkow - nalezy i taka możliwość brać pod uwagę.

Ale oby u Maliniaka to było nie to.

Link to comment
Share on other sites

U psow agresywnych jest zaburzony poziom neuroprzekaznikow w mozgu. Psy uzywane do walki maja ten poziom celowo wyselekcjonowany.  U innych ras to sie zdarza.

Zawsze mialam ochote wyprobowac na jakims kliencie srodki poprawiajace wychwyt zwrotny serotoniny, ale kilka lat temu taka kuracja wyszla by strasznie drogo. Nie wiem jak teraz.

Link to comment
Share on other sites

Berek - ok, już czaję. Dziękuję. Ale w podanych przez Ciebie przykładach pies ma problem z jedną, konkretną stresującą sytuacją/bodźcem, dobrze rozumiem? Przekładając na ludzkie - jeśli kochana przeze mnie osoba rzuci we mnie pająkiem, to z miłością i szacunkiem złamię jej nos, a potem wszystkie pozostałe wystające części - czy mamy problem z więzią? Moim zdaniem nie, to ja mam problem z pająkami i bronię się przed moją fobią. Jeśli pies już ma problem i postrzega każdego gościa jako intruza, i pies próbuje powstrzymać włamywacza, a pan "teamuje" z agresorem przeciwko psu (odciągając psa), to "rzucanie się" psa jest uzasadnione, bo to pan go zdradził - jakoś tak to rozumiem. Absolutnie się nie wykłócam, tylko wyjaśniam własne wątpliwości. Zapytam inaczej - czy z takim psem (z mocno utrwalonym problemem nienawiści/lęku przed intruzami) zaleciłabyś pracę nad zaufaniem do pana, czy nad akceptowaniem gości?

To samo dotyczy drugiego przykładu - osobiście strzeliłam kiedyś byłemu partnerowi w pysk, jak mną - śpiącą - potrząsnął. Jak oprzytomniałam, szybko i dobitnie sobie sprawę wytłumaczyliśmy, ale jakbym była psem, to być może gryzłabym go w tyłek do końca związku, chociaż bardzo go lubiłam i powiedziałabym, że wyjściowo "więź" mieliśmy bardzo dobrą.

Jeśli zakładasz, że u nas ataki wynikają z braku szacunku do mnie (i wszystkich innych, którzy się nim kiedykolwiek zajmowali), ok - to jest zrozumiała hipoteza. Ale jak zdefiniować psi szacunek? Co - jeśli nie chętne wykonywanie poleceń i czerpanie przyjemności z wzajemnej bliskości - świadczy o tej dobrej "więzi"?

(Markusek oglądał psa tylko raz, tuż po przyjeździe, i ja wtedy raczej bez sensu przyszłam do niego z takim "adoptowałam psa, mówią, że jest trudny, może pan zerknąć?". Nie udało mi się do niego dostać na stałą współpracę, był problem z terminami, od jakiegoś czasu nawet nie mogę się dodzwonić. Pracujemy teraz z kimś innym.)

 

bou - przykro mi z powodu Waszej bernardynki. Trafiłam na kilka opisów podobnych problemów - gwałtowne i niczym niesprowokowane ataki szału/agresji, bez późniejszej pamięci o epizodzie; diagnozą było genetyczno-neurologiczne rage syndrome (chociaż naukowo jego istnienia chyba nikt nie potwierdził?). U nas to trochę inaczej wygląda, ale dziękuję Ci za odpowiedź.

 

Sjette - zalecenia u nas to fluoksetyna, zaraz po powtórzeniu fT4 i ustaleniu docelowej dawki tyroksyny. Co do kosztów - nie pytałam weterynarza, sprawdziłam dopiero teraz, i wychodzi znośnie. Przy dawkowaniu 1 mg na kg masy ciała (źródło: http://www.dog.com.pl/attachments/article/89/alfabet-behawiorysty-agresywne-zachowania-psow.pdf),u nas to by było 27 mg/doba, wg danych z apteki internetowej powinno się zmieścić w kwocie 50 PLN na miesiąc.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Jesli pies chce dzialac na wlasna lape zamiast podporzadkowac sie przewodnikowi to o jakiej wiezi mowa? Skoro pies "wie lepiej" i atakuje wlasciciela, bo ten mu w ataku na obcego przeszkadza to jak tu mozna mowic o super relacji pies-czlowiek? Tu trzeba pracowac i nad zaufaniem i nad tolerowaniem obcych. Potrzebne Ci sa solidne podstawy, bo nawet jesli czasem np. jakis obcy bedzie dla psa mega przerazajacy i ta czesc "tolerowanie obcych" zawiedzie to bedziesz miala jeszcze zaufanie i "wszystko okej piesku, biore go na siebie".

Link to comment
Share on other sites

Przekładając na ludzkie - jeśli kochana przeze mnie osoba rzuci we mnie pająkiem, to z miłością i szacunkiem złamię jej nos, a potem wszystkie pozostałe wystające części - czy mamy problem z więzią? Moim zdaniem nie, to ja mam problem z pająkami i bronię się przed moją fobią.

 

 

W opisanym przykładzie masz problem z opanowaniem się i to na poziomie skrajnym (akurat trochę mam do czynienia z "psimi" fobikami, to znaczy ludźmi z fobią, akurat na psy - reakcja na czynnik lękotwórczy to ucieczka, NIE atak, a już na pewno nie atak na osobę towarzyszącą temu czynnikowi. Rozumiesz, to tak jakbyś jako fobik na psy na widok człowieka z psem na smyczy rzucała się i łamała temu człowiekowi wzmiankowany wyżej nos).

 

Jeśli pies już ma problem i postrzega każdego gościa jako intruza, i pies próbuje powstrzymać włamywacza, a pan "teamuje" z agresorem przeciwko psu (odciągając psa), to "rzucanie się" psa jest uzasadnione, bo to pan go zdradził - jakoś tak to rozumiem. Absolutnie się nie wykłócam, tylko wyjaśniam własne wątpliwości.

 

 

Błagam, nie żartuj tak boleśnie.

 

Zapytam inaczej - czy z takim psem (z mocno utrwalonym problemem nienawiści/lęku przed intruzami) zaleciłabyś pracę nad zaufaniem do pana, czy nad akceptowaniem gości?

 

 

Praca nad zaufaniem do pana to między innymi stanowcze spacyfikowanie psa. Właśnie tego ludzie nie rozumieją, niestety. Nie łączy im się to w jeden obraz. Już to pisanie o tym że "pan zdradził, bo łączy się z agresorem" - no nie, proszę, to naprawdę przedziwny łamaniec i naprawdę kompletnie nie ma to-to pokrycia w rzeczywistości psiej.

W opisywanej sytuacji masz przekonać psa że go zabijesz, jeśli natychmiast się nie zamknie.

Co nie wyklucza zaprzyjaźniania z gośćmi, ale najpierw musisz osiągnąć stan umysłu u psa w którym on mówi "mama, ajć, wiem wiem, nie lubię ich, ale nie wolno mi ich zjeść, od zjadania to jesteś tutaj ty".

 

NIedawno zdarzył mi się podobny przypadek - państwo przez dwa lata wprowadzali gości do domu wykonując różne siupy, zmuszając ich do skarmiania psa pasztetem, siedzenia nieruchomo, nie odzywania się, nie oddychania, byleby pies z lękową agresją "przestał się bać obcych w domu". Rezultat? Zwierzak nawet zaczął łaskawie pozwalać na wejście do mieszkania, oczywiście najpierw wykonując histeryczne skoki, wrzaski i zapluwanie się (wypuszczali go w kagańcu), potem tkwił w pomieszczeniu, zjadał pasztet, a jeśli gość spróbował się poruszyć, wstać albo choćby zmienić pozycję - atakował.

Tyle przyniosło "milu milu" z fałszywie rozumianym litowaniem się nad psiaczkiem co to musi atakować ludzi bo się ich boi.

 

 

To samo dotyczy drugiego przykładu - osobiście strzeliłam kiedyś byłemu partnerowi w pysk, jak mną - śpiącą - potrząsnął. Jak oprzytomniałam, szybko i dobitnie sobie sprawę wytłumaczyliśmy, ale jakbym była psem, to być może gryzłabym go w tyłek do końca związku, chociaż bardzo go lubiłam i powiedziałabym, że wyjściowo "więź" mieliśmy bardzo dobrą.

 

 

Podobno osoby z problemem somnambulizmu reagują taką niewspółmierną agresją na próbę obudzenia w pewnej bardzo szczególnej fazie snu.

Ale co to ma do rzeczy w opisywanej sprawie psa?

 

 

Jeśli zakładasz, że u nas ataki wynikają z braku szacunku do mnie (i wszystkich innych, którzy się nim kiedykolwiek zajmowali), ok - to jest zrozumiała hipoteza. Ale jak zdefiniować psi szacunek? Co - jeśli nie chętne wykonywanie poleceń i czerpanie przyjemności z wzajemnej bliskości - świadczy o tej dobrej "więzi"?

 

 

To, że nawet jeśli pies jest z natury gryźbulem / makabrycznym łowcą wszystkiego / strachobździelem z ostrością pozorną / i-tak-dalej to porzuca swoje rozkoszne zamiary względem otoczenia na wyraźne zabronienie mu tego przez przewodnika.

 

Pies który ma w d... przewodnika nie tylko dalej robi swoje, ale często przenosi agresję na tę osobę.

BTW przy psach agresywnych, takich na serio, ludzie czasem odpuszczają w trakcie pracy bo jest taki moment że ta agresja wydaje się wzrastać.

Mówiąc obrazowo, pies dostaje furii w sytuacjach w których dawniej atakował (przechodnia, gościa, kota, rower, cokolwiek) a teraz nagle jego właściciel mu tego stanowczo zabrania, co więcej, udziela mu korekty.

Stąd np. okropnie popularne na różnych "pozytywnych" forach powtarzane zdanie że "przemoc niczego nie załatwi" albo "agresja rodzi agresję".

 

(Markusek oglądał psa tylko raz, tuż po przyjeździe, i ja wtedy raczej bez sensu przyszłam do niego z takim "adoptowałam psa, mówią, że jest trudny, może pan zerknąć?". Nie udało mi się do niego dostać na stałą współpracę, był problem z terminami, od jakiegoś czasu nawet nie mogę się dodzwonić. Pracujemy teraz z kimś innym.)

 

 

A, rozumiem, jasne.

 

Słuchaj, ja nie neguję że Twój pies może mieć problem - mówiąc kolokwialnie, "z głową", no, brutalnie mówiąc jest psychicznie chory.

Albo to, albo jednak to kwestia tego braku "respect". Trudno wymyślić trzecią opcję, prawda?

 

P.S.

Opisywany tu przypadek bernardynki jest bardzo typowy i nie ma nic wspólnego z psychiczną chorobą. :-)

Link to comment
Share on other sites

Berek, trochę odejdę od tematu, ale zaciekawiła mnie histosia z psem, gośćmi i pasztetem po krótce. Ja zawsze myślałam że jest to dobry sposób, rozumiem że u tego psa jest zły ze względu na tą agresję? W takim przypadku właściciel musi brać sytuacje w swoje ręce i pokierować psem?

Link to comment
Share on other sites

Najpierw mówisz psu że jego zachowanie jest niedopuszczalne i nie ma od tego odwołania. Potem pod Twoją kontrolą goście mogą psa karmić kawiorem i truskawkami oraz spajać kawką Blue Mountain. Byleby nie byli nachalni, jeśli pies naprawdę ma problem lękowy.

Kluczowe: pies się musi dowiedzieć że nie ma opcji żeby zachowywał się agresywnie NAWET jeśli jego agresja wynika ze strachu. BTW ten strach jakoś zadziwiająco szybko mija, kiedy pies go nie ma okazji pielęgnować w sobie jak kwiatek w doniczce.

Każda agresywna akcja z gośćmi tylko biedne zwierzę nakręca.

Link to comment
Share on other sites

Przekładając na ludzkie - jeśli kochana przeze mnie osoba rzuci we mnie pająkiem, to z miłością i szacunkiem złamię jej nos, a potem wszystkie pozostałe wystające części 

 

Znam ludzi którzy boją się pająków. Wszyscy uciekają .. Poza tym, fobie u ludzi również się leczy, nie są one wytłumaczeniem irracjonalnego zachowania, a problemem którego warto się pozbyć.

 

 
Jeśli pies już ma problem i postrzega każdego gościa jako intruza, i pies próbuje powstrzymać włamywacza, a pan "teamuje" z agresorem przeciwko psu (odciągając psa), to "rzucanie się" psa jest uzasadnione, bo to pan go zdradził

 

 

 

Miałam w domu tylko jedną wizytę behawiorysty. Pracujemy z lękami. Behawiorysta siedział u nas 4 godziny z czego tak na prawdę, może 30 minut zajmował się psem, pozostały czas spędził na tłumaczeniu  dla nas, psiej psychiki, zachowań i naszych błędów. Czyli 3 i pół godziny pracował nad nami, nie nad psem. Po tej jednej wizycie wiem, że nie ma takiej opcji, by pies czuł się w takiej sytuacji zdradzony ... po prostu nie uważa opiekuna za godnego zaufania przewodnika. Jeśli opiekun nie jest godnym zaufania przewodnikiem, pies broni się sam ... i tu już nie ważne czy atakując intruza czy przeszkadzającego, który go obronić w psich oczach nie potrafi. - tyle mniej więcej wyniosłam w tym temacie z naszej wizyty, oraz to, jak temu zaradzić. Ale porad nie będę cytować, bo przed wezwaniem behawiorysty, sama się przekonałam jak łatwo coś napisać niejasno, albo przeczytać na opak i psu bardziej zaszkodzić. 

 

Praca nad akceptacją obiektów trudnych, wiąże się z zaufaniem do przewodnika. Jeśli przewodnik coś akceptuje, pies również powinien. Więc praca nad jednym i drugim. O szacunku bym raczej nie myślała ... szacunek jako taki, to raczej ludzka cecha (chyba?). Z psem pracuję nad zaufaniem i podporządkowaniem ( drugie w pełni  możliwe tylko jeśli pierwsze działa jak należy ). Pies mi ufa, że mu nic nie grozi, nie reaguje. Niby proste .. :P

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...