Jump to content
Dogomania

Kojot ze złamaną łapką i inny podopieczni BDT."Skarbonka Kojota" pomaga zwierzakom.


Norel

Recommended Posts

Bo jest śliczny :) I głuptak.. Moje leżą porozciągane na płytkach,upał dowala, a ten twardziel właśnie na tym futrzanym łóżku-zieje straszliwie-a nie zlezie! Aż żal patrzeć i słuchać.... Normalnie miała bym go ochotę ostrzyc, ale to już późna pora,noce bywają zimne... Wczoraj miał okazję asystować przy rozbieraniu tuszy,drzwi były pootwierane bo upał nawet w nocy.Oczy mu mało na wierzch nie wylazły jak zobaczył taką hałdę mięcha...Z Melem rywalizowali który będzie leżał w progu kuchni,czasem z lekka poburkując. Ale nic biedakowi nie udało się ukraść...albo ja pilnowałam albo Mel-najsłynniejszy pies ogrodnika ;)

Link to comment
Share on other sites

Bo jest śliczny :) I głuptak.. Moje leżą porozciągane na płytkach,upał dowala, a ten twardziel właśnie na tym futrzanym łóżku-zieje straszliwie-a nie zlezie!


ale jest w tym logika: nie miał domu, nie miał łóżka, prawie nie miał życia, teraz to ma, to sobie ceni i pilnuje z pełnym, Kojotowym poświęceniem...
Link to comment
Share on other sites

Coś w tym jest ;) Choć patrząc na niego można dać głowę że to domowy pies a nie wiejski burek..

Niestety na miastowego nie nadaje się-da się go prowadzić na smyczy o ile idzie chętnie z prowadzącym-jeśli coś go wystraszy, spowoduje stres czy chęć wycofania się a smycz go trzyma panikuje i usiłuje ugryźć. Tak samo nie należy absolutnie próbować go pociągnąć ręką za obrożę-kojarzy mu się to jakoś bardzo żle i od razu atakuje ręce z warkotem.

Link to comment
Share on other sites

no tak, to musiałby być (w mieście) ktoś z wiedzą na temat psów (zwłaszcza północniaków) i podejściem, a i to nie ma pewności, czy Kojot byłby taki szczęśliwy, jak u Was...
to jest chyba pies, który potrzebuje dużo wolności, ale i zajęcia.

niesamowicie wyładniał u Was, a oczka ma takie inteligentne, że hej! :)

Link to comment
Share on other sites

Dopiero tu weszłam, szkoda że pw mi nie podrzuciłaś choć i tak w weekend poprzedni ani ten nie była bym w stanie się wyrwać taki kawałek drogi.....ale może na tygodniu...

 

 

Ostatnio mieliśmy większą grupę gości i nawet nie było mowy o zbliżeniu się do Kojota.. :( Nawet jak zostało już tylko kilka osób zwyczajnie uciekł przez płot do Lukasa byle jak najdalej. Absolutnie nie chce się z nikim zapoznawać i boi się obcych,jest szalenie nieufny. Sporadycznie jak pojedyncza osoba jest dość długo to przestaje uciekać i obserwuje spokojniej spod jakiegoś krzaka ale do kontaktu nie dąży ani nie chce być do niego zmuszany,potrafi próbować dziabnąć. Marnie to wróży zapoznawaniu z dowolnym domkiem :(

Link to comment
Share on other sites

TyŚka- tak, mogę jak najbardziej do siebie zapraszać większe tłumy niż normalne pojedynczoosobowe ;) wizyty, tylko Kojot nie życzy sobie zapoznawać się z nikim, od nikogo nie weżmie nic do mordy, a tak naprawdę jedyna osoba do której zbliża się na jakieś 4m to listonoszka pod bramą-bo wszystkie lecą ze szczekaniem to on tez leci tylko hamuje na podjeździe i z daleka patrzy.

Do weta jak jeździliśmy to na smyczy dało się do weprowadzić do gabinetu ale trzeba z kagańcem bo spanikowany atakuje dowolne ręce-także mnie.  Zupełnej histerii dostaje przy jakiejś próbie pociągnięcia go na siłę -dlatego zwyczajnie nie wyobrażam sobie jak go do tych odwiedzających mnie ludzi dociągnąć.... i czy na pewno dało by nam to cokolwiek dobrego.

On ma w sobie kosmos strachu i nie wierzę że tej łapy nie złamał mu człowiek osobiście.Pewnie spod siekiery nawiał..

 

Nas zaakceptował a mimo to drobne nerwowe tiki codziennie widać. Kojot nie zbliżył się naprawdę do nikogo kto u nas był-nawet wiele godzin. Po prostu ulatnia się i żadne wołanie nic nie daje,nawet nie ma szans go znaleźć gdzie w żywopłocie czy słomie się ukrywa. Tylko ktoś wejdzie na podwórko-pies znika jak duch, jeśli akurat był w domu to nie ma mowy żeby z niego wyszedł jeśli na podwórku jest np.sąsiad.Jeśli presja ze strony człowieka zaczyna być za duża robi się agresywny. Jak ostatnio szczepiliśmy go to musiałam przez bramę wziąć strzykawkę od weta bo Kojot jak tylko zobaczył manipulację przy bramie już znalazł się za domem i patrzył czy ma dalej wiać.

A wiązać go czy na smyczy dowlekać do kogoś nie czuję się na siłach-kilka ataków mi wystarczyło-w końcu mi refleks nie dopisze i skończę na chirurgii,pomijając że zakrawało by to na znęcanie się wiedząc jak bardzo się boi.

Liczę że z czasem nabierze tyle zaufania do ludzi że zacznie sam szukać kontaktu choćby na początek z tymi którzy sa u nas najczęściej-tak jak szuka go z nami.Bo z natury jest przecież potwornym przylepą i pieszczochem!

Link to comment
Share on other sites

Jak na razie wcale nie dzwonią... :(

 

Tak-kiedy jeszcze na początku był taki rozbity,biedny i cierpiący-był nieufny ale hmmm...usiłuję to określić..zrezygnowany? załamany? nie wiem, taki bez nadziei-ale jak go trzymałam to przecież i rtg zrobiliśmy i badania i był po prostu kupką nieszczęścia. A już przy kolejnej wizycie konieczny był kaganiec bo był nastawiony-nie dam sobie zrobić krzywdy-wszyscy precz łapy ode mnie.

A potem przełamał się,zaczął być do nas już nie taki uprzejmie ostrożny-a  namolnie wylewny,stęskniony,niedopieszczony a do wszystkich innych kompletnie na dystans i zamknięty albo wręcz charczący.

Mąż mi przypomniał-jest jedna osoba która ostatnio dała rade go pogłaskać ;) To mój szwagier, który już tyle razy u nas był i Kojot mu się podoba (a więc zawsze był do niego pozytywnie nastawiony i zagadujący)  że w końcu Kojotes przestał uciekać widząc go, a ostatnio podobno nie zwiał i dał się pogłaskać. Nie byłam na podwórku to i nie widziałam tego wydarzenia ;) Niemniej jakieś 4 miesiące regularnych wizyt i jest szansa że kolejną osobę zaakceptuje (1 sąsiad też u nas bywa regularnie ale Kojot mija go szerokim łukiem ;) )

Link to comment
Share on other sites

Kojotes mądry pies, wie co robi :D

 

Tak jak mój Logiś. Podobno w domu tymczasowym, w którym przebywał aż doczekał się statusu rezydenta, zaszywał się w najciemniejszy kąt i starał się robić jak najgorsze wrażenie na potencjalnych adoptujących, którzy przychodzili go zobaczyć.

U nas też- koleżance, która się nim za bardzo nie interesowała, wszedł nawet na kolana, wizyta teściów- spoko. Ale przyszedł znajomy i koniecznie chciał go zagadać i pogłaskać- i Logiś zniknął. Choć normalnie jest bardzo ciekawski i towarzyski. Wolał nie ryzykować :D

 

 

Jest jeszcze opcja, że tylko do Ciebie Daga ma zaufanie po tym co go dawniej spotkało, co przeżył.

Pewnie jesteś takim zaklinaczem psów i koni i umiesz się z nimi porozumieć :D.

Link to comment
Share on other sites

Koni tak-to była moja praca, psów chyba nie ;) Nie jest to radosne bo 6 psów to trochę dużo....ostatnio jak dopadłam w Auchanie promocję na puszki i wyjechałam z wózkiem załadowanym 80cioma dużymi 1250g puszkami to można sobie wyobrazić jak ludzie się na mnie gapili, jak ten wózek przez całą galerię pchałam na parking... Ot handlara zwietrzyła promocję... ;) A i to żałowałam że nie wyczyściłam półek bo psy się nimi zajadają w tym sosiku :)

 

Rzeczywiście szwagra mi już akceptuje-może bez szału i nie natychmiast po przyjeździe ale potem nie ucieka, za to teścia mija bardzo szerokim łukiem choć ten go nawet nie zagaduje..  Już widzę tą wizytę potencjalnego domu i psa wiejącego z warkotem w żywopłot.. Co te wilki mi się takie nietowarzyskie trafiają? Oprócz pierwszego który jest u forumki od lat,  kolejne jakieś antyludziowe ;) Lukas jak się komuś podobał -to nie omieszkał tych osób pogryźć, Kojot ucieka... co w sumie lepsze niż zęby od razu ;)

Link to comment
Share on other sites

To nie jest zabawne ;)  Musimy się tez skupić na nowej budzie, Kojot absolutnie odmawia wchodzenia do tej małej-jeśli w deszcz mu nie otworzę stajni lub domu-nie wejdzie do budy-widzę po równiutko rozścielonym kocyku.. Prędzej wejdzie pod ciągnik w dołek! No tak na zimę nie może być...

Link to comment
Share on other sites

Chłopak jest charakterny, ale wierzę, że się jeszcze przełamie. Ważne to nie naciskać, ale mimo wszystko pchać go w różne sytuacje.

Choć oczywiście najlepiej by było, gdyby Kojot został z Wami na zawsze ;)

Link to comment
Share on other sites

Ech no właśnie takie ryzyko biorąc sierściucha na tymczas, że zostanie.

Wiadomo dom ani finanse z gumy nie są, trzeba jakoś próbować to ogarniać, jesteś mistrzynią w tym.

Chyba zostają bazarki, nasionkowe mają wielkie branie, sama się chętnie zaopatrzę jeszcze w coś.

Wiem ile czasu to kosztuje bo miałam tyle, że mniejsze bazarki. Podziwiam.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...