Jump to content
Dogomania

Wylysiała jamnisia z guzem, boi sie ludzi. Pilnie wyciągamy ze schronu:(


Recommended Posts

Też mam zmielony Anulko. Ale jak próbowałam, wydawał mi się gorzkawy.

Również powinnam go łykać, trzeba będzie w końcu zacząć...

 

Figuniu,a ostropest sypiesz zmielony,czy cały w ziarnach? Ja ostropest łykam zmielony i popijam szklanką wody i nie jest gorzki,suchy,w każdym razie możliwy do zjedzenia.

Link to post
Share on other sites
  • Replies 4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

No to kochana, na Twoją odpowiedzialność...bo jeszcze nie mam od Pana Jurka odpowiedzi i zgody... Cieszcie się Ciocie kochane:   Droga Pani Aniu !O przetoce się od razu doczytałem i od początku za

Figuniu, wiesz,że ja jestem konkretną kobietą. Napiszę więc co myślę. Lonia w dobrych rękach adaptuje się szybko do nowych warunków na co wskazuje ( może nie do końca) jej pobyt w zastępczym DT. Ona

Kochane Ciocie, pamietaja o Lonusi... :)  zatem wklejam wiesci z dzisiaj:   Lonieczka już chodzi z Milą i Napkiem na 2 długie spacery po osiedlu - w południe o 13-stej i wieczorem o 17,30.Tylko pora

Posted Images

Jeśli mogę wtrącić to ostropest nie jest moczopędny, sama go łykam :) najczęściej wsypuję sobie łyżeczkę do jogurtu, można zjeść bez problemu :)

A wracając do banków to ja mam konto w BGŻ, wszystkie przelewy są darmowe, również do innych banków, opłata to 5 zł na miesiąc i nic więcej. A jak nie chcesz przy przelewie podawać numeru przesyłanego sms-em to można przy zakładaniu konta poprosić o token- takie malutkie coś, co samo generuje kody :)

 

Buziaczki dla Loni :loveu:

Link to post
Share on other sites

Jeśli mogę wtrącić to ostropest nie jest moczopędny, sama go łykam :) najczęściej wsypuję sobie łyżeczkę do jogurtu, można zjeść bez problemu :)

A wracając do banków to ja mam konto w BGŻ, wszystkie przelewy są darmowe, również do innych banków, opłata to 5 zł na miesiąc i nic więcej. A jak nie chcesz przy przelewie podawać numeru przesyłanego sms-em to można przy zakładaniu konta poprosić o token- takie malutkie coś, co samo generuje kody :)

 

Buziaczki dla Loni :loveu:

Dziękuję Yucca za radę. Tymczasem zostaję tam, gdzie byłam. Zrobiłam już pierwsze przelewy i fajnie to wygląda, bo muszę być z córką na skypie. Robię przelew, potem Ona dostaje sms kod i mi go podaje - ze Szwecji...a jeszcze w tym czasie rozłącza mi się skype (zawsze tak się dzieje, gdy odbieram telefon), więc zabawa jest przednia...

Jak bardziej się wkurzę na te oczywiste udogodnienia dla klientów, to wezmę pod uwagę albo Alior Bank albo ten BGŻ właśnie.

 

Z ostropestem - oby było tak, jak piszesz...

Link to post
Share on other sites

Ja również Dziękuję Yucca :).. a wczoraj już Jasia dostała... odrobinkę ostropestu;)

 

Anusiu ale coś nie tak jest ze skype nie powinien się rozłączać!  ja rozmawiam z siostrą i działa nawet jak dzwonią telefony! może trzeba coś w ustawieniach pogrzebać :hmmmm:

Link to post
Share on other sites

Teraz już Loni sypię taką solidną szczyptę 2x dziennie. Może właśnie trzeba więcej? 

Co do internetu, to od kilku miesięcy mam zgłosić w orange te problemy i jakoś stale są ważniejsze sprawy, ale te trudności z uzyskaniem dostępu do netu, bardzo częste nagłe rozłączenia itp. okropnie irytują...

Link to post
Share on other sites

A ja wciąż nie potrafię podjąć decyzji.

Pora zdecydować, czy Lonia idzie do DT do Długołęki, czy już ostatecznie podziękować Państwu za chęć pomocy.

Oczywiście Anuli przeze wszystkim, bo to Jej pomysł przezież...

Raz myślę, że oddam i "jakoś" Lonia się przyzwyczai i Państwo również, to znów (zwłąszcza gdy patrzę na Lonię) czuję że to nie jest dobry pomysł...ta jej nieufność, warczenie, zabawa, która często przeradza się w jakieś dzikie bronienie piłeczki, czy kamyczka, jakby chciała pożreć osobę, która jest obok...

 

Poradźcie proszę, bo czuję, że nie jestem w stanie popatrzeć na to tak na trzeźwo, bez emocji...

Martwię się nawet tym, że nikt Loni nie będzie nosił na rękach, całował, bo ona sobie na to nie pozwoli..i taka biedniusia będzie...

 

Ale może ja przesadzam...choć serce mi mówi, że nie...

Link to post
Share on other sites

A ja wciąż nie potrafię podjąć decyzji.

Pora zdecydować, czy Lonia idzie do DT do Długołęki, czy już ostatecznie podziękować Państwu za chęć pomocy.

Oczywiście Anuli przeze wszystkim, bo to Jej pomysł przezież...

Raz myślę, że oddam i "jakoś" Lonia się przyzwyczai i Państwo również, to znów (zwłąszcza gdy patrzę na Lonię) czuję że to nie jest dobry pomysł...ta jej nieufność, warczenie, zabawa, która często przeradza się w jakieś dzikie bronienie piłeczki, czy kamyczka, jakby chciała pożreć osobę, która jest obok...

 

Poradźcie proszę, bo czuję, że nie jestem w stanie popatrzeć na to tak na trzeźwo, bez emocji...

Martwię sięnawet tym, że nikt Loni nie będzie nosił na rękacj, całował, bo ona sobie na to nie pozwoli..i taka biedniusia będzie...

 

Ale może ja przesadzam...choć serce mi mówi, że nie...

Figuniu,to widać,że masz rozdarte serce i nie wiesz co masz zrobić.To twoje serduszko i troska o Lonię,właśnie to robią.Wiesz,ja jeszcze parę miesięcy temu,powiedziałam,że mojej Juliki już nie zostawię na czas wyjazdu /zostawiałam u kuzynki i było bardzo dobrze/Według mnie,to ona się niestety nie nadaje.Staruszka,która mało już co widzi,gotowane jedzenie,sucha karma zalewana rosołkiem/wody nie wyczuwa,więc nie pije,a coś musi!/ siuśki w nocy i w dzień jak mnie nie ma na podłodze/...A czy nie spadnie ze schodów?A czy nie ucieknie między nogami,jak otworzą drzwi?I jeszcze 100 różnych przeciw wskazań.I wiesz,sytuacja mnie zmotywowała do tego,że jednak musiałam pojechać do Polski wyrobić mój nieważny już Dowód Osobisty.Julika przekazana z całym ekwipunkiem i z całą rozpiską kiedy,jak i gdzie... Mojego zamartwiania się nie było końca.Ale to tylko moje zdrowie ucierpiało,zjadane stresem,bo Moja Julika bardzo dobrze to wszystko zniosła.Była noszona na rączkach i faworyzowana po nad rezydenta .maltańczyka Filipka / też jest u mnie na czas,ich urlopowego wyjazdu/Mało tego,już tak bardzo się nie cieszyła,jak przyjechałam ją odebrać.A nauki z tego pobytu,to takie,że drze japkę,jak jej szykuję jedzenie i szczeka,jak ktoś zadzwoni do drzwi /nauka od Filipa,bo jest jazgotnikiem, i zawsze żebrze i śpiewa przy robieniu jedzenia/ a ona nie dowidzi,nie dosłyszy,a i węch już nie taki.Jednak coś tam posklecała  w swojej głowince i w jakiejś części swoich zmysłów,które jej jeszcze pozostały, sobie poradziła i dobrze radzi!

Figunu,kibicuję  Wam całym serduchem i cały czas mocno zaciskam kciuki! :calus:

Link to post
Share on other sites

Na takie sytuacje nie ma mądrych.

Może jednak spróbować ją dać póki Figunia jest w Polsce. Poczekać kilka dni.Jak będzie dobrze, a psy i dzieci często lubią robić miłe niespodzianki,to FRUUUUUU do Szwecji bez dalszego stresu.

Link to post
Share on other sites

Ja wiem i rozumiem w jakiej bardzo trudnej rozterce psychicznej jest Ania :tard: .Ania bardzo przywiązała się do Loni,pokochała ją z jej zaletami i wadami.Wiem,że jest przekonana,że w żadnym domu nie będzie miała takiej opieki,troski jaką ma u Ani.I to jest prawdą bo tak jest.Ja też tylko mogę ręczyć za siebie,natomiast za inny dom zawsze miałam tysiące wątpliwości.W przypadku Loni też Ania ma tysiące wątpliwości,ponieważ to jest starsza sunia,która wymaga opieki weterynaryjnej,obserwacji jej i działania natychmiastowego gdyby było coś nie tak ze zdrowiem.Wiadomo,nie ma możliwości przeniesienia tych samych czynności Ani jak np.noszenia Loni na rękach,czy opatulania Loni itp. do nowego domu,ponieważ każdy człowiek inaczej zachowuje się wobec psa czy do psa i ustala sobie swoje warunki jak np.nie pozwalanie spania w łóżku.Ja tylko dałam przykłady.Jeżeli Lonia by miała trafić na stałe do nowego domu to ja osobiście widzę osobę,która przebywa cały czas w domu jak w przypadku to jest Ani.DT był,jest załatwiony awaryjnie,takie były moje intencje.Lonia jakoś by w tym DT przetrwała do momentu powrotu Ani - takie były moje myśli.Wizyta  w DT pokazała,że to nie jest dobry DS dla Loni,w którym Lonia by czuła się szczęśliwa (Poker ma w tym zakresie ogromne doświadczenie).To jest moja rodzina ale staram się być obiektywna i nie obstawać po trupach za rodziną.

Wiem Aniu jak Tobie ciężko podjąć właściwą decyzję,jak bardzo bijesz się myślami ale nie masz wyboru musisz ją podjąć osobiście,ponieważ żadne rady za bardzo nie pomogą.Postąp tak jak dyktuje Tobie Twoje kochane, wspaniałe serduszko.

Link to post
Share on other sites

Dziękuję Ciocie za zrozumienie.

Gdyby tak wiedzieć, jak Lonia przyjmie zmianę domu i moje zniknięcie...

 

Tak jak Poker, myślałam o kilkudniowej próbie w nowym DT Tylko że tu też są plusy i minusy. I bądź człeku mądry...

 

Malagos - jeśli nie oddam jej do DT, ani nie zjawi się jakimś cudem dobry dom z ogłoszeń, to alternatywą jest pozostanie Loni u mnie przez zimę. A to z kilku względów nie jest dobre rozwiązanie. Przepraszam, ale nie chciałabym wchodzić w szczegóły, bo to dla mnie przykre i krępujące...

 

Anulka - pierwsze co uderzyło mnie z Twojej wypowiedzi to to, że Lonię pokochałąm z jej zaletami i wadami. I tu cała sobą oprotestuję: Lonia nie ma żadnych wad! Absolutnie! To jest przemiłe, posłuszne, zupełnie niekłopotliwe stworzonko. 

Tylko jedno - taka jest dla mnie, bo już dla innych to niekoniecznie...

Każdy psiak po przejściach wymaga pracy, tego, by znaleźć do niego indywidualny "klucz" - umieć go rozszyfrować, rozbroić, sprawić, by zaufał itp.

Lonia od pierwszej chwili sama wręczyła mi ten klucz do ręki ...nie musiałam nad niczym pracować...

Pomijam fakt siusiania w domu w pierwszych tygodniach, bo to normalne.

 

Ona ma wyłącznie zalety. Jest bardzo posłuszna, trzyma się blisko, zjada grzecznie warzywa :)...pozwala na pieszczoty:)...czego chcieć więcej????  

Do tego malizna taka, że można trzymać w jednej ręce.

 

Widzisz Anulko, jedno nieostrożne słowo a już bronię LOni jak lwica.:)..bo sprawiedliwość musi być!!!!

 

A tak poważniej, to przytłącza mnie konieczność podjęcia decyzji, ale też mam świadomość, że trzymanie Twojej Rodziny tak długo w zawieszeniu, nie jest w porządku.

Muszę w najbliższym czasie tam zadzwonić...

  • Upvote 1
Link to post
Share on other sites

Myślę,że możesz śmiało zadzwonić, porozmawiać.Może właśnie rozmowa przyniesie konkretne rozwiązanie.Jeżeli chodzi o wady to tak napisałam ogólnikowo.Każdy człowiek jak i zwierzak ma wady w większym lub mniejszym stopniu,które można zauważać lub nie.

Link to post
Share on other sites

Pisałam ,że to Lonia w moim odczuciu nie jest właściwym psem dla tego DT ,a nie odwrotnie.

Myślę ,że szwagierka Anuli jak znajdzie czas,a z tego co wiem jest z nim krucho,będzie tulić i nosić Lonię na rękach.

Figuniu, jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedzieć.

Robi się coraz zimniej,nie możesz czekać dłużej.

My tez zamartwialiśmy się o niektóre sunie jak to będzie , jak zniosą zmianę DT.A te małpiszony bardzo szybko miały nas w nosie ,bo trafiały do super domków. Jest nadzieja ,że z Lonią też tak będzie.

Link to post
Share on other sites

Figuniu nie wiem jak będzie z Lonią ale napiszę Ci jak było z moją Megi. Megi ma 16 lat, 12 siedziała w schronisku a od 4 była w hotelikach, najpierw u ZuziM a później u Kasi Przystał. Cztery lata to szmat czasu więc coraz trudniej ją było w tym choteliku utrzymać a mimo naprawdę wielu ogłoszeń / zwłaszcza na początku/ nigdy nie było o  nią nawet jednego zapytania... Podjęłam decyzję, że wezmę ją do siebie na BDT i może jakoś na drugim końcu Polski  znajdziemy jej dom. I było milion obaw związanych z tym przeniesieniem. Jak zniesie podróż / 600 km/ to było najmniejsze. Mieszkanie a ona dotąd w domku - wchodziła i wychodziła jak chciała i kiedy chciała bo Kasia cały czas w domu... Ja pracuję a że mieszkam sama to skazana na czekanie aż wrócę z pracy razem z moją sunią i 3 kotami... Siusianie o jakichś określonych porach a nie kiedy się tylko chce... Czwarte piętro bez windy a ona całe życie parterowa... Głosy, ze nie powinnam jej już zmieniać miejsca bo to staruszeczka... Naprawdę, milion obaw. Ja podjęłam ryzyko i się okazało, że nie było prawie żadnych problemów :-). Meggi się cudnie przestawiła, miasto jej nie przeraża, schody tym bardziej. Spokojnie czeka w domu. Tylko na samym początku były duże problemy z siusianiem bo okazało się, że Meggi ma pęcherz i nerki chore. Pęcherz wyleczony,  nerki staramy się opanować ale kłopoty siusianiowe dużo, dużo mniejsze... I co ważne, mam wrażenie że Meggi się wyluzowała i odpoczywa. Tam w hoteliku w grupie ona musiała być taka aktywna, żyjąca całą sobą. U mnie, z drugą sunią jeszcze od niej starszą, jest wreszcie psią babcią, taką co to sobie podjada spaceruje i odpoczywa... 

 

Innymi słowy chcę napisać, że każdy przypadek jest inny, może Lonia się nie odnaleźć w nowym otoczeniu ale może być też tak, że będzie się tam czuła super. Nigdy się nie będzie tego wiedziało na 100 proc. dopóki się nie spróbuje. Ale tej decyzji naprawdę Ci nie zazdroszczę... Szczególnie, że Ty Loni, podobnie jaj ja Meggi, chciałabyśmy nieba przychylić...

Link to post
Share on other sites

Podczytuję... i już drugi dzień nie wiem co napisać :roll:  naprawdę Aniu, jestem z Tobą całym sercem! to jest naprawdę bardzo trudna decyzja! wielokrotnie tu na dogo byłam świadkiem jak ten sam pies ,różnie się zachowywał w różnych domkach( spokojny-agresor ,wesoły-wycofany).. co mam napisać że może?... to za chwilę, znowu rozterka? a bo jednak?... i myślę że tu nie ma dobrej odpowiedzi!  zawsze będzie za!...i przeciw!... a może po prostu zdaj się na swój babski instynkt!  wieczorkiem porozmyślaj trochę( tylko musisz myśleć również o sobie!  nie tylko o Loni!  to musi być decyzja dla Ciebie i Loni! tzn, ile musisz ponieś konsekwencji, rodzinnych ,finansowych zostawiając Lonię? czy uczuciowo jesteś za tym ,żebyście były razem? czy potrafisz też cieszyć się jej szczęściem w nowym domku!)  a rano ,po prostu wstań z gotową decyzją :)

wierzę w Ciebie;)

Link to post
Share on other sites

Dziękuję za wszystkie rady i podpowiedzi. Nabieram przekonania, że trzeba i warto spróbować...

W razie czego, jestem na miejscu i jeśli z jakichś względów okaże się, że Lonia nie może tam zostać, to zabiorę ją i ...będę się martwić.

Dzwoniłam dziś do Pani Agnieszki, ale Jej nie zastałam (nagrałam się na sekretarkę), ok. 20 , ponownie, ale nikt nie odebrał. Będę próbowala jutro, Anulko, jeśli to przeczytasz, to napisz o jakiej porze najlepiej zadyndać? Tak, żeby za bardzo nie przeszkodzić, aaaa jutro niedziela...to może nie wypada, może lepiej poczekam już do poniedziałku...

Link to post
Share on other sites

Figuniu

sciskam sciskam Was ogromnie :calus: :calus:

i za decyzje tez kokana :calus:

ciężko oj ciężko bardzo Figuniateczko :calus:

,,takie zycie

Link to post
Share on other sites

Figuniu nagrywasz rozmowę na sekretarkę.Nie wiem na jaki numer telefonu dzwonisz,jeżeli na stacjonarny to tylko stacjonarny ma Irena i rzadko go odbiera,ponieważ stoi w dalszym pokoju.Najlepiej dzwonić na komórkę do Agnieszki.Agnieszka jest w domu na zwolnieniu lekarskim,ma coś poważnego z okiem.W piątek jest umówiona do Szpitala na wizytę,nie wiem czy zostanie w nim,czy uzyska tylko jakąś pomoc w leczeniu.W tej chwili jest na antybiotyku.

  • Upvote 1
Link to post
Share on other sites

Oj, to biedna Agnieszka...

Właśnie do Niej dzwoniłam wczoraj, na Jej komórkę.

Teraz już naprawdę nie wiem, czy dzwonić dzisiaj. Przecież może nie mieć głowy do takich spraw, pewnie martwi się Sobą i tym, czy nie zostanie w szpitalu...

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements


×
×
  • Create New...