Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
bursztynki

Szczeniak na raty

Recommended Posts

[quote name='a_niusia']nie chce cie nigdzie postawic. [B]w ogole nie chce misie z toba gadac, bo nie ma z kim[/B]. nie mowiac juz o budowaniu barykad.

wiec...:)))
eot[/QUOTE]
Codziennie tak masz patrZąc w lustro? przykre :-(

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Scarletka']ja jestem za kupnem psa na raty ponieważ skoro ktos zarabia 1500 miesięcznie a psy sa znacznie droższe nawet to tak nie fajnie całą wtypłate wydać ja wzięłam kredyt na psiaka i po mimo ze mam pieniążki nadal i nie łatwo kupić gdyż ceny sa wygórowane niestety przeznaczone mam 1500 zł a z tego muszę się liczyć ze muszę zrobić wyprawkę przed kupnem szczeniaka która trochę kosztować będzie i wazie czego liczyć się dojazdem . i zmieścić w kwocie. Na razie tylko słyszę 2500 do hymmm 4000 tysięcy na raz.[/QUOTE]

[quote name='Makros']Ale nie każdy może odłożyć taką kwotę w czasach kryzysu.[/QUOTE]

A mnie strasznie intryguje, skąd u wielu potencjalnych nabywców psów rasowych przekonanie, że ile by nie zarabiali, choćby najniższą krajową i ledwo zipali do pierwszego, to rasowy pies należy im się jak opieka z enefzetu, najlepiej jeszcze drogiej, rzadkiej rasy - a jak ich nie stać od ręki, to beczą, że ceny wygórowane.
Brutalnie mówiąc, rasowe psy są dobrem luksusowym i nigdy w historii psia arystokracja nie trafiała w ręce biedniejszych ludzi, bo zwyczajnie nie było ich na to stać - musieli mieć na życie i dzieci, a nie na rasowe szczeniaczki. A u nas nagle powstał jakiś dziwny nurt, że pół rodziny żyje z pieniążków socjalnych, reszta ledwo wiąże koniec z końcem, ale oni kupią po taniości yorka albo przygarną za darmo szczeniaka shih tzu, bo chcą, bo dzieci zachciały, bo teściowej się podoba.
Na staffikowych forach latał ostatnio delikwent, który pragnął przygarnąć szczeniaka staffika, z dowozem do domu :megagrin: Robił przy tym wielką łaskę, że jakby jakiś hodowca oddawał szczeniaka na łańcuch, bo nie może sprzedać, to on chętnie szczeniaczkowi pomoże. Nie docierało tłumaczenie, że szczeniaków staffików niechcianych praktycznie nie ma... Był jeden miot bez papierów wyadoptowywany przez fundację, i na tym koniec. Tak naprawdę nawet prawdziwe dorosłe staffiki (a nie nieduże mixy astów) na tle wszystkich dostępnych do adopcji psów w typie rasy to jednostki. No ale pan zawzięcie przekonywał, że szczeniaki staffiki do adopcji są, tylko źli snobistyczni hodowcy na forum nie chcą o nich powiedzieć :evil_lol: bo oni rozmnażają tylko dla kasy... Jak spytano, czemu po prostu nie odłoży kasy i nie kupi peta, stwierdził że remontuje dom (!) i ma dużo wydatków... Ręce, cycki i liście opadają.
Nie mogę się doczekać, kiedy osoby zarabiające najniższą krajową będą chciały rat po 20 zł miesięcznie na 100 lat, żeby mieć mercedesa - bo one CHCĄ, a co, będą jakimś Volkswagenem używanym jeździć??
Ludzie, jak kogoś nie stać na psa rasy, w której szczeniaki chodzą średnio po 3 000 zł to niech spojrzy obiektywniej na swoją sytuację finansową i dostosuje chęci do możliwości... I wybierze tańszą rasę, albo darmowego kundelka ;) psioczenie, że hodowcy poszaleli z cenami rasowych psów, bo za szczeniaka chcą 1500 zł czy 2000, a kogoś nie stać, są po prostu żenujące. Jak mnie nie stać na wille z basenem to czyja to wina?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ok to ja się wypowiem jako zupełny laik w hodowlanym świecie psów, jednak mam spore doświadczenie w kocim światku a niektóre aspekty wydają mi się całkowicie podobne.

Zacznę od tego, że sama aktualnie spłacam szczeniaka. Hodowcę miałam upatrzonego wcześniej, ale zakup szczeniaka tej rasy, generalnie zakup rodowodowego psa na ten moment zostawiłam w sferze marzeń. Pojechałam na wystawę, złapałam hodowcę i wiadomo pytania, odpowiedzi itp. W końcu pytanie o cenę i bah! Powiedziałam, że w takim razie niestety muszę poczekać, może kiedyś i w sumie hodowca od razu zaproponował mi raty (pierwszy i jedyny wyjątek) i to bardzo dogodne. Nie mam ustalonych terminów i wielkości rat, mam cały rok do spłaty całości.
Tak jak niektórzy pisali wziąć kredyt lub pożyczyć od kogoś znajomego. Kredytu nie dostanę, pracy stałej brak, ponad to jestem gówniara ;) A od znajomych pożyczać nie będę, bo wiadomo jak to jest w takich układach, większy respekt czuję tutaj przed hodowcą.
Jedyne co mnie boli to to, że metrykę dostanę po spłacie całości i dopiero wtedy będę mogła pojeździć z młodym na wystawy.
Uważam, że jeśli ktoś nam zaufał i podarował swoje dziecko to nie ma przebacz, trzeba być rzetelnym i wdzięcznym.

Mam też dwa koty, pierwsza kotka wykastrowana, kupiona też bez większych znajomości (mam na myśli długiej znajomości), jednak hodowca widział, że kotka ma dobrze i po niespełna roku sam zaproponował mi kocura reproduktora za dosłownie "psie" pieniądze.
I mimo że teraz mamy bardzo dobre częste kontakty, umowa o kocura też była podpisana, w niej zawarte wymagania od opiekuna oraz hodowcy, tak samo zawarte są ewentualne kary. I mimo że miałam "tysiąc" ofert pokrycia moim kocurem kotki spoza związku, na czarno gdzie nikt by się raczej nie dowiedział nie robię tego i spuszczam delikwentów na drzewo. Podobnie jeżeli pisze do mnie właściciel kotki hodowlanej, ale niższej półki, też nie jestem chętna bo wiem co to linia hodowlana i mam całkowite poszanowanie do tego tematu.


A teraz kolejna kwestia, ale tak jak wspomniałam w świecie psów jestem lewa więc od razu uprzedzam że może się to wydać głupie.
Czy nie można kastrować szczeniąt? Wiem, że wtedy oznaczałoby to dłuższy pobyt maluchów u hodowcy, ale zawsze to jakieś zabezpieczenie. Albo chociaż zawrzeć punkt o wymaganiu kastracji suki/psa po osiągnięciu danego wieku? I wspomnieć też o karze w przypadku nie postąpienia wg umowy.
Generalnie zauważyłam, no chyba że jestem w błędzie, że mimo iż krzyczy się o kastracji i sterylizacji psów to nadal nie jest to tak piętnowane jak wg mnie powinno.

A co do umów, mimo nawet najlepszych relacji zawsze warto taką spisać, zawrzeć wymagania, obowiązki nowego właściciela ale! nie zapominając że jako hodowca też nadal jakieś obowiązki się ma i o takowych wspomnieć. Kary też. Mimo że właśnie sądownictwo jest jakie jest to zawsze taka kara w kwocie xxxxzł może odstraszyć. Oczywiście nie mówię że od razu trzeba się wszystkiego sztywno trzymać, ale naginać tylko po obustronnym omówieniu tematu.

Ot takie moje małe zdanie ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Chodziło mi raczej żeby przestrzegać tego o czym tak wielu mówi. Nie mam na myśli żadnych wycieczek personalnych czy też tępienia właścicieli psów niekastrowanych.

Chodzi raczej o to, że ciągle się słyszy o dobrodziejstwach kastracji, spokój nie tylko z niechcianymi szczeniakami, zabezpieczenie dla hodowcy ale rownież komfort psychiczny i fizyczny dla psów niedopuszczonych do rozrodu. Schroniska i organizacje mają często wymóg takiego zabiegu chociaż najczęściej zwierzę jest juz po kastracji. No ale wiadomo kundelki. Ale dlaczego takiego wymogu nie wprowadzić przy psach rodowodowych? Tak jak pisałam, kastracja szczeniaka jeżeli takie cos jest wgl możliwe lub odpowiedni zapis o wymogu. A jak trafi sie osoba, ktora widać ma pojęcie i ciągle sie zastanawia czy nie chciałaby wprowadzić danego psa w przyszłości do hodowli zostawić odpowiedni zapis ze po obopólnym omówieniu mozna zmienić warunki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Mała Nika']Ale dlaczego takiego wymogu nie wprowadzić przy psach rodowodowych? [/QUOTE]
pewnie dlatego, ze kastracja to nie zabawa tylko zabieg, w czasie którego usuwane są psie narządy. a jak wiadomo jądra to nie tylko do produkcji plemników służą i nie są psu potrzebne jedynie do zapładniania suczek...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Mała Nika']Chodzi raczej o to, że ciągle się słyszy o dobrodziejstwach kastracji, spokój nie tylko z niechcianymi szczeniakami, zabezpieczenie dla hodowcy ale rownież komfort psychiczny i fizyczny dla psów niedopuszczonych do rozrodu. Schroniska i organizacje mają często wymóg takiego zabiegu chociaż najczęściej zwierzę jest juz po kastracji. No ale wiadomo kundelki. Ale dlaczego takiego wymogu nie wprowadzić przy psach rodowodowych? Tak jak pisałam, kastracja szczeniaka jeżeli takie cos jest wgl możliwe lub odpowiedni zapis o wymogu. A jak trafi sie osoba, ktora widać ma pojęcie i ciągle sie zastanawia czy nie chciałaby wprowadzić danego psa w przyszłości do hodowli zostawić odpowiedni zapis ze po obopólnym omówieniu mozna zmienić warunki.[/QUOTE]

Ludzie uważają, że kastracja/sterylizacja "bez powodu" jest nieetyczna:razz:
Kobieta czy mężczyzna sobie by tego nie zrobili to dlaczego mieliby robić to zwierzęciu?:lol:
Takie jest właśnie rozumowanie ludzi...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Beatrx']pewnie dlatego, ze kastracja to nie zabawa tylko zabieg, w czasie którego usuwane są psie narządy. a jak wiadomo jądra to nie tylko do produkcji plemników służą i nie są psu potrzebne jedynie do zapładniania suczek...[/QUOTE]


Tak, ale uważam że jednak fizjologia psów i kotów nie różni się tak bardzo pod tym względem, i znam wieele kotów kastrowanych zarówno jako dorosłe koty i kociaki i wszystko jest jak w najlepszym porządku. No chyba że się mylę i u psów jakoś inaczej to wygląda, choć raczej nie sądzę...


[quote name='Hahnoto']Ludzie uważają, że kastracja/sterylizacja "bez powodu" jest nieetyczna
Kobieta czy mężczyzna sobie by tego nie zrobili to dlaczego mieliby robić to zwierzęciu?
Takie jest właśnie rozumowanie ludzi...[/QUOTE]

No tak, świadomość ludzi jest niekiedy zaskakująca... Może z czasem uda się jakoś uświadomić coś choć trochę

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Mała Nika']Tak, ale uważam że jednak fizjologia psów i kotów nie różni się tak bardzo pod tym względem, i znam wieele kotów kastrowanych zarówno jako dorosłe koty i kociaki i wszystko jest jak w najlepszym porządku. No chyba że się mylę i u psów jakoś inaczej to wygląda, choć raczej nie sądzę...[/QUOTE]
wiesz jak dokładnie działają jądra? co wydzielają? do czego jest to potrzebne w organizmie? że już samym przebiegu zabiegu i tym, co pies dostaje przed i w trakcie nie wspominając?

kastracja bezdomniaków, psów, które nie są pilnowane jak najbardziej, ale bez przesady z wycinaniem wszystkiego co się rusza.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kastracja szczeniąt to temat bardzo mocno kontrowersyjny - dla mnie graniczy ze zwyczajnym robieniem zwierzęciu krzywdy. Dyrdymały o samych dobrodziejstwach odnośnie zabiegu może pisać tylko osoba, która nie ma wiedzy w dziedzinie fizjologii i wpływu zabiegu na organizm. Nie wiem jak jest z kotami, ale u psów kastracja przed osiągnięciem dojrzałości powoduje szereg zmian w rozwoju, między innymi w układzie ruchu - co u dużych ras może się skończyć nawet nowotworem kości. I nie bardzo sobie wyobrażam jak hodowca miałby trzymać u siebie x psów z miotu do wieku odpowiedniego do wykonania zabiegu, czyli przykładowo u dużych ras nawet do 2-3 roku życia. Rozwój psychiczny i wychowanie psa, życie z nim, ksztaltowanie jego zachowań pod siebie to trochę inna bajka. I nie sądzę, żeby były tabuny chętnych na przykładowo roczne kastrowane pety - nawet jak ktoś nie chce kupić psa na wystawy czy do hodowli, to zwykle skoro już kupuje, to chce psa mieć i wychowywać od szczeniaka.
Jakimś kompromisem w tej kwestii mogłaby być sterylizacja zwierząt nieprzeznaczonych do hodowli - wtedy zwierzę byłoby bezpłodne, ale nie byłoby ingerencji w gospodarkę hormonalną podczas rozwoju.
A piętnowanie niekastrowania psów raczej osiąga w niektórych środowiskach chory poziom, a nie jest go za mało :diabloti: z samej dogomanii możesz się dowiedzieć, że tylko z takiego tytułu, że twój pies ma jaja, odpowiadasz za całą bezdomność zwierząt w Polsce :diabloti:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Hahnoto']Ludzie uważają, że kastracja/sterylizacja "bez powodu" jest nieetyczna:razz:
Kobieta czy mężczyzna sobie by tego nie zrobili to dlaczego mieliby robić to zwierzęciu?:lol:
Takie jest właśnie rozumowanie ludzi...[/QUOTE]
Normalnie wszystko opada....
Ciachanie wszystkiego,co się rusza jest ok? Nie sądzę. To poważny zabieg (wbrew temu,co się ogólnie wypisuje...) i ma bardzo poważne konsekwencje dla zwierzęcia...i o ile w uzasadnionych wypadkach medycznych i społecznych ma uzasadnienie,to robienie tego dla idei jest po prostu bez sensu...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='cockermanka']Normalnie wszystko opada....
Ciachanie wszystkiego,co się rusza jest ok? Nie sądzę. To poważny zabieg (wbrew temu,co się ogólnie wypisuje...) i ma bardzo poważne konsekwencje dla zwierzęcia...i o ile w uzasadnionych wypadkach medycznych i społecznych ma uzasadnienie,to robienie tego dla idei jest po prostu bez sensu...[/QUOTE]

Zgadzam się, jestem za sterylizacją np. kotów, gdyż trudno je upilnować i często się mnożą generując coraz to kolejne często bezdomne mioty, ale psa łatwiej jest dopilnować i jeśli ktoś nie wypuszcza swojego psa bezmyślnie samopas to jestem na NIE!
Moja poprzednia suka nie była sterylizowana, na ulice wychodziła tylko na smyczy a biegała po ogrodzonej posesji, nigdy szczeniąt nie miała, bo była dobrze dopilnowana i dożyła sędziwego wieku- umarła ze starości.
Obecnej suki również nie mam zamiaru sterylizować, wychodzi tylko na smyczy, jest pilnowana, nawet na posesji nie pozostaje sama, bo jako rodowodowy pies może łatwo paść łupem złodzieja i nie ma szans by miała młode.
Sterylizacja to poważna ingerencja w żywy organizm, może nieść za sobą powikłania jak i również istnieje ryzyko niewybudzenia się po narkozie, poważne ingerencje w organizm powinny mieć miejsce jedynie w przypadku bezpośredniego ratowania życia.
Nie rozumiem sterylizowania zdrowych psów szczególnie rasowych.
Dla mnie sterylizacja ma sens tylko w przypadku kotów i to wychodzących (moje wychodzące koty są po zabiegu a jeden niewychodzący nie i planuje wszczepić jej implant superlorin na wypadek jakby mi jednak przypadkiem czmychnęła z domu) lub suk czy kotek, które mają chorą macicę.
A gadanie, że może zachorować tak samo sterylizowany zwierzak może zachorować, jak ktoś dba o pupila, obserwuje go i w miarę szybko dostrzeże oznaki choroby to wszystko jest do wyleczenia.
Denerwuje mnie również gadanie, że zwierzę niewysterylizowane pożyje krócej, jakieś 40 lat temu nikt zwierząt nie sterylizował a żyły dłużej niż obecne w dzisiejszym zanieczyszczonym środowisku.
Tak naprawdę nikt nie jest jasnowidzem nawet weterynarz i nie zagwarantuje, że zwierzę po zabiegu będzie zdrowsze czy będzie dłużej żyć od tego niepoddanego zabiegowi.
Takich kwestii nie da się przewidzieć, ogólne zdrowie czy długość życia to wypadkowa wielu czynników. Edited by Melissa.bdg
literówki

Share this post


Link to post
Share on other sites
[B]Matrens[/B]: "Ludzie, jak kogoś nie stać na psa rasy, w której szczeniaki chodzą średnio po 3 000 zł to niech spojrzy obiektywniej na swoją sytuację finansową i dostosuje chęci do możliwości... I wybierze tańszą rasę, albo darmowego kundelka ;-) psioczenie, że hodowcy poszaleli z cenami rasowych psów, bo za szczeniaka chcą 1500 zł czy 2000, a kogoś nie stać, są po prostu żenujące. Jak mnie nie stać na wille z basenem to czyja to wina?"

Nie jestem biedakiem, ale też nie krezusem. Nie zarabiam na razie dużo, bo jestem osobą w miarę młodą 27 lat i od niedawna pracuję, mam znikome doświadczenie zadowodowe, ponieważ wcześniej kończyłam 3 kierunki studiów, podczas których nie pracowałam. Najlepiej twierdzić, że jak ktoś nie zarabia 5 tys,. to niech bierze kundelka. Niekoniecznie musi brać kundelka, są rasy za 1500 zł ja za swojego psa wydałam całą wypłatę od razu (raty w przypadku zwierząt to jest dla mnie śmieszne, jak się chce szczenię to się planuje kilka miesięcy i chyba można wówczas przygotować się na taki wydatek) trudno się mówi, to jeszcze nie jest taki wielki wydatek, przecież ma się oszczędności i ma się za co wyżywić, jak ktoś jest gospodarny to nawet najniższą krajową może dobrze spożytkować i mieć na przyjemności, ja sobie umiem tak poradzić, umiem odłożyć tak, że mam na swoje pasje, na wczasy itp. trzeba tylko chcieć. Wyprawka dla psa też nie musi być taka droga, no chyba, że ktoś chce mieć samą obroże za 100 zł, ja wydałam mniej jak 100 zł za swoją wyprawkę: obrożę, smycz, kaganiec + jakieś wędzone smakołyki i zabawki, pierwszą torbę karmy oraz także jakąś zabawkę dostałam od hodowcy a obecnie wydaję na karmę tylko ok 65 zł miesięcznie, bo mam małą rasę, która niewiele je. Niektórzy rzeczywiście biadolą bez sensu, że szczenie + wyprawka to taki wielgachny koszt, jak się kupuje z głową i komuś rzeczywiście zależy to wcale nie jest taki wielki koszt. Jak kupiłam psa z rodowodem to niektórzy znajomi mieli do mnie również zarzut: a dlaczego nie kundelek, bo nie, bo może podoba mi się taka właśnie rasa i jej charakter i nie ma sensu wmawiać komuś kundelków jeśli ktoś marzy o rasowym piesku, z jakichś względów, bo np. podoba mu się jakaś rasa, jej charakter, (bo w kwestii kundelka nigdy nie będziemy wiedzieć czego się spodziewać w kwestii charakteru czy psychiki w przeciwieństwie do konkretnej rasy) w granicach jego możliwości oczywiście, bo chyba większość osób jest jednak rozsądnych. Nie mówię, żeby kupować psa za 3 tys. jak się nie szasta kasą, ale takiego za 1500 zł spokojnie można kupić a jak jeszcze nie duża rasa to i wydatki na jedzenie mniejsze, mojej wystarczy 4 kg torba karmy na miesiąc duży pies musi mieć taką z 10 kg. To, że ceny szczeniąt bywają kosmiczne to swoją drogą, bo powyżej 3 tys. za szczeniaka to trochę śmieszne, nawet jakbym zarabiała 5 tys. to bym psa za tyle nie kupiła po prostu jest to dla mnie nie do przyjęcia. Pies to dla mnie nie towar, na którym ktoś się wzbogaca, według mnie hodowanie to powinna być pasja a nie główny dochód, tyle tylko by nie być na minusie i trochę do przodu, dorabiania się na psach nie popieram. Nie popieram hodowli z więcej niż 3 sukami hodowlanymi, bo to już dla mnie jest wówczas fabryka szczeniąt a nie porządna hodowla. Mam prawo mieć takie zdanie. Wmawianie mniej zamożnym osobom kundelka jest niegrzeczne są rasy za 1500 zł - 2000 zł to jest przyzwoita cena. Nie popieram jak rodziny dysfukcyjne żyjące na zasiłku z MOPSu chcą mieć rasowego dla szpanu, ale jeśli np. młoda osoba świeżo po studiach, która nie zarabia kokosów chce mieć małego pieska z rodowodem by wystawiać go czasem jako nowe wyzwanie w życiu jak ja to dlaczego nie. Edited by Melissa.bdg
literówki

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tyle ze my sie chyba nie zrozumialysmy. Dla mnie osoba pracujaca za najnizsza krajowa moze sobie sprawic nawet szczeniaka za 5 tys. zl - jesli jest w stanie na niego odlozyc. Tylko ze w praktyce wyglada to tak, ze ta osoba z najnizsza krajowa rzadko kiedy zaciska pasa i przystepuje do odkladania, za to krzyczy dookola, dlaczego te szczeniaki takie drogie i dlaczego nie stac ja, zeby kupic sobie takiego od razu. I oczywiscie to wina hodowcow :) Ja nigdzie nie napisalam, ze jak ktos nie jest bogaczem, to ma sobie wziac kundelka - to raczej w Twoim poscie widze jakis dziwne negatywne podejscie do kundelkow, jakby posiadanie takiego bylo wstydem, a juz na pewno nie powodem do dumy. Jak ktos chce po prostu pieska do towarzystwa, to co jest zlego w kundelku? A no, nie mozna go wystawiac ;) ale jak ktos juz chce psa wystawiac, to niestety, ale jest to droga pasja, nie tylko sam pies, ale i same oplaty za wystawy plus dojazdy, wiec tu rowniez stan portfela ma znaczenie. I problem nie jest w tym, ze wystawy i rasowe psy powinny byc za darmo albo za grosze ;)

Powyzej 3 tysiecy zl to kosztuja w Polsce albo rasy rzadkie, albo szczeniaki z wybitnych kojarzen, z zagranicznych kryc. Przecietne szczenie popularnej rasy mozna spokojnie kupic w Polsce w widelkach 1500-2500 zl, nawet mniej. Pety sa jeszcze tansze, bo widzialam je w cenach 400-1500 zl.

Po Twoich kategorycznych sadach widze od razu, ze z hodowla masz niewiele wspolnego - tez kiedys wypowiadalam sie podobnie :) Takie szufladkowanie, ze ponad 3 suki hodowlane to fabryka jest zwyczajnie obrazliwe, bo mozesz znalezc hodowle, gdzie suki sa 2-3, a rodza ile fabryka da, po najnizszych kosztach, a mozesz znalezc takie, gdzie suk jest 5-6 (a to ze sa "hodowlane nie znaczy ze co roku kazda rodzi), a sa zadbane i maja opieke na najwyzszym poziomie. Klasyfikuj hodowle indywidualnie, po obejrzeniu konkretnej, a nie po wymyslonej przez ciebie ilosci suk, bo to zwyczajnie nie jest sprawiedliwe. Z twoich slow wynika, ze 3 suki to super hodowla; 4 to wstretna fabryka... Powaznie? :) To samo z tym zarabianiem - uwierz, ze wychodzenie na zero albo na jakikolwiek plus to wielkie marzenie wiekszosci osob zajmujacych sie hodowla ;) moje tez :D A Ci hodowcy zyjacy tylko z hodowli, nie muszacy juz nic robic poza rozmnazaniem psow - kurde, tyle o nich slysze (glownie od laikow), a jakos ich nie widuje. Wielu jeszcze musi zdrowo zapier*dalac, zeby dokladac do psow.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[QUOTE]"Brutalnie mówiąc, rasowe psy są dobrem luksusowym i nigdy w historii psia arystokracja nie trafiała w ręce biedniejszych ludzi, bo zwyczajnie nie było ich na to stać"[/QUOTE]

Nieśmiało przypomnę Erica Knighta i kultową "Lassie wróć" - akurat obyczajowo bardzo dobrze napisana książka - i passus o rasowych, zadbanych psach robotników, górników i wiejskich małorolnych chłopów.

We wspomnieniach Herriota też się coś takiego przewija...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Berek']Nieśmiało przypomnę Erica Knighta i kultową "Lassie wróć" - akurat obyczajowo bardzo dobrze napisana książka - i passus o rasowych, zadbanych psach robotników, górników i wiejskich małorolnych chłopów.

We wspomnieniach Herriota też się coś takiego przewija...[/QUOTE]

Akurat Wielka Brytania to nie jest trafiony przyklad, bo tam od wiekow wszyscy maja fizia na punkcie psow rasowych ;) a wystarczy spojrzec na nasze podworko - u nas stricte hodowla zajmowala sie arystokracja (charty, ogary). Chlopi mieli podworkowe Burki, psy w typie owczarkow, ktore wlasciwie hodowaly sie same tylko pod katem uzytkowosci. Wystarczy spojrzec na roznorodnosc eksterierowa PONow, kiedy zaczeto sie starac o ujednolicenie populacji i uznanie rasy. U nas dlugo poza 'wyzszymi sferami' nie istnialo cos takiego jak tradycja hodowli psa rasowego ;)

Co oczywiscie nie znaczy ze mniej zamoznej osobie nie wypada miec rasowego psa. Chodzi bardziej o to, ze osoby ktorych nie stac na zakup psa rasowego z dnia na dzien czy w 2-3 miesiace, robia czesto raban, ze ïm sie nalezy", i ze to psy sa za drogie, a nie oni za malo zarabiaja jak na swoje zachcianki.

Jak Melissa nie mogla wstawic to zacytuje :)

[quote name='Melissa.bdg']Nie wiem dlaczego, ale nie mogę napisać nowego posta w wątku, może dlatego, że mam nowe konto a więc odpiszę Ci w wiadomości prywatnej :smile::

Ja nie twierdze, że kundelki to wstyd, gdyż mój poprzedni pies był mieszańcem w typie rasy i był bardzo kochany, brakowało mi jej kiedy odeszła. Teraz kupiłam pieska czystej rasy, bo polubiłam tą rasę a jako obecnie uświadomiona osoba (poprzedniego psa miałam jako nastolatka) nie chciałam wspierać pseudo.
Chcę się z nią wybrać tak dla satysfakcji, sprawdzenia się na kilka wystaw w moim województwie, więc w związku z niedużą odległością nie będzie to dla mnie aż tak duży koszt ;-).
Owszem można mieć kilka suk i o nie dbać, ale jak widzę strony hodowli, gdzie jest ich 8, albo gdzie są suki hodowlane z 4 ras to jestem bardziej podejrzliwa, bo jak ktoś kocha jakąś rasę to hoduje tylko ją a nie kilka ras. Według mnie jeśli ktoś ma w hodowli ulubiona rasę + 3 inne i do tego bardzo modne a są takie hodowle (to w jakim celu hoduje te 3 inne bardziej modne rasy jak nie dla większego zarobku, bo takie szczenięta łatwiej zejdą, prawda?). Po co ktoś ma 8 suk, bo każdą oszczeni raz do roku i ma dzięki temu osiem razy więcej szczeniąt, jak mu się poszczęści i będzie miał ok 7 szczeniąt w jednym miocie to daje sporo szczeniątek nawet po 1500 zł (jak odejmie nawet koszty szczepień oraz metryk, tatuaży, no i koszt repa) to i tak ma ładny zarobek. Nie twierdze, że wazyscy tak robią, ale sporo ludzi tak robi.
Nim kupiłam moją sukę skontaktowałam się z większością hodowców mojej rasy i tylko 2 hodowle zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, (nie mówię, że pozostałe były naganne, ale pewne kwestie np. hodowanie kilku ras mi się po po prostu nie podobało), z jednej z nich wzięłam małą. Te 2 hodowle to były osoby z jedną suką hodowlaną i 2 emerytkami, dla mnie był to sygnał, że te psy to rzeczywiście ich pasja. Moja rasa nie jest droga chodzi po 1200-1500 zł, więc nie sugerowałam się ceną, ale podjeściem hodowców do swoich zwierząt. Odrzuciłam hodowle, gdzie były hodowane np. 4 rasy. Wybrałam sunię z hodowli, gdzie psy są traktowane jako członkowie rodziny a nie maszynki do robienia kasy, są kochane, zadbane, badane. Zwracałam najbardziej uwagę na zdrowie rodziców a nie ich tytuły, więc moja suka może nie ma ojca zwycięzcy świata tylko MŁ CH, CH PL, ale jest on za to dobrym reproduktorem importem z Ukrainy (jego przodkowie mają sporo tytułów, ale dla mnie to nie jest ważne) i jego potomstwo jest ładne i zdrowe. Ważna była też długość życia przodków, gdyż jest to rasa, która bywa długowieczna, jej przedstawiciele mogą dożyć nawet 17 lat ale zdarza się, że psy w niektórych liniach tej rasy, głównie zachodnich dożywają tylko 8 lat a średnia długość życia tej rasy to ok 13-15 lat, jeden z przodków mojej małej dożył 17 lat i ja też liczę na to, że ona odziedziczyłą ten gen długowieczności i tak długo pożyje (jednak potomstwo osobników wschodnio europejskich jest bardziej odporne niż zachodnio europejskich ;-). Zgodzę się z Tobą, że nie jestem znawcą szeroko pojętej kwestii hodowli, ale trochę się tym od jakiegoś czasu interesuje i pewne wnioski wyciągnęłam. Owszem Ty znasz się lepiej i ja tego nie kwestionuje, podobnie jak zgodzę się z Tobą, że nie każda hodowla z dużą ilością suk hodowlanych musi być fabryką, ale spora część niestety nią jest, bo jak ktoś ma nawet kilkadziesiąt szczeniąt rocznie a czasem zaszczenia kilka suk w podobnym czasie, to jak ma wysyp młodych to nie jest zwyczajnie po ludzku w stanie zapewnić wszystkim odpowiedniej uwagi i małe potem nie sa dobrze zsocjalizowane (co jest późniejszym problemem nabywcy, który czasem musi nawet skorzystać nawet z usług behawiorysty co nie jest takie tanie i ktoś musi często dać za to drugie tyle co za szczeniaka).[/QUOTE]

Zacznijmy od tego, ze zarobek nie zalezy od ilosci suk i szczeniakow, jak sie niektorym wydaje - tylko od kosztow utrzymania psow. A utrzymac trzeba nie tylko te suki hodowlane i mioty, ale i mlodziez, i emerytow. Jak sie zywi psy dobra karma to na samo to idzie krocie, podobnie z zabezpieczeniem od kleszczy i profilaktyka weterynaryjna. Do tego wystawy, badania, oplaty zwiazkowe, cesarki w razie komplikacji porodowych... Ja bylam w szoku ile kasy mi poszlo na same podklady, srodki czystosci i szmaty i to przy odchowaniu naprawde malego miotu. Mozna oszczedzac, karmic emerytow Puffi z biedronki (sa hodowcy ktorzy sie wrecz tym chwala), wszystko robic po taniosci - ale jesli ktos wszystko stara sie robic na najwyzszym poziomie, to i przy 8 sukach naprawde nie zarobi kokosow - a jak ma pecha to jeszcze musi dolozyc. Druga kwestia to ceny szczeniat - wiele ras w Polsce zanika, bo w pewnym momencie staly sie tak popularne i ceny tak spadly, ze wiekszosc hodowcow nawet nie miala co liczyc na zwrot kosztow i do hodowli dokladali kupe kasy - zostali tylko pasjonaci z grubymi portfelami, ktorych stac na to, zeby do hodowli non stop dokladac. Tak wiec takie przemnazanie "6 suk po 6 szczeniat po 1500 zl" to takie troche bujanie w oblokach ;)

Co do hodowli kilku ras - a z jakiego powodu komus wolno byc tylko milosnikiem jednej rasy, a nie dwoch czy trzech? Latwiej zdobyc wiedze na temat kolejnej rasy psow niz tej pierwszej, bo podstawy hodowli, anatomii, etc. juz sie zna. Zadna rasa nie jest tez calkowicie wszechstronna - np. staffiki kompletnie nie nadaja sie na psy strozujace, sa latwym lupem dla zlodzieja, stad wiele hodowli oprocz staffikow hoduje psy strozujace - kaukazy, mastify tybetanskie, itd. Czy to znaczy ze leca za moda, za kasa, ze sie nie znaja? Mozna hodowac 1-2 rasy i znac sie na nich jak kura na imbirze; mozna miec ras 4 i miec ogromna wiedze na ich temat. Co innego kiedy ktos hoduje 8 najmodniejszych ras po 1-2 suki, albo jeszcze zongluje rasami, oddaje suki ras wychodzacych z mody, a co innego kiedy ktos ma 3-4 rasy, hoduje je od lat, i wiedze ma na ich temat ogromna.

Co do ilosci psow i opieki ;) to tez kwestia indywidualna. Naprawde hodowla gdzie psow jest 5 czy 10 i w domu ktos caly czas jest, i minimum jedna osoba nie zasuwa na etacie i zajmuje sie psami, jest gorsza od takiej, gdzie psow jest 2-3 czy nawet 1, a wszyscy domownicy chodza do pracy/szkoly, nawet kiedy jest miot? Bo jest masa takich hodowli, i polemizowalabym czy sa lepsze od tych z wieksza iloscia psow, ale stala opieka - Ty od razu uwazasz je za lepsze, bo wydaje ci sie ze mniej psow zawsze rowna sie lepsza opieka.
A ta socjalizacja tez niestety niewiele ma wspolnego z iloscia psow i uwaga hodowcy. Jesli szczeniaki wychodza do domow w wieku ok. 8 tygodni, to z czym ten hodowca ma je socjalizowac? Brac w worek miot 5-6 tygodniowych malcow i wozic na dworzec centralny? Przeciez one nie maja nawet szczepien, i w wiekszosci nowych domow nie wyjda na normalny spacer do 3-4 miesiaca zycia. Najwiekszy wplyw na zachowanie psa pod takim wzgledem ma niestety dobór odpowiednich osobnikow do hodowli i w pewnym stopniu rasa. Belga i wiele owczarkow socjalizuje sie od 7 tygodnia, chrzaniac kwarantanne, zeby nie miec dzikusa. Mojej rasie wystarczaja podstawy socjalu po kwarantannie, bo staffiki z natury nie sa lekliwe, sa bardzo stabilne, odwazne i ze spokojem przyjmuja wszelkie nowe wrazenia ze swiata zewnetrznego. Zrownowazony psychicznie pies nawet braki w socjalu nadrobi bardzo szybko; lekliwy od urodzenia i przy wzorowej socjalizacji bedzie sprawial problemy.

Cala ta epopeja sprowadza sie do tego, zeby nie uogolniac ;) bo sa hodowle z mala iloscia psow, gdzie sie na nich oszczedza, srednio sie nimi opiekuje, i w sumie gunwo wie o rasie, a sa hodowle gdzie psow jest duzo, ale ludzie zasuwaja przy nich od switu do zmierzchu, na niczym nie oszczedzaja kosztem zwierzat i psy sa dla nich pasja. To samo tyczy sie hodowli jednej albo kilku ras - mozna miec swietna hodowle z kilkoma rasami, a mozna sie skupic na jednej i nadal robic to byle jak.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jak ktoś bierze psa, bo jest miłośnikiem danej rasy to nie wlicza w koszta hodowli takich podstaw jak wyżywienie, szczepienie czy zabezpieczanie przed pasożytami swojego zwierzątka. bo to nie są koszta hodowli tylko koszta utrzymania psa, niezależnie czy ma się zwierzę rasowe czy kundelka. a jak ktoś już tak wylicza to niech lepiej za rozmnażanie się nie bierze, bo potem wychodzą kwiatki typu "tylko jeden miot zarejestrowany" (chociaż teraz to i dwa są rejestrowane, każdy w innej organizacji), a suka rodzi co cieczkę. pewnie po to, żeby się jej utrzymanie zwróciło i na "emeryturę" zapracowała...

Share this post


Link to post
Share on other sites
A czym sa koszty utrzymania zwierzat hodowlanych jak nie kosztem hodowli? ;)
I czemu to ma byc rownoznaczne z tym, ze jak koszta i przychod sie nie zgadzaja, to sie eksploatuje suki, a nie doklada?
Kazdy hoduje zgodnie ze swoim sumieniem, i nazewnictwo czy wliczanie czegos w koszta a czegos nie, nie musi miec z sumieniem nic wspolnego.
Tyle ze nawet jak zdecydujemy, ze kosztow utrzymania psow nie wliczamy w koszta hodowli, to i tak moze sie okazac, ze ow hodowca nawet na utrzymanie tych swoich psow nie zarobi, o domu, aucie i dzieciach nie mowiac :diabloti:

Share this post


Link to post
Share on other sites
OK, OK, tylko wolę nie słuchać o "amatorskiej hodowli psów" bo coś takiego de facto nie istnieje.
BTW jeśli wchodzimy w świat zawodowstwa i hodowli profesjonalnej, to standardy zdecydowanie powinny wzrosnąć... względem nabywców, względem nabywców. :cool1:

Share this post


Link to post
Share on other sites
W Polsce hodowla psów oflagowana jest jako dzialalnosc amatorska - nie wiem w sumie jaki to ma sens. Sa hodowcy, ktorzy na tym w sumie zeruja, bo jada po jak najnizszych kosztach, a licza sobie duzo za szczeniaki. Skarbowka bierze tylko ryczalt od repa/suki hodowlanej w dosc smiesznej kwocie, i hulaj dusza.
Lepiej by bylo, gdyby hodowla byla dzialalnoscia gospodarcza z koniecznoscia prowadzenia dokumentacji przychodow i rozchodow - wtedy byloby jasne, ile kto wsadza w psy, a ile z tego 'wyjmuje', a ci ktorzy faktycznie tluka kase kosztem psow, placiliby adekwatne podatki i tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites
a czy pies nie ma być przede wszystkim towarzyszem człowieka, a nie jedynie "zwierzęciem hodowlanym"? jeśli ktoś bierze psa, nawet z zamiarem hodowlanym, ale pies ten jest przede wszystkim "jego psem", a więc jest odpowiednio żywiony, szkolony, szczepiony, zabezpieczany, w razie potrzeby badany i leczony to nie wliczy tego w koszta hodowli, bo to się każdemu psu należy, nawet temu niehodowlanemu.

a jak ktoś bierze psa jako zwierzę hodowlane (i tutaj odpowiedź na drugie pytanie) to będzie każdy kęs żarcia psu wyliczał, wyszkoli jak musi, w kojcu zamknie jak może, pewnie zaszczepi, bo to obowiązkowe, ale z tym leczeniem to już niekoniecznie. i jak takiej osobie przynajmniej koszta utrzymania się nie zwrócą to będzie trzepał miot za miotem, a nie dokładał, bo wziął psa z zamiarem zarobku a nie z zamiłowania do rasy i chęci posiadania zwierzęcia.

z pozostawianiem tej kwestii sumieniu to bym uważała, bo przecież taki pseuduch wedle swojego sumienia zachowuje się w porządku. rozmawiałam kiedyś z rozmnażaczką beagla. pies podwórkowy, niewyprowadzany, szczepiony bo trzeba, niezabezpieczany przed pasożytami, zywiący się puffi i resztkami z ludzkiego stołu. dlaczego ma szczeniaki? "bo musi na swoje utrzymanie zarobić". "to po co wzięliście psa jak wam pieniędzy na niego szkoda?" "przecież krzywda jej się nie dzieje, to normalne że suka rodzi". i w ten deseń cała rozmowa. i pani też wlicza koszta utrzymania zwierzęcia hodowlanego w koszta hodowli i wg niej jest to okej.

jak ktoś jest dobrym hodowcą i na psy nie żałuje to pewnie "modli się", żeby mu się chociaż koszt odchowania miotu zwrócił;) a jak ktoś weźmie powiedzmy 5 suk rasy nie wymagającej do hodowlanki prawie niczego, zrobi co trzeba, zamknie je w kojcu, co cieczka będzie dopuszczał do samca sąsiada, jeden miot suki tylko będzie rejestrował, a drugi jako hodowla pieska reksia wypuści to na swoje wyjdzie. niech każda suka mu 7 szczeniaków urodzi to już ma 35 zwierzątek. niech te będą zarejestrowane, sprzedane za 1,5tys to już ma 52,5 tys. niech koszt wyjeżdżenia hodowlanki to 4 tys, bo może wystawy daleko, a paliwo drogie. w tym już składka członkowska. wliczmy szczepienia, 50zł za każdą daje 250zł. koszt karmy na rok? jedzą najtaniej więc lecimy puffi 25zł/10kg, każda zje 20kg na miesiąc więc daje to nam 3 tys na rok. nikt ich nie zabezpiecza, bo i po co jak w kojcach siedzą. podsumujmy koszta: 7250 to koszta utrzymania zwierząt hodowlanych przez rok plus koszta zrobienia uprawnień hodowlanych. zostaje 45250. niech zrobienie tatuażu, szczepienie szczeniąt i ich wyżywienie w późniejszym okresie wyniesie 4 tys to mamy 41250. no sorry, mi na samochód starczy. a to dopiero pierwszy, zarejestrowany miot. ten drugi nawet jak będzie tańszy i za 1000 pójdzie to 35tys dostaje człowiek na czysto. za rok nie będziemy wliczać kosztów hodowlanki, jedynie składkę członkowską i przegląd miotu, ale spokojnie zaokrąglając możemy liczyć, ze co roku do kieszeni wpada 75tys. wiadomo, ze raz szczeniąt jest więcej, raz mniej, raz się sprzedadzą, raz nie, ale można się z tego utrzymać. nawet odliczając koszt zakupu pięciu suk.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Beatrx']a czy pies nie ma być przede wszystkim towarzyszem człowieka, a nie jedynie "zwierzęciem hodowlanym"? [/QUOTE]
Teoretically, bo pies to nie kura nioska, że jak jajko w skupie tańsze od dziennego utrzymania, to się stado wybija ;)
Co nie zmienia faktu, że gdyby hodowcy musieli prowadzić hodowlę jako "normalną" działalność gospodarczą (podatek od realnego dochodu), to mogliby odliczać koszt utrzymania zwierząt - byłby to ich koszt uzyskania przychodu - wliczając każdy jeden suszony gryzak. Nie ma w tym nic zdrożnego moim zdaniem ;) Przeciwnie - wyższe koszty uzyskania przychodu oznaczałyby w tym układzie lepszą opiekę nad psem - przynajmniej w teorii ;)
Zwyczajnie opodatkowana działalność gosp. raczej jednak nie wchodzi w rachubę, bo podobno o przychodzie w ogóle trudno mówić. Wg praw ekonomii firmy wykazujące stratę rok po roku w końcu powinny upaść - a póki nie upadną, to mają prawo odliczać tę stratę od dochodu w kolejnych latach podatkowych. Czyli - jeśli prawdą są wszystkie deklaracje o kosztach utrzymania suki/miotu w odniesieniu do ewentualnego zysku - fiskus zamiast śmiesznego w rzeczy samej ryczałtu dostawałby regularnie jeszcze śmieszniejsze zero ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
ktoś, kto nie kombinuje tylko robi to z pasji nie bawiłby się w odliczanie każdego gryzaka czy innej pierdołki. ktoś, kto widzi w psie jedynie zwierzę hodowlane odliczałby polędwicę wołową jako mięso dla psa, samemu ją zjadając a psa byle czym karmiąc byle tylko więcej kasy zostało mu w kieszeni.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak już ktoś powyżej wspominał żywienie suki nie jest dla mnie kosztem odchowu miotu, bo suka tak czy tak jeść musi nawet jakby nie była hodowlaną. Zresztą założeniem jest to, że nawet taki pies jest naszym przyjacielem a nie "pracownikiem", który zarabia na swoje utrzymanie, więc i tak byśmy o niego dbali nie zależnie czy jest hodowlany czy nie. Rutynowe szczepienia też są normalką, profilkatyczne badania raczej też, bo jak komuś na swoim psu zależy to robi je od czasu do czasu, zakładamy że poważne leczenie nie ma miejsca, bo wówczas suka nie byłaby rozmnażana, więc to, że np. leczy się emerytki nie powino być wliczane do kosztu odchowania miotu, bo to 2 różne rzeczy. Niedługo wydatki właściciela na siebie łącznie z jego wybujałymi fanaberiami będzie się wliczać do kosztów odchowu miotu.

Karmienie jeśli ktoś ma małą hodowlę czyli posiada powiedzmy od 1 do 4 suk hodowlanych + np. 2 emerytki nie jest wcale takie drogie (kosztu utrzymania emerytek nie wliczałabym w cenę szczeniąt o czym już wspomniałam), no chyba, że to dogi niemieckie czy wilczarze, które z wiadomych względów jedzą bardzo dużo ;). Pies małej, średniej czy dużej rasy, ale z dolnej granicy klasyfikacji rasa duża nie je przecież wcale tak okropnie dużo tej karmy, ten ostatni nawet jak zje te 12-15 kg karmy miesięcznie to w sklepach internetowych czy prosto od dystrybutora dostanie się duży wór dobrej karmy nawet za 160 zł a zakupy za taką kwotę są już zazwyczaj bez kosztów przesyłki czy też dowiezione przez dystrybutora bezkosztowo pod dom. Nie jest to dużo a jeśli nie może przeznaczyć nawet tyle to nie powinien się brać za hodowlę. Małej rasie miesięcznie wystarczy opakowanie 4 kg opakowanie karmy za 60-70 zł wiem po sobie. Jak ktoś ma powyżej 4 suk i to dużej rasy a nie jest krezusem to może już mieć w takim przypadku problem, ale czy ktoś go zmuszał do prowadzenia hodowli. Trzeba być osobą przewidującą i mierzyć siły na zamiary. Jak się nie wie czy się podoła to się nie podejmuje ryzka, to jest chyba logiczne choć niestety chyba nie dla wszystkich! Inna sprawa, że hodowcy często mają dobre układy z dystrybutorami, ponieważ kupują duże ilości i mają naprawdę dobre ceny i często gratisy w postaci wyprawek dla szczeniąt czy dużych opakowań zastępczego mleka w proszku dla szczeniąt. Tacy, którzy karmią BARF'em mają jeszcze lepiej, bo często mają dobre kontakty w zakładach mięsnych i kupują mięso w dużych ilościach po bardzo dobrych cenach po kilka złotych za kilogram. Tak, więc żywienie jest najmniejszym problemem.

Po prostu niektórzy naprawdę chcą się dorobić na szczeniętach za wszelką cenę i kombinują z cenami ile wlezie i jeszcze mają tysiąc wytłumaczeń tego stanu rzeczy.

Natomiast jak ktoś swojemu psu wylicza ile i czego zjadł, nieustatnie kalkuluje i chce przyoszczędzać na dobrym jedzeniu dla niego to na hodowce się nie nadaje, bo nie kocha zwierząt i traktuje je przedmiotowo. Taka osoba nie jest pasjonatem rasy a "biznesmenem". Szkoda tylko, że robi biznes na żywych czujących istotach. Jak ktoś kombinuje z cenami, śrubując je w imię Bóg wie jak wysokich zysków też się na hodowcę nie nadaje, bo przede wszystkim chodzi o to by szczenięta znalazły nowe domy a zbyt drogie szczenięta ich tak łatwo nie znajdą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×