Jump to content
Dogomania

restauracje i puby


leganka
 Share

Recommended Posts

Czy Wy zabieracie Wasze psiaki do restauracji i na tzw. "piwko" do pubu. Muszę się przyznać, że jak czasem (rzadko) w powszedni dzień wychodzę wieczorem ze znajomymi to mam wyrzuty sumienia, że pies sam w domu 8 godzin, a później jeszcze kilka...

Nie wiem czy można byłoby zabrać pieska np. do pubu - jak ludzie to odbierają.

Z drugiej strony ten hałas, głośna muzyka.....

Macie jakieś doświadczenia?

Pozdrawiam,

Ania

Link to comment
Share on other sites

leganka,

Tak sie sklada, ze do restauracji prawie zawsze Majke zabieram. Przy wejsciu pytam czy moge z psem i jeszcze nigdy nie slyszalam odmowy :-) Majka uklada sie na moich kolnach i tak polegujac miedzy moimi kolanami a stolem spedza czas. Jakos nigdy nie zdarza jej sie weszyc na stole lub zagladac innym klientom w talerz ;) Wlasciwie jest niewidoczna.

Nie zabieram jej natomiast do miejsc halasliwych i zadymionych. Sama nie toleruje dymu z papierosow i zapachu piwa (feeeeee), wiec moj pies nie bywa w pubach bo i sama stronie od tych miejsc.

Wydaje mi sie, ze halas dla psa jest bardzo stresujacy, wiec lepiej oszczedzic mu tych "przyjemnosci". To samo dotyczy dymu z papierosow. Yorki maja male plucka, dla ktorych ta sama dawka dymu co dla czlowieka moze okazac sie bardzo szkodliwa.

pozdrawiam,

Link to comment
Share on other sites

Ja tez bardzo czesto zabieram do takich miejsc mojego psa. Zwykle siedzi troche przy stoliku a potem wlazi do plecaka polozonego na podlodze i spi caly wieczor. :D Rocky wlasciwie wszedzie ze mna chodzi. Byl" w kinie na "Kill Bill", w Kosciele, w markecie, puby i restauracje oczywiscie tez, w oranzerii, ogrodzie botanicznym i jeszcze pewnie w wielu o ktorych nie pamietam.

Link to comment
Share on other sites

Ja też często zabierma ze soba swoje psaiki- a przynajmniej choc jednego z nich. I moje też były w róznych miejscach :wink: Często zabieram je ze soba jak jadę na zakupki do wawy, itd. (w weekend bede w Centrum Janki :wink: ) i wogłe trudno mi sie z nimi rozstać :D Ale tak chyba ma kazdy kto ma yorka- normalka :lol:

Pozdrowienia :fadein:

Link to comment
Share on other sites

Ja z Adria bylam w kilku karczmach , sklepach spozywczych, na poczcie.

Nie pozwolono nam jednak wejsc do Auchan i do jednego malego sklepiku spozywczego ...To zalezy od ludzi , zalezy "na kogo trafisz"...

Niektorzy goscie restauracji moga sobie nie zyczyc obecnosci psa...Nigdy nic nie wiadomo...

W ubieglym roku, jak bylam na imprezie Warki , widzialam kilku wlascicieli z psami . Bylo tak glosno...dziwilam sie tym ludziom.Jedna pani stala z pieskiem przy wielkich glosnikach... :cry: .To juz byla przesada... :o

Link to comment
Share on other sites

Witam wszystkich bardzo serdecznie ,

moje wspomnienia ze wspolnych wypraw z Ines nie zawsze byly takie rozowe .To wszystko zalezy od ludzi i ich tolerancji na widok pieska nawet tak malego jak york .Spotykalam sie z bardzo niemila reakcja i to w miejscach ,w ktorych wydawac by sie moglo ,ze pies nie narusza przepisow sanitarnych .

Dzis sporadycznie Ines jedzie ,ze mna na wypad do miasta .

Oszczedzam sobie i psu stresu i tlumaczenia ,ze to male stworzenie nikogo nie ugryzie .W sytuacji juz mocno napietej (a mialam takie )

zdarzylo mi sie byc niemila i powiedziec -dla pani to pies ?bo dla mne swinka morska .Trzeba bylo widziec mine owej paniusi .

Niemniej Ines byla juz w wielu "zakazanych "miejscach miedzy innymi w markecie szpitalu i to na chirurgii w kosciele gdzie spotkalo mnie chyba najwiecej przykrosci .

Te przeszlo osiem lat wspolnych doswiadczen z moim psem utwierzilo mnie w przekonaniu ,ze jeszcze pod wieloma wzgledami daleko nam do Europy .

Pozdrawiam ,Ania z psami .

Link to comment
Share on other sites

Oszczedzam sobie i psu stresu i tlumaczenia ,ze to male stworzenie nikogo nie ugryzie .W sytuacji juz mocno napietej (a mialam takie )

zdarzylo mi sie byc niemila i powiedziec -dla pani to pies ?bo dla mne swinka morska .Trzeba bylo widziec mine owej paniusi .

Niemniej Ines byla juz w wielu "zakazanych "miejscach miedzy innymi w markecie szpitalu i to na chirurgii w kosciele gdzie spotkalo mnie chyba najwiecej przykrosci .

Te przeszlo osiem lat wspolnych doswiadczen z moim psem utwierzilo mnie w przekonaniu ,ze jeszcze pod wieloma wzgledami daleko nam do Europy .

No niestety się zgadzam z tym niektórzy ludzie potrafią być OKROPNI. Ja najbardziej nie lubię jak np. na spacerkach w zimie kiedy "ubieram" psiaki ludzie patrzą się krzywo albo nabijają z nich :evil: A najgorsi to sa dresiarze, ich głupkowate (w stylu właśnie świnki morskiej) komentarze, albo szczucie swoimi "psami" moich maleństw nienawidzę takich sytuacji, rozumiem że niekażdemu moga się podbac takie małe psy (tak jak np. mi nie musza podbać się rasy "bojowe" ale ja tego nie afiszuje) ale wcale nie musi robić z tego powodu to nabijania się, itd :-? A ja mam gorzej niż "wy" bo miezzkam w małym mieście i ludzie są tu o wile mniej tolerancyjni niżw dużych maistach. Słyszałam wiele razy komenatrze typu: "o to ta wariatka kótra psy stroi", albo: "o znowu idzie ta ze swoimi karzełkami" itd. Strasi ludzie też potrafią zrobić przykrośc bo nie rozumieją pewnych rzeczy :( No cóż tak już jest w tej naszej Polsce... ehhh

Pozdrowienia :fadein:

Link to comment
Share on other sites

Nie przejmuj sie. Nigdy sie nie dogodzi wszystkim. Komentarze popadaja ze skrajnosci w skarajnosc, wiec trzeba je po prostu ignorowac. Ja dzis nie ubralam Rockiego na dwor, bo takie piekne sloneczko swieci, ze szkoda mi go bylo opatulac i niejedna osoba ZWROCILA MI UWAGE "ze sie pies przeziebi i zebym sie zastanowila, bo te yorki to takie chorowite". :lol:

Link to comment
Share on other sites

Yorkies,

Nie przejmuj sie !!! Wielu ludzi uwaza, ze pies to tylko do budy sie nadaje, a wszystkie male, drobne i mieszkajace w domu to jakies dziwactwo.

Dzisiaj bylam w York Centrum ... przybylo wiele nowych odlotowych ubranek dla naszych milusinskich, cudnych plecaczkow na gorskie i rowerowe wyprawy, kolorowe kojce i mieciutkie reczniczki z aplikacjami yorkow :-) Musialam kupic Majce pare rzeczy ... niczym totalna wariatka dla swojej "swinki morskiej"

:lol:

Link to comment
Share on other sites

Dziewczyny dzięki serdeczne że mnie rozumiecie i wspieracie :wink: :) Poprostu nie rozumiem czasmi pewnych reakcji ludźi na mnie i moje psy (syndrom małego miasta), nie lubię jak ktoś traktuje mnie jako osoba "głupią" itp. Ale cóż jeszcze trochę i wyrwe się wreszcie z tego miasta może gdzie indziej spotka mnie więcej tolerancji ze strony ludźi bo źle się czuję gdy ktoś odbiera mnie źle i to bezpostawnie. Ehh nie będę sobie już tym psuła nastroju bo to nie ma sensu pozostaje mi chyba tylko "olać" takich ludźi bo nie zmienię ich sposobu bycia :-?

Pozdrowienia :fadein:

Link to comment
Share on other sites

Ehh nie będę sobie już tym psuła nastroju bo to nie ma sensu pozostaje mi chyba tylko "olać" takich ludźi bo nie zmienię ich sposobu bycia

Yorkies, jedziemy na tym samym wózku. Moje miasto małe może nie jest, ale strasznie nietolerancyjne, nie ma tu reguły czy człowiek młody czy starszy, każdy potrafi równo dopiec. Wczoraj nazwano Silver "pieskiem na baterie". Teraz reaguję na takie docinki śmiechem ( w duchu) :)

Strasi natomiast mówią: "patrzcie psa ubrała, gorąco biedakowi na pewno", albo "pies z kokardką - to nieludzkie". A pewnie, że nie, bo ma byc psie :):):)

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Byl" w kinie na "Kill Bill",w Kosciele, w markecie, puby i restauracje oczywiscie tez, w oranzerii, ogrodzie botanicznym i jeszcze pewnie w wielu o ktorych nie pamietam.
Niemniej Ines byla juz w wielu "zakazanych "miejscach miedzy innymi w markecie szpitalu i to na chirurgii w kosciele gdzie spotkalo mnie chyba najwiecej przykrosci .

łał :o zabraliście psa do kościoła (nie żebym miała coś przeciwko ale trochę bym się bała, a najbardzej to chyba opini ludzi, no i zdania księdza :-? ) nawet kiedyś jeszcze zanim miałam mojego psa też myślałam że mogłabym z nim czasmi pójść i stanąć sobie przed kościołem ale jakoś nie mogłam (i nie mogę) się odważyć :wink:.

A czy mogłybyście napisać jakie były reakcje na widok waszych piechów w kościele (i czy tak "legalnie" z nimi weszłyście czy maleństwa cały czas były pod płaszczem :wink: :lol: ). Strasznie mnie to interesuje :D .

Iska i jak przemyciłaś małą do szpitala? :D

No i mogłybyście jeszcze poopisywać jakieś ciekawe sytałacje dot. zabierania psów wszędzie ze sobą :wink: bardzo bym prosiła :roll: :D

Link to comment
Share on other sites

Himka,

Musze cie rozczarowc, jak bylam z moim w kosciele to siedzial w plecaku i nikt go nie widzial i bylismy jakies pietnascie minut, a Rocky smacznie sobie wtedy spal. Ale fakt jest taki, ze tam byl, bo pies to tez stworzenie Boze. :D

Z takich ciekawszych sytuacji: To kiedys, jak bylam w restauracji to kelner przyniosl dla psa wode w miseczce, a potem ........zapytal, czy moze go wziac na szaszlyk, bo mu sie miesko skonczylo. :wink: :D :D

Link to comment
Share on other sites

Witajcie ,

Himko ,Ines w kosciele byla dwa razy .

Raz (jeszcze jako szczeniaczek )na slubie .Caly czas grzecznie lezala na moich kolanach.Nikomu nie przeszkadzala (siedzialysmy w ostatniej lawce ) ,nie rzucala sie w oczy a mimo to byly komentarze "-no wiecie co pies w kosciele ",ktore zabolaly.

Drugi raz (pare miesiecy temu )byla z nami w Licheniu .

Caly czas pod pacha i nigdy bym nie sadzila ,ze spotkam sie z taka wrogoscia .Przykre ,ze do tej swiatyni kapiacej zlotem boze stworzenie (pies )wedlug opini wielu zupelnie nie pasowal .

Tam pewnie sw .Franciszek tez czulby sie obco .

A, do szpitala( gdzie lezalam po operacji )pod plaszczem przemycila Isie moja mama .To byla wielka wzajemna radosc, po paru tygodniach moglysmy sie przytulic .Przyznam ,ze dzis juz bym o to nie poprosila.

Natomiast nikomu nie polecam zabrania psa (nawet schowanego pod kurtka )na cmentarz parafialny .Tam pobilismy wszelkie rekordy braku tolerancji .

Pozdrawiamy ,Ania z psami.

Link to comment
Share on other sites

Yorkies, jedziemy na tym samym wózku. Moje miasto małe może nie jest, ale strasznie nietolerancyjne, nie ma tu reguły czy człowiek młody czy starszy, każdy potrafi równo dopiec. Wczoraj nazwano Silver "pieskiem na baterie". Teraz reaguję na takie docinki śmiechem ( w duchu)

Strasi natomiast mówią: "patrzcie psa ubrała, gorąco biedakowi na pewno", albo "pies z kokardką - to nieludzkie". A pewnie, że nie, bo ma byc psie

No Silver rzeczywiście ja mam to samo no cóż pozostaje przywyknąc i nie przejmowac się takimi dogadywaniami bo najwazniejsze jest dla nas jest to że kochamy swoje yorki i tyle :D

Pozdrowienia :fadein:

Link to comment
Share on other sites

Ja uważam że najlepiej nie reagować na głupie uwagi.

Każdy ma swoje zdanie i prawo wypowiedzi i nie wszystkim muszą się podobać nasze pociechy.

Mi też nie podobają się niektóre rasy ale nie wyrażam swojej opinii na głos tak jak inni

Samanta zgadzam się z toba ale co innego wyrażać swoje opinie na głos a co innego nabijac się na głos z inych psów, ja ten typ wyrażania swojej opinii i poglądów (o ile mozna tak powiedzieć) za prymitywny i nie mam zamiaru zniżać się do poziomu ludzi którzy tak postępują :wink:

Pozdrowienia :fadein:

Link to comment
Share on other sites

wystarczy sobie pomyśleć, jacy zacofani są tacy wyśmiewcy i od razu lżej na duszy. Dziś jak szłam z Axelkiem odprowadzić córę do szkoły to co prawda nie słyszałam żadnych komentarzy ale widziałam różne spojrzenia na widok pieska z minikitką na łepetynce :wink:

Link to comment
Share on other sites

Ciekawostki z www.psy.pl

Pies i gastronomia

Nie mamy dobrych wiadomości dla tych, którzy chcieliby razem ze swoim pupilem zjeść obiad w centrum miasta. Choć zdarzają się wyjątki, większość warszawskich lokali to wciąż strefa wolna od zwierząt, a wszystkie kości, jakie restauratorzy mogliby zaproponować naszym pupilom - właśnie "wyszły". Została tylko kość niezgody.

Dariusz Szczebiot, kierownik restauracji "Marconi" w hotelu Bristol nie ukrywa, że pies na sali byłby dla niego prawdziwą solą w oku: - "To kwestia prestiżu. Po prostu zwierzęta nie pasują ani do "Bristolu", ani do naszego lokalu, w którym spotyka się świat polityczno-handlowy. Już sobie wyobrażam zdumione oczy naszych gości na widok wkraczającej do restauracji damy z pieskiem - zakomunikował reporterce ,Gazety Wyborczej" (,Obiadek z czworonogiem", ,GW", 7.08.01).

Wątpliwy prestiż

Kategoryczny sprzeciw Dariusza Szczebiota wobec czworonogów w ,Bristolu" może wynikać z dwóch błędnych przekonań. Po pierwsze: ze stereotypu "psiary" - damy z pieskiem, staroświeckiej, zwariowanej staruszki, mającej kota na punkcie swego psa i generalnie słabej na umyśle. Po drugie: z przeświadczenia, że zwierzę nie pasuje do eleganckiego wnętrza restauracji (w domyśle: jest brudne, zapchlone, po prostu wstrętne). W świetle słów szefa restauracji w ,Bristolu" posiadanie psa to sprawa wstydliwa - co najmniej jak jakaś paskudna choroba, z którą trzeba siedzieć w domu a na pewno trzymać się z dala od świata polityczno-handlowego. Ale czy ów świat naprawdę tego chce?

My, Polacy, tkwimy w ogonie tych krajów europejskich, które mają już restauracje, plaże, centra handlowe nie tylko dla ludzi. We Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii pies w domu towarowym czy w barze nikogo nie dziwi. Jedynie polskiemu restauratorowi wydaje się jeszcze, że uczynienie jego lokalu ,strefą wolną od zwierząt" to kwestia prestiżu.

Biznesmeni, politycy i ludzie kultury, pytani o opinię w tej sprawie, na ogół twierdzą, że chętnie chodzą lub chodziliby do publicznych miejsc wraz ze swymi pupilami. Lorenzo Di Meo, prezes Włosko-Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej jada ze swym bolończykiem Jinkim w domu i na mieście, podróżuje z nim samolotem. Do fotografii dla ,Pulsu Biznesu" pozował z pieskiem, a w wywiadzie dla ,Mojego Psa" opowiadał nam o tym, jak denerwują go ludzie, którzy krzywią się na widok psa w restauracji. Zauważył, że wielu z nich mogłoby się od ,brudnego" czworonoga nauczyć kultury osobistej i kilku elementarnych zasad higieny. Do restauracji ze swym labradorem Pikusiem chętnie chodzą też Olga i Wojciech Fibakowie.

Lokale pod psem

Na szczęście jest w Warszawie kilka restauracji i kawiarni, którym można przyznać zaszczytne miano lokalu ,Pod psem". W pubach ogródkowych, takich jak ,Lolek", nikomu jedzenie nie stanie w gardle na widok naszego Burka. Do tych pubów, często usytuowanych na terenach zielonych, przychodzi wielu ludzi, którzy pod koniec spaceru z czworonogiem chcą wypić kufelek piwa i akurat mają ochotę uczynić to - wzorem Anglików - w towarzystwie psa (James Herriot, autor ,Wszystkich stworzeń małych i dużych", nazwał takie psy pub-terierami).

Z czworonogiem można się pokazać w ogródkach ,Rozdroża" i ,Flika". Ten ostatni to zwierzęce miejsce magiczne - właścicielka, pani Lidia Kiełczewska, serdecznie zaprasza ,wszystkie stworzenia małe i duże", choć nie każdego zwierzaka zachwyca leżakowanie w ogródku. - Pewna pani przywiązała sympatycznego brytana do parasola przymocowanego do stolika i poszła do toalety. Stęskniony pies udał się za nią - razem ze stolikiem i parasolem - opowiada pani Lidia.

Na tyłach ,Flika" jest również buda dla bezdomnych kotów, którym pani Kiełczewska, prywatnie opiekunka dziesięciu dochodzących kocurów, wynosi wieczorem resztki z restauracji.

Miejsca magiczne to również ,Qchnia artystyczna", restauracja ,Maria", wegetariańska ,Mata Hari" i ,Zielony Bar" w hotelu ,Victoria" - tu psy mogą siedzieć z nami na sali. W ,Zielonym" od 5 lat jada pan Di Meo wraz z bolończykiem Jinkim, stałymi bywalcami są także staruszek-jamnik i york. Nasz pies dostanie w ,Victorii" miseczkę z wodą oligoceńską i jakiś smaczny kąsek. Kaganiec nie jest wymagany - wszyscy pracownicy są miłośnikami zwierząt.

Miejsce przyjazne czworonogom znaleźiśmy także w Krakowie. W zabytkowych wnętrzach restauracji ,U Hawełki" przy Rynku równie mile widziani są i goście i ich psy.

Nie po stołach

W Polsce nie ma przepisów, dotyczących obecności zwierzaków w restauracjach. Z artykułu w ,Gazecie Wyborczej" wynika, że mimo to Sanepid zwraca uwagę tym restauratorom, którzy wpuszczają psy na salę: - Zwierzęta są nosicielami różnych chorób - argumentowała w rozmowie z ,GW" Anita Panek z wojewódzkiej stacji Sanepidu.

Argument ten jest jednak wątpliwy - od zwierzęcia możemy się (teoretycznie) zarazić również w autobusie czy tramwaju, co więcej - jeszcze łatwiej możemy się zarazić od drugiego człowieka. Może przestaniemy wpuszczać do metra i do restauracji osoby z katarem, łupieżem, grzybicą paznokci i trądzikiem? Można także wprowadzić specjalne certyfikaty zdrowia (również psychicznego), okazywane przy wejściu.

Paweł Nowak, kierownik Sekcji Higieny Żywienia w Sanepidzie na warszawskiej Ochocie mówi, że nie zna ani jednego przypadku zarażenia się choroba od zwierzęcia w restauracjach: - Moim zdaniem zwierzę, o ile nie chodzi po stolikach, może przebywać na sali wraz z ludźmi. Zwierząt nie wolno wprowadzać na zaplecze, do magazynów spożywczych - stwierdza. Jego pracownice, Danuta Tomaszewska i Jadwiga Zwolińska, nie tylko prywatnie, ale również zawodowo są "za" chodzeniem ze zwierzętami do miejsc publicznych. Obie panie chętnie zabierają swoje psy do pubów na Polu Mokotowskim i do kawiarnianych ogródków.

Kto się boi zarazków

- W ,Lolku" wiszą na kołkach specjalne smycze dla psów, które przychodzą do pubu. Właściciel może zwierzakowi kupić kiełbaskę z grilla. Jest sympatycznie - opowiadają. W pewnej chwili, jakby na znak, panie wyjmują z torebek zdjęcia swoich pupilek - pekińczykowatej Nuki i Kamy - mieszańca wilka i dobermana. Sfotografowana Kama leży na łóżku, w pościeli, a kudłatą Nukę pani Danuta przytula do twarzy. Obydwie promienieją szczęściem.

Jaki stąd wniosek? Taki, że pracownicy Sanepidu mniej boją się zarazków, niż niektórzy restauratorzy.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...