Jump to content
Dogomania
maciaszek

Galeria białasa argentyńskiego Bazyla :) Oraz Meli nieogara ;)

Recommended Posts

..."Zapominam cię
Co mam zrobić z tym?
Jeszcze tylko wspomnień garść
W mej pamięci wciąż się tli
Zapominam cię
Swoje robi czas
Znów przywołać próżno chcę
Twoje imię któryś raz

.............................

Tak niesprawiedliwy
Tylko jest ten czas
Strefa półcienia
To ten pierwszy krok
Potem zapomnienia
Bezlitosny mrok...."

 

Gdyby z czasem nie bolalo mniej, po kilku stratach nie dalibyśmy rady żyć....

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trzymam się jakoś, wspomagana lekami.

Siedzę, czytam, myślę, próbuję zrozumieć - co właściwie się stało, dlaczego raz było lepiej raz gorzej, dlaczego niektóre objawy nie pasowały do tego, co zdiagnozowali weci? A może Bazylek już wcześniej zaczął chorować? Może to był nowotwór? Może jelita ze starości przestawały pracować (są ku temu różne przesłanki)? Może i tak by odszedł? Tylko dlaczego musiał chorować przez prawie 3 doby, być może przy tym cierpiąc? Ta myśl nie daje mi spokoju - czy Go bolało? Nie potrafię się pogodzić z tym, że tak mogło być, a ja na to pozwoliłam...

Zastanawiam się czy coś jeszcze mogłam zrobić. Czy stres i zmęczenie mnie nie zaćmiły, że nie nie zadałam jakichś pytań, nie wymusiłam jakichś dodatkowych badań. Może dało się jakoś Maleńkiemu pomóc? I albo Go uratować albo wcześniej skrócić Jego dyskomfort.

Strasznie to wszystko trudne, ciężkie.

A najbardziej to, że tak bardzo bardzo za Nim tęsknie...

Tak BARDZO Go kochałam... :sad: :sad: :sad:

 

 

Kasieńko, dopiero teraz zajrzałam i przeczytałam tę smutną wiadomość. Mocno przytulam, mocno :calus:

I łzy same lecą, bo Maxio też słabszy i wyniki bardzo nieciekawe...

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

.Gdyby z czasem nie bolalo mniej, po kilku stratach nie dalibyśmy rady żyć....

 

Tak, to prawda.

 

Fizyczność zaciera się za szybko ....

 

Zdecydowanie za szybko. Tak bym chciała sobie przypomnieć jak to było mieć Bazylka za plecami, jak kopytko zarzucał mi na rękę, gdy głaskałam go po policzku... :-(

 

Pamiętać będziesz zawsze Maciaszku.

Tylko chyba inaczej :oops:

I piękny, bardzo ważny i dobry masz SOS.

Mocno się trzymaj.

 

Bez SOSu nie ruszam się nigdzie.

Trzymam się jakoś.

Poza domem nawet jest nieźle. Tam  mało co z Bazylem się kojarzy, są inne zajęcia, myśli zaangażowane w co innego.
W domu jest najgorzej.

Kilka dni miałam lepszych. Teraz znów jest gorzej.

Znowu wracają obrazy, pytania, wątpliwości, pretensje do samej siebie.
Znów widzę Go jak leży na podłodze i dyszy.

Albo jak patrzy na mnie z zainteresowaniem, gdy z kuchni wychodzę, a ja się cieszę, że z nim lepiej. Po to by za chwilę wieźć go do lecznicy, bo się pogorszyło :-(
Chwilami mam wrażenie, że zwariuję od tych wspomnień. Tak bym chciała, żeby poszły sobie już gdzieś daleko, przestały mnie dręczyć.

 

 

 


Kasieńko, dopiero teraz zajrzałam i przeczytałam tę smutną wiadomość. Mocno przytulam, mocno :calus:

 

Dziękuję.

 

 

Kubeczki po serkach, po margarynie, po pasztecie.

Jeszcze nie tak dawno podawane Bazylkowi. Bo bardzo lubił je wylizywać.

Śniadanie, dźwięk łyżeczki odkładanej na talerzyk, sygnał że kubeczek po serku pusty.

Nasze małe rytuały. Zwyczaje.

 

Od 17 dni łyżeczkę odkładam na coś miękkiego, żeby nie wydała żadnego dźwięku.

A kubeczki po porannym serku szybko wędrują w koszu na śmieci. Żeby nie myśleć, żeby nie bolało.

Inne opróżnione kubeczki, te nie związane ze śniadaniowym rytuałem, mnożą się w lodówce.

Nie jestem w stanie ich wyrzucić.

Bazylu, tęsknię za Tobą...

:-(

Share this post


Link to post
Share on other sites

:glaszcze: :glaszcze: :glaszcze: :glaszcze:

 

Dzięki...

 

 I jak tam?  :oops:

 

Dzisiaj mijają 3 tygodnie :-(

Jest raz lepiej, raz gorzej, ale ogólnie średnio.

Tęsknota wciąż taka sama.

Dziura w sercu wciąż ogromna.

Obrazy biednego białasa wciąż wracają...

 

Bazylu mój kochany, przepraszam, że Cię nie uratowałam :-(

Na pewno mogłam coś więcej. Bardziej. Mocniej.

Przepraszam, że straciłam dystans, a tym samym chłodny ogląd sytuacji.

Przepraszam, że nie zaparkowałam pod samymi drzwiami do bloku i musiałeś iść taki kawałek.

Przepraszam za wszystko.

Tak bardzo, bardzo Cię przepraszam...

:-(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alu, dziękuję, ale wiesz jak to jest - wątpliwości i pretensje do siebie jakieś zawsze będą. To chyba naturalny element przechodzenia żałoby.

Teraz wiem, że gdybym nie zostawiła Bazyla na balkonie tej pierwszej nocy, tylko siedziała z nim to zauważyłabym objaw, który pewnie dałby mi do myślenia, skłonił do zajrzenia do netu, a wtedy na pewno wpadłabym na to, co mu dolega i szybciej udzielono by mu pomocy, co zwiększyłoby jego szanse.

Z perspektywy czasu widzę, że miałam jakieś "zaćmienia" umysłowe, że nie zadałam dwóch pytań, które może by skłoniły wetów do myślenia i działania skuteczniejszego.

A może i tak by to nic nie zmieniło.

Ale wątpliwości zostają...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Maciaszku, wątpliwości zawsze zostają...

Napisałaś coś, za co Ci jestem bardzo wdzięczna. Szukałam tego słowa wiele lat i wiele razy.

Przy pożegnaniach Bliskich Ludzi i Zwierzaków.

ZAĆMIENIE UMYSŁOWE.

Właśnie tak. Ono jest zawsze w momentach odchodzenia Kogoś.

Może tak miało byc, Maciaszklu.

Każde życie TU się kiedyś kończy i to nie my decydujemy, kiedy...

Może Bazyl miał prawo już odpocząc... Po długim i szczęśliwym życiu z Tobą.

Może CHCIAŁ odpocząc...

To Mu chyba wybaczysz.

Kiedyś się i tak spotkacie. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja myślę , ze to Umysłowe Zaćmienie ....jest zaprogramowane z góry :( ....Kasiu , ja takie wątpliwości miałam i po śmierci Harleya i cały czas teraz po śmierci Rodziców :( .... mam cały czas do siebie żal , że na chamca Taty nie zaciągnęłam na dyżur , że dałam się zbyć , ze nie jest tak tragicznie , że mu się poprawia ....i Mama ... , że w piątek kiedy wróciłam z nią z badań , kiedy mówiła , ze musi odpocząć , nie wnikałam bardziej , że może jednak zadzwonię po pogotowie , ze już w szpitalu , nie zwróciłam uwagi pielęgniarkom , że ostatni raz byłam u niej o 11 .... a potem już widziałam ją tylko i żegnałam sie z nią pół godziny przed odejściem ... ale jedno mnie buduje , ze zdążyłam jej powiedzieć , ze ją kocham ...

 

Przepraszam , ze tak tutaj osobiście się wysypałam , ze tu Bazylek tu moim Rodzice , ale dla mnie zwierzęta to taka sama Rodzina , zresztą Moi Rodzice tak samo traktowali zwierzęta jak My

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elisabeto, Alu, WIELKIE dziękuję.

Ważne i chyba potrzebne mi słowa napisałyście!

W połączeniu z ważymi słowami, które dziś powiedział mi TZ, dają ukojenie.

 

A jeśli chodzi o wybaczanie to Bazylkowi wybaczyłabym WSZYSTKO.

I tak. Wierzę, że kiedyś się z nim spotkamy.

 

Alu :calus:

I nie przepraszaj. Nie ma za co.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj wkładam pranie do pralki, na koniec sweter, cały w Bazylka włosach.

Nie dałam rady dać go do prania.

Jeszcze nie pora.

:-(

 

Łosiu kochany, nie ma dnia, żebym za Tobą nie tęskniła.

Nie ma dnia, żebym nie wspominała Cię wielokrotnie.

Nie ma dnia, żeby łez kilka nie poleciało.

Tak bardzo mi Ciebie brakuje przyjacielu mój czterołapy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zagladalam ,podczytywalam ,podziwialam .....nic nie pisalam.....

Bardzo mi przykro z powodu BAZYLA....[*] [*] [*]

Biegaj wolny ,szczesliwy i zdrowy z moja BEKA ,ktora jest za TM od czerwca.....

Kiedys sie spotkamy.....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeju, tak długo mnie tu nie było, a spotkała mnie taka wiadomość... wszystko nadrobiłam, siedzę i płaczę. nie wiem dokładnie, co czujesz, bo nigdy tego nie przeżyłam, ale uwierz, że chciałabym zabrać Ci trochę tego cierpienia, żeby było Ci lżej, lepiej. i wszystko to, co napisałaś, bardzo do mnie trafiło i wczułam sięw Twoją rolę. ciężko mi cokolwiek napisać, nie mogę zebrać myśli, ani nie wiem, co powinnam napisać. mam totalną pustkę. 

chcę tylko, żebyś wiedziała, że masz moje (i nasze) wsparcie, że Bazylek był dla mnie wspaniałym psem, tak właśnie wyobrażałabym sobie charakter swojego pupila, że mimo, że rzadko kiedy tu bywałam, to miałam go w pamięci i nigdy o nim nie zapomnę. teraz pewnie jest mu dobrze za tęczowym mostem, patrzy na Ciebie i cieszy się, że Twój TŻ wrócił, że jesteście razem, że on może być przy was, choć może nie fizycznie. Nic już go nie boli, nic nie martwi. A Tobie życzę, żebyś nabrała siły, żebyś wiedziała, że tak na prawdę nie straciłaś Bazyla - on nadal jest przy Tobie. Trzymam za was kciuki, dacie sobie radę, pisz czasem, co tam u Ciebie. 

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

lula2010, dziękuję.

 

kesencja, wzruszył mnie Twój wpis... Dziękuję.

 

 

Pomyślę sobie tu na głos.

Bo od kilku dni mam coś dziwnego, coś czego do końca nie rozumiem. Fazę, która jest raczej charakterystyczna dla pierwszego okresu żałoby/tęsknoty. 

Kroję ogórki na desce w kuchni i myślę: "aha, zaraz Bazyl przyjdzie, bo usłyszy że coś tu się kroi". Wracam do domu i myślę: "Trzeba będzie białasa wziąć na spacer". Wczoraj chciałam zapytać TZta, który przyszedł do mnie do pracy, jak tam Bazyl i czy zostawił mu konga jak wychodził... I te myśli są takie, nie wiem jak to określić... takie naturalne. Takie jakby Bazylek był wciąż z nami.

Oczywiście przychodzi zderzenie z przykrą rzeczywistością, ale ono tez jest takie inne niż wczesniej. Tak jakbym się po nim "ślizgała", żeby znów za chwile pomyśleć o Bazylku jakby wciąz tu był. Nie wiem jak to określić. Nie umiem tego swojego stanu do końca rozgryźć psychologicznie.

Myślę sobie, że chyba mój mózg tak bardzo nie przyswaja tego, że Bazylka nie ma :-(, tak bardzo nie jest w stanie się z tym pogodzić, że z fazy bólu i tęsknoty cofnął się do fazy wyparcia.

Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć.

No chyba że (choć to czysta magia...) po prostu Bazylek jest gdzieś koło mnie...

 

Wiedziałam, że odejście Łosia-Rokłosia mnie trzepnie, wiedziałam że trzepnie mnie mocno, ale nie spodziewałam się, że takie psikusy zacznie mi mózg robić.

A ponieważ czuję się też gorzej fizycznie, choć żadnych ku temu powodów nie ma, myślę, że mózg mój spycha w podświadomość to, z czym pogodzić się nie umiem i nie daje ujścia emocjom przykrym. A one są. Tyle, że stłamszone. I przekladają się na gorsze samopoczucie.

Tak to widzę. Nie wiem czy słusznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Maciaszku, lata minęły, a ja wczoraj pomyślałam, że muszę zapytać czy rozłożymy stół na Wigilię. A minęły lata. I mam  kogo zarzucić takimi pytaniami. I całkiem odruchowo, bezmyślnie tak pomyślałam. Może tak ból zamienia sie w tęsknotę....I zostaje juz na zawsze.,,, Wykasowałam  telefon z komórki, a czasami łapię telefon i chcę dzwonić, bo mam ważną sprawę o której natychmiast muszę powiedzieć... I właśnie w takich momentach jak krojenie ogórka, prasowanie, tankowanie samochodu. Mimo , ze oprócz tego funkcjonuję zupełnie normalnie, czesto sie śmieję i chyba nawet lubie swoje życie, I to już chyba nie minie....To dotyczy człowieka, ale to nie ma znaczenia- ból i tesknota sa takie same.

 

Trzymaj się. A mózg to dużo potrafi.... Można sie zdziwić....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozmawiam ze swoim mózgiem.

Mam mu tłumaczyć, że Bazylka nie ma i nie będzie.

Smutno. Ciężko.

 

Przez 12 lat 8 miesięcy i 13 dni najdłuższy czas jaki spędziłam bez białasa to niecałe 3 doby.

Tym bardziej trudno.

 

Wiem, że kiedyś będziemy mieć psa.

Ja bez psa to nie ja.

Ale nie chcę robić nic na siłę.

Choć chwilami wydaje mi się, że tego właśnie mi potrzeba. Że byłoby łatwiej.

Tylko chyba najpierw muszę pozwolić Bazylkowi odejść...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozmawiam ze swoim mózgiem.

Mam mu tłumaczyć, że Bazylka nie ma i nie będzie.

Smutno. Ciężko.

 

Przez 12 lat 8 miesięcy i 242 dni najdłuższy czas jaki spędziłam bez białasa to niecałe 3 doby.

Tym bardziej trudno.

 

Wiem, że kiedyś będziemy mieć psa.

Ja bez psa to nie ja.

Ale nie chcę robić nic na siłę.

Choć chwilami wydaje mi się, że tego właśnie mi potrzeba. Że byłoby łatwiej.

Tylko chyba najpierw muszę pozwolić Bazylkowi odejść...

 

Maciaszku, ... :)

 

A Bazylowi nic a nic nie będzie zawadzał drugi pies. Nie musi wcale odchodzic...

U mnie w domu są ze mną wszystkie sunie mojego życia i jakoś się zgadzają między sobą i z moją Obecną.  :wub:

 

Nie każdemu o tym mówię...  Sama rozumiesz... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...