Jump to content
Dogomania
kikou

moje skarby

Recommended Posts

O 29.07.2016 o 22:57, zachary napisał:

Kikou, jak się miewa Lemonek?. Poczytałam Twoje opowieści o każdym z psiaków i on mnie najbardziej wzruszył...

przepraszam ale nie zapisałam sobie własnego wątku i jakoś mi umknął na pól roku...

Lemonek ma się nieźle jak na niego, oczy niestety nie powróciły na miejsce, są zapadnięte, chłopak nie widzi i nic z tym za bardzo nie da się zrobić, chłopaczek żyje sobie powolutku, chętnie bardzo spaceruje, robi postępy które dla normalnego psa byłyby po prostu śmieszne ale dla niego są duże np niemal całe lato kiedy było bardzo ciepło albo padało trzeba było Lemonka przynieść do domu bo biedak sam tego nie potrafił i tak by stał czy chodził czy leżał niezależnie od tego czy z nieba lał się palący żar czy deszcz...ale gdzieś w sierpniu załapał biedak i coraz częściej się zaczęło zdarzać że zaczął sam przychodzić do domu jak warunki na dworze były niekorzystne... jeszcze teraz ciągle lecę i sprawdzam, a jak jest całkiem paskudnie zamykam drzwi (bo drzwi są u nas zwykle pootwierane do późnej jesieni)  ale coraz częściej kiedy po niego biegnę jak zaczyna padać on sam wchodzi do środka.. pół roku mu to zajęło. jakieś trzy miesiące żeby samodzielnie znaleźć garnek z wodą... ciągle jeszcze kladzie się na gołej podłodze albo na ziemi, mimo że kładę go np wieczorem na posłanku on niemal zawsze schodzi i kładzie się niedługo potem na gołej podlodze. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ta jesień jest w ogóle bardzo smutna...

Dzisadzio Ambroży odszedł pokonany błyskawicznie złośliwym nowotworem, 

śmierć zabrała też dziadzia Salvadora (ten psiak dla którego zabrakło morbitalu - był z nami prawie cały rok) i dziadzia Mongunia - Mongunio był z nami ponad 6 lat najdłużej ze wszystkich seniorów jakie kiedykolwiek u nas gościły. I w tym tygodniu odszedł też Dzizysik - dziadzio z Zabrza - był z nami niemal 3 lata pokonał go rak wątróbki

Flu$C2$B4s+_1090849.JPG

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mamy za to trzech nowych chłopaków:

- Kojota - w sumie Kojocik chyba nie jest starcem, sądząc po zębach ma może z 8-9 lat tylko jest biedaczek skrajnie wychudzony, nawet jeśli biedak coś jadł to nic nie przyswajał bo ma niedoczynność tarczycy, a oprócz tego straszliwie skrzywione nóżki (wada genetyczna- normalnie wada którą możnaby poddać korekcie chirurgicznej ale przy tej niedoczynności tarczycy praktycznie można o tym zapomnieć, nic się nie goi na tym biedaku)  w tej chwili już od kilku tygodni bierze odpowiedni hormon i przynajmniej odrobinkę mniej widać mu żebra.

Kojot_20160914_31.jpg

poza tym jamnika Jerzego Janusza - nie wiadomo jak stracił dom, wiadomo że kręgosłupek i łapki w tragicznym stanie chłopak ledwie chodzi i oczka z wadą autoimmunologiczną wymagające ciągłego podawania maści z cyklosporyną oprócz tego jakoś się trzyma

Janus_20161009_102351-1.jpg

i  najświeższy przybysz to Pinki z Wrocławia, biedulek porzucony przez właściciela z powodu wyjazdu na jesieni życia... przeuroczy ale biedniusi i chudzieńki wstępne badania wskazują na trzustkę ale jeszcze trzeba porządniej przebadać chłopaka

fotka jeszcze ze schroniska ale taka mylaca, w rzeczywistosci to kruchutki okruszek, na zdjęciu wydaje się większy

Pinki_P1010017-4.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Bjuta napisał:

Słodziaki! Pewnie szybko się zaokrętują w stadzie.

Janusz daje radę ale Kojocik i Pinki to takie delikatne dziadeczki że stale trzeba na nie uważać nawet żeby ich nikt nie potrącił, szczególnie Kojocika bo sam ledwie trzyma się na tych koślawych nóżynkach.

Usiłuje zaktualizować pierwszę stronę jeszcze nie wstawiłam Ciampuszka i Buruńcia ale niemal wszyscy są...

Kiedyś chciałam poświęcić kilka postów na pieseńki które odeszły ale na przestrzeni tych lat jest ich już spora gromada..

nie ogarniam tego, skupiam się na tych biedactwach które żyją... i tak zawsze mam problem żeby robić im na bieżąco świeże fotki

Share this post


Link to post
Share on other sites

...w pewnej miejscowości, gdzies na skraju hotelowego parkingu, dwa dnu przed wigilią pojawił się spory śmieć -jakby koc... pracownikom trochę sie nie chciało sprzątać ale gdzies na drugi dzień w końcu wydelegowany pracownik wybrał się by usunąć szpecące coś... Żeby nie przedłużać śmieć okazał sie być stareńkim psem zawiniętym w koc. Psiak choć stary i chory żył jeszcze mimo dwóch dni bez wody, na szczęście przed swietami nie bylo jeszcze takiego mrozu jak w tej chwili.

By świetej polskiej tradycji stało się zadość i dom lśnił na święta stary pies został usuniety na pewną śmierć.

Ponieważ biedactwo niemal nie chodzi jego los nawet w schronisku wydawał sie być przesądzony.

I tak to zyskaliśmy kolekny psi diamencik IDZIEGO.

Dziadzio Idzi jest juz po badaniach, wątroba trzustka serduszko na ostatnich agrafeczkach ale mały chce żyć. Niewiele mu zostało ale nie chciał mój maleńki zdychać pod plotem

 

 

20170107_202047-1.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...