Jump to content
Dogomania

***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***


Majkowska
 Share

Recommended Posts

phase - ręka nie jest usunięta, pies siedzi sam. Wiem że obroża wskazuje że jest "powieszony", ale... tak jak pisałam, trochę za mocno ścieśniłam mu obróżkę :D

 

Chwalę mój pointer - wczoraj z tż się wyszalał wieczorem, a dzisiaj...

Pracowałam do 14, i jak wróciłam to odkryłam w klatce  but babci i ...brudny  (czytaj obsrany i obsikany!) pampers, wyciągnięty niewiadomo skąd i ...wyżarty ze środka wraz z zawartością. Nie wiem jak jego organizm przetrawi taką ilość waty, ale mam nadzieję że nic mu nie będzie :look3:

Do tego przed chwilą pożarł jakiś chleb , który też skąd się wziął choć nigdzie na wierzchu nie było...

 

i po częsci moja wina, bo dzisiaj miałam powrót do domu - zapomniałam kluczy i kiedy wróciłam to piesek spał grzecznie, ale jak już mnie zobaczył to się wybudził i moje wyjście musiał zaakcentować...

Link to comment
Share on other sites

Majkowska, a czemu go po prostu nie zamkniesz w tej klatce? Wiesz, standardowy trening klatkowy, wydłużanie czasu zamknięcia itd. - może faktycznie na starość coś się poprzestawiało w tym pointerzym łbie?

 

Pampersa nie zazdroszczę, jeżeli postanowi wyjść tymi drzwiami, którymi wszedł... pies haftujący kupą to już chyba nie na moje nerwy  :look3:

Link to comment
Share on other sites

A wiesz co mi to da jak zamknę ? Rozszarpie materac, wciągnie do środka jakąś firankę i poszarpie, obgryzie ścianę/szafę/podłogę.

Przerobiłam.

 

A pampers wyszedł dobrą stroną w formie regularnej watowatej galaretki (mniej więcej efekt taki jakby przemielić przez maszynkę stado meduz)... Dobrze bo się martwiłam.

 

Za to inna sprawa że Warchlina strasznie chudnie...

Wetka podejrzewa suki i możliwe bo nasza sąsiadka owczarka własnie rozpoczęła 1,5 tydzień cieczki. I z tego co poduważyłam to przychodzi się załatwiać pod nasz (a także jej) balkon w tym sławnym ogródku, a west dostaje obłędu pod jej drzwiami.

Po Waldzie nie widzę jakiegoś podniecenia w jej kierunku.

Link to comment
Share on other sites

Witamy :)

 

Wreszcie święto , wolne i pogoda. Jakos nigdy nie może się zebrac taka kompilacja w całośc i jak tylko mam wolne to pada deszcz...

Wczoraj też pogoda dopisała i nawet umówiłam sie w pola, ale dzień spędziliśmy z młodą w szpitalu okulistycznym - miała wieczorem przy kąpieli wypadek z udziałem nożyczek i oka... :lookarou: Najstraszniejsza chwila mojego życia,i choć niezależne ode mnie to czuję się za to cholernie winna, na szczęście badania wykazały że prócz wylewu krwi do białka (zniknie) nie stało się jej nic więcej, żadnych uszkodzeń siatkówki, rogówki itd. Odetchnęłam z ulgą...

 

Wald przesiedział z tej okazji sam od 7- 17 i jak na taki czas wcale nie zniszczył zbyt wiele...

Gorsza sprawa że przerzuca się z butów (bo co zrobić jak się ich dopaść nie da) na inne rzeczy i ostatnio są to pampersy, więc jak wróciliśmy to okazało się że wytarmosił kilka sztuk, na szczęscie bez zawartości, wiec na spacerkach robi przeźroczyste watowato-galaretowate kupska... Jak wrócilismy to aż bał się wyjść z klatki, a potem do końca dnia był aniołkiem.

Poszłam z nim na lotnisko i aż miło - ani razu smycz się nie napięła, cały czas pozostawała między nami w formie luźnego U, szedł, merdał do mnie, podskakiwał radośnie, pakował łeb pod rękę i słuchał pilnie co do niego mówię. Bardzo zrekompensował mi ten fatalny ciąg zdarzeń. Potem puszczony był super grzeczny, raz urządził sobie tylko pogoń za wykopaną z ziemi myszą 100km/h ale wcale nie chcąc jej złapać... Tak to reagował na gwizdek, aż byłam dumna że mam nad nim takie sterowanie, super.

I oczekuje ode mnie zabawy, przychodzi do mnie i podskakuje, jestem ponad wszystko ważna, a ja ciągle głupia zapominam piłeczki  lub jakiejś zabawki ( tu uśmiecham się do PP, bo nasze wszystkie piłki oddaliśmy potrzebujacym pieskom).

Dziś wykorzystamy pogodę na 100% na wspólnym spacerku i juz nawet chyba wiem gdzie pójdziemy - w nasze stare tereny spacerowe, tam gdzie chodziłam z Amorkiem. Trochę powrócą zapewne wspomnienia,szczególnie że w listopadzie mija kolejny smutny rok jak go nie ma :(

Link to comment
Share on other sites

nichya - a co ja miałam powiedzieć jak to się stało, 2 dni zastanawiałam się czy nie zgłosić się do szpitala z zawałem, bo nerwy o nią zeżarły mnie całkowicie... Gdyby jej się stało coś ja bym sobie tego nie wybaczyła...

Prawdę mówiąc gdybym usłyszała od kogoś że jego dziecko ma uraz od nożyczek w oku to bym najgorszych słów mu nie szczędziła. Teraz widzę że są jednak wypadki które się zdarzają, nawet jeśli się na takie rzeczy uważa, bo te nożyczki nawet nie były w jej zasięgu, a jednak spadły i zrobiły jej krzywdę...

 

Kinia czuje się już dobrze, oczko zakraplamy, ma to w ciągu tygodnia zejść całkiem, potem kontrola u okulisty znów szał pod mikroskopem...

Wald też czuje się świetnie. Dziś od samego rana wędrujemy. Obiecałam sobie że popitolę sprzątanie, nerwy, stresy i pójdę odpocząć i udało się...

Rano byliśmy na polach, tam gdzie chodziłam z Amorem, były tam piękne zagajniczki, pola, łąki itd. Jak doszliśmy okazało się że są tylko bloki :look3:  Super, obeszliśmy więc pół miasta, ale Wald wykazał się klasą, szedł ładnie, spokojnie.

Potem zaliczyliśmy wszyscy obiad, nawet Wald załapał się na mięsko i rosołek, a potem działka i łapanie ostatnich promieni słońca :):) Wald przekopał po raz milionowy grządkę nie przejmując się że wieczorem na spacerku z tż wyrwał sobie zupełnie pazur (co jeszcze tż poprawił przy wycieraniu łap bo zahaczył szmatą...). Potem trochę się poszarpał zabawkami i poszliśmy jeszcze łazić.

Na spacer załapała się z nami mamusia Waldka - Korka. Hodowczyni chętnie ją nam wydała bo Korunia jest kontuzjowana i musi dużo spacerować, a oszczędzać się jak o bieganie chodzi. Początkowo trochę się zastanawiałam czy aby na pewno chcę prowadzić 2 pointery, ale potem okazało się to dobrą decyzją. Wald szedł świetnie (kurde, on chyba jest chory, przestał ciągnąć na smyczy, może ciotka ma rację że jest już taki chudy że opadł z sił :D) a Kory na smyczy nie czuć. Dumnie mijaliśmy ujadające na nas pieski, a ja znów miałam okazję wpaść na faceta do którego pomyślałam szkolić Waldka (PP jesli będzie chciała to zostanie wtajemniczona) i w sumie cieszę się że nie poszłam, bo dźganie w żebra mnie przeraża.

Szło nam się super, robilismy furrorę i nawet ekstra minęliśmy kota ( a bałam się że pofrunę bo Kor jest cięta na koty :P) , tak w sumie pomyślałam że takie drugi pointerek by mi wcale nie zaszkodził...Dobrze to wygląda, wspólnie się uzupełnia, ma takie same rozrywki i pasje, kompania idealna...

Chyba mam myśl... :siara:

 

A z innej beczki - szukam pomysłu na Warchlinę i jego nocne serenady.

Do diabła, nie mogę go w nocy opanować. Tamte psy robią aferę, stale ktoś goni po korytarzu, przed blokiem jakieś pijackie burdy, Wald wie żeby nie szczekać więc...śpiewa, skrzeczy, piszczy, jojczy, stęka. I to silniejsze od niego.

Nie mogę go tłuć notorycznie po łbie za to że się nie może opanować, ale opanować muszę.

Kilka dni temu jakaś dziewucha goniła po klatce z góry na dół (na górze wynajmują studenci), Wald tak się podkręcił że jak zerwałam się setny raz z łóżka słysząc jego wycie i płacz Kinii to się z nim nie certoliłam, potem mnie do rana przepraszał i był załamany że chcial dobrze a zrobił źle.A jak laska dwukrotnie leciała ze spazmatycznym rechotem i wrzaskiem "ejjjj!! ejjj!!" to wyskoczyłam na korytarz i zakomunikowałam jej że ludzie w nocy chcą spać, na co usłyszałam " to dobranoc!" :madgo:

Otwarcie drzwi spowodowało kryzys pt " mamuniu, słodzinka ją dla ciebie zabije" i już do rana miałam poukładany cykl " cicho k.....!!"...

Im bardziej mówimy że nie wolno tym on bardziej się stara i nie może wytrzymać....

Link to comment
Share on other sites

To niestety zalety mieszkania na parterze. Tak samo jak ciągle czuję wzrok ludzi którzy spacerują alejką pod naszym oknem... Zero prywatności, po koszulkę w bieliźnie do szafy nie skoczysz bo zawsze ktoś lezie i się gapi , a jak Kinia zacznie wrzeszczeć albo jak Wald wygląda przez okno to czuję się jak eksponat na wystawie wśród gapiów...

Ale mamy jeden plus - na wiosnę może się uda zrobić balkon, i to całkiem spory, bo na całe 2 pokoje :) Tylko kasa kasa kasa... i pozwolenia, bo z tego co pytałam tu ludzi to jest cała masakra żeby balkon wystawić, babeczka czekała 3 lata na zezwolenia, a potem w jakiś tydzień stanął balkon.

 

 

A zakraplanie kiniaczkowego oczka nam jak narazie idzie całkiem nieźle, jestem zadowolona, udało się młodą oszukać , bo panikowała na widok kropli. Teraz biorę ją na ręce i idziemy się bawić w "deszcz do oka" - chyba jestem genialna, bo moje dziecko samo odchyla głowę do tyłu, a potem nie wyrywając się z chichotem pozwoli sobie oko przepłukać i zakroplić właściwymi kroplami. :jumpie:

Link to comment
Share on other sites

nichya - a co ja miałam powiedzieć jak to się stało, 2 dni zastanawiałam się czy nie zgłosić się do szpitala z zawałem, bo nerwy o nią zeżarły mnie całkowicie... Gdyby jej się stało coś ja bym sobie tego nie wybaczyła...

Prawdę mówiąc gdybym usłyszała od kogoś że jego dziecko ma uraz od nożyczek w oku to bym najgorszych słów mu nie szczędziła. Teraz widzę że są jednak wypadki które się zdarzają, nawet jeśli się na takie rzeczy uważa, bo te nożyczki nawet nie były w jej zasięgu, a jednak spadły i zrobiły jej krzywdę...

 

 

A z innej beczki - szukam pomysłu na Warchlinę i jego nocne serenady.

Do diabła, nie mogę go w nocy opanować. Tamte psy robią aferę, stale ktoś goni po korytarzu, przed blokiem jakieś pijackie burdy, Wald wie żeby nie szczekać więc...śpiewa, skrzeczy, piszczy, jojczy, stęka. I to silniejsze od niego.

Nie mogę go tłuć notorycznie po łbie za to że się nie może opanować, ale opanować muszę.

 

Naprawdę zdarzają się takie sytuacje pomimo 100 proc. zabezpieczenia wszystkiego wokoło. Im starsze dziecko tym trudniej zresztą nad wszystkim zapanować, najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.

 

A Wald stęka tylko pod drzwiami, czy jak leży u siebie to też odwala serenady?

 

To niestety zalety mieszkania na parterze. Tak samo jak ciągle czuję wzrok ludzi którzy spacerują alejką pod naszym oknem... Zero prywatności, po koszulkę w bieliźnie do szafy nie skoczysz bo zawsze ktoś lezie i się gapi , a jak Kinia zacznie wrzeszczeć albo jak Wald wygląda przez okno to czuję się jak eksponat na wystawie wśród gapiów...

Ale mamy jeden plus - na wiosnę może się uda zrobić balkon, i to całkiem spory, bo na całe 2 pokoje :) Tylko kasa kasa kasa... i pozwolenia, bo z tego co pytałam tu ludzi to jest cała masakra żeby balkon wystawić, babeczka czekała 3 lata na zezwolenia, a potem w jakiś tydzień stanął balkon.

 

 

A zakraplanie kiniaczkowego oczka nam jak narazie idzie całkiem nieźle, jestem zadowolona, udało się młodą oszukać , bo panikowała na widok kropli. Teraz biorę ją na ręce i idziemy się bawić w "deszcz do oka" - chyba jestem genialna, bo moje dziecko samo odchyla głowę do tyłu, a potem nie wyrywając się z chichotem pozwoli sobie oko przepłukać i zakroplić właściwymi kroplami. :jumpie:

 

Genialny ten pomysł! :)

Kinia zapomni o całej złej sytuacji. Szybko wyzdrowieje, zobaczysz.  ;-)

Link to comment
Share on other sites

Zdrówka dla Kini, jednak co się wystraszyłaś to Twoje. Szczęście, że to nic strasznego.

 

Wald w klatce się nie wycisza? i tak piszczy jak jest wybiegany? Dla mnie to jest trochę dziwne, bo moje owszem się pobudzają, Gandzia to wiadomo. Ale jak dostanie wycisk fizyczny i psychiczny to jakoś łatwiej mu doopę ogarnąć.

 

Jak ja nie cierpię ludzi, którzy gapią się w okna, wrrr.

Link to comment
Share on other sites

Wald ogólnie w mieszkaniu nie szczeka (wielu sąsiadów dopiero teraz odkrywa że mamy psa :D) , ale jak tamte się drą to zaczyna jojczyć po cichu, plus bulwersuje się jak dzieciak z góry leci i wali czym popadnie o barierkę od schodów (a mnie to cholera bierze). I przeważnie właśnie w klatce - tu niby na miejscu chce być grzeczny, ale jednak dźwięk nad ktorym nie panuje się z niego wydobywa...

 

Przez nasze "afery" mamy załatwione 2 noce.

Nie wiem co się stało, ale drugą noc z rzędu obudziłam się o 2.00 i usłyszałam onkę zza ściany. Walda jakoś opanowałam, ale modliłam się żeby nie obudziła Kinii , bo to tuż za ścianą jej pokoiku. Przeliczyłam się, nie minęła chwila a oprócz wycia onki usłyszałam z pokoju młodej radosne i odkrywcze "pieeeeessss....ap ap ap ", na szczęście chyba szybko zasnęła i nie przejmowała się ujadaniem piesków. Tamtej nocy onka wyła w niebogłosy i słyszałam drapanie pazurów po ścianach, nie wiem czy ją zostawili samą czy co. Dziś natomiast ok 3 nad ranem ktoś ją wyprowadził i już była potem cisza.

Jak się dziś powtórzy to chyba oszaleję...

A jutro znów praca i zamykam ten cholerny tydzień- czas na przyjemności, wieczorem jestesmy umówieni na romantyczny spacer z Franklinem. Mam nadzieję że chłopaki jeszcze się pamiętają, bo Frank się własnie w czw przeprowadził, jest zdezorientowany jak cholera, ogarnia go panika że go chcą zostawić, ma ataki duszności i charczenia, podobno jest tragedia. Ciocia bardzo wierzy że ocalę sytuację . No cóż, nadzieja czyni cuda... ;)

Dodam  że zamówiłam rozdzielnik i będę na nim próbować połączyć tzw przyjemne z pożytecznym ;)

Link to comment
Share on other sites

No i jest cudownie :loveu:

 

A nie było...2 dni Wald miał swoją szałową ekstazę, znów pobudzony jak cholera, nie wiem co tak koszmarnie na niego wpłynęło (może odwiedziny teśćiowej bo znów wpadła pod moją nieobecność :siara: ), ale mało brakło a dosżło by do krawych incydentów z mojej strony a wobec niego  ...

Tydzień cudownego pieska i 2 dni szału, amoku i to do tego stopnia że zastanawiałam się czy aby na pewno go na smyczy jestem w stanie utrzymać. 

Wczoraj spotkanie z Frankiem też spalił. Ogólnie spalił wszystkie spotkania z pieskami, ale nawet i dobrze, bo ostatnio wpadamy na jakieś ojszczynogi które gonią luzem po osiedlach i łapią za kostki. Rano w sb jak tż mnie odprowadzał do pracy  to jeden z takich gonił za Waldkiem i już miał kąsnąć kiedy Wald się odwrócił i samym spojrzeniem wbił go w żywopłot. Wieczorem skoczył na nas ten tradycyjny jork, który tylko tak sobie atakuje bo jest malutki się boi... tym razem Wald jego skok na głowę odparł z rykiem, na co uradowany wcześniej właściciel zdębiał  nagle i z fuczeniem że takie duże psy chodzą i atakują zabrał jorasa na rącki :loveu:

A z Frankiem spotkanie było z kolei niefortunnym kuszeniem i skłanianiem psów do rywalizacji - wspólny teren i osoba ciotki trajkocząca z miłością do obydwóch z których jeden musiał być ważniejszy. W dodatku Frankowski jak ten rzep dokleił się Waldkowi do interesu, za co został w parku ostro znokautowany - i niestety park przez to nie wypalił bo ciotka się przeraziła i już chyba nie chciała brać udziału w psich spotkaniach mimo że zeszło się spore stadko, z czego wszystko w kagancach, bo trują u nas jak cholera i panika rośnie.

 

Dzisiaj za to dzień był wariacki, bo najpierw Wald był z nami i pomagał w przeprowadzce ,a potem poszliśmy razem z tż i wzięliśmy Frankowskiego na spacer. Mialo być tak że tż będzie prowadził wózek ale jakby co weźmie awaryjnie jednego, a skończyło się tak że zaczęło padać i wrócił z młodą do domu, a ja zostałam z psami.

I było fajnie, bardzo ładnie się zsynchronizowały, szły super (cholera, ostatnio dziwnie dobrze mi się spaceruje z dwoma psami :look3: ) a Wald kochany nagle pańcię zaczął uwielbiać i słuchać, na wypadek wszelki gdyby się okazało że Frank byłby grzeczniejszy i ważniejszy ;) A Frank jak ten wór z ziemniakami toczy się bez emocji przed siebie i podczas gdy Wald obkręca głowę 360stopni to Frank nieporuszony zasuwa tylko przebierając przednimi łapkami :D Z Frankiem generalnie ciężko się skomunikować i coś od niego wyegzekwować, ale jest miły i może polubi mnie za to że zabieram go na spacerkowania. Usiłowałam zrobić im wspólne zdjęcie ale jest tak przyklejony do nóg że nie jest to możliwe :D

Na lotnisku spotkaliśmy jeszcze jedą buldożkę i stwierdziłam że chyba jednak trochę te bulwy lubię. Franek był super zadowolony, chętnie by poszalał ale nie miałam odwagi go puścić, za to umówiliśmy się na wybiegu na kiedyś. Wald natomiast bardzo się zaangażował w kopanie i szukanie myszy, więc nie przeszkadzałam mu w tym.

Ogólnie zero spin, wszystko szlo gładko, a nawet trochę psy do siebie zabawowo podskakiwąły i poszczekiwały, ale jak Wald skoczył to Frank zamarł i chyba nie chciał być staranowany po raz kolejny.

Cieszę się że to nam działa, bo już się po wczoraj bałam że jednak na tym osiedlu i pod tymi blokami nie będzie przyjaźni...

 

 

A z moich dzisiejszych przemyśleń - są kagańce na buldożki? Jakbym jechała z nimi autobusem to czy istnieje coś co ja temu pieskowi mogę włożć?

Wczoraj w parku była dyskusja właścicieli że oni puszczają bez kagańca bo nie ma modelu (na typowe rasy psów) więc cóż mam teraz o tych dwóch powiedzieć jak z Waldkiem stoję w miejscu a o Franku nawet nie wspominam...

Link to comment
Share on other sites

że dla chi i yorków są to mnie to nie zdziwi , ale buldożek, przecież to nie ma nosa wcale, na czym ma się ten kagan trzymać? :D

 

Taka sytuacja - spacer wieczorny, idę z Waldkiem, a przed nami wychodzi babka z labkiem czekoladowym, samiec jak kobyła, podpasiony trochę, ale z daleka widzę że jest dośc sympatyczny, podchodzę, psy się witają i poznaję go... o tym labku właśnie słyszałam przypowieści jakie to samo zło i jak rzuca się na biedne pieseczki sąsiadek. Uśmiałam się do babki że w tym układzie to mojemu się chyba upiekło, bo slyszałam że to killer, na to kobieta odwraca się za nas  i pyta "od niej?", a za nami już gna kozaczny weścik którego goni moja sąsiadka i nie może zatrzymać. Porwałyśmy więc nasze pieski i ...uciekłyśmy. Leciałyśmy alejką jak wariatki kończąc w klatkach, a tamten za nami gnał burcząc dziarsko.

Tak sobie pomyślałam, czy to normalne żeby dwa wielkie łagodne psy uciekały przed zadziornym puszczanym luzem westem?

Choć z drugiej strony, co mi tam, odnoszę wrażenie że po ostatnim lądowaniu w krzakach west już nie podejdzie do Waldka. A jakby podszedł to dochodzę do wniosku że nie będę zbyt opierać się i ich rozdzielać tak jak nie będę interweniować kiedy nam zastąpi NASZE drzwi do NASZEGO mieszkania i będzie warczał...

Wszystkie te drobne pieskie zmieniają moje nastawienie do świata. Czemu to tak leci w paszczę jak ćma do światła...

Wczoraj na lotnisku do Frankowskiego też wypalił z ząbkami piesek ni to pekińczyk ni to wiewiórka i nie zabroniłam Waldkowi zainterweniować - ot wystarczyło że go tylko szturchnął gdy ten już był przed pyskiem Franka i już był spokój.

Dzisiaj z kolei jamnik NA SMYCZY prowadzony przez jakiegoś starszego dziadka skoczył mi do kostek. Nie wiem czy to nie ten sam co i ostatnio, Kubuś czy jakiś Zenuś co tak ma bo się boi i on tylko tak kłapie...

 

A najświęższy news z życia Warchliny jest taki że znów wtrąbił pod naszą nieobecnośc pampersa. Buty leżą nietknięte, choć zostawiam je luzem tu i ówdzie...

Ale i tak wolę jego odchyły niż Franka - pomagałam cioci przy przeprowadzce i ten pies naprawdę zrobił tam masakrę. Siura gdzie popadnie, smród, odchodzące panele, zalane tapczany, dywany do wyrzucenia...łojesus.  Wersalki oberwane, pogryzione wszystko co się da, wpieprza gumę i metal - przy przeprowadzce robotnikowi spadła śruba na podłogę i nawet nie zdążył zejśc z drabiny jak Frank już dobiegł i ją łyknął...

Wczoraj wieczorem natomiast przy mnie wskoczył na łóżko i tam się zlał.

Zbieram kasę i coś czuję że jak się zaplątam w to wszystko to dużo czasu i pieniędzy zejdzie żeby doprowadzić te kundle do ładu i składu.

 

Dziś dla pocieszenia czytałam wątek od początku, sama z siebie się śmiejąc jak można takie niedorzeczne bzdury pisać, ale ogólnie humor mi się poprawil, szczególnie jak doszłam do rozdziału "lipiec 2013 - zniknięcie Majkowskiej" gdzie urodziła się Kinia :loveu:

To były czasy... Wózeczek stał w słoneczku, dziecko spało , pies biegał, miałam roczne wolne...

Link to comment
Share on other sites

Zastanawiałam się kto to nowy do nas do galerii zawitał, ale nie nie, po staremu, nikt o nas nie pamięta ;)

Padłaś, powstań!

 

Właśnie nie mogę powstać, nie wiem co jest, ostatnio nawet zaczęłam sypiać w nocy, ale wstaję zmasakrowana, stawiam się 2-3 kawami na nogi, a w pracy piję kolejne  (doszłam do ponad 10 dziennie) i i tak zdycham. Głowa nie działa, mylą mi się słowa , liczyc do 10 nie potrafię, oczy się kleją, z rąk wszystko wypada, a to co było 2 minuty temu to niepamiętne czasy. Nie panuję już nad swoim organizmem, bateryjki mi się wyczerpały.... byle dożyć do 20 grudnia - mam wtedy urlop...

 

 

A dziś kolejny beznadziejny dzień. Rano Wald poszedł ze mną do rodziców, w ogólnie przyjemnej atmosferze , do domu wróciliśmy z wielkim kijem, którego sobie przytaszczył (taka jego pasja ostatnio że sobie znosi do swojego gniazda różne rzeczy) i maszerował z nim ulicami ku uciesze ludzi. Dopiero na osiedlu wypluł.

Leząc przez osiedle spotkaliśmy faceta z bigielką bez smyczy, suczka natychmiast podążyła za Waldkiem i pan nie miał wyjścia, musiał z nami iść. Jako że psy bardzo sobie spasowały i podskakiwały z radością zabawowo to odpięłam Waldkowi smycz żeby szybko się przeleciał z sunią, bo pora jeszcze taka że można sobie pozwolić. Od razu pognał do jakiegoś obrzydliwego żarcia dla gołębi, po drodze wsunął jakiś kawał kapusty z kaszą :pissed: i pognał dalej rozganiając ptaki w asyscie beagielki. Zauważyłam tylko jak na jednym balkonie pojawiła się jakaś babiczka w szlafroku,z wałkami na głowie, gadająca przez telefon, widziałam jej mordercze spojrzenie w stronę psów i rozpierzchających się gołębi, więc zapięłam psa na smycz i kawałek dalej pożegnaliśmy się z panem.

Całe nasze spotkanie trwało może z 15 minut i nikogo własciwie nie spotkaliśmy po drodze, a psy biegły sobie dołem trawnika.

I niespodzianka - pani najprawdopodobniej wezwała SM, bo jak tylko wyszłam z osiedla to wpadłam na nich jak jeździli i szukali białego wielkiego psa, który biega po osiedlu bez kagańca i zabija inne zwierzęta...

Z tym że mój biały był na smyczy i maszerował grzecznie przy nodze, a ten co tak przegalopował to musiał być jakis inny...

 

Kocham moje osiedle , kocham :loveu:

i te trutki co rozsypują żeby psy pocierpiały sobie trochę jak zjedzą... :lmaa:

 

Jutro wolne, więc pewnie spacer z Frankliną (choć ciocia ostatnio stwierdziła że Frank ma blizny z pogryzienia i że to zasługa Waldka, więc może nie być tak ochocza) i planuję wybrać się do zologa kupić Waldkow jakiś byle jaki kaganiec byle by tylko był, nie wlaził w oczy, nie tarł nosa i nie spadał jak się go poszarpie. Panicznie zaczynam sie bać że on coś zje, a zrobił się żyrny, nie wiem czemu, juz zaczynam się sama zastanawiać czy nie zwiększyć mu jeszcze porcji jedzenia, bo to co zjada spala i jest chudy jak nitka, a zima nadchodzi...

Link to comment
Share on other sites

Ale macie fajnych sąsiadów, nie ma co... co komu szkodzą psy, które same się ze sobą bawią, nie są agresywne, a nawet wygląd mają przyjazny (choćby przez zwisające uszy).

 

Jezu co rusz na FB i forum pojawiają się informacje o tych trutkach. Ludzka wyobraźnia mnie przeraża, teraz na czasie jest mięso z niebieską trutką. I to zawsze o Krakowie jest mowa, pewnie jedna osoba się za to wzięła i teraz ma naśladowców.

 

 

Może tylko przesilenie Cię wzięło i jak spadnie śnieg,to się przebudzisz? 10 kaw :O Hard core...

Link to comment
Share on other sites

Dzisiejszy spacer zaczął się śmiesznie - tradycyjnie mój tż wycofał się w ostatnim momencie, ale to juz wiedziałam że tak będzie więc byłam przygotowana że mam dwa psy. Psy chyba na to nie były do końca przygotowane i początkowo było bez sielanki, bo Wald tarł kagańcem o moją nogę paprając mi na czarno spodnie i szarpiąc się naprzemiennie do siurów, Frank za wszelką cenę usiłował mu lizać interes, wszystko na jakimś głupim pobudzeniu i amoku. Już myślałam żeby wrócić, w dodatku Franek dziś czuł się gorzej - żygał co krok, charczał dusząc się i jakoś cięzko łaził i trochę bałam się żeby mi nie fiknął po drodze, bo ciocia od kilku dni skarży się na brak apetytu u niego, a przypominam że zeżarł śrubę.

Szybko na szczęscie odkryłam tego przyczynę - znów mu zalozyli szelki odwrotnie,więc był z całej siły ściśnięty w klacie, nie dziwota że się dusił :lookarou: Jak tylko zmieniłam mu szelki na dobrą stronę to od razu spacer stał się spacerem i było już dobrze.

 

 

 

DSC00713.JPG

Wald w kagańcu popylał sobie dziarsko trąc tu i ówdzie i ryjąc w ziemi , a Frank na smyczy człapał za mną aż wycągnęłam dysk i oszalał. On jest na tym punkcie totalnie opętany, widzę w związku z tym świetlaną przyszłość w nauce czegokolwiek, bo ja dotąd zero reakcji z jego strony. Żadne "masz" "kicicik" "tututrutu" i inne tego typu wariacje nie zwracały jego uwagi. Za to na zabawkę efekty są całkiem niezłe, nawiązaliśmy wspólny kontakt i w drugiej fazie spaceru już nawet nie bałam się go puścić, bo wiedziałam że nie odstąpi mnie ani na krok.

 

franchlika.jpg

 

frandysk.jpg

 

franskci.jpg

 

 

Tyle że porobiło się nam co innego... Pomijając że tak się wkręcił w ten dysk że wyskakał mi całą kurtkę błotem, to okazało się że ma jakieś 580 ton uścisku w szczęce i za cholerę nie odzyskam tego co on trzyma. Pół biedy jak bawiliśmy się dyskiem, potem wariat przestawił się na smycz Waldka i nie było mowy żeby puścił.

freelsll.jpg

Link to comment
Share on other sites

fhfhdhd.jpg

 

Chwilę walczyłam, próbowałam na podmiankę, smaczka, ostrym tonem i łagodnym tiutaniem, i olewką...

Spędziłam 25 minut z nim w jednym miejscu, zapinając Waldka na liche flexi jak przechodziły psy i wreszcie spacyfikowałam...

 

Zapięłam Waldka na jego własną smycz (jako że flexi chyba już żyć nie będzie po jeo użytkowaniu) i przeciągnęlam ,uczepionego jak ten wór na drugim końcu ,Franka przez całe lotnisko. Nie puścił choć go kilka razy nawet lekko podniosłam i wcale sobie nie żartowałam że jak nie puści to go zabiję :D

Wreszcie popitoliłam i puściłam smycz sądząc że Wald i tak się wyrwie. I tu niespodzianka - Frank utrzymał na smyczy Waldka. :crazyeye:

Ja tu się głupia bałam że go zmasakruje, że szarpnie, że jak nim miotnie to ino roz poleci w krzaki jak nietoperz, a Frank ani nie drgnął. Wald zgłupiał, rozpiszczał się , próbował kilka razy ruszyć do przodu, Frank zaparł się i ani kroku nie zrobiły, a widok komedia - Waldek wreszcie zrozpaczony usiadł przy Franku posłusznie i piszczał żałośnie,że ten mu nie pozwala iść w krzaki :grin: :grin:

fefefef%255D.jpg

Niechże mi kto powie że jaja se robię, ale mam nawet filmik ...

 

frakak.jpg

 

Tożto mutant jest....

 

free.jpg

 

No jakby nie było jest od Waldka ciutkę mniejszy...

 

fhgrgrgr.jpg

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...