Jump to content
Dogomania

,,Nie opuszczaj mnie na zawsze!'' czyli lęk separacyjny i jej nieustępliwe skutki


My&Axel
 Share

Recommended Posts

Feedback: po 2 tygodniach klatka jest już w 100 zaakceptowana :) Zostawiłam go w niej kilka razy na 10, 15 i 30 minut i raz na 3 godziny. Wtedy zeżarł całą matę, która była na spodzie i wygiął zespawany pręt (a klatka jest dla dużego psa....). Ale nie było żadnej traumy potem. Ale (nie wiem czy to miało wpływ czy nie) od tego czasu jak zostaje w domu (nie w klatce), to mniej szczeka, nie gryzie już nic i chyba się troszkę uspokoił :) Cóż, będę próbować powoli dalej :)

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 151
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Mój pies też zostawał w klatce bo skutecznie zżerał mi mieszkanie. Był do niej przyzwyczajany stopniowo i ją zaakceptował, ale w ciągu kilku miesięcy powyginał i powyłamywał pręty w drzwiczkach i zawsze bardzo głośno szczekał jak go zostawialiśmy w klatce około 30-40 minut. Z powodu powyłamywanych prętów teraz jest zostawiany w domu luzem, już nie zżera mieszkania a klatkę dalej traktuje jak swoje bezpieczne miejsce, jak coś zbroi to tam właśnie ucieka. Wydaje mi się, że klatka bardzo nam pomogła . W pierwszej fazie przyzwyczajania go i podczas pierwszych samotnych pobytów w klatce kupiłam mu jeszcze obrożę uspokajającą i antyszczekacza, no i oczywiście szedł na wyczerpujący spacerek przed zamknięciem.

Link to comment
Share on other sites

W ciągu paru miesięcy.... Kra dwie klatki załatwiła każdą w godzinę, a z trzeciej nauczyła się wychodzić.

Ale jestem dumna z psicy, Kra wczoraj po zawodach grzecznie została w pokoju w ośrodku, ponad godzinę (ok, zaglądałam dwa razy) - nie zżarła drzwi, nie zniszczyła nic, jedynie ukradła (swoje) smaczki :)
Cóż, jedyne siedem lat pracy z psem ;)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='ulvhedinn']
Cóż, jedyne siedem lat pracy z psem ;)[/QUOTE]
pocieszajace, jeszcze tylko cztery lata :placz:

W domu jest juz ok. Mocna pancerna klata rozwiazala sprawe.

Zostalo jeszcze auto...
Kupilam na allegro starego dobrego mocnego dogIV z tych grubszych pretow, wzmocnilam takimi zaciagaczkami do mocowania kabli i klatka wytrzymuje.
Biore teraz psa na zakupy i zostawiam pod marketem (nie ekscytuje to jej) i siedzi grzecznie. Niestety nadal kreci sie i piszczy jak juz wroce i odjezdzamy. Jezdze dopoki sama sobie nie poradzi z emocjami i nie uspokoi. Dzis mialam dziwna sytuacje-wrocilam do auta, rzucilam pluco wolowe (ciezko sie to je trzeba sie napracowac) i ruszylam. Po kilku minutach przestala jesc, przypomniala sobie ze byla zestresowana i zaczela swoje popiskiwania... jakis pomysl czemu juz po kilku minutach wspolnej jazdy? Uwielbia jezdzic autem i jezdzi spokojnie.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='ulvhedinn']W ciągu paru miesięcy.... Kra dwie klatki załatwiła każdą w godzinę, a z trzeciej nauczyła się wychodzić. [/QUOTE]

Zapomniałam napisać, że mój też w ciągu 15 minut wylazł z klatki, ale pomogły 4 dodatkowe kłódki. Temu już nie dał rady, więc zaczął wyłamywać pręty. Bardzo pomógł mi też fakt, że w czasie jego szczenięctwa, pomiędzy 8 a12 miesiącem życia, byłam 5 miesięcy na zwolnieniu ;) Potem pies został w klatce, ale dalej pracował nad prętami i strasznie ranił sobie przy tym nos. Musiałam więc podjąć decyzję, albo nowa klatka, albo próba zaufania psu. Zaufałam i jak na razie jest nieźle. Straciłam jedynie dwie pary kapci i poduszkę.

Link to comment
Share on other sites

Mam tymczasowicza i też zastanawiam się nad klatką bo historia psa sie ma tak :
Nie zdarzyło się to pierwszy raz , wczoraj Cywil zrobił w domu totalną demolkę, wcześniej jak z mężem zostawiliśmy go w domu – na godzinne (bo byliśmy na akademii w szkole u córki)pogryzł moje skórzane ciapcie(pomyślałam trudno). A później jak pojechałam do pracy i mąż wyszedł na zakupy na 20 min. – Cywil oszalał, pogryzł lalkę córki(cały dom był w kawałkach laki), żeby było mało to dostał się do ...gazet i je zszarpał, poszarpał dywan w pokoju, powywalał fotele i poogryzał nogi . Demolka na całego, mąż do mnie dzwoni wkurzony!!! Ech, pies w ciągu 20 minut wywrócił dom do góry nogami. Mówi pięknie !!!
Wychodzę z psem(ok. 1 godz.) by pozbył się nadmiaru energii – Cywil wychodzi 3-4 razy dziennie a tu dziś znów rano mąż dzwoni( a ja jestem w pracy- niestety musze pracować) - cholera znów moje klapki tym razem nowe, bo poprzednie już były zgryzione , poszarpał totalnie, zostawiłem go na 3 minuty góra pięć. Ciekawe co następne będzie, może skórzany narożnik????
Nie wspomnę o tym , że pies kradnie , na poczatku gineło jedzenie pozostawione, teraz uważamy i nie ma możliwości ukraść jedzonka, ale za to kradnie na naszych oczach ubrania, zabawki córki, wszystko co jest w jego zasięgu.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='ulvhedinn']Może mniej "ruchu dla ruchu" a więcej pracy umysłowej na spacerach na początek?

P.S. to owczar?[/QUOTE]

Tak to owczar - jednak mało nauczony - był wcześniej w schronisku, później w kojcu i budzie obecnie jest u mnie na mieszkaniu. Socjalizowałam go z sunia owczarkiem i kotem, oraz małym dzieckiem.

Link to comment
Share on other sites

Nie wiedziałam, gdzie się podpiąć, a nowego tematu zakładać nie ma sensu...

Mam mały problem z sunią, którą przygarneliśmy 3 miesiące temu. Generalnie jest psem bezproblemowym, w domu nie niszczy, utrzymuje czystość, mamy jeszcze jednego psiaka, z którym Zara zostaje, jeśli wychodzimy z domu, np. do pracy.
Problem pojawia się, gdy chcemy ją (razem z Sajanem) zostawić choćby na godzinę u moich rodziców.
Ta umiejętność jest mi niezbędna, bo może się okazać, że musimy pojechać gdzieś bez psów.
W niedzielę zostawiłam futra u moich rodziców dosłownie na godzinkę, Sajan przyzwyczajony, bo tam się pierwsze lata wychowywał, ale Zara.. Cuda, wianki. Z relacji mamy wnika, że była ciagle niespokojna, chodziła po mieszkaniu, ziajała, wchodziła na parapety i wyglądała przez okno... Jak wróciłam, cieszyła się jakby mnie nie było tydzień, a zziajana była strasznie (mega stres), oczywiście do końca pobytu u rodziców nie spuściła ze mnie oka.
Dodam, że rodziców i ich mieszkanie zna, bo bywamy tam często.

co robić, żeby dziewczyna się tak nie denerwowała? Dać jej wiecej czasu? Przyzwyczajać? Wychodzić początkowo na parę minut, potem wydłużyć czas tak, żeby zrozumiała, że nikt jej nie zostawi?

Link to comment
Share on other sites

Czekunia- przyzwyczajać, niech się przekona, ze nie porzucasz jej na zawsze. I rozważyłabym trening klatkowy i pozostawianie w niej, skoro piszesz, że chodzi po oknach- to jest niebezpieczne, a poza tym często psy lepiej sie czują mając "swój kącik".

Diabełek, socjalizacja socjalizacja, ale większość psów, a owczarki i owczarkopodobnie szczególnie potrzebuja pracy. Po to zostały stworzone.
Weź się za szkolenie, na razie może po prostu posłuszeństwo (podstawowe komendy siad, waruj, chodzenie przy nodze itd), potem np tropienie (jest sporo info na tym forum, są fora specjalistyczne) i niech spacer składa się z zestawu: siuranie - ganianie- szkolenie- spokojne łażenie "na luzie". To ostatnie jest bardzo ważne, żeby pies się rozluźnił, wyciszył przed zostaniem w domu.

Jeśli pies będzie "pracował głową", to zmęczy sie bardziej niż gdyby tylko ganiał. I będzie "ustatysfakcjonowany", bo na razie wygląda na to, ze cierpi na brak zajęcia, nawet wybiegany pies może się nudzić.

Link to comment
Share on other sites

[COLOR=#000000]U mnie Pola robi to samo,kiedy mnie nie ma zaczyna się koszmar.Ma już troche ponad półtora roku.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Z tym że w młodości raczej nie było błędów popełnionych co do załatwiania.[/COLOR]
[COLOR=#000000]U nas trochę [/COLOR][U]ocet[/U][COLOR=#000000] pomaga-Pola umie 6 dni nic nie zostawić,kiedy nic nie czuje na podłodze,a raz np.zostawi.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Pola także nie ma żadnych problemów z nerkami itd.-kiedy jestem w domu umie wytrzymać bardzo długo(na pewno ponad 8h)[/COLOR]
[COLOR=#000000]Jest jeszcze z klatką problem-1.mama jej nie akceptuje 2.nie ma na nią(klatkę)pieniędzy 3.i miejsca zbytnio też nie[/COLOR]
[COLOR=#000000]Ja już troche nie wiem co zrobić,raz jest lepiej,i raz gorzej,z nie wiadomo jakiego powodu, bo wszystko jest takie samo.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Pola zostaje na przedpokoju, bo gdyby zostawała w pokoju-pokoju już by nie było..[/COLOR]
[COLOR=#000000]W związku z tym że wszystko je, zjadła żarówkę,kable(miała operację) do tej pory nie wiadomo skąd to wygrzebała..(i wiele innych rzeczy,dziwne że nic większego jej sie nie stało),[/COLOR]
[COLOR=#000000]Filmiki nagrywałam, zachowywała się spokojnie przeważnie, z przerwami na poszukanie sobie jakiegoś zajęcia. Posiada konga którego gumę już troche poniszczyła, ale jeszcze jest w stanie używalności.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Na spacery rano nie ma szans, chodzę do szkoły na 8,żeby siebie, iść na szybkie wyjscie z psem i zdążyc-muszę wstać o 6:30.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Co dopiero gdybym miała iść na wały(20 minut drogi,i jeszcze z powrotem to 40 min musze stracic na samą drogę) wybiegać ją, co nie jest proste, bo czasem po 2 h spacerze jest energiczna.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Mam wstawać po 3 rano?na początku myślałam że to dobre wyjście, ale uświadomiłam sobie że to się odbije mocno na moim zdrowiu,nauce itd. Wracam do domu ok 20,z tym że do tej godziny muszę intensywnie myśleć, i pracować. Chodzę do 2 szkół, a z psem jestem sama.Każdy go kocha,ale na spacery nie licz.Dlatego Pola na spacer(ten dłużyszy 2-3h) wychodzi 3 razy w tyg: pt,sob,nd. W tyg. nie mam jak.Od następnego roku nie będę chodzić do szkoły muzycznej(no cóż,coś za coś),muszę się tym psem zająć.[/COLOR]
[COLOR=#000000]Czyli Pola wychodzi od pon. do czw. rano o 7 na 10 min. i ok 19-20 na 10 min. Wiem że to za mało,za mało,bardzo mało, ale nie ma jak na razie innego wyjścia[/COLOR]
[COLOR=#000000]To chyba na tyle,mam nadzieję że ktoś to przeczyta, i może znajdzie wyjście z tego mojego problemu..[/COLOR]

Link to comment
Share on other sites

Dwa spacery na dobę, dziesięciominutowe i "dlaczego pies niszczy"? To żart? Operacja, bo pies zeżarł żarówkę, a nie ma kasy na klatkę?

Chyba coś jest nie tak z Waszymi priorytetami. Ja zrywałam się z uczelni tylko po to, żeby przyjechać do domu, wysikać psa i dalej jechałam na zajęcia, więc da się, trzeba tylko chcieć. Jak muszę jechać o 7 na uczelnię (zajęcia mam czasem od 8), to wstaję czasem o 5, żeby zdążyć z psem pójść choćby na te 15 minut i nie ma, że boli. Nawet gdybyś wstała godzinę wcześniej i tę godzinę poświęciła psu to moim zdaniem dużo by to mu dało. Pies to obowiązek. Można przecież poprosić jakiegoś przyjaciela, członka rodziny czy sąsiada, żeby wyszedł z psem, nawet za jakieś drobne pieniążki. Jeżeli nikt z Twojej rodziny nie może nawet wystawić psa na sikanie, to chyba coś nie halo :roll: No chyba, że mieszkacie w domku z ogrodem i ktoś wypuszcza psa na ogród, ale to nadal nie rozwiązuje sprawy - temu psu się najzwyczajniej w świecie cholernie nudzi.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='evel']Dwa spacery na dobę, dziesięciominutowe i "dlaczego pies niszczy"? To żart? Operacja, bo pies zeżarł żarówkę, a nie ma kasy na klatkę? [/QUOTE]
Jestem niepełnoletnia,sama nie mam jak kupić klatki, a mojej mamie nie da się przetłumaczyć, że ona jest niezbędna.
Przykro mi jest też, że ja która się jedyna staram o tego psa,i mnie interesuje, obrywam dodatkowo, że nie wychodzę z nim na spacery(te długie)
Niestety jest podstawa programowa w szkołach,i szkoła do której muszę chodzić,do drugiej też,przynajmniej do końca tego roku szkolnego.

[QUOTE]Chyba coś jest nie tak z Waszymi priorytetami. Ja zrywałam się z uczelni tylko po to, żeby przyjechać do domu, wysikać psa i dalej jechałam na zajęcia, więc da się, trzeba tylko chcieć. Jak muszę jechać o 7 na uczelnię (zajęcia mam czasem od 8), to wstaję czasem o 5, żeby zdążyć z psem pójść choćby na te 15 minut i nie ma, że boli.[/QUOTE]
Ja dalej się uczę(wiem Ty też) ale ze szkoły nie mogę sobie wyjść. Jestem w tym zupełnie sama, sąsiedzi pracują.Ja rano zawsze wyjdę, ale żeby wyjść na 1-2 h godzinny spacer musiałabym wstawać ok 3-4, a nie dość że o 15 bym nie myślała, to wszyscy na około mi na to nie pozwalają,bo szkołę mam do 20,w tym muzyczną, gdzie się nie siedzi na lekcji, i słucha.

[QUOTE]Nawet gdybyś wstała godzinę wcześniej i tę godzinę poświęciła psu to moim zdaniem dużo by to mu dało. Pies to obowiązek. Można przecież poprosić jakiegoś przyjaciela, członka rodziny czy sąsiada, żeby wyszedł z psem, nawet za jakieś drobne pieniążki.[/QUOTE]
W ciągu godziny to ja bym zdążyła wyjść i wrócić,a spacer? Dla Poli takie coś to jest nic.
Teraz to może dziwnie zabrzmi, ale przyjaciela nie mam żadnego,rodzina rano nie ma tak samo czasu jak ja,sąsiedzi od rana pracują.

[QUOTE]Jeżeli nikt z Twojej rodziny nie może nawet wystawić psa na sikanie, to chyba coś nie halo :roll:[/QUOTE]
Kiedy ja ostatecznie nie mogę, raz na rok(dosłownie) ktoś z nią na chwilkę wyjdzie.

[QUOTE]No chyba, że mieszkacie w domku z ogrodem i ktoś wypuszcza psa na ogród, ale to nadal nie rozwiązuje sprawy - temu psu się najzwyczajniej w świecie cholernie nudzi.[/QUOTE]
Mieszkamy w kamienicy.

Edited by Ewa&Pola
Link to comment
Share on other sites

[quote name='Ewa&Pola']
W ciągu godziny to ja bym zdążyła wyjść i wrócić,a spacer? Dla Poli takie coś to jest nic.
[/QUOTE]

Tak, na pewno [B]godzina [/B]spędzona z Tobą na dworze, choćby nawet nie na szalonym bieganiu gdzieś tam luzem, a na łażeniu, wąchaniu i dostarczaniu do psiego mózgu różnych bodźców jest GORSZA niż [B]dziesięć minut[/B]. W takim razie ja dziękuję, nie mam nic do dodania.

Edit: no dobra, mam. DWA spacery w ciągu doby, DZIESIĘCIOMINUTOWE to może byłyby OK dla starszego pekińczyka, a nie młodego goldena (sugeruję się Twoim avkiem).

Link to comment
Share on other sites

[quote name='evel']Tak, na pewno [B]godzina [/B]spędzona z Tobą na dworze, choćby nawet nie na szalonym bieganiu gdzieś tam luzem, a na łażeniu, wąchaniu i dostarczaniu do psiego mózgu różnych bodźców jest GORSZA niż [B]dziesięć minut[/B]. W takim razie ja dziękuję, nie mam nic do dodania.[/QUOTE]
Chodzi o to, że zanim ja dojdę do miejsca, gdzie Polę będę mogła puścić luzem, minie 40 minut, a chodzenie po mieście(dojście do wałów) to jest nic. Wiem że dziesięć minut jest gorsze od godziny,tylko to 10 min jest na podwórku, na smyczy,a godzina na mieście, idąc 20 min i wracając 20 min. jest także na smyczy, i chyba jeszcze bardziej nudna, niż bym ją spędziła na podwórku, chodząc w kółko na smyczy.

Link to comment
Share on other sites

Dziewczyno, jesteś w błędzie. Koszmarnym. Na podwórku Twój pies zna każdy centymetr kwadratowy, a nie na tym polega spacer. Co to za rozrywka, wyjście na podwórze? Tak, lepiej wziąć psa i pójść z nim w miasto, raz w tę stronę, drugi raz w przeciwną, nawet na smyczy pies może sobie wąchać chociażby, zakładam, że codziennie chodzą tam ludzie i inne zwierzęta, więc jest to na pewno inna rozrywka niż podwórko, które się zna jak własną kieszeń. Naprawdę tego nie rozumiesz?

Link to comment
Share on other sites

Co do wałów-ona jest zna jeszcze lepiej niż swoje podwórze.
Dobrze, w takim razie teraz będę wstawała o 4,wyjdę o 4:30 i przez 2 h będę z Polą chodziła po mieście.Niektórzy mówią że to obłęd, ale to nic.
Z resztą kiedyś już coś takiego próbowałam, ale nie na 2h. Był to czas ok. 1,5h albo 1h. nie było żadnej zmiany

Link to comment
Share on other sites

A uczysz ją czegoś? Psa można zmęczyć nie tylko bieganiem luzem, a właściwie mało którego psa to męczy, no chyba, że takie bieganie trwa z pięć godzin, to może tak. Kluczowe dla Ciebie, skoro masz mało czasu dla psa, byłoby męczenie go psychiczne i fizyczne, czyli najlepiej nauka różnych rzeczy, tropienie, przeplatane z luźnym spacerem. Ja już teraz jestem w stanie w ciągu pół godziny tak zajechać swoją sukę, że po przyjściu do domu idzie w kimę i śpi parę godzin i w życiu jej do głowy nie przyjdzie, żeby coś rozrabiać. Trzeba kombinować. To jest jedyne sensowne wyjście w tej sytuacji.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='evel']A uczysz ją czegoś?[/QUOTE]
Uczę,w weekendy nowych sztuczek,dzisiaj zajmujemy się zamykaniem drzwi.
[QUOTE]Psa można zmęczyć nie tylko bieganiem luzem, a właściwie mało którego psa to męczy, no chyba, że takie bieganie trwa z pięć godzin, to może tak. Kluczowe dla Ciebie, skoro masz mało czasu dla psa, byłoby męczenie go psychiczne i fizyczne, czyli najlepiej nauka różnych rzeczy, tropienie, przeplatane z luźnym spacerem. [/QUOTE]
Jak już napisałam, będę wychodzić na te 2h, to będzie wąchać, bo psów tam niestety żadnych nie ma, a tak najszybciej się męczy.
[QUOTE]Ja już teraz jestem w stanie w ciągu pół godziny tak zajechać swoją sukę, że po przyjściu do domu idzie w kimę i śpi parę godzin i w życiu jej do głowy nie przyjdzie, żeby coś rozrabiać. Trzeba kombinować. To jest jedyne sensowne wyjście w tej sytuacji.[/QUOTE]
Na ulicy raczej nie wymęczę psa(w czasie 30 min),ale gdy dojdę na wały, to może w ciągu 1.5 h uda mi się ją wymęczyć...
Teraz mam ferie, i chodzę na długie spacery, czasem na lince, żeby poćwiczyć posłuszeństwo,bo Pola bardzo łatwo się rozprasza.I zna bardzo dobrze ten teren, więc moje wołanie ma gdzieś.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Ewa&Pola']
Na ulicy raczej nie wymęczę psa(w czasie 30 min)[/QUOTE]

Jeśli to nie jest główna ulica miasta, to spokojnie się da, zawsze można wejść w jakieś boczne uliczki, wiesz, to Ty musisz jej zorganizować spacer. Godzina np. aportowania (jakieś podwórko, asekuracyjnie linka?), przeplatanego z wykonywaniem komend i zabawą w nagrodę, jakimiś różnymi głupotkami, tropieniem, potrafi zmęczyć przeciętnego psa.

Zobacz choćby tu: [url]http://www.szczesliwypies.pl/wychowanie/spacer_z_psem[/url]

Link to comment
Share on other sites

Pola chyba jest nieprzeciętna,i to nie tylko ja tak sądzę...
Aportowania Pola nie umie, próbuję znaleźć wyjście, jak jej tego nauczyć.Patyka nie odda nigdy, i nie przyniesie, zabawką na dworze w ogóle nie jest zainteresowana, szukam rzeczy która jest pośrodku tych rzeczy.
a co do "jakiegoś" podwórka, to musi być to nasze, podwórka w okolicy są albo zamykane, albo są przy ulicy, nie tak jak u nas.
Co do filmiku-takich terenow tu nie ma,chyba ze dojde na te waly,to i owszem

Link to comment
Share on other sites

No to ucz aportowania krok po kroku, wklep w google, skoro to retriever to chyba musisz znaleźć sposób na nią. Pies zwykle nie widzi sensu, dla którego ma przynosić "zdobycz" właścicielowi, no bo po co? ;) Ty musisz jej pokazać, że to fajne, że się opłaca. Teraz masz ferie, więc do dzieła :)

Link to comment
Share on other sites

Jednak klatkę kupiłam, pies bez namawiania ;) na początku smakołyki i był zamykany przy nas , później stopniowo przyzwyczajany sam- poza tym każdy ma jakieś sytuacje losowe i musiałam Psiaka zamknąć na 7 godzin. Jednak jak przyjechałam leżał spokojnie zajadając resztki kości z serkiem w środku. Tylko ten pies , który jest u mnie na DT był wcześniej w kojcu i mus ie z buda zapewne klatka skojarzyła i tam czuje sie bezpiecznie. Obecnie w klatce śpi sam do niej wchodzi i na razie z demolkami nie mam problemu.:eviltong:

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share


×
×
  • Create New...