Jump to content
Dogomania

Bulltelier pogryzł Sznaucerke mini.


Malibu
 Share

Recommended Posts

Wczoraj pies bulltelier pogryzł sunie moich sasiadów sznaucerke mini . Sunia ma 14 lat.
Prosze napiszcie w jaki sposów własciciele pogryzionej sunu moga wyegzekfować zwrot kosztów za leczenie suni?
Mini sznaucerka jest typem psa który " boi sie własnego cienia i każdemu psu schodzi z drogi a własciwie dyluje przed nimi" Wykluczone jest żeby chociaż do niego zaszczekała. Zreszta w chwili ataku przez bulika była odwrócona tyłem do niego.

Nie chca że tak powiem robić krzywdy bullikowi. Sytuacja jest taka ,że psiak bardzo czesto jest sam. Jego własciciele czesto wyjeżdżaja i psa wyprowadza pani która przychodzi do sprzatania albo znajomy właścicieli psa. Mimo że pies zyje w dobrych warunkach cierpi na absolutny brak kantaktu z włascicielami .

Kiedy bullika rozdzielono od pogryzionej suni, jej własciciele wezwali straż miejska która powiedziała że nie istnie obowiazek noszenia kagańca jeżeli pies był na smyczy. Bo był.

W chwili kiedy przechodził koło klatki do której wchodziła sznaucerka szrpnał sie i zaatakował ja. Gdyby nie pomoc przechodzacego sasiada i pana z ochrony budynku mogło by sie skończyć tragedia.

Pies zaatakował już 3 sunie . Jedna z nich była 3 miesieczna buldożka Francuska , Gdyby nie refleks jej własciciela nie było by co po niej zbierać.
Po tym zdarzeniu właściciel bulika powiedział że nie bedzie mu zakładal kagańca bo tym zmieni jego psychike.

Jeżeli wiecie gdzie jest i czy jest przepis dotyczacy zwrotu kosztów leczenia prosze o informacje.

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 94
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Bardzo przykra sytuacja.
Kilka miesiecy temu mialam podobna sprawe,bulinka wyrwala sie z obrozy i przybiegla do moich sznaucerek( sredniaczek) .Mlodszą z suk usilowala powalic na plecy i ugryzc w brzuch.
Byla wielka awantura jako ,ze moja suka uciekala a tamta ja gonila a ja gonilam psy .Bulinka byla tak rozemocjonowana ,ze nawet kopniaki ktore w rozpaczy ,ratujac zycie mojej suki ,zaczelam rozdawac nie studzily jej entuzjazmu.
Na moje krzyki o pomoc jakis madrala sasiad bulinki oswiadczyl ,ze te psy zawsze sie tak bawia.Ale to nie byla absolutnie zabawa.
Własciciele bezradnie sie miotali nie odpowiadajac ani slowa na moje pytania i prosby o pomoc,tylko biegali za bulinka.
Telefon do Strazy Miejskiej nie dal absolutnie nic.Skoro pies byl na smyczy i wyrwal sie oraz nie doszlo do rozerwania mojego na strzepy to Straz Miejska nie widzi podstaw do interewncji.
Moglam tylko napisac pismo i zlozyc pozew do Sadu Grodzkiego.
Zeby dostac zwrot kosztow leczenia musi to byc zasadzone wlasnie przez Sad po zlozeniu doniesienia itd itp.
Darowalam sobie I poprostu omijam tych ludzi i ich psa wielkim łukiem ,uciekam poprostu jak ich widze.
Nie widze innego rozwiazania chyba zebym zastrzelila ta bulinke .

Link to comment
Share on other sites

oczywiście mogą domagać się zwrotu kosztów leczenia. wystarczy wytoczyć powództwo cywilne z art. 431 KC:

[I]Art. 431. § 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.[/I]

ponadto dziwi mnie zachowanie strażników miejskich - skoro pies wcześniej pogryzł już inne sunie jest agresywny a co za tym idzie powinien mieć kaganiec -> patrz regulamin utrzymania porządku i czystości w m. st. Warszawie

Link to comment
Share on other sites

myśle,ze własciciel powinien sam przyznac się do błedu i zaoferowac zwrot kosztow leczenia na podstawie wystawionego przez weta rachunku.
Wina jest oczywista , no coz czasami tak sie zdarza ale trzeba ponosic konsekwencje zachowania swojego pupila.
Miałam podobna sytuacje ( jak mieszkałam jeszcze w bloku) ,ze moja stafficzka ( była w ciazy) zaatakowała krzykliwą ale bogu ducha winną sunie Lhasa apso( czy jakos tam) Skonczyło sie na mocnym poturbowaniu psiny ( bez ran) za to ugryzła przez przypadek ratujaca sunie sasiadkę.
Wina była ewidentnie moja i oczywiscie skonczyło sie na przeprosinach, okazaniu swiadectwa szczepienia ( sasiadka była na pogotowiu) i nasze sasiedzkie stosunki pozostały niezmienione tzn omijalismy sie tylko szerokim łukiem gdy bylismy z psami na spacerze.
Tak wiec nie widze wogole tematu do dyskusji i dziwi mnie zachowanie włascicieli bullika

Link to comment
Share on other sites

Mieszkamy w Łodzi i mieliśmy niestety podobna sytuacje. W naszym bloku mieszka pewien pan ze swoim pieskiem. Piesek nie nalezy do najprzyjemniejszych mimo ze jest niewielki pobił juz kilka innych psiaków. Po ostatnim jego występie włascicielka pobitego psiaka poszla do lecznicy i lekarze tam wystawili jej tzn: obdukcje. Podobno jest to podstawa do dochodzenia swoich roszczen. Skończyło sie na tym ze własciciel przestraszył sie i pokrył koszty leczenia. Moze niech chociaz zdobeda taki papier bedzie dowód na to ze pies jest niebezpieczny moze uda sie wtedy przmówic do rozsądku tym "wspaniałym" właścicielom bulla. Dodam ze jestem włascicielka amstafa i też zostaliśmy pobici kiedys przez tego oszołoma. Moj kubek był malutki i wystraszył sie tego potwora a teraz pamieta go dokladnie i obawiam sie ze kiedys go pogoni.

Link to comment
Share on other sites

Skoro pies zatakował już trzy psy, to najlepiej żeby skrzyknęli się właściciele i sprawę pisemnie zgłosili na policję. Tylko tak można sprawę załatwić. Nie ma co się nad bullem rozczulać, lepiej otoczyć bezpieczeństwem okoliczne psy. Każdy z właścicieli powinien napisać skargę na policję, właściciel poszarpanej suni powinien opisać wszystko tak jak w pierwszym poście. Jak się za tego właściciela i psa nie wezmą w zdecydowany sposób, to kolejne psy ucierpią. I dodam : poniekąd też z winy dotychczas pokrzywdzonych, bo nie wyegzekwowali ukarania właściciela agresywnego psa.
Zachowanie wlaściciela bula mnie nie dziwi - pies robi co chce i nikt nie wyciąga z tego konsekwencji. To po co ma się przejmować kolejnym pogryzionym psiakiem? Trzeba mu prawnie dokopać i już.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='KAŚKA']Skoro pies zatakował już trzy psy, to najlepiej żeby skrzyknęli się właściciele i sprawę pisemnie zgłosili na policję. Tylko tak można sprawę załatwić. Nie ma co się nad bullem rozczulać, lepiej otoczyć bezpieczeństwem okoliczne psy. Każdy z właścicieli powinien napisać skargę na policję, właściciel poszarpanej suni powinien opisać wszystko tak jak w pierwszym poście. Jak się za tego właściciela i psa nie wezmą w zdecydowany sposób, to kolejne psy ucierpią. I dodam : poniekąd też z winy dotychczas pokrzywdzonych, bo nie wyegzekwowali ukarania właściciela agresywnego psa.
Zachowanie wlaściciela bula mnie nie dziwi - pies robi co chce i nikt nie wyciąga z tego konsekwencji. To po co ma się przejmować kolejnym pogryzionym psiakiem? Trzeba mu prawnie dokopać i już.[/quote]
Zgadzam sie w pełni.

Link to comment
Share on other sites

Dziwię się, że w tej sytuacji Pani, która nie utrzymała bulla nie dostała mandatu karnego za niedopilnowanie zwierzęcia. Jeżeli nie ma siły żeby go utrzymać nie powinna z nim wychodzić, a pies kategorycznie powinien nosić kaganiec. Poza tym właściciele sznaucerki powinni wziąć rachunek od weta i udać się z nim bezpośrednio do opiekunów tego gada. Na ludzi działają tylko restrykcje finansowe. Mandat 200 zł + zwrot kosztów leczenia podziałałby na nich jak zimny prysznic. Jak nie zechcą zwrócić to można iść do Sądu Grodzkiego z pozwem na podstawie zacytowanego już wyżej art. 431 Kodeksu cywilego. Koszty niewielkie, a sprawa pewna do wygrania.
Po ostatniej sprawie z amstafem, której byłam świadkiem powiedziałam sobie, że nie popuszczę właścicielom agresywnych psów. To dzięki takim ludziom pojawia się potem społeczna psia fobii i przepisy ograniczające wolność wszystkich psów.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Trochę wejde Wam w temat.

Mój pies, kundel ale duży, pogryzł psa. Był na smyczy, satlismy 20 metrów od drogi w gronie znajomych. Psa pilnowałam bo głaskały go dzieci i cały czas uważałam na niego.
Podeszła do nas pani z małym pieskiem na smyczy i podprowadziła go do mojego psiaka. On go złapał. Nie gryzł ale przy tej dysproporcji (60 i 4 kg) psiak ucierpiał. Po 2 dniach odszedł. Właściciele małego psiaka oskarżaja mnie, ze ja ponoszę odpowiedzialność bo niedopilnowałam psa.
Wg. prawa gminnego pies ma być na smyczy albo w kagańcu. Był na smyczy.
Rozdzieliłam psy, sama zostałam pogryziona przez tego małego.

Jakie jest Wasze zdanie na temat tej sytuacji?

Link to comment
Share on other sites

a po jakiego grzyba ta kobieta z tym malym podchodzila do was ?? ja sama mam malego psa i mimo ze wlasciciele mowia ze pies nic nie zrobi to i tak mojego sciagam i ide bokiem ( chociaz moj omija obce psy duzym lukiem ), a na wszystkie uzasadnienia moj pies nic nie zrobi mowie ze nie zycze sobie kontaktu z innym psem i wtedy zabieraja i odchodza, mój mały zale zawsze oze sprowokowac duzego zwlaszcza jak sie wiekszego boi i zacznie warczec, wole uniknac kontaktu niz potem wyciagac swojego psa ze szczek innego. Według mnie jesli tamta kobieta podeszla do was a wy wsalyscie i mialas psa na smyczy i jak mowisz obserwowalas swojego bo glaskaly go dzieci to ewidentnie wina stoi po stronie tamtej kobiety bo to ona doszla a nie ty do niej.

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie to też jest bardzo przykra sytuacja, zwłaszcza ze tamten psiak nie żyje.
Pani chciała chyba pokazać psiakowi dużego pieska...
W pobliżu była mała suczka biegająca luzem. Ona podbiegła do mojego psa: ściagnełam go na smyczy, nie przed tym psem właściwie tylko obawiałam sie żeby nie wstał za szybko, żeby dzieci sie nie przestraszyły albo żeby nikogo nie przewrócił. Suczka podbiegłam, zaczał merdac ogonem. No i wtenczas podszedł ratlerek... Suka i dwa psy... No i się stało.
Nie poczuwam się do winy. Nie chciałm ponieś kosztów leczenia bo dla mnie to jednoznaczne ze ja zawiniłam. Zawiozłam tych państwa z małym psiakiem do weta, czekałam z nimi, upewniłam sie ze maja jak wrócić.
Ale oni nadal mnie obwiniają.

Link to comment
Share on other sites

Taka samą sytuacje ja miałam tylko moja suka nie toleruje psow (zawsze jest na smyczy) i uprzedzałam własciciela ów psa ze ma wziąść go na smycz,a on swoje,ze moja macha ogonem i chce sie bawic,a ja mówie mu ze nie zycze sobie zeby jego pies podchodził do mojego,a on swoje w dodatku gość wypity to ja sie odwracam i ide z moją w drugą strone a jego pies do nas podlatuje to odganiam go a facet idzie se w swoją strone i gwizda pod nosem ale jego pies sam zaczęła moja atakować i moja go zlapała i wtedy nagle przypomniał sobie że to jego pies,Niby byle co ale jak wytrzeźwiał to na drugi dzień przyszedł do mnie do domu ubiegać sie niby o swoje,bo nie obchodzi go to że jego pies biegał luzem,ale że moja go zlapała i że ma szwy założone i że mam mu zwracać koszty.Moja matka sie wnerwiła i ze nie była to jakas ogromna suma to zapłacila i dowidzenia,bo był przypadek ze kolega tez miał asta który ugryzł ( nie pogryzł) psa i nie chciał zapłacic ani mandatu bo pies był ,,zabezpieczony" ani kosztów leczenia bo winy jego tu nie było i do sądu złożono sprawe i sądownie musiał psa uśpic ,taka tu sprawiedliwość,bo jakby tu sąd mogł wlepić kare małemu pieskowi a nie ukarać ,,mordercy'' ...

Link to comment
Share on other sites

W sprawie Kasie - ja uwazam, ze wina jest po Twojej stronie mimo, ze nie zlamalas prawa. Pani z malym pieskiem rowniez go nie zlamala poniewaz jest pies rowniez byl na smyczy. Oba psy byly na smycz a to Twoj zaatakowal i spowodowal smierc malego psa. Wlasciciele malych psow nie maja obowiazku omijac lukiem duzych psow - pani mogla rownie dobrze po prostu chciec przejsc obok a Twojemu moglo sie to nie spodobac. Chodniki sa ciasne i nieraz mijamy sie tak ze psy maja do siebie dostep. Uwazam, ze Twoj pies jesli ma tendencje do takich reakcji powinien znajdowac sie w kagancu. Na Twoim miejscu poczuwalabym sie do winy i zwrocilabym pieniazki za pieska. Moze Pani nie powinna byla podchodzic do Ciebie bez pytania ale to nie zmienia postaci rzeczy - oba psy na smyczy, Twoj zaatakowal.
Troche inaczej wyglada sytuacja w przypadku Kate, powniewaz jej pies byl na smyczy a drugi pies nie, poza tym ostrzegala wlasciciela, a jego pies zaatakowal jako pierwszy. Tu wina jest po stronie wypitego wlasciciela ktory zlekcewazyl ostrzenie, mial psa luzem i jego pies zaatakowal. Niemniej i tu uwazam, ze pies o ktorym sie wie, ze 'nie lubi innych psow' czyli moze zachowac sie agresywnie powinien nosic kaganiec.

Link to comment
Share on other sites

Moja kagańca nie bedzie nosiła non stop,na mieście i w ruchliwych miejscach ma założony ale w parku ściągam bo uważam że jest tyle miejsca że każdy znajdzie sobie osobny kącik,a że prawo karze albo na smyczy albo w kagancu miec psa to jakby każdy był wporządku to takich rzeczy by nie było.

Link to comment
Share on other sites

Zgadzam sie z jednym: gdyby sytuacja była na chodniku, na ulicy to można by ja było różnie interpretować. Ale jeśli staliśmy jakieś 20 metrów poza drogą przy skale, we własneym gronie, tamtędy nie prowadziła żadna ścieżka (my się wspinaliśmy) a ktoś do nas podchodzi i mówi do małego pieska popatrz jaki duzy piesek, to troszkę zmienia postac rzeczy.

Mój pies jest duży. Nigdy nikogo nie pogryzł, nie było przesłanek. W domu jest z innymi psami i nie ma problemu. Jedzą z jednej miski: dosłownie. Również z małymi psiakami jast ok bo takowe biore czasem na DT.

Przypuszczam, ze powodem mogła byc obecność luzem biegajacej suczki miedzy tymi psami: właściciel nieznany.

Link to comment
Share on other sites

Wg mnie wina twoju tu żadna,oba psy były na smyczy wiec tamta babka też za bardzo nie zawiniła po za tym że sama do ciebie podeszła,widząc że psa masz dużego i chociazby ciężarem ciała mógłby coś jej małemu pieskowi zrobić,wiec zachowała sie troche nieodpowiedzialnie,a za błędy sie płaci.Ja bym sie chyba tak tym nie przejmowała,napewno część słów wypowiedziała pod wpływem emocji,i wątpie żeby chciała zarobić na śmierci swojego psa.
Chociaz z drugiej strony to prawnie odpowiada sie za czyny swojego psa i jeśli takowe nastąpią to należy sie wtedy kara finansowa za wyrządzone szkody.

Link to comment
Share on other sites

Dokladnie za psa sie odpowiada. Pani miala prawo podejsc do was, nie ma takiego zakazu. Moze bylo to bez sensu (ja sie nie pcham do duzych psow, zawsze staram sie ominac) ale nie da sie tu dopatrzec winy tej pani, moze bezmyslnosci ale nie winy. Tymczasem wlasciciel ma obowiazek sprawowac kontrole nad psem. Jednym do tej kontroli wystarczy sam glos inni potrzebuja smyczy i kaganca. W tym przypadku smycz nie wystarczyla, pies zaatakowal, odpowiada wlasciciel. Z tego co piszesz wynika, ze sama sie nie spodziewalas takiej reakcji swojego psa.

Link to comment
Share on other sites

Mam dwie astki...Jak wychodzę na spacer to mam oczy "w koło" głowy i zawsze zakładam ten najczarniejszy scenariusz...Staram się - tak jak za kierownicą - myśleć za siebie i innych...Moje suki zawsze są w kagańcu.Mam świadomość,co ich szczęki potrafią...I dlatego nie narażam na kłopoty siebie i innych...Nie warto! Nigdy nie darowałabym sobie gdyby nastąpił atak z którejkolwiek ze stron...Moja rada...Ludzie myślcie za siebie i innych - to nie boli!

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Berek']"uważam że jest tyle miejsca że każdy znajdzie sobie osobny kącik"

No i jakoś ta teoria się nie sprawdziła, prawda...?
:shake:[/quote]
Jeżeli ludzie puszczają luzem sobie pieski to równoważy sie dla mnie z tym że są świadomo tego że ich pies (mimo tego iż ich ostrzegam parokrotnie) podleci do mojego psa,a jeżeli ich psy latają sobie mimo tego dalej i często same atakują moją suke,to ja ich psami niestety ale martwić sie za nich nie mam zamiaru,skoro sami ich właściciele machają reką na to i często odpowiadaja na moje prośby dość wulgarnie. Teraz chodząc na spacery zawsze mam przy sobie dławik i każdy pies który sie do mnie zblizy obrywa za głupote właściciela,bo wole tak postąpić niż potem kłucic sie czyja była wina.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='kate89']Jeżeli ludzie puszczają luzem sobie pieski to równoważy sie dla mnie z tym że są świadomo tego że ich pies (mimo tego iż ich ostrzegam parokrotnie) podleci do mojego psa,a jeżeli ich psy latają sobie mimo tego dalej i często same atakują moją suke,to ja ich psami niestety ale martwić sie za nich nie mam zamiaru,skoro sami ich właściciele machają reką na to i często odpowiadaja na moje prośby dość wulgarnie. Teraz chodząc na spacery zawsze mam przy sobie dławik i każdy pies który sie do mnie zblizy obrywa za głupote właściciela,bo wole tak postąpić niż potem kłucic sie czyja była wina.[/quote]
:thumbs:

pozatym to BULLTERIER się pisze :cool1:

Link to comment
Share on other sites

Guest Mrzewinska

Mozna nie martwic sie o wlascicieli, ale chyba dogomaniakom wypada martwic sie o ich psy. Nie tylko o wlasne. Jesli ma sie psa, ktory potrafi zabic czy ciezko poranic innego za fakt podejscia i chodzi sie z takim psem poza wlasny ogrodzony teren - to moim zdaniem najbardziej odpowiedzialne jest stanowisko Alpiny - myslec za siebie i za innych.

Zofia

Link to comment
Share on other sites

Ja tez sie pod tym podpisuje.Kiedy jeszcze zył moj DC to własciwie od wczesnej młodosci chodził w kagancu.Sporadycznie brałam go na spacer bez tego sprzetu.A mieszkam blisko lasu,bywa ,ze tygodniami na spacerach nie spotykam nikogo z psem.Jednak zawsze mnie przerazało co szczeki mojego psa moga zrobic innemu psu.
Toro moze nie był specjalnie agresywny ale zaatakowany odpowiadał z cała moca swojego 60kg cielska.
Trzeba przewidywac ,trzeba brac poprawke na głupote innych .
Wielokrotnie zdarzyło sie ,ze mojego DC atakował inny pies,pomimo ,ze moj był na smyczy.Kiedys nawet jeden pinczerek rzucił sie Torowi do gardła ,dosłownie ,wpił sie jak wampir.Gdyby Toro nie miał kaganca strach pomyslec co by sie działo .A tak to tylko skotłowal tego pinczera i usiadł na nim.Miał taka metode ,ze siadał na małe psy.
Co by nie mowic własciciel silnego psa potencjalnie agresywnego lub znacznie silniejszego od innych powinien poczuwac sie w kazdych okolicznosciach do odpowiedzialnosci .
W koncu pies to nie tygrys i nie powinno byc sytuacji w cywilizowanym swiecie ,ze podchodzi do naszego psa jakis inny piesek i zostaje zamordowany.Nie zyjemy w wilczym stadzie.A jesli nie jest sie pewnym naszego psa to kaganiec i tyle.Od kaganca sie nie umiera .

Link to comment
Share on other sites

Ja jako właściciel asta i pita wychodzę z założenia że psy nie powinny cierpieć za głupotę swoich właścicieli którzy nie do końca zdają sobie sprawę do czego służy smycz, dlatego moje psy chodzą w kagańcach. Prze cały czas kiedy Olsen mieszka u nas pogryzł sie z innymi psami tylko 3 razy ( nie licząc domowych potyczek z Ghia :)) i ani razu nie była to nasza wina bo zawsze Olsen był na smyczy, ale mimo to jakoś bardziej komfortowo czuję się kiedy ma kaganiec bo jak już coś podbiegnie do nas to dostanie kopa a nie muszę się szarpać z Olsenem żeby puścił psa. Ghia mimo że nie agresywna chodzi w kagańcu dla towarzystwa :)

Link to comment
Share on other sites

Ja juz miałam nauczke jak chodziła moja w kagańcu. U mnie nie tylko małe pieski latają luzem ale i inne pity i rotweilery i juz miałam zaszczyt ze pewna rotweilerka nas zaatakowała,jej własciciel uciekł do klatki a ja sama musiałam sie z tym wszystkim siłować. U mnie to jest tak,albo masz psa który potrafi sie obronic w razie ataku innego albo niestety jest tym pogryzionym.Wiec uważam swoją postawe za wskazaną i jej nie zmienie.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share


×
×
  • Create New...