Jump to content
Dogomania

Search the Community

Showing results for tags 'problem'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Ogólne
    • REGULAMIN FORUM
    • DOGOMANIA ON FACEBOOK
    • Wszystko o psach
    • Hodowla
    • Media
    • Pielęgnacja
    • Prawo
    • Sprzęt i akcesoria
    • Weterynaria
    • Wychowanie
    • Wypoczynek
    • Wystawy
    • ZKwP
    • Żywienie
    • Tęczowy Most
    • Foto Blogi
    • Shopping center
    • Off Topic
    • Administracja
  • Psy w potrzebie
  • Sport - praca
  • Rasy
  • Inne zwierzęta
  • Dogomania.com

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Location


Interests


Biography


Location


Interests


Occupation

  1. dominika20

    Ratunku

    Witam! Mam problem z moją pięciomiesięczną sunią-ratlerkiem. Owa psina nauczyła sie wskakiwać na krzesło a z niego na stół i łapczywie zjada wszystko co się na znajduje!! Oczywiście później są tego skutki uboczne. Nie można nic zostawić na biórku czy stole a jeśli już coś stoi to nie można wyjść nawet na chwile z pokoju bo jeśli tylko zauważy ze nikogo nie ma startuje na stół!! Nie wiem co mam zrobić żeby ją tego odzwyczaić:( Pies regularnie dostaje jedzenie w odpowiedniej dla niej ilości więc nie robi tego dlatego ze jest głodna. Proszę o radę w tej sprawie.
  2. Witam. Od niecalych 10 dni mam w domu Yorka. Suczka ma 8 tygodni i mam problem. Mika zaklimatyzowala sie szybko, nie miala problemow z apetytem. Weterynarz doradzil abym zaczela podawac jej witaminy. Kupilam wiec dzis w sklepie zoologicznym witaminy o nazwie "Pet Calcium" firmy Mikita. Na opakowaniu pisze ze nalezy podawac 1-2 tab. na 2,5-5 kg wagi. Mika wazy ok. 85 dag wiec godzine temu dalam jej cwiartke tabletki aby nie przesadzic. Ok. godz 19 (o 18 dalam tabletke) Mikusia zaczela dziwnie sie zachowywac. Zobaczylam ze na gazetkach na ktorych sie zalatwie jest kilka luznych kupek:placz:. Wtedy mala znowu poszla na gazetki i probujac sie zalatwic, piszczala... Psinka dostawala to jedzenie co zawsze czyli Royal canin junior. Prosze o pomoc. Pozdrawiam
  3. Witam. Na początku się krótko przywitam: Nazywam się Robert, jestem szczęśliwym posiadaczem Sznaucerki-miniaturki, mieszkam w Warszawie. Byłem już zarejestrowany na forum, ale moje konto (chyba) zostało usunięte, przyczyną była moja długa nieobecność. No cóż, teraz postaram się udzielać. Mam pewien problem... Moja Sznaucerka-miniaturka, która ma 8 lat ma objawy [B]dyskopatii[/B]. Tak powiedziano mi u weterynarza. Jak to się ma w praktyce: ogólnie suczka biega, bawi się, ale ma problemy ze wskakiwaniem, np. na wersalkę; nawet powrót ze spaceru bywa "ciężki" - na klatce schodowej Sznaucerka albo ledwo wchodzi po schodach lub w ogóle nie chce. Wątek założyłem, ponieważ: a). w wyszukiwarce nie znalazłem nic na temat dyskopatii u Sznaucerów, b). chciałem sprawdzić czy forumowicze posiadający Sznaucera mieli już taki lub podobny problem. Tak więc proszę o radę, bo już nie za bardzo wiem co mam robić (?) Dodam tylko tyle, że podczas wizyty weterynarz dał lek Metacan), który starczył na 6 dni - jedna dawka na dzień. Nie pomogło.
  4. Mam od 4 dni szczeniaka sznaucera miniaturowego. Dołączył do mojej fretki (samczyk, 2.5 roku). Mam problem - jak je do siebie przyzwyczaić? Fretka boi się psa, i z tego strachu robi się agresywna. Boję się, że zrobi pieskowi krzywdę - bo szkrab jest naprawdę mały. Dodam jeszcze, że fretkę mam od ok. 1,5 roku, jest bardzo miła, przyjazna dla ludzi, psów się nie boi (dlatego mnie dziwi jej reakcja). Piesek - jak to szczenię - jest wesoły, ruchliwy, poszczekuje. Ale nie objawia agresji w stosunku do fretki. Może fretkę denerwuje to szczekanie, a może jest zazdrosna (to jej terytorium, jakby nie patrzeć). Nie mogę jej trzymac w klatce, ona do tej pory biegała sobie swobodnie po moim pokoju. Teraz jest tu pies i mam mały problem - jak zrobić, by się polubiły? Pytałam już na innym forum i wszyscy ograniczyli się do dobrodusznych stwierdzeń "spoko, pies jest młody, to bardzo łatwe, nauczy się szybko", a mnie potrzeba konkretów. Mam je puścić na żywioł, i niech się same pacyfikują? Pomożcie.. Przedtem miałam psa tej rasy, i on tolerował fretkę. Ale wtedy sytuacja była inna - pies był rezydentem (wiek psa 11-12 lat), a fretka "nowa". Teraz ona jest rezydentką, a pies świeżo przybyłym. Co konkretnie mogę zrobić?
  5. Witam, mam ogromny problem z agresją u mojego psa. Bari jest olbrzymim mieszańcem (60kg) - owczarek podhalański + niewiadoma rasa (ojciec nieznany), i aktualnie ma 1 rok i 8 miesięcy. Zacznę od tego, że nie jest to pies z traumą. Wychował się w domu u mojej rodziny z resztą szczeniaków w bardzo dobrych warunkach. My od małego staraliśmy się go socjalizować zarówno z ludźmi jak i psami. Żadne z jego rodzeństwa nie przejawia agresji. Jednak wraz z wiekiem narastają problemy z zachowaniem Bariego. Z pewnością jest to pies mocno stróżujący, nie ma mowy o tym, żeby ktoś obcy, a nawet znajomi, których zna ze spacerów weszli do domu. Bywały takie sytuacje, że nawet wpuszczał niektórych, ale potem bez ostrzeżenia rzucał się na nich. Wygląda to makabrycznie. Wpada w pewnego rodzaju amok, nic na niego wtedy nie działa. Poradzono nam, żeby go zamykać, ale przecież to nie rozwiazanie na dłuższą metę. Oprócz tego, od pewnego czasu ogromnym problemem stały się nawet spacery. Mieszkam w centrum Warszawy, wszędzie wokół nas jest pełno ludzi i psów. Nie ma mowy, żeby wyjść i nie natknąc się na kogoś. Niestety, Bari w ostatnim czasie stał się niezwykle agresywny przede wszystkim do ludzi. Potrafi przejść koło setki ludzi i rzucić się na bezbronnego człowieka. Jest to olbrzymi pies, więc mam problem z utrzymaniem go na smyczy. Wcześniej wychodziła z nim też moja mama, ale po paru incydentach, gdy nie utrzymała psa, panicznie się boi z nim wychodzić. Muszę dodać, że podejrzewam, iż Bari atakuje, ponieważ myśli, że musi nas bronić. Dzisiaj miał miejce kolejny atak. Staramy się w miarę możliwości jeździć z Barim na spacery w bardziej przestronne miejsca, żeby mógł się wybiegać. Tak jak zwykle wyszłam z nim na podwórko i chciałam razem z mamą dojść uliczkami do zaparkowanego samochodu. W pewnym momencie z budynku, koło którego przychodziłyśmy, wyszła kobieta i stanęła przy drzwiach rozmawiając przez komórkę. Bari bez wachania rzucił się na nią, utrzymałam go, ale pomimo wielu prób uspokojenia psa on dalej chciał atakować. Wyglądało to tragicznie, pod wpływem jego ogromnej siły wylądowałam swoimi czterema literami na chodniku. Gdyby nie pomoc mamy pies dawno by już siedział tej kobiecie na plecach. Takich przypadków było naprawdę wiele, ponieważ w naszej okolicy jest ciągły ruch. Łagodniejszy jest dla psów, ale odkąd dojrzał w przypadku konfliktów z psami nie odpuszcza. Obecnie nawet jeżeli jest obszczekiwany (co zdarza się często małym pieskom na widok olbrzyma) nie potrafi tego zignorować i chce atakować. Mamy w okolicy paru "wrogów", na których widok od razu szykuje się do boju. Chociaż to wydaje mi się bardziej zrozumiałe niż agresja w stosunku do ludzi. Przypadek Bariego był konsultowany z wieloma behawiorystami, byliśmy już na 2 szkoleniach, wszystkie prowadzone metodami pozytywnego wzmocnienia. Niestety, bez większego powodzenia. W dalszym ciągu mamy problem nawet ze skupianiem uwagi na właścicielu, gdy jesteśmy poza domem. Tracimy powoli wiarę i siłę. Boję się, że w końcu ktoś wezwie na mnie straż miejską i będę zmuszona go uśpić.... Dlatego teraz chcemy spróbować bardziej rygorystycznych metod, polecono nam behawiorystę, który szkoli psy przy pomocy kolczatek, a nawet obróż elektrycznych.. Może tak trzeba. Nie wiem co robić. Mam wrażenie, że nie nadajemy się do tego psa, mamy za słaby charakter, ale oddanie go traktujemy jako ostateczność (w stosunku do swoich jest kochanym, potulnym psem) - chociaż ten scenariusz z każdym atakiem staje się coraz bardziej prawdopodobny. Może ktoś miał już podobne doświadczenia, mógłby coś doradzić? Bardzo proszę o pomoc!!!!
  6. Witajcie! Jestem tu nowa. Piszę do Was z pewnym problemem, który od pewnego czasu . Otóż, prawie miesiąc temu przygarnęłam ze schroniska Radzia. To wspaniały pies, od razu oszaleliśmy na swoim punkcie. Jest to starszy psiak (ponad 9 lat), któremu chciałam zapewnić spokojną starość w ciepłym domku i otulić go miłością do końca jego pieskiego bytowania. W schronisku Radek był bardzo medialnym psem. Jeździł z wolontariuszami na eventy typu dzień dziecka, festyny, konkursy. Jego opiekunowie nigdy nie słyszeli, jak warczy albo szczeka, taki potulny przytulak. W schronisku na mój widok i głos zaczął piszczeć z tęsknoty, wtedy mnie urzekł... :) Psiak okropnie ucieszył się adopcją. W nowym domu był taki ciekawski, poznawał nas i swoje nowe terytorium. W tym czasie mój tata był zagranicą. Kiedy wrócił (w niedzielę), Radek zmienił się nie do poznania... Ujada na tatę, warczy, szczeka, a potem leży w kącie osowiały... :( Natomiast kiedy wie, że tata jest np na dworze, to on nie daje się wyciągnąć z domu. Podniesiony głos, smakołyki, wołanie - NIC nie pomaga. Ostatnio wyciągnęłam go dosłownie siłą z domu, bo siedział w nim cały dzień, nie ruszając się z pokoju. Nie wiem co robić :( Jego agresja względem taty nasila się zwłaszcza, gdy ja przy nim jestem (przy Radziu). Czy pies mógł mieć jakieś przykre zdarzenia z przeszłości? O co może chodzić? Nie rozumiem tego... To przecież taki spokojny, łagodny psiak, co zrobiłam nie tak??? Proszę o pomoc...
  7. Witam ! Od dwóch tygodni posiadamy psa ze schroniska. Spędził tam on 7 miesięcy jako młody zwierzak co zapewne zaowocowało zaistniałą sytuacją. Otóż pies niestety nie potrafi się bawić absolutnie żadną zabawką :( Szarpaki, piłki, kulki na sznurkach ze smakołykami wewnątrz, kosteczki do gryzienia - nie działa nic. Jest to o tyle problemowe, że jest on psem podwórkowym i większość czasu ze względu na naszą nieobecność spędza w kojcu na dworze gdzie szczeka gdyż najnormalniej w świecie nudzi się. Próbowaliśmy naszego ganiania za piłką i chwalenia go za choćby podejście do niej i faktycznie dawało to krótkotrwały efekt natomiast sama zabawa nie sprawiała psu frajdy a jedynie była przez niego traktowana jak sposób do pochwały, kliknięcia. Czy jest jakiś sposób aby nauczyć go zabawy ? Staramy się aby na szkoleniu obserwował inne zwierzaki bawiące się zabawkami natomiast odnosi to również żaden efekt :(
  8. Witam, wraz z rodziną mamy problem ze swoimi psiakami. Moja 9-cio miesięczna suczka golden retriever i 8 miesięczna suczka shar pei szwagra znają się od szczeniaków. Zawsze ich spotkania to była jedna wielka zabawa, wscieklizna trwająca nawet o 6 godzin z małymi przerwami na odpoczynek. W zabawach były i podgryzania (czasem do krwi na pysku shar peia) i gonitwy i zapasy i proby wzajemnej dominacji, ogólnie nic groźnego poza sporadycznymi niegroźnymi zadrapaniami. Nie było problemu gdy psy były malutkie, natomiast teraz gdy fizycznie sa prawie dorosłe zrobił się ogromny problem z ich gonitwami i zabawami wspolnymi w mieszkaniach podcas wyzut wzajemnych. Uwielbiają swoje harce przenosic w najmniej odpowiednie miejsca czyli ciemna małe i ciasne np. pod stół, pod krzesła itp. Ostatnia nasza wizyta z psem u rodziny skonczyła się szybkim odwiezieniem goldenki do domu ponieważ w ciągu 5 minut przewróciły 2 krzesła i tak roznosiły stół ze porozlewały się wszystkie napoje i drinki. Suczki tak bardzo się nawzajem uwielbiają że już w samochodzi jak wjezdzamy na osiedle wyrywają sie i gnają wręcz skaczą do drzwi. Może w ocenie ich osobowości pomoże informacja że moja goldenka reaguje podobnie na wszystkie psy spotkane na spacerach, proboje się do nich rwać z miłościa i szczesciem na pysku, nawet gdy inne psy nie sa specjalnie zainteresowane ani chętne do zabawy. Oczywiście gdy zabraniam jej tego z obawy ze zrobi komus krzywde (nie potrafi spokojnie się bawić tylko gania i skacze) rozładowuje emocje gryząc smycz, skacząc na mnie, kopiąc momentalnie i drapiąc ziemie oraz kładąc sie na ziemii. Co zrobić, jak je nauczyć spokojnej ostrożnej zabawy lub po prostu egzystowania obok siebie bez szkód w całym otoczeniu? Pytam ponieważ zbliżają się święta i spedzą ze sobą pod jednym dachem pare dni w domu teściów.
  9. Od 2 tyg mam bardzo inteligentna suczkę. Ma lekko ponad dwa miesiące, ale potrafi już przynosić zabawkę, ładnie chodzi na spacerach przy nodze człowieka, w podróży śpi i nie robi żadnych problemów. W domu sama z siebie załatwia się tylko na mate, mówiąc kolokwialnie "nie sika po kątach". I tu zaczyna się nasz problem. Wychodzimy z nią na spacer często, mimo to ona wraca do domu i załatwia się na matę. Kiedy byliśmy na wsi u rodziny i tam spędziła dwa dni, bez problemu załatwiała się na dworze. Pomyśleliśmy, że być może jest to problem smyczy, wiec chodziliśmy z nia w bezpieczne miejsce u nas w mieście i puszczaliśmy by mogła pobiegać bez smyczy i się załatwić, ale niestety nie przyniosło to skutku. Co robić ?? Proszę o pomoc
  10. Witam. Mam Kaukaza, suczkę, którą przywieziono mi z Litwy . Mam z nią wielki problem ! Ma już rok i ciągle robi mi niespodzianki w domu . Od maleńkiego wychodzę z nią jak najczęściej i jak najdłużej. Za każdym razem, gdy zostawiała niespodzianki brałam ją i jej pokazywałam co zrobiła , dałam jej w tyłek i stanowczo mówiłam, że nie wolno i od razu szłam z nią na dwór żeby wiedziała, że na dworze trzeba i kiedy załatwiła się na dworze to głaskałam ją czy nawet dawałam coś w nagrodę i mówiłam "dobra psinka" żeby się nauczyła, że w domu "źle" na dworze "dobrze" . Wiadomo jak była małym szczeniaczkiem to jak każdy inny z początku zostawiała niespodzianki, ale z czasem czym bardziej dorastała tym bardziej zamiast się oduczyć załatwiania w domu to stawało się dla niej czymś normalnym. Gdy miała około 6 miesięcy wycfaniła się do tego stopnia, że gdy w jednym pokoju zostawiła mokrą niespodziankę i dostała w tyłek to automatycznie szła do drugiego pokoju i po złości robiła tę grubszą niespodziankę... Takie jej złośliwe zachowanie trwało 3-4 miesiące. Od kilku miesięcy jej zachowanie wygląda tak, że wyjdę z nią na długi spacer gdzieś po lesie żeby się wybiegała i ładnie załatwiła i owszem robi to, ale gdy tylko wejdę z nią do domu to idzie do pokoju i robi grubszą niespodziankę... Przez jakiś czas także załatwiała się na balkonie. Teraz ma wybrany pokój, w którym tylko tam się załatwia. Rok czasu to na prawdę bardzo dużo jeżeli chodzi o ten problem ! Ze wszystkim innym się słucha i szybko nauczyła się komend: "daj łapę" , " siad " , " leżeć ". Na spacerze jak mi się oddali to nie reaguje na komendę: "chodź tu" tylko gdy mówię do niej "pa pa" to od razu biegnie do mnie. Jestem bardzo stanowcza i konsekwentna dla niej bo wiem, że ta rasa potrzebuje właśnie takiego pana, silnego, aktywnego fizycznie i psychicznie. Ale z tymi niespodziankami nie mogę sobie poradzić !!! Próbowałam już wszystkiego żeby się oduczyła ! I teraz nie wiem czy to ja gdzieś popełniłam błąd ? Czy problem tkwi w niej ? Nie mam pojęcia :-( Chciałabym ją w końcu tego oduczyć :-( Boję się żeby nie było za późno :-( Błagam o pomoc doświadczonych hodowców tej rasy !
  11. Witajcie, Zwracam się z prośbą o pomoc w rozpoznaniu problemu. Po wprowadzeniu się z żoną do nowego mieszkania i w trakcie oczekiwania na potomka, zdecydowaliśmy się na psa. Piesek został wybrany przez OLX - sunia Cocker Spaniela miała szczeniaki, z psem nieznanego pochodzenia (który przeskoczył przez płot). Po dojechaniu na miejsce nasz nowy członek rodziny od razu rzucił się nam w objęcia. Miała wtedy 12 tygodni. Wtedy nie zwróciliśmy uwagi na fakt, że jej Matka, lękliwie siedziała w budzie i przy próbie podejścia uciekła na tył domu. Tak czy siak - Miszka bo takie imię wybraliśmy, wróciła z nami do domu i od tamtej pory została członkiem rodziny. Bardzo szybko okazało się, że pies jest mega lękliwy, podejrzewam, że przed naszym przybyciem nie widziała nic poza Matką i budą na podwórku. Dzień po tym jak do nas trafiła, odwiedził nas przyjaciel i gdy podszedł do niej by ją pogłaskać ta rzuciła się z zębami na rękę. Przy jego wizycie tydzień później - rzuciła się na niego w objęcia, aby go lizać i całować (sami byliśmy zaskoczeni zmianą). W każdym razie jak tylko zobaczyliśmy jak się zachowuje, rozpoczęliśmy późną (bo w 12 tygodniu) socjalizację: - jeździłem z psiną komunikacją miejską, a raz w tygodniu do centrum na Warszawską patelnię, - spotykaliśmy się w parku z 10cioma dojrzałymi psami, które nie wykazywały za grosz agresji (na jednego się rzuciła z zębami) - jeździliśmy do mojej siostry, która również miała sunię (3 tygodnie starszą) i kilka razy musieliśmy je rozdzielać - dużo, dużo spacerów, na smyczy i bez - zabawy ze sznurem , z piłką, nauka komend W każdym razie, mogę chyba śmiało powiedzieć, że jej nie zaniedbaliśmy. Nie stosowaliśmy kar, a jedynie wyraźne "FE". Pies zna komendy "nie rusz, zostaw, oddaj, wez, siad, waruj, lapa, przybij piatke, na miejsce, itd. itp) Pięknie chodzi przy nodze, wraca na zawołanie, generalnie jest mega mądra i pojętna. ALE! 1.Strasznie boi się dzieci / ustawia je . Tego aspektu też nie zaniedbaliśmy, gdyż moja siostra ma dwójkę 4 latkę i 7 latka, które regularnie się z nią bawiły, częstowały smakołykami, a nawet wydawały komendy. Natomiast jej zachowanie jest o tyle dziwne, że raz gdy przychodzą do nas w odwiedziny to rzuca się im do nóg by ich lizać i by ją głaskały, a innym razem unika, a nawet próbowała kłapnąć przy próbie pogłaskania. (w takich wypadkach zawsze jest izolowana na kilka minut i po powrocie "trochę" odpuszcza). Ale widzimy, że zdecydowanie jej się nie podoba to, że nas odwiedzają. 2. Każda zabawa z innym psem, bez względu jak zainaugurowana, bez względu kto zapraszał do zabawy, prędzej czy później kończy się spięciem, nasza się spina, "wybystrza" i już wiemy, że pora kończyć, bez względu na wiek, rase czy płeć kompana do zabawy. Mało mówić, że w trakcie zabawy rzuciła się na kilogramową 8 tygodniową maltankę i nawet gdy ją podniosłem do góry, to trzymała ją w pysku. 3.Różni ludzie przychodzą do nas w odwiedziny, ostatnio przyjechał amerykanin z wymiany, kochający psy, w ciągu godziny na naszych oczach, pies z lękliwego, przekształcał się w straszną przylepę, następnie znowu go unikała, by 5 minut później wskoczyć mu na kolana, by na sam koniec rzucić się na niego, jak ją pogłaskał. (ponownie ją wynieśliśmy do łazienki) - po powrocie przyszła do niego i zaczęła go lizać po rękach. 4. Suka, ma straszny lęk separacyjny (nad tym pracujemy od miesięcy) i wydaje się być lepiej, chociaż kilka razy wydawało się, że nastąpił regres, cały czas widzimy postępy. 5.Urodził nam się syn w Lipcu i sunia go uwielbia, zanim wrócił ze szpitala, dostała pieluchę tetrową z jego zapachem, nigdy jej nie odrzucaliśmy, zawsze jak jest karmiony piersią leży obok, Jak śpi to często kładzie się obok i go pilnuje, często podchodzi i go liże, a to po ręce, a to próbuje po buzi. Młody w tej chwili skończył 4 miesiące, podczas karmienia wierzga nogami. Do tej pory potrafił ją skopać i Ona nic sobie z tego nie robiła, byle być blisko. Dzisiaj usiadła dalej i była "wybystrzona" w swój specyficzny sposób. Pytanie do was PSIARZY. Co robić ? Jak żyć ? Konsultowaliśmy się z behawiorystami, generalnie większość twierdzi, że jak suka zaakceptowała młodego to z nim nie będzie kłopotu. Skąd to dzisiejsze zachowanie? Niby zaakceptowała moich siostrzeńców, jednak przy każdej wizycie, nie jesteśmy w stanie przewidzieć jej zachowania. To samo jest z gośćmi - jednym razem przychodzi ktoś to warczy i się chowa, innym razem go kocha. Potrafi podbiec do kuriera by go wylizać, by następnym razem rzucić się z zębami do drzwi bo usłyszała dzwonek do drzwi. Czy możliwe, że pies ma jakieś wyjątkowe predyspozycje genetyczne i lepiej być ostrożnym ? Czy jest szansa wypracować jakieś rozwiązanie, biorąc pod uwagę - jej zmienność w zachowaniu? Muszę powiedzieć, że z dnia na dzień dostrzegamy coraz więcej dziwacznych zachowań i bardzo nas to przeraża. W tej chwili sunia, ma 9 miesięcy, pierwsza cieczka prawie przeszła niezauważalnie (kilka plamek krwi). Przygotowujemy się do sterylki, jednak boimy się, czy nie wzmocni "dominacyjnych/agresywnych" zachowań> Nie za bardzo wiemy od czego zacząć pracę, bo jest tego tak wiele, że sami się w tym pogubiliśmy. Ja miałem dwa psy, moja żona dwie suki - z żadnym nie było związanych tyle negatywnych emocji co z naszą obecną sunią. Na tyle nas to zmęczyło przez ostatnie miesiące, że pojawiła się myśl o oddaniu.
  12. Witam Zacznę od tego, że za kilka tygodni zamierzam kupić Dobermana. W domu znajduje się już jeden pies- buldog. Jak wiadomo, szczeniak musi być od samego początku socjalizowany i powinien mieć kontakt z innymi psami. I problem jest w tym, że pies, którego już posiadamy nie jest do końca obyty, nie potrafi zachować się w obecności innych psów, nie okazuje agresji, bardziej się ekscytuje i chce się bawić, ale jest w tym wszystkim bardzo nachalny, uciążliwy, rzuca się, skacze. Nie potrafi do tego spokojnie podejść, Czy myślicie, że nowy piesek może nauczyć się takiego zachowania wobec innych psów w przyszłości?? Lub takie spotkanie z "nieokiełznanym" wywołać strach lub traumę?? Bo o ile na spacerach nad buldogiem mimo wszystko łatwiej jest zapanować, bo nie jest silny to o tyle z dorosłym dobermanem może już nie być tak miło.
  13. Wilczu

    Pomożecie?

    Hej, to mój pierwszy wpis i przepraszam jeśli umieściłam w złej kategorii. Mam 15 lat i mieszkam tylko z mamą. Niecały rok temu ubłagałam mamę o wzięcie psa. Zdecydowaliśmy się na psa w typie owczarka, teraz wiem, że powinnam się jeszcze dłużej zastanowić nad rasą, ale próbowałam ją przez 14 lat przekonać na psa i w końcu mi się udało i bałam się, że jak szybko nie wybiorę psa to mama zmieni zdanie i się nie zgodzi, bo często tak robi na różne tematy. Ale to nie jest tak, że nic o psach nie wiedziałam, ba, wiedziałam bardzo dużo bo bardzo się tym interesowałam, oglądałam różne programy i dużo czytałam o nich w internecie i również o tym jak rozwiązywać problemy z nimi związane, tylko nie zastanowiłam się porządnie nad rozmiarem psa i oczywiście nie miałam doświadczenia, no ale obiecałam, że to ja będę się nim zajmować bo mama nie za bardzo lubi psy. I dotrzymałam słowa ja go karmię, bawię się, sprzątam po nim i wyprowadzam na długie spacery i to jak kupuje mu wszystko oprócz karmy. Wzięliśmy go jak miał 4 miesiące, uczyłam go czego mogłam, ale przy nauce nie wystarczą same filmy więc gdy już się zadomowił czyli jak miał 5 miesięcy poszliśmy z nim na tresurę pozytywną w grupach, ponieważ moich usilnych starań mieliśmy z nim problemy wychowawcze. Po tych szkoleniach było jeszcze gorzej, pies był tak niegrzeczny, że nie mogłam nad nim zapanować. Gdy tresura się skończyła zdecydowaliśmy się na indywidualną z kimś innym. Trochę się polepszyło no ale dalej jest bardzo źle, największą część odgrywa wielkość. Uwielbiam psy i chciałabym mieć psa no ale przykro przyznać.. nie tego ;(. Chciałabym go oddać znajomym do domu z ogrodem, oni wiedzą o jego problemach, i chciałabym też wziąć innego psa do 10 kg. Proszę nie oceniajcie mojej moralności. Moim problemem jest to jak przekonać mamę na innego psa, ona mówi, że chętnie odda tego, ale nie chce innego, a ja nie oddam tego jeśli w ogóle nie będę mogła mieć psa. Na pewno lepiej by mu było gdyby miał wybieg cały czas. Moja mama jest nieugięta. Proszę podajcie mi argumenty które przekonają ją do innego, małego psa.
  14. Witam, sprawa jest dla mnie bardzo ważna. Od 5 miesięcy mam psa, Lunę. Od samego początku miała problemy z nieutrzymywaniem czystości. śpi w domu, ma tu swoje legowisko. Wzięliśmy ją ze schroniska, gdzie zapewniano nas że to jeden z tych dobrych psiaków. Niestety już drugiego dnia rano zastaliśmy brudną podłogę.Nawet teraz często potrafi narobić nawet wtedy, gdy 20 minut wcześniej była na dworze. Uznaliśmy ze skoro jest młoda (ma ok. roku) to nie jest nauczona załatwiać się na dworze. Odtąd gdy byłam z nią na spacerze lub wychodziłam z nią na ogródek i gdy się załatwiła się tam, dawałam jej smakołyk i mówiłam ,,dobry piesek", a gdy narobiła w mieszkaniu karciliśmy ją. Pies w tygodniu zostaje sam na ok. 8 godzin, bo ja chodzę do szkoły, a rodzice do pracy i często zostawiała nam po powrocie taką ,,niespodziankę" (w różnych miejscach czasem nawet nasikała do kapci) Oprócz tego wskakiwała na stół, krzesła ( wiemy stąd, bo było na nich pełno sierści i raz złapaliśmy ją na gorącym uczynku.), gryzła długopisy, raz nawet torebkę mojej mamy.często się to powtarzało,czasem nawet parę dni pod rząd. Długo to trwało, ale od pewnego czasu było spokojnie. W zeszłym tygodniu cała rodzina była w domu bo trwają ferie, dlatego tez Luna nie zostawała sama. Później, gdy 21 stycznia poszliśmy do sklepu kupić dziadkom prezent (na ok. 1 h), a Luna była na dworze, zanim poszliśmy, to i tak narobiła w domu.I tak znów przez trzy dni pod rząd (dzisiaj także). moja mama stwierdziła,że pies robi to ze złości, bo nie podoba się jej to, że zostawiamy ją samą. Matka uznała, że miarka się przebrała i chce ją oddać do schroniska. A ja już Lunę zdążyłam pokochać! i nie wiem co mam teraz robić, przyzwyczaiłam się do tego pieska. Proszę pomóżcie, czy istnieje jakiś sposób na wychowanie jej, nauczenie utrzymywania czystości i zachowywania się grzecznie, gdy jest sama w domu? Czy ona rzeczywiście robi to ze złośliwości, to w ogóle jest możliwe?
  15. Witam, mam pytanie do bardziej doświadczonych posiadaczy labradorów. Mój pies ma 13 miesięcy, po początkowych problemach z karmą i kilku zmianach(jest uczulony na drób) od 5 miesięcy dostaje karme ACANA Grass-Fed Lamb, wszystko jest w porządku, tzn kupy robi normalne, zwarte i średnio śmierdzące, dostaje troche więcej niż przewiduje producent bo jestesmy bardzo aktywni, (codziennie przyanjmniej jeden spacer 2h i do tego trzy krótsze, bieganie, aportowanie, zabawa itp). Zastanawiają nas z żona dwie sprawy, codziennie na spacerze pies zjada trawę oraz jest cały czas bardzo szczupły i robi dziennie 4-5 kup. Czytałem że pies je trawe gdy ma braki w diecie. Weterynarz mówi że dobrze wygląda ale my tak szczupłego labradora nie widzieliśmy. Czy może to być słaba przyswajalność karmy, jest to pierwsza karma po której sie nie drapie i nie ma gazów. Szukać czegoś nowego?
  16. Hej, jestem na forum nowa i wybaczcie jeśli cos podobnego znalazło się już w tematach. Opisze wam w skrócie jak wygląda nasz problem. Jestem właścicielką 9 tygodniowej suczki. Mała ze względu na problemy z matką jest u nas od 7 tygodnia życia (proszę o niekomentowanie, że za wcześnie bo my to wiemy ale kiedy matka podgryza małe i nie chce ich karmić to wyjście jest tylko jedno :) ) Nasza suczka od pierwszych dni jest uczona pozostawania w domu sama - od kilkunastu minut do 3-4 godzin. Uczymy się również czystości poza domem i chyba wychodzi nam to coraz lepiej, ponieważ mała często popiskuje pod drzwiami i "szuka" miejsca w okolicach drzwi wyjściowych co alarmuje nas o szybkim wyniesieniu małej przed blok żeby nie mieć niespodzianki na klatce. Generalnie jest całkiem okej jednak już dwa razy spotkała nas bardzo nieprzyjemna sytuacja. Pod nasza nieobecność ok 3-4 godzin mała załatwiła się w pokoju dwukrotnie i co gorsza - zjadła to... Zauważyliśmy to po okropnym zapachu ale braku odchodów. Zdziwiły nas tylko dziwne plamy na jasnych panelach.. Wszystko było wtedy jasne. Skąd takie zachowania? Nigdy nie karaliśmy jej za załatwianie się w domu. Mówimy, że fe i że siku i kupka na dworze - wtedy tez nagradzamy ją smakołykiem i długim spacerem z zabawami jeśli załatwi swoje potrzeby poza domem. Wiadomo, że jest malutka i często zdarzy się zrobić siku, więc tego nawet nie poruszam/ Skąd mogą pojawiać się takie zachowania u szczeniaka? Bo zapewne nie jest to nic naturalnego. Dodam również, że mała była najedzona oraz miała KONG wypełniony pysznościami więc nie chce odpowiedzi, że zjadła to "z głodu". Rozumiem, ze mogła po prostu nie wytrzymać i załatwić się w domu jeśli czuła, że nie ma nas w domu i jej wołanie o wyjście do nas nie dociera ale zjadanie swoich odchodów na prawdę nas zaniepokoiło.
  17. Cześć! Mam problem z 7,5 tygodniowym yorkiem. Mianowicie nie chcę jeść suchek karmy, którą mu podaje, wiem że ogólnie sucha karma nie jest dla niego problemem ponieważ wybierał karmę z miski mojego drugiego dorosłego yorka (royal canin adult), dziś też dobierał się do kociej karmy. Kupiłam już startery dla szczeniaka 3 firm: acana, royal canin, purina pro plan i żadnej nie chce. Inne rzeczy typu gotowane mięsko chętnie, ale wiem że tego typu karma jest ważna w jego diecie i czy macie jakieś sposoby żeby go do tej karmy przekonać? Co robić? :( próbowałam już namaczać w wodzie, w mleku, mieszać z tym co chce jeść i nie podawać nic z myślą że zgłodnieje to zje ale nic zupełnie nic nie działa
  18. Cześć! Mam problem z moim psem. To kundelek niewiadomego pochodzenia. Ma już prawie pięć miesięcy i zaczął się robić strasznie agresywny. I nie chodzi mi o gryzienie w zabawie, bo choć go tego oduczam, doskonale wiem, że to nie jest przejaw agresji. Chodzi o coś innego. Warczy, gdy chcę go pogłaskać. A czasami warczy już wtedy, gdy tylko koło niego kucnę. Nigdy nie zrobiłam mu krzywdy - mam go od maleńkości. Kocham go i dbam o niego. Skąd ta agresja? Jak sobie z nią poradzić?
  19. Piszę to , i ledwo widzę monitor , tak bardzo jestem zalana łzami . Przepraszam , ale muszę gdzieś to napisać , a , być może , temat ten stanie się przestrogą dla innych . Będzie długo ... W sobotę uspałam mojego psa . Ale , może najlepiej od początku ... To , co napiszę tutaj , jest moją najbardziej skrywaną tajemnicą . Obiecałam sobie , że nikt z bliskich się o tym nie dowie . Spaliłabym się ze wstydu , a może raczej , z żalu , dosłownie , nie mogłabym dalej żyć . Mam dwadzieścia pięć lat , około . Problemy z nerwicą , depresją . Miałam 11 / 12 lat , kiedy zachorowałam . Oczywiście , choruję do teraz . Miało być o psie , ale , muszę tutaj nakreślić pewne sprawy , tło do zrozumienia dalszego tekstu . Podobno , byłam wyczekiwanym dzieckiem . Może i tak , ale , dzieckiem bardzo mocno zaniedbanym , przede wszystkim emocjonalnie . Matka nigdy nie potrafiła mnie kochać . Owszem , kochała mnie , kocha , ale nie potrafiła , do tej pory nie potrafi . Nie winię jej aż tak bardzo , jeszcze przede mną miała bardzo ciężkie życie . Ojciec , kochał mnie , ale myślał , że wszystko jest w porządku . Mieliśmy , jako rodzina , wiele problemów , przede wszystkim finansowe , myślę , że wziął to na siebie , aż za bardzo , nie zauważał po prostu całej reszty . Mieliśmy ogromne problemy finansowe , wykaraskaliśmy się z nich dopiero jakieś trzy lata temu . Ja miałam też problemy zdrowotne , jak miałam 13 lat , podejrzewano u mnie raka , spędziłam sporo czasu w szpitalu . Pieniądze z nieba nie spadały . Bałam się o swoje życie , bałam się też o finanse . Myślę , że było to dosyć trudne dla mnie , wtedy . Wiele razy chciałam się w tamtym okresie zabić . Gdy wyszłam ze szpitala , miałam już pełnometrażową depresję . Problemy z rówieśnikami , szykanowanie , problemy z nauką . Później zawaliłam dwie szkoły . Miałam 13 lat , miałam też ataki histerii . Pewnego dnia zobaczyłam na spacerze psa , owczarka niemieckiego . Chciałam kogoś kochać , chciałam , by ktoś mnie w końcu kochał . Marzenie 13 letniego , zaniedbanego emocjonalnie , głodnego miłości dziecka . Dostałam w końcu szczeniaka . Byłam w siódmym niebie , chciałam też nieba przychylić mojemu nowemu przyjacielowi , jedynemu przyjacielowi . Nie miałam wcześniej żadnych kontaktów ze zwierzętami . Oczywiście , traktowałam go jak człowieka , bo nie umiałam inaczej . Rodzice byli zadowoleni , bo miałam zajęcie , ale się nie przejmowali , bo owczarek mądry pies , sam się wychowa . W mojej świedomości dawałam mu wszystko , czego tylko potrzebował . Jedzenie miał zawsze łatwo dostępne , miska była cały czas pełna . Smakołyki , szyneczka , kiełbaska , cukierki czekoladowe , rybka , kurczak , wszystko , do woli . Miał lepszą karmę , mimo , że była droższa . Ja nie dojadałam , ponieważ dzieliłam się z nim jedzeniem . Spał u mnie w nogach , na łóżku . Jeszcze go na nie podsadzałam , tylko czekał , bo nie chciało mu się samemu ruszać tyłka . Przykrywałam go jeszcze kołdrą w zimę , żeby na pewno było mu miękko i ciepło . Drapałam nogą za uchem , by ładnie usypiał . Nie miał posłania , moje łóżko było jego posłaniem . Jak był mały , nosiłam go na rękach , kiedy nie chciało mu się iść . Potem zawsze chodziliśmy na kilkugodzinne spacery , co prawda zawsze na smyczy , ponieważ wkręciłam sobie , że mi ucieknie , a poza tym , nie tolerował innych psów . Ale swoje wychodził , nie chciałam , żeby zależał się na kanapie , bo to niezdrowe , a poza tym mieszkaliśmy w kamienicy , więc nie miał ogrodu . Chodziliśmy w różne miejsca , więc nie miał w tym temacie monotonii . Pozwalałam mu dosłownie na wszystko . Rzecz jasna , piesek w końcu zrobił się naprawdę duży , zaczęły się więc problemy . Dbałam o niego , jak umiałam , ale miałam 14 / 15 lat , byłam też rozwichrowana psychicznie , miałam poważne problemy w nauce . Marzyłam o szkoleniu dla niego , jednakże było one nieosiągalne ze względów finansowych . Próbowałam nawet sama go szkolić , ale , czy przez mój słomiany zapał , czy przez jego marudzenie , czy też przez moją depresję , skończyło się na tym , że nie nauczył się niczego , dosłownie . A rodziców pies nie obchodził , przecież jest w miarę spokojny , a poza tym , to tylko pies . Dorósł całkowicie i w końcu zaczął pokazywać zęby . Nie kojarzyłam wtedy , że był za bardzo rozpuszczony , właściwie , że był rozpuszczony jak dziadowski bicz . Pokazął zęby jeden raz , drugi . W tym momencie , zaczęłam się wtedy go bać , czułam się atakowana . Zazwyczaj na agresję człowieka reaguję wycofaniem się , zamknięciem w swojej wieży , ale w sporach z nim bałam się , że mnie pogryzie , był w końcu ode mnie silniejszy , i cały czas miał przy sobie broń , mianowicie , zęby . Przeczytałam gdzieś wtedy , że psu należy pokazać , że to ja jestem przywódcą stada , rodziny . Krzyknęłam na niego raz , drugi . Któregoś razu nie pomogło , dałam mu klapsa . Biedak , był w szoku , czy wystraszył się , ale przestał natychmiast . Poza swoimi epizodami agresji był do rany przyłóż , to był wtedy mój mały aniołek . Jednak miał właśnie takie fazy , wtedy dawałam mu klapsa . Ale wtedy , kiedy rzucał się na mnie z zębami , dosłownie , albo , gdy juz widziałam , że to za chwilę nastąpi , przyłożyłam mu mocniej . Wyglądało to tak , że dostał skórzaną smyczą po zadzie cztery , czy pięć razy . Czasem , jak się szybko obrócił , smycz trafiła w bok . Czasem , parę razy go szturchnęłam nogą , albo strzeliłam ręką po uchu . Bardzo ciężko mi o tym pisać . Dzisiaj oczywiście widzę , jakie to okrutne . Jednak wtedy widziałam siebie w roli ofiary , a jego w roli agresora . Bałam się , że mnie pogryzie tak , że wyląduję w szpitalu . Nie miałabym przecież szans . W moich oczach , broniłam się przed nim . A tak naprawdę myślę , że go maltretowałam . Kochałam go na zabój , kocham go nadal , ale chciałam normalnie żyć . Nie chciałam też , by mnie ugryzł , oczywiście , bardzo bałam się bólu , ale chodziło także o to , że rodzice na bank oddali by go wtedy do uspania . Wolałam już więc , żeby mnie nienawidził , ale , żeby żył . Miał wtedy tylko trzy , cztery lata . Był młodym psem , czekało go całe życie . Poza tym , ja nie mogłabym bez niego żyć . Trzymałam się tylko dzięki niemu , tylko dla niego . W tych sytuacjach , kiedy oberwał , czy też , dostał za swoje , za chwilę chciałam go tulić , przepraszać , całować . Czasami trząsł się ze strachu , ale za chwilę wszystko było już dobrze . Przytulałam go , chciałam go przeprosić , dawałam mu coś słodkiego , cały dzień miał smakołyki i głaskanie ekstra . Nie kontrolowałam siebie , nie kontrolowałam swoich problemów . Bałam się jego zębów . On za chwilę zachowywał się tak , jakby tego nie pamiętał . Potem był już grzeczny . W efekcie , raz na jakiś czas musiałam dać mu klapsa , albo raz smyczą . Uspokajał się i dalej funkcjonowaliśmy normalnie . Nikt o niczym nie wiedział , ponieważ wszystkie te sytuacje zdarzały się , kiedy byłam z nim sama w domu , a strasznie się tego wstydziłam . Chcę tu zaznaczyć , że nigdy nie biłam go bezpodstawnie , w moich oczach przynajmniej . On przykładowo na mnie warczał , dostał klapsa , przestał warczeć na jakiś czas , był wtedy najkochańszym psem na świecie . Bijąc go broniłam się , jednak wiem , że go krzywdziłam . Każdego dnia zaraz starałam mu się to wynagradzać , i tak aż do następnego razu . Myślę , że takich epizodów w całym jego życiu było może ze dwanaście , coś koło tego . W sumie może dwadzieścia parę uderzeń ręką , jakieś osiem smyczą . Poszturchań było więcej , jak już się nauczył , że potrafię uderzyć ręką , albo gorzej , smyczą . Warczał na mnie i na moich rodziców . Musiałam go jakoś przywoływać do porządku , a nie chciałam go tak często bić , więc , na przykład , jak siedziałam w fotelu , a on leżał na podłodze , to , gdy zaczął warczeć , z jakiegoś tam powodu , przykładowo , rodzice dają mu resztki ze stołu , a on leżąc , warczy , to szturchałam go nogą . Wtedy przestawał . Takim sposobem trzymałam go w ryzach . Nie chciałam , by rodzice oddali go z powodu agresji . Byłam też przyzwyczajona do tego , że jest miły jak baranek , ale w każdej chwili może się na mnie rzucić , doskoczyć , wyszczerzyć zęby . Dwa razy zamknęłam go samego na chwilę w pokoju , raz na balkonie . Chciałam powstrzymać siebie od atakowania go . Kiedy zaraz się uspokoiłam , wracałam do niego i go przepraszałam . Czasami bałam się go dotknąć , żeby nie popsuć mu humoru . Obchodziłam się z nim jak z jajkiem , dogadzałam mu z każdej strony , na tyle , na ile potrafiłam . Wiedziałam , że najpierw zawarknie , ale potem może ugryźć , a wtedy to byłby dla niego koniec . Nie było mowy o wychowywaniu go wtedy , ponieważ się go autentycznie bałam . Co dopiero szkolenie ... Kochałam go . Kocham . Tak bardzo go kocham , że teraz , jak go nie ma , dosłownie , rozrywa mi serce . Rano , jak zaczęłam o nim myśleć , myślałam , że się uduszę , taką miałam fazę . Na co dzień , jak pisałam wyżej , był grzecznym , zdawałoby się , ułożonym psem . On był grzeczny naturalnie . Miał swoje napady . Nie rozumiałam wtedy , że jak mu przyłożę , to takie napady będą powtarzały się coraz częściej . Umiałam je w ten sposób hamować , dzięki czemu żyliśmy w , być może pozornej , zgodzie . Aż do następnego razu ... Był jednak moim psem , mimo , że czasami go biłam . Jeżeli już kogoś się słuchał , to tylko mnie . Chodził za mną jak cielę . Przychodził się przytulać , uwielbiał drapanie za uszami . Na spacerach był grzeczny , nigdy specjalnie go nie goniłam , pozwalałam mu wąchać wszystko , ile tylko chciał . Jedzenie , dostawał najlepsze kąski . Uwielbiał leżeć na podłodze , kiedy siedząc obok , drapałam go po brzuchu nogą . Był dobrym , kochanym , naprawdę , kochanym psem . Czasami tylko budził w nim się diabeł , jak przekroczyłam jakąś granicę . Nie rozumiałam , co robiłam źle , chcałam tylko spokoju , dla nas obojga . To działało , aczkolwiek było okupone moimi potwornymi wyrzutami sumienia . Ogólnie , miał dobre życie . Powinnam go częściej przytulać . Mam jednak wrażenie , że przekreśliłam wszystko tym jego biciem . Ale , nie potrafiłam inaczej . Wiem , zdaję sobie z tego teraz sprawę , że posypią się tu na mne gromy . Jednak nie miałam wielu możliwości , a potem , zadanie okazało się dla mnie za trudne , wręcz niewykonalne . Ostatnie miesiące , tygodnie mojego psa ... On nigdy nie chorował , był bardzo zdrowy , bo dbałam o niego . Jednak 13 lat to dużo ... Pewnego dnia przestał wdrapywać się na łóżko , zrobliśmy mu miękkie posłanie na podłodze . Któregoś razu przewrócił się na schodach , a mieszkamy w bloku . Potem znowu . Była zima , nikt nie otwierał okien , zdecydowaliśmy , że nie będzie wychodził z domu , bo jeszcze się połamie . Wypróżniał się na balkonie , podkładaliśmy ręczniki , pralka chodziła non stop . Trwało to jakiś czas . Szkoda nam go było jeszcze usypiać , bo w dalszym ciągu był jak szczeniak , chciał żyć . Następnie tylne łapy ... W końcu tylko leżał na posłaniu , czasem ruszył się z miejsca . Karmiłam go z ręki , przynosiłam mu wszystko na każde zawołanie , zmieniałam mu ręczniki i szmaty na mocz , smarowałam modzele , ponieważ od leżenia porobiły mu się na przednich łapach . Wszystko to znosił bardzo spokojnie . Ale było coraz gorzej . W końcu stracił chęć do życia , widać było , że już wszystko go boli , uwiera . Zdecydowaliśmy się , bo uważam , że lepiej za wcześnie , niż zbyt późno ... W sobotę uspałam mojego psa . Wszystko zniósł bardzo dobrze , w samochodzie przytulaliśmy się , zasnął spokojnie , bez żadnych negatywnych oznak organizmu , wtulił się we mnie , cały czas go głaskałam . Byłam przy nim do końca . Miałam wrażenie , że zrobił mi prezent , ponieważ zasnął tak spokojnie , jak tylko mogłam sobie to wymarzyć , jak prawdziwy aniołek , którym przecież był . Mam nadzieję , że czuł się w miarę pewnie i bezpiecznie , mimo tego , że w sumie , znęcałam się nad nim . Takie sprawiał wrażenie , że mi wybaczył , że jest mu dobrze i spokojnie . Ale czy na pewno ... Od tamtej pory nie mogę spać ... Tak bardzo żałuję każdego krzyku , każdego klapsa , każdego uderzenia ... Byłam nieodpowiedzialna , niezrównoważona , okrutna ... Wiem jednocześnie , że bez tego było by nam bardzo ciężko , może nawet rodzice oddaliby go do schroniska ... Chciałam oszczędzić mu tego ... Zapewniając inne piekiełko ... Następnego dnia , w niedzielę , poszłam z ojcem do lasu . Zawsze chodzimy w weekend na takie spacery , wstąpiliśmy w boczną ścieżkę , którą czasem chodzimy , coś mi kazało zajrzeć do paśnika ... A w środku , pełno siana , a w środku śpiący lis ... Leżał dokładnie w ten sam sposób , jak leżał mój pies na wózku u weterynarza , kiedy wszystko miało miejsce , i kiedy było już po wszystkim ... Lis już nie żył ... Nie był jeszcze do końca sztywny , mogłam ruszyć uchem , ale brzuch miał twardy jak kamień ... Musiał umrzeć mniej więcej w tym samym czasie , co mój pies ... Nie wiem , może to był jakiś znak ... Lisa widziałam może z pięć razy w życiu , a chodzimy po tych lasach odkąd pamiętam , przynajmniej dwa razy w tygodniu , po kilka godzin ... A poza tym , zawsze zaglądam do wszystkich paśników ... Aż tu nagle , paśnik , martwy lis , leżący identycznie , jak mój pies , umarł w tym samym czasie , co mój pies ... Wtulony w siano , tak , jak mój pies był wtulony we mnie ... Martwy lis w paśniku to nie jest codzienny widok ... Położył się tam , by umrzeć w spokoju ... Znalazłam go dzień po uspaniu mojego pieska ... Wyglądał , jakby spał ... Jak mój piesek ... Przez chwilę pomyślałam , że mój pies mnie tam zaprowadził ... Wierzę , że psy mają duszę ... O wiele szlachetniejszą niż nasza ... Serce mi się kraje , tak bardzo żałuję . Cały czas płaczę . Wczoraj myślałam , że chyba wezmę jakieś tabletki . Nie przypuszczałam , że można kochać aż tak mocno . Nie mogę znieść świadomości , że tak krzywdziłam kogoś , kogo kochałam najmocniej na świecie . Oczywiście , wiedziałam , że krzywdziłam go tym biciem , ale przecież ... On jest nieśmiertelny , jeszcze naprawię swoje błędy ... Naprawiałam je , ale teraz ... Nie mam teraz nikogo . Rodzice ... Nie mam przyjaciół , nawet znajomych , dosłownie . Nie wiem , co będzie z moim życiem . Chciałabym się z tym wszystkim uporać ... Chciałabym dostać jakiś znak , wiedzieć , że gdzieś tam jest mojemu psu dobrze , że jest bezpieczny , że się nie boi , a jest przecież tak zimno ... Ale może gdzieś tam jest mu lepiej , niż u mnie ... Czy pies potrafi wybaczać ... ? Czy pies naprawdę kocha tak bardzo ... ? Jestem potworem ... Co z moją duszą ? Kiedyś śniło mi się , a może to wspomnienie , jak byłam jeszcze przed narodzinami , mogłam wybrać sobie ciało , w które chcę się wcielić , wybrałam sobie rodzinę , i się po prostu urodziłam ... Czy wszystkie krzywdy , jakie zadaliśmy innej istocie , będą nam gdzieś tam w zaświatach zadawane razy dziesięć , z dziesięciokrotną siłą ? Najbardziej boję się tego , jaki zadawałam mu ból psychiczny ... A dobre uczynki ? Nie wiem , których mam więcej w stosunku do mojego psa ... Martwię się , że jego dusza nie zazna spokoju , że przeżywa to wszystko , co miało miejsce , że go bolą razy na zadzie , że piszczy , że płacze ... Martwię się , że nie może sobie znaleźć miejsca ... Rozumiem , że to przez krzywdy , jakie mi zadano . Mam nerwicę i depresję , nie leczone , nigdy nie byłam u lekarza , bo finanse , bo strach ... Jestem niezrównoważona , okrutna . Ale nie mam na to wpływu ... Prawdopodobnie nikt mnie nie zrozumie , mam takie chwile , kiedy muszę coś zrobić , to jest silniejsze ode mnie ... Boję się , muszę uderzyć psa ... Jestem zła , muszę nakrzyczeć na matkę ... Ze strachu ... Tak , mam wiele problemów ... Na dodatek , właśnie powinnam szukać nowej pracy ... Kiedy dziecko się rodzi , ma pusty zbiornik na miłość . Rodzice muszą go napełnić , opiekując się dzieckiem . Mój zbiornik napełnił mój pies ... Dzięki niemu nauczyłam się kochać ... A ja go karałam ... Kocham go jak głupia , a jego już nie ma . Krzywdziłam go bardzo i nie mogę sobie tego wybaczyć . Nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić ... Moje piękne pieski ... Jego już nie ma ... Gdy zasypiam , wyobrażam sobie , że go przytulam ... Mocno , dopiero , jak sobie go wyobrażę , to po kilku godzinach mogę zasnąć ... Czy pies potrafi wybaczać ? Czy pamięta złe rzeczy bardziej , niż dobre ?
  20. Mam problem z moim 10 letnim shih tzu. Od jakiegoś czasu rano muszę zmywac jego mocz z podłogi w kuchni. Nie mamy innego psa, nasz piesek nie jest bity, nie ma problemu z zostawaniem sam, nie dzieje mu się krzywda. Wychodzi 2/3 razy dziennie na dwór. Nie mam już na to siły nie wiem czemu to robi... dziś na moich oczach poszedł znów do kuchni podniósł noge i wysikał się na nogę od stołu. Czy ktoś wie o co chodzi? Co mam robić!?
  21. witam, mam problem ze swoim psem, a właściwie suczka. W sierpniu ma mieć rok (data jest poglądowa) piesek jest wzięty ze schroniska w listopadzie. Piesek był z interwencji cytuje "z rodziny patologicznej uratowany przed utopieniem" Od pewnego czasu pojawił się problem na spacerze który jest dłuższy co chwile się załatwia. Na początku myślałam, że taka jej natura, że jest szczeniakiem, że to wina tego, że jak nie zauważyliśmy ona zjadała to co spadało młodszemu synowi z krzesełka i coś jej mogło zaszkodzić. Zabroniłam dokarmiania jej dzieciom. Dostaje jeść dwa razy dziennie między 8-9 i między 19-20. Między 20-21 wychodzi po raz ostatni na spacer. W ciągu dnia staram się z nią wychodzić na dłuższe spacery, potrafimy zrobić ponad 5 km. Ostatnio zaczęłam ją baczniej obserwować. Zauważyłam, że podczas spaceru kiedy załatwi się, potem idzie bardzo niespokojnie, szuka swojego miejsca pląta się pod nogami z jednej strony na drugą do tego stopnia, że jak idę z wózkiem wpada pod koła wózka. nawet nie przykuca podnosi tylko ogon i załatwia się na chodniku. Jak to wygląda dokładnie. raz dwa razy była to normalna kupa, później zaczyna się robić coraz rzadsza aż do wodnistej wody. parę razy zdarzyło się, że była podbarwiona krwią. Podnosi tylko ogon w miejscu w którym jest i w trakcie chodu załatwia się zostawiając na chodniku wodnista kropkę mniejszą lub większą. rozmawiałam z weterynarzem, badania wszystko wyszło ok. Po sterylizacji się to nie zmieniło. Weterynarz sugeruje problem behawioralny i wyjścia dwa leki uspokajające lub behawiorste/tresera. leki bo może zbyt dużo bodźców z zewnątrz, ale czy to nie byłoby widoczne od samego początku?!
  22. Cześć, tak jak w tytule, mamy dwa duże i dwa 2.5miesieczne jamniki. Te mniejsze są karmione przez babcie butelka 1-2razy dziennie. Podaje im kaszke mieszana z mlekiem dla szczeniąt. Rozumiem dawac im to, ale nie z butelki tylko na spodku! Probowalam wytlumaczyc jej i mamie to, ze nie jest to zdrowe dla psów, ale zupelnie nic nie dociera... Potrzebuje pomocy jak przetłumaczyć im ze psy w tym wieku powinny juz same jesc. Straszylam je czy po prostu mowilam im ze robia z psow inwalidow. One do 8 tygodnia byly karmione tylko i wylacznie butelka. Mleko psy mialy wprowadzone z powodu tego ze suka nie mogla ich wykarmic. Bardzo prosze o jakies rady, mam wrażenie ze te kobiety pozjadaly wszystkie rozumy, bo babcia mówi nawet na weterynarza ze "pieprzy" glupoty... Pozdrawiam.
  23. Witam. Mam problem z moim pupilem (suką),rasa Beagle ma 4 miesiące a w 9 tygodniu została zabrana od swojej mamy. Problem polega na tym,że boi się wychodzić na dwór ilekroć z nią wychodzę ciągnie mnie do domu tak mocno,że aż zaczyna sie dusić...z końca podwórka spuszczona ze smyczy biegnie właśnie do bramy i drapie w drzwi od mieszkania...Nie rozumiem jej zachowania i nie wiem jak to zmienić,nie czerpie żadnej przyjemności z pobytu na dworze...Proszę o pomoc/wskazówki.
  24. Post będzie długi ale troche się tgo nagromadziło. 2 miesiace temu adoptowałam ok 10 letnia suczke ze schroniska.W marcu zeszlego roku odeszła od nas poprzednia suczka(rowniez adoptowana) i dlugo nie bylam ogotwa na innego psa. W końcu podjełam decyzje o "nowym " psie.Jako ,ze poprzednia suczka aniolkien nie byla (ale bylo to pod kontrola) to tym razem chciałam psa,ktory nie bedzie miał problemów. Miałam pewne wytyczne co do zachowania i wielkosci.Przede wszystkim suka miala nie wykazywac agresji wobec innych.Z tego co mi powiedziano w schronisku (przebywała tam ok 3 miesiecy a wczesniej żyła ok 10 latgdzieś na łancuchu.)W praktyce okazało sie coś zupełnie innego.Pies panicznie bał sie schodów(choc wg wolo znała schody i nie bała sie ich) wchodzenie i wychodzenia przez drzwi-to juz opanowałysmy. Pies boi sie panicznie kazdego dzwieku(ucieka w kąt na swoje posłanie)i nie mam tu na mysli tylko huku ale te np spadajacego dlugopisa na podłoge.Boi sie wchodzic do kuchni,zlapie przysmak i ucieka ale do miski nie podejdzie.Caly dzien sie wstrzymuje a jak już zaczyna ja "cisnąć " to potrafi krążyć kilka h miedzy kuchnia a pokojem i piszczec.Najwiekszym problemem jest to,ze robi to w nocy a ja mam płytki sen i budze sie na kazdy psi ruch.W kuchni mamy kafelki ale to nie to jest problemem bo gdzie indziej kafelkow "używa " normalnie.Konsultowalismy oczywiscie jej problemy z behawiorystą .Ws.kuchni poradzil by ja tam zabierac na chwile i wydluzac czas(w kuchni nie ma drzwi tylko wnęka)poczatkowo działało ale teraz znowu regres.Doszo do tego,ze wystarczy,ze jedna rzecz(powiedzmy kubek na zlewie)stoi inaczej niz wczesniej i juz panika.Kolejnym problemem sa spacery.Mieszkamy przy bardzo ruchliwej drodze i nie ma mozliwosci puszczenia jej tu luzem.Zreszta ona na kazde stukniecie okna/drzwi balkonowych-biegnie w panice przed siebie.Probuje ją odwrazliwiac na nowe rzeczy(typu matocykl nakryty płachta albo karton stojacy obok smietnika) Ale to duze blokowisko i ciagle pojawia sie cos inengo w innym miejscu..Na smyczy poczatkowo zaczela robic progres ale teraz znowu jest gorzej.Reaguje na komende "wróc" ale jak tylko dostanie przysmaka albo zauwazy ze w ramach nagrody tylko "głask " to ma w dupie i leci dalej. Jest to o tyle niebezpieczne,ze Frania wpada pod nogi "znienacka" juz 4 razy ja podeptalam(a to maly 12 kg pies)bo nie zdazylam wychamowac,wpada ludziom pod nogi,pod rowery itd.a raz prawie spadlam ze schdów bo nagle szarpnela i mi sie zawinełą noga (mieszkamy na 4 pietrze bez windy)Ma 20 metrowa line i nieszczesne flexi ( flexi bylo kupowane pod innego psa,ktorego koniec koncow nie moglam adoptowac)Ile by metrow nie miala(lina treningowa 20 m,flexi 5)to i tak ciagnie.Poza tym biegajac "swobodnie na linie nie ma szans by o co nie zachaczyła a przy odplatywaniu-panika.Nie jest wazne czy chodzi 1,5 h ,2 czy pol i tak ciagnie (dodatkowo biega zataczajac koła,podobnie jak na lanuchu)Rozważam szelki easy walk bo jestem zmeczona szarpaniną ,metoda "drzewak "czyli pies ciegnia a ja staje/zmieniam kierunek nie działa.Behaw.odradzil bo to ponoc bardziej zdezorientuje psa(nagle odwrocenie ciała)No i ostatnio problem... behawiorysta radzil omijac psie wybiegi i duze skupiska psów i tak tez robimy.Nie poleca tez kontaktów na smyczy ale w tym stanie jakim ona jest nie ma szans puscic jej luzem.Moja głowna wytyczna jak szukałam psa bylo właśnie to ,zeby chociaz tolerowała inne psy.Z racji tego ,ze jezdzimy do "tesciow" gdzie jest pies a takze mamy ogrodek dzialkowy i sasiadow z malym psem.I teraz..jamnik sasiadki,juz zostal dziabniety ale temu sie akurat nie dziwie bo on jest bardzo namolny i upierdliwy (choc calkiem łagodny)Frania nie ma reaguly co do psów ,toleruje psa znajomej(przerosniety golden) na ktorego wprawdzie burkneła ale była a kagańcu i byla zainteresowana sciagnieciem go niz samym psem. i psa sasiadki(starszy psiak w typie onka)Na bawiace sie 10 metrow dalej labradory(psy lataly luzem i nawet nie patrzyly w naszym kierunku) dostała szału,nie bylo mowy o kupie czy siku....Na shih tzu sasiadki,ktory nawet nie zwracal na nia uwagi,nie szczekał i szedl pare m dalej(cos sobie wąchał ) -szał./zjeżenie sie i startowanie ewidentnie nie z checia zabawy.Nie umiem zaczaić jakie psy ja konkretni wkurzaja bo z obserwacji -nie ma reguły.Przyznam ,ze jestem juz tym wszystkim zmeczona glownie psychicznie.Z rada behawiorysty kupilam tez ksiazke "moj pies sie nie boi",zreszta duzo rad ,ktore od niego dostalam pochodzi wlasnie z niej. I na koniec mojego wywodu : w kwietniu jedziemy na świeta do tesciow,pies maly 11 letni ale zaczepny wobec psów.Tesciowe maja dom z ogrodem.Pies generalnie jest rozpuszczony no i niewykastrowany wiec zakładam,ze bedzie namolnie ją wąchał(Frania ciachnieta)Na psy i suki reaguje ponoc roznie,choc przez płot oczywiscie startuje, (Frania jest od niego wieksza)I tu pojawia sie problem..bo skoro mam unikac spotykania sie psow na smyczy (na nautralnym terenie) to jak je zapoznac?Oczywiscie oba psy beda wyposażone w kagance ale czarno to widze.Dodam ,ze teściowie nie zawracaja sobie głowy wychowywaniem go wiec nie mam co liczyc na ich pomoc.Dodatkowo (tak jak my) nie maja drzwi ani do kuchni ani do swojego pokoju,chce uniknac sterczenia psa-Liska pod drzwiami pokoju partnera i wycia.Zdaje sobię sprawę,ze to może brzmieć egoistycznie ale ja naprawde chcialam spokojnego,malo aktywnego starszego psa,moc spokojnie pojechac gdzies gdzie sa rowiez inne psy a nia sie ciagle "czaić 'czy ktos nie wyjdzie zza rogu z psem i bede płacicić za ewentualne obrażenia.Nie oczekiwałam ze efekty pracy pojawia sie po tygodniu czy dwoch,ale minelo juz 2 miesiace i pies raz robi krok do przodu zeby zrobic 3 do tyłu.Dodam jeszcze ze ona nie ma ogona,znaczy ma ale kikutek i to wg behawiorysty tez wplywa na to jak psy ja odbieraja.Problem tyko z tym ,ze to oa staruje do psów pierwsza a nie wiekszosc psow do niej. pro
  25. Cześć POTRZEBUJĘ POMOCY W skrócie chodzi o wariację psa podczas uciekania, objawia się to niesłuchaniem, uciekaniem coraz to dalej, bardzo szybkie bieganie, nie zwracanie uwagi na jadące auta, wpadanie i mocne obijanie się o stojące auta i inne rzeczy. Pies został zabrany ze schorniska dokładnie 15 marca 2016r. Takie ataki szału dostaje od czasu do czasu, ostatnio coraz częściej. Ucieka z ogrodu jak tylko może, wyrywa siatkę, wspina się po siatce itp. Proszę o kontakt i pomoc osób, które miały styczność z takim przypadkiem. Szczegółowa historia problemu. Holly została wzięta ze schroniska 15 marca 2016r. Nikt nie zna Jej wcześniejszej hostorii. Na początku była cicha, bała się i obserwowała wszystko. Teraz jest głośniejsza, bawi się, wygląd zdrowiej itp. Wykonuje podstawowe komendy- siad, łapa. Nigdy nie jest agresywna, nawet do innych psów. Od czasu do czasu dostaje ataku- tak to nazywam. Szuka sposobu na wydostanie się z ogrodu. Przegryza siatkę- rozplątuje, wspina się po ogrodzeniu. Jak się Ją zapnie na smyczy to potrafi zdewastować tuje, oderwać zapięcie od smyczy. Gdy już ucieknie, a się ja znajdzie to nie reguje na komendę stój, chodź, siad itp. Ucieszy się jak zobaczy kogoś kogo bardzo lubi a dawno nie widziała zaczyna piszczeć, machać ogonem ale nie podejdzie.Gdy sie do niej zbliża to ucieka coraz dalej. Bieg bardzo szybko- to duży pies, 37 kg. Gdy bieg to nie patrzy na auta jadące, stojące, ludzi itp. Potrafi podbiec pod auto, uderzyć w auto stojące i wgnieść maskę. To się nie zdarza codziennie, tylko od czasu do czasu. Gdy ucieka to czasem wraca albo zachowuje się normalnie a nie wpada w szał. W domu się słucha i jest w miarę grzeczna. Nigdy nie była agresywna. Pomocy. Prosze pytać, radzić itp. Wszystko się przyda
×
×
  • Create New...