Jump to content
Dogomania

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 12/11/2018 in all areas

  1. 14 points
    Przesyłka ze smyczami i obrożą Foresto już u Jaaga. Ale błyskawica :) Smycze bardzo odpowiednie, jak stwierdziła Jaaga. Opłacało się połazić po sklepach. A na osłodę powiem Wam, że Fado już sam wraca z ogrodu do domu, gdy znudzi mu się pobyt na ogrodzie :) Jak się to Wam podoba? Bo mi baaaaaadzo :) No i nasz pupil :)
  2. 13 points
    Kochani,wiemy jaka jest sytuacja w schroniskach i ile młodych,starszych,ładniejszych i tych zwyczajnych psiaków czeka na pomoc.Dobrze,że jest to Forum.Dobrze,że jeszcze została nas grupa,która pomaga od wielu lat na dogo,a cieszy jeszcze bardziej,jak zobaczy się nowy nick osoby,która chce pomóc :) Ja też miałam kryzys i myślałam,że pozostanę tu tylko tak z doskoku i wspomogę ewentualnie jakąś wpłatą psiaka w potrzebie.Miałam po prostu dosyć oglądania tych wszystkich smutnych,żyjących w beznadziei psiaków... Miałam dość robienia bazarków i tej okropnej mozolnej przy nich pracy....Miałam dość odpowiedzialności za każdą podjętą decyzję o adopcji,przeprowadzania rozmów,pytania o każdego psiaka i przeżywania z rodzinami,gdy któreś było chore....Moje problemy prywatne były tylko kropką nad "i".....Miałam odrzut totalny i wchodziłam tylko sporadycznie na Forum.Potrzebowałam jednak trochę dystansu i czasu aby wrócić... Myślę,że każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze okresy i w życiu i tu na dogo.Mamy swoje lata,swoje dolegliwości,o których nie zawsze piszemy ale one mają wpływ na to,na ile jesteśmy silni i odporni psychicznie.Mimo wszystko cieszmy się,że jesteśmy i jednak działamy, aby pomóc tym nielicznym biedakom.Każda z nas jest ogniwem takiego łańcuszka,na którego końcu możemy zobaczyć nawet jednego tam, gdzie zawsze powinien być,czyli z kochaną rodziną na dobre i złe.
  3. 13 points
    Przed chwilą wróciłam. Abi zrobiła ogromne postępy - wchodzi sama do domu, chodzi razem z Państwem na spacery, w ogrodzie biega z podnoszonym ogonem, zaczyna bardzo zwracać uwagę na to co Państwo robią, interesuje się tym, co mieli w rękach. Nie ma cienia agresji - Państwo mogą założyć Abi smycz, gdy siedzi w budzie, także w domu, uczą siadania przed furtką przy wyjściu na spacer, spróbują wspólnych spacerów z bardzo przyjaznym psem z sąsiedztwa - już omówione w jaki sposób. Abi jeszcze nie potrafi tak okazywać uczuć, jakby każdy z nas chciał, ale to kwestia czasu. Obie pokazałyśmy Państwu jak uczyć Abi rozumienia ludzkich słów, jak kierować jej zachowaniem - codziennie, na każdym kroku. Uważam, ze wątek Abi można z czystym sumieniem zamknąć - ona ma swój dom i swoich ludzi na zawsze.
  4. 12 points
    Hej hej! Niedługo miną 2 lata odkąd Bork jest u mnie. Widziałem że niektórzy byli sceptycznie nastawieni ze względu na mój brak wcześniejszego doświadczenia z psami. Wiedzcie że Bork jest dla mnie najważniejszy, a niedawno zrobiłem sobie pamiątkę dzięki której zawsze będzie ze mną. Na górze jego trzy łapki, czarne pasy symbolizują jego protezę, czwartą łapę. Mam na prawej ręce, analogicznie do jego prawej przedniej łapy. Pieseł czuje się świetnie, jest bardzo otwarty do ludzi i polubił podróże. Kiedy widzi autobus to się rwie i chce do niego wskoczyć. Przez większość czasu skacze na trzech łapach co mu idzie świetnie, ale czasem na dłuższy spacer zakładam mu protezę żeby mógł pogalopować. I mimo wieku potrafi na czterech łapach rozwijać niesamowite prędkości, naprawdę.
  5. 12 points
  6. 12 points
    Jestem, jestem! :) Piesio bezpieczny, zaopiekowany, cudny i kochany :) Ale - po kolei. Patrycja przyjechała z psiakami do Warszawy po 17.00. Piesio był bardzo bardzo przestraszony, przerażony właściwie :( Trzeba go było wyjąć z klatki, nie chciał sam wyjść. Stanął potem w miejscu sparaliżowany ze strachu, przytulony do nogi Gosi. Od razu założyłyśmy mu szeleczki (dobrane "na oko" idealnie! :)) i obróżkę, i zapięłyśmy na smycz. Nie chciał się ruszyć, biedny. Gosia wzięła go na ręce i zaniosła do naszego samochodu. Położyła z tyłu na siedzeniach i usiadła obok niego. Niestety schronisko nie dało żadnego papieru dotyczącego szczepień :( Inne psy miały jakieś karty wypisowe czy coś takiego, z zaświadczeniami o szczepieniach, nasz - nic. Trochę mnie to zmartwiło, bo hotelik prosił o jakąś książeczkę zdrowia czy coś świadczącego, że pies szczepiony. No ale co było robić. Zapłaciłam Patrycji, wsiadłam do samochodu i ruszyłyśmy z piesiem do lepszego życia. Przez pierwsze pół godziny pies leżał z tyłu nieruchomo jak kłoda cały czas sparaliżowany strachem, pyszczek miał odwrócony od Gosi i schowany pod łapkami. Jednym słowem - pozycja "nie ma mnie" :( Żal było patrzeć na to maleństwo tak przerażone. Piszę "maleństwo", bo w sumie psiak dużo mniejszy, niż się spodziewałam. Ledwo sięga kolana, waży może z 15-17 kilo. Po pół godzinie usłyszałam z tyłu szept Gosi: "uniósł łepek, rozejrzał się, spojrzał na mnie!". Po następnym paru minutach: "poruszył się, myje sobie łapkę!" Po kolejnych pięciu minutach psina leżała z głową na kolanach Gosi i lizała ją po ręce. :))) Niestety po dojechaniu na miejsce strach powrócił, bo drzwi od bezpiecznego i ciepłego miejsca z dobrym człowiekiem się otworzyły i ktoś zaczął namawiać biednego psiaka do wyjścia. Psinka nie ruszyła się nawet. Zostawiłam więc go jeszcze z Gosią w samochodzie, żeby na spokojnie sobie obejrzał nowe miejsce, a sama poszłam obejrzeć hotelik i dopełnic formalności. Hotelik jest nieduży i w pełni zasługuje na określenie "rodzinny", bo są tam trzy koty i dwa domowe psy - staruszki po ciężkich przejściach. Pani oprowadziła mnie po całym domu, poznałam wszystkie zwierzaki i domowników :) Trochę to wszystko trwało, ale kiedy wróciłyśmy do samochodu, okazało się, że nasz psinek nadal w nim siedzi i nie chce wyjść mimo namawiania i próśb Gosi. Nie było rady, trzeba było znowu go wynieść na rękach. I znowu stanął przestraszony.. Próbowałyśmy go przeprowadzić trochę po ogrodzie wokół domu, żeby się oswoił z nowym miejscem. Powoli krok po kroczku - ruszył. Całkiem ładnie chodzi na smyczy, chyba nie jest to nowośc dla niego. A kiedy poczuł zapach parówek w kieszeni pani Agnieszki, ośmielił już całkiem, zaczął jej jeść z ręki. Po krótkim spacerze, kiedy nawet ogonek zawachlował kilka razy ( :)) !! ) nastąpił kolejny trudny moment: kojec! Na jego widok znowu psina zmieniła się w słup soli. Musi mu się bardzo źle kojarzyć taki kojec :( Nawet miska pełna jedzenia nie zwabiła go do środka. Nie było rady - etatowa już "nosicielka" Gosia wzięła psiątko na ręce i zaniosła do kojca. A potem posiedziała z nim chwilę, aż zobaczył, że tam też jest ok. Jest spokojnie, stoi miska z wodą, miska z jedzeniem, ciepła wygodna buda. Miska z jedzeniem została opróżniona ;) Buda sprawdzona :) Chyba będzie dobrze.. :) A po pozbyciu się robali przyjdzie czas na poznanie się z domownikami :) Zrobiłam kilka zdjęć z tego spaceru po ogrodzie, ale z racji ciemności są bardzo kiepskie. Jeśli chcecie, to może prześlę komuś i poproszę o wstawienie, bo ja niestety nie wiem jak. No i przyszedł czas się pożegnać. Trudno było. I jemu i nam. Po drodze dostałam smsa z hotelu, że w kojcu cisza.. Niunio (tak właśnie napisała p. Agnieszka :D) zawył cicho cztery - pięć razy, ale nie usłyszał odpowiedzi "ze wsi" i nastała cisza. :) Mam nadzieję, że noc minie mu spokojnie. Mnie tak, bo wiem, że jest już daleko od R.
  7. 11 points
    Kenzo już po zabiegu, wszystko jest ok.:) Przed kastracją miał badanie krwi, wszystko dobrze; zabieg był pod narkozą wziewną, bo w tej lecznicy tylko taką teraz stosują. Po ranach na szyi Kenzo nie ma śladu, wszystko pięknie zarosło. No i niespodzianka - szykuje się domek dla psiaczka;)
  8. 11 points
    Pozwalam sobie zacytować własny post, bo nie wiem czy pamiętacie... a uważam, że zasługuje na post tutaj... ON. Był ogłaszany od lutego... Dopiero po jakimś czasie, bo w połowie marca poruszył Czyjeś serca i znalazły się osoby, które postanowiły pomóc temu psu. To u nich znalazł swoją przystań. Niestety nie na długo: psiak odszedł 16. września. Jedyne co pociesza to to, że nie odszedł jako numer w schronisku, ale jako imienny pies. Przez ostatnie niecałe pięć miesięcy życia miał na imię Hektor. Był bardzo biednym psem z setką psich lat na karku - patrząc na jego stan: bardzo kiepskich lat... Wszystkie miesiące życia na wolności to była jedna wielka walka i jeżdżenie po specjalistach. W sumie gabienty weterynaryjne były jego drugim domem. Pod koniec życia jedynie leżał i załatwiał się pod siebie. Zresztą, robił pod siebie i rozjeżdżał się, kiedy tylko pogoda się kiepściła i robiło się wilgotniej, zimniej, bardziej mokro.... nawet gdy jeszcze był na chodzie. Cierpiał na zaawansowaną dyskospondylozę odcinka piersiowego i lędzwiowego, nie miał ani skrawka zdrowego kręgosłupa i wg ortopedów to aż miało znamiona cudu, że w ogóle chodził... Oprócz problemów ortopedycznych walczył też z chorymi uszami.... m.in. z pałeczkami ropy błękitnej (do końca życia był kurowany), wychudzeniem (po przytyciu ważył zaledwie 33kg wagi, a to kawał psa), anemią, problemami skórnymi... Pochłonął masę pieniędzy, ale Opiekunowie wiedzieli, że warto - życie swoje miał kiepskie to chociaż końcówkę życia miał godną... Każdy, kto go zobaczył po raz pierwszy płakał mocno. Teraz wszyscy płaczą za nim. I chociaż rzadko się uśmiechał to był kochanym psem - i co najważniejsze... pokochanym. Pod koniec życia musiał być często kąpany, ale on nie narzekał - zwłaszcza, że po kąpaniu spał pod kocykiem Dzisiaj jedynie chcę powiedzieć - żegnaj Hektorku...
  9. 11 points
    Wczoraj z okazji adopcji Mysi i faktu, że Tania wkrótce też wyjedzie do domu, zrobiło mi się jakoś tak sentymentalnie i wzięło mnie na wspominki. Wiosną zeszłego roku na profilu FB schroniska wypatrzyłam zaniedbanego, wycieńczonego, wydawało się staruszka. Oczywiście, nikt z prowadzących profil nie zamierzał udzielić mi żadnej informacji odnośnie psa. Zwróciłam się o pomoc tu, na dogo. Tu błyskawicznie zorganizowano przyjazd do mnie pierwszego zamojszczaka, jak się potem okazało Olliego w kwiecie wieku, a nie staruszka na którego wyglądał. Od tego czasu do dziś z Zamościa na BDT i PDT przyjechało do nas 14 psów i kot. Wcześniej zaglądałam na zamojski wątek, podziwiałam że nie ma tu żadnych waśni, hejtu, a pomoc jest tak świetnie wspólnie zorganizowana i skuteczna. Przez ten rok z okładem osobiście mogłam w tym uczestniczyć. Spotkałam się z pomocą także dla naszych niezamojskich zwierzaków, co bardzo doceniam. Muszę przyznać z radością, że jakoś mieliśmy zawsze szczęście do zamojszczaków. Zwierzaki są super i nie czekają długo na adopcje. Wyjątkiem jest tylko Fado, u którego na razie nie zapowiada się na dom. Były i smutne momenty. Na zawsze w naszych sercach zostanie Limba, która u nas przegrała z rakiem po kilku miesiącach. Jednak pocieszenie daje fakt, że w tym ostatnim czasie żyła normalnie, z rodziną, dzięki pomocy wielu ludzi bez bólu, z opieką weterynaryjną, jak tylko to było mozliwe w jej stanie, w komforcie. Oprócz diablątka Zuzi, wszystkie pozostałe psy przeszły przez schroniskową traumę. Szybciej lub wolniej odzyskiwały stabilizację psychiczną. Rozkwitały później w nowych domach. To dawało nam ogromną satysfację. Jest i ukłucie w sercu, że nie udało się dotychczas pomóc starszej suni szorściaczce, tej która lata jest w schronisku. Jednak mimo wspólnego zaangażowania, nie zawsze wszystko da się przeskoczyć i trzeba mieć dalej nadzieję, że przyszłość przyniesie zmiany na lepsze. Naprawdę wszystkich pomagających tu podziwiam i pozdrawiam. To tyle chciałam napisać. Jak chyba większosć tu zaglądających wie, adopcja Mysi była dla nas dużym przeżyciem i to chyba dlatego tak mnie wzięło na podsumowanie tego czasu spędzonego z zamojskimi zwierzakami i Wami.
  10. 11 points
  11. 10 points
    Na pewno ten wątek został założony przez osobę życzliwą, która pewnie nie jest zorientowania w historii Białogonków i powodu zamknięcia ich wątku na dogo. Szkoda tylko , że ten fakt nie został uzgodniony z mortes. Mam wielką prośbę , nie róbcie z osób działających na forum Dogomania potworów. Ja osobiście czuje się urażona. mortes mówi dogomanii NIE , to znaczy mówi forumowiczkom , bo Dogomanię tworzymy MY , a nie jakieś duchy. Z forum odeszły osoby życzliwe , wytrwałe w pomocy psom i to wielka strata dla zwierząt . Na szczęście zniknęły też osoby , które siały zamęt. Ogólnie jest spokój i działamy zgodnie. I zadam pytanie czy na FB nie ma awantur, zadym itd., itp ? Wątpię. Zawsze , gdzie jest wielkie zbiorowisko ludzi , może dochodzić do nieporozumień. Najważniejsze to chcieć się dogadać i działać we wspólnym celu. Obiecałam , że wpłacę na Gosię , więc proszę o nr konta.
  12. 10 points
    Olena84

    >>> Jogi ma w końcu swój dom! <<<

    Już są!
  13. 10 points
    Dobry wieczór:) pozdrawiam z tymczasowego domku Felusia. Feluś ma się bardzo dobrze. Wczoraj po przyjeździe został od razu wykąpany a potem praktycznie od razu zadomowił się w domu moich rodziców. Wczoraj było troszkę nerwowo bo Felek nie wiedział co się dzieje i nie do końca radził sobie z czystością w domu. Dziś już na każdym spacerze ładnie załatwiał swoje potrzeby. Feluś dużo śpi i chyba regeneruje siły po pobycie w schronisku.
  14. 10 points
    Tigrunia to sunia na medal, jest grzeczna, bezproblemowa. Na spacerkach idzie grzecznie i co ciekawe, zawsze z lewej strony człowieka. Uwielbia spędzać czas na swoich włościach, biega, bawi się, szczeka. Jak chce wejść do domu, a drzwi tarasu są zamknięte, siada i szczeka. Przeszła na dietę surowe mięso z warzywami, co bardzo jej smakuje. Ogólnie cud, miód i orzeszki. Pani Kamila bardzo się ucieszyła, gdy Jej powiedziałam, że wiele osób pyta o Tigrunię
  15. 10 points
    U Abi coraz lepiej. Chodzi z Panią na spacery, choć niechętnie opuszcza teren działki. Dużo bawi się zabawkami i już niewiele niszczy. Zawołana do domku wraca galopem. Śpi dużo dłużej, bo wstaje dopiero o 7.00. Przedtem budziła Panią o 3-ciej, później o 5-tej rano. Pozwala się głaskać i liże Panią po palcach (oczywiście posmarowanych masłem:):):) W odwiedziny chodzą do zaprzyjaźnionej suczki sąsiadów, ale Abi nie zaprasza do zabawy i raczej się dystansuje. Pani się cieszy, bo Abi już zaczyna szczekać na psy za płotem. Ostatnio wystawiła jeża na działce, była bardzo zainteresowana, a jeż się zwinął w kłębek i sobie poszedł, jak Pani zabrała Abi do domu. Kochane ciocie Jola, Sowa i Wiosna nadal czuwają nad Abi i wspierają Panią radami. Serdecznie im dziękuję. Niestety Abi nie lubi skierowanego w siebie aparatu i zdjęcie nie oddaje, że ma bardzo ładnie wyczesaną sierść i została podcięta.
  16. 10 points
    W imieniu Abi i swoim chciałabym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy wspierali nas przez te trudne miesiące. Tylko dzięki waszym mądrym radom i słowom otuchy w chwilach załamania przetrwaliśmy z Opiekunami najgorszy okres. Dziś Abi ma swój domek na zawsze. Państwo ją kochają a ona ich. Dziękuję!!! Abi spacer.mp4
  17. 10 points
    Edzio ma dom! Wreszcie!!! To taki kochany malec, radosny, przytulaśny, wpatrzony w człowieka, pięknie chodzi na smyczy, zachowuje czystość i tyle czasu spędził w kojcu, nie miałam ani jednego zapytania o Edzia. Teraz piesio zamieszka w Zamościu w bloku:) Ponieważ cały czas przebywał w naszym kojcu, nie był jeszcze wykastrowany; uzgodniłyśmy z panią, że umówimy go na najbliższy termin, a pani dopilnuje piesia po zabiegu. Ewa była z nim dzisiaj u wetki no i wybrały termin zabiegu na 27.08. Edzio przesyła wszystkim uśmiech
  18. 10 points
    Nie, usg nie było, biochemia wyszla w normie tzn wątroba nereczki w porządku. Chlopak siusia samodzielnie jak trzeba, siusiał wczoraj i dzisiaj, mocz czysty. Maleńki nawet już wczoraj zaczął jeść wieczorem. Jest wielka wola życia w tym mikrusku. :-)
  19. 10 points
    Decyzją mojego TZ Lucjan zostaje w rodzinie!! A tak zareagował Lucuś, jak sie dowiedział..
  20. 10 points
    Chyba nawet zajęcie transporterka przez Tanię Fado wyszło na lepsze. Początkowo był zdezorientowany. W nocy był z naszymi psami, bo Tania uparcie odmawia opuszczenia schronienia. Jak chodziłam do toalety, to nie zrwał się jak szalony. Przechodziłam koło niego i nawet spał i nie reagował. Kiedy stale kręcą się przy nim psy, to przestał tak się przejmować każdym kontaktem i dźwiękiem. Nawet go raz pogłaskałam po grzbiecie i nie uciekł.
  21. 10 points
    Jestem z doskoku, dostep do internetu na swoim sprzęcie bedę miec od 28.03. Fado jak spał luzem, to na boku, ew zwinięty, ale też na boku. Teraz śpi prawie zawsze w swoim transporterze, który uwielbia. jest dla niego schronieniem i oazą. Jednak w nim nie jest w stanie swobodnie się rozciągnąć.Jak chce wyjść z domu, to oznajmia szczekaniem. Dalej boi się dotyku. jeśli czymś się zdenerwuje, to zaczyna krażyć wokół swojej osi w prawą stronę. jednak tydzień nie ma naszej neurolog, więc z pytaniem o to musze czekać. Robi to nawet jak jest sam na dworze, ale np. przejedzie jakiś traktor czy coś innego go zdenerwuje. Psy rozpoznaje chyba po zapachu, najchętniej przebywa z Nelą. Już tak nie panikuje w kontakcie z innym psem, bo wie, że nikt go nie gryzie. Co do jedzenia, to musi miec swoją dietę. Chciałam mu polepszyć i dałam posiłek przygotowany dla moich psów. Efektem był cały zapaskudzony pokój, bo od razu była ogromna, luźna kupa, co go zdenerwowało, więc ja porozdeptywał wkoło. Raczej juz z niczym nie będe eksperymentować. Karma z dorszem jest dla niego trafiona idealnie. Wtedy panuje nad potrzebą i sygnalizuje, że chce wyjść. Jak poker napisała, jest bystry, bo ogród mamy naprawdę duży, a on opanował go świetnie i z każdej strony potrafi trafić do domu. Jakimś cudem do ogrodu przedostał się zając lub królik, chyba nocą i jak wypuściłam nad ranem psy, to go niestety zabiły i większość zjadły. resztki zebrałam. Fado wychodzi póxniej, przed siódmą i od razu wyczuł tego królika. Ruszył na "polowanie". Wynalazł wechem kazdą malenką kepkę sierści i obudził się w nim mysliwy. Obserwując go nawet nie pomysłałabym, że jest całkowicie niewidomy.
  22. 10 points
    Dziś Fado już jest puszczony luzem i jest efekt. Najpierw szedł jak zwykle na przygiętych łapach, potem już zaczął wąchać wszystko. Po jakimś czasie zainteresował się otoczeniem, wąchał wszystko po psach. Potem puściłam psy, obwąchały go, najpierw przypadł do ziemi, ale się podniósł, kiedy żaden nic mu nie zrobił, raz chciał się odgryźć, jak Ciapciak był zbyt nachalny w zachęcaniu go do gonitwy. Jest więc postęp, że zaczyna się interesowac, wącha, sprawdza. Jak Ciapciak mijał go w szalonym biegu, to tylko trochę podrygiwał, ale nie przypadał już do ziemi. Bałam się reakcji moich psów na pojawienie się samca, ale jestem z nich dumna, że tak dobrze go przyjęły.
  23. 10 points
    Kenya je :))) Wymaga to precyzyjnych zagrywek i koordynacji godnej manewrów wojskowych, ale od 15 regularnie ciamka "pasztet" naprzemiennie z pastą. Cały proces jest bardzo złożony i wymaga: strzykawki z pastą ( kijek), Mini czającej się na "miskę" Kenyi, ale trzymanej w pewnej odległości, zeby nie zeżarła ( marchewka). I szczekania innych psów - na szczęście mogą być z YouTube'a (żeby pannica łykała, a nie bawiła się jedzeniem). A wiecie co było kluczowe? Kenya zobaczyła Mini odchodzącą od miski, w której jeszcze coś zostało. Wtedy jakby jej się włącznik przełączył. Dobiegła do miski, wywaliła zawartośc na podłogę ( miski nadal są be), zlizała, wchłoneła kolejne pół łyżeczki z przezroczystej przykrywki, napiła się i dostała tegularnej szczenięcej szajby :))
  24. 10 points
    Kenya wreszcie zjadła! :))) Niedużo i nie karmy specjalistycznej a gotowanego indyka, i nie z miski tylko z podłogi, ale zjadła - po 2 dobach niejedzenia. Mini je wszystko co przed nią postawię i głośno twierdzi, że ta łyżecka na godzinę to zdecydowanie za mało :) I jeszcze taki obrazek tu zostawię: Ava nie cierpi tej klatki, nie cierpi, ucieka przed nią, nigdy do niej nie podchodzi. A teraz sama tam weszła, żeby pobawić się z Kenyą.
  25. 10 points
    Jeżeli chcesz sama decydować o psie, to sama powinnaś pomoc dla psa finansować. Jeżeli nie potrzebujesz rady i pomocy, to po co wątek zakładałaś? Jeżeli nie mogłaś być na wątku, to dlaczego nie poprosiłaś kogoś o przekazywanie tutaj wiadomości o Czesi? Jeżeli twierdzisz, że atmosfera na wątku jest "toksyczna", to zechciej zauważyć, że sytuacja stała się napięta w wyniku Twojej nieobecności i nie obwiniaj nas o to. Jeżeli chcesz, by ludzie Cię rozumieli, to pochyl się na chwilę nad ludźmi i też postaraj się ich zrozumieć. Jeżeli oczekujesz szacunku dla siebie, to szanuj ludzi - wszystkich, tych niedoskonałych też. Życzę Ci spokoju i tego, by ludzie "toksyczni" Cię omijali. Czesi - bez względu na to gdzie będzie - życzę długich lat szczęśliwego psiego życia.
  26. 9 points
    Kolejne kąski mięsa wzięła ode mnie z ręki :) Planowałam dołożyć do miseczki, ale Tania od razu wyciągnęła pyszczek w stonę dłoni
  27. 9 points
    Siedzimy sobie z Tanią w pokoju, na razie nie wyszła z transporterka. Wypiła dwa łyki wody z miski, którą jej wstawiłam do środka i zjadła dwa kęsy gotowanego kurczaka. Rozgląda się i nasłuchuje kiedy słyszy moje stado. Na chwilę wpuściłam Dorotkę, dziewczyny owszem powąchałay się z zainteresowaniem. Tania obserwowała jak mały gamoń biegał za piłką i skakał po mnie. Tania jest bardzo zmęczona - oczy jej się same zamykają.
  28. 9 points
    Czarny Popiołek teraz Radzio ma się dobrze. Od pierwszych chwil żadnego stresu. Zajmuje po kolei różne miejsca. Zawojował wszystkich nawet tych nie lubiących kotów. Ogólnie jest spokojny wręcz powolny czasem ciapowaty. Jednak po trochu robi co uważa.
  29. 9 points
    Prosimy o kciuki! Szarik pojechał "na swoje" :) Niedaleko nas, z ogłoszenia na stronach gminy. To bardzo ważne, bo znamy tę rodzinę i bez wahania powierzyliśmy jej Szarika. Pierwsze wieści bardzo optymistyczne!
  30. 9 points
  31. 9 points
    Fionka została przyjęta do naszego domu z wielką wyrozumiałością. Zainteresowane psiaki chciały powąchać nowego gościa, ale jak widziały jego piękne, zdrowe dziąsła , to odchodziły, nie narzucały się. Noc przespała cichutko, nie dreptała, rano po spacerku zjadła śniadanie i szukała kolejnej porcji w innych miskach. Chodzi już swobodnie po domu, noskiem zaczepia nas do głaskania, moje córki również.
  32. 9 points
    No i spełniło się moje marzenie:) Mała Mysza zostaje na stałe w swoim DT! Jestem przeszczęśliwa, bo to dom z najwyższej półki, gdzie całe życie toczy się wokół psa, jego potrzeb, wymogów. Są super spacery, wspaniała opieka, gotowane jedzonko, fajne zabawki, wygodne posłanka, wspólne wyjazdy, najlepsza z możliwych opieka weterynaryjna i dużo miłości. Prawie codziennie rano maszerujemy razem na ok godzinny spacer, zawsze podjeżdżamy gdzieś gdzie psiaki mogą się wyspacerować nawąchać i zmęczyć, żeby potem słodko spały i śniły o tym, co widziały. W weekendy razem jeździmy pod Warszawę na jeszcze atrakcyjniejszy spacer. Będę miała możliwość uczestniczenia w życiu Myszy na co dzień:) To, co jest naprawdę fajne, to że Kulfon i Mysza bardzo się polubili, bawią się w domu, a czasami na spacerach. Myszka ufa Kulfonowi i czuje się z nim bezpiecznie. No i nie spuszcza oka z Rity, żeby się przypadkiem nie zgubić. Mnie bardzo miło wita, ale widać, że to Rita jest jej rodziną. Jak były u nas w piątek razem z innymi sąsiadami na kolacji, Myszeńka dobrze się czuła, została nawet na kilka minut z nami, ale nie wiedziala, że Rita wyszla na moment. Kiedy już nadszedł czas powrotu, bardzo pilnowała, żeby Rita o niej nie zapomniała. Czekamy w tej chwili na wyniki badania kału, oby nie było kolejnych pasożytów. Rita wzięła już całkowicie maleńką na swoje utrzymanie:) Jestem szczęśliwa!!! Bardzo Wam dziękuję za pomoc finansową, wsparcie psychiczne i trzymanie kciuków za maleńką:)
  33. 9 points
    Dzień dobry, z grupą kochanych osób o WIELKIM SERCU opiekowaliśmy się długi czas Panem Marianem i Reksem, których historia widnieje na kartach tego wątku... PAN MARIAN I REKS Wpierw odszedł Pan Marian.. w listopadzie 2017 roku... W czerwcu 2019 poszedł za Nim i Reks.. Są RAZEM... Przyjaciele w biedzie... W skarbonce Reksa pozostało 108,82 zł. Aga76 zaproponowała by przekazać je na potrzeby Lackiego. Bardzo proszę o podanie numeru konta, przeleję. Niech dobrze się przysłużą psiemu koledze.
  34. 9 points
    A ja tak, ku pokrzepieniu serc... Pamiętacie? Wakacje :) Zumi miał trochę problemów z agresją, ale Państwo pracują z behawiorystą i już jest lepiej :) Rodzina zakochana po uszy w puchaczu.
  35. 9 points
    Też martwię się chłopakami. Szkoda, że dalej im stale pod górkę. Beza pocieszyła się przyjaźnią z Tanią. Dzięki niej Tania otworzyła się bardziej i wyluzowała. Nie mogłam się powstrzymać i musiałam zrobić zdjecia, jak dziś w trójkę bawiły się jednym patykiem.
  36. 9 points
    Zamiast psy karmić, to wstawiam tu zdjęcia z historycznego momentu: pierwsza zabawa Ciapciaka z Fado, którą dojrzałam przez okno. Fotki w większości nie wyszły, ale dowód jest
  37. 9 points
    Dziadziuszek oswaja się. Na szczęście to pogodny chłopczyk. Lubi i pieski i człowieka. Opanował klapkę dla piesków ale tylko wyjście, nie potrafi wrócić. Biegam za nim i przynoszę do domu. Strasznie śmieszny, taki grubiutki kulkowaty.
  38. 9 points
    Uffff, jesteśmy. :) Tylko nie panikujcie :) Mini nad ranem zwymiotowała i rano zrobiła płynną kupę, ale wszystko jest pod kontrolą. Oczywiście odwiedziłyśmy wetkę zaraz po otwarciu gabinetu, Mała dostała leki, płyny i dodatkowe tabletki do domu. Mamy się nie martwić, chyba że pojawi się więcej atrakcji. Mini ma mieć dłuższe przerwy mięzy posiłkami i nie szaleć jak mały wariat :) Z innych wieści, to może jednak rozwinie się świerzb w uszach, ale dziś pod mikroskopem zostało znalezione tylko jedno jajo, więc póki co czekamy. W ogóle to wetka powiedziała, że Mini wygląda jak czarny maltańczyk. Kenya w porządku, była bardzo zirytowana faktem, że poranne zabawy przyrywa jej się na wyjazd do igieł.... Zdjęcia sprzed chwili:
  39. 9 points
    Ku pocieszeniu serc przekazuję pozdrowienia od naszego zamojskiego Dexa, który trafił do nas z mamą Lusią w czerwcu 2014 jako 2 dniowe szczenię, a teraz jest szczęśliwym poznaniakiem. Myślę, ze nasze uratowane maluszki tez znajdą takie domy i wyrosną na takie wspaniałe, zdrowe psy!
  40. 9 points
    Że co? Że ja? ;) Jak zostawię muminki ( tak sobie zaczęłam mówić na dziewczynki) na kroplówki, to jadę do babci sprzątać, bo już od soboty kuzynka wydzwania, że brudno, a ona jest "chora". Wcześniej muszę wpaść do sąsiadki rozłożyć jej leki na ten tydzień i jakoś zręcznie zbyć pytania kiedy przyjdę lodówkę umyć... A jak to ogarnę to będę mogła zacząć myśleć o tym jak wrócić do pracy i skończyć remont kuchni - bo jak maluchy przyjechały to akurat mięliśmy całą wybebeszoną ( kuchenka chyba dalej mieszka w salonie). O tym, że nie pojechałam zacząć przygotowań do remontu nowego domu to już nie wspominam. Także, nie, ja nie wiem co to odsapnąć :) Ale coś Wam powiem. Patrząc na te dwie zdrowiejące mordeczki to wcale nie narzekam :) Aaa, Kenya zrobiła kupkę. Taką całkiem normalną. A Mini to nawet dwie od rana.
  41. 9 points
    Noc minęła spokojnie :) Nawet udało nam się pospać do 6:10. Obie dziewczyny mają apetyt: Mini chyba zjadłaby tyle ile waży, gdyby jej pozwolić; Kenya się ogranicza, trochę. Na szczęście przeprosiła się z jedną miską. Czkawka na razie się nie pojawia, za to Kenya pokazuje nam jak potrafi ślicznie bekać :)
  42. 9 points
    Dosłownie kilka minut po powrocie dziewczyn z lecznicy, wysiadl nam prąd, dlatego tak późno ten dzisiejszy update. Nie ma pogorszenia u żadnej z maluszków. W lecznicy nie było ani wymitów ani biegunki. Mini miała trochę odruchów wymiotnych i jest obawa, że w nocy może pojawić się biegunka ( bardzo jej się przelewało w brzuszku). Za to po powrocie zjadła małą porcyjkę i nawet nawarczała na Kenyę. Kenya na razie nie je ale oczy jej się same zamykają. Mini zresztą teraz już też. Pieluchy póki co suche. Gaszę dziewczynom światło i znikam, żeby sobie pospały parę godzin.
  43. 9 points
    Państwo dojechali szczęśliwie do domu.Prawdo podobnie Maja ma chorobę lokomocyjną bo 3 razy wymiotowała,choć nie miała czym i bidulka się śliniła.Sara położyła się koło Pani i spała.Pierwszy spacer był bardziej stresujący dla Sary,była wylękniona i boi się mężczyzn,widać ,że musiała być w przeszłości bardzo skrzywdzona.Z powrotem to biegła jak strzała w kierunku drzwi do bloku.Kolejny już był dużo lepszy,więc wszystko na dobrej drodze.W domu sunie pozwiedzały,zjadły porcję gotowanego mięsa z chrupkami.Przyjechała córka z wnukami i jak Sara zobaczyła małą Hanię to oszalała ze szczęścia.Przylgnęła do niej i nie odstępowała na krok.Do wnuka również ciągle podchodziła po głaski.Majka bardziej biegała to tu,to tam i była wszędzie i nigdzie choc najwięcej w pobliżu swojej nowej Pani.Można powiedzieć,że jak na pierwsze godziny to jest bardzo dobrze :) Pan Mirek chce w tygodniu podjechać do weta aby je oglądnął i zarejestrował czipy.Sara to będzie córeczka Pana przez to,że miała trudną przeszłość,a Pan jest bardzo wrażliwy na krzywdę zwierząt.
  44. 9 points
    Jestem, jestem i zaraz będą zdjęcia, a na początek kilka słów od Pani Kasi. Teoś po przyjeździe do domku, a było to około godz.16-tej, był jak to Pani Kasia określiła "jak zbity pies". Bał się poruszać, ale po chwili zaczął zwiedzać mieszkanie i nawet merdał ogonkiem. "Siostrzyczka" Kucia spokojnie siedziała na kanapie i obserwowała Teosia z góry. Nie wykazywała za bardzo ochoty na bliższy kontakt. Ale lody zostały przełamane na wspólnym spacerku, z którego zdjęcie już wcześniej wkleiłam. Teo biedaczek boi się schodów i windy :( Potem był jeszcze wspólny wieczorny spacer, po którym Teo już był spokojny. Położył się koło Pani Kasi na dywanie i drzemał. Po dniu pełnym wrażeń, Teoś około godz. 20-tej padł i usnął spokojnie w posłanku.... Kuci :) Pierwsze chwile w domu i powitalna micha :) Padnięty Teoś w posłaniu Kuci :)
  45. 9 points
    Mija, mija :) :) Iza, wielkie dzięki za wybranie ;) i wklejenie zdjęć. Dziewczyny bardzo miło się czyta Wasze komentarze, tak miło, że aż głupio mi ;) Byłam dzisiaj po szkole córek u rodziców. 3 doba Prezesa i już jestem spokojna. Fox przełamał pierwsze lody. Jest wciąż zazdrosny, myślę, ze chyba kazdy by był, bo przyjechal taki duży, największy, a przy tym puszysty jak owieczka. Nikt w bandzie nie pobije uszu Foxa, wszyscy mają klapnięte, więc może tym się pociesza;) a tak na serio ... nie uwierzycie... Fox lizal dzisiaj Prezesa po pyszczku, coś wspaniałego, szkoda że nie miałam tel przy sobie. Moja sunia (jest na zdj przy drzwiach) kozaczyła się przy moim Hektorze. Podbiegla do Prezesa i też próbowała. Ale on pokazał jej zęby :) bardzo mnie to ucieszyło, bo już myślałam, ze on z tych zbyt tolerancyjnych. Jest bardzo łagodnym psiakiem, ale na głowę sobie nie pozwala wejść, i dobrze. Piszecie o podobieństwie do leonbergera.... i pozwoliłam sobie trochę poczytać o tej rasie. Strzał w 10! Wszystko się zgadza.. Prezes jest bardzo proludzki, bardzo. Chodzi za nami krok w krok, dosłownie, co rusz dopomina się o czułości. Dzis na przywitanie taty położył się na boku do miziania po brzuszku (tak bardzo już się otworzył). Bardzo lubi dzieci, nie jest skory do zaczepek w stosunku do innych czworonogów. Mimo swojej wagi z chęcią biega przy ogrodzeniu i nawet poszczekuje na samochody. Ba!! potrafi... WYĆ... Tak reaguje na sygnał karetki. Identycznie jak Hektor (*). Co rusz by łapę podawał a ma piękne grube te łapki. I znaczy teren non stop. Jest niesamowity. Jestem szczęśliwa, nawet nie przypuszczałam, ze okaże się taki super, ze tak szybko się zaaklimatyzuje ze zwierzakami i bedzie takim pieszczochem i psim kompanem. Dla formalności Prezes wczoraj przydział nowe imię. Zwie się Berni :) Przepraszam, ze tak go chwalę. Wiem, ze Radysiaki mają to do siebie, że są wyjątkowe w każdym calu. Ale pisząc to wszystko chce jeszcze bardziej podkreślić jak ważny jest każdy dzień, dosłownie każdy. Tym bardziej dla tych, którzy wciąż czekają lub nawet stracili nadzieję :(( Prezes poczuł się jak usiebie w oczach mgnieniu. I choć nie każdy Radysiak będzie sprinterem w tym temacie, to mimo wszystko, mimo tego całego zła... każdy - każdego długiego dnia czeka na podróż swojego życia... czeka i czeka :(
  46. 8 points
    Dzwoniłam do DS Luka. Pani jest zachwycona. Mówi , że lepiej trafić nie mogli. Imię zostało. Piesio już śpi w łóżku od strony pańcia przytulony do niego pleckami. Pani wie , że trzeba uważać na jego kręgosłup i Luk wchodzi do łóżka przez ławeczkę. Daje się głaskać , ale nie lubi po głowie tylko po grzbiecie i boczkach. Miał kontakt z wnukami i było super. LUK jest telemanem , uwielbia oglądać TV oraz przeglądać się w lustrze. Na początku miał biegunkę , ale już jest dobrze. Teraz wychodzi na ogródek bez smyczy i sam pędzi do domu. Z sunią wielkiej miłości póki co nie ma , ale tolerują siebie. Wszystko wskazuje na to , że Luk trafił bardzo dobrze. Zmieniam tytuł wątku.
  47. 8 points
    Nie ma co rąk załamywać..., stało się, choroba może dopaść w każdym wieku. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia Pani Ireno. Jeżeli nie znajdzie się DS...czy DT dla małego Bartusia to piesek może przyjechać do nas... z Promyczkiem.
  48. 8 points
    Czuję się żle, nie mogę sobie znalezc miejsca:(. Nie wiem czy wszyscy tutaj znają historię zabrania ze schroniska naszej Florki - dwa lata temu TZ miał odebrać dla kogoś zarezerwowaną wcześniej suczkę; gdy pojechał do schroniska, pracownik wyprowadził mu przez pomyłkę zupełnie inną, właśnie Florkę. Do Dt pojechała ta zarezerwowana, a Florka została odprowadzona do boksu ogólnego. Po przyjeździe do domu TZ nie mógł znalezc sobie miejsca... Pojechał następnego dnia, przywiózł Florkę i już z nami została. Wciąż pamiętam jego słowa: powiedział, że do końca życia nie zapomni widoku odprowadzanej do boksu suczki. Dzisiaj bardziej wiem, o czym wtedy mówił:(. Przez 2 godz. dzwoniłam bezskutecznie do schroniska, nikt nie odebrał tel. Ale jutro rano tam jadę i zabiorę sunię, która przez pomyłkę pracownika została przygotowana do wyjazdu i nie pojechała. Jeszcze nie wiem, co z nią zrobię, ale mam trochę czasu na myślenie. Wciąż też myślę, że to był jakiś znak, aby ją ratować. Chciałam Was wszystkich bardzo prosić o jutrzejsze mocno zaciśnięte kciuki, dobre myśli; aby tylko sunia była jeszcze w schronisku.
  49. 8 points
  50. 8 points
    Dokładnie tak . Mimo dobrych wieści z DS Balbinki przez te biedne maluchy nie potrafiłam się cieszyć pełną gębą. No ale cóż, trzeba żyć dalej. Pisze jak się działo. 13 wieczorem zawiozłyśmy Balbinkę do DS. Państwo już czekali z wyprawką w tym adresatką z imieniem , które zostawili malutkiej. Ze względu na różna zachowania Balbinki do psów na spacerach , uznałam ,że lepiej będzie wprowadzić ją do domu ,żeby nie czuła się taka pewna. Dziewczyny na wejściu krótko burknęły na siebie . Poszliśmy do pokoju. Żabka nie poznała mnie . I dobrze , bo nie zrobiłam jej z mózgu wody. Balbinka to sprzedajna dusza, natychmiast zaanektowała kanapę, mizdrzyła się do wszystkich. Pańcio , mimo że dopiero był od 3. godzin w domu po powrocie z rejsu i padał na nos , bardzo ciepło przyjął sunię. Widać ,że oboje państwo czekali na drugą córunię. Podpisaliśmy umowę i razem wyszliśmy na spacer. Po chwili uciekłyśmy z koleżanką. Dzwoniłam do DS już 2 razy i wszystko jest w porządku. Dziś sunie nie burczały na siebie. Nawet próbowały trochę się bawić. Żabcia jest córeczką pańci , a Balbince wszystko jedno. Ten domek jest naprawdę super. Wiem ,że dziewczynki będą w nim szczęśliwe. Państwo dali 300 zł na dalszą pomoc psiakom. Uwzględnię w rozliczeniach.

Announcements

  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...