Jump to content
Dogomania

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 12/01/2016 in all areas

  1. 12 points
    Jestem, jestem! :) Piesio bezpieczny, zaopiekowany, cudny i kochany :) Ale - po kolei. Patrycja przyjechała z psiakami do Warszawy po 17.00. Piesio był bardzo bardzo przestraszony, przerażony właściwie :( Trzeba go było wyjąć z klatki, nie chciał sam wyjść. Stanął potem w miejscu sparaliżowany ze strachu, przytulony do nogi Gosi. Od razu założyłyśmy mu szeleczki (dobrane "na oko" idealnie! :)) i obróżkę, i zapięłyśmy na smycz. Nie chciał się ruszyć, biedny. Gosia wzięła go na ręce i zaniosła do naszego samochodu. Położyła z tyłu na siedzeniach i usiadła obok niego. Niestety schronisko nie dało żadnego papieru dotyczącego szczepień :( Inne psy miały jakieś karty wypisowe czy coś takiego, z zaświadczeniami o szczepieniach, nasz - nic. Trochę mnie to zmartwiło, bo hotelik prosił o jakąś książeczkę zdrowia czy coś świadczącego, że pies szczepiony. No ale co było robić. Zapłaciłam Patrycji, wsiadłam do samochodu i ruszyłyśmy z piesiem do lepszego życia. Przez pierwsze pół godziny pies leżał z tyłu nieruchomo jak kłoda cały czas sparaliżowany strachem, pyszczek miał odwrócony od Gosi i schowany pod łapkami. Jednym słowem - pozycja "nie ma mnie" :( Żal było patrzeć na to maleństwo tak przerażone. Piszę "maleństwo", bo w sumie psiak dużo mniejszy, niż się spodziewałam. Ledwo sięga kolana, waży może z 15-17 kilo. Po pół godzinie usłyszałam z tyłu szept Gosi: "uniósł łepek, rozejrzał się, spojrzał na mnie!". Po następnym paru minutach: "poruszył się, myje sobie łapkę!" Po kolejnych pięciu minutach psina leżała z głową na kolanach Gosi i lizała ją po ręce. :))) Niestety po dojechaniu na miejsce strach powrócił, bo drzwi od bezpiecznego i ciepłego miejsca z dobrym człowiekiem się otworzyły i ktoś zaczął namawiać biednego psiaka do wyjścia. Psinka nie ruszyła się nawet. Zostawiłam więc go jeszcze z Gosią w samochodzie, żeby na spokojnie sobie obejrzał nowe miejsce, a sama poszłam obejrzeć hotelik i dopełnic formalności. Hotelik jest nieduży i w pełni zasługuje na określenie "rodzinny", bo są tam trzy koty i dwa domowe psy - staruszki po ciężkich przejściach. Pani oprowadziła mnie po całym domu, poznałam wszystkie zwierzaki i domowników :) Trochę to wszystko trwało, ale kiedy wróciłyśmy do samochodu, okazało się, że nasz psinek nadal w nim siedzi i nie chce wyjść mimo namawiania i próśb Gosi. Nie było rady, trzeba było znowu go wynieść na rękach. I znowu stanął przestraszony.. Próbowałyśmy go przeprowadzić trochę po ogrodzie wokół domu, żeby się oswoił z nowym miejscem. Powoli krok po kroczku - ruszył. Całkiem ładnie chodzi na smyczy, chyba nie jest to nowośc dla niego. A kiedy poczuł zapach parówek w kieszeni pani Agnieszki, ośmielił już całkiem, zaczął jej jeść z ręki. Po krótkim spacerze, kiedy nawet ogonek zawachlował kilka razy ( :)) !! ) nastąpił kolejny trudny moment: kojec! Na jego widok znowu psina zmieniła się w słup soli. Musi mu się bardzo źle kojarzyć taki kojec :( Nawet miska pełna jedzenia nie zwabiła go do środka. Nie było rady - etatowa już "nosicielka" Gosia wzięła psiątko na ręce i zaniosła do kojca. A potem posiedziała z nim chwilę, aż zobaczył, że tam też jest ok. Jest spokojnie, stoi miska z wodą, miska z jedzeniem, ciepła wygodna buda. Miska z jedzeniem została opróżniona ;) Buda sprawdzona :) Chyba będzie dobrze.. :) A po pozbyciu się robali przyjdzie czas na poznanie się z domownikami :) Zrobiłam kilka zdjęć z tego spaceru po ogrodzie, ale z racji ciemności są bardzo kiepskie. Jeśli chcecie, to może prześlę komuś i poproszę o wstawienie, bo ja niestety nie wiem jak. No i przyszedł czas się pożegnać. Trudno było. I jemu i nam. Po drodze dostałam smsa z hotelu, że w kojcu cisza.. Niunio (tak właśnie napisała p. Agnieszka :D) zawył cicho cztery - pięć razy, ale nie usłyszał odpowiedzi "ze wsi" i nastała cisza. :) Mam nadzieję, że noc minie mu spokojnie. Mnie tak, bo wiem, że jest już daleko od R.
  2. 8 points
    ewu

    GUCIO - sponiewierany maluch u nas w BDT

    A tak z guciowej ale trochę innej beczki to u Madzi , która przywiozła ze mna Gucia są jego dzieci . 4 małe kulki zabrane z tego miejsca (widać je na zdjęciu...) Wczoraj byłyśmy na wizycie pa dla córeczki Gucia - Figi. Domek przesympatyczny, bardzo fajna młoda Rodzina z 9-cio letnią, ułożoną, przemiłą Dziewczynką. Zawiozłyśmy dzisiaj Figę do nowego domku. Wszystko przygotowane jak na przyjęcie małej księżniczki. Kiedy po powrocie , po dwóch godzinach Państwo zadzwonili Madzia się przestraszyła ,że coś jest "nie tak". Okazło się ,że po debacie rodzinnej Państwo uznali ,że Figa będzie szczęśliwsza jak w domu zamieszka z swoim braciszkiem( siostrzyczek nie było). I tak dwa guciowe bąble zmieszkają w jednym domu i będą bardzo kochane.Wieczorem wieziemy braciszka:). Poker przepraszam ,że to tu opisałam ale to pewnie ważna informacja dla Gucia:):):)
  3. 7 points
    Maluszki wyciągnęłam do przedsionka budki, Maminka bardzo je ogarniała, lizała, była niespokojna. Ale szybko zrobiłam zdjęcia i wsadziłam z powrotem w głąb budki. Małe są wielkie! i takie kluchy z nich :) Najmniejsza jest sunia, taka ślicznie ruda, jak matka, ale też największa z niej krzykaczka! Chłopaki są podobni do siebie, jeden ciemniejszy, ale nie czarny, jak na początku się wydawało. Posapywały tylko i spokojnie poddały się zdjęciom i dłoniom Tomka :)
  4. 7 points
    Dziewczynki u Kapselka wszystko w porządku :) zresztą same zobaczcie ;)
  5. 7 points
    Boni po długiej podróży już w swoim domu. Żal było nas się żegnac, ale dojechała szczęśliwie bez przygód po drodze. Jestem w stałym kontakcie z ds. Ma dwie dziewczynki pod opieką.
  6. 6 points
    A dzisiaj był właśnie TEN telefon :) Zadzwoniła Pani i zapytała czy ogłoszenie jest aktualne, bo jest zainteresowana sunią. Powiedziała, że Luna bardzo przypomina zmarłą w styczniu jej sunię. Pani mieszka na Dolnym Śląsku w mieszkaniu 180 m2 z dużym ogrodzonym ogrodem. Poinformowałam panią, że w najbliższy czwartek sunia będzie sterylizowana i że będzie mogła być adoptowana dopiero za około 2 tygodnie, że obowiązuje wizyta przed-adopcyjna i umowa. Podałam pani nr telefonu do Kasi, żeby mogła dowiedzieć się wszystkiego, co chciałaby wiedzieć o Lunie. Po rozmowie z Kasia pani zadzwoniła i powiedziała, że jest zdecydowana na adopcję suni :) Wdrażamy więc procedury :)
  7. 6 points
    Tycia nazywa się teraz Tusia :). Pani zabiera ją ze sobą do pracy aby nie zostawała sama w domu, do kawiarki w której pracuje a do której można przychodzić ze zwierzakami. Tycia jest gwiazdą tej kawiarni i robi furorę :).
  8. 6 points
    Ano wiem.Prawie codziennie rozmawiamy z panią. Pani nie może się nadziwić ,że Kora, bo tak ma na imię, jest spokojna i zrównoważona. chodzą na spacerki o 6 rano i ok. 9 przed upałem,a potem ok. 16 i 22. je , siusia, koopka dobrze. Przychodzi się miziać, chodzi za panią po mieszkaniu. Pani włącza wentylator ,żeby się sunia ochłodziła. Małpa , raz pokazała ząbki , gdy pani ją czesała i chciała ,żeby wstała z legowiska. Na szczęście pani się nie zraziła i dała jej spokój. Ja uprzedzałam panią w jakich sytuacjach Kora pokazuje ząbki. Pani daje jej suplementy jakie przekazałam. Myślę ,że jest dobrze. Jestem spokojna.
  9. 6 points
  10. 6 points
    Musiałam wejść i podzielić się najnowszymi wieściami. Maluch ładnie przesypia, wytrzymuje i nie zostawia żadnych niespodzianek. Kupy są coraz mniejsze, a to znaczy, że organizm zaczął przyswajać. Nie, nie będę pisać bajek, że się zaokrągliła, bo nie. Natomiast po wczorajszej eskapadzie do Warszawy, wreszcie uwierzyła, że z tego domu się wychodzi i do niego wraca! Dziś w ogródku po raz pierwszy widziałam jak Bi-Dusia biega! Do moich sprinterek jeszcze jej daleko, ale to był już jakiś bieg i to na prostych nóżkach! Czyli wzrosła pewność siebie, a mięśnie stają się coraz mocniejsze i psinka nie zatacza się i nie ma takiego wyglądu jakby się skradała :-)

Announcements

  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?

    Sign Up
×