Jump to content
Dogomania
fifi290496

co zrobić w sytuacji gdy inny pies zaatakuje naszego?

Recommended Posts

Co zrobić kiedy cudzy lub bezpański pies rzuci się na naszego pupila? rozważałem gaz pieprzowy ale jestem niepełnoletni. Cz żeby mieć taki gaz trzeba mieć skończone 18 lat??? czy jest on naprawdę skuteczny??? może macie jakieś inne skuteczne środki które są przydatne w takich sytuacjach???
dzięki za wszystkie odpowiedzi;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przede wszystkim bardzo rzadko dochodzi do takich sytuacji, że jakiś pies od razu rzuca się twojemu do gardła. Przynajmniej ja się z takimi spotykam sporadycznie gdy wychodzę z psem. A jeśli już się rzuci to żaden gaz po prostu nie pomoże, gdy będą się szarpały. Bo i twój oberwie i ciężko wycelować w agresora ;)

Przede wszystkim bardzo ważne jest twoje zachowanie- jeśli od razu się spinasz, napinasz smycz, zaczynasz krzyczeć czy tupać to i denerwuje się twój pies i ten puszczony luzem. Ja zawsze daje się psom spokojnie obwąchać z podbiegającymi psami na luźnej smyczy, bez nerwów, żaden mój nie ma problemu z witaniem się z innymi psami, i może dlatego jeszcze nie spotkała mnie sytuacja, że psy skoczyły sobie do gardła. Powąchają się, i drugi sobie idzie w swoją stronę. Kiedy pies zmierzający w moim kierunku zachowuje się podejrzanie, omijam go łukiem, a w awaryjnych sytuacjach rzucam w jego kierunku np. klucze albo biorę swojego na ręce i odchodzę.

Zdaje sobie sprawę, że żaden pies nie powinien biegać luzem, jeśli podbiega do innych psów, ale problem zazwyczaj ma pies do którego coś podbiega albo jego właściciel, a nie ten podbiegający.

Trochę wyluzuj, jeśli masz zamiar tak każdemu który podbiega pryskać sprejem w oczy to spryskasz pół osiedla :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
oj, nie zgadzam się z przedmowcą- ze systuacje w ktorych nastepuje scięcie z psami ma miejsce bardzo rzadko. Mimo, że mam suczke, która wogole nie jest agresywna przez niektore psy jest zaczepiana i z mojej i mojego psa perspektywy nie jest to mile i na pewno nie traktuje tego na porzadku dziennym. NIGDy w zyciu nie zdecydowalabym sie brac moje psa (20kg) na rece, gdy inny pies biegnie do niego, w wiadomo jakich zamiarach- samobójstwo.
I nie zgadzam sie tez, ze 'spinanie ' moje ma jakis wplyw czy inny pies rzuci sie na mojego czy nie, to chyba juz za pozno- inaczej mowiąc musztarda po obiedze. Ja również zdecydowałabym sie na gaz pieprzowy - chyba lepiej zeby mojemu psu i agresorowi podrażnić oczy, niz potem leczyc ewentualne rany pogryzienia.
i przetestowałam juz rzucanie np patyków w strone innego psa, delikatnie mówiąc jemu to lata koło d**y.
pozd i czekam na inne propozycje

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie że zachowanie właściciela ma BARDZO duże znaczenie - wiem to na własnym przykładzie. Pies wtedy myśli - że skoro są nerwy, to zbliża się niebezpieczeństwo - bo trzeba się bronić - a najlepsza obroną jest atak..

Zależy co masz na myśli mówiąc 'rzuca się'... Jeżeli widzisz, ze zaczynają na siebie warczeć i 'coś kombinować' - rzuć gdzieś koło psów czymś szeleszczącym, np. klucze (ja używam jakiejś wygrzebanej kolczatki - nie wiem nawet skąd ona się u mnie wzięła :eviltong:). No i warto też zobaczyć - czy zaczyna ten obcy pies - czy Twój..

Share this post


Link to post
Share on other sites
jeśli chodzi o mnie to mówię o przypadku w ktorym moj pies jest spokojny, tzn nie spodziewa sie ataku a drugi pies biegnie z wyszczerzonymi klami. Oczywiscie zgadzam sie, ze nierwowe zachowanie wlasciciela udzieli sie psu, i być moze on rowniez zdecyduje sie bronić swojego pana, badz samego siebie- jednak uważam, psu atakującemu wisi to czy jestesmy nerwowi tzn podnosi sie u nas poziom adrenaliny, czy staramy sie stać spokojnie.
I uwaz, ze reakcji z naszej strony wymaga również sytuacja, w której nasz ukocany pies jest tylko obsliniony przez innego, tzn nie pogryziony do krwi- ja osobiscie takiego zachowania nie toleruje i sobie nie zycze, zeby inny pies który zamierza mojego psa zaczepiac (podbiec itd) zblizal sie do mojego. (ktory jest uosobieniem lagodności)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dziwne. Z tego wynika, że u ciebie na osiedlu same agresory, które tylko czekają żeby coś pożreć albo rzucić się do gardła... :lol: Nie wiem, u mnie jak nawet biegną najeżone to powąchają się, pokażą jakie są ważne i idą dalej... Nie wiem dlaczego.
Oczywiste jest, że 20 kg psa nie weźmiesz na ręce, pisałam, co ja robię i nikogo do tego nie zachęcam.
Zachowanie właściciela ma przede wszystkim wpływ na to, jak psy zareagują. Psy z zasady nie walczą na śmierć i życie, jest to zazwyczaj tylko pokaz sił- właśnie bardziej pokaz niż prawdziwa walka. Ale gdy wkroczy taka paniusia z krzykiem albo zacznie swego psa spinać na smyczy czy wręcz podnosić go do góry to nic dziwnego, że często dochodzi do naprawdę ostrych walk. Sytuacja sprzed kilku tygodni, idę spokojnie z suką, idzie druga suczka (też na smyczy), widać, że taka "ważna", ale gdyby się zapoznały myślę, że nic by nie było, bo moja bardzo łagodna. Widze, że facet jakiś taki nie bardzo, więc omijam łukiem. W tym samym czasie on schodzi na trawnik. Sukę na smyczy podciąga, że prawie się dusi i cały spanikowany wiszczy: Spokój, niedobry piesek! Po czym jego suka już z dzikim charkotem gotowa pożreć moją. Obserwując takie zachowania, upewniam się, że zachowanie właściciela MA znaczenie, największe.
Chyba tylko naprawdę pies z mocno zwichrowaną psychiką ma na celu uśmiercenie drugiego psa, ale wydaje mi się, że to są naprawdę rzadkie przypadki.. Nie wierzę, że miłośnicy psów tak łatwo podchodzą do spryskiwania wszystkiego co podbiega gazem.. To też nie jest takie objętne dla zdrowia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Miałam w tamtym roku takie zajście. Wyszłam z suką na łąki, zobaczyłam sukę mieszankę rottka, a że moja jest obojętna i wraca na każde zawołanie to wróciła i ją zapięłam. Tamta pędem w naszym kierunku, a właściciel spokojnie sobie hasa :mad::mad::mad: i się spięły...zaczęłam kopać gdzie popadnie napastniczkę, właściciel z mordą, że psa kopię, a ja gdzie jest smycz i obroża no i kaganiec dla tego kundla!!!a on dalej z mordą!!!i poza tym nic nie robił...skopałam psa aż piszczał i zwiał...nikt nie będzie krzywdził mojej suki...Negra oczywiście broniła się jak mogła, bo Pańcia trochę z nią ćwiczy mocnego uścisku. Od tej pory gościu chodzi km od mojego domu, ale nadal kundel nie uwiązany...Jak spaceruję ze swoją po osiedlu to zawsze pozna miejsce gdzie tamta mieszka i szczeka na jej posesję (mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych) :lol: denerwuje mnie głupota ludzi oj bardzo!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
powiem szczerze, że w zasadzie szczególny uraz mam do owczarków niemieckich - w zasadzie wszystkie jakie znam z okolicy to sa mocno agresywne-(oczywiscie sa wyjatki od reguły i mocno w to wierze, ale ja do takich niestety nie mam szczescia). I z jednej strony rozumiem zachowanie wlasicieli onków ze je puszczaja bo musza sie wybiegac, ale jak ide z moja to z dusza na ramieniu w obawie ze spotkam takiego agresora (niesztety wiem ze moja suka mialaby niewielkie szanse wysc z tego bez szwanku . )
zostaje miec tylko oczy do okola glowy i bacznie obserwować wszystkich do okoła .
p.s
Marzy mi sie zeby wyjsc na spacer z psrem bez nerwow i stresu, gdzie wszystkie psy bedą spokojnie i milutkie w stosunku do innych psów- ale niestety marzenie scietej glowy :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Figafiga']Miałam w tamtym roku takie zajście. Wyszłam z suką na łąki, zobaczyłam sukę mieszankę rottka, a że moja jest obojętna i wraca na każde zawołanie to wróciła i ją zapięłam. Tamta pędem w naszym kierunku, a właściciel spokojnie sobie hasa :mad::mad::mad: i się spięły...[B]zaczęłam kopać gdzie popadnie napastniczkę[/B], właściciel z mordą, że psa kopię, a ja gdzie jest smycz i obroża no i kaganiec dla tego kundla!!!a on dalej z mordą!!!i poza tym nic nie robił...[B]skopałam psa aż piszczał i zwiał[/B]...nikt nie będzie krzywdził mojej suki...Negra oczywiście broniła się jak mogła, bo Pańcia trochę z nią ćwiczy mocnego uścisku. Od tej pory gościu chodzi km od mojego domu, ale nadal kundel nie uwiązany...Jak spaceruję ze swoją po osiedlu to zawsze pozna miejsce gdzie tamta mieszka i szczeka na jej posesję (mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych) :lol: denerwuje mnie głupota ludzi oj bardzo!!![/quote]

:crazyeye::crazyeye:

Wiesz... wstydziłabym się pisać takie rzeczy na forum miłośników psów. Więcej, wstydziłabym się siebie, że coś takiego zrobiłam.

Mogłaś inaczej rozwiązać tą sytuację. Mogłaś np. złapać agresorkę, swoją puścić skoro jest taka karna i wezwać SM. Może mandat zmotywowałby gościa do prowadzania suki chociaż w kagańcu, którego swoją drogą twoja suka też nie miała... Zaraz pewnie napiszesz, że jeszcze by cię pogryzła. Ale kopiąc ją, aż piszczała :shake: byłaś moim zdaniem sto razy bardziej narażona na przekierowanie jej agresji na ciebie. Rozumiem, że dobro naszego psa jest nadrzędne, ale.... Ech... I jeszcze tak się tym szczycić? W ogóle nawet nie wiadomo czy chciała od razu ci sukę pożreć, może tylko tak biegła, ale jak na wejściu dostała z kopa to się nie dziwię. Swoją drogą dziwne, że w takim spięciu, gdzie jak chyba wszyscy wiemy jest jedna wielka kotłowanina, tak precyzyjnie wymierzałaś kopy, że tylko tamta porządnie dostała. Nie wiem, może masz wprawę w kopaniu psów? Trudno mi to pojąć. No, chyba że to nie była takie wielka walka jak piszesz, a to tym bardziej wskazuje na to, że mogłaś inaczej zareagować.

Ale cóż... Czytając to forum coraz częściej dochodzę do wniosku, że tu jest więcej miłośników swoich psów niż psów ogólnie. Bardzo przykre :-(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Koło mnie jest taki pies, który całe życie siedział na łancuchu a teraz w takim kojcu. Jak mój atos miał 3m ten pies uciekł i zaczął gryźć mojego malucha.Atos to mój pierwszy pies więc kompletnie nie wiedziałam jak sie zachować, a że to byłó koło domu to darłam sie "pomocy".Sasiedzi Ci, którzy mieszkaja najbliżej tylko popatrzyli sie co się dzieje a właściciel psa tylko sie patrzył.Ale jakoś atosowi udało sie uciec spod tego psa i wtedy właściciel tego psa łaskawie zawołał swojego a ja poleciałam za uciekającym maluchem.Naszczęscie odbyło się bez krwi ale żeby mial na brzuchu odbite... 3 dni temu wracam ze spaceru patrze pies goni, nie miałam kom żeby zadzwonić do kogoś wiec ide,atos szedł koło mnie.Ten pies ma już jakies 11lat wiec uciekał-tak mi sie przynajmiej wydawało. Potem wszedł w tak jakby taki "tunel", który sie zrobił z krzaków i jakisz drzew i jak przechodziliśmy nagle sie zaatakował. Na poczatku myślałam, że moze jednak atos go wystraszy Bo ma 2,5 roku a tamten jest dosc stary.Ale łatwo było żałważyć, że mój atos zaczyna próbować uciekać. I wtedy co robić? miałam takie szczęscie że sasiad jechał autem i zaczął trąbić i tamten uciekł a ja złapałam atosa. Nic sie teoretycznie nie stało chodz ma ślady na ogonie i łapach nawet dziury bo tamten mu włos wyrwał. Ale tak jak pisał ktoś wcześniej gazem można trafić w swojego psa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja przeważnie chodzę z dwoma psami na pola. Żeby dojść na te pola musze przejsc przez pół miasta ja sam + dwie smycze i dwa psy. Gdy w tym momencie podbiega do mnie jakiś pies nie mam jak zareagować a wolne mam tylko nogi. Ostatnio spokojnie sobie szedłem, psy spokojne idą przy nodze (berneńczyk i spaniel) a tu leci do mnie pies podobny do wyżła i rzuca sie na spaniela, oczywiście drugi pies też się dołącza i zaczyna się niezły kocioł ... Pozostają mi wolne nogi i ich w takich przypadkach używam, niestety nie mam wyjscia. początkowo odpychałem go tylko nogą, ale on sie tak rwał, że musiał oberwać na własne życzenie. Uważam że takie sytuacje są bardzo niemiłe i bardzo łatwo można byłoby ich uniknąć ale cóż... Kolejny przykład. Idę z psami, a z naprzeciwka idzie pan z pieskiem luzem podobnym do westa. Moje psy na krótkich smyczach, jeden w jednej ręce drugi w drugiej. Piesek idzie spokojnie, a nagle kundelek rzuca się na spaniela. Tradycyjnie robi się kocioł, ja jak dureń odpycham pieska żeby mu krzywdy nie zrobić, a pan stoi i sie patrzy. W końcu mowie do niego, ze niech wezmie tego psa, bo dostanie kopa. Pan zacząl mnie wyzywac od skur**, h**, ja prosze go zeby zapial psa na smycz (ktorej nie mial) on do mnie ze mam sam sie wziasc na smycz, i zaraz moze kopa zarobić i ... poszedł zostawiając psa, który kotłował się razem z moimi. Jakimś cudem opanowałem moje psy, a tamten nadal skakał, więc go mocnej odsunąłem... pobiegł do "właściciela". Z owczarkami też nie mam najlepszych doświadczeń, niestety nie znam ŻADNEGO, który by sie NIE rzucał na moje psy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja miałam taką sytuacje jak Wy.
Mój pies luzem, w kagańcu (odwoływalny, kaganiec - żeby nikt sie nie przyczepił). Podbiega haszczak w tubie na pysku, właścicielka na 2 końcu parku woła. Oczywiście haszczak ma ją w d...
Odwołałam psa. Przyszedł, haszczak poszedł.
Gdy sytuacja powtórzyła się 4 raz - husky w akcie dominacji położył łape na karku mojego psa, jak mój odskoczył - zaatakował.
Właścicielka na 2 końcu, ja myśle "w kagańcach to nic sobie nei zrobią. Pokotłują sie i będzie spokój. Sama nie rozdziele 2 sporych psów".

Otóż przybiega włascicielka drze się w niebogłosy i wyzywa mnie od wszystkich możliwych suk i po**********ów, łapie psa, ona łapie psa.
Nabluźniła, poszła a mi sie leje po rękaw krew ciurkiem.
Okazało się, że kaszczak przez tą tube odgryzł mojemu 1\4 ucha.
Lece za babą i mówie, żeby poniosła koszta (oczywiście mój na smyczy w kagańcu a ta pinda psa luzem puściła i do nas podleciał).
Podeszła, nabluźniła, zobaczyła, że pies mi mdleje od utraty krwi i poszła.
Tym razem mojemu zdjełam kaganiec (był na smyczy i miał prawo sie bronić) ale haszczak nie zaatakował.

Pies mdlał mi w aucie. Szwów ponad 10, opatrunki, zastrzyki itp.
Potem zapalenie uszu... Koszt ok. 300zł i brak ćwiatki ucha. Makabra.

Pojechałam na policję, jednak bez jej nazwiska nie mogli nic zrobić.
W parku pindy nie spotkałam do tej pory:shake:

Gdyby to był pies wystawowy to bym ją spod ziemi wykopała i płaciła wartość psa, leczenia itp.:angryy:

Share this post


Link to post
Share on other sites
1. Zawolać wlaściciela.
2. Jeśli wlaściciela nie ma/nie reaguje, zaslonić swojego psa, przybrać wyprostowaną pozycję, spojrzeć agresorowi w oczy i znieruchomieć. Większość normalnych psów nie zaatakuje (choćby z tego powodu, że psy "miejskie" niezwykle rzadko atakują czlowieka). Pies atakujący może próbować nas obejść, wtedy obracamy się caly czas zaslaniając swojego psa.
3. Jeśli pies zaatakuje nas - bronić się. Oczywiście mierząc sily na zamiary. Nie polecam bezpośredniej konfrontacji z np. mastino czy dogo argentino. Ale na szczęście psy tych ras są zazwyczaj wyprowadzane pod nadzorem wlaścicieli.
4. Podobnie jak gaz pieprzowy zadziala pryśnięcie psu w pysk (nos, oczy) lakierem do wlosów w areozolu (są male "kieszonkowe" opakowania, nie jest zabroniony ;)). I podobnie jak gaz pieprzowy może odstraszyć, bądź rozjuszyć napastnika.

Odradzam konfrontacje pomiędzy calkowicie obcymi, nieznanymi psami, szczególnie gdy jeden jest zdecydowanie nastawiony wrogo, występuje spora różnica gabarytowa i nie możemy liczyć na interwencję jego wlaściciela.

Koleżanko - przeciwniczko kopania obcych psów robiących krzywdę naszym nieagresywnym czworonogom - nie życzę Ci, by dużo większy pies zlapal Twojego za glowę i potrząsal nim w powietrzu jak kawalkiem (doslownie) mięsa, czemu przygląda się radośnie jego wlaściciel zapewniajacy wcześniej, że "pieski mogą się razem pobawić". W sytuacji zagrożenia życia naszego pupila reagujemy instynktownie i za wszelką cenę staramy się ratować naszego psa. Agresor z wyżej opisanej sytaucji żyje tylko dlatego, że mialam na nogach letnie buty, a nie glany.
Bardzo mi przykro, że ma wlaściciela idiotę.

Gdybym go skopala na śmierć ne czulabym się dobrze, ale jeszcze gorzej bym się czula, gdyby rozplatal czaszkę mojemu wtedy 8-miesięcznemu Shih Tzu (kochającemu wszystkie psy niezależnie od plci), którego uratowal wlos i... moja interwencja.

Ja z siebie dumna nie jestem, ale wlaściciel agresora chyba tak, bo pies nadal lazi bez smyczy i kagańca od czasu do czasu prowokując inne psy. Do mnie i moich jakoś dziwnie się nie zbliża :cool3: a minęly prawie 3 lata od tamtego "incydentu" :p Czekam, kiedy sprowokuje jakiegoś TTB, ale niestety wybiera mniejsze i slabsze od siebie psiaki :p

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Karilka']Ja miałam taką sytuacje jak Wy.
Mój pies luzem, w kagańcu (odwoływalny, kaganiec - żeby nikt sie nie przyczepił). Podbiega haszczak w tubie na pysku, właścicielka na 2 końcu parku woła. Oczywiście haszczak ma ją w d...
Odwołałam psa. Przyszedł, haszczak poszedł.
Gdy sytuacja powtórzyła się 4 raz - husky w akcie dominacji położył łape na karku mojego psa, jak mój odskoczył - zaatakował.
Właścicielka na 2 końcu, ja myśle "w kagańcach to nic sobie nei zrobią. Pokotłują sie i będzie spokój. Sama nie rozdziele 2 sporych psów".

Otóż przybiega włascicielka drze się w niebogłosy i wyzywa mnie od wszystkich możliwych suk i po**********ów, łapie psa, ona łapie psa.
Nabluźniła, poszła a mi sie leje po rękaw krew ciurkiem.
Okazało się, że kaszczak przez tą tube odgryzł mojemu 1\4 ucha.
Lece za babą i mówie, żeby poniosła koszta (oczywiście mój na smyczy w kagańcu a ta pinda psa luzem puściła i do nas podleciał).
Podeszła, nabluźniła, zobaczyła, że pies mi mdleje od utraty krwi i poszła.
Tym razem mojemu zdjełam kaganiec (był na smyczy i miał prawo sie bronić) ale haszczak nie zaatakował.

Pies mdlał mi w aucie. Szwów ponad 10, opatrunki, zastrzyki itp.
Potem zapalenie uszu... Koszt ok. 300zł i brak ćwiatki ucha. Makabra.

Pojechałam na policję, jednak bez jej nazwiska nie mogli nic zrobić.
W parku pindy nie spotkałam do tej pory:shake:

Gdyby to był pies wystawowy to bym ją spod ziemi wykopała i płaciła wartość psa, leczenia itp.:angryy:[/quote]

Właśnie dlatego niecierpię podejśćia... że spuszcza się - nawet w kagańcu - psa którego nie potrafi się odwołać, a który może zrobić krzywdę innemu psu.. Tak trudno było kupić kilkunastometrową linkę, która kosztuje koło 8zł, i poćwiczyć z psem przywoływanie... Ja tam zawsze powtarzam, że kaganiec to pic na wodę, bo pies jak będzie chciał, to i tak ugryzie.. zwłaszcza że 3/4 ludzi nie potrafi dobrać odpowiedniego kagańca :roll:

Mojemu psu raz zdarzyło się zaatakować - na szczęście tamtemu psiakowi nic wielkiego się nie stało, ale byłam z właścicielem umówiona, że do mnie zadzwoni po wizycie u weta, i jakby co - to pokryję koszty leczenia...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Elżbieta481
Można kogoś krytykować,że kopał w obronie swojego psa,ale może ktoś to mówić,kto nie znalazłł się w sytuacji bez wyjścia.Na naszego psa-mieszaniec Owczarka Niemieckiego spuszczono dwa Staffordy.I to jest fakt.Z samochodu wypuszczono.Właściciel był i się śmiał:angryy:Bo w obronie psa,którego zaatakowały te dwa stanął mój mąż.I Bogu dzięki,bo ja nie wiem czy dałabym radę.I przyznaję nogi poszły w ruch.Pies na ręce i kopał.A co miał zrobić?:angryy:Jak się ten facet śmiał-przecież to jest śmieszne nie?Ludzie krzyczeli,a on rechotał..Do dziś Gucio ma wzdłuż kręgosłupa ślady po tym spotkaniu..
I do dziś-choć minęły lata-schodzę z drogi bojowcom...
I tylko raz się spotkałam z reakcją właściela,który pomógł rozdzielić psy.
Reszta ma ubaw.
I sytuacja druga-tym razem ja byłam z naszym.Gucio na smyczy i w kagańcu.Na teren tuż przy naszym domu wchodzi ok.pietnastolatek z psem.Nie wiem co za rasa mnie się wydaje,że Gryfon-nie jestem pewna-i co słyszę,,bierz,,.Skacze na moją nogę,Gucio się szarpnął,ale nie miał szans,bo miał kaganiec.Tamten skoczył do gardła,ja miałam tylko taką siatkę i walnęłam psa.A mało brakowała to przyłożyłabym i temu xxx.Odciągnęłam mojego.Tamten sam odszedł.Właściciel nie zaregował wcale.I nie powiem ile ,,miłych,,słów ode mnie usłyszał.
waldi481

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Bakteria']:crazyeye::crazyeye:

Wiesz... wstydziłabym się pisać takie rzeczy na forum miłośników psów. Więcej, wstydziłabym się siebie, że coś takiego zrobiłam.

Mogłaś inaczej rozwiązać tą sytuację. Mogłaś np. złapać agresorkę, swoją puścić skoro jest taka karna i wezwać SM. :-([/quote]

No to się uśmiałam :lol: Łapać obcego psa, który rzuca się na naszego?? Chyba nie wiesz co mówisz. Poza tym, w takiej sytuacji człowiekowi puszczają nerwy i robi wszystko, żeby nie doszło do największej tragedii, czyli zagryzienia psa. To są ułamki sekund, a nie film puszczony w zwolnionym tempie. Ludzie to jednak wyobraźni nie mają. No ale chciałabym zobaczyć Twoją reakcję. Już widzę jak stoisz z telefonem i stukasz numer do straży miejskiej :shake:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='moon_light']A co sie dzieje, jeżeli pies będący na smyczy,zostanie zaatakowany, i zagryzie przeciwnika który był puszczony luzem ?
Czyja to będzie wina ? Co na to prawo ?[/quote]
Kilka lat temu znajoma miała taką sytuację i żadnych konsekwencji. Powód - drugi właściciel nie dopilnował psa (W-wa).
Mieli wizytę policji w domu (zgłoszenie właściciela zagryzionego psa), spisali zeznania i na tym się skończyło.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='mala_czarna']No to się uśmiałam :lol: Łapać obcego psa, który rzuca się na naszego?? Chyba nie wiesz co mówisz. Poza tym, w takiej sytuacji człowiekowi puszczają nerwy i robi wszystko, żeby nie doszło do największej tragedii, czyli zagryzienia psa. To są ułamki sekund, a nie film puszczony w zwolnionym tempie. Ludzie to jednak wyobraźni nie mają. No ale chciałabym zobaczyć Twoją reakcję. Już widzę jak stoisz z telefonem i stukasz numer do straży miejskiej :shake:[/quote]

zgadzam sie z Tobą w całej rozciągłosci. W chwili zagrodzenia robi sie wszystko zeby ratować naszego psa. I rzeczywiscie z tym dzwonieniem to nie uśmiałam - fajnie to skwitowałaś. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='aniaijaga'] W chwili zagrodzenia robi sie wszystko zeby ratować naszego psa.[/quote]
Bo oprócz miłości do czworonogów trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Dla mnie moja suczka była najważniejsza na świecie, i wiem, że gdyby coś zagrażało jej życiu (mam na mysli atak jakiegoś innego psa), zrobiłabym wszystko, żeby ją ratować. Łącznie z kopaniem agresora.
Tylko raz w życiu zdarzył się taki wypadek na moich oczach, ale do dzisiaj pamiętam skomlenie małego kundelka, płacz jego właścicielki, a potem szybką akcję z zawiezieniem pieska do weta. Nikomu nie życzę. To nie był mój pies, ale stałam jak sparaliżowana, jak totalna niemota. Pieska udało się uratować; rozmawiałam później z właścicielką, ale miał rozharatany cały brzuch i nadgryzione końcówki uszu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Shetanka']Właśnie dlatego niecierpię podejśćia... że spuszcza się - nawet w kagańcu - psa którego nie potrafi się odwołać, a który może zrobić krzywdę innemu psu.. [/QUOTE]
Może i to nawet jak nie ugryzie to kagańcem może wtłuc a nawet zatłuc. Kiedyś na moją Hexolinę po obwąchaniu skoczył ON (samiec) i zaczął ją okładać metalowym kagańcem. Był środek nocy, właściciel wołał psa z odległości i sama musiałam oczywiście sobie radzić. Machałam swoimi krótkimi nóżkami, ani razu psa nie trafiłam ale w końcu poszedł, bo jedyną przeciwniczką dla niego byłam ja (Hexi za mną schowana). Ja zawsze Hexy bronię, bo ta sierota tylko drzeć paszczę ze strachu umie :shake:. Używam do obrony krzyku, machania nogami, smyczą i czym akurat się uda. Nigdy psa nie trafiłam, ale jak bym nie miała wyjścia to bym się nie zastanawiała i broniła bym zaciekle, bo życie i zdrowie mojego psa najważniejsze.. Do tej pory na szczęście psy uznają mnie za pieprzniętą wariatkę i się wycofują ;).
Co do porady o złapniu obcego psa, ja bym się nie podjęła. Znane psy, które się kłócą, owszem tak rozdzielałam, ale obcego (do tego często bez obroży) bym nie odciągnęła. Jak mi się psy ścięły (ON i Hexa) to za fraki oboje złapałam, grzecznie wytłumaczyłam że nie lubię tego i każde na miejsce poszło. Raz łapę wepchnęłam między nich i miałam gustownego siniaka od kła na dłoni i bolało mnie baaardzo.
Na wątku o "agresywnym psie rasy amstaff.." opisywałam historię jak mi się mix-astka gryzła z drugą suką, która do dziecka wystartowała z zębami. Miałam tylko 2 ręce, w 1 dziecko w 2 pies i właściciele tamtej mieli do mnie pretensje, bo nie mogłam psów rozdzielić. Tylko jak to miałam niby zrobić, jak tylko udało mi się moją odciągnąć i zacząć iść to tamta jej do tyłka doskakiwała. Ja mała 14 czy już 15latka byłam oczywiście winna, bo śmiałam ulicą iść z małą siostrą cioteczną i psem bez kagańca. I do tego powinnam umieć 2 psy usadzić żeby odejść bez problemu. Nie ważne że to tamta zaatakowała wybiegając z bramy prosto na nas :roll:.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='waldi481']Można kogoś krytykować,że kopał w obronie swojego psa,ale może ktoś to mówić,kto nie znalazłł się w sytuacji bez wyjścia.Na naszego psa-mieszaniec Owczarka Niemieckiego spuszczono dwa Staffordy.I to jest fakt.Z samochodu wypuszczono.Właściciel był i się śmiał:angryy:Bo w obronie psa,którego zaatakowały te dwa stanął mój mąż.I Bogu dzięki,bo ja nie wiem czy dałabym radę.I przyznaję nogi poszły w ruch.Pies na ręce i kopał.A co miał zrobić?:angryy:Jak się ten facet śmiał-przecież to jest śmieszne nie?Ludzie krzyczeli,a on rechotał..Do dziś Gucio ma wzdłuż kręgosłupa ślady po tym spotkaniu..
I do dziś-choć minęły lata-schodzę z drogi bojowcom...
I tylko raz się spotkałam z reakcją właściela,który pomógł rozdzielić psy.
Reszta ma ubaw.
I sytuacja druga-tym razem ja byłam z naszym.Gucio na smyczy i w kagańcu.Na teren tuż przy naszym domu wchodzi ok.pietnastolatek z psem.Nie wiem co za rasa mnie się wydaje,że Gryfon-nie jestem pewna-i co słyszę,,bierz,,.Skacze na moją nogę,Gucio się szarpnął,ale nie miał szans,bo miał kaganiec.Tamten skoczył do gardła,ja miałam tylko taką siatkę i walnęłam psa.A mało brakowała to przyłożyłabym i temu xxx.Odciągnęłam mojego.Tamten sam odszedł.Właściciel nie zaregował wcale.I nie powiem ile ,,miłych,,słów ode mnie usłyszał.
waldi481[/quote]

Dwa 'staffordy' zostaly skopane, tylko dlatego że podbiegły do psa? :crazyeye:
To ja bym musiała wymordować praktycznie wszystkie psy z okolicy :evil_lol: Bo już nie raz, nie dwa, zdarzyło mi się ze pies biegł luzem i podbiegł do mojego psa który był na smyczy albo gdzieś blisko mnie - i co? Powąchali się, czasami powarczeli i każdy odbiegł w inną stronę, ja psa nie skopałąm - to znaczy, że nie dbam o bezpieczeństwo mojego psa? :crazyeye:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Shetanka']Dwa 'staffordy' zostaly skopane, tylko dlatego że podbiegły do psa? :crazyeye:
To ja bym musiała wymordować praktycznie wszystkie psy z okolicy :evil_lol: Bo już nie raz, nie dwa, zdarzyło mi się ze pies biegł luzem i podbiegł do mojego psa który był na smyczy albo gdzieś blisko mnie - i co? Powąchali się, czasami powarczeli i każdy odbiegł w inną stronę, ja psa nie skopałąm - to znaczy, że nie dbam o bezpieczeństwo mojego psa? :crazyeye:[/quote]
Jeśli pies ma ślady po tym spotkaniu, to chyba nie od tego, że właściciel wziął go na ręce? :evil_lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Shetanka']

Dwa 'staffordy' zostaly skopane, tylko dlatego że podbiegły do psa? :crazyeye:
:crazyeye:[/quote]

Jak byk jest napisane: "Do dziś Gucio ma wzdłuż kręgosłupa ślady po tym spotkaniu..". Znaczy nie myślisz chyba, że te ślady to od podbiegnięcia??:-o

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zaraz może niektórzy się oburzą na to, co napiszę, ale gdy dawno temu miałam przez jakiś czas tylko jednego psa i to raczej niezbyt wyrośniętego, to nosiłam ze sobą na spacery kawał ciężkiego łańcucha w celach obronnych.
Mój pies miał paru stałych wrogów, którzy zwolnieni ze smyczy, bądź biegający sobie w ogóle samopas zawsze nas gonili i nie rzadko dopadali, bez mojej szybkiej reakcji pewnie nie miałabym psa, albo miałabym kalekę. Zdarzały się też ataki przypadkowych, zupełnie nieznajomych psów.

Ktoś tam napisał, że łapanie cudzego agresywnego psa, po to by puścił/ bądź nie chwycił ostatecznie naszego jest błędem. Otóż z moich doświadczeń jak i obserwacji wynika, że to bardzo dobra metoda.
Może być to ryzykowne, ale czasem jeśli się nie zainterweniuje, można stracić psa.
Pies gwałtownie szarpnięty przez obcego sobie człowieka często traci rezon, a przytrzymanie go daje szansę, by nasz się spod niego wydostał.
Takie sytuacje zdarzały mi się także w obecności przerażonych sytuacją i oniemiałych właścicieli agresorów, gdzie z narażeniem siebie odczepiałam psy takich osób od swojego i sama wlokłam w stronę tych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×