Jump to content
Dogomania
  • Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    
BoguśB

Kochany Benek odszedł - Żegnaj i do zobaczenia

Recommended Posts

24 stycznia odszedł mój ukochany przyjaciel. Miał na imię Benek, był cudownym kundelkiem. Cały czas o nim myślę. Okazało się, że miał jakiegoś guza w środku który nagle pękł i wywołał krwotok wewnętrzny. Po kilku godzinach od diagnozy leżał na stole operacyjnym. Wycieli mu guza, zatamowali krew i piesek się wybudził. Patrzył na nas gdy leżał na boku i gdy prosiłem czy można z nim zostać na noc w klinice weterynaryjnej to się nie zgodzono. Bo Nie. Pojechaliśmy do domu. Żona była dobrej myśli bo się wybudził. Ja natomiast czułem, że jest coś nie tak. Wiedziałem że nigdy nie zostawał w obcym towarzystwie i na pewno będzie się strasznie czuł. Po godzinie dostaliśmy telefon, że zmarł. Nie mogę sobie do tej pory wybaczyć, że z nim nie zostałem, że nie naciskałem bardziej na zostanie. Wydaje mi się, że pękło mu serce z żalu, że został sam. Weterynarze twierdzą, że po prostu umarł a mi się wydaje że tak gadają ale nie znali mojego psa. Nie wiedzieli, że on zawsze był z nami. W swoim 11 letnim życiu akceptował tylko kilka osób a resztę albo gryz w nogawki albo obszczekiwał. Był nieprzeciętnym wariatem ale był tak strasznie kochany, że jest to nie do opisania. Kilka lat temu znaleźliśmy małą suczkę w lesie i gdy ją przyprowadziliśmy do domu to od razu ją zaakceptował. Była schorowana a on jej przynosił swoje zabawki, tulił ją i przez kolejne lata byli nierozerwalną parą. On by wszystkich zagryzł, ona wszystkich by zalizała. On nienawidził wszystkich ludzi, psów, kotów nawet drzewa go denerwowały gdy szumiały ona za to kochała wszystkich. Taka Para. Teraz jest tak cholernie cicho w domu, że nie można wytrzymać. W dzień śmierci jeszcze latał rano po dworze jeszcze japał przez oko na ludzi a późnym wieczorem już go nie było. Cholernie Niesprawiedliwe. Nigdy sobie nie wybaczę, że wcześniej nie wykryłem mu tego guza i tego że z nim nie zostałem bo zawsze będę miał, żal że został sam gdy najbardziej mnie potrzebował. Nigdy również nie wybaczę tego, że nie pozwolono mi z nim zostać. Ktoś może powiedzieć, że serce nie stanie z żalu ale ja uważam inaczej. Cóż. Żegnaj stary przyjacielu. Mam nadzieję, że tam po tamtej stronie spotkamy się jeszcze abym mógł cię przytulić i chodzić na wieczne spacery. Benio byłeś naszym misiem malutkim. Pa. Żegnaj. Boguś

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uświadamiam sobie, że dawał znaki. W sobotę, 4 dni przed śmiercią nagle zaczął się trząść i chować. Zadzwonilem do weterynarza który mi powiedział aby dać mu coś przeciwbólowego. Ale już było za późno na przyjęcie.  I tak było przez kilka godzin, że był schowany i nie chciał przychodzić.  Później, wieczorem jak przyjechała żona to już było ok. Tabletki przeciwbólowej nie dostał i się poprawiło. W niedziele było ok i do środy rana było ok. A później koniec. Nie mogę sobie tego wybaczyć, że w sobotę jak się zaczął trząść to od razu nie pojechalem z nim do jakiegoś innego weterynarza. Czas leci a ja mam co raz więcej wyrzutów. To był pies, który był od początku naszego związku z żoną. Przez te 11 lat wiele się wydarzyło ale zawsze był z nami dlatego tak cięzko nam to zrozumieć. Przy każdym wspomnieniu jest on. Wprowadzał nieprzeciętną radość w nasze życie. Gdy miałeś najbardziej podły dzień to on zawsze się uśmiechał i coś ci przynosił. Teraz jest tak smutno i cicho, że się do domu wracać nie chce! 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, BoguśB napisał:

Siedzę całymi dniami i patrzę na nasze wspólne zdjęcia i filmy. Boże jaki on byl cudowny. Jak mi go potwornie brakuje. Wybacz przyjacielu!!!!

:((((((((((((((((( Nie wiem co Ci doradzić.  Tak chciałabym coś mądrego Ci napisać:( Mnie pomagała praca fizyczna- malowanie ścian,itp.

Wypłacz się ile wlezie. Potem będzie lepiej, lżej.

I nie obwiniaj się, zwierzęta ukrywają ból. Czasami udaje się nam to zauważyć a czasem nie.

I cokolwiek byś nie zrobił zawsze wydawałoby Ci się że mogłeś coś zrobić więcej i lepiej - a tak nie jest zrobiłeś to co w danej chwili było konieczne. Zareagowałeś szybko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki Elisabeta!!!!! Siedzę właśnie w pracy po kilkudniowym urlopie i próbuję się czymś zająć ale cały czas mam go w głowie. Jego ostatni wzrok skierowany na mnie po operacji. Ależ to smutne.Gdy patrzę na te zdjęcie profilowe gdy się tak do mnie uśmiecha i po chwili wiem że zostaje mi tylko pamięć o nim to wewnętrznie mnie rozrywa. Człowiek sobie uświadamia, że te wszystkie problemy, z którymi ktoś do ciebie przychodzi w pracy. Te wieczne niezadowolenie ludzi ze wszystkiego to jest nic. Ludzie powinni brać przykład ze zwierząt i się cieszyć każdą chwilą jak mój Benek. On wiecznie był zadowolony . Wszystko go cieszyło. Nigdy nie było dnia, że jak wróciłeś do domu aby się wściekał. Zawsze się cieszył. Ależ mi go brakuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziś dostałem wynik badania, cytuje: "Badaniem histopatologicznym przesłanego materiału stwierdzono złośliwy rozrost nowotworowy o typie naczyniakomięsaka o wysokim indeksie mitotycznym z wylewami krwi i odczynem zapalnym (nacieki granulocytów obojętnochłonnych). Rokowanie niekorzystne." 

Chyba było z nim źle a do końca nic na to nie wskazywało.

Może ktoś mi wytłumaczy w języku dla mnie zrozumiałym co ten wynik oznaczał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zacytuje siebie z innego Twojego wątku: 

1 godzinę temu, Dusia-Duszka napisał:

Guz złośliwy (dający niestety dużo przerzutów w innych narządach) był na naczyniach krwionośnych, bardzo szybko rosnący. Choroba śmiertelna. 

Krew mogła roznieść mikrofragmenty nowotworu po całym organizmie. 

To...  nie była zła śmierć w takiej potwornej sytuacji. Przepraszam ale łzy cisną się do oczu... 

 

I dokończę: 

Benek zmarł naturalnie. 

Bez bólu - narkoza. 

Bez świadomości zagrożenia - nie zdążyłeś mu przekazać swoich emocji, a uwierz mi, nie da się tego ukryć, każdy pies to wyczuje. 

Nie doświadczył ograniczeń a Ty patrzenia na cierpienie kochanej istoty - początkowe stadium choroby. 

Zachował radość życia do ostatnich chwil. 

I... nie musiałeś rozważać decyzji o eutanazji. 

Bądź mu za to wdzięczny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaczynam powoli sobie uświadamiać, że do końca był szczęśliwy. Odszedł nagle ale gdyby się obudził i ktoś z lekarzy by mi powiedział, że zostało mu kilka dni bądź tygodni życia to nie umiałbym się pogodzić,że z tym że niedługo odejdzie. Co dzień bym się rano budził i zastanawiał czy on też się obudzi. Wychodząc do pracy czy jak wrócę to będzie na mnie czekał. Życie przeżył szybko i odszedł też szybko. Ot taki miś malutki

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, Dusia-Duszka napisał:

I... nie musiałeś rozważać decyzji o eutanazji.

Fakt! Byłaby to moja najcięższa decyzja w życiu!!!! Wydaje mi się, że nie umiałbym jej podjąć!!!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Boguś....zacznij wspominać tylko dobre chwile...pozwól Benkowi odejść,nie trzymaj go tutaj swoją tęsknotą,bólem,płaczem.Pogadaj z nim,powiedz,ze się spotkacie.

Mam nadzieję,że nie myslisz,że zwariowałam..nie zwariowałam,przeżyłam też taka tęsknotę......

świat jest pełen dziwnych zjawisk.spróbuj dać mu to "zielone światło" I napisz jak się miewasz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Boguś, płakałam przez miesiąc, codziennie po kilka razy po tym, jak musiałam pomóc odejść mojej suni. Miała raka kości, była już 9 miesięcy po amputacji łapki, rak przerzucił się do płuc i sunia się dusiła, nie mogła oddychać. Musiałam podjąć tę straszną decyzję, byłam przy niej do końca, głaskałam ją po łepku, gdy odchodziła. Długo sobie wyrzucałam, że nie zauważyłam wcześniej, że lekko kuleje na łapkę, że wcześniej nie podjęłam jej leczenia. Była z nami 10 lat. Przeżyła ze mną wiele ważnych dla mnie chwil. To była moja wielka przyjaciółka. Do dziś jej wspomnienie zalewa mnie falą ciepła, a minęło już 7 lat. Teraz wiem, że mogę jedynie podziękować losowi, że pozwolił nam się odnaleźć i przeżyć razem te 10 lat. A teraz jest ze mną kolejny rozbitek życiowy, który znalazł przystań w moim domu, i wiem, że moja sunia cieszy się, że na jej miejsce przyszedł kolejny zwierz, który jest kochany. Że zrobiła mu miejsce odchodząc, może nawet specjalnie skrzyżowała nasze ścieżki. A w moim sercu będzie zawsze mieć wyjątkowe miejsce. 

Pozdrawiam Cię serdecznie i wierzę, że Twój Przyjaciel da Ci znak, że jest w miejscu, gdzie jest mu dobrze i spokojnie, i że nie chce, abyś się zadręczał. I dziękuje za wspólne wspaniałe lata. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now


×